Kajgorodskoje latem

 
Pierwsze dni w Kajgorodskoje przepływały leniwie. Feliks dużo rozmyślał, wspominał. Przed jego oczami pojawiały się
obrazy Aldony, jej dzieci, a także poddasza, na którym wraz z Margaritą spędzili tak wiele uniesień duszy, gdy doświadczali
bliskości. Czuł wówczas, że żyje, że nie jest martwy; czuł, że krew jego wrze, że całym sobą gotowy jest do walki.
A teraz był późny wieczór. Jakszin i gospodarz siedzieli w izbie i przeszkadzali Feliksowi w pisaniu listu. Musiał
jeszcze odrywać się, by zerknąć na samowar, który obsługiwał w ramach swoich obowiązków. Chciał więc dokończyć
pisanie listu. "Napiszę jeszcze wiele o tutejszym życiu, o przeczytanych książkach, o ludziach i o wszystkim. Jest już późno,
trzeba położyć się spać, przecież Nowy Rok wczoraj się już zaczął. (…) Niech Pani posłucha i nie gniewa się na mnie.
Będzie Pani nieprzyjemnie, ale już to zrobiłem i powinienem się do tego przyznać. Nie wiem, czemu teraz o tym wspominam.
Kiedyś, kiedy ogarnęła nas z Jakszynem tak bardzo tęsknota, powiedziałem mu, że być może Pani przyjedzie i będzie nam
wesoło. Powiedziałem mu, po prawdzie dlatego, bo on taki dobry dla mnie jest, a mi tak ciężko było na duszy, że
otworzyłem się przed nim. Pani nie lubi i nienawidzi gadulstwa, ale żyć z człowiekiem, który tak się o mnie troszczy, a
ja tak często nie dopuszczam go do siebie, nie dzielę się z nim myślami, mam przed nim tajemnice – tak naprawdę i
ostatecznie trudno mi to znosić. I tak naprawdę nie wiem, czemu mu o tym powiedziałem. Złości się Pani? Sam się
obawiam, że jestem trochę gadułą. A tymczasem do jutra. Teraz Jakszyn pościelił mi łóżko. Jaki on, zaprawdę,
pierwszorzędny".
 
NAZAD NAPRZÓD


Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.