Twarz anachorety płomieniała, promieniała

rozdział XXI
 
Tymczasem Feliks Dzierżyński w połowie kwietnia 1906 roku porzucił Warszawę udając się w długą podróż do Szwecji. Tam, w Sztokholmie na IV Zjeździe SDPRR trwającym od 23 kwietnia do 8 maja 1906 roku po raz pierwszy spotkał się z Włodzimierzem Iljiczem Leninem, jego żoną Nadieżdą Krupską oraz m.in. z Michaiłem Kalininem i Józefem Stalinem. Aby zachować konspirację, wszyscy uczestnicy występowali pod przybranymi nazwiskami- Kalinin używał nazwiska Nikanorow, Krupska- Sablina, Michaił Frunze- Arseniew, Anatol Łunaczarski- Woinow, a Dzierżyński- co było do przewidzenia- Domański. Kliment Jefromowicz Woroszyłow wspominał: „Podczas pierwszego spotkania z Feliksem, wywołał on niezapomniane wrażenie. Czuło się, że jest to człowiek o niezłomnej woli, niecierpiący żadnych kompromisów, walczący o sprawę robotniczą na przekór wszystkiemu, wypróbowany w politycznych bojach. Przy tym wszystkim Domański z jego dobrotliwym uśmiechem, tupetem, był zadziwiająco prostym człowiekiem, od razu budzącym szacunek i sympatię [1]”.
 
Dzierżyński, zgodnie z Leninem twierdził, że jeszcze nie czas partii na udział w wyborach do Dumy słusznie przewidując podstęp lub marginalny wpływ zdania bolszewików na jej obrady. Uważał także, że udział w niej przyczyni się do oderwania partii od masy pracującej, na co partia nie mogła sobie pozwolić. W SDPRR mieńszewicy mieli odmienne zdanie- uważali to za dziejową powinność i parli do wyborów uznając obecność tam za konieczną. W związku z tym, nazywano ich likwidatorami lub prześmiewczo- stołypinowską partią robotniczą. Wielu członków rezygnowało z działalności tracąc nadzieję na przemiany i zwycięstwo. Inni postanowili zejść tak głęboko do podziemia, tworząc szczelne grupy, które nie miały szans na oddziaływanie na robotników.
 
Podczas ponad dwutygodniowych rozmów, Dzierżyński napierał na zjednoczenie SDKPiL z leninowską SDPRR frakcją bolszewicką, twierdząc, zresztą podobnie jak Lenin, że jedynie wielka siła połączonych mas robotniczych jest w stanie rzucić carski system na kolana. Wspólne działanie obu partii, zostało poparte zgodną walką podczas zmagań z caratem w dobie rewolucji 1905-ego roku.
 
Pomimo przeszkód proceduralnych stawianych przez mieńszewików, udało się uzyskać porozumienie i zjednoczyć SDKPiL z SDPRR. Spełniło się marzenie Feliksa pomimo tego, że prywatnie wciąż się nie do końca zgadzał z leninowską tezą o prawie narodów do samostanowienia. Ważne dla Dzierżyńskiego było samo zjednoczenie, wzajemne poparcie. Ustalono, że SDKPiL jest terenową organizacją SDPRR prowadząca działalność w obrębie proletariatu wszystkich narodowości na terenie Królestwa i Galicji, ma całkowitą dowolność w przybieraniu formy działania, może organizować własne konferencje i zjazdy.
 
Uchwalono także, że jedyny dostęp socjalistycznych partii polskich do SDPRR prowadzi przez SDKPiL. SDPRR zobowiązała się nie zawierać żadnych niejawnych umów z PPS bez zgody SDKPiL. Pozostało tą umowę sformalizować. Mieńszewicy wraz z liberalną burżuazją i mieszczaństwem byli przerażeni tym, że bolszewicy skłaniali się ku powszechnej walce zbrojnej, odmówi więc swojego poparcia w spodziewanych aktach terroru.
 
W rezultacie zjednoczenia, Dzierżyński pojawił się w SDPRR jako nowa, trzecia siła w sporze pomiędzy bolszewikami, a mieńszewikami zdecydowanie przechylając szalę na korzyść bolszewików. Podczas wyczerpujących dyskusji, doszło nawet do awantury, bowiem Dzierżyński w swoim wystąpieniu przeciwko mieńszewikom tak bardzo zagalopowywał się i pastwił nad ich argumentami, że wywołało to ich zdecydowany protest. Dzierżyński mówił: „W Polsce cały proletariat, oprócz poszczególnych robotników-reakcjonistów i nieznacznej części całkowicie nie uświadomionych, realizował politykę bojkotu Dumy. W szeregach natomiast zorganizowanego proletariatu pozostającego pod wpływem socjaldemokracji, nie było ani jednego takiego robotnika. Taktyka mieńszewickiej frakcji była znana naszym robotnikom, postarała się o to polska drobnoburżuazyjna i reakcyjna prasa. Wszyscy zorganizowani robotnicy ustosunkowali się ujemnie do tej taktyki i nie opowiedział się za nią ani jeden robotnik[2]”. Ten motyw nie tylko na sztokholmskim zjeździe, ale  jeszcze przez długi czas przyczyną ostrych dyskusji i nawet awantur.
 
Wracając ze Sztokholmu do Warszawy Dzierżyński zatrzymał się w Berlinie, skąd wysłał krótki list do Aldony pisany na karcie pocztowej z obrazkiem Van Dycka przedstawiającym grube dzieci króla Karola I- chłopca i dwie dziewczynki oraz psa: „Dziś wracam już do kraju- kawał świata zwiedziłem. Czy otrzymałaś kartę moją wysłaną przed kilku dniami? Posyłam Ci teraz dzieci Van Dycka- nieprawda, że są ładne? Ucałuj ode mnie Rudolfka, Tonia i Maniusię. Chciałem być u Was- nie uda mi się jednak prędko zadośćuczynić tej mojej chęci. Ściskam Cię i Gedymina mocno. Twój Feliks [3]”.
 
Po powrocie do Warszawy, Dzierżyński wystąpił na zebraniu mokotowskiego koła partyjnego przekazując najświeższe informacje o zjednoczeniu SDKPiL z SDPRR(b). Na zebraniu obecna była również Zofia Muszkat. Jak wspominała, będąc też późniejszym świadkiem oratorskich popisów Dzierżyńskiego, występując przed zebranymi Dzierżyński najpierw mówił wolno, nieśmiało, czasem nieskładnie, jakby nie wiedział co ma do powiedzenia,  jednak szybko dochodził do formy wchodząc w przedziwny trans zatracając się w przemowie, porywając serca, a jego oczy płonęły i przerażały wywołując dreszcze.
W ciągu kolejnych tygodni zorganizowano wiele wieców w fabrykach, na których przekazywano informacje o zjednoczeniu obu partii.
 
W fabryce Lilpopa udział w wiecu wzięło 500 osób, w fabryce Gostyńskiego-400, a w fabryce Gerlacha 200 osób. W samym Mokotowie zorganizowano 62 wiece. Uczestnicy często prosili o wyjaśnienie zawiłości konfliktu ideologicznego pomiędzy mieńszewikami, a bolszewikami, zadawali pytania odnoszące się do wypełniania mieńszewickich uchwał IV Zjazdu.
 
Na lipiec Feliks planował wyjazd do Wilna na dwutygodniowy urlop. W liście do Aldony dopytywał się, czy będzie możliwe spotkać się z nią w tym czasie.
        
Willa Murań w Zakopanym
Nierozwiązane kwestie poruszane podczas zjazdu w Sztokholmie postanowiono omawiać na V Zjeździe SDKPiL w Zakopanem w dniach 18-26 czerwca 1906-ego roku, którego organizacją zajął się Bronisław Koszutski. Pierwotnie zjazd miał odbyć się w sierpniu 1905 roku, ale z powodów organizacyjnych nie doszedł do skutku. Koszutskiemu pomagał Zygfryd Goldfinger oraz jedna z sióstr Juliana Marchlewskiego, która zarezerwowała willę „Murań” przy ul. Kasprusie 12a pod pozorem wycieczki turystycznej sześćdziesięciu pięciu osób. Miejsce było bardzo dogodne, ponieważ Zakopane leżało tuż za granicą Galicji.
        
Do Zakopanego leżącego wówczas „zagranicą” ściągali delegaci głównie przez Zagłebie i Sosnowiec, gdzie dąbrowska organizacja zaopatrywała ich w tzw. półpaski zastępujące paszpoty. Udawali się do Krakowa, do mieszkania Koszutskiego, a stamtąd do Zakopanego.
 
Na zjeździe obecni byli m.in. Dzierżyński i Hanecki, Leder, Unszlicht, Pestkowski. Gościła na nim Cezaryna Wojnarowska. pozostali członkowie partii tj. Warski, Tyszka i Róża Luksemburg siedzieli w więzieniach. Julian Marchlewski jako pierwszy zajął głos otwierając V Zjazd SDKPiL akcentując doniosłą chwilę zjednoczenia polskiej i rosyjskiej patrii.
 
Podczas bardzo żywiołowych rozmów, krytykowano mieńszewików za ich oportunistyczne poglądy mówiące o możliwości przejęcia władzy drogą pokojową wespół z elementami burżuazyjnymi i za burżuazyjną rolą przewodnią w kreowaniu przemian. I tutaj przemówienie Dzierżyńskiego, który występował pod pseudonimem „Frankowski”, było tak żywiołowe, że dosłownie zmiatało argumenty mieńszewików.
 
Dzierżyński przedstawił również referat sprawozdawczy. Był szczególnie ważny, bowiem ukazywał olbrzymi rozwój organizacji na przestrzeni dość krótkiego czasu. Przedstawił ogólne tło działalności partyjnej, formy walki, zmiany organizacji jakie miały miejsce, wyliczał skrupulatnie ilości wydanych egzemplarzy na przestrzeni lat, przedstawił historię i stan finansów partii oraz obraz wspólnych działań z rosyjską SDPRR, z którą SDKPiL na V Zjeździe w Zakopanym podjęła uchwałę o zjednoczeniu. Omówiono zagadnienia związane z działalnością Bundu i działalności agitacyjnej wśród żydowskich robotników, opracowano też kierunki taktyczne.
 
Wybrano Zarząd Główny SDKPiL w skład którego weszli m.in. Warski, Leder, Tyszka, a zastępcami członków, mimo, że dostali największą ilość głosów, zostali Dzierżyński i Marchlewski. Przyjęto nowy statut partii SDKPiL, którego autorem był Dzierżyński.
Jako ostatni punkt obrad poddano rozważania odnośnie terenu działania SDKPiL przyjmując rezolucje o włączeniu Litwy do rejonu działania. Spotkało się to ze sprzeciwem wielu uczestników, którzy zgodnie twierdzili, że różnice w strukturze socjalnej, rozwoju ekonomicznego i kulturalnego będą przeszkodą w realizacji zadań partii. Dlatego zaproponowano utworzyć organizację socjaldemokratyczna Litwy i Białorusi. W odpowiedzi wypowiedział się Dzierżyński podważając te argumenty i udowadniał, że na terenie Litwy, w tym w Wilnie i Kownie mieszka i pracuje w ośrodkach przemysłowych zbyt wielu Polaków, aby móc sobie pozwolić na pominięcie ich. W wyniku głosowania ustalono, że Litwa znajdzie się na mapie działań SDKPiL.
 
Edward Giebartowski, jeden z delegatów na zjazd tak wspominał wystąpienie Feliksa Dzierżyńskiego: „Legenda o Józefie wcześnie się narodziła i rosnąc towarzyszyła mu stale… Nic więc dziwnego, że z wielką ciekawościąwybierałem się na Zjazd zakopiański, mając tam ujrzeć po raz pierwszy kierownictwo partii, a przede wszystkim spodziewając się, że poznam tam „Józefa”… „Józef” składał sprawozdania na Zjeździe. Zwykle sprawozdanie są suche, sztywne, zimne. „Józef” zdawał sprawę tak naturalnie, jakby mówił o rzeczach każdemu od dawna znanych i bliskich; każdy czuł, rozumiał i był przekonany, że te wszystkie sprawy polityczne, taktyczne, organizacyjne, personalne, a nawet finansowe, o których „Józef” mówi to przecież nasze codzienne sprawy.
 
Józef mówił z takim przejęciem, wiarą, z taką głębią przekonania i zapałem, którym nikt się oprzeć nie mógł, nie potrafił, a z resztą… nie chciał. Jego wysoki głos z przejęciem przechodził w dyszkant, zapierał mu dech, tamował gładkość i płynnośc  wymowy, lecz raczej dlatego tym więcej przejmował, przekonywał, pociągał. Gdy- przemawiając lub rozmawiając – zapalał się, jego płowa czupryna, do góry zaczesana wichrzyła się niesfornie nad kształtną o koronkowej, czystej linii profilu głową, zamieniałą się jakby w aureolę „świetego rewolucji”; twarz anachorety płomieniała, promieniała, gorzała wielkim ogniem rewolucji. „Józef” jakby odrywał się od ziemi, wznosił się, ulatał. Lecz to było tylko złudzenie. „Józef” realnie, rzeczowo, liczbowo analizował, oceniał, karcił i gromił, rządził i potępiał; był jak sędzia wielki, surowy, sprawiedliwy, niepodkupny, który miał jeden kodeks tylko- kodeks rewolucji; jeden sprawdzian- dobro i interes klasy robotniczej [4]”.
 
W tych czasach, kiedy tworzył komórki partyjne i oganizował strajki rozbijające fundamenty kapitalizmu, tylko nieliczni znali jego nazwisko. Jego psuedonim „Józef” budził wielkie emocje wśród zwykłych członków partii. Edmund Gibałtowski w swoich wyobrażeniach idealizował go, widział jako super bohatera. Wcześniej wiele o nim słyszał z ust Wincentego Matuszewskiego, który często u niego zatrzymywał się na noc i choć dotknięty był „antyinteligenckim urazem” nie potrafił zahamować słów zachwytu nad postacią „Józefa”.
Wiadomość o tym, że zetknie się z legendą partii na zjeździe zakopiańskim zupełnie go sparaliżowała. Przejety był tym, że zobaczy człowieka, który za nos wodził całą carską ochranę, który bezczelnie dwa razy uciekł z zesłania za nic majac niebezpieczeństwo i pościg, który samych swych wrogów był z stanie nakłonić do współpracy.
 
We wspomnieniu przygotowywanym na 25 rocznicę śmierci Feliksa Dzierżyńskiego napisał: „Zwykle gdy się ujrzy człowieka z „legendy”, w rzeczywistości oryginał w porównaniu z tworem wyobraźni traci, następuje w mniejszej lub w większej mierze rozczarowanie. „Józef” rzeczywisty w spotkaniu, w obcowaniu zyskuje, rośnie, powiększa się. I nie przez to, że się podnosi, że góruje, że imponuje, nie; właśnie wręcz odwrotnie- przez to, że się zbliża, że przez swą prostotę, naturalność, a nade wszystko przez swą wyjątkową subtelność, delikatność staje się dla wszystkich bliski, przyjacielski, zrozumiały i wyrozumiały- staje się swój [5]”
 
Na zakopinańskim zjeździe zarysowała się tzw. opozycja robotnicza składająca się ze starych działaczy SDKPiL pod wodzą Matuszewskiego, nazwanego prześmiewczo przez reprezentujących główny nurt partii „enfant terrible”. Byli oni oburzeni, że na zjazd nie zostali zaproszeni twórcy partii- Jan Rosół i Stanisław Trusiewicz-Zalewski, krytykowali Zarząd Główny i zmiany jego składu włączając weń Trusiewicza i Matuszewskiego. Stanowczo domagali się wysyłania na wieś agitatorów, którzy umieli rozmawiać z chłopami.
 
Po powrocie do Krakowa Feliks odwiedził Bronisława w jego mieszkaniu przy ulicy Lubicz 28, gdzie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia aparatem widoczkowym, na których Feliks siedzi na krześle i drugie, na którym trzyma Bronka pod rękę, a obok widnieje jego roczna córeczka. W 1905 roku podczas Rewolucji obaj panowie byli w Warszawie w tym samym czasie. Koszutski szukał Feliksa martwiąc się o to, by nie wpadł w rece policji. Niestety nie dane im było się ze sobą spotkać. I więcej już się nie spotkali. Bronisław Koszutski w 1907 roku wyjechał do Moskwy.
        
Z Zakopanego, Dzierżyński wybrał się w podróż po Królestwie spotykając się działaczami partii w wielu miastach przemysłowych, przekazywał informacje z wydarzeń ostatnich zjazdów. 15 lipca wziął udział, jako przedstawiciel Zarządu Głównego SDKPiL w międzydzielnicowej konferencji, która odbyła się na warszawskiej Wielorybiej Wyspie na Wiśle.
        
Tego samego dnia wyjechał z Warszawy do Wilna, gdzie w 17 lipca 1906 roku spotkał się ze Stasiem, którego nie widział od czterech lat. Zobaczył się też z Jadwigą. Z Wilna udał się na krótki czas do Mickun, by odwiedzić swoją ciotkę. Bardzo żałował, że nie mógł spotkac się w tych dniach z Aldoną. Pobyt wśród najbliższych dobiegł końca.
31 sierpnia 1906 roku z Radomia wysłał Aldonie pocztówkę z obrazem Le Bruna zatytułowany „Portret pani Le Brun i jej córki” z kolekcji muzeum Louvre’u. Wybierając poprzednie kartki do Aldony kierował się serią pocztówek z obrazami wielkich mistrzów takich jak Van Dyck czy Tycjan. Szlak jego podróży zmierzał do Petersburga.
 
Na początku września 1906 roku meldował się już z Petersburga, gdzie wyjechał pod koniec lata będąc skierowanym przez Zarząd Główny SDKPiL, by wzmocnić więzi z SDPRR(b). Ukrywał się przed policją u polskiej rodziny, która załatwiła mu mundur pracownika lasów, aby powagą munduru mógł zmylić policję. Brał udział w pracach redakcji centralnego organu KC SDPRR(b) zabierając głos prawie na każdym posiedzeniu krytykując wystąpienia mieńszewickich liderów. Pracował nad zaopatrzeniem Królestwa w literaturę, w tym 300 egzemplarzy broszury Lenia „Rozwiązanie Dumy” oraz organizował broń, mauzery i granaty. Na pocztówce z obrazem Makowskiego zatytułowanym „Chaty” poprosił Aldonę, aby pisała do niego na adres gazety„Wiestnik Żyzni” Newskij Prospiekt 102 kl. 37, S-Pieterburg[6]. Kartkę do ukochanej siostry zaadresował: stancja Polonnoje jugo zapadnoje żieleznodorożnoje lesnicestwo Burtyn. Bardzo wiele uwagi skupiał na zacieśnianie więzi SDKPiL z SDPRR(b)- m.in. poprzez publikowanie artykułów w bolszewickiej gazecie „Proletarij” zawierających informacje z dokonań polskich socjaldemokratów pisane głównie przez Ledera i Zalewskiego.
 
Żywo komentował „wyczyny” PPS, która 15 sierpnia 1906 roku urządziła krwawe napady na policję i wojsko. Zabitych funkcjonariuszy caratu było 20 osób, przypadkowo zabitych cywili ponad 300. Wśród nich było kilku działaczy rewolucyjnych. Mord PPS-u wywołał gromkie oburzenie nie tylko innych organizacji, ale również PPS-owskich robotników. Dzierżyński określił tą akcję jako prowokację.
 
W czasie pobytu w Petersburgu wielokrotnie wyjeżdżał do oddalonego o nie całe sto kilometrów miasteczka Kuokkola w Finlandii, gdzie przebywał Lenin wraz żoną w willi „Waza”. Tu spotkał się również z Różą Lukseburg, która przyjechała pod nazwiskiem Felicja Budowicz. Zamieszkała na miesiąc w willi Czernego nr 4 u malarki Katarzyny Zarudnej-Kavos. Podczas licznych spotkań przekonywała bolszewików o konieczności stałej obecności przedstawiciela SDKPiL w ich pracach. Poznawała zmiany w rosyjskim ruchu rewolucyjnym, przysłuchiwała się licznym debatom, zażartym dyskusjom, które napawały ją optymizmem. W rozentuzjazmowanych listach pisanych przez nią w tym okresie radziła wszystkim towarzyszom w Niemczech uczyć się języka rosyjskiego, który stanie się językiem rewolucji. Stawiała bolszewików za przykład organizacji wolnej od niemieckiej biurokracji na szczytach władz SD.
 
Z pobytem w Finlandii wiąże się zabawna historia, kiedy Feliks postanowił udać się do łaźni. Tak to wyglądało w relacji Tadeusza Wieniawy Długoszowskiego słowami Feliksa: „Wyobraź sobie, poszedłem do łaźni. Płacę, biorę mydło, rozbieram się itd., aż tu naraz zjawia się łaziebna, tęga baba, i zaczyna zabierać się do mnie…. Ja speszony, nie wiedziałem, o co tu chodzi, a ona chciała wymyć mnie solidnie- i nic więcej. Gdy jej odmówiłem- obraziła się. Zrobiła raban, poleciała do zarządu ze skargą, że ją obrażają, i to tak dalece obrażają, że mężczyzna dorosły nie pozwala wymyć się najzwyczajniej w świecie.
 
Gdy jej wytłumaczone, że ma do czynienia z cudzoziemcem- pogodziła się z losem… Ciekawym, wiesz, co by to było u nas, gdyby dorosły mężczyzna spróbował wymyć w łaźni dorosłą kobietę… Rewolucja! Modły i wykadzenie mieszkania [7]”.
 
Tam, oprócz omawiania zagadnień partyjnych Lenin i Dzierżyński poznali się znacznie lepiej i zaprzyjaźnili się. Tu też doszło do zmiany stanowiska Lenina w kwestii udziału w wyborach do Dumy. Według nowej koncepcji uwzględniającej kompletny upadek rewolucji, należy rozbić działalność partii na legalną- zasiadającą w Dumie, wykorzystując ją do deklaracji swojego stanowiska i nielegalną- szykującą się do rewolucji i intensyfikującą działania agitacyjne. Decyzja ta była spowodowana tym, że Lenin nie chciał dopuścić do wyalienowania frakcji bolszewików z ewentualnych przyszłych rozmów podczas obrad Dumy i tym samym chciał ograniczyć zasięg mieńszewików na polu rozmów.
 
Feliks Dzierżyński podzielał potrzebę zmian optyki politycznej, bowiem wrogie środowiska endeków prących do Dumy zdobywały coraz liczniejsze głosy drobnomieszczaństwa i chłopstwa. Pisał wówczas do Zarządu: „Lenin także zmienia swój stosunek, mówi, że jeśli do momentu wyborów nie będzie powstania, to powinniśmy wziąć udział w wyborach, ponieważ warunki sa już teraz nie te, co wcześniej. Ponieważ w Dumie byli i będą mieńszewicy, potrzebne jest, a żeby i oni, tzn. bolszewicy, byli również, że to jest przepiękna trybuna, że w końcu Duma istniała, nie udało się nam nie dopuścić do jej zwołania i z tym należy się liczyć [8]”.
 
Decyzja ta w późniejszym okresie podzieliła członków SDKPiL, gdyż nie wszyscy zgadzali się z zaprzestaniem bojkotu Dumy. Leninowska zmiana kierunku szczególnie dotknęła Zdzisława Ledera, który w liście do Dzierżyńskiego prosił go o ponowną zmianę stanowiska dodając: „Powiedzcie mu (Leninowi- Z.F.), jeśli mnie jeszcze pamięta, że życzę mu, by jeśli odbywa ewolucję wstecz, nie trafił do obozu mieńszewików [9]”.
 
Dzierżyński uważał, że Zarząd Główny powinien przeanalizować dokładnie kwestię uczestnictwa w Dumie i zająć takie stanowisko, aby nie odłączyć się od bolszewików. W swych licznych wstąpieniach zarzucał mieńszewikom oportunizm. Niejednokrotnie jego słowa były tak mieńszewikom przykre, że buczeniem zagłuszali jego wystąpienia. Tym samym zyskiwał coraz większą aprobatę dystansujących się od niego bolszewików przekonując ich do słuszności zjednoczenia obu partii. W Petersburgu korzystając z możliwości Dzierżyński uczestniczył w wielu zebraniach przysłuchując się, robiąc notatki, analizując wypowiedzi. Spotykał się na gruncie prywatnym z wieloma bolszewikami, bywał m.in. w mieszkaniu Wiaczesława Mienżyńskiego w Petersburgu.
 
W tym czasie trwały również zażarte dyskusje nad przystąpieniem do utworzonego w Petersburgu Centralnego Biura mającego za zadanie koordynację działań wszelkich partii rewolucyjnych. W skład Biura weszli przedstawiciele SDPRR, Bundu, Związku Chłopskiego, a także PPS reprezentowany przez Feliksa Kona i Maksymiliana Horwitza-Waleckiego. W odpowiedzi na rozwiązanie I Dumy debatowano nad ustanowieniem strajku generalnego w całym Imperium Rosyjskim. Deklaracji tej przedstawiciele SDKPiL nie podpisali wyraźnie dając do zrozumienia, że nie zgadzają się na obecność z Biurze PPS-u uważanego w środowisku esdeków za zdrajcę ideałów rewolucyjnych i klakierów burżuazji.
 
Dzierżyńskiego opinia o nowopowstałym Biurze była sceptyczna. Pisał: „Całe to Biuro jest nonsensem- wobec jednak faktu istnienienia jego i zgody KC nie mogłem występować energicznie. Sądzę tylko, że ta koordynacja ich wkrótce w życiu, w praktyce, w każdym poszczególnym wypadku weźmie w łeb, a potem i Biuro jako „miertworożdiennoje” (poronione-Z.F.) umrze [10]”. Miał rację.
 
W pierwszej połowie listopada 1906-ego roku, Dzierżyński ponownie wyjechał do Finlandii na konferencję w Tempere (Tammerfors) mająca miejsce w dniach (3-7) 16-20 listopda, na której prowadzono dyskusję nad referatem Lenina o przystąpieniu do Dumy. Podczas konferencji, której przewodniczył Dzierżyński, Marchlewski i Warski atmosfera była bardzo napięta tym bardziej, że większość uchwał przechodziła na korzyść mieńszewików.
 
Twierdzili oni, że zwycięstwo w wyborach do Dumy przczyni się do zwołania Konstytuanty będącej zarazem kolejnym etapem prowadzącym do rewolucji. Bolszewicy reprezentowali pogląd, że rewolucja nie będzie miała nic wspólnego z z Dumą, ani z konstytuantą. Byli przeciwni udziałowi partii kadetów, których Lenin nazwał „stołypinowską szajką” gdyż, jak grzmiał w przemówieniu Dzierżyński: „Zwolennicy bloku z kadetami poświęcają ostateczne intetresy rewolucji bieżącym interesom dnia. Porozumienie z kadetami to przejaw zubatowowszczyzny. Kadeci chcą przekształcić masy ludowe w swoje narzędzie, wykorzystując pomoc czy pośrednictwo socjalistów [11]”. To tam Dzierżyński wypowiedział słowa dobitnie potwierdzające ostatnią decyzję Lenina dotyczącą zmiany kierunku: „Bojkotując Dumę- idziemy na rękę rządowi [12]”.
 
Na tej konferencji ostatecznie zrezygnowano z dotychczasowego postulatu przekazania chłopom tzw. „odcinków” ziemi obszarniczej, a zamiast tego zadecydowano o konfiskacie całej ziemi, jaka znajdowała się w rękach bogatych ziemian, kościoła, klasztorów, rodziny carskiej, skarbu państwa i całej burżuazji. Obradowano nad przyjęciem Bundu w skład SDPRR oraz jednomyślnie przyjęto uchwałę o udziale socjaldemokratów w wyborach do Dumy.
 
Dla Dzierżyńskiego było to drugie spotkanie z nieutemperowanym, grubiańskim Gruzinem, którego impertynencję przewyższała jedynie umiejętność knucia intryg na poziomie mistrzowskim. Jednakże ani Lenin, ani Dzierżyński raczej nie zwrócili uwagi na młodego, choć szalenie ambitnego człowieka o kostropatej twarzy i niedowładnej ręce.
        
Mniej więcej w tym czasie Dzierżyński musiał być również w Moskwie, ponieważ wspominała o spotkaniu z nim Nadieżda Krupska. Był wówczas mroźny dzień, całe miasto spowite było białym puchem, mróz trzeszczał w uszach. Po ulicach ociężale poruszały się sanie, a z nozdrzy koni ulatywała ulotna para gorącego oddechu. Właśnie jechali z Leninem do hotelu „Północnego”, gdzie w osobnym gabinecie zamówili kolację:  „Przypominam sobie, że kiedyś na ulicy zobaczyliśmy Józefa (Dzierżyńskiego), zatrzymaliśmy sanie i zabraliśmy go z sobą. Dzierżyński usiadł na koźle. Iljicz ciągle się niepokoił, że mu tam niewygodnie siedzieć, ale Dzierżyński się śmiał, mówiąc, że się wychował na wsi i co jak co, ale na koźle sań jeździć potrafi [13]”.
        
Tymczasem w 1906 roku został aresztowany za nielegalną działalność w Kongresówce i osadzony w X Pawilonie Cytadeli Władysław Feinstein (Leder). Sabina była wstrząśnięta trzecim w jego życiu aresztowaniem. W swoim liście do Feliksa dzieliła się swoimi obawami, jej słowa wypełnione były po brzegi obawą i rozpaczą: „Gdy wiem, że innym mogłoby być lepie- dużo bym dała dużo, samą siebie. Jednak wszak dać nie mogę- sprzeczności w duszy mej pełno. Nie logika mówi przeze mnie- to nie głos rozsądku- ale jednak głos z zewnątrz, to, co tkwi we mnie- to jestem „ja”. Kochając jednego- innych krzywdzę… Nie kocham nikogo- bawię się tylko. Nie jestem socjalistką- ale w Waszym pojęciu jestem nią- i odczuwam poruszenie duszy każde mych przyjaciół. Ileż bym dała, by im dobrze było [14]”. 
        
W odpowiedzi Feliks zawarł całą magię ich niespokojnych czasów, bezbłędnie oddał nastrój walczących rewolucjonistów, opisał ich dusze i zmagania. Doskonale rozumiał jej ból, ale też los, jakiemu trzeba było się poddac przystępując do walki. Opór i walka przeciwko kajdanom caratu wyzwalał w młodych socjaldemokratach zupełne zatracenie. Byli świadomi, że walka toczy się o najwyższą stawkę, o życie i często życie to składane będzie na ołtarzu wolności. Innej możliwości walki nie było. Nie miały sensu żadne petycje, prośby, apele, próby negocjacji czy błagania o ustępstwa. Reżim twardą ręką panował nad porządkiem jaki ustalił, ponieważ było to dla niego opłacalne.
 
Forma niewolnictwa, jaka panowała w XIX i początkach XX wieku zapewniała burżuazji życie w niewyobrażalnym przepychu i luksusie. Rzesza biednych, głodnych, wynędzniałych robotników była warstwą społeczną zupełnie nie liczącą się, nie była głosem w żadnej sprawie, nie była nawet elektoratem, o jaki politycy musza zabiegać. Robotnicy byli dla burżuazji zwykłym elementem maszyn, które można wymienić i wyrzucić. Takie traktowanie w dobie rosnącej samoświadomości klasy robotniczej wywoływało ostry sprzeciw i bunt.
        
Śmierć, o której pisał Dzierżyński do Sabiny, była realnym elementem życia, elementem nieodłącznym, wpisanym w życie, które szybko można było stracić. Myśl o utracie życia nie przerażała jak dziś, bowiem życie w nędzy, brudzie, chorobach przy bezustannym poniżaniu kapitalistów i władz było gorsze niż śmierć. Z pogardy dla śmierci wynikał głęboki determinizm, często nonszalancja, bezgraniczne poświęcenie dające siły do walki przeciwko systemowi. Nie było nic do stracenia. Feliks pisał: „Idzie śmierć, a w niej rozwiązanie zagadki życia- przyjść ono musi. I przyjdzie. Posłałbym najdroższego mi brata na szubienicę, bo chcę, by żył by pragnął życia pełnego, by nienawidził śmierci. A jeśli zginie- w pamięci braci- potomności żyć będzie. Trzeba umieć umrzeć- właśnie nienawidząc śmierci- trzeba umieć umrzeć, błogosławiąc życiu [15]”.
        
W pojęciu socjalistów nie było miejsca na obiecane życie po śmierci u prawicy ojca w towarzystwie aniołów i Maryi dziewicy. Odrzucili doktryny katolickie obiecujące raj po śmierci dla tych, którzy w nędzy cierpieli za życia. Rewolucjoniści, których tożsamość zbudowana była na filozofii marksistowskiej, nie dopuszczali do siebie fantastycznych obietnic zbawienia, jakie zapewniał w swych pismach kościół. Ich życie było wartością tu i teraz. Mieli świadomość, że nawet jeśli nie dożyją wyśnionych czasów sprawiedliwości społecznej, swoim bohaterstwem, działaniem, poświęceniem, przyczynią się do zwycięstwa dla przyszłych pokoleń, aby one nie musiały żyć jak robaki deptane butem.
 
Rozumiała to doskonale Sabina jak i Feliks. Tragizm ich relacji spowodowany był w znacznej mierze przez pragnienie zmiany świata w poszukiwaniu szczęścia, którego ceną było teraz cierpienie. Obcy był dla nich egoizm i własne przyjemności. Na świat patrzyli przez pryzmat społeczny, była to głęboka świadomość tego kim jesteśmy, co tu robimy i czego chcemy. Kwestie społeczne wychodziły w ich życiu na pierwszy plan pozostawiając własne przyjemności życia w pogardzie.
        
Feliks zwracał się do Sabiny: „Nie chcę szczęścia mego- nie chcę kochać, kto mi szczęście w życiu dać może, kto chce mi wyłącznie dać je. Dlatego Ciebie kocham- bo taką właśnie jesteś- wszystko dla innych- a przecież silne jest w tobie pożądanie życia pełnego. Nie kochałem nigdy tych, którzy wyłącznie kochać mnie chcieli. Nie chciałem kochać tych, którzy w imię swej miłości „Ty” mi mówili, zapewniając, że mnie kochali [16]”.
        
Sabina jak tylko mogła i kiedy tylko dostała zezwolenie od władz, odwiedzała brata w więzieniu. Przynosiła mu najnowsze wieści ze świata i życia partii. Z niepokojem obserwowała jego pogarszający się stan zdrowia. Niecierpliwie czekała na dzień, kiedy będzie mogła mieć go przy sobie.


[1] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 49, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[2] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Ksiązka i Wiedza, Warszawa 1980, s.430
[3] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, 1951, s. 105
[4] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 112 oraz T. Wroński, Krakowskie lata rewolucyjnej działalności Feliksa Dzierzyńskiego, Muzeum Historyczne M. Krakowa, Kraków 1978, s. 23
[5] F. Dzierżyński, Wspomnienia, AAN, 61/III-1, dok. 74
[6] W oryginale: С-Петербург
[7] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 189
[8] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Książka i Wiedza, Warszawa 1980, s.523
[9] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Książka i Wiedza, Warszawa 1980, s.524
[10] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Książka i Wiedza, Warszawa 1980, s.534
[11] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Książka i Wiedza, Warszawa 1980, s.546
[12] J.Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Książka i Wiedza, Warszawa 1980, s.542
[13] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 166
[14] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 100
[15] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 101
[16] S. i W. Lederowie, Czerwona nić, Iskry, Warszawa 2005, s. 101
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.