Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.

 

 

ZROZUMIEĆ FELIKSA
wersja autorska
 
Zoltán Fördős
 
Ja chciałbym objąć całą ludzkość swą miłością, ogrzać ją i zmyć ją z brudów, chciałbym tak kochać ją, jak Chrystus ukochał i nieść ten krzyż ciężki, który On niósł i pić z kielicha tego, z którego On pił i czuć w sercu swejem, że nic w niem nie ma oprócz Miłości tej boskiej i nienawiści ku królestwu szatańskiemu. 
 
Feliks Dzierżyński
 
 
 
 
 
 
 
 
Ukochanej Ani
 
 
 

W mrokach XIX wieku

rozdział 1
 
Niepokonana, niezmierzona, zaskakująca, zatrważająca, porywająca, przytłaczająca- taka była Rosja XIX wieku- imperium kontrastów. Wspaniała architektura Petersburga jego niezliczonych pałaców, pałacyków, bogato zdobionych mieszczańskich kamienic ociekała błyszczącymi w promieniach słońca złotymi cebulami świątyń, a między budynkami, ulicami, placami, skwerami płynęła z okien sal koncertowych zaczarowana muzyka Czajkowskiego. Pod podjazdy i schody oper, teatrów i filharmonii, gdy słońce rozrzucało po trotuarach najdłuższe cienie, majestatycznie zajeżdżały okazałe karoce wiozące eleganckich mężczyzn i przystrojone w długie suknie dumne i niedostępne damy.
 
Olśniewający blichtr bogactwa sprawiał, że Paryż, Berlin i Londyn zazdrośnie spoglądały na miasto położone na kilkudziesięciu wyspach połączonych mostami. Wielka Rosja dumna była z tego, że powstrzymała wielkiego Napoleona w marszu na Moskwę i dzięki temu zwycięstwu podtrzymywała przeświadczenie o swej wieczności pod rządami cara.
Rosja XIX wieku była jedynym w Europie państwem bez konstytucji, państwem, w którym rządziła od dekad rodzina carska namaszczona przez popów do roli świętych i wszechwładnych.
 
Rodzina Romanowów utwierdzała w przekonaniu klęczący przed nią naród, że carat jest jedynym systemem, dzięki któremu kraj zachowa swoją jedność. Sam car zaś jest namiestnikiem boga samego, a jego potęga i blask są równie wieczne jak świat. Car wierzył w słowa popów sławiących go niczym boga na ziemi, podobnie jak wierzył, że jego władza jedynie jemu się należy i nie ma takiej siły, by ją mu odebrać. W cieniu wielkiego cara, jego bogactwa i dostojeństwa bezustannie pracował rozwinięty aparat państwowy. Podporządkowani, lojalni, oddani urzędnicy wszelkich szczebli wszelkich instytucji i ministerstw powiązani z generałami, kapitalistami, fabrykantami, wszechpotężnym klerem gęstą nicią finansowej sieci stali gęstym murem broniąc ówczesnego systemu dającemu im dostatnie życie. Korupcja i nepotyzm była drugą, co do wielkości władzą w kraju. Gdy urzędnicza pensja nie starczała na luksusowe życie, urzędnicy zwykli byli sprzedawać bezwartościowe malowidła za szczodrą zapłatę tym, którzy potrzebowali ich przychylności.
 
Car otoczony przez pochlebców, pozerów, ekonomicznych dyletantów nie dbał o rozwój rosyjskiego przemysłu, nauki ani rolnictwa. Gdy w krajach zachodnich Europy udoskonalano technologie, konstruowano nowe maszyny, rozwój techniczny przybrał niespotykaną dotąd skalę i rozpęd, gdy w rolnictwie wprowadzano nowoczesne metody upraw zwiększające wydajność i jakość plonów, Rosja pozostawała w miejscu opierając się na archaicznych, niewydolnych i technicznie zapóźnionych fabrykach, których produkty nie dorastały do europejskiego poziomu, będąc przestarzałymi i zbyt kosztownymi do tego stopnia, że nawet we własnym kraju trudno było o zbyt ich produktów.
 
Rosja nie miała szans na własny przemysł, na własną, rodzimą myśl techniczną, nie było bowiem nikogo, kto dbałby o rozwój nauki i szkolnictwa. Edukacja zarezerwowana była jedynie dla wybranej, dobrze urodzonej i bogatej młodzieży, która w przyszłości przejąć miała majątki ziemskie, fabryki i tytuły po swoich atentatach czerpiąc zyski z niewolniczej pracy podporządkowanego ludu, a wielomilionowy margines biedy tkwiący w niewiedzy i analfabetyzmie, nie potrafił uformować myśli, która popchnęłaby go na drogę do lepszego życia. Imperium rosyjskie mimo eleganckich fasad pałaców było krajem, w którym niczego nie wynaleziono, niczego nie odkryto, i który niczym nie przyczynił się do cywilizacyjnego postępu.
 
W dobie industrializacji, pierwszych maszyn parowych, ratując swoją pozycję, Rosja zmuszona była zwabiać zachodni kapitał oferując w zamian za inwestycje niezliczone surowce i bardzo tanią siłę roboczą. Przeważająca większość przedsiębiorstw carskiej Rosji należała do bogatych Francuzów, Niemców, Anglików czy Belgów traktujących Imperium jako swoją przemysłową kolonię czerpiąc z niej bez opamiętania pełnymi garściami bogactwa ziemi przy okazji korzystając ze znaczących zwolnień podatkowych niefrasobliwie podpisanych przez cara i jego skorumpowanych urzędników.
 
Tak uformowany przemysł zmuszał państwo do obciążania podatkami finalnego odbiorcę towarów, który fatalnie opłacany i żyjący w skrajnej nędzy nie miał środków na zakup, znacznie droższych niż w krajach zachodnich, towarów. Zyski państwa nie były lokowane w rozwój przemysłu i technologii, a jedynie w zakup uzbrojenia i utrzymanie rzeszy wiernych carowi urzędników. Po spektakularnym rozwoju imperium z czasów Piotra Wielkiego pozostała jedynie legenda- mit wielkiej, mocarnej Rosji i niezmierzone połacie kraju zatrważające swą nieskończonością.
 
Ustalona od wieków i niezmienna hierarchia sprawiała, że chłop miał pozostać ciemnym i tępym wyrobnikiem ziemi nie zadającym pytań i nie domagającym się dla siebie szacunku i godności. Robotnik nie miał szansy na edukację ani awans społeczny, a drobnomieszczanie na życie w pałacach. Imperium nie było miejscem dla ludzi myślących, nie tam było miejsca na indywidualizm, wszystko podporządkowane było od wieków podziałem na panów i chamów.
 
Gęsto spleciona kotara splendoru nie dawała szansy, aby choć jeden promyk jego blasku pojawił się w świecie równoległym, ale jakże odległym, w świecie nędzy milionowej rzeszy robotników i chłopów pracujących w pocie czoła na to, na co nigdy nie będą w stanie osiągnąć- ludzką godność. Utrzymywani w niespotykanej ciemnocie, nędzy, karmieni zabobonami, byli, choć znacznie liczniejsi, bezwolną i nic nie znaczącą masą sług swych panów- fabrykantów, kapitalistów, carskiej administracji, kleru i ziemian. Rosyjski chłop panicznie bał się diabła, bał się popa kłaniając mu się uniżenie do samej ziemi, bał się też pana okładającego go batem. Nie umiał myśleć, nie umiał czytać, powtarzał wszystko to, co powiedzieli mu bliscy, ksiądz i pan i tak od stuleci tkwił w swej niewyobrażalnej ciemnocie. Własnymi rękami młócił zboże, swoje dzieci leczył wkładając je do pieca, a kiedy nastał głód, zjadał je.
 
To właśnie z ziemi, która karmiła jedynie wybranych, z własnoręcznie wykopanych ziemianek przybywali do miast głodni pracy chłopi o pustych żołądkach, aby czas swego życia zamienić na garnczek ciepłej brei i kilka kopiejek chowanych w kryjówkach licząc na lepsze życie, jakiś dach nad głową i jakąkolwiek, ale lepszą przyszłość. Z bezmyślnego zwierzęcia jakim go uczyniono wciąż wiele w nim zostało, ale teraz zwał się robotnikiem. W zasięgu jego potrzeb było tylko przetrwanie.
 
W całkowitym zapomnieniu i ignorancji kontynuowało życie miliony biednych, wyzyskiwanych i wzgardzonych ludzi. Ludzi urodzonych w nędzy i w nędzy umierających, pracujących w nieludzkich warunkach w prymitywnych fabrykach, przy wyrębie lasów, w hutach i kopalniach, na roli wypracowując ogromne zyski bankierom, fabrykantom i kościołowi.
 
Stagnacja w jakiej tkwiła Rosja sprawiła, że państwo gniło od środka. Coraz większe symptomy zgnilizny dostrzegalne były każdego roku, a po każdej kosztownej wojnie jeszcze wyraźniej, choć starano się zachować pozory bogactwa i równowagi, aby w opinii świata zachodniego nie stracić na wartości. Elegancka, wyniosła i zamożna burżuazja była jedynie fasadą, pod którą i dla której w niewolniczym systemie harowały miliony. Był to kraj, w którym tak wielu pracowało dla tak niewielu za tak niewiele.
 
Piękno pałaców, wydobywająca się zza okien muzyka, sztuka goszcząca w galeriach, mit o potędze zasłaniały pojawiające się z coraz większą siłą problemy społeczne. W iluzji dobrobytu łudzono się, że taka sytuacja będzie niezmienna i nikt nie zastanawiał się, chowając problemy pod dywan i lekceważąc ujawniające się punkty zapalne społecznego niezadowolenia, że już niebawem dojść może do zagłady systemu, którego odejście nie będzie bezbolesne.
 
Za okazałymi ogrodami, pałacami biegło życie robotników i chłopów, których podły los wynagradzał jedynie hektolitrami pędzonego wszędzie samogonu, a który zmieszany ze smrodem kadzideł unoszącym się spod złotych dachów cerkwi, wytwarzał swoiste opary absurdu trawiące rozum, logikę i prawo. Dla większości ludzi istniały jedynie dwie drogi ucieczki od rzeczywistości- wódka lana do gardeł lub objawienia popów czy też szarlatanów kreujących się na następców Chrystusa, czy też włóczęgów przekonanych o tym, że są głosem samego boga.
 
Religijne urojenia pielgrzymów obiecujących zbawienie, bogactwo i szczęście po śmierci sprzyjał kościołowi, który od wieków utrzymywał w społeczeństwie zatrważającą ciemnotę i zabobon. Dzięki temu sam, mamiąc przypowieścią o bogactwie w niebie w zamian za biedę na ziemi, zapewniał sobie osobliwa mieszankę szacunku i trwogi, a zarazem dostatnie życie w ociekającym złotem luksusie.
 
Pod wzniosłymi ideami prawosławnego chrześcijaństwa kwitła niespotykana w świecie na taką skalę polityka społecznej niesprawiedliwości. W jej efekcie najbiedniejsza część społeczeństwa nie miała żadnych szans, ani żadnych praw w życiu społecznym. Było to utrzymywanie podkategorii ludzi, którym nie należy się nic. W takich warunkach jedynie instynkt samozachowawczy, bliżej nieokreślona nadzieja, podtrzymywała ludzi przy życiu, trzymała ich w okowach nakreślonego im świata czekając na cud, który, jeśli sami go nie sprawią, nie zdarzy się on nigdy.
 
Wykończona wojną krymską Rosja trwającą w latach 1853-1856, powoli podnosiła się z zapaści gospodarczej. Wojna udowodniła, że ten wielki kolos nie jest niezniszczalny, a słabiutkie nogi, na których stał otyły korpus caratu, są już na granicy wytrzymałości. Imperium nie posiadało niezbędnej infrastruktury potrzebnej do funkcjonowania państwa zarówno w czasie pokoju, jak i w dobie działań wojennych. Nie posiadało praktycznie wszystkiego, co osiągnęły już inne kraje. Nie było nowoczesnej łączności, komunikacji, a brak torów kolejowych paraliżował przemieszczanie się towarów i wojsk.
 
Na wskroś mizerny i archaiczny przemysł nie był w stanie sprostać zapotrzebowaniu ludności ani armii, co skazywało Rosję na zakup towarów i broni za granicą i tym samym na uzależnienie się od innych państw, szczególnie od zachodniego przemysłu. Potęga wojenna oparta na liczebności wojska również przestała już gwarantować zwycięstwo. Jak pokazała wojna krymska, Rosji nie stać było na prowadzenie działań wojennych, gdyż na ten cel musiała zaciągnąć kredyty u rządów państw zachodnich. Nie była w stanie zapewnić żołnierzom wyżywienia ani amunicji, co powodowało, że granice wytrzymałości pracującego ludu wsi i miast szybkim krokiem zbliżały się do momentu krytycznego.
 
Wielkie imperium rosyjskie wydawało się, przez krótki czas od zakończenia wojny krymskiej, dostać nauczkę pokory i inaczej zaczynało postrzegać okupowane przez siebie państwa, w tym zagarniętą słabą i skłóconą od dekad Polskę. Przyznawało coraz więcej swobód obywatelskich Polakom umożliwiając im swobodny udział w organizowaniu życia politycznego i kulturalnego. Wprowadzono amnestię dla więźniów politycznych, złagodzono cenzurę, zalegalizowano wiele polskich organizacji, a w Królestwie Polskim wprowadzono Radę Stanu, której przewodził wielki polityk, Aleksander Wielopolski dążąc małymi krokami, acz skutecznie, w kierunku uzyskania jak największej autonomii na drodze wzajemnego poszanowania i współpracy.
 
Przejściowa słabość Rosji wyzwoliła z ciszy zapomnienia głosy polskich elementów wywrotowych i nacjonalistycznych pragnących coraz głośniej odzyskać zbrojnie niepodległość nie bacząc na dotychczasowe dyplomatyczne sukcesy i pozytywny kierunek zmian zmierzający do odzyskania polskiej państwowości.
 
W 1861 roku car Aleksander II w drodze oczekiwanych przez społeczeństwo reform na kolejnych terenach imperium rozpoczął proces uwłaszczania pańszczyźnianych chłopów. Radość rozentuzjazmowanych niewolników pól uprawnych, którzy uzyskali ziemię nie trwała długo, zaledwie kilka miesięcy. Pod pięknym hasłem przyznawania ziemi chłopom, krył się niebagatelny podstęp, który doprowadził tę warstwę społeczną do jeszcze większej nędzy.
 
Car, w swojej boskiej sprawiedliwości, nie mógł przecież zabrać swoim najwierniejszym obszarnikom ziemi. Dlatego ustanowiono reguły, według których w oficjalny lub zawoalowany sposób chłopi spłacaliby ten carski podarunek. Wszak byli już wolni, nie podlegali sprzedaży, wymianie, darowaniu, nie można już było ich karać biciem, jak wcześniej często bywało. Czyż to niewielka cena za tak obfite przywileje? Tym bardziej, że chłopi, przynajmniej teoretycznie, mieli prawo do kształcenia się i przechodzenia do stanów mieszczańskiego lub kupieckiego. Od nadmiaru szczęścia i wolności, faktycznie, można było dostać pomieszania zmysłów. Rzeczywistość dość szybko sprowadziła chłopów na ziemię, a upadek marzeń o samodzielności był niezwykle bolesny.
 
W nowej rzeczywistości dającej chłopom wolność i niezależność, aby zapobiec masowym migracjom chłopskim, zgrupowano ich w gminy, tzw. „obszcziny”, które wydawały zezwolenia na praktycznie wszystko, co tyczyło się życia chłopa i stanowiły zarazem organ represji wobec niego. Tym razem już nie obszarnik musiał założyć rękawicę, aby uderzyć chłopa wymuszając posłuszeństwo, ale sami chłopi zajmujący stanowiska w gminach okładali batami tych, którzy zalegali z nałożonymi opłatami. Zatrważająco szybko okazało się, że ziemia nie zabezpieczała bytu chłopskich rodzin. Oprócz wyznaczonego pola chłopi nie posiadali ani narzędzi, ani bydła czy nasion siewnych czy też gotówki, za którą mogliby zakupić niezbędne do pracy środki. Nie posiadali też wiedzy, jak tą ziemię uprawiać wykonując do tej pory bezwolnie plecenia obszarników. W rezultacie połowę tygodnia musieli pracować u swojego dawniejszego pana spłacając w ten sposób swoją ziemię, a drugą połowę tygodnia dla siebie. Od swoich marnych dochodów zmuszeni byli do płacenia podatków ustanowionych nie od urodzaju plonów, ale od wielkości uprawianej ziemi. Taki obrót sprawy powodował, że obciążenia finansowe często przewyższały ich obecne i przyszłe zyski. Dochodziło zatem nagminnie do sprzedaży plonów poniżej ich wartości, do zaciągania pożyczek na lichwiarski procent na konto przyszłorocznych plonów co, jak nie trudno się domyśleć, prowadziło w szybkim tempie do niewypłacalności i do utraty ziemi.
        
W 1863 roku utworzony Tymczasowy Rząd Narodowy, korzystając z pretekstu przymusowego poboru do carskiego wojska, ogłosił zryw narodowy, ostateczną walkę z caratem na rzecz wyzwolenia Polski. Rozpoczęły się zażarte, acz nieprzemyślane walki, w czasie których dowództwo co i rusz się zmieniało, podobnie jak zmieniały się polityczne cele. Aby odciągnąć od udziału w powstaniu chłopstwa w Królestwie Polskim, car w 1864 roku wydał dekret o ich uwłaszczeniu.
 
Pomimo skrajnie niekorzystnej umowy społecznej z carem, polskie chłopstwo było tak bezrozumne, że za obietnicę wolności osobistej odstąpiło od walk. Nie było i być nie mogło doinformowane o konsekwencjach uwłaszczenia na terenach, które zostało nim objęte. Dalej wierzyli w niecodzienna dobroć cara. Ich postawa osłabiła jeszcze bardziej powstańczy szał i w prostej linii doprowadziło do upadku powstania.
 
Restrykcje odwetowe caratu w stosunku do Polaków znacznie przybrały na sile. W całym Królestwie Polskim, które zredukowano w swym znaczeniu do zwykłej prowincji Rosji, zaczął obowiązywać stan wojenny, zniesiono uzyskane wcześniej przywileje, skonfiskowano wiele szlacheckich majątków, bezwzględnie tępiono używanie języka polskiego w urzędach i szkołach, nieustannie trwał pobór Polaków do carskiej armii, tysiące ludzi zostało wysiedlonych na Syberię.
 
Szczególnie dotkliwie Polacy odczuli terror, jaki wprowadził gubernator Michaił Murawiew, który zyskał przydomek „wiesziatielia”, gdyż upodobał sobie karanie Polaków poprzez wieszanie ich na szubienicach. Nakazano płacenie kontrybucji, powszechne były szykany w szkołach i w miejscach pracy. Podobnie jak w wielu innych historycznych epizodach, Polacy zamiast polepszyć swoje warunki istnienia dążąc do samostanowienia, drastycznie je pogorszyli, wszczynając skazane na porażkę działania. Wszak Polacy to jedyny naród na świecie, który z uwagi na niedobór sukcesów, szczyci się ze swoich klęsk, klęskami żyje upajając się własną martyrologią, gdyż tylko ona mu pozostała. W wielu polskich dworkach upodlonej szlachty pozbawionej majątków i dawnego znaczenia przez dekady żywe były tragedie rozbiorów, nieudanych zrywów narodowych nie pozwalając oderwać się od przeszłości, by budować przyszłość, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości i skrycie budować swoją siłę.
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.