Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.

Nie smuć się, że jestem w kajdanach

rozdział VI
 
17 lipca 1897 roku, Dzierżyński został aresztowany przy skwerze cerkwi na skutek denuncjacji robotnika, jak wspominał w swojej autobiografii: „przez robotnika- wyrostka, który dał się skusić na 10 rubli obiecanych przez żandarmów [1]”.  Prowadzący śledztwo pułkownik Szansziłow[2] nie posiadał się z radości.
 
Z akt śledztwa wynikało, że wydał go nie jeden robotnik, ale trzech robotników pracujących w fabryce Tilmansa: Michaił Rimas, Anton Valiunas i Aleksandr Betcher. Oni właśnie donieśli wachmistrzowi Barkowskiemu i podoficerowi żandarmerii Tunsdorowowi o pojawieniu się nieznanego człowieka, który wielokrotnie przychodził do fabryki szukając pracy, a potem rozmawiał z robotnikami o tym, że należy się zebrać i przeprowadzić bunt, by uzyskać więcej praw pracowniczych.
 
Aresztowanie Dzierżyńskiego rys. S. Zaczeniuka
Zdrajcy byli robotnikami, którym Dzierżyński poświęcał wcześniej wiele czasu. Ich zeznania były dla Feliksa bardzo obciążające. Dzierżyński podczas pierwszego przesłuchania podał fałszywe nazwisko- Edmund Romualdowicz Żebrowski. Sądził, że dzięki temu jego towarzysze będą mieli czas na opróżnienie pokoju, w ktrym mieszkał z nielegalnych materiałów. Ze śledztwa wynikało, że kontaktował się z jednym z robotników fabryki Rekosza, Kurszisem. Kurszisa aresztowano, a podczas okazania zaprzeczył, by znał Żebrowskiego. Każda jego odpowiedź niezadowolała żandarmów, został więc zamknięty w kowieńskim więzieniu, aby zmądrzał i zaczął zeznawać. Dopiero po nie całym miesiącu przesłuchań Dzierżyński podał prawdziwe nazwisko i adres zamieszkania.
 
Przez cały czas śledztwa szedł w zaparte i odmawiał wyjaśnień. Nie przyznawał się do winy. Twierdził, że przyjechał do Kowna zdać maturę, ale rozmyślił się. W trakcie śledztwa wielokrotnie dotkliwie go pobito, a raz stracił świadomość. Pomimo jego oporu i braku wspólpracy, policja stanęła na wysokości zadania i udowodniła mu wrogą caratowi działalność. W mieszkaniu zajmowanym przez Dzierżyńskiego odnalazła kartkę w jego papierach z kilkoma nazwiskami robotników, którzy w drodze śledztwa przyznali się, że znają Dzierżyńskiego i wyjawiali informacje o jego działalności.
 
W mieszkaniu podczas rewizji 11 sierpnia 1897 roku, policja natrafiła też na zapiski o stanie gospodarstw chłopskich w Rosji, rękopis słowniczka polsko-litewskiego, zestawienia ilości pracujących robotników w poszczególnych fabrykach zapisane na jakimś kalendarzu lub zbiorze przedsiębiorstw i liczne artykuły traktujące o gospodarce. W jego biblioteczce znaleziono też kilkanaście książek popularnonaukowych i beletrystycznych. Nie wiadomo czemu towarzysze nie postarali się „oczyścić” jego mieszkania. Było to dopiero pierwsze aresztowanie Feliksa. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że w carskich więzieniach spędzi łącznie ponad 11 lat.
 
Władysław Dzierżyński
Wiadomość o aresztowaniu Feliksa dotarła również do wileńskiego gimnazjum, z którego Feliks został rok wcześniej wyrzucony. W tych okolicznościach dyrekcja zaproponowała Władysławowi i Ignacemu Dzierżyńskim zmianę gimnazjum, dając do zrozumienia, że w tej szkole szansy na zdaną maturę nie mają. Władysław i Ignacy musieli się przenieść do gimnazjum w Petersburgu, co wyszło im w rezultacie na dobre.
 
Pobyt w więzieniu nie przeraził Feliksa, choć był dopiero dwudziestoletnim młodzieńcem. Wprost przeciwnie. Cieszył się, że zapisze na karcie swoich rewolucyjnych dokonań nowe doświadczenia. W grypsach wysyłanych do Edwarda Sokołowskiego pisał, że warunki życia w więzieniu były ciężkie, a żandarmi często go bili. Często pozbawiano go wody w ramach kary i by nakłonić go do zwierzeń. Bezustannie konfrontowano go z różnymi osobami, zastraszano, grożono, szantażowano i używano siły, by wydobyć z niego kontakty. Już wtedy odgrażał się, że się zemści. Część jego grypsów trafiała na łamy „Echa życia robotniczego” dając czytelnikom obraz warunków i traktowania więźniów przez carski reżim.
 
Metod komunikacji ze światem zewnętrznym było wiele i żadne mury nie były w stanie stanąc na przeszkodzie. Do komunikacji z bliskimi Feliks często używał kropkowania, które polegało na tym, że na kartach książki zaznaczał delikatnie kropką literę, później następne, a te w połączeniu wyrażały jego myśli w sylabach, słowach aż w końcu w całych zdaniach. W takiej formie też dostawał informacje z zewnątrz. W dalszym ciągu interesował się wydarzeniami po drugiej stronie muru, które docierały do niego z opóźnieniem. Szczególnie niepokoił się rozłamem jaki miał miejsce w LSDP.
 
Z więźniami siedzącymi w sąsiednich celach komunikował się za pomocą specjalnego kodu dwudziestu trzech liter ułożonych w szczęściu rzędach. Pierwsze pukanie w ścianę oznaczało rząd, drugie zaś miejsce litery w rzędzie. W ten dość trudny i wymagającej olbrzymiej koncentracji sposób dowiadywał się kto obok jego celi siedzi i za co. Przekazywano tak najważniejsze informacje o zdrajcach lub o osobach, które lada dzień miały wyjść na wolność i dzięki nim można było przekazać informację na zewnątrz. Feliks nabrał tak wielkiej wprawy w pukaniu, że jak wspominał późniejszy towarzysz więzienny Julian Leszczyński- Leński, nie miał sobie równych. Oczywiście władze więzienia notorycznie zwalczały ten sposób komunikacji, a osadzonych stukających w ścianę karano częstymi zmianami celi lub karcerem. Te surowe obostrzenia nie zniechęciły Dzierżyńskiego. Sobie znanym sposobem przemycił odezwę do walki z caratem, która została opublikowana w drugim numerze litewskiej socjaldemokracji „Litowskij raboczij”.
 
Feliks prowadził ożywioną korespondencję ze swoją siostrą Aldoną, która o jego aresztowaniu dowiedziała się dopiero w styczniu 1898 roku. Oszczędzał siostrze opisów grozy więziennego życia pisząc, że życie w celi jest całkiem do wytrzymania. Aldona w swych listach wyrażała wielki niepokój z powodu aresztowania określając go litościwie „biedactwem”. Feliks, odpierał te określenia pisząc 13 stycznia 1898 roku: „Nazywasz mnie „biedactwem”, mocno się mylisz. Prawda, nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem zadowolony i szczęśliwy, ale to nie dlatego, że siedzę w więzieniu. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem bardziej szczęśliwy od tych, którzy wiodą na wolności bezmyślny żywot. I jeśliby mi przyszło wybierać: więzienie albo życie na wolności bez myśli, wybrałbym pierwsze, inaczej nie warto egzystować. I chociaż jestem w więzieniu, nie tracę nadziei. Więzienie jest o tyle dobre, że jest dostatecznie wiele czasu, by krytycznie spojrzeć na swoją przeszłość, a z tego odniosę korzyść… Więzienie jest straszne dla słabych duchem…[3]”. Wcześniej podziękował za listy, które były jedynymi rozrywkami monotonnego życia, w jak to opisywał nie szczędząc poczucia humoru- w „apartamentach”.
        
Feliks Dzierżyński w kowieńskim więzieniu
Miał pełną świadomość i wiarę w to, że działa dla słusznej sprawy, dlatego też nie było w nim ani krzty zwątpienia. Mnóstwo wolnego czasu poświęcał na naukę języka niemieckiego i bardzo dużo czytał. Wszedł też w spór ze strażnikami domagając się przekazania mu pozostawionych mu przez Stanisława znaczków i papieru listowego. Gdy nie pomogły prośby, pisał skargi, jedną nawet do inspektora więziennictwa. Za to trafił do karceru, lecz te niedogodności nie utemperowały jego zawadiackiej duszy. W więzieniu odwiedzała go Julia Goldman. Spotkania te były bardzo istotne dla niego. Był w niej zakochany młodzieńczą miłością i boleśnie odczuwał brak ukochanej.
        
Feliks był zawsze bardzo ciekawy życia za murami. Szczególnie często pytał się o zdrowie dzieci Aldony. Często też miał potrzebę wzięcia udziału w wychowaniu swoich siostrzeńców, jednakże inaczej tego nie mógł robić jak pisząc listy z więzienia. W tym samym liście dopytywał się: „Jak zdrowie twojego Rudolfika? Pewnie już podrósł- czy umie już chodzić i mówić? Słuchaj, wychowuj go tak, aby stawiał ponad wszystko uczciwość; taki człowiek we wszystkich życiowych okolicznościach czuje się szczęśliwy. Zapewniam cię w tym[4]”.
 
Pomnik na grobie Kazimiery Januszewskiej
Od doktora Domaszewicza otrzymał niepokojącą wiadomość, że socjaldemokraci nie stawili się na pierwszym zjeździe SDPRR. Z Andrzejem Domaszewiczem niedługo potem Dzierżyński zerwał stosunki. Gdy dowiedział się, że litewska socjaldemokracja odmówiła udziału i przyłączenia się do rosyjskiej partii SDPRR, napisał, jak sam po latach przyznał, dość „urągliwy” list do doktora, który zajął nacjonalistyczne, separatystyczne stanowisko.
        
Tymczasem w Jodzie 16 kwietnia 1898 roku zmarła przeżywszy lat 86 babcia Feliksa,Kazimiera Januszewska z domu Górska. ZapewneAldona przekazała mu tą smutną wiadomość w jednym z niezachowanych do dziś listów. Jej ciało zostało pochowane na cmentarzu w Mejszagole tuż przy grobie jej męża. Był to fatalny rok dla rodziny. W styczniu w Wilnie zmarła Zofia Pilar, ciotka Feliksa, żona Stanisława Pilara.
        
Groby Pilarów na mickuńskim cmentarzu
Śledztwo trwało jedenaście miesięcy. Tak długi okres nie był bynajmniej spowodowany opieszałością urzędników. Przedłużający się areszt, dręczące przesłuchania, złe traktowanie miały załamać nerwowo osadzonych, by wydobyć obciążające zeznania. Feliks w dalszym ciągu nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Notorycznie kpił i umniejszał swoją rolę w działaniach przeciwko caratowi. Mimo swego oporu za namawianie do buntu skazany został 12 maja 1898 roku na zesłanie pod nadzorem policji do guberni wiackiej na pięć lat, ale ze względu na młody wiek, minister Michaił Murawiew zmniejszył mu karę do lat trzech, a car wyrok zatwierdził.
 
Michaił Murawiew
10 czerwca, naczelnik więzienia Nabokow poinformował go o tej decyzji. Zasmuconą Aldonę Feliks pocieszał w ostatnim liście z więzienia, dodając jej nadziei rychłego spotkania: „Nie smuć się, że jestem w kajdanach; wytrzymam wszystko, wkrótce się zobaczymy[5]”. Pośrednio karą za nieposłuszeństwo wobec władzy była utrata zdrowia. Po razach jakie otrzymywał również w twarz, zaczałął mieć problemy z widzeniem. Pisał potem, że oczy mu się trochę rozspacerowały (glaza niemnogo razguljalis- глаза немного разгулялись). Pogłębiła się choroba płuc. Zaczął też pluć krwią.  
    
W przeddzień wyjazdu Feliksa na Syberię, Aldona przyjechała wieczorem do Kowna.  Całą noc stała przed murami więzienia wraz z innymi kobietami czekając na poranek, kiedy to otwarto bramę. Nastał świt 13 czerwca 1898 roku, a wraz z nim ukazała się grupa więźniów wychodzących z więziennej bramy i jak wspomina Aldona, „wśród nich był również Feliks. Serce moje ścisnęło się, kiedy zobaczyłam brata. Zapłakałam. Próbowałam podejść do niego, ale żandarm nie pozwolił. Usłyszałam tylko kilka słów Feliksa: „Uspokój się, nie płacz, widzisz, jestem silny, napiszę do ciebie [6]”. Feliks był wycieńczony, chudy, na jego twarzy widać było zmęczenie. Mimo to, szedł z wysoko podniesiona głową.


[1] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 9
[2] W zależności od źródeł pułkownik nazywał się Szansziłow lub Szałow.
[3] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Pisma. http://protivpytok.org/sssr/antigeroi-karatelnyx-organov-sssr/dzerzhinskij-f-e/dzerzhinskij-f-e-dnevnik-zaklyuchennogo-pisma, (odczyt z dn. 30.09.2013r.)
[4] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Pisma. http://protivpytok.org/sssr/antigeroi-karatelnyx-organov-sssr/dzerzhinskij-f-e/dzerzhinskij-f-e-dnevnik-zaklyuchennogo-pisma, (odczyt z dn. 30.09.2013r.)
[5] F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 23
[6] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 32
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.