My się waszych gróźb nie boimy

rozdział XXX
 
Zarówno dla Zofii, jak i dla Feliksa nadszedł czas rozstań. W ostatnich dniach lipca Sabina napisała list do Feliksa wylewając wszystkie swoje najszczersze uczucia: : „Józku mój jedyny. Kochany, najdroższy, gdzie jesteś w tej chwili, czy myślisz o mnie- czy tęsknisz i kochasz? Czy jestem jeszcze tym, czym byłam- czy nie wyrzuciłeś mnie z serca i pamięci? Czy wiesz, jak strasznie mi źle… Wiem, że masz już możliwości- nie będziesz długo czekał- wiem, że wrócisz. Ale do kogo, drogi mój, jedyny? Pytanie to mnie dręczy, spokoju nie daje- mózg natrętnie świdruje. Do kogo wrócisz? Wiem i rozumiem wszystko. Wiem jak kochasz dzieci- czy potrafisz się oderwać od własnego syna? Wiem, że wielka wina moja. I grzech mój wielki, że wtedy, w owym strasznym kwietniu, gdy sam byłeś w Krakowie- bezsilny i bezradny- że nie przyjechałam wtedy, by dać świadectwo prawdzie. I nie byłabym dopuściła, by inna była matką Twego dziecka. Duma moja- niewiara. Że- jeśli miłujesz- przeczekasz. Wszak i mnie łatwo nie było- po śmierci Mici. Wielka wina moja- i grzech wielki. Zrozumiałam- za późno… I płacę- płacę życiem moim całym.
 
         Mówiliśmy o tym tyle- Tyś mi usta zamykał- miłością, pocałunkami. Mówiłeś o prawdzie życia- o wielkim swym ukochaniu. A ja- nie umiałam wierzyć. Nie znoszę „przebaczenia” taniego- nie umiem przebaczyć, a zapomnieć- nie mogę. Mówiłeś o dumie mej bezrozumnej, że dziecka, o którym marzyłam- od Ciebie- już mieć nie chcę, nie mogę. I znów mi usta zamykałeś. Ale myśli piekielne świdrują w naszych duszach. Jakie będzie życie Twoje? I wrócisz- do kogo? [1]”
 
Tego listu Dzierżyński nigdy nie otrzymał. 26 lipca 1914 roku 67 więźniów politycznych i 204 kryminalnych znalazło się w więzieniu mokotowskim [2], gdzie poddano wszystkich szczegółowej rewizji i, mimo protestów, kazano przebrać się w więzienne ubrania. Dwa dni później, zakuci w kajdany więźniowie, przeszli pod konwojem żandarmów ulicami Warszawy- Rakowiecką, Puławską, Marszałkowską, Królewską, Placem Teatralnym w kierunku kolejowego Dworca Kowelskiego (obecnie Dworzec Gdański). Mieszkańcy Warszawy żegnali więźniów machając do nich białymi chusteczkami. Wyjazd był tak nagły, że nikt z rodzin więźniów nie miał szans dostarczyć paczek z jedzeniem na drogę.
 
Feliks był już w podróży, a wraz z nim Józef Unszlicht i Tadeusz Wieniawa Długoszowski. Dzierżyński siedział w przepełnionym, więziennym wagonie wraz z wieloma towarzyszami zakuty w kajdany przekazując najnowsze wieści, które uzyskał od strażników.
Wszystko przesunęło się w czasie jakimś strasznym zrządzeniem losu, jakby te dwie drogie sobie istoty nigdy szczęścia ze sobą zaznać nie mogły. Ból i rozpacz Sabiny, której serce szlochało z rozpaczy, czas, którego nie da się cofnąć, słowa, których nie można wymazać, rozsadzały serce przegranej kobiety, której już nie będzie dane ani zobaczyć Feliksa, ani przeczytać kilku słów od niego, który nigdy już nie położy na jej kolanach gałązki białego bzu.
 
Pod koniec lipca 1914 roku skończył się burzliwy romans, szalona, niespełniona i tragiczna miłość dwojga kochających się ludzi. Okrutna wojna, która rozpętała się po świecie, nieustające przenosiny Feliksa z więzienia do więzienia i bieg przyszłych wydarzeń na stałe rozdzieliły te dusze. Sabina pozostała w Łodzi próżno oczekując listu od ukochanego, którego powrotu tak bardzo pragnęła, by wziąć go w ramiona i nie wypuścić nigdy więcej. Każdego dnia Feliks wyglądał nadchodzącego dozorcy z listami, a w nich ciepłych słów od swej umiłowanej, lecz nigdy ich więcej nie otrzymał. Zachowane do dziś listy Feliksa ocalały dzięki zapobiegliwości Sabiny, która kilkakrotnie przepisywała je w pierwszych dniach II wojny światowej i chowała w różnych, wydawałoby się, pewnych miejscach. Niestety, znaczna część listów została zniszczona, inne przepadły, zachowały się jedynie listy Feliksa do Sabiny oraz jej notatki.
 
Nie tylko Sabina straciła kontakt z Feliksem. Straciła je też Aldona i Zofia. Listy do Feliksa dochodziły sporadycznie. Często był myślami przy swoich bliskich, zastanawiając się co robią, jak dają sobie radę w tych ciężkich czasach. Sabina Feinstein była ostatnią wielką i porywającą miłością Feliksa Dzierżyńskiego. Nigdy później nie zakochał się w żadnej kobiecie i dla żadnej nie był w stanie oddać swojego serca. Miłość, kobiety, pożadanie, namiętność, … te sprawy w życiu Dzierżyńskiego zeszły na dalszy plan. Stały się zupełnie obojętne. Ważna była rewolucja, partia, praca, syn i Zofia- jego najwierniejsza towarzyszka życia. Nie tylko żona, ale i wielki przyjaciel. 
 
W wagonie mknącym na północny wschód, Dzierżyński znalazł się z Julianem Leszczyńskim aresztowanym w Warszawie 19 stycznia 1914 roku na wskutek dochodzenia policji, która odkryła rękopis jego odezwy wzywającej do strajku. Ekspertyza grafologiczna doprowadziła policję do Leszczyńskiego, którego wcześniej aresztowano, ale zwolniono z braku dowodów. Teraz ten dowód się znalazł.
 
Być może właśnie od Leszczyńskiego Feliks dowiedział się o wielu ciekawych wydarzeniach, jakie miały miejsce w partii, a o których wiedział jedynie wyrywkowo. Cieszył sukces Komitetu Warszawskiego tak zwanej „kampanii ubezpieczeniowej” przeciwko nowym przepisom ubezpieczenia zdrowotnego pracowników. Według nich ubezpieczeniem mogli być objęci jedynie robotnicy fabryk zatrudniających więcej niż 30 osób. Robotnicy mniejszych fabryk zostali praw do kasy chorych pozbawieni. Leszczyński opracował skrupulatny projekt ustawy, w której wykazał jak ma ona działać, kogo obejmować, jakiego rodzaju ma być pomoc medyczna, a sukces jej przekazu zjednoczył w walce również działaczy PPS i Bundu początkowo opowiadających się za innym wzorem warunków ubezpieczeń. Broszura ubezpieczeniowa Leszczyńskiego została wydana w kwietniu 1913 roku i odniosła spore zainteresowania środowiska robotniczego. Niestety wszystkie wnoszone poprawki do ustawy wnoszone przez robotniczych posłów do Dumy były odrzucane.
 
W więziennym wagonie w czasie podróży, aby umilić sobie czas, śpiewano rewolucyjne pieśni czasem tak głośno, że cały wagon drżał od śpiewu. Radość i duma płynąca z gardeł więźniów nie spodobała się naczelnikowi konwoju, Kalininowi. Był on zdania, że nie ma sensu wieźć politycznych przestępców na Syberię. Twierdził, że znacznie lepiej byłoby ich na miejscu rozstrzelać albo pozostawić w tajdze, by umarli z głodu. W rewanżu za śpiew zabronił wydawać aresztantom posiłków. Pieśni nie ucichły, stawały się tylko coraz bardziej ciche im bardziej doskwierał głód. Słabsi więźniowie zaczęli mdleć, sytuacja zaczęła robić się dramatyczna. Mimo próśb dalej nie podawano żywności. Ktoś musiał zareagować. Zrobił to Dzierżyński dobijając się do drzwi wagonu samemu będąc już bardzo wyczerpanym.
 
Gdy w okienku pojawił się strażnik, zażądał natychmiastowego przyjścia naczelnika. Czekał na niego trzy dni. Każdego dnia kilkakrotnie powtarzał swoje żądanie. Kalinin w końcu przyszedł, jednak nie zamierzał ustąpić dodając, że jeżeli będą dalej protestować, każe rozstrzelać ich jak buntowników. Wtedy Feliks zbliżył się do niego, rozdarł koszule, nadstawił pierś pod karabin i krzyknął z dzikim spojrzeniem zdeterminowanego człowieka plując Kalininowi w twarz: „My się waszych gróźb nie boimy. Strzelajcie, jeśli chcecie być katami, ale my od żądań swoich nie odstąpimy...[3]”. Nastała przerażająca cisza. Naczelnik stał jak wryty wpatrując się w złowrogie oczy Feliksa płonące nieokrzesanym gniewem. Więźniowie wstrzymali oddech obserwując cichy pojedynek. W końcu naczelnik odwrócił się i wyszedł z wagonu. Po niecałej godzinie do wagonu dostarczono chleb, śledzie i machorkę. Feliks usiadł spokojnie w kącie i zapalił papierosa.
 
Pięćdziesiąt kilometrów przed więzieniem w Orle- miejscem docelowym, po trzech dobach podróży, transport zatrzymano w mceńskim więzieniu. Od 1862 roku pełniło ono rolę więzienia etapowego przed podróżą więźniów na Syberię. Więzienie to określane było jako „mceński hotel” ze względu na bardzo dużą swobodę, jaką pozostawiano więźniom, którzy mogli korzystać z własnych ubrań, spacerować o dowolnej porze, a cele były otwarte nawet nocą.
 
Nowy adres Feliksa Dzierżyńskiego brzmiał: Mceńsk, gub. orłowska, więzienie powiatowe, dla więźnia politycznego Feliksa Dzierżyńskiego. Warunkiem otrzymania listów od rodziny było to, że musiały być pisane po rosyjsku. Na miejscu pozwolono więźniom przebrać się w swoje ubrania, jednak okazało się, że wszystkie pakunki zginęły. Feliks pozostał bez zdjęć Jasia, bez książek, ubrania i pościeli. 12 sierpnia (7 września) 1914 roku udało mu się napisać list do Aldony, tym razem po rosyjsku. Był to warunek władz więzienia, inaczej list nie zostałby wysłany. 
 
Udało się Feliksowi napisać list do Władka mieszkającego w Charkowie. Kopertę zaadresował do szpitala psychiatrycznego, ale nie nakleił znaczka, nie wiedział zatem, czy list dotarze. Stasia prosił o przesłanie mu dwóch par bielizny na zmianę i ubranie. We wrześniu Feliks pisał do Aldony zatroskany o losy Zofii i dziecka: „Strasznie się niepokoję, że znikąd nie otrzymuje ani słowa- wiem, że według wszelkiego prawdopodobieństwa listy przepadły, ale teraz, w czasie wojny, Bóg wie, co mogło się stać z moimi bliskimi- o moim Jaśku nic nie wiem. Może Zosia pisała do ciebie [4]?”
 
Dopytywał się o zdrowie małej Wandy, spodziewał się listu od Ignacego, ale go nie otrzymał. Przez długi czas nic się nie zmieniało, nie dochodziły listy, wciąż szukano zagubionych paczek z rzeczami osobistymi. W korespondencji pisanej na kartce korespondencyjnej z 15 (28) września 1914 roku prosił Aldonę o przesłanie kilku rubli. Pieniądze, o które prosił w kwocie 25 rubli otrzymał od Aldony w październiku- podziękował za nie w liście z 7 października. Dodał w nim spragniony wieści ze świata zza murów: „Dlaczego, moja droga, nic nie piszesz o sobie i o dzieciach? Z pewnością jesteś teraz tak bardzo zajęta jak wcześniej, a może i jeszcze więcej masz zmartwień i trosk. Pisz mi wiele o sobie, jak tylko czas pozwoli ci na to. Jak się tobie teraz żyje, w czasie tej strasznej wojny, czy wielu z naszej rodziny i bliskich powołano do wojska i czy życie podrożało u was? Przerażenie ogarnia, kiedy pomyślisz, co może teraz może dziać się w Polsce, ile zmartwień, cierpień i zniszczeń. Muszę odganiać od siebie te myśli i obrazy. Co prawda, człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić, wówczas po prostu traci umiejętność odczuwania, patrzenia i słyszenia- i dlatego wiem, że w realnym życiu przenosi do siebie wszelkie bezmyślności i okropności. Rzeczywistość- to przeżywanie chwili spostrzeże jako całość, człowieka ogarnia przerażenie i musi przestać myśleć, by nie stracić zmysłów.
 
Bezsensowność mojego teraźniejszego życia- zupełna bezsilność moich myśli i uczuć, ich zbyteczność- po prostu dusi mnie to. Nie ma tu nic wartego zapamiętania. Gotujesz się we własnym sosie i niekiedy wydaje się od ciągłego wytężania się, że jesteś niezdolny do myślenia, odczuwania i pracy; nienawidzisz samego siebie złość kipi w duszy. Wybacz mi, Aldono moja, za te moje nastroje, za którymi chowają się wszak i nadzieja moja i siły me, wciąż żywy jest płomień życia, nie jeste w stanie pogodzić się z tą bezmyślnością, która nie tylko opętała ciało, ale chce opętać również duszę.
 
Jakakolwiek rozpacz jest daleko ode mnie, i ty, myśląc o mnie, pamiętaj o tym.  W człowieku jest tyle sił, a życie wlewa w niego tyle światłą, radości i tyle rozsądku, że może przetrzymać wszystko- nawet makabrę śmierci. Trzeba we wszystkim i wszystkich widzieć dobro i nienawidzieć zła. Rozumieć cierpienia i ból- tak swoje, jak i innych i mieć w duszy dumę by przeżyć wszystko, co przynosi los. Największe szczęście w życiu człowieka- to te uczucia, które możesz dac ludziom, a ludzie tobie twoi bliscy i dalsi podobni tobie. I dlatego, moja droga, tak bardzo dziękuję ci za twe ciepłe słowa i zawsze, gdy mi ciężko, te słowa dają mi tyle sił i woli, by przeżyć wszystko i wrócić. Jak długo przyjdzie mi tu siedzieć- niewiadomo, powinienem do końca wojny, która, jak myślę, nie będzie długo jeszcze trwać…[5]”.
 
Pomimo tak wielu cierpień i osamotnienia, wydawałoby się z jego ówczesnej perspektywy, beznadziejnegego życia bez konkretnej przyszłości, Dzierżyński potrafił znaleźć sposób, jak przeżyć uciekając do afirmacji dnia za dniem, chwili za chwilą zdając się na zupełne odczuwanie wszystkich emocji, jakie doznawał, które go zajmowały i jednocześnie sprawiały, że niewidzialny zegar szybciej odmierzał leniwy czas. Nauczył się bronić przed własnymi myślami tnąc je na kawałki, nie dopuszczając, by skomasowały się jedną, zabójczą, przerażającą myśl, która zabije nadzieję i chęć do życia.
Z natłoku myśli i postaci obrazów, jakie tworzył w głowie wyrwał go list od Stasi pisany z Dzierżynowa, na który natychmiast odpisał. Kilka dni później wezwano go do opuszczenia celi i przetransportowano do więzienia w Orle.
 
W tym okresie Zofia z Jasiem, Adolf Warski z Bratmanami pod koniec grudnia 1914 roku znaleźli się w Zurichu. Jak zwykle szybko Stefan Bratman znalazł pracę w swoim zawodzie elektromontera, Zofia starała się o pracę jako nauczycielka muzyki. Dzięki sekretarzowi sekcji SDKPiL w Danii, Włodzimierzowi Kuntze, Zofia starała się nawiązać kontakt z ojcem. Dopiero w marcu nadszedł pierwszy list od niego, w którym załączył kopię listu Feliksa do Zygmunta z 16 stycznia1915 roku: „…Strasznie się niepokoję, nie dostawszy żadnych wieści od Zosi i Jasia; Po moim wyjeździe do Orla wszystko tak nagle się pourywało. Po tak długim oczekiwaniu, w końcu dostałem wasz lis, a potem kartkę. Proszę, piszcie miwszystko, co tylko będziecie wiedzieli o Jasiu i Zosi. Wie, że im nie jest lekko, wszak komu teraz może być dobrze, kiedy przerażenie stało się chlebem powszednim.
 
Wiem, że Zosia nie boi się wyzwań i przejdzie dzielnie wszystko, ale myśl o naszej kruszynie- Jasiu- bardzo mnie niepokoi i tak chciałbym wiedzieć o nim każdego dnia. To tylko marzenie- wiem. Siostra Aldona przysłała mi stare zdjęcia Jasia, więc znów mam je przy sobie...[6]”.
 
Tymczasem klimat w Zurichu nie sprzyjał Jasiowi- często chorował na anginę, bronchit, łatwo się przeziębiał. Lekarz, do którego Zofia zwróciła się o pomoc zasugerował, by wraz z Jasiem zmieniła klimat. Jej towarzysze zapropnowali, by udała się do miejscowości Clarens. Zajęta rozpoczętymi studiami chemicznymi Marylka, nie mogła im towarzyszyć. Mamy ustaliły, że Zosia zabierze ze sobą też małego Jasia Bratmana. Dzięki pomocy brata Marylki, Stanisława, który przesłał jej 60 funtów, ich pobyt w uzdrowisku był dużo bardziej swobodny.  Wyjechali tam wiosna 1915 roku. Zamieszkali w domu starej Rosjanki, pani Fonowej na zboczu góry. Wkrótce przyjechał do niech Adolf Warski, który pozostał tam do września. Skromny budżet Zofii ratowały lekcje muzyki udzielane na miejscu.
 
Dzięki interwencji Zofii Dzierżyńskiej udało się załatwić pracę żonie Adolfa Warskiego, Jadwidze, która wraz z trzynastoletnią wówczas córką Janiną wyjechała do Klecka, do domu Mariana Muszkata, stryja Zofii, gdzie objęła posadę nauczycielki. Za kilka lat Janina wyjdzie za mąż za syna Muszkatów, Henryka. Starsza córka Warskiego, Zofia, była działaczką PPS- Frakcji Rewolucyjnej. Dla Warskiego, gorącego przeciwnika piłsudczyzny nie stanowiło to problemu. Jego partyjni towarzysze często wytykali mu działalność córki, jednak ten odpowiadał, że każdy określa swoje stanowisko według swych doświadczeń i przemyśleń.
 
W Orle nad rzeką Oką- 360 kilometrów na południe od Moskwy, więzieniem  zarządzał słynny ze swego okrucieństwa Akimienko. Było to jedno z największych i najcięższych więzień carskiej Rosji, w którym statystyki umieralności z powodu chorób zakaźnych i samobójstw były największe w kraju. W historii więzienia, zwłaszcza od 1908 roku, kiedy z aresztanckiego zostało przekwalifikowane na katorżnicze, wielokrotnie wybuchały bunty osadzonych, które zawsze spotykały się krwawym stłumieniem do tego stopnia, że informacje o buntach dochodziły do prasy, a protesty kierowane były bezpośrednio do Dumy.
 
Obraz, jaki zastał tam Feliks na jesieni 1914 roku przekraczał najgorsze wspomnienia warszawskiego więzienia w warszawskim Ratuszu. Jedzenie było marne i mało, a nawet gdyby było więcej, raczej nie znalazłby się amator, który chciałby to zjeść- kapusta bez smaku pięć razy w tygodniu i dwa razy zupę przypominającego grochówkę. Dwie łyżki kaszy nieokraszonej i kilogram czarnego chleba z piaskiem i pół kilograma chleba białego. Przy tym żadnych witamin, mięsa ani nic co ma jakąś wartość odżywczą. Brakowało obuwia, zimowych ubrań, a po świeżo wypranej bieliźnie zaraz paradowały na nowo wszy.
 
Feliks mógł napisać jedynie jeden list w miesiącu, pisał więc do siostry, przed którą taił prawdziwy obraz więzienia nie chcąc jej niepokoić. Listy skierowane do niego dochodziły zdecydowanie rzadziej. Listy sprawdzane były trzykrotnie przez cenzurę, wpierw więzienną, a następnie przez żandarmerię i komórkę wojenną. Niewygodne treści zamazywano lub wyrzucano list w całości.
 
Wyrok Dzierżyńskiego za ucieczkę uprawomocnił się, czekał teraz na drugi proces. Jedyne co dobre było w tym miejscu, to bogata biblioteka, z której swapliwie korzystał. Duże wrażenie zrobiła na nim książka Honoré Mirabeau o wojnie prusko francuskiej, której potworne obrazy przekładał na wyobrażenia walk dziejących się na terenie Polski i Litwy.
W liście z 2 listopada do Aldony mieszkającej wówczas w Wilnie poprosił, aby Staś zaprenumerował mu Dziennik Rządowy- „Prawitielstwiennyi Wiestnik”, który jako jedyny oprócz pisma „Ruskij inwalid” był dopuszczony do czytania przez więźniów i choć był procarską tubą propagandy, przynosił wieści ze świata. Jego nadzieja na szybkie zakończenie wojny dodawała mu sił, marzył, aby znów spotkać się z rodziną i jako wolny człowiek nie być zmuszonym do ciągłego ukrywania się. Utrzymywał kontakt ze Stasią- żoną Ignacego, a przez Aldonę prosił Stasia, aby nie wysyłał mu ubrań, gdyż te szybko się niszczą.
        
Nadchodzące, kolejne grudniowe święta w celi nastrajały go refleksyjnie. 21 grudnia (3 stycznia) siedząc przy drewnianym stole, na którym leżał list od siostry, zdjęcie Jasia i opłatek świąteczny, pisał do Aldony: „W tym roku wszyscy mamy smutne święta. Jedyna otuchą to te więzy, uczucia radosne łączące nas z sobą i z tymi ludźmi, którzy byli kiedyś z nami. Gdy czujesz rękę przyjacielską, gdy wspominasz radosne chwile bez trosk, chwile zapomnienia, gdy przychodzą słowa serdeczne – smutek, nawet obecny traci natężenie swe- i znowu wraca chęc do życia i wiara w siebie. Dziś, gdy tyle nienawiści sieją, gdy tyle ludzi rzucono na siebie, może w niejednym sercu święto, zwracając myśl ku swoim drogim, znów obudzi potrzebę miłości, zbratania się. Tak ogromnie ciężko tu teraz siedzieć- bezużytecznie i bezczynnie, gdy tam daleko gorzej niż tu- bo wydaje mi się, że niedługo zło zostanie zwalczone i że moje siły i myśli przydadzą się. Wydana będzie wojna wojnie i na zawsze usunięte źródło nienawiści. Dziś więc garne się mysla ku wszystkim, których kocham, i chciałbym dać im szczęście, płynące z pewności, że miłość zwycięży i że ona będzie panią świata. I wydaje mi się dziś, że przezywamy teraz czas, gdy nienawiśc doprowadzona do kresu zbankrutuje, topiąc się we własnej krwi. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej potwornego, niż ta rzeź? Myślę o niej tylko i chciałbym ten opłatek, drogi znak od Ciebie, przekazać tym wszystkim milionom, które idą na rzeź, choć nie chcą. Beznadziejnie smutno byłoby dziś żyć i tu i tam na wolności, gdyby nie ta pewność- że przyjdzie królestwo prawdy, miłości i szczęścia [7]”.
 
Zaraz po świętach, które spędził na skutek niebywałego splotu okoliczności z Tadeuszem Wieniawą Długoszowskim, Dzierżyński poważnie zachorował. Ze względu na wysoką gorączkę znalazł się w szpitalu, gdzie przeleżał kilka dni. Staś przesłał Feliksowi 10 rubli. Po wyjściu ze szpitala, przeniesiono go do celi z siedemdziesięcioma skazanymi. W tak dużym skupisku ludzi każdy z więźniów zamknięty był w swoim świecie, obecnośc innych nie przeszkadzała nikomu, stali się niewidzialni dla siebie.


[1] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 142
[2] Dzisiejsze więzienie na Rakowieckiej.
[3] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 198
[4] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 135
[5] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Listy, Młoda Gwardia, Moskwa 1984, list z dn. 7 październia 1914r., s.109
[6] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Listy, Młoda Gwardia, Moskwa 1984, list z dn. 16.stycznia 1915r.
[7] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, 1951, s. 144-145/ F.Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 309
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.