Ja nie z tych, którzy siłą biorą

rozdział XXIV
 
        
W Berlinie, w wigilijny wieczór byli zaproszeni do mieszkania Marchlewskich- Juliana i Bronisławy z domu Gutman. Julian zwykł do swojej żony zwracać się Bronida. Marchlewscy mieszali wówczas od roku w berlińskiej dzielnicy Steglitz, będącą wówczas dalekim przedmieściem. Trafili tam uciekając z Włocławka, w którym roiło się od szpicli. Jedenastoletnia wówczas córka Juliana, Zosia, popisywała się znajomością kolęd, czas płynął w pogodnej, rodzinnej atmosferze przy rozmowach i śpiewie.
 
Następnego dnia zakochani mieli się spotkać z bratem Sabiny, Władysławem. Feliks miał dosyć gry pozorów, udawania tego, że nic ich poważnego nie łączy. Nalegał, aby powiedzieć Władysławowi o ich związku, ale Sabina zdecydowanie odmówiła. Spotkali się na wystawnym obiedzie, aby uczcić powrót Feliksa. Kolejnego dnia, Feliks odprowadził Sabinę do Róży Luksemburg, sam zaś udał się na cmentarz złożyć białą różę na grobie Mici.
        
Przed wieczorem Feliks przyszedł po Sabinę. Poszli do domu. W pewnej chwili ukląkł przed nią uroczyście prosząc o rękę. „Co takiego!?”- ostro krzyknęła Sabina i wyrwała mu się z ramion. Nie był to najlepszy moment i najodpowiedniejsze pytanie. Feliks zbladł zaskoczony i zdruzgotany. Usiadł w fotelu i w kółko powtarzał pod nosem: co takiego, co takiego...?
 
Sabina wstała z kanapy i podeszła do Feliksa, przyklęknęła opierając mu się o ramiona. Nie reagował. Sabina kochała go mocno i sama nie rozumiała, dlaczego tak nagle wybuchła. Od słowa do słowo doszło do kłótni. Feliks zarzucił Sabinie, że nie kocha go prawdziwą miłością kobiety, która chce być z mężczyzną i dać mu dziecko. Wściekła Sabina odpowiedziała mu, że musi ją zdobyć, choćby siłą, dlaczego więc tego nie robi? Kiedy oboje ochłonęli, Feliks przed pójściem spać powiedział: „Ja nie z tych, którzy siłą biorą. Wiesz dobrze, jak bardzo Cię kocham- Ciebie jedyną kocham- i zawsze Ciebie jedną kochać będę [1]”. Sabina nie spodziewała się tego, co ją spotka już wkrótce. Będzie bardzo żałować swych słów.
        
Następnego dnia razem pojechali na grób Michaliny złożyć kwiaty. W drodze Sabina mocno przytuliła się do Feliksa, lecz ten nie odpowiadał na jej serdeczności. Po drodze zobaczyli siedzącą na ławce młodą parę, zmęczoną i zatroskana życiem. Dziewczyna karmiła niemowlę, które siedziało na jej kolanach. „Widzisz Józku, takie byłoby nasze życie”- zwróciła się do Feliksa Sabina. „Tak jest- odpowiedział i zaraz dodał- ale taki jest obowiązek matki i kobiety. Spójrz na tę umęczoną młodą kobietę- czy na twarzy jej nie przebija święte macierzyństwo Matki Boskiej z uwielbianym dzieciątkiem [2]?”.
        
Od czterech lat trwał związek Feliksa z Sabiną. Relacja była niezwykle skomplikowana. Gdy się spotykali, wiele rozmawiali o polityce, ruchu rewolucyjnym, problemach dnia, sprzeczali się, rozchodzili by znów do siebie wrócić. Podczas jednego ze spotkań, Feliks podarował Sabinie pierścionek należący do jego matki, Heleny. Nie pasował na smukłe palce ukochanej. Mogła go zmniejszyć, ale bez obecności Feliksa nie chciała tego zrobić. Na wewnętrznej ściance pierścienia wygrawerowany był napis- „Szczęść Boże- dla kobiety kochanej, dla przyszłej żony [3]”.
 
Dając jej najdroższą pamiątkę, porwał ją w ramiona i wyznał; „Nie oddam Cię nikomu, Ty moja jedyna, ukochana Ty! Nie oddam, choćbym miał zginąć- zatrzymam Cię dla siebie, jesteś i będziesz moją. Tylko moją, jak ja bez Ciebie żyć nie chcę- nie mogę...[4]”.
Rozmawiali o przyszłości. Sabina pragnęła dziecka. Chciała mieć dziewczynkę, którą nazwie Marylka. Wiązało się z tym wiele obaw, czy Feliks gotowy będzie wyrzec się swego osobistego szczęścia, czy też nie jest zbyt niebezpiecznie wiązać się z rewolucjonistą?
 
Podczas pobytu w Berlinie, Dzierżyński spotkał się ze Zdzisławem Lederem przekazując mu kolejna część swoich pamiętników z pobytu w X Pawilonie. Przyznał się wtedy, że posiada również notatki z pobytu w Arsenale z 1909 roku [5]. Wyjątkowo ten Nowy Rok spędził na wolności. Sabina wyjechała do sanatorium.
 
10 stycznia 1910 Feliks odwiedził zaprzyjaźnionego doktora Michaelisa, który leczył uprzednio Michalinę. Po przeprowadzeniu badania, potwierdziło się, że Feliks jest chory na gruźlicę, jest potwornie wygłodzony i zmęczony. Michaelis prosił Feliksa, aby regularnie i dobrze się odzywiał, odpoczywał, zadbał o siebie, odstawił pracę i zaznał dużo spokoju.
Wiele osób, w tym Adolf Warski nalegało, aby Dzierżyski odpoczył po pobycie w wieżieniach i ucieczce. Róża Luksemburg naciskała na niego, by wyjechał na Maderę, gdzie sama spędziła kilka dni żyjąc za 6-7 franków dziennie. Julian Marchlewski zachęcał Feliksa, by wyjechał na Capri, a doktor Michaelis sugerował Rappalo, którym się sam zachwycał.
 
Dzierżyński postanowił następnego dnia wyjechać do Włoch, ale nie wiedział jeszcze, jaki obierze cel podrózy. Bardzo chciał zobaczyć po raz pierwszy w życiu morze, spodziewał się zaznać tam ukojenia niespokojnej duszy. Dopierio w pociągu relacji Belin Zurych zdecydował się na wyjazd na Capri. Maderę odrzucił ze względu na zbyt drogie miejsce, a w Rappalo nikogo nie znał.
 
 Napisał do Aldony krótki list, w którym poprosił o przesłanie 25 rubli na adres Anna Trzebińska, ul. Topolowa 24 w Krakowie. Był bardzo zdeterminowany i czuć było między słowami, że bardzo cierpiał. Pisał, że nie ma czasu na nic, a jego stan zdrowia pogarsza się w szybkim tempie. Na koniec napisał: „Wątpię już teraz bym ujrzał Was kiedyś, całuję Was wszystkich najserdeczniej. Wasz Feliks [6]”
        
Po drodze postanowił odwiedzić Sabinę przebywającą w sanatorium nad Montreux w Leysin, gdzie sam był już w 1902 roku. Na nic jednak zdały się uroki miejsca, wspaniały widok ośnieżonych szczytów gór, przepiękne lasy i góry, wspaniałe, górskie powietrze, niebo mieniące się w tej okolicy w najprzedziwniejszych kolorach, które odbijało się w spokojnej tafli pobliskiego Jeziora Genewskiego. Ani też nastrojowe, eleganckie kawiarenki, leniwie wiszące chmury u stóp i ciepłe promienie słońca dające ulgę zmysłom.
 
Sabina była psychicznie rozbita i samotna. Jej rodzeństwo pochłonięte było sprawami partii, a ona sama, choć wspierała działalność SDKPiL całym sercem, nie potrafiła zatracić się w walce. Wielokrotnie spierali się o zaangażowanie pracy dla partii. Feliks stał na stanowisku, że należy jej podporządkować całe swoje życie, jak to pisał: „stale być w pogotowiu, nie mieć ani prywatnego życia, ani stałej pracy, ani innych umiłowań, jak książki, nauka, sztuka. Wszystko trzeba podporządkować sprawom rewolucji, służbie klasy robotniczej”.
 
Tego nie rozumiała Sabina, która pragnęła stworzyć swój świat bardziej dla siebie i Feliksa i nie dzielić się nim z nikim ani z niczym. Naprawdę, ciężko było wytrzymać tak napiętą sytuację. Wydarzenia ostatnich tygodni związane z ich relacją sprawiały, że Feliks stał się zniecierpliwiony i rozdrażniony. Dłużej nie mógł znieść tak wielkiej goryczy, niezrealizowanych marzeń, niezaspokojenia potrzeb swego serca choćby czułym pocałunkiem. Postanowił wyjechać czym prędzej, aby uwolnić się od zgryzoty, nabrać sił, gdzieś daleko od Sabiny licząc, że uwolni się od niej raz na zawsze. Rozpoczęła się kolejna, bolesna próba ucieczki.
        
Kiedy dotarł na Capri, wyspa odcięła mu drogę powrotną przez co stała się kolejnym więzieniem jego duszy umierającej w tęsknocie za Sabiną. Ucieczka przed uczuciami okazała się niemożliwa. Feliks pisał do ukochanej: „Tam nad morzem będę gonił falę za falą bez końca, bez zmęczenia, będę tęsknił za Tobą, pełen chłodu, palący się miłością, która ci nie da ani zapomnienia, ani ukojenia. I będę próżno kochał i pożądał, ciągle i wiecznie, aż przyjdzie koniec, zapomnienie przyjdzie. I może lepiej, abym Cię nigdy już nie spotkał, by wzrok mój próżno za Tobą nie gonił [7]”.
 
Zamieszkał w niewielkim pensjonacie, miał pokój z balkonem, z którego rozpościerał się przepiękny widok na morze. Sabina obecna była cały czas przy nim w jego wyobraźni, w sercu. Kreślił na papierze otaczające go krajobrazy, swoje odczucia zachwytu nad pięknem przyrody: „Cudne jest morze, jak w bajce zaczarowanej, którą słyszałem kiedyś, dawno, w latach dzieciństwa. Spiętrzone, zwisające skały...  wciąż zmienne, żywe morze, takie bezbrzeżne, bezmierne takie[ 8]”.
        
Dość szybko znalazł bratnią duszę w osobie Maksyma Gorkiego, z którym potrafił przesiedzieć całą dobę na niekończących się dyskusjach. Pisarz wspomagał finansowo Feliksa, bowiem ten, wbrew szkalującym go opowieściom o zasobach pieniędzy, jakie napędzały partię socjaldemokratyczną, praktycznie ich nie miał. Twórczość Gorkiego była Feliksowi bardzo bliska, wiele więc rozmawiali o literaturze, tym bardziej, że Feliks miał niespełnione marzenia pisarskie. W młodości pisał wiersze[9], próbował zająć się pisarstwem, ale nie miał na to zbyt wiele czasu.
 
Starał się namówić pisarza do współpracy z legalnym wydawnictwem SDKPiL „Trybuna”. Udało mu się pomimo tego, że Gorki cały swój czas poświęcał nowej książce. Panowie trochę mniej się rozumieli na płaszczyźnie politycznej. Pisarz krytykował Lenina, co było powodem wielu politycznych dyskusji. Feliks wiedział, że Gorki nie jest politykiem tylko pisarzem, dlatego specjalnie się nie narzucał swoimi poglądami. Gorki słyszał już wcześniej o Dzierżyńskim, teraz mógł go wypytyać o jego życie, przygody, opowieści, był tego niezmiernie ciekaw. Dzierżyński nie był jedynym gościem pisarza. W późniejszym czasie gościł u niego również Włodzimierz Lenin i Anatol Wasiljewicz Łunaczarski, odbywały się tam, przez krótki czas, szkolenia agitacyjne robotników.
 
11 lutego Dzierżyński napisał list do Leona Tyszki zawierając w słowach swoje przeżycia z pobytu na wyspie: „Drogi towarzyszu! (…) Jest tu tak czarująco, tak bajecznie pięknie, że przez cały czas nie mogę wyjść z zachwytu spoglądając na wszystko szeroko otwartymi oczami. Wszak jest tu tak cudownie, że nie mogę się skupić, nie mogę ślęczeć nad książką. Przedkładam więc wędrówki, patrzeć na Gorkiego i słuchać jego opowieści, patrzeć na tańczących tarantellę Karolinę i Enrica, marzyć o socjalizmie jako o pięknie i potężnej sile życia niż wgłebiac się w mieńszewicko-bolszewicko- otzowicko-likwidatorsko-polskie ortodoksyjne spory i kwestie [10]”.
        
Feliks zabrał ze sobą bardzo dużo literatury, którą pochłaniał, którą żył. Miał też zadanie przestudiować doniesienia i materiały, z których wynikać mogły informacje na temat ukrytych w szeregach partii szpicli i zdrajców. W liście do Władysława Steina pisał: „Morze rozmarzyło mnie tu, marzyłem o twórczości socjalistycznej, by pójść i żyć z ludem, a oto teraz muszę myśleć o tym, jak zostać szpiclem i jak ludzi – towarzyszy śledzić [11]”. Nie była to dla niego najprzyjemniejsza praca, jednak nikt inny jak Dzierżyński, tak skutecznie nie mógł przeprowadzić takiej analizy.     
        
Carska Ochrana już w pierwszej dekadzie XX wieku bardzo się umocniła. Powstało wiele nowych departamentów działalności dywersyjnej, która zatrudniała prowokatorów, korumpowała działaczy socjalistycznych, podburzała do zamieszek, napadów, awantur, byle tylko mieć pretekst do eksterminacji ruchu robotniczego. Istniał również departament, który fałszował dokumenty tylko po to, aby wykazać przed sądem, że aresztowany człowiek jest winny. W ten podły sposób wiele niewinnych ludzi zostało pozbawionych życia, zesłanych w mroźne przestrzenie Syberii. Złamano karierę i życie tysiącom ludzi.
 
Dzierżyński był bardzo wyczulony na sprawy lojalności międzyludzkiej i przyjaźni. Uważał, że prowokatorzy są nieszczęśliwymi ludźmi, który nie zaznali przyjaźni, czują się wyobcowani, niezauważeni, samotni. Jak to określał: „Nie mieli nikogo, kto by ich po bratersku do serca przycisnął i przyhołubił [12]”. To właśnie pchało ich w ramiona Ochrany, by zdobyć choć namiastkę własnej użyteczności. Jak w takim razie obraz ten pasuje do okrucieństwa przyszłego przewodniczącego Czerezwyczajki? Nijak. Czy Feliks zmieni się później? Nie.
        
W związku ze wzmożoną działalnością prowokatorów, Dzierżyński pisał do Zdzisława Ledera: „Widzę jasno, że sprawa nasza w kraju będzie syzyfowa w obecnych warunkach naszego „podpolja” (podziemia-Z.F.), dopóki nie załatwimy się jednak z umiejscowieniem, tropieniem prowokacji. Trzeba koniecznie zorganizować coś w rodzaju wydziału śledczego [13]”.
 
Nie była to jego pierwsza styczność z prowadzeniem dochodzenia wyszukując zdrajców. Zajmował się tym praktycznie przez cały okres pobytu w Krakowie. Był przewodniczącym partyjnej komisji rozpatrujących sprawy osób podejrzanych o prowokacje. Gdy którykolwiek z działaczy SD został aresztowany, natychmiast ustalano okoliczności, badano kto znał adres mieszkania, szukano powiązań. Nie była to sprawa łatwa, często jej wnioski prowadziły na mieliznę przypuszczeń i poszlak. 
        
Po dwóch miesiącach pobytu na wyspie, przyszedł czas na powrót. W ostatnim liście z Capri napisał do Sabiny: „Czyżby mogłoby Ci wystarczyć chwile krótkich naszych spotkań? Mnie nie... A jeżeli i Tobie wystarczyć nie mogą, to lepiej mi odejść, lepiej jedna mękę więcej, lepiej nie spotykać się nam, by oczy spragnione nie goniły, lepiej już raz na zawsze powiedzieć sobie, że jesteś mi siostrą, przyjacielem, jesteś mi tą, która mi wszystkim na świecie, lecz moją, moją pożądaniem męskim, nie jest i nie będzie. Lubisz mnie, wiem, że kochasz mnie, jak lubią mnie wszyscy- za romantyzm mój, kto wie, może nikogo nie kochasz, a miłość moja pociąga, każe tęsknic za miłością dla Ciebie prawdziwą, za miłością, która dałaby Ci zapomnienie [14]”. Najwyraźniej szykował się do kolejnej próby wyrwania się z sideł miłości. Musiał być bardzo zmęczony swym wiecznym niespełnieniem.
        
Po drodze do Berlina zagościł jeszcze na kilka godzin w Zurychu, po którym spacerował ze swoim partyjnym towarzyszem Franciszkiem Gutowskim. To właśnie on zrobił zdjęcie Feliksowi na tle ogrodzenia, na którym w czarnym płaszczu i wciśniętym na czoło kapeluszu stoi Feliks z założonymi rękoma, z ironicznym, smutnym uśmiechem. Na odwrocie zdjęcia, które wysłał Sabinie napisał: „Krata, o którą się oparłem, jest symbolem- wieczny tułacz, dla którego najodpowiedniejsze miejsce za kratami. A uśmiech mój to może radość i cierpienie- wieczna walka- wieczny ruch... Chciałbym oddać wszystko, chciałbym oddać tak, by moje >ja< to, co mi dano, zaważyło na szali [15]”.
 
Od czasu wysłania zdjęcia nie odezwał się do niej. Zamilkły listy, Feliks starał się zapomnieć o Sabinie. Czekało go teraz wiele pracy i bardzo nieciekawa sytuacja w partii. Skończyły się wakacje, nastał czas, by wziąć się do działania.
        
Z Berlina pisał do siostry 1 (14) marca 1910 roku o swym pobycie za granicą: „Włóczyłem się po świecie- już cały miesiąc minął, jak wyjechałem z Capri- byłem na Riwierze włoskiej i francuskiej, byłem w Monte Carlo i wygrałem nawet 10 franków- potem w Szwajcarii patrzyłem na Alpy- Jungfrau i inne kolosy potężne, palące się o zachodzie. Tak przyjemnie jest na świecie. I tym bardziej ściska mi się serce, gdy myślę o okropnościach życia ludzkiego. Za parę dni będę w Krakowie, gdzie osiedlę się na stałe. Stamtąd przyślę adres. Całuję Was wszystkich mocno- goraco. Wasz brat Feliks [16]”. Wybrał pocztówkę przedstawiającą skalisty brzeg morza i kamienne skały wystające z niego. Zaadresował Aldona Bułhak. Wilno. Ul. Połocka nr 11. Dom Miasajedowa.
        
Jeszcze w Szwajcarii zapoznał się z wynikami głosowań w obradach Komitetu Centralnego SDPRR. Sytuacja, jaka się rysowała znów nie byłą zgodna z jego oczekiwaniami. Wielu działaczy bolszewickich aresztowano, do głosu doszli mieńszewicy. Spieszył się do kraju, aby samemu rozeznać się w sytuacji i podjąć odpowiednie działania. Widział siebie w Petersburgu, jako koordynator pracy SDKPiL oraz SDPRR(b). Zarząd partii nie zgadzał się z jego planem, skierował go do Krakowa, gdzie miał pełnić funkcję skarbnika oraz sekretarza w biurze przy ulicy Krowderskiej 79 (obecnie Słowackiego 27).
 
Nie było to łatwe zadanie, ani specjalnie ciekawe i porywające. Było to raczej zadanie dla księgowego utopinowego w morzu papierów. Na miejscu zastał niejasny stan finansów partii, bałagan w dokumentach, ogólny chaos, za który był odpowiedzialny Wacław Konderski nieprzywiązujący wcześniej odpowiedniej wagi do swoich obowiązków. Feliks widząc rozmach chaosu w dokumentacji, chciał nawet podać „Zbigniewa” pod sąd partyjny.


[1] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 136
[2] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 136
[3] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 134
[4] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 134
[5] Zostały odnalezione w rodzinnym archiwum Dzierżyńskich przez autorke biografii Dzierżyńskiego, Sylwie Frołow w 2013 roku.
[6] F. Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/I-3, dok. 51
[7] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 136
[8] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 138
[9] Feliks Dzierżyński w młodości pisał wiersze, z których kilka przetrwało do dzisiejszych czasów. Ujawnił je hranbia Ronikier- kłamca i mitman w swej obelżywej biografii Dzierżyńskiego „Czerwony kat”. Prawdziwość tych wierszy jest taka sama, jak całe dzieło Ronikiera. Żadna.
[10] F. Dzierżyński, Dzieła zabrane, Instytut Marksizmu-Leninizmu przy KC KPSS, Moskwa 1967, s. 211
[11] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 138
[12] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 140
[13] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i wiedza, Warszawa 1969, s. 114
[14] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 142
[15] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 136
[16] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, 1951, s. 112
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.