Jan Montwiłł Mirecki

 
"Pamiętam – powiada – jak tracili Mireckiego, nie spaliśmy owej
nocy aż do rana. A kiedy go prowadzili przez korytarz, wszyscy nasi, cały nasz Pawilon zaczął walić we
drzwi, czym kto mógł... Nie masz pojęcia, co znaczy takie napięcie nerwowe, kiedy najmniejszy szelest s
prawia po prostu ból fizyczny.
 
Mirecki siedział nade mną – na trzecim korytarzu, ja na dziewiątym. Pukaliśmy do siebie codziennie.
Był zakuty na nogi. Słyszałem więc każde poruszenie jego łańcucha. Pisywaliśmy grypsy. Gdy już 
wiadomo było, że zostanie stracony – przysłał mi na nitce krzyżyk złoty, jaki nosił na szyi, i pisał, że
daruje go na pamiątkę i jako rzecz wartościową. W przeddzień wykonania wyroku widziałem go
ostatni raz, jak chodził po podwórzu. Ciężko wlekły się jego kajdany. Głowę podnosił do góry i
patrzył ku niebu. Szyję miał obandażowaną. Zrobił mu się wrzód na gardle, wiesz, pewnie go
suchoty żarły... Ciężka to rzecz, bracie, patrzeć, jak człowieka zwiążą niczym barana i
prowadzą na ubój. I jeszcze ciężej jest przeżywać straszne uczucie upokorzenia.
Wiedzieć, że pięścią zatkają ci usta, powrozem ścisną gardło i że musisz być 
świadkiem przemocy – to, bracie, przykra, ciężka rzecz..."

NAZAD NAPRZÓD
 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.