Trachomę mam pyszną

rozdział VII
 
 
Rozpoczęła się długa i męcząca podróż pociągiem wożacym skazanych w surowe i dzikie obszary niekończącej się Rosji. Praktycznie dłużej trwały przystanki w więzieniach etapowych niż sama podróż. W jednym z więzień po drodze, w Niżnym Nowogrodzie w ramach represji umieszczono go wraz z kilkoma więźniami politycznymi w celi ze 120-stoma pospolitymi kryminalistami. Mimo protestów Feliksa, jego skargi pozostały bez odpowiedzi. W ostatnim etapie jego podróży wieziony był parostatkiem, choć z romantyzmu takiej podróży nie było prawie nic. Więźniowie ściśnięci byli w przedziałach, brakowało powietrza, wody, a zaduch był tak wielki, że przypominał saunę.
 
Wspominając tę podróż w liście do Aldony 7 września 1898 roku, pisał z typową dla siebie ironią: „Drogę miałem nadzwyczaj przyjemną, jeżeli za takową uważać pchły, pluskwy, baranki egipskie itp. Więcej siedziałem w „turmach”, niż byłem w drodze. Po Oce, Wołdze, Kamie i Wiatce jechałem parostatkiem. Nadzwyczaj to wygodna droga, zapakowali nas w tak zwany „trium” jak śledzie w beczcie, brak światła, powietrza i wentylacji powodowały taki zaduch, że mimo naszego adamowego kostiumu, czuliśmy się jak w najlepszej łaźni, i tak było kilka razy po parę dni. Masę też innych przyjemności w tym guście mieliśmy pod dostatkiem [1]”. W liście tym Dzierżyński przekazał Aldonie wiadomość, że wysłał też list do braci na adres domu Pilarów „a drugi na imię Zawadz. (Feliksa Zawadzkiego- Z.F.) myśląc, że po śmierci ciotki tam nikogo nie ma [2]”.
 
W Wiatce [3] do której przybył 27 lipca 1898 roku, nieoczekiwanie natknął się na gubernatora Klingenberga, człowieka, który odpowiedzialny był za masakrę ludności w Krożach. W barwnej historii spotkania zachowało się wspomnienie, jak to gubernator zwrócił się do Feliksa w pobłażliwym tonie, mówiąc: -Młody człowieku, masz jeszcze mleko pod nosem, a już się bierzesz za politykę. -Winowat!- przerwał mu Dzierżyński- ja tym czasem wezmę sobie krzesło i usiądę...- i nie czekając na pozwolenie, chwycił krzesło i przysunąwszy się do biurka gubernatora najspokojniej sobie na nim usiadł. Gubernator widząc tak buńczucznego młodego więźnia zaniechał dalszej rozmowy widząc, że nie ma sensu dalsza rozmowa.
 
W tym czasie większość jego towarzyszy została wysłana w miejsce odbywania kary. Dzierżyński pozostał w wiackim więzieniu, gdyż poziom wody w rzece uniemożliwiał podróż więziennym statkiem. Tkwił w zawieszeniu przez dziewiętnaście dni. Jego ubranie było zupełnie zniszczone, a buty rozlatywały się ze starości. Nie miał pieniędzy, a na domiar złego zachorował. Na szczęście w czasie podróży poznał uroczą kobietę, Margaritę Nikolajewą, która niespodziewanie pojawiła się w jego życiu. Pochodziła z rodziny właściciela ziemskiego ze wsi Bezliesnoje w guberni saratowskiej. Była studentką trzeciego roku wyższych kursów dla kobiet w 1896 roku, kiedy aresztowano ją za wydawanie i rozpowszechnianie nielegalnej literatury w Petersburgu. Margarita, cztery lata starsza od Feliksa, pasjonowała się historią, literaturą, zagadnieniami filozofii i etyką. Była blisko związana z rodziną pisarza Władimira Korolenko, poznała już Nadjeżdę Krupską- najbliższą osobę Włodzimierza Lenina.
 
Margarita Nikolajeva
Zaraz po przybyciu do Wiatki została zwolniona z więzienia, mogła więc swobodnie poruszać się po mieście oczekując, podobnie jak Feliks, transportu do Nolińska. Nie zapomniała o Feliksie tkwiącym w więziennej celi. Podstępnie przedstawiła się władzom więzienia jako narzeczona Dzierżyńskiego, dzięki czemu mogła odwiedzać romantycznego rewolucjonistę przynosząc mu paczki z żywnością. W najcięższych dla Feliksa momentach, starała się go podtrzymywać na duchu, dawać poczucie, że nie jest sam i że jest ktoś komu na nim zależy.
 
Gdy Dzierżyński poczuł się lepiej, 6 sierpnia, wystąpił z prośbą do gubernatora Klingenberga, by pozwolił mu na własny koszt dojechać wynajętą łodzią do Nolińska- miejsca jakie mu przeznaczono. Na odpowiedź nie czekał długo, bo już 14 sierpnia wypuszczono go z więzienia, a dzień później odebrał zgodę na samodzielną podróż bez eskorty. Od swego znajomego, pana Zawiszy, który pracował jako inżynier przy budowie linii kolejowej, dostał ubranie i pożyczkę w wysokości 20 rubli.
 
Najprawdopodobnie do
Margarita Nikolajewa
Nolińska udał się razem z Margaritą Nikolajewą. Już w drodze na zesłanie i w Wiatce zaczęła kiełkować miłość dwojga młodych rewolucjonistów. To była miłość, przed którą Feliks tak bardzo się bronił. W Wilnie pozostała Julia Goldman, daleka i nieosiagalna, obecna jedynie w pamięci i sercu. Tu była Margarita, bliska i realna. Podobnie jak Julia, Margarita oddana była ich wspólnej sprawie. Nastąpiła kolejna szansa, by skomplikować sobie życie. W jego sercu szalały uczucia i namiętności, a jak sam pisał później, człowiek bez uczuć to trup. Wiedział, że nim nie jest.
 
Pierwsze jego zesłanie dostarczyło mu wielu nowych wrażeń i doświadczeń. Zdecydowanie bardziej Dzierżyńskiemu doskwierała nuda i głód niż ciężka, katorżnicza praca. Miał bardzo dużo czasu dla siebie i skwapliwie z tego korzystał. W Nolińsku wynajął za cztery ruble pokój w czystym, cichym domu Kalitina przy ulicy Irańskiej. W listach do swej siostry przemilczał poznanie Margarity podobnie jak i to, że w sąsiednim pokoju na poddaszu zamieszkała Margarita. Stołował się u innego zesłańca za pięć rubli miesięcznie. Narzekał, że droga do stołówki jest bardzo błotnista i będzie musiał zrezygnować ze stołowania się w niej.
 
W pierwszych listach do Aldony opisywał prozę swojego życia, o tym jak tanie jest jedzenie w porównaniu z cenami w Wilnie, narzekał zaś na ceny artykułów gospodarstwa domowego, które były znacznie droższe. Od państwa dostawał sześć rubli na utrzymanie. Resztę musiał dorobić sam. Nie wierzył, że będzie tam przebywać trzy lata. Wiedział, że jest to okres nabrania siły, że to okres zupełnie przejściowy i długo tam nie zabawi. Obawiał się jedynie, że któregoś dnia dostanie wezwanie do wojska i wyślą go gdzieś nad chińską granicę. Odgrażał się Aldonie, że: „Nastanie jednak czas, gdy będę wolny, a wówczas, wówczas zapłacę im za wszystko [4]”.
 
Dużo korespondował. Opisywał Aldonie planowany przez rząd rozwój kolei w Nolińsku, który, według niego, miał ugruntować nędzę robotników i przysporzyć bogactwa burżujom. Feliks z cyniczną aprobatą skwitował te plany: „Niech przeprowadzają koleje, niech one niosą z sobą rozwój kapitalizmu, lecz z nimi razem hasło swobody, jak upiór, jak bicz dla nich straszny, hasło „światła i chleba” znajdą tu sobie miejsce, a wówczas zmierzymy swoje siły. Dużo jest ludzi, którzy widza w przeprowadzeniu dróg żelaznych i w ich koniecznym skutku- rozwoju fabryk- tylko strony ujemne. Twierdzą oni, że to wszystko powoduje jedynie tylko nędze większości, centralizuje bogactwo masy włościańskiego i rzemieślniczego ludu w rękach zamożnych jednostek i dobrobyt masy upada. Lecz medal ma dwie strony, jednak rzeczywiście przyczynia się do spotęgowania nędzy (spotęgowania, bo i bez tego ona istnieje), lecz z drugiej strony skupia ludzi, daje im możliwość walki, daje im siły, niesie światło zamiast ciemnoty.  Niech więc budują drogi, a drogi są im niezbędne, niech rozwijają wyzysk i tym samym ryją sobie mogiłę [5]”.
 
Zastanawiał się, dlaczego z całej rodziny, tylko on wstąpił na drogę rewolucyjną. Żałował, że nie wszyscy podzielają jego poglądy, wówczas ich relacje z pewnością były lepsze. Każde z rodzeństwa, jak opisywał metaforycznie, płynie innym strumieniem, których drogi nie zetkną się nigdy. Był to początek nieporozumienia, jakie trwało przez kilka miesięcy pomiędzy Feliksem, a Aldoną. Jego ukochana siostra zarzucała mu w listach, że się zmienił, że nie jest tym samym Felisiem, jakim był wcześniej. Feliks zaś obalał to twierdzenie uważając, że jej wyobrażenie o nim nie odpowiada rzeczywistości. „Ty mnie wcale nie rozumiesz i nie znasz. Znałaś mnie dzieckiem, podrostkiem, lecz teraz, jak mi się zdaje, już mogę siebie nazwać dorosłym, ustalonym. Życie będzie mnie mogło jedynie zdruzgotać, tak samo, jak burza stuletnie dęby wali, lecz nigdy zmienić. Świadomie czy nieświadomie – mnie trudno się już zmienić- pisał dalej. Życiowe warunki już tak mną pokierowały, że ten prąd, który mnie uniósł, po to tylko wyrzucił mnie na jakiś czas na brzeg bezludny, by później z nową siła porwać mnie z sobą i unosić dalej i dalej, aż póki się zupełnie zniszczę w walce, to jest granicą może być tylko mogiła…, za którą czeka błoga nirwana, za którą uczucia, dążenia, w ogóle umsyłowa i psychiczna energia człowieka przestaje egzystować, przechodząc w energię innego rodzaju i tam ginie (można powiedzieć) świadomość, człowiek jako myśląca i odczuwająca jednostka [6]”.
 
Domagał się wieści od braci, by nie zaprzepaścić więzi, jakie ich łączyły. Z pewnością trudno było Aldonie zaakceptować obecnego Feliksa, brata, który jako jedyny z rodziny wszedł w długotrwały konflikt z prawem, który łamał wszelkie przyjęte w rodzinie normy, a obecnie przebywał na zesłaniu z kilkuletnim wyrokiem.  
 
Aldona w listach zarzucała bratu, że nie uznaje rodziny, że nie dostrzegł prawideł życia, jakie towarzyszyły ludziom od wieków, na co Feliks ripostował dowodząc, że siostra się myli, że on nie jest przeciwny rodzinie, ale przeciwny jest formie jaką ona ze sobą przedstawia: „Widzisz, więc, Aldono, iż ja walczę i walczyłem nie przeciwko rodzinie w ogóle, lecz przeciwko teraźniejszej jej formie. Życie ją niszczy, odbiera wszystkie dodatnie strony i pozostawia tylko ujemne w przeważnej części ludzkości. Rodzina zaś klas zamożnych z jej prostytucją jest dla mnie wstrętna [7]”.
 
Opisywał Aldonie obraz robotniczej rodziny, w której rodzice nie byli w stanie zapewnić swoim dzieciom odpowiednich warunków rozwoju będąc zajętymi morderczą i wyczerpującą pracą w fabrykach. Same dzieci od najmłodszych lat zmuszane były do podjęcia pracy, aby powiększyć skromny budżet rodziny. Nie wiele lepiej wyglądała sytuacja chłopów, którzy musieli szukać zarobku poza własną ziemią, gdyż ta nie mogła wykarmić ich rodzin. Najbardziej krytycznie odnosił się do modelu rodziny burżuazyjnej.
 
Pisał o niej: „…rodzina powstaje z przyczyn wyłącznie komercyjnych, rzadko kiedy bezinteresownie. Po drugie, kobieta rozpustnica traktowana jest okrutnie, a mężczyzna rozpustnik to fakt zwyczajny. Mężczyźnie u nas wszystko wolno, a kobiecie nie, czy więc można zaliczyć do godnych chwały taką rodzinę, w której z jednej strony istnieje kobieta – niewolnica, a z drugiej mężczyzna despota, rodzinę, w której cele komercyjne grają najważniejszą rolę. A stosunek dzieci do rodziców, jaki być może? Może on być tu co prawda cieplejszy, bo tu rodzice dzieci swe karmią, uczą, dogadzają im, zapewniają środki do życia; lecz by byli zgodni we wszystkim, to już nie zdarza, życie naprzód idzie ono się zmieni, a osobliwie teraz tak prędko dzieci wyrastają w zupełnie innej atmosferze niż ich rodzice, nabierają przeto innych przekonań, innych idei itd. I to zawsze będzie służyło antagonizmem między ojcami i dziećmi. Prawda, teraźniejsza rodzina jedynie tylko może zadowolnić i zadawalnia po części klasy zamożne, dlatego to one nie mogą i nie chcą zrozumieć, krytyki teraźniejszej rodziny z punktu zapatrywania chudeuszów im bowiem jest dobrze, i dobrze dlatego, iż innym jest źle: ich rodzina przynosić im może dobre skutki, jedynie niszcząc inne rodziny, właśnie rodziny robotnicze [8]”.
 
Feliks buntował się archaicznemu, narzuconemu przez kościół katolicki zmurszałą formę rodziny, a także przeciwko dyskryminacji płciowej. Dostrzegał, jak wielką rolę w życiu rodziny grają uczucia, umiejętność ich komunikowania jednocześnie rozumiał, że
warunki, w jakich żyje większość społeczeństwa- nędza, zmęczenie, wyczerpująca praca zabija uczucia i czas, jaki rodzice powinni poświęcać dzieciom na ich wychowanie i zabawę z nimi. Ale nie tylko uczucia, miłość, serce były ważne dla Dzierżyńskiego, ale także odpowiednie warunki dla rozwoju, edukacji dzieci, materialna równowaga i system wartości przekazywanych przez rodziców, którymi kierować się będzie dziecko w życiu. Te uniwersalne prawdy Feliks wyniósł z domu, obserwując zgodną i harmonijnie żyjącą rodzinę, w której nie zabrakło miejsca na rozmowy, czułość i opiekę.
 
Ówczesny świat, który niczym nie różnił się od współczesnego Feliks charakteryzował opisując swój stosunek do niego: „Dzisiaj szczęściem i w ogóle wszelkim najbliższym ideałem są piniądze, bo one wszystko dają, czego tylko dusza zażąda. Widzisz więc Aldono kochana, iż nigdy mnie nie szło o ogół- a tylko o klase robotniczą, która mi była i jest sympatyczną. Ja widziałem i widzę, jak wszystkie prawie jednostki tworzące klasę robotniczą cierpią i te ich cierpienia znajdują we mnie oddźwięk. One zmusiły mię rzucić wszystko co mi stanowiło przeszkodę i walczyć wraz z robotnikami o ich wyzwolenie. Ta walka zmuszała i zmusza mię też do walki samym z sobą i z temi uczuciami, które wyniosłem ze swej sfery; zwalczać je musiałem po to, iż one mi w mej pracy szkodziły. Nie myśl, Aldono, iż to tylko się Ciebie tyczy, nie. To się tyczy względem tak sióstr, tak braci, którzy, też jak mi się zdaje inną drogą poszli i to się tyczy nie tylko względem rodziny lecz też i innych. Wiesz, Aldono, iż z przyjaciół swych gimnazjalnych- teraz nikogo takowym nazwać nie mogę, muszę uczucia, których miałem względem nich zwalczać- by iść prostą swą drogą [9]”.
 
Sam o szczęściu pisał, że nie jest nim życie wolne od trosk i zmartwień, ale szczęście to stan duszy, której nie potrzebne są ani pieniądze, ani władza. Feliks odrzucał możliwości, jakie dawało mu jego własne szlacheckie pochodzenie, odrzucał pieniądze i wszelkie wartości czyniące człowieka wyniosłym, bogatym, samolubnym i zachłannym. Pomimo tego, że ukończył gimnazjum (choć bez matury), znał kilka języków obcych, miał wystarczający zapas oszczędności i wszelkie możliwości do tego, aby odziedziczony majątek powiększyć stając się kapitalistycznym fabrykantem czy kupcem.
 
Nie uczynił tego, wyrzekł się wszystkiego i stał się jednym z szarej, bezimiennej masy robotników. Miał szansę ukończyć uniwersytet i zdobyć wyższe wykształcenie podążając w wybranym przez siebie kierunku, tak jak uczynili jego bracia. Zamiast piąć się do góry po szczeblach kariery, on zszedł niżej, pragnął się zrównać z najbardziej poniżanymi, niezauważanymi masami, by porwać ich do walki o własną godność i stworzyć inny świat, inne zasady, inne wartości, o wiele bardziej sprawiedliwe, nie pozwalające milionom ludzi gnić w rozpaczliwej nędzy, gdzie wykładnią szacunku nie będzie bogactwo i wpływy. Jedynym sposobem na realizację jego marzeń była rewolucja zarówno otaczającego świata, jak i w ludzkich umysłach. Aldona nie była w stanie tego zrozumieć. Dla niej świat był niezmienny a katolickie normy wieczne.
 
W daleszej części listu pisał: „Co się zaś tyczy uczuci, to mogę Ci powiedzieć, iż życie nasze takie jest, że żąda zwalczania swych uczuć, a chłodny rozsądek musi górować. Życie nie pozwala na sentymenty, a jeżeli ktokolwiek miał nieszczęśćie być sentymentalnym to biada mu, jeśli nie jest w stanie je zwalczyć. Ty mówisz, iż nasze odczucia więcej dla ogółu niż dla jednostek. Nie wierz nigdy temu- że są tacy ludzie-  co tak mówią są obłudnikami i nic więcej: oni tylko siebie i innych oszukują. Uczucie tylko dla ogółu mieć nie sposób- ogół jest to abstrakcyja- konkretnem jest to zbiór jednostek. Odczuwać rzeczywiście coś można zjawisko konkretne, a nigdy abstrakte. Człowiek tylko wówczas może odczuwać nieszczęśćie społeczne, kiedy on odczuwa to nieszczęście każdej jednostki, cierpieć od jakiegoś faktu jako takowego nie sposób- cierpi się dlatego iż pewne jednostki sympatyczne mu cierpią w skutek tego faktu. Weź pod uwagę słowa sympatycznemu, bo rzeczywiście społeczeństwo nasze jest tak dzisiaj ukształtowane iż dzieli się na różne klasy interesy których idą więc w przeciwne strony.
 
Wskutek tego co dla jednego jest szczęściem, dla drugiego będzie nieszczęściem, weżmy przykład: głód wskutek nieurodzaju- dla masy ludzi będzie to nieszczęściem, a drudzy będą korzystać z tego nieszczęścia i nabijać swe kieszenie pieniędzmi /kupcy zbożem/; albo też: zbytek w rękach roboczych dla robotników będzie to nieszczęściem albowiem zmusza ich na uległość i tanią płacę dla panów, że przedsiębiorców i obywateli- będzie to szczęściem itd. [10]”
 
Ignacy Dzierżyński
Feliks niecierpliwie czekał na pieniądze, o które prosił Stasia w liście. Wysłał też telegram do Ignacego 18 października, aby ten skontaktował się ze Stasiem i prośbę o pieniądze przekazał. Był zły na Stanisława, bo pewny był, że on już ma jego adres, a nie wysłał nawet do niego listu, w którym mógłby informować go na przykład o tym, że nie prześle mu pieniędzy. Pisał w niepublikowanym fragmencie listu: „Jeżeli Staś postanowił mi nic nie wysłać- pisał w złości- to jego obowiązkiem było napisać o tem, a nie milczkiem załatwić tę kwestję. Myśląc iż będę mógł wypłacić przyjąłem pieniędzy (pożyczyłem- Z.F.) /20 rubli/ i niektóre rzeczy- razem na 80 rubli, z których 14 rubli zwróciłem /pójdzie na potrzebujących wygnańców/- zostało się więc jeszcze sporo. Oprócz tego jeszcze i samemu trocha pożyć- więc zupełnie nie mam zamiaru zrzekać się tej części naszych pieniędzy, która to mnie według uznania wszystkich należy. Piszę do ciebie o tem nie po to, byś przysłała mi pieniędzy lecz byś napisała mi adres Stasia by samemu do niego o tym wszystkim napisać. Znając Cię wiem, że będziesz chciała mi cokolwiek przysłać lecz ja Ci daje swe słowo iż jeżeli przyszlisz to w ten sam dzień odeszlę Ci je nie zważając na to jakie byś pieniędzy nie przysłała, czy to nasze, czy też swe własne. Proszę Cię więc nie robić mi tej przykrości, a razem z tem nie narażac na wydatek odsyłania pieniędzy. Czy Staś Ci oddał pieniędzy, które wysłałaś na mnie? [11]”
 
W pierwszych dniach pobytu postarał się o pracę w jedynej fabryce w Nolińsku jaką była fabryka machorki należąca do Jakuba Jewsjejewicza Niebogatikowa i jego synów. Dawała ona możliwość zarobienia siedemiu rubli miesięcznie. Codziennie od szóstej rano do ósmej wieczorem pracował w gryzących oparach, które bardzo źle wpływały na jego zdorwie. Pomimo to, czuł się szczęśliwy mogąc przebywać i pracować z robotnikami. Miał też pod dostakiem machorki. Nie przejmował się nawet tym, że za swoją pracę płacono mu niezwykle mało. Niestety po niedługim czasie problemy zdrowotne nasiliły się, głównie cierpiały jego oczy z uwagi na opary snujące się w fabryce. Jak pisał do siostry znów żartując- „trachomę mam pyszną” mówiąc o przewlekłym zapaleniu rogówki i spojówek, jakiej się nabawił- żartował z choroby, która  nieleczona, prowadzi do utraty wzroku.
 
W każda środę spotykał się z towarzyszącymi mu zesłańcami, by dyskutować na tematy polityczne, dowiedzieć się o najnowszych wydarzeniach, a także o porozmawiać o książkach. Przymierzał się do studiów nad drugim tomem „Kapitału” Marksa, który zdobył od jednego z zesłańców marząc o tym, że kiedyś sam napisze jakąś pracę naukową. Szczególnie interesowała go rola jednostki, inteligencji, wiedzy i nauki w pracach społecznych, interesowało go zagadnienie altruizm i egoizmu jako zjawiska społeczne.
Po latach wspominał nie ukrywając radości: „Okazało się, że tradycje stare, idee zaszczepione robotnikom naszym przez „Proletariat”, przez Waryńskiego, przez Związek (ZRP) i „Socjaldemokrację” żyły wśród robotników pomimo braku odpowiedniej literatury, ze tradycje te i idee walki międzynarodowej ustnie się przechowały i samorzutnie szerzyły się wśród masy pracującej, że ruch robotniczy nawet po 96 r. pozostał międzynarodowy, socjaldemokratyczny, pomimo że PPS starała się narzucić robotnikom swe hasła[12]”.
 
Rzecz jasna Dzierżyński często prowokował rozmowy, nadawał bieg tematom, aktywnie się udzielał, co nie uszło uwadze władz, podobnie jak jego zaangażowanie w pracę agitacyjną robotników w fabryce. W rezultacie właściciel fabryki machorki zwolnił go. Aby zarobić na życie zaczął pisać podania i przepisywać różnego rodzaju pisma. Przez krótki czas, by zarobić 50 kopiejek dziennie, najął się do pracy u inżyniera Polaka, którego nazywał w listach „porządnym wyzyskiwaczem”, gdyż zdarzyło mu się nie wypłacić mu całej dniówki.
 
Nocami miasteczko zupełnie zamierało. Nieliczne latarnie nie zdołały oświetlić ulic, stając się jedynie punktami odniesienia w ciemnościach. Z domów dochodziły głosy rozmów czy śpiewy, na podwórkach ujadały psy. Feliks bardzo dużo czytał, głównie dzieła ekonomiczne i filozoficzne. Zagłębiał się, korzystając z biblioteki, z zagadnieniami ziemiaństwa. Panujące ciemności często brzmiały melancholią i tęskonotą zasłaniane kotarą tajemniczych spotkań ze swą sąsiadką w maleńkim pokoiku na poddaszu.
 
Życie towarzyskie Feliksa było bardzo bogate. W Nolińsku spotkał wielu zesłańców z Moskwy i Petersburga, z którymi do późnych godzin nocnych dyskutował o polityce. Dom, w którym mieszkali był świadkiem wielu rozmów, gościł wielu ludzi, którzy przynosząc to ciastka, cukierki, pęto taniej kiełbasy czy butelkę wina rozsiadali się w nim do późnej nocy tocząc długie rozmowy, często o sprawach, które druzgotały ich dusze.  Tam zawarł wiele znajomości, m.in. z Kazimierzem Siemaszko zesłanym z Wilna za kolportaż ulotek wzywających do organizacji strajków, z byłym studentem uniwersytetu moskiewskiego Aleksem Maksimiwiczem Nikutunem, Władimirem Andriejewiczem Kudrjawcem. Pomimo swego młodego wieku, został szybko przyjęty do grona stałych bywalców zdobywając szacunek i podziw. Często do ich domu przychodziła przyjaciółka Margarity, Jekaterina Aleksandrowna Diakonowa.
 
Los dla przyjaciółki Margarity, Jekateriny nie był łaskawy. W Kaju wyszła za mąż za socjaldemokratę z Woroneża Iwana Jakowlewicza Żilinę, z którym Feliks serdecznie się zaprzyjaźnił. Z uczucia jakie pojawiło się miedzy nimi urodził im się syn. Żyli w nędznych warunkach.  Pomagali inni zesłańcy. Po zakończeniu wyroku, Iwan nie mógł znaleźć pracy nawet w fabryce machorki. Władze nie zgodziły się na skrócenie wyroku dla Jekatwriny ani też o zmianę miejsca zesłania. Iwan zmuszony był wyjechać. W Nolińsku została Jekaterina z synkiem, która wkrótce umarła. Po niej umarł jej syn. 
 
W Nolińsku Dzierżyński rozpoczął pisanie swojego pierwszego pamiętnika. Rzecz była ryzykowna, bowiem zapiski w razie, jakby trafiły w ręce żandarmów, mogłyby świadczyć przeciwko niemu. Dlatego Feliks postanowił pisać głównie o sobie, o swojej walce ze sobą, krytykował swoje zachowanie w stosunku do ludzi, dopatrywał się wad swojego charakteru. Pierwsze zapiski Dzierżyńskiego po rosyjsku pisane były dość nieporadnie. Wciąż miał trudności z dobraniem słów i ich znajomością, robił wiele błędów. Dopiero w późniejszym czasie dzięki uporowi samokształcenia zyskał umiejętność biegłej mowy i pisania w tym języku.
 
1 grudnia 1898 roku pisał w swym pamiętniku: „Pióro jest zdradliwe- to wiadomo, że trzeba uważać, aby nie napisać czegoś, co jest niebezpieczne, a zarazem móc opisać ciekawe chwile w pamiętniku, głebiej zanużyć się w swoje refleksje, w swoje życie. Pomyślałem, aby żarliwie wziąć się do roboty, nie wiem jak to wyjdzie- na wszelki wypadek pamiętnik mi w tym pomoże, gdyż często przyczyną bezruchu, lenistwa jest to, że zapominasz krytycznie spojrzeć na swoje życie, nie widzisz, nie uświadamiasz sobie swej drobiazgowości i banalności, które oplatują ciebie pomalutku jak pająk muchę.
 
Często robisz takie jakieś niegodziwości i nie zastanawiasz się nad tym i zapominasz. Na papierze nie ukryjesz tego i dlatego to może mnie popchnąć do przodu. Oprócz tego pożytek jest i taki i zarazem najważniejszy, że tu, w całkiem swobodnie mogę przyglądać się, rozmyślać nad tym, co przeczytałem, dawać sobie odpowiedzi. Poza tym przyzwyczaję się pisać, wyjaśniać swe przemyślenia co może mi w przyszłości przynieść korzyści. Jednym słowem zabieram się za pisanie już teraz.
 
Dlaczego wczoraj powiedziałem to wszystko, dlaczego myślałem, co powinienem uczynić? Przecież rzeczywiście nie jestem Pani obojętny, to nie chwilowa namiętność, ucieczka od nic nierobienia. Chciałbym z nią (z Margaritą-aut.) rozmawiać, widzieć jej poważne, dobre oczy, sprzeczać się z nią. Kiedy ona jest w domu, trudno mi czytać, skupić się, moje myśli są przy niej. I jeszcze chciałbym, aby ona przyszła i zawołała mnie do siebie. Dlaczego tak jest, czyżby moje uczucia miałyby się nasilać. Nie, to nie to. Ona jedyna gotowa, stoi na wysokim poziomie moralności, tylko ona jedyna może powiedzieć prawdę w oczy, ona posiada obywatelską odwagę najwyższego stopnia. Jak więc taki człowiek może się nie podobać, szczególnie mi, pragnącemusamemu posiadać takie cechy.  
 
Jaka szkoda, że ona nie jest mężczyzną. Moglibyśmy być przyjaciółmi i żyłoby nam się dobrze, jak w życiu, zaprawdę nie mogę powiedzieć, ale tu na zsyłce, wspierając się nawzajem, moglibyśmy z ogromna korzyścią przeżyć ten czas.
 
Kobiet ja, tak naprawdę, boję się. Boje się, że przyjaźń z kobietą z czasem zamieni się w zwierzęce uczucia. Nie mogę do tego dopuścić. Wtedy więc moje plany, całe moje życie będzie musiało się bardzo, ale to bardzo zawęzić. A ja wówczas stanę się niewolnikiem tego uczucia i wszystkich jego konsekwencji. Wytrzymać ze sobą, kiedy to uczucie już się narodzi, będzie już trochę za późno. Pętla tak się zaciśnie, że nie będę mieć sił, by ją zerwać. Co muszę zrobić, jak ja muszę się zorganizować? Bynajmniej, ciężko jest tu coś wymyślić (..)
 
Wydaje mi się, że wcześniej czy później, nie to, że pokłócimy się, a po prostu kiedy mnie Pani pozna lepiej, przegoni. Tak powinno się stać. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Korzystaniej dla nas jest teraz nie zrywać swoich towarzyskich relacji. Dla mnie to większy pożytek w wielu kwestiach, w jakiś sposób ważne jest to dla mnie, chciałbym zasłużyć na jej szacunek w tym znaczeniu, że nie jestem niedorajdą, że mogę założyć się na poważnie, że zajmę się sobą i ne będę tracic czasu [13].”  Wyraźnie odczuwał jakiś kompleks przy niej, czuł się niegodny jej, niedorastający do pięt. Był gotowy nadrobić zaległości w literaturze, rozszerzac wiedzę, by zaskarbić jej uznanie.  
        
Tymczasem każdy krok Dzierżyńskiego śledzony był przez zaprzedanych władzy kapusiów. Naczelnik policji sumując wieści, jakie dochodziły do niego, stale pisał donosy do gubernatora Klinkenberga na Dzierżyńskiego tak jak w dokumencie z 5 grudnia 1898 roku: „Dzierżyński- człowiek porywczy i rozdrażniony, sieje wrogość do monarchii. Mieszka w jednym pokoju ze znajdującym się pod nadzorem Jakszynem. Często odwiedza dom Poreckiego, Nikitina i Kudriawcewa, ponadto bywa u Nikołajewny mieszkającej w tym samym co on domu na półpiętrze. Do niego i Jakszina chodzi większość nadzorowanych- piekarz Szemiaszko, rzadziej stolarz Rodomanowski [14]”.
 
Któregoś dnia doszło do przykrego incydentu. Do domu, w którym mieszkał Feliks przyszedł policjant, któremu doniesiono, że Feliks dawał porady prawne chłopom. Zirytowany najściem Dzierżyński, rzucił kilka ostrych słów i wyrzucił policjanta za drzwi. To wydarzenie zaważyło nad jego dalszym losem. Jak sam przyznał w swojej autobiografii, był krnąbrny w stosunku do władzy, której nie podobało się to, że podjął pracę zarobkową i miał wpływ na kształtowanie świadomości prostych robotników.
 
Kilka dni później trafił do szpitala z powodu nasilającej się trachomy. Lecz i tu nie zaznał odpoczynku, gdyż pewnego dnia zjawiła się w jego szpitalnej sali policja i siłą, z rozkazu gubernatora, w szalejącym mrozie, 29 grudnia 1898 roku został karnie przeniesiony wraz z Aleksandrem Iwanowiczem Jakszinem ponad pięćset kilometrów na północ do zapadłej wsi liczącej 700 mieszkańców, zatopionej w gęstych lasach i błocie- Kajgorodskoje nad rzeką Kamą.
 
Sam Feliks zdał Aldonie pełną relację z przebiegu zajścia pisząc zabawnie w liście z 1 stycznia 1899 roku: „List twój ostatni odebrałem w szpitalu- trzeba było na czas jakiś położyć się- i przeleżałbym może długo, gdyby nie pewien wypadek, który wydarzył się ze mną w ostatnich czasach. Dotychczas mieszkałem w Nolińsku- stosunkowo w dość ludnym punkcie i nie tak daleko od świata. Przyszło jednakże do głowy gubernatorowi naszemu (prawdopodobnie przyszło mu to po sutym obiedzie przed smaczną drzemką), że mi tu niedobrze, a chociaż nie wiem, czym wywołałem taką troskę o mnie- przeprowadził mię o 400 wiorst dalej na północ w lasy i błota, na wieś odległą od miasta powiatowego o 250 wiorst (1 wiorsta=1067m- Z.F.)[15]”.
 
Gubenator Klinkenberg oprócz nakazu zmiany miejsca zsyłki nakazał pełną kontrolę korespondencji Dzierżyńskiego i Jakszina, a pracownikom poczty nakazał kontrolę, czy aby zesłańcy nie korespondują przez jakąś inną, podstawioną osobę. Nie poprzestał na tym. Od wileńskiego gubernatora dowiedział się o rodzinie Dzierżyńskiego i o ich stanie majątkowym, z którego wynikało, że jedynym dochodem jest majatek w Dzierżynowie, za którego dzierżawę rodzina otrzymuje 42 ruble. Na koniec zabronił obu siostrom Feliksa przesyłać Feliksowi jakiejkolwiek pomocy materialnej. Przydzielił mu pobory w wysokości 7 rubli i 50 kopiejek miesięcznie, z czego 1,50 rubla było maksymalną kwotą, jaką Dzierżyński mógł wydać na zakwaterowanie.


[1] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 36
[2] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 50
[3] Obecnie Kirov
[4] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 16
[5] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, 1951, s. 38
[6] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 51
[7] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 42
[8] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 52
[9] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 54
[10] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 53
[11] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, 61/IV-1, dok. 55 Wersja oryginalna. Niestety większość treści listów publikowana w publikacjach była dostosowana do współczesnego języka.
[12] J. Sobczak, Wspólpraca SDKPiL  z SDPRR 1893-1907, Ksiązka i Wiedza, Warszawa 1980, s.31
[13] A.A. i A.M. Plehaova, Kocham Panią, Listy Feliksa Dzierżyńskiego do Margarity Nikolajevy, Kutchkovo Pole, Moskwa 2007, s. 56-60 (Tłumaczenie z jęz. rosyjskiego- Z.F.)
[14] S.W. Dzierżynskaja, Bohaterska młodość, Sovietskaja Rossija, Moskwa 1977, s. 108  (Tłumaczenie z jęz. rosyjskiego - Z.F.)
[15] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 46
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.