Rodzice

rozdział 2
 
Edmund Rufin Dzierżyński, szanowny tatuś, m.in. Feliksa Dzierżyńskiego urodził się 15-ego (27)[1] maja 1839 roku w starej polskiej rodzinie szlacheckiej herbu Sulima[2] w Oszmianie[3], której pierwsze zapiski historii siegają roku 1663-ego. Pani Bożena Krzywobłocka, historyk i biograf wielu postaci rewolucyjnych podaje na podstawie swych bogatych źródeł, że rodzina Dzierżyńskich dumna była ze swojego szlacheckiego pochodzenia i pokrewieństwa z Tadeuszem Kościuszką.
 
Edmund był jednym z jedenaściorga dzieci małżeństwa Józefa Dzierżyńskiego i Antoniny Dzierżyńskiej z domu Oziembłowska herbu Radwan. Jedynie on oraz jego brat Felicjan zdobyli wyższe wykształcenie kończąc studia na petersburskim uniwersytecie. Na edukację pozostałych dzieci- Józefata, Felicjana, Onufrego, Tomasza, Wincentego, Bernarda, Leokadii, Anny i Róży rodzice nie byli w stanie sobie pozwolić.
 
W roku powstania styczniowego, w 1863-im, w wieku 24 lat, Edmund ukończył studia matematyczno-fizyczne, co uprawniało go między innymi do nauczania w szkołach gimnazjalnych. Pedagogika była to jego powołaniem, doskonale odnajdywał się w roli nauczyciela, kochał młodzież. Był zdania, że nauczając i wychowując dzieci na silnych, mądrych, dobrych i sprawiedliwych sprawi, że świat stanie się lepszy. Starał się przede wszystkim nauczyć dzieci samodzielnego myślenia, szacunku do pracy i umiejętności tworzenia. Poświęcając się karierze oświatowej nie brał udziału w patriotycznym, kolejnym bezsensownym i tragicznym w skutkach, zrywie narodowym, natomiast dość boleśnie odczuł jego konsekwencje.
 
Edmund Rufin, podobnie jak i inni Polacy na terenie imperium rosyjskiego, miał olbrzymie trudności ze znalezieniem pracy. O ile wykształceni na uniwersytetach Rosjanie nie mieli większego problemu ze znalezieniem zatrudnienia w szkołach, tak Polacy przyjmowani byli do nich bardzo niechętnie, często w ostateczności, a jeśli już dostali angaż, byli pod stałym nadzorem rosyjskiego kuratorium. Edmund nie miał też pieniędzy ani pomysłu na życie. Nie wiedział co może robić innego w życiu niż nauczanie. Co prawda proponowano mu stanowiska nauczycielskie, ale w miejscach tak odległych jak Archangielsk czy Wiatka, czyli tam, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie chciał spędzić swojego życia bojąc się, że nigdy stamtąd nie wróci do cywilizacji. Te miejsca, o surowym, syberyjskim klimacie, nie nadawały się dla Edmunda, z uwagi na jego postępującą gruźlicę. Będąc człowiekiem słabego zdrowia szukał raczej miejsca  o łagodnym klimacie, gdzie mógłby się osiedlić wykonując swój wyuczony zawód.
        
Będąc w Wilnie, bezskutecznie szukał pracy w którymś z gimnazjum. Jak głosi legenda wprawiona w ruch przez Gertrudę Staf w książce „Nieznany Dzierżyński. Fakty i domysły”, Dzierżyński spotkał szewca, któremu zwierzył się ze swoich problemów. Ten zaproponował mu, że przedstawi go państwu Januszewskim, którym szył buty. Wiedział bowiem, że państwo Januszewscy szukają nauczyciela matematyki dla swoich dzieci. Za pożyczone od znajomego pieniądze, Edmund doprowadził swoje liche ubranie do ładu, kupił nowe buty w miejsce starych, rozlatujących się i dziurawych i pojawił się w domu profesora Januszewskiego. Jako, że faktów w jej publikacji nie ma żadnych, a jedynie nieprawdopodobne domysły, wątek szewca można uznać za wynik chorej wyobraźni. Jak naprawdę Edmund trafił do państwa Januszewskich wiadomo z relacji Jadwigi Dzierżyńskiej, córki najmłodszego brata Feliksa Dzierżyńskiego. Edmund Dzierżyński będąc studentem w Petersburgu często widywał młodziutką Helenę w drodze na uniwersytet. Z ukrywanym zachwytem podziwiał jej duże oczy, sobolowe brwi, rumieńce na policzkach i dumnie wysoko uniesioną głowę. Te chwile rodzącej się miłości zostały przerwane wyjazdem Heleny, która wraz z rodzicami przeprowadziła się z Petersburga do Wilna.
Edmund Rufin Dzierżyński
Helena Dzierżyńska
Helena Dzierzyńska z domu Januszewska
W 1863 roku zjawił się tam również Edmund i dzięki sprzyjającym okolicznościom, Kazimiera Januszewska – matka Heleny, zatrudniła go jako korepetytora matematyki. O przyjęciu go do pracy zadecydował jego dyplom ukończenia uczelni i niebywała skromność, jaka rzucała się od razu w oczy. Jeszcze tego samego dnia, w którym dostał angaż, przystąpił do lekcji. W bardzo szybkim czasie został ulubieńcem rodziny. Największą sympatią darzyła go córka profesora, Helena, którą i on odwzajemniał z całą towarzyszącą zakochaniu werwą.
Rodzice Feliksa
Jak wieść gminna niesie, Helena była uroczą i powabną panienką wpatrzoną głęboko w oczy swojego nauczyciela, która, w wyniku romansu zaszła w ciążę ze swoim korepetytorem. Według tej samej wieści, Edmund został do małżeństwa niejako przymuszony. Z pewnością historia ta opisana przez hrabiego Ronikiera dodaje wiele pikantności rodzinie Dzierżyńskich, jednak jest jedynie wytworem mitomańskich zdolności fatalnego biografa znanego wyłącznie z oszczerczej biografii i morderstwa, którego dokonał. Ślub Edmunda z młodszą o jedenaście lat Heleną prawdopodobnie miało miejsce około 1866 roku, gdy panna młoda miała 16 lat. Nie było owocne w tak sensacyjne historie jak opisują niektórzy autorzy i nie było w nim też nic skandalizującego. Ich związek okazał się niezwykle udany i szczęśliwy.
 
Edmund został bardzo ciepło przyjęty w bardzo postępowej i otwartej rodzinie Januszewskich. Można pokusić się o stwierdzenie, że dla Edmunda było to podwójne szczęście, ponieważ z jednej strony jego towarzyszką życia została wspaniała kobieta, wyrozumiała, pracowita i wykształcona, a z drugiej znalazł się w otoczeniu rodziny o nieposzlakowanych dokonaniach i do tego bardzo zamożnej. Helena Januszewska była jedną z córek profesora Petersburskiego Instytutu Kolejowego Ignacego Januszewskiego- bardzo cenionego specjalisty w zakresie drogownictwa i komunikacji, posiadającego tytuł generalski i spore uposażenie. Ignacy Januszewski był bliskim przyjacielem budowniczego mostów Stanisława Kierbedzia, którego przeprawa łącząca brzegi Wisły ułatwiała komunikację warszawiaków od 1864 roku aż do Powstania Warszawskiego.
Ignacy Januszewski
Kazimiera Januszewska
Dwaj bracia Heleny- Wincenty urodzony w 1851 roku i starszy Stanisław urodzony w 1842 roku byli tak jak ich ojciec, inżynierami dróg komunalnych. Najstarsza siostra Heleny, Emilia, była żoną znanego księgarza wileńskiego Feliksa Zawadzkiego, a druga siostra Zofia, żoną hrabiego Stanisława Pillara von Pilchau, mieszkającego w majątku w Mickunach pod Wilnem. Rodzina Januszewskich miała w posiadaniu ogromny majątek w Jodze koło Mejszagoły[4], w którym oprócz wystawnego dworku, był park, olbrzymi staw i dorodne sady, a całość leżała na bardzo urodzajnych czarnoziemach.
 
Po wielu staraniach trwających niemalże cały rok przy pomocy znajomości profesora Januszewskiego udało się Edmundowi uzyskać w 1866 roku posadę nauczyciela w męskim i żeńskim gimnazjum w Taganrogu[5], na południu Rosji nad morzem Azowskim. Było to zdecydowanie najbardziej odpowiednie miejsce ze wszystkich, jakie mu proponowano, bowiem panował tam łagodny klimat. Niestety po przyjeździe jego nadzieje zostały rozwiane. Miasto było dopiero w budowie, zatem wszędzie unosił się kurz i pył, nie było dróg brukowanych ani odpowiedniej infrastruktury. Mimo odpowiedniego klimatu, pobyt w Taganrogu nie służył jego zdrowiu. Służył jednak wielu jego uczniom, którzy postać nauczyciela Edmunda Dzierżyńskiego zachowali głęboko w swoich sercach. Jednym z nich był rosyjski pisarz Antonii Czechow, który w tym mieście urodził się i mieszkał w młodości.
        
Dla podkreślenia osiągnięć Edmunda należy dodać, że w 1869 roku pełnił urząd doradcy trybunału, a w 1873 roku został kawalerem Orderu Św. Anny III stopnia, co gwoli ścisłości, aż tak wielce prestiżowym odznaczeniem nie było. Poza zajęciami w szkole dawał również korepetycje, aby ratować swój nie zszargany bogactwem budżet.
        
Helena Dzierżyńska była, jak opisywano ją we wspomnieniach, kobietą bardzo wykształconą i piękną. Bardzo dobrze grała na pianinie, interesowała się sztuką i literaturą, a także znała kilka języków obcych. Była też wspaniałą, bardzo zaradną i oszczędną gospodynią, a także głęboko religijną kobietą. Raczej nie cierpiała na bóle miesiączkowe, ponieważ prawie co rok, półtora rodziła. W wyniku regularności pożycia małżeńskiego z Edmundem, poczęte zostało dziesięcioro dzieci, z czego dwoje zmarło.
        
Rytm ich życia wyznaczały kolejne ciąże i porody. Po zajściu w ciążę, Helena wyjeżdżała z Taganrogu do majątku swojej matki i babci jej dzieci-Kazimiery Januszewskiej do Jody, gdzie rodziła kolejne dziecko. Po kilkumiesięcznym odchowaniu zostawiała dziecko na wsi i wracała do męża, aby, siłą rzeczy, znów zajść w ciążę. Ta regularność trwała pierwsze kilka lat małżeństwa. Pierwsze dziecko nieszczęśliwie zmarło rok po urodzeniu. Był nim Witold (1867-1868). Kolejnym dzieckiem była Aldona (1870-1966) i następnie Jadwiga (1871-1949), Stanisław (1872-1917), Kazimierz (1875-1943), Feliks (1877-1926), Wanda (1978-1892), Ignacy (1879-1953) oraz Władysław (1881-1942). Drugie zmarłe dziecko nieznanego imienia musiało umrzeć sądząc z kalendarza urodzin, w 1876 roku. Prawdopodobnie Helena poroniła. Edmund Dzierżyński wziął na wychowanie dwóch bratanków- Justyna Dzierżyńskiego- w późniejszych latach wybitnego architekta i Bolesława, który został lekarzem.
        
Taka gromada dzieci nie była wówczas czymś niezwykłym. Po części wiązało się to z wysoką umieralnością w wyniku chorób, głodu i wojen- średnio dwie na pokolenie. Wielodzietna rodzina dawała zatem gwarancję na przetrwanie rodu. W wyniku patriarchalnej, wynaturzonej obyczajowości, kobiety zredukowane zostały do roli matek, inkubatorów przyszłych pokoleń bez szans na równorzędne prawa z mężczyznami, bez dostępu do szkół wyższych, aby nie traciły czasu na naukę kosztem rodzenia obywateli. Wielodzietność wynikała również po części z braku środków antykoncepcyjnych, a także ze znikomej świadomości zagadnień życia seksualnego, do której przez wieki przyczynił się kościół katolicki negując seksualną sferę człowieka, piętnując grzechem i ograniczając ją jedynie do prokreacji.
        
Zachowały się wspomnienia pani Doroty Zawadzkiej Cywińskiej, która podawała, że jej przodek, księgarz wileński Feliks Zawadzki, po śmierci Witolda, w zachowanym do dziś liście skierowanym do państwa Dzierżyńskich, wspomina o śmierci ich synka i o swoich modlitwach, aby kolejne dziecko było pocieszeniem dla rodziców: „Od trzech dni jestem w Petersburgu - otrzymałem wasz list, przepraszam kochanego Edmunda, że przy tych kłopotach i ambasadach zapomniałem o jego imieninach, więc choć już późno życzę mu wszelkiego dobra i proszę Boga, aby was obdarzył znowu dzieckiem, któreby mogło zastąpić stratę waszego ukochanego Witoldka. Nie miałem serca, będąc w Wilnie oznajmić mamie o waszym nieszczęściu, miał o tym powiedzieć mamie Felix po moim wyjeździe, dziś ja sam o tym piszę do Mamy, przesyłając wasz list ostatni - mam nadzieję, że popłakawszy podda się mama z rezygnacją woli Wszechmocnej. Dzięki niech będą Bogu, że przy waszym nieszczęściu zdrowi jesteście[6]”.
        
W 1875 roku Edmund Rufin Dzierżyński przeszedł na emeryturę. Chciał wrócić do swojego majątku i cieszyć się rodziną. Czuł się wykończony belferską pracą, a ponadto jego zdrowie nie pozwalało mu na kontynuację pracy w szkole. Gruźlica przybrała groźniejsze stadium. Lekarze już od jakiegoś czasu mówili mu, że nie wiele czasu pozostało i lepiej byłoby, gdyby odpoczywał ciesząc się obecnością swej rodziny. Edmund nie wiele sobie robił z tych rad. Nie bał się śmierci i nie wyobrażał sobie życia bez pracy.
 
 
Stare zabudowania Oziembłowa
Edmund był człowiekiem bardzo zaradnym i oszczędnym. Nie dość, że na utrzymaniu miał żonę i ośmioro dzieci, udało mu się spłacić swoich braci, dzięki czemu stał się jedynym właścicielem majątku w Oziembłowie. Sumiennie odkładał też dla każdego dziecka po 1000 rubli na ich edukację. Jakby tego było mało, przez wiele lat przygotowywał się do postawienia nowego dworu dla swojej rodziny, co zrealizował z powodzeniem w 1880 roku. Projektantem nowego, drewnianego, piętrowego dworu był Justyn Dzierżyński.  
Stary dom Dzierżyńskich
        
We wspomnieniach o Edmundzie Rufinie pozostał obraz człowieka zapobiegliwego, oszczędnego, niezwykle łagodnego, z dużym poczuciem humoru, który cieszył się wielkim poważaniem u okolicznych mieszkańców i dzierżawcy jego ziem. To właśnie do niego udawali się chłopi po radę, zwierzali się ze swych problemów, a on cierpliwie ich słuchał, doradzał, pisał pisma do sądów. Dzierżyńscy zdobyli także szacunek za to, że ucząc swoje dzieci podstaw szkolnych- czytania, pisania, matematyki, zapraszali dzieci z pobliskich Piotrowic, aby uczyły się wraz z ich dziećmi. Edmund, zgodnie ze swoim wykształceniem, nauczał przedmiotów ścisłych, Helena zaś humanistycznych. Utworzyli też bibliotekę „Macierzy Szkolnej”, z której korzystały dzieci. Chłopi traktowali państwa Dzierżyńskich z wyjątkowym namaszczeniem. Bardzo liczyli się z jego zdaniem, a do słynnych powiedzonek tego środowiska przeszło stwierdzenie rozstrzygające wszelkie dysputy według rady Edmunda: „Tak powiedział Dzierżyński![8]”
        
Pod koniec lutego rodzinę Dzierżyńskich dotknęła kolejna tragedia. Ojciec Heleny, Ignacy Januszewski umarł. Jego śmierć pogrązyłą w bólu całą rodzinę i licznych przyjaciół i znajomych. Ignacy został pochowany na cmentarzu w Mejszagole tuż przy samej bramie wejściowej na skromnym cmentarzu położonym na obrzeżu miasteczka. Na szarym pomniku bez krzyża wyryto napis pod jego nazwiskiem: „Profesor Instytutu Inżynierii (w skrócie-Z.F.), zm. 23 lutego 1877 roku w wieku lat 74. Pokój popiołom sprawiedliwego”. Kazimiera Januszewska urodzona 4 marca 1812 roku została seniorką rodu.
        
Być może w sylwestrową noc 1876 i 1877 roku, Edmund Dzierżyński spłodził kolejne dziecko ze swoja żoną, Heleną. Będzie to człowiek wielkiej wiary, odwagi i poświęcenia. Bezkompromisowy, sprawiedliwy i dogłębnie uczciwy. Będzie to człowiek, który zmieni świat, aby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej, sprawiedliwiej, będąc wolnymi od wyzysku i ciemnoty religii. Człowiek nieskazitelnie prawy, niezwykle przenikliwy, obłędnie inteligentny, człowiek na którego imię drżeć ze strachu będą miliony i miliony oddawać mu hołd. Człowiek, który nigdy nie zboczy ze swej ścieżki i do ostatniego tchu wierny będzie swoim ideałom. Feliks Edmundowicz Dzierżyński.


[1] Daty do Rewolucji Październikowej podawane są według kalendarza juliańskiego, w nawiasie dzień według kalendarza gregoriańskiego.
[2]http://www.genealogia.okiem.pl/forum/viewtopic.php?f=38&t=3376&p=25203&hilit=Dzier%C5%BCy%C5%84ski#p25203 Co do herbu sprawa jest nie do końca jasna, bowiem potomkowie rodu twierdzą, w tym pan Andrzej Brochocki- potomek rodziny Dzierżyńskich od strony brata Edmunda Dzierżyńskiego, Felicjana, że Dzierżyńscy byli herbu Samson, natomiast biografowie Feliksa Dzierżyńskiego zgodnie opowiadają się za herbem Sulima.
[3] Obecnie miasto na terytorium Białorusi w pobliżu granicy z Litwą.
[4] Obecnie Maišiagala, miasteczko położone na Litwie, 26km na północny zachód od Wilna
[5] Taganróg- miasto położone nad Morzem Azowskim w Rosji, miejsce późniejszych krwawych walk 1918-1919r, w których uczestniczyło wielu Polaków
[6] D. Zawadzka-Cywińska, O rodzie Zawadzkich z rodzinnego przekazu, http://naszczas2002.tripod.com/045/zawadz.html, (odczyt z dn. 21.05.2013r.)
[7] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 45
[8] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef,  Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 29
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.