Ignacy Dzierżyński

Ignacy Dzierżyński, przedostatni z rodzeństwa, który jako jedyny z braci umarł śmiercią naturalną dożywając sędziwego wieku. W dzieciństwie był częstym uczestnikiem zabaw ze swoim starszym bratem Feliksem. Większą część dzieciństwa spędził u babki, Kazimiery Januszewskiej w Jodzie. Tak jak i pozostali bracia uczęszczał do wileńskiego gimnazjum. Na jego edukację, podobnie jak i dla pozostałych rodzeństwa, otrzymał 1000 rubli uzbieranych przez ojca, za które finansowana była jego nauka w gimnazjum.
 
Ignacy nie miał rewolucyjnej duszy, poszedł zupełnie inną drogą niż Feliks. Mimo to, jego również wyrzucono ze szkoły w 1896 roku, podejrzewając, że zarówno on, jak najmłodszy z braci, Władysław należą do wywrotowych organizacji. Podejrzenia te były całkowicie bezpodstawne.
 
Najprawdopodobniej dzięki staraniom ich ciotki, Zofii Pillar, Ignacy i Władysław zostali przeniesieni do gimnazjum w Petersburgu. Tam ukończyli je z powodzeniem. Ignacy dostał się na wydział matematyczno-fizyczny uniwersytetu w Moskwie gdzie uzyskał dyplom w 1903 roku. W tym też roku odbyło się rozliczenie finansowe rodzeństwa z pieniędzy pozostawionych przez ojca. Najprawdopodobniej to właśnie Ignacy był skarbnikiem rodziny i pilnował powierzonego braciom i siostrom majątku.
 
Przez pierwsze swoje lata dorosłego życia nauczał przyrodoznawstwa i geografii w szkołach prywatnych. W latach 1905-1906 pracował w Warszawie w Szkole Technicznej Drogi Żelaznej Warszawsko Wiedeńskiej, tzw. „kolejówce”, ówcześnie na ulicy Chmielnej 88/90, a obecnie jest to Zespół Szkół im. inż. Władysława Wysockiego przy ulicy Szczęśliwickiej 56. W opinii społecznej, szkoła ta, uchodziła za jedną z najlepszych w kraju. Dostarczała na ówcześnie chłonny rynek pracy, wielu, świetnie przygotowanych abiturientów. Ignacy Dzierżyński bardzo dużo czasu poświęcał na przygotowanie podręczników i pomocy naukowych z zakresu biologii, geografii oraz astronomii, gdyż takowych zwyczajnie nie było.
 
W marcu 1904 roku spotkał się ze swoimi braćmi Władysławem i Feliksem w mieszkaniu najmłodszego brata w Moskwie, które należało do Wiktora Siły-Nowickiego- ojca jego wybranki Stanisławy. Rok później, 26 czerwca 1905 roku Ignacy ożenił się z o pięć lat starszą od siebie Stanisławą Siła-Nowicką. Ślub odbył się w Wylągach. Rok ten był bardzo intensywny również z uwagi na to, że Feliks prawie całe lato i część jesieni przesiedział w więzieniu w X Pawilonie Cytadeli, gdzie Ignacy odwiedzał go przynosząc książki, artykuły piśmiennicze i zapewne grypsy zza muru.
 
28 marca 1906 roku na świat przyszła w Warszawie córka Ignacego i Stanisławy- Wanda. Można przypuszczać, że imię zostało nadane na cześć zmarłej siostry Dzierżyńskich. W roku 1907 Ignacy Dzierżyński opublikował swój pierwszy podręcznik „Geografija Europy Zachodniej” wydany przez warszawskie wydawnictwo Michała Arcta. W tym też roku w czerwcu doręczył do sądu kaucję w wysokości 1000 rubli zebranej przez członków SDKPiL, dzięki której Feliks odzyskał wolność. Zaraz po opuszczeniu więzienia pojechali do Wyląg, gdzie spotkał się również z najmłodszym z braci- Władysławem. Tam też miał miejsce seans hipnotyczny, który wywarł na braciach, a także na rodzinie Siła-Nowickich wielkie wrażenie.
 
W 1910 roku ukazała się kolejna pozycja ksiązkowa Ignacego Dzierzyńskiego- „Podręcznik do oznaczania pospolitych roślin letnich i jesiennych kwitnących od połowy czerwca do końca jesieni”, tym razem wydana nakładem własnym. W tym też roku urodził się jego syn Olgierd Emanuel Dzierżyński.
 
Rok później, w 1911 roku, Ignacy wydał kolejną książkę, znów własnym nakładem pt.: „W krainie starego lodowca” oraz drugie wydania „Podręcznika do oznaczania pospolitych roślin”. W 1913 roku zakończył pracę nad kolejnym podręcznikiem pt.: „Kosmografja”. Rok 1914 to czas wielkiej rodzinnej tragedii, umarła bowiem jego córka Wanda w wieku ośmiu lat.
 
W 1917 roku opublikował ponownie „Geografję Europy Zachodniej”, „Kosmografję” i „Podręcznik do oznaczania pospolitych roślin”. Nowa książka Ignacego ukazała się w 1918 roku i nosiła tytuł „Zarys geograficzny Polski historycznej”, którą wydał ponownie po roku własnym nakładem. W tym czasie pracował jako nauczyciel w Gimnazjum Filologicznym Żeńskim Zofii Sierpińskiej jako nauczyciel kosmografii [1].
 
W lutym 1919 roku został wizytatorem w Ministerstwie Wyznań Religijnych
i Oświecenia Publicznego. Swojej pracy oddawał wszystkie siły będąc zaangażowanym w podnoszenie kwalifikacji nauczycieli- był m.in. twórcą seminariów nauczycielskich. Odnosił wiele sukcesów w budowaniu polskiego szkolnictwa i wspieraniu utalentowanej młodzieży ze wsi. Dlatego bez specjalnych wymagań materialnych co do swojej osoby i warunków pracy krążył po wsiach odziany w skromne ubranie z plecakiem na plecach niosąc tzw. kaganek oświaty. Była to praca faktycznie od podstaw, zwłaszcza w obliczu ogromnego analfabetyzmu i koszmarnego zaniedbania edukacyjnego społeczeństwa na wsiach.
        
Ze względu na rodzinny związek z Feliksem Dzierżyńskim często spotykał się z opinią, że powinien zmienić nazwisko, ponieważ te które nosi jest zbyt skompromitowane. Uważał, że opinia publiczna jest sterowana nacjonalizmem reprezentowanym przez Piłsudskiego, klerykalizmem, antyrosyjską propagandą będącą przedłużeniem nienawiści do Rosji Radzieckiej. Był zdania, że kreowany obraz jego brata jest całkowicie zakłamany.
 
W 1920 roku wydawnictwo Michała Arcta wydało ponownie podręcznik autorstwa Ignacego Dzierżyńskiego „Geografia Europy Zachodniej”. Należy sądzić, że napisane i wydane przez Ignacego podręczniki cieszyły się wielkim powodzeniem i uznaniem. Ukazywały się w czasach powszechnego braku polskich podręczników szkolnych, dlatego jego pracy włożonej w ich opracowanie należy się wielki szacunek.
 
Szczegółów jego pracy oświatowej jako kurator trudno jest się obecnie doszukać. Nie mniej jednak utrwaliła się informacja, że w 1936 roku w Wrociszewie w okolicach Grójca ufundowano miejscowej szkole sztandar, której wśród rodziców chrzestnych był m. in. Ignacy Dzierżyński mający olbrzymie zasługi w rozwoju uprzednio małej placówki sześcioklasowej szkoły [2]. Myślę, że takich osiągnięć było znacznie więcej. Jego nazwisko figuruje w rejestrze kuratorów obwodu szkolnego warszawskiego i warszawskiego miejskiego z 1934 roku [3].
 
Wakacje państwo Dzierżyńscy spędzali w Wylągach. Byli tam częstymi gośćmi. Wokół wspaniałego, urokliwego dworku pod Kazimierzem rozpościerały się liczne wąwozy, pagórki, pola ubarwione kwiatami, stare drzewa pamiętające najdawniejsze historie. Poniżej wiła się ciemną wstążką odbijająca leniwie płynące po nieboskłonie chmury Wisła. Ten sielski krajobraz zakłócali liczni goście przybywający do Wyląg, zwłaszcza rodzina drugiej żony Witolda Siła-Nowickiego- Antonina.
 
Była to kobieta o niezwykle porywczym charakterze, nieobliczalna, skłonna do wzniecania konfliktów, co pewnego dnia ponownie ujawniła, kiedy wśród domowników ktoś rozgłosił podsłuchaną rozmowę Ignacego ze Stanisławą, w której rodzinę jej nazwał szarańczą. Z pewnością rozsierdziła ich również odpowiedź Wyrzykowskiej, która na życzenie przyjazdu Zofii Dzierżyńskiej z Moskwy do Wyląg, stwierdziła, że nie ma miejsc w dworze. Pobyt państwa Dzierżyńskich w tym czasie nie należał do najprzyjemniejszych. Ucieczką od rodzinnych swarów były wakacje w Zakopanem, do którego przyjechali w latem 1928 roku [4].
 
Podobnie jak jego starszy brat Feliks, był zagorzałym wrogiem nonkonformizmu i protekcjonalizmu, sprzeciwiał się jakże wszechobecnej w Polsce prywacie, nieuczciwości, wykorzystywania koneksji i załatwiania spraw poprzez możliwości jakie dają stanowiska. Wartości jakie wyniósł z domu nie pozwoliły mu na bierne przyglądanie się kombinatorstwu. Z tego powodu nie miał najlepszych stosunków ze swoim zwierzchnikami, często popadał w konflikty z władzami oświaty.
 
W 1937 roku Ignacy Dzierżyński został dziadkiem z racji pojawienia się na świecie wnuka Andrzeja pochodzącego ze związku Olgierda z niedawno poślubioną Julią Anną Misterko. Olgierd był inżynierem łączności radiowej i pracował w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym opracowując wraz z grupą inżynierów model zdalnie sterowanej łodzi podwodnej w latach 1937-1939. Nasilające się zagrożenie faszystowskich Niemiec nie wzbudzało jeszcze pełnego obrazu grozy, jaki nastąpił za dwa lata.
 
II wojna światowa zastała państwa Dzierżyńskich w Warszawie. Sądząc zapewne, że znacznie bezpieczniej będzie na prowincji, postanowili przeprowadzić się do Wyląg, tym bardziej, że Ignacy był już na emeryturze.
 
Lecz i tu nie ominęło ich zagrożenie. Pani Janina Szczepkowska-Szydłowska wspominała epizod pobytu w czasie okupacji w Wyglądach doktora Lewensteina ukrywającego się przed Gestapo. Towarzyszył wcześniej umierającej Józefie Ślósarskiej w jej ostatnich, bolesnych dniach. Nocami przychodzili do dworu również mieszkańcy, których doktor leczył za darmo. Kiedy nasiliły się represje na Żydach, a za ukrywanie ich groziła kara śmierci, Władysław Siła-Nowicki, który akurat zjawił się w majątku wprowadził atmosferę strachu przed Niemcami i namawiał rodzinę, aby pozbyć się doktora. Ignacy uległ tej presji i zaczął mocno nalegać na pozostałych członków rodziny, aby doktor upuścił Wyglądy. Była to bardzo trudna decyzja. Rozmowy trwały kilka dni, większość rodziny opowiedziała się za Ignacym i on też podjął się jakże niewdzięcznej rozmowy z doktorem Lewensteinem [5].
 
W 1944 roku ze wschodu zmierzała dużymi krokami Armia Czerwona goniąca wciąż zażarcie broniące się wojska niemieckie. Jej dywizje rozlokowały się wokół Kazimierza Dolnego. Podczas wymiany ognia artyleryjskiego wiele domów w Kazimierzu stanęło w ogniu, prawie doszczętnie legła w gruzach pobliska wieś Bochotnica, wielu mieszkańców ewakuowało się wraz z najbardziej potrzebnymi rzeczami i zwierzętami do Skowieszynek, gdzie u pana Czuby w stodole rozlokowało się kilka rodzin uciekinierów. Kiedy skończyła się pasza dla zwierząt, a i z żywnością zaczynało być marnie, niespodziewanie mieszkańcy dowiedzieli się, że gospodarze w Wylągów udostępnili uciekinierom rozległą łąkę, gdzie mogli wypasać swoje zwierzęta. Dopiero po latach okazało się, że z tą inicjatywą wyszedł sam Ignacy Dzierżyński.
 
Również dzięki obecności Dzierżyńskich, przypadki samowoli i rabunku żołnierzy radzieckich znacznie się ograniczyły i były surowo tępione przez radzieckie dowództwo po tym, kiedy dowiedzieli się, że w okolicy mieszka sam brat wielkiego rewolucjonisty[6]. Autorka wspomnień rodzinnych Siła-Nowickich bardzo często podkreślała, że nazwisko Ignacego uchroniło majątek przed zagładą. Okoliczne dworki nie miały takiego szczęścia.
Ignacy Dzierżyński po zakończeniu wojny nie wrócił już do Warszawy. Jego mieszkanie doszczętnie spłonęło w Powstaniu Warszawskim. Nie było do czego wracać. Resztę swoich lat spędził w pod kazimierzowskim majątku.
 
Sytuacja gospodarstwa wciąż była tragiczna. Przed wojną i w trakcie jej trwania w dworku przebywała często liczna rodzina, a podczas działań wojennych gościły w nim oddziały Armii Czerwonej, zaś po zakończeniu wojny bandyci z WiN walczący tym razem z władzą ludową licząc na wybuch III wojny światowej i odwrócenie jałtańskiej umowy mocarstw o politycznej i gospodarczej przynależności Polski do ZSRR. Tych wszystkich ludzi trzeba było wyżywić, a zasoby dworu na to nie pozwalały. Praktycznie od samego początku istnienia gospodarstwa w rękach Siła-Nowickich dochód z gospodarstwa był na minusie, a egzystencję ratowały pożyczki.
Syn Ignacego Olgierd w czasie wojny walczył w armii generała Sikorskiego i po wojnie znalazł się w Anglii pozbawiony przez ówczesne władze Polski Ludowej obywatelstwa. Dzierżyńscy do końca swych dni nie zobaczyli się więcej z synem. Łączyły ich jedynie listy [7].
 
Przedwojenna gospodyni, Józefa Ślósarska zmuszona była kontynuować zadłużanie się gospodarstwa, a jak wspominała Janina Szczepkowska-Szydłowska, nie potrafiła też określić warunków pobytu rodziny ani zasad w nim panujących. Tym samym goście żyjąc w przeświadczeniu, że wszystko bierze się z bogactwa dworu nie zwykli się byli pytać o koszty.
 
Również i Ignacy nie wnikał sądząc, że wszystko skądś się bierze, a utrzymanie jego rodziny liczącej w tym czasie cztery osoby i służąca do pomocy w opiece nad małym Andrzejem, nie jest żadnym dla nikogo obciążeniem. W odróżnieniu od rodziny ze strony Antoniny, Dzierżyńscy przynajmniej byli bardzo spokojni i nieskłonni do konfliktów.
 
Małżeństwo Olgierda z Julią rozsypało się. Julia wyjechała do Bielska Białej zabierając ze sobą syna Andrzeja. Rozpoczęła pracę jako nauczycielka w szkole krawieckiej. Szkoła niebawem została zlikwidowana, a Julia pozostała bez pracy. Nie mogąc jej znaleźć, napisała prośbę o pomoc do Tadeusza Daniszewskiego. Do niego też zwróciła się o pomoc w załatwieniu akademika dla syna, który miał rozpocząć studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Jako, że przebył chorobę płuc załatwiono mu miejsce w półsanatorium, gdzie oprócz doskonałych warunków mieszkaniowych miałby opiekę lekarską i pełne wyżywienie. Oczywiście miejsce w normalnym akademiku również czekało na niego. Miał dostać też stypendium.
 
Życie Julii Dzierżyńskiej opierało się jedynie na synu- po burzliwym rozstaniu się z Olgierdem, pragnęła zrekompensować mu przeżyte cierpienia dziecka widzącego kłótnie rodziców. Poświęciła się jemu i tylko dla niego żyła będąc w przeświadczeniu, jak każda nadopiekuńcza matka, że bez niej dziecko by zginęło. Owszem, Andrzej Dzierżyński cierpiał na choroby płuc, przeprowadzka do Bielska miała służyć jego leczeniu.
 
Mając jeszcze dość sił, Ignacy bardzo wiele pracował społecznie na rzecz oświaty i resztę swoich dni poświęcił rozwojowi kazimierskiego gimnazjum, którego powstawanie przychodziło z wielkim trudem. W kamienicy "Pod Krzysztofem" w 1927 roku powstała z inicjatywy mieszkańców pierwsza szkoła średnia, jednak po trzech latach została zlikwidowana.
 
Dopiero w 1945 roku z inicjatywy miejscowego księdza Józefa Jachuły, byłego żołnierza AK, świetnego organizatora acz fatalnego kaznodziei, powstało prywatne Miejskie Gimnazjum, które zajęło dwie klasy w szkole podstawowej. Uczyli w nim równie doskonali co surowi pedagodzy, a wśród przedmiotów była łacina, francuski, fizyka czy biologia. Gimnazjum borykało się z wieloma problemami natury finansowej oraz niewystarczającej ilości uczniów. Tak więc po dwóch latach działalności, w czerwcu 1947 roku, szkoła została zamknięta.
 
Ignacy Dzierżyński korzystając ze swojego, w owej dobie, słusznego nazwiska i koligacji rodzinnej z bratem Feliksem wielokrotnie bywał w Warszawie starając się skutecznie oddziaływać na zaprzyjaźnionych lewicowych działaczy oświaty, aby wskrzesić kazimierską placówkę oświaty. Był także gościem ambasadora ZSRR Subolewa, który po każdorazowej wizycie przydzielał mu samochód, aby odwiózł go do Wyląg [8]. Te wizyty bardzo onieśmielały Ignacego Dzierżyńskiego i krępowały jednocześnie, bowiem był osobą bardzo skromną i narzucone mu luksusy ze strony ambasadora wprawiały w zakłopotanie.
 
Jedynie dzięki uporowi, konsekwencji i zaangażowaniu emerytowanego nauczyciela i przedwojennego kuratora Ignacego Dzierżyńskiego cieszącego się wielkim szacunkiem w ówczesnych władzach oświatowych, po dwóch miesiącach od zamknięcia szkoła na nowo została otwarta w 1947 roku we wrześniu [9].
 
Na prośbę lokalnej społeczności, Ignacy Dzierżyński został dyrektorem szkoły i wykładał matematykę i fizykę. Udało mu się skompletować wspaniałą kadrę nauczycielską, która, choć surowa i wymagająca, zapisała się wieloma zgłoskami wdzięczności jej byłych uczniów. Przez cały ten czas, w którym pełnił funkcję dyrektora, przychodził do szkoły na piechotę bez względu na porę roku i pomimo swojego nobliwego wieku. Dopiero w ostatnim roku jego aktywności zawodowej w 1949-tym postarano się o zorganizowanie mu podwózki do szkoły, z której korzystała jego krewna Janina Szczepkowska-Szydłowska będąca wówczas nauczycielką języka polskiego.
 
Z tego okresu pochodzi historia związana z Ignacym, który wobec jednego z uczniów-szpicla służb bezpieczeństwa, po jego dość szybkim ujawnieniu, umiejętnie załagodził sprawę wydalając go ze szkoły ratując przy tym wielu kazimierzan przed przykrymi konsekwencjami. Dzięki obecności brata Feliksa Dzierżyńskiego i zarazem zdeklarowanego ateisty, kościół katolicki mógł prowadzić bez przeszkód swoją działalność. Członkowie koła ZMP, które powstało w szkole mogli uczestniczyć w kościelnych obrzędach bez narażenia się na nieprzyjemności. Interwencja Ignacego uratowała również pana Kalinowskiego od dość wydumanych zarzutów nadgorliwych milicjantów.
 
W 1949 roku z prywatnej szkoły średniej utrzymującej się z czesnego wpłacanego przez rodziców uczniów, przeistoczyła się ona w państwowe, Publiczne Liceum Ogólnokształcące, które istnieje do dziś. W tym też roku Ignacy zrezygnował z funkcji dyrektora na rzecz Kazimierza Korciepińskiego, dalej jednak interesował się sprawami szkoły i czynił starania o nowy dla niej budynek, który umożliwiałby jej rozwój.
 
Wraz z siostrą Aldoną napisał na początku lat pięćdziesiątych bardzo ciepłe i osobiste wspomnienie o Feliksie Dzierżyńskim, które ukazało się w książce „Listy do siostry Aldony” poprzedzając obszerny wybór listów Feliksa do siostry. Tym samym niesłuszne są pogłoski, że wspomnienia te nigdy nie zostały wydane i nie pomogła nawet interwencja u prezydenta Bieruta. Treść wspomnień rodzeństwa została drastycznie zmieniona. Dowodem tego jest pismo skierowane z Wydziału Historii partii do Zofii Dzierżyńskiej, w którym autor donosił o powstaniu wspomnień Ignacego: „Może już Wam wiadomo, że brat Feliksa Dzierżyńskiego, Ignacy złożył partii swoją opartą w pewnym stopniu na wspomnieniach broszurę o towarzyszu Dzierżyńskim. Jeszcze nie miałem możności zapoznać się z jej treścią, niektórzy towarzysze twierdzą, że po poważnej przeróbce będzie ona mogła pójść do druku [10]”.
 
Od początku 1951 roku Ignacy Dzierżyński zajęty był przygotowaniami do obchodów 25 rocznicy śmierci swego brata Feliksa Dzierżyńskiego. Był w stałym kontakcie z władzami  partii, choć jedno z pism donosi, że z wielką niechęcią dzielił się swymi wspomnieniami o bracie. W ramach obchodów, które koordynował i pełnił funkcję kierownika artystycznego Tadeusz Daniszewski, zaplanowano m.in. przygotowanie wielu wystaw poświęconych życiu Feliksa Dzierżyńskiego, upamiętnienie miejsc, w których przebywał w czasie swej rewolucyjnej działalności, wydanie jego biografii, wspomnień o nim, realizacja filmu dokumentalnego, zlecenie wykonania rzeźb i obrazów, odsłonięcie jego pomnika i przemianowanie Placu Bankowego na Plac Feliksa Dzierżyńskiego, a co za tym idzie przyspieszenie prac budowlanych wokół placu.
 
10 stycznia 1951 roku Ignacy Dzierżyński wystosował pismo do tow. Cichockiej zatytułowane: Pomnik- szkoła ogólnokształcąca 11-letnia im. Feliksa Dzierżyńskiego. Pisał w nim: „Uważam za wskazane uwiecznić w roku 1951 jako w roku 25-lecia śmierci Feliksa Dzierżyńskiego Jego pamięć przez budowę pomnika- szkoły ogólnokształcącej 11-letniej w Kazimierzu Dolnym i nadanie tej szkole Jego Imienia. Za tym przemawiają następujące motywy:
1.    Feliks niezmiernie kochał dzieci i młodzież.
2.    Feliks zachwycał się pięknem przyrody. Podczas pobytu w Kazimierzu podziwiał jego malowniczość i zabytki architektury.
3.    Atrakcyjność Kazimierza i jego liczni wycieczkowicze, turyści, wczasowicze, artyści. „perła lubelszczyzny”.
4.    Feliks bywał w Kazimierzu i pobliskich Wylągach (u rodziny brata Ignacego). W Puławach za czasów carskich organizował powstanie garnizonu wojskowego. Podobno w sąsiedniej wsi Bochotnicy była nielegalna drukarnia.
5.    Z Kazimierzem ściśle związane jest rodzeństwo Feliksa. Siostra Aldona Kojałłowiczowa i brat Ignacy z żoną Stanisławą mieszkają na stałe w Wylągach (4km od Kazimierza).
6.    W ogólnokształcącej szkole licealnej w Kazimierzu pracował 5 lat (1945-1950) Ignacy, brat Feliksa; 3 lata jako nauczyciel, 2 lata jako dyrektor.
7.    Szkołą licealna jest ośrodkiem postępowych myśli i czynów w Kazimierzu i jego okolicach. Nauczyciele z dyrektorem Taczalskim i uczniowie budują Polskę socjalistyczną. Za wzór im służy Feliks Dzierżyński [11]”.
 
30 marca 1951 roku Ignacy Dzierżyński w kolejnym liście w sprawie dedykowanej wybudowaniu pomnika-szkoły ponaglał z wyczuciem: „Wielce Szanowny Drogi Towarzyszu! Pisałem w swoim czasie do tow. Cichockiej o moim pomyśle wystawienia Feliksowi pomnika w Kazimierzu Dolnym w postaci budowy 11-letniej szkoły ogólnokształcącej i nadanie jej imienia Feliksa Dzierżyńskiego. W moim liście podałem motywy przemawiającym za tym projektem.
 
Projekt uzyskał poparcie czynników samorządowych i partyjnych w Kazimierzu Dolnym, w Puławach i w Lublinie, które są gotowe do poważnych świadczeń na ten cel. Według informacji sprawa już została przesłana do decyzji. Prawdopodobnie znajduje się ona w Waszych, Towarzyszu, rękach. Proszę usilnie o szybką i przychylną decyzję ze strony KC PZPR, gdyż należałoby wkrótce przystąpić do realizacji projektu (wybór planu, opracowanie planu budowy, zwózka materiałów itd.)
Bardzo pragnąłbym urzeczywistnienia projektu, gdyż Feliks kochał dzieci i walczył z myślą o nich; o ile mi wiadomo, żadna szkołą w Polsce nie ma jeszcze tego zaszczytnego imienia. Uważam Kazimierz D. za punkt odpowiedni. Będziemy starać się o postawienie tej szkoły na wysokim poziomie i o wychowanie uczącej się w niej młodzieży w myśl ideałów Feliksa.
Łączę przyjazny uścisk dłoni, Ignacy Dzierżyński [12]”
 
Nic nie szło po myśli Ignacego. Czas biegł szybko, a decyzji o budowie liceum nie było. Wysłał swoje wspomnienia, podpisał umowę na ich wydanie, wypłacono mu zaliczkę, ale nikt nie był w stanie udzielić mu informacji o wydaniu pozycji. Pisał do kilku wysoką rangą towarzyszy i nie doczekał się odpowiedzi, ani w temacie budowy szkoły, ani wydania wspomnień.
 
5 maja wysłał kolejne pismo do Tadeusza Daniszewskiego skarżąc się na tą trzymającą w niepewności sytuację. Zaproponował też, że podczas uroczystości odsłonięcia pomnika gotowy jest wygłosić dwunastominutowe przemówienie. Parę dni później otrzymał odpowiedź. Tadeusz Daniszewski zapewnił o daleko posuniętych pracach nad książką, poinformował też o wielu zmianach, jakie zostały wprowadzone do tekstu. Oczywiście miał prawo do zatwierdzenia ich lub odrzucenia, choć zapewne nie wiele do powiedzenia w sprawie ostatecznej treści. Przesłany wcześniej tekst przemówienia został również przesłany do weryfikacji, a w sprawie szkoły, Daniszewski obiecał porozmawiać z ministrem oświaty. Pozostało dwa miesiące i dziesięć dni do uroczystości. Kolejne listy pozostały bez odpowiedzi. Aż w końcu nadszedł upragniony list:
 
„Szanowny Towarzyszu.
Odpowiadam „za jednym zamachem” na oba Wasze listy z 20 czerwca i 5 lipca br.
1.W sprawie budowy szkoły w Kazimierzu mówiłem z ministrem Jarosińskim. Ministerstwie sa silne opory przeciw temu ze względów rzeczowych. Posłałem Ministrowi wyciąg z Waszego listu w tej sprawie. Obiecał raz jeszcze tym się zająć i ostatecznie do tego ustosunkować się.
2.Wy z siostrą powinniście być w Warszawie najpóźniej 20-ego po południu, gdyż o tej porze będzie akademia w Teatrze Polskim /dokładnej godziny nie mogę Wam jeszcze podać/. Auto do swojej dyspozycji na te dni uroczystości otrzymacie. Nie mamy nic przeciwko temu, byście wzięli ze sobą krewniaków. Samochód przyślemy do Was najprawdopodobniej 20-ego rano. Jeszcze Was zawiadomimy szczegółowo co do godziny.
3.Wszystkie osoby z bliższej i dalszej rodziny otrzymają karty wstepu na uroczystość. Wobec tego jednak, że karty te będą gotowe w ostatniej chwili, byłoby najlepiej, gdybyśmy mogli przekazać je 20-ego za Waszym pośrednictwem. Rodzinę można by zaprosić na godzinę lub dwie przed akademią do Wydziału Historii Partii celem wręczenia jej zaprioszeń.
4.Istnieje projekt, który z pewnością będzie zaaprobowany, abyście wygłosili 20-ego czy 21-ego krótkie przemówienie przez radio. Przemówienie to nie powinno mieć charakteru jakiejś deklaracji politycznej, ale winno być oparte wyłącznie na wspomnieniach osobistych. Naczelny dyrektor Radia Polskiego tow. Gadomski prosi Was abyście możliwie szybko przesłali na jego imię projekt takiego przemówienia wspomnieniowego. Adres Warszawa, Noakowskiego 20.
5.Wspomnienia Wasze i siostry jeszcze przed uroczystościami będą oddane do druku, ale rzecz jasna, w terminie się nie ukażą. Wyjdą z pewnym opóźnieniem. Wspomnienia te będą jak gdyby wstępem do listów, które stanowić będą poważną część pracy.
Wszystkie materiały, któreście nam przekazali razem z tymi wspomnieniami otrzymacie z powrotem. Wolimy Wam zwrócić osobiście niż wysyłać pocztą.
6.Od czasy Waszego ostatniego tu pobytu wyszedł Pamiętnik więźnia, Pisma wybrane i Album. Nie licząc publikację innych wydawnictw. Wszystko to Wam osobiście wręczymy 20-ego.
Do zobaczenia się [13]”.
 
Nadawca listu zreflektował się i dopiero w kolejnym liście wysłanym dwa dni później podjął temat listy dalszych krewnych, których spis nadawca poprosił o ponowne przesłanie (spis bliższych krewnych nie zaginął). Zapewnił też o noclegu dla wszystkich krewnych rodzeństwa Dzierżyńskich i poinformował o czasie trwania obchodów- 3 dni.
 
Samochód po Aldonę i Ignacego wraz z paroma krewnymi przyjechał do Wyląg między dziesiątą, a jedenastą. Mieli zapewniony wikt i opierunek przez kolejne dni uroczystości. 20 lipca o godz. 19-stej rozpoczęła się uroczysta akademia w Teatrze Polskim. Następnego dnia o 10-ej otwarto wystawę poświęconą Dzierżyńskiemu. 22 lipca o 9-ej w Łazienkach zespół Mazowsze zaprezentował specjalne przedstawienie okolicznościowe dla gości z zagranicy. Godzinę później rozpoczęła się defilada wojskowa z okazji siódmej rocznicy wyzwolenia oraz szereg innych imprez, zaś o szesnastej nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego na centralnym placu Warszawy. Ignacy Dzierżyński wygłosił przemowę podczas odsłonięcia pomnika Feliksa Dzierżyńskiego na obecnym Placu Bankowym w Warszawie.
 
Cała impreza oraz pobyt Dzierżyńskich musiał się udać, gdyż 22 lipca Ignacy Dzierżyński napisał gorące podziękowania na ręce Kierownik Wydziału Historii PZPR- Tadeusza Daniszewskiego. Do podziękowań dołączył się Feliks Fąferko.
 
Pod koniec roku zostały wydane wspomnienie Aldony i Ignacego w formie niewielkiej książeczki. W natłoku prac przygotowawczych do uroczystości, nikt nie przedyskutował naniesionych zmian w treści wspomnień. Honorarium wynoszące w sumie 9000zł, zostało w pełni wypłacone.
 
Spokojne życie Ignacego i Stanisławy zakłócała Kamila Dzierżyńska z Legionowa. Ignacy dowiedział się, że wykorzystuje nazwisko dla własnych korzyści materialnych wprowadzając w błąd organy państwowe. Nie czekając, natychmiast doniósł o tym fakcie odpowiedniej osobie, aby sprawę wyjaśniła. Całą sprawę zrelacjonował w liście Ignacy Dzierżyński: „Rok temu zjawiła się do mnie w Wylągach osoba, która nazwała siebie Dzierżyńska Marią. Nie chciała podać imienia zmarłego męża jak również określić swojego do mnie stosunku rodzinnego, mówiąc, że to jest tajemnica. Podczas bytności chełpiła się swym nazwiskiem Wielkiego Rewolucjonisty. W roku bieżącym zjawiła się powtórnie. Imienia męża też nie chciała podać pomimo mego kategorycznego żądania.
 
Dzierżyńska opowiadała mi o tym, jakie korzyści dało jej nazwisko. Uzyskała bowiem od Prezydenta R.P. zapomogę w wysokości 40 tys. złotych (przed zmianą waluty), emerytura (90 złotych miesięcznie), przyjmowano ją z honorami podczas „Dożynek” w Poznaniu, na które jechała z Warszawy w wagonie przeznaczonym dla przedstawicieli rządu, w jej sprawach sądowych pomagało również nazwisko, córka jej mężatka, jako Dzierżyńska jest bardzo poważana w urzędzie wojskowym w cytadeli warszawskiej, gdzie pracuje jako urzędniczka.
 
Wszystko to wydało mi się podejrzanym i nasunęła się mi konieczność wyświetlenia sprawy. Wysłałem więc list do M.O. w Legionowie, gdzie Dzierżyńska (z domu Strusińska Z.F.) zamieszkuje (Gnieźnieńska 4 –Z.F.) z prośbą o zbadanie w aktach tamtejszych danych o osobie Dzierżyńskiej i jej mężu. Odpowiedź M.O. załączam (w odpisie). Imię męża Dzierżyńskiej Romana nikomu z naszej rodziny nie jest znane, a więc nic wspólnego nie mamy ani z nim, ani z jego żoną, której imię brzmi Kamila, a nie Maria.
 
Sprawa powyższa ma charakter oszustwa i jako taka jest wielce karygodna. Wobec powyższego uważam donieść o tym CK PZPR. Ignacy Dzierżyński[ 14]”.
 
W 1952 umarła żona Stanisława, a Ignacy podążył za nią w zaświaty w 1953 roku. Został pochowany w grobie rodzinnym Siła-Nowickich na cmentarzu w Kazimierzu Dolnym. Ich syn Olgierd zmarł w 1995 roku [15], natomiast ich wnuk- André Dzierżyński (Andrzej) ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i jest obecnie malarzem pejzaży mieszkającym w Toskanii- miejscem urodzenia jego matki, a także w Anglii. Niestety nie udało mi się nawiązać z nim korespondencji. 
 
Postać Ignacego Dzierżyńskiego z pewnością uszłaby uwadze wielu propagandystów burżuazyjnej i współczesnej, równie kapitalistycznej Polski, gdyby nie jego pokrewieństwo z Feliksem Dzierżyńskim. Pomimo jego olbrzymich zasług oświatowych, oczernia się jego osobę i umniejsza rolę jaką odegrał w swoim życiu w sposób nieuzasadniony. Ksiądz Karol Serkis z kazimierzowskiej parafii potwierdzał, że Ignacy Dzierżyński był dyrektorem szkoły pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku, jednak jego praca ograniczała się do tego, że był, co ewidentnie kłóci się z społecznikowskim zacięciem i zaangażowaniem w sprawę przywrócenia działalności placówki. Zarzucał mu, że w jego domu jako pierwszym zagościła elektryczność oraz kukuruźnik, pierwsza, powojenna forma radia [16].
 
Ignacy Dzierżyński zmarł w 1953 roku i został pochowany w grobowcu rodziny Siła Nowickich. Na pomniku nie ma o tym wzmianki. 


[1]           http://foto.karta.org.pl/fotokarta/ok_0997_0001_021.jpg.php
[2]           http://www.instytut-genealogii.com.pl/index.php?mod=artykuly&id=2&itemid=130, (odczyt z dn. 19.09.2013r.)
[3]           http://www.sbc.org.pl/dlibra/plain-content?id=24083
[4]           J. Szczepkowska-Szydłowska, Siła-Nowiccy z Wyląg, Wydawnictwo CLIO, Lublin 2003, s. 57
[5]           J. Szczepkowska-Szydłowska, Siła-Nowiccy z Wyląg, Wydawnictwo CLIO, Lublin 2003, s. 85
[6]           L. Pisula, Wspomnienia- niedokończony pamiętnik, Brulion kazimierski, http://www.brulion-kazimierski.pl/index.php?s=1127&t=47&strona=1, (odczyt z dn. 19.09.2013r.)
[7]           J. Szczepkowska-Szydłowska, Siła-Nowiccy z Wyląg, Wydawnictwo CLIO, Lublin 2003, s. 143
[8]           A. Nowicka, Jak daleko, jak blisko…, Brulion kazimierski on-line, http://www.brulion-kazimierski.pl/index.php?s=1039&t=47, (odczyt z dn. 19.09.2013r.)
[9]           Biuletyn informacyjny Liceum Ogólnokształcącego w Kazimierzu Dolnym, http://www.kazimierzdolny.pl/oswiata/28018/, (odczyt z dn. 19.09.2013r.)
[10]         F. Dzierżyński, Obchody 25-lecia śmierci F.D., AAN, 61/V-8, dok. 29
[11]         F. Dzierżyński, Obchody 25-lecia śmkierci F.D., AAN, 61/V-8, dok. 14
[12]         F. Dzierżyński, Obchody 25-lecia śmkierci F.D., AAN, 61/V-8, dok. 31
[13]         F.Dzierżyński, Obchody 25 rocznicy śmierci F.D., AAN, 61/V-8, dok. 40-41
[14]         F. Dzierżyński, Obchody 25 rocznicy śmierci F.D., AAN, 61/V-9, dok.36-37
[15]         http://www.thestorycurator.net/moussia/russian-by-birth-french-by-taste-5-moussias-ancestry/
[16]         K. Serkis, Kazimierskie Liceum, http://wkazimierzudolnym.pl/ks-karol-serkis-kazimierskie-liceum.html, (odczyt z dn. 19.09.2013r.)
 
 
 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.