Miłość prawdziwa martwą już była

rozdział XXVI
 
 
Feliks był zmęczony swoją niespełnioną, tragiczną miłością do kobiety zimnej jak lód. W postrzeganiu Feliksa, nie był on godny tak pięknej kobiety, która pochodziła z inteligenckiej, wykształconej i bogatej rodziny. „Przypomniały mi się słowa o mojej nicości wobec zdolności innych- uprzytomniałem swoją rzeczywistą nicość i moją miłość nędzarza w łachmanach, który królewnę ukochał- królewnę umiłował i rozrzewnia ją nieraz swoją prostaczą pieśnią miłosną [1]”- pisał do Sabiny.
 
Jego olbrzymie zaangażowanie w prace partyjną po powrocie do Krakowa, nieprzespane noce, praca również w niedziele, branie na siebie tak wielu obowiązków było środkiem do ucieczki od myśli o Sabinie. Praca pozwalała mu zapomnieć o tym, jak bardzo krwawi jego serce, jak bardzo jest nieszczęśliwy. Feliks odrzucał przecież zaloty Zofii, kiedy próbowała nie raz wyciągnąć go na spacer, nie szukał przygód, pragnął jedynie zapomnieć.
 
Zapomnieniem tej miłości miał być też związek z o pięć lat młodszą Zofią, pomimo tego, że nie kierował się, podejmując decyzję o ślubie, swoim sercem. Świadczą o tym jego słowa pisane do Sabiny: „Bez namysłu, bez miłości, bez kochania ożeniłem się i bez słowa poddałem się woli innej, która pomagała mi w pracy- nie myśląc o przyszłości, nie kwalifikując moralnie postępku mego. O miłości mej, o szczęściu moim nakłamano Pani, jak i o romansie moim. Ja ani na chwilę nie przestałem kochać- Pani.  I popełniam podłość tylko w stosunku do żony, że piszę do Pani prawdę moją okropną, że jej nie mówię nic o sobie, nic o miłości- że okłamuję ją milczeniem moim. I podłość ta, i nieszczęście powloką się teraz za mną do końca. Nie chcę truć jej życia- i wciągać jej nie chcę w piekło duszy mojej [2]”.
        
Dowodem na to, jak bardzo Sabina musiała skrzywdzić duszę Feliksa są jego słowa w jednym z listów napisanych zaraz po swoim ślubie, kiedy pisał, że pochwały innych gniewały go i doprowadzały do rozpaczy. Widocznie Sabina tak często poniżała go, że w końcu uwierzył w to, że jest nic nie warty. A mimo to kochał ją bezgranicznie wiedząc, że nie ma najmniejszych szans, aby została jego wybranką. „Czy to usprawiedliwienie- to co piszę- czy szukam odkupienia? Czy to obrona przed tą straszną wzgardą- tą krwawą wzgardą, którą rzuciła Pani mi w twarz?” W swoich myślach słyszał głos Sabiny: „Pan i ja- to szaleństwo!”, „Ja się bawię, nie widzisz?”, czy też oburzenie Sabiny, kiedy oświadczył się jej:  „Co takiego [3]?”.
        
Reperkusje zranionej miłości wciąż pobrzmiewały w jego sercu. Odrzucił Sabinę biorąc ślub z Zofią, mimo to wciąż ją kochał, a wspomnienia nie pozowalały mu o niej zapomnieć, pomimo tego, że przez pięć lat był zwodzony. Zarzucając Feliksowi brak zdecydowania, Sabina kryła własne niezdecydowanie. Niezwykle piękna, interesująca i inteligentna kobieta o niewyobrażalnym uroku popełniła błąd przez swoje tchórzostwo, które wmawiała Feliksowi. Ich związek był nieustającą dezinformacją ze strony Sabiny, jakby czekała aż Feliks zachowa się dokładnie według jej wyobrażeń, oczekiwań. On zaś inaczej postrzegał miłość widząc w niej osobistą wolność.
        
 
Zofia Muszkat
Zofia musiała wiedzieć o jego miłosnej awanturze serca, rozumiała go, sama bowiem doświadczyła zranionej miłości. Nie wiadomo kim był ten człowiek. Prawdopodobnie wieloletnim adoratorem Zofii był Adolf Warski[4]. Dzierżyński najwyraźniej nie widział powodów, aby ograniczać swoją żonę. Zarówno ona jak i Feliks pragnęli małej stabilizacji, choćby namiastki rodziny i posiadania dzieci. Pomimo tego, że uczucie szybko wygasło, to przez kolejne lata będzie łączyć ich praca, idea, wspólne zainteresowania, Jaś, polityka, ich własna niezależność oraz złamane serca.
 
Feliks nie był zbyt wylewny wobec Zofii, nie opowiedział jej o swoim ciągnącym się dramacie związanym z Sabiną, ani tego, że zaraz po ślubie korespondował z nią i wyznawał ukochanej miłość. Zofia musiała sobie doskonale zdawać sprawę z istniejącego stanu rzeczy. Obracali się w tym samym świecie, mieli tych samych przyjaciół i znajomych i jeśli Sabina dowiedziała się o ślubie zanim on się odbył, również Zofia musiała wiedzieć o Sabinie i ten stan rzeczy akceptowała.
 
Od pierwszego momentu, kiedy zobaczyła „Józefa” w 1904-tym roku, wówczas nie znając nawet jego prawdziwego imienia, uległa pod naporem jego przenikliwego wzroku i niewyobrażalnego wdzięku. Potrzebowała mężczyzny, który jest silny, a takim był Feliks. Mężczyzny, który będzie jej autorytetem. Sabina, niestety, uczyniła go we jego oczach mazgajem, którym on nie chciał być, bowiem było to wbrew jemu samemu. Nie mógł ścierpieć dłużej poniżania w tej swojej miłosnej tragedii. U boku Zofii odzyskał siebie.
        
Doskonale wiedział, że wybierając się z Zofią na wycieczkę do Zakopanego, jego świat może wywrócić się do góry nogami. W liście do Sabiny pisał: „I oto spotkałem się z późniejszą żoną moją. I miłość- jeśli była- wola jej zniewoliła mnie. Nie przemocą. Nie rozumowałem- dobrowolnie poszedłem w te góry. Czułem, idąc, że tak się to skończy- wahałem się odruchowo chwilę,- krótko- i poszedłem. Nie dam jej szczęścia- i nie jestem podły, bo moja miłość prawdziwa martwą już była i na wieki martwa będzie. (..)Nie oszukuję jej i siebie do niczego nie przymuszam. Jesteśmy równi [5]”. Doskonale wiedział, czym się skończy ta eskapada.
        
Sabina dyszała z wściekłości. Zażądała zwrotu swoich listów: „Pan zdeptał... Więc sądzi Pan, że i moją wolę zdeptać Pan może. Nie wierzę, aby spalił Pan listy moje bez śladu. To byłoby gwałtem niegodnym. Raz jeszcze żądam ich zwrotu[6]”. Nie wierzyła, że Feliks faktycznie je spalił. Nie wierzyła, że wciąż ją kochał, pomimo tego, że odszedł do innej. Nie mieściło jej się to w głowie. Wielu ludziom to nie mieści się w głowie, jednak bogactwo życia, pomimo, że niezmierzone, zawsze kieruje się ku banałowi.
        
Tadeusz Radwański
Tymczasem w Warszawie przestano wydawać czasopismo „Młot”. Do redakcji wtargnęła policja odnajdując listę prenumeratorów, a jej redaktor naczelny został aresztowany. Numer 19-sty nie został już wydany. Esdecy mieli wykupionych kilka tytułów gazet na wypadek zamknięcia jednego z nich na nazwisko Tadeusza Radwańskiego, ale z niewiadomych powodów nie wydawano nowego pisma. Sytuacja była niewyjaśniona i konieczne było wysłanie kogoś, kto rozezna się w sprawie i poprowadzi do dalszego wydawania pisma. Zadanie to zaproponował Feliks Zofii ponad dwa tygodnie po ślubie. Zosia przyjęła je bez najmniejszego oporu. 28 listopada 1910 roku odprowadził ją na dworzec. Według planu miała wrócić za dwa, trzy miesiące i znów mieli być razem. Tak się jednak nie stało.
        
W Warszawie Zofia zatrzymała się u ojca, a przez Józefa Unszlichta  mieszkającego wówczas na ulicy Koszykowej 35 została wprowadzona do Tymczasowgo Komitetu Warszawskiego, w którym pracowali m.in. Aron Wizner, Eugeniusz Sokołowski, Franciszek Soszyński i Tadeusz Radwański. Odnowiła znajomość z poznaną w więzieniu na Spokojnej Franiszką Gutowską, która udzieliła jej adresu do przyjmowania korespondencji. Dość szybko zaczęła dostawac pierwsze materiały od Feliksa, natomiast na adres pracy jej ojca w drukarni Orgelbranda otrzymywała listy prywatne.
        
Pod koniec grudnia Zofia Muszkat została aresztowana na zebraniu w jednym z domów robotniczych przy ulicy Górczewskiej 11. O ile nie miała przy sobie obciążających materiałów, tak meldunek u ojca na ulicy Wspólnej 39 i klucze do mieszkania były wystarczające, by sądzić, że wnet w mieszkaniu odbędzie się rewizja. Do osadzenia w areszcie przyczyniła się nieświadomie, bezmyślnie łamiąc zasady konspiracji Franciszka Gutowska. Miała przykazane, by niszczyć koperty nadchodzące na jej adres i przekazywać tylko zawartość. Nie zrobiła tego i wraz z nadesłaną przez Feliksa kopią obrazu Madonny Rafaela dostarczyła do mieszkania ojca Zofii również opakowanie z adresem, a na dodatek zaczęła pisać list z zapytaniami o broszurę partyjną, której do końca nie rozumiała. I tak nad kartką zastała ją policja. W paczce z kopią obrazu odnaleziono rękopis 180 numeru „Czerwonego Sztandaru”.
 
To nie była najlepsza chwila na aresztowanie. W X Pawilonie Cytadeli w celi numer 14 (w tej samej celi siedział wcześniej Dzierżyński) na pierwszym piętrze Zofia bardzo źle się czuła i fatalnie znosiła odosobnienie. Była w ciąży. Także jej rodzina doznała wielu nieprzyjemności. Ojciec miał poważne kłopoty w pracy, a żona fundowała mu niekończące się wyrzuty. Oczywiście pomimo prób adwokata, nie udało się zwolnić jej z więzienia powołując się na jej błogosławiony stan. Udało się jedynie wymóc przewiezienie jej 20 marca 1911 roku na Pawiak do żeńskiej części więzienia, tzw. Serbii, gdzie personelem były kobiety.
 
O aresztowaniu żony, Feliks dowiedział się od Jakuba Haneckiego- ten nie znał więcej szczegółów. Pomimo wielu zagrożeń, małżonkowie korespondowali ze sobą legalnie, przesyłając lakoniczne pozdrowienia i za pomocą grypsów, rzecz jasna pod inne adresy i inne nazwiska nieznane policji. Feliks, aby uniknąć wpadki pisał też zmienionym charakterem pisma. Zażyła korespondencja Dzierżyńskiego trwała też z Sabiną.
Zraniona kobieta pragnęła zadać mu kolejny ból zarzucając Feliksowi, że nie jest szczery wobec Zofii ukrywając ich związek.
 
On jednak uważał, że w tak trudnym momencie, kiedy jego żona siedzi w więzieniu, bezcelowym okrucieństwem byłoby informowanie jej o tym. Podjął jednak rękawicę i już w następnym liście odpowiedział Sabinie: „Przyjść musi koniec i przyjdzie. Nie będzie to ucieczką- będzie to mus. Ciężar, jeżeli będzie zbyt wielki, da się zdjąć tą samą drogą. To co Pani pisze, jest straszne, tak straszne w swym okrucieństwie, że lepszy już koniec. Zresztą ciężar nie powinien być zbyt wielki. Co się mnie osobiście tyczy, to ubiegłe lata zabrały mi tyle, że nie mam wprost żadnej siły oporu. Ciężar niech spadnie na tych, którzy mi te siły rzeczywiście zabrali [7].”
        
W liście do Zofii wyznał dokładnie wszystko, co działo się w jego sercu. Potem napisał do Sabiny: „Napisałem do niej o wszystkim- cała prawdę- tę podwójna prawdę- nie tając nic i nic nie ukrywając. Dowiedziała się i wtedy zrozumiała wszystko. I po strasznej walce- przebaczyła mi. Przebaczyła- nie jałmużnę mi rzuciła lecz zrozumiała. Wszystko zrozumiała [8]”. Drobnymi krokami oddalał się od Sabiny.
 
O ile kilka miesięcy wcześniej zabiegał o jej uwagę, przyzwolenie, miłość, tak teraz zaczął wielokrotnie przeplatać w listach prośbę o to, by zapomniała o nim. Jednak wciąż nie było łatwo. Pisał: „ Inko (tym imieniem często zwracał się do Sabiny- ZF) moja, oh, poradź; w Twoim ręku serce i dusza moja… Wiem, rozumiem doskonale, że muszę odejść- muszę zapomnieć o Tobie- muszę żyć życiem małego, szarego człowieczka, który ma swoje obowiązki, swoje ideały, swoje zasady, swoje ukochania dnia codziennego, swoją pracę dla człowieczeństwa, dla wolności. Gdzie moje marzenia o umiłowaniu ludzkości- o budzeniu wyzyskiwanych i poniżonych do walki- do wolności? Chcę i muszę zginąć- taki jest cel i przeznaczenie mego istnienia. I prostą wydaje mi się droga- bez żalu wyrzekam się wszystkiego. Ale czego się nie wyrzeknę- to gdy całując Twe ręce ukochane, Twe usta dla mnie najsłodsze, mówiłem półżartem: ale czego się nie wyrzeknę, to pomnika ze złota, jaki po mojej śmierci potomni postawią mi na placu Warszawy[9]- to mi zostawisz w imię przebaczenia za rzekomą zdradę- Ty moja najdroższa, kochana, jedyna [10]”. Tak kończy się rok 1910-ty.
 
27 stycznia 1911 roku w kolejnym liście Feliks coraz mocniej nalegał na zerwanie kontaktu. Nie był w stanie żyć w swoistym rozdwojeniu, kochać Sabinę i być z Zofią. Pragnął zabić tę miłość, która zabrała mu tak wiele sił. Dlatego dokonał swojego podsumowania pisząc: „Dziś spokojny jestem- może za cenę spokoju trupa. To, co się stało- to, co zrobiłem- nie było ani przypadkiem, ani wynikiem namiętności prostej. Był to mus i była mi kochana. Nie tak jak tamta bezgraniczna miłość moja. Tamto przeszło, jak bajka- lecz przeszło. I ta nowa moja miłość, w życiu blada- uświadomiona w męce- w rozterce wewnętrznej. Kochałem Panią. Jest to prawda, która mnie pali. Kochałem. I mówię to tak, jak ten, który przeżył swój czas, mówi „żyłem”.(…) Zbyt kochałem, zbyt żyłem- zbyt bezgranicznie kochałem. I ten koniec- kres mój- nie przeraża mnie. Zrobiłem źle- nie ze względu na miłość mą, którą przeżyłem, a ze względu na żonę mą- nie ze względu na Panią- oh, bynajmniej! Postępek mój nie był zdradą względem Pani- właściwie nie był kłamstwem, tak samo jak nie kłamstwem były słowa miłości mojej. Zrobiłem źle dlatego, że ta nowa miłość moja już nic dać nie mogła, że połączyłem z losem moim los drogiej mi wtedy, gdy właściwie przyszedł kres mojego życia i że dlatego wpadła w matnię i mroki dusza moja [11]”.
        
Feliks był gotowy zmierzyć się ze swoją przeszłością spotykając się z Sabiną twarzą w twarz teraz już dużo bardziej silny i zdystansowany wobec niej. Prosił w listach o przebaczenie, które pozwoli mu dalej iść przed siebie, jednak Sabina daleka była od wybaczenia. Uważała, że ją zdradził. Kazała mu wykreślić z pamięci ostatnie lata spędzone przy jej boku. Sama zaś stawała się coraz bardziej słaba a jej złość przechodziła w rozpacz. Sabina zgodziła się co prawda na spotkanie, jednak problemem było miejsce, gdzie miało się ono odbyć. Berlin wydawał się najodpowiedniejszym miejscem, jednak tam był Władysław Leder, który nie dość, że oddalał się od Feliksa na płaszczyźnie politycznej, miał mu za złe śmierć Michaliny to był zły na Feliksa, że zostawił, zdradził zrozpaczoną, jego jedyną już siostrę, Sabinę. Spotkanie nie doszło do skutku.
        
W dniu swoich urodzin, 24 lutego 1911 roku, Sabina napisała do Feliksa kolejny list. Zaczynały ją nękać miłe obrazy wspomnień z okresu, kiedy Feliks klęczał u jej stóp, kiedy przynosił jej białe bzy- jej ukochane kwiaty, które zawsze przypominały jej „Józka”, jego pocałunki i zapach. Starała się, ale nie umiała ani zapomnieć o nim, ani mu wybaczyć. „Och, rzucić mu pod nogi moje serce obolałe, serce moje krwawiące. W twarz Ci rzucić przeklęte słowo „zdrada”- bo zdradziłeś przecież- mimo wszystkich pięknych słów kłamliwych zdradziłeś dla innej. A ja głupia, oj, jaka głupia, zapomnieć nie mogę. Precz, precz z mej pamięci- precz z moich wspomnień- przeklinam się, że kochałam, przeklinam, że zapomnieć nie umiem [12]”. Oboje przeżywali dramat, konsekwencję nieporozumień sprzed lat.
        
31 marca 1911 roku Feliks wysłał nielegalna drogą list do Zofii, w którym pisał o swoim planie wyjazdu do Berlina na kilka dni. Szyfrem relacjonował swój pobyt w Warszawie, jako bardzo ryzykowny. Miał nadzieję, że nie gniewa się ona za to, że wyjeżdża, potrzebuje bowiem ruchu, a Kraków działa na na niego depresyjnie. Swój krótki list zakończył słowami: „Zresztą, to wszystko drobnostka, bylebyś tylko była silna i zniosła wszystko. Niejednokrotnie, kiedy myślę o tobie, o dziecku, nie patrząc na wszelkie przeciwności losu, ogarnia mnie jakaś zadziwiająca radość… I w duszy coś mi mówi, że nasze słońce jeszcze nie zaszło. Sciskam cię mocno. Twój Feliks [13]”.
 
W kwietniu pisał do Sabiny: „Muszę uciekać od siebie- od mych myśli- od mej przeszłości.(…) Mus okropny- od razu zabić i siebie- i życiem bajki- uczynić piekło- własną ręką zniweczyć całe życie. Tłumaczę- ale nie rozumiem nic. Przebaczenia nie dostanę- i sam go nie dam sobie. W wir życia rzucić się- zapomnieć- zagłuszyć wszystko. Mogłem szczęście dać- dziś przepadło wszystko- i nikomu już nie wyśpiewam hymnu życia. Po co złamałem drugie życie? By ona mogła rzucić w twarz mi: byłam ci dziewką, gdy zbliżyłam się z całą wiarą- wierząc ci święcie. Nie- nie żądza pchnęła mnie. Nie znam tajników duszy własnej, lecz nie podłość ludzka pchnęła mnie. Był jednak mus nieprzeparty.
 
Nie wyśpiewam jej hymnu życia już- jak i bajka moja dawna nie wróci żywa. Kochałem i kocham zawsze jedną- Ciebie kocham bezgranicznie. Jest to prawda moja jedyna. (…) Bliską i drogą jest mi matka dziecka naszego, a tak mi daleka strasznie. Związałem i tak skrzywdziłem. I będziemy związani przez życie całe szli- a tak dalecy sobie, że nigdy może nie spotkamy się ze sobą. Rozwiązałem, zerwałem i inne więzy bajki mej wyśnionej, na zawsze zerwałem [14]”. Feliks na dnie swojego serca wybudował cmentarz uczuć, gdzie chciał pochować swoją przeszłość. To nie było łatwe zadanie, ale był zdeterminowany i bezustannie kopał dół, nad którym wylewając łzy chciał zakopać wszystko, co łączyło go z Sabiną.
        
Mimo tak rozpaczliwych i bolesnych przeżyć, życie wciąż biegło swoim tempem. W marcu 1911 roku przyjechał z Krakowa do Warszawy, gdzie złożył wizytę rodzicom swojej żony przedstawiając się, ze względów bezpieczeństwa, jako brat Feliksa. Rodzice nie byli świadomi, że rozmawiają ze swoim zięciem. Dopiero podczas widzenia Zygmunta Muszkata u swej córki w więzieniu, z opisu jaki podał, okazało się, kim był niespodziewany przybysz.
 
Z Krakowa 31 marca 1911 roku wysłał list do Zosi, w którym z wielką czułością i troską zwracał się do niej informując przy okazji o swoich planach: „Droga moja Zosiu! Przypuszczam, że pojadę na stałe do pracy do Berlina… Jednakże sprawy układają się tak, że dziś jadę do Berlina zaledwie na kilka dni, a potem wrócę tu i prawdopodobnie posiedzę tu znów przez dłuższy czas. Za moje niespodziewane odwiedziny mamuśki dostało mi się zdrowo, więc powinienem odmówić takiego rodzaju wycieczek. Nie gniewasz się za ten wyjazd, Zosiu, nieprawdaż? Siedzieć tu ciężko, choć przyznaję, że jest to konieczne.  Tak strasznie chcę życia pełnego ruchu, chciałbym wyrwać się z szarego, krakowskiego życia… Z resztą, to wszystko głupstwa, ważne jest tylko to, byś była silna i wszystko przetrwała. Niejednokrotnie, kiedy myślę o tobie, o dziecku, nie bacząc na wszelkie przeciwności, okrywa mnie jakaś przedziwna radość… I w duszy coś mi mówi, że nasze słońce jeszcze nie zaszło. Ściskam cię mocno. Twój Feliks [15]”.
 
W tym czasie sądził, że jego prośba o zezwolenie na wyjazd do Warszawy nie zostanie zaakceptowana. Co prawda propozycję wyjazdu do Berlina Dzierżyński kategorycznie odrzucił, ale nie mógł opierać się bez końca. Pisał zatem do Zarządu na początku roku: „Przenieść się do Berlina nie mogę i nie ma po co… Mój pobyt w Berlinie będzie niecelowy”. Trzy miesiące później, w marcu 1911 roku pisał: „Co właściwie będę robił w Berlinie nie znając języka niemieckiego i nie władając piórem? Czy budżet partyjny pozwoli na to, aby w Krakowie był przedstawiciel, który tu jest nieodzowny [16]?”
 
Na początku maja 1911 roku po kolejnym przejmującym liście od Sabiny, jego uczucia zaczęły na nowo burzyć porządek, jaki starał się zaprowadzić w swoim życiu. Sabina nie odpuszczała. Kochała Feliksa coraz bardziej szalenie i coraz bardziej dawała temu wyraz. Tęsknota za ukochanym siały spustoszenie w jej sercu. Feliks oddalał się od niej. Traciła go. W krytycznym momencie eksplodował mając w pamięci ich spotkanie po śmierci Michaliny, rozmowy w szwajcarskim sanatorium: „Wydrę serce pani wydrę jej pogardę- zapomni Pani. Zapomni pani, gdy w twarz jej rzucę moją nienawiść straszną. Nienawidzę Pani- słyszy Pani- nienawidzę, jak kiedyś bezgranicznie kochałem. I nienawiścią moją sycę się teraz- słyszy Pani? I w twarz jej rzucę moje nieprzebaczenie okrutne… To Pani rzuciła mnie w cudze ramiona- nikt inny, tylko Pani- ta moja bajka wyśniona, moja wiosna utęskniona- rzuciła mnie bez słowa- bez żalu [17]”.
 
Zarzucał Sabinie, że nigdy nie chciała, by świat dowiedział się o ich miłości, że nauczyła go kłamać, że wstydziła się go, że nie pozwoliła rozkwitnąć uczuciom jakimi ją darzył, pragnął ją, a ona go odrzucała. Swój list zakończył surowymi słowami pełnymi emocji i tragizmu własnej sytuacji: „Kochałem Panią i kocham- to wszystko. I kochać będę tylko Panią- Panią jedną na świecie. W dodatku mała drobnostka- przegrałem życie. Chociaż życie takie cudne jest [18]”.
        
W notatkach myśli zachowanych przez Sabinę możemy odnaleźć jej przemyślenia, dotyczące postawy Feliksa nawiązujące do niedawnej propozycji spotkania, jak i ostatnich słów gorzkich: „Ale- widzieć go nie chcę- tego, który mnie zdradził, a którego ja, głupia, kochałam- i zapomnieć nie mogę… czekaj, czekaj, daj mi chwilę odetchnąć- daj mi chwilę czasu- zdepczę serce własne, duszę własną pod nogi ci rzucę- zapomnę, zapomnę, zapomnieć muszę, by wrócić do życia- zdobyć spokój i wolność.(…) Chce przyjechać- chce mi wytłomaczyć- chce bym zrozumiała, że to ja- nie kto inny- rzuciłam go w cudze ramiona. Tej, którą teraz pokochał. Bo gdy napisał jej prawdę- cała prawdę, zrozumiała- i w imię miłości przebaczyła [19]”.
 
Tymczasem Zofia siedziała w celi Serbii wraz ze swoją przyjaciółka i współwinną aresztowania Franką Gutowską. Dzięki dostarczonej przez macochę miękkiej włóczki, Zofia przy pomocy Franki wyszydełkowały dwa kaftaniki dla dziecka. Ojcec Zofii wystarał się o pozwolenie dostarczania córce obiadów ze względu na jej „błogosławiony” stan. Co ciekawe, Jan Rosół, człowiek, który lubił Feliksa, ale mu nie wierzył, zajmujący się pomocą więźniom, dostarczał posiłki również Zofii Muszkat, które ta dzieliła z Franką.
 
Zofia, pozostawiona, zdana jedynie na siebie, bardzo przejmowała się losem dziecka, które niebawem miało się urodzić. Do celi, w której siedziała dokwaterowano socjaldemokratkę lecz umysłowo rozstrojoną- Różę Kagan, która fatalnie wpływała na samopoczucie Zofii. Całymi dniami waliła taboretem o drzwi, śpiewała pieśni rewolucyjne i nie sposób było jej uciszyć. Wydawało się, że ten koszmar nigdy się nie skończy. 21 czerwca 1911 roku Róża na korytarzu rzuciła się na Zofię miotając obelgi, przekleństwa i omal nie zrzuciła Zofii ze schodów. W celi Zosia waliła do drzwi błagając o możliwość ucieczki przed wariatką gotową ją zabić, uciekała by chronić dziecko. Na szczęście walenie do drzwi usłyszała strażniczka. Przeniesiono ją do więziennego szpitala mieszczącego się na innym piętrze. Okna celi wychodziły na ulicę Dzielną, na której w spacerowali ludzie i bawiły się dzieci. To fatalne zdarzenie przyspieszyło poród.
 
W więziennym szpitalu przedwcześnie przyszedł na świat 23 czerwca 1911 roku synek Feliksa Dzierżyńskiego- Jaś. Był tak wątły, że obawiano się, że nie przeżyje ciężkich warunków więzienia. Niektórzy nie wahali się powiedzieć tego głośno przy Zofii. Jaś był chorowity, Zofia zaś nie miała pojęcia, jak prawidłowo sprawować opiekę nad maleństwem. Trzeciego dnia po porodzie Jaś dostał straszliwych konwulsji. Nie było nikogo, kto mógł ją wesprzeć i pomóc. Lekarz, który zaszedł do jej celi powiedział tylko, że w więzieniu nie ma miejsca dla dzieci. Do fatalnego samopoczucia dochodziła potworna niepewność jutra i więzienne otoczenie.
 
Udało się wybłagać pozwolenie na wizytę macochy. Karolinę urzekła uroda chłopczyka do tego stopnia, że narysowała jego profil, który później Zofia wysłała Feliksowi do Krakowa. Przekazała też gryps od Feliksa, który był jedyną osobą wspierającą, wierzącą, że ich dziecko będzie zdrowe i pokona choroby. Ten jeden mały gryps dodał Zofii bardzo dużo sił. Potrzebowała ich, ponieważ także w lazarecie nie była wolna od umysłowo chorych kobiet. Jedna z nich zabiła swoją pięcioletnią córkę i teraz chodziła po sali powtarzając: zmienią, niezmienią- myśląc o wyroku 12 lat katorgi i zarazem napawając Zofię przerażeniem o życie dziacka. W swą pierwszą podróż mały Jaś wybrał się z matką 14 sierpnia do sądu, gdzie wręczono jego matce akt oskarżenia.
        
Feliks był wściekły. Wszystko waliło się pod nogi. Nieustające kłótnie z towarzyszami w partii, poczucie, że stoi w miejscu, ze jest blokowany przez Zarząd, a do tego zawirowania życia prywatnego- obawa o losy Zofii i ich dziecka oraz walka z uczuciami, jakimi darzył Sabinę. Jego przyjaciele partyjni zamiast działać wśród robotników, przedkładali publicystykę i literackie osiągnięcia redagując „Czerwony Sztandar”, co, rzecz jasna, spotkało się z falą krytyki Dzierżyńskiego.
 
W maju 1911 roku Feliks wyjechał do Paryża na naradę Komitetu Centralnego SDPRR, która odbyła się w dniach 28 maja- 4 czerwca. Spotkał się tam ponownie z Leninem, również na gruncie prywatnym, gdzie podczas spotkania postanowili wyeliminować z SDPRR frakcje mieńszewicką i likwidatorów. To już nie było kółko samokształceniowe Serca Jezusowego czy oddolna praca od podstaw w środowisku robotniczym. Gra zaczęła toczyć się o coraz większą stawkę, a Feliks wszedł do polityki, jako poważny gracz.
 
Krakowska policja czuwała. Już 29 października 1910 roku sporządzono notatkę, w której stwierdzono, że Feliks Dzierzyński zmienił miejsce zamieszkania i obecnie przebywa pod adresem na Kołłątaja 4. 15 lipca 1911 został ponownie wezwany na komisariat na Krowodrzy, na którym sporządzono kolejny protokół: „Protokół spisany w dniu 15/7 b.r. w C.K. Komisaryacie Policyi na Krowodrzy z rosyjskim poddanym Feliksem Dzierżyńskim celem zbadania jego stosunków, familyi i przynależności. Nazywam się Feliks Dzierżyński, urodziłem się w roku 1877 w Dzierżynowie pow. oszmiańskim gub. wileńskiej z ojca Edmunda i Heleny Januszewskich. Rodzice moi zmarli przed kilkunastu laty. Jestem religii rzym.-kat. żonatym z Zofią z Muszkatów lat 28 liczącą, z zawodu jestem dziennikarzem, ukończyłem 8 klas gimnazyalnych we Wilnie, mieszkam pod 16 przy ulicy Kilińskiego na Krowodrzy. W wojsku nie służyłem. Do żadnej partii politycznej nie należę. Do Krakowa przybyłem w marcu 1910 roku i otrzymałem posadę dziennikarza w administracyi „Trybuny” i „Wolnego Głosu” gdzie zarabiam przeciętnie 158 kor.  miesięcznie , z czego utrzymuję żonę. Posiadam paszport zagraniczny wydany przez Ober-Policmajstra w Warszawie, którego na razie nie mogę przedłożyć, gdyż żona moja wyjechała do Warszawy zabierając paszport ze sobą. Tak zeznałem Feliks Dzierżyński m.p.
Na tem protokół zakończono i podpisano z tem, że Dzierżyński oświadczył tu iż był słuchanym w C.K. Dyrekcji Policji w kilka miesięcy po przybyciu do Krakowa gdzie przedłożył paszport.
Krajewski m.p. Kraków, dnia 19 lipca 1911 [20]”
 
Dzierżyński nie bacząc na zainteresowanie policji pracował dalej. Dużo czytał, dokształacał się. Przeczytał w tym czasie prace Lenina „Materializm a empiriokrytycyzm”, „Anty-Dühring” Engelsa, Marksa „Ludwik Feuerbach i zmierzch klasycznej filozofii niemieckiej” i „Nędzę filozofii”. Czytał działa innych filozofów takich jak Kanta czy Macha. Często wpadał na Wileńską 23 m 34 do mieszkania Adama Jagodzińskiego, gdzie zostawiano dla niego „bibułę”.
 
Sabina znów go osaczała, nie poddawała się. Grała na wszystkich jego uczuciach, samej ulegając huśtawce nastrojów. Dalej domagała się z całą stanowczością zwrotu swoich listów. Kpiła z niego, że gotów jest zdradzić również swoją pracę, jeśli zdradził ją samą. Nastała zadziwiająca sytuacja. Dwoje kochających się ludzi uwikłanych w konsekwencje swoich czynów raniło się okrutnie. Sabina nie mogła zrozumieć, dlaczego zasłużyła sobie na taki dramat. Nie mogła pojąć, że straciła Feliksa, a miała go przecież przy sobie, był przy niej sercem, myślą, zawsze blisko, a teraz zabrała go jej inna kobieta, która dała mu dziecko. Kiedy czytała po raz kolejny listy od Feliksa, zanotowała: „…za jakie grzechy? Czy życie moje było tak podłe- tak straszne w stosunku do innych? Więc za co, za co, pytam. Czy nie jestem kobietą jak inne? Czy nie zasłużyłam na uśmiech dziecka, na rączki jego niewinne, które objęłyby za szyję, przytuliły do ust moich twarzyczkę słodką- by w tysiącu dziecinnych pieszczot wykazać swą miłość? Widocznie nie zasłużyłam- bo oto w rozpaczy dręczy się bezradnie dusza i serce moje.
 
Siedziałam tak czas dłuższy (nad listami Feliksa), aż złość bolesna przemogła każde lepsze uczucie. I chwyciłam za pióro- i wysłałam list pełen słów zjadliwych- oto moje słowa- przyznaję, że nie są szlachetne: Tak łatwo przychodzi zdrada- miłość przychodzi na zawołanie- nie ta, to inna padnie w ramiona, chętnie otwarte. Pytasz o radę. A więc zupełnie szczerze radzę numerować hymny radości i szczęścia życia.(…) A widzieć się stanowczo nie chcę- ani słuchać tłomaczeń, ani też oskarżać. I tak niczemu nie wierzę- we wszystkim widzieć będę kłamstwo.
 
Dawniej tak było, że mieliśmy wyłącznie żyć prawdą- miłą czy niemiłą- gorzką jak teraz. A gdy wyczuwać czy też widzieć będę kłamstwo, to tylko zwiększy się nienawiść moja. Pytam siebie- kogo kochałam- czy też warto było. Zapomnieć- na zawsze zapomnieć- jak najprędzej zapomnieć- jedyne, co mnie czeka. Przebaczyć nie umie- więc nie znajdziemy wspólnego języka. (…) Ty zaś- jeszcze jedna moja rada- idź do nowej swej „ukochanej”, która przebaczyć potrafiła- do matki Twego dziecka. Pokochałeś- nie łam sobie życia, byś nie złamał, nie zdradził świętszych obowiązków niż marne ukochanie jednej kobiety- zdrada jednej kobiety, tak mało ciekawej, jak ja w Twoim rozumieniu. Chcę wierzyć, że ta nowa, legalna- może więc bardziej prawdziwa dla Ciebie żona- utrzymać Cię potrafi, dzięki dziecku, którego ja nie miałam [21]”.
 
Feliks nie pozostawał dłużny bolesnym przemyśleniom Sabiny pisząc do niej w odpowiedzi na ostatni list: „Dziś, gdy Pani mi pisze, abym sprawy nie zdradził, zapytuję siebie, czy ta niby „straszna męka”, ta męka Pani nie jest niczym innym, jak tylko podrażnienie ambicji, utrata własności niepodzielnej na moją śmieszną, marną osobę, która jak pies, jak niewolnik był wierny. Że Pani pisać mi coś podobnego, widzę, jak obcy, jak daleki jestem i byłem cały czas dla Pani. List odsyłam- ten ostatni- przecież jestem już obcy i listy takie są mi niepotrzebne- nie są moje…[22]”.
 
Znów zmienił adres zamieszkania. 2 lipca 1911 roku przeprowadził się do kamienicy przy ulicy Kilińskiego 18[23] (przemianowana w 1912 roku na ulicę Słowackiego, później zmieniono numerację na 17). Ilość domów w Krakowie związana z postacią Dzierżyńskiego jest imponująca. Listy do niego pisane były na nazwisko Broniława Karłowicza na ulice Kołłataja 4 oficyna (żaden Karłowicz tam nie mieszkał), Staszyca 3 do mieszkania Bratmanów na parterze. Dla przesyłek pieniędzy służył adres Tompolowa 24 i nazwisko Anna Trzebińska. Drukarnia, do której często przychodził mieściła się pod adresem Starowiślanej 42.
        
Powoli i systematycznie Feliks klarował swoje życie prywatne. Z pewnością przyczynił się do tego fakt pojawienia się Jasia, upragnionego dziecka. Wielu towarzyszy na wieść o tym żartowało, że dziecku Dzierżyńskiego nie przystoi urodzić się w jakimkolwiek innym miejscu jak tylko w więzieniu. W listopadzie 1911 roku w swoim liście poinformował Aldonę o swoim ślubie z Zofią Muszkat oraz o tym, że urodził mu się syn. Ze względów bezpieczeństwa Jaś miał nazwisko matki.
 
Już w listopadzie szukał rozwiązania nieuniknionych przyszłych wydarzeń. Feliks był bardzo przewidujący i zdawał sobie sprawę, że pilnie potrzebuje miejsca, osoby, gdzie mógłby pozostawić Jaśka pod opieką na czas, aż Zofia wróci z zesłania. Zwracał się do Aldony: „Nie pisałem do Ciebie tak strasznie dawno. Tak ułożyło mi się jakoś- jak często u mnie. Były to dla mnie ciężkie czasy. Żona moja- Zosia, poszła w moje ślady- no i wpadła. Teraz już rok mija. W czerwcu powiła nam dziecko, Janka. Ile znieść musiała- trudno opisać. Teraz sąd był i dostała osiedlenie w Syberii. Za parę miesięcy, a może wcześniej, wyślą ją. Dzieciak dotąd był z nią, bo sama karmiła, lecz zabrać z sobą nie będzie mogła, bo na pewno by takie maleństwo nie wytrzymało takiej podróży. Nie wiemy jak postąpić z Jankiem.
 
Chciałbym go ogromnie mieć przy sobie, lecz boję się, że nie będę umiał należytą i dostateczną opieką go otoczyć. Rodzice Zosi zabrać go nie będą mogli do siebie, bo jest tylko ojciec chory i macocha. Byłoby najlepsze dla niego, aby go można było na kilka miesięcy gdzieś oddać na wieś w jakieś pewne i doświadczone ręce. Aldonuś moja, czy nie mogłabyś Ty mi dać radę jaką dobrą? Ja mógłbym miesięcznie płacić za Janka 15 rubli. Nie znasz kogo- komu można by było zaufać zupełnie. Nie chcę nikomu kłopotu sprawiać- może jednak znasz kogo, kto by miał czas na to dobrą wolę i byłby człowiekiem, któremu można dziecko zaufać. Ja nie znam jeszcze Janka, nawet z fotografii, a jednak czuję dla niego tyle miłości i taki jest mi drogi [24]”.
 
Wydawałoby się, że Feliks sugerował Aldonie, by zajęła się jego dzieckiem. Aldona z całym sercem przygarnęłaby Jasia, tylko nie miała do tego warunków, o czym Feliks doskonale wiedział. Jego słowa nie były żadną zawoalowaną prośbą, błaganiem, a jedynie czystą informacją. Pisał bowiem 2 (15) grudnia 1911 roku na pocztówce z widokiem brzegu morza w Neapolu na adres ulicy Połockiej 2 m 4: „Nie przyszło mi na myśl i nie mogło przyjść, bo wiem przecie, w jakich warunkach żyjesz, abyś Ty sama mogła Janka wziąć do siebie. Zwróciłem się, bo myślałem, że może przypadkowo akurat znsz kogo, kto by mógł wziąć i do kogo można by było mieć zupełne zaufanie [25]”. Kartkę wrzucił do skrzynki pocztowej w Steglitz.


[1]S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 111
[2] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 111
[3] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 111
[4] S. Frołow, Dzierżyński. Miłość i rewolucja, Znak Horyzont, Kraków 2014, s. 142
[5] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 115
[6] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 113
[7] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 115
[8] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 118
[9] Pomnik Feliksa Dzierżyńskiego stanął na obecnym Placu Bankowym przed warszawskim ratuszem w 1951 roku. Uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się w setną rocznicę śmierci Feliksa- 20.lipca. W uroczystościach brali udział oprócz przedstawicieli rządu polskiego, przedstawiciele ZSRR oraz Aldona i Ignacy Dzierżyńscy.
[10] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 129
[11] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 118
[12] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 121
[13] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Listy, Młoda Gwardia, Moskwa 1984, list z dn. 31 marca 1911r., s. 87
[14] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 123
[15] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Pisma. http://protivpytok.org/sssr/antigeroi-karatelnyx-organov-sssr/dzerzhinskij-f-e/dzerzhinskij-f-e-dnevnik-zaklyuchennogo-pisma, (odczyt z dn. 30.10.2013r.)
[16] T. Wroński, Krakowskie lata rewolucyjnej działalności Feliksa Dzierzyńskiego, Muzeum Historyczne M. Krakowa, Kraków 1978, s. 34
[17] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 125
[18] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 126
[19] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 128
[20] T. Wroński, Krakowskie lata rewolucyjnej działalności Feliksa Dzierzyńskiego, Muzeum Historyczne M. Krakowa, Kraków 1978, s. 32
[21] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 130
[22] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 126
[23] F. Dzierżyński, CIPA, dok.67, choć źródła różnie podają. Karta meldunkowa podaje, że Bratman, do którego należało mieszkanie,  mieszkał tam od 10. X. 1912r.
[24] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszzwa 1951, s. 113
[25] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 115 W jednej z biografii pisanej przez ignoranta i nieuka można się spotkać z przytoczonym faktem, że Aldona odmówiła przyjęcia do siebie dziecka Feliksa.
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.