Edda Tanenbaum

Edda Tanenbaum                                     Jan Tanenbaum
  
 
Mimo tych, zdawałoby się komicznych wypadków, zagadnienia konspiracji były niezwykle poważne.
Edda Tanenbaum wspominała historię, jak rozpromieniona i radosna szła ulicą wraz ze swym mężem
Janem, ciesząc się z odzyskanej przed chwilą wolności, kiedy dołączyło do nich trzech towarzyszy –
„Marceli”, „Siwy” i „Marian”. Szli razem, łamiąc podstawową zasadę konspiracji, której uczył ich
Dzierżyński, a która brzmiała: członkowie partii nigdy nie chodzą razem. I wtedy usłyszeli okrzyk:
„Stój! Ruki w wierch!”. Edda nie zatrzymała się, ale panowie tak. Udało jej się umknąć i w te pędy
pobiegła do Biura Centralnego na ulicę Złotą, w którym przebywał Dzierżyński, by zameldować mu o
zdarzeniu. Gdy, jąkając się, wycedziła w końcu, co się stało, Dzierżyński zmienił się nie do poznania,
jakby ogarnęła go ogromna fala złości. Z ogromną siłą uderzył pięścią w stół aż wszystko na nim wraz
ze stołem podskoczyło, a z jego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk: "Pod sąd partyjny was oddam.
Czterech ludzi zostaliśmy pozbawieni w takiej chwili…!." Edda zemdlała. Gdy odzyskała przytomność,
Feliks był przy niej i pocieszał, że nic się nie stało, nic nie znaleziono przy towarzyszach. Był daleki
od prawdy. Wszyscy zostali aresztowani i skazani na wieloletnie zesłania.


NAZAD NAPRZÓD
 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.