Aldona Dzierżyńska

 
 
 
Aldona Dzierżyńska po odzyskaniu przez Polskę niepodległości aż do wybuchu II Wjny Światowej mieszkała w Wilnie, gdzie pracowała jako nauczycielka. W 1926 roku podczas przewrotu majowego Piłsudskiego zdjęła portret naczelnika nie zgadzając się z tym, by Polak strzelał do Polaka, za co została przeniesiona do placówki w Siennicy koło Mińska Mazowieckiegogdzie znajdowało się seminarium nauczycielskie.
Po 1930 roku ponownie wyszła za mąż za Artura Kojałłowicza będąc już ponad sześćdziesięcioletnią kobietą.
 
Jej syn Antonii Jerzy Bułhak, który z racji koligacji rodzinnych z rodziną Piłsudskich zajmował intratne stanowiska kierownicze. Był m.in. dyrektorem Zakładów Mięsnych. W czasie oblężenia Warszawy w 1939 roku umożliwił ucieczkę bliskim marszałka najpierw do majątku na Suwalszczyźnie[1], a potem wraz z nimi wyjechał do Wilna, by ostatecznie znaleźć się w Kanadzie, gdzie umarł  w 1961 roku.
 
Drugi syn Aldony, Rudolf świętując zdanie matury w Kursku w roku 1915-stym postanowił skorzystać z usługi prostytutki. Zaraził się chorobą weneryczną, a jako, że był ofiarą katolickiego wychowania matki, wolał popełnić samobójstwo niż zwrócić się do niej o pomoc.
 
Jeśli wierzyć opracowaniu z 14 stycznia 1966 roku odnoszącym się do śmierci Aldony Dzierżyńskiej, była ona w stałym kontakcie ze swoim bratem Feliksem[2].
Po 1945 roku Aldona przeprowadziła się do Łodzi, gdzie zamieszkała ze swoją córką Marią Staszewską. We wczesnych latach powojennych wielokrotnie zwracano się do niej o interwencję u prezydenta Bolesława Bieruta w sprawie skazanych na śmierć wysokich rangą dowódców AK. Niestety jej nazwisko i bliskie powiązanie rodzinne z Feliksem nie ocaliły życia wielu przeciwników władzy ludowej. W pamięci zachowały się głownie interwencje w sprawie generała Augusta Fieldorfa skazanego na śmierć przez powieszenie 20 października 1952 roku. W tej sprawie sąd również nie przychylił się do prośby rodziny o ułaskawienie. Należy dodać, że drugim mężem córki Fieldorfów był siostrzeniec Aldony- Ney.
 
Zdecydowanie więcej szczęścia miał Władysław Siła-Nowicki aresztowany w Nysie wraz z kilkoma członkami organizacji WiN podczas próby przekroczenia granicy. Proces, w którym uczestniczył był pokazowy, aczkolwiek toczący się za zamkniętymi drzwiami, nie mógł przynieść innego wymiaru kary, jak najwyższy.
 
Adwokat z urzędu Władysława, pani Stillerowa, nie widziała innej sposobności uratowania go, jak tylko poprzez interwencję rodzeństwa Dzierżyńskich. Z resztą już wcześniej, w styczniu 1945 roku nazwisko i rodzinna koligacja uchroniła go przed aresztem przez NKWD. Tym razem sprawa była znacznie poważniejsza. Matka Władysława, Antonina naciskała osiemdziesięcioletnią, niedołężną już Aldonę i równie wiekowego Ignacego, aby powołując się na ich sławnego, nieżyjącego brata wymusili ułaskawienie.
 
Zachowała się prośba Ignacego z 20 lipca 1951 roku zwracającego się do Bieruta: „Proszę w dniu jubileuszowym mego brata Feliksa Dzierżyńskiego o uwzględnienie jedynej naszej - mojej i siostry Aldony prośby a mianowicie prośby o ulżenie losu bratankowi mej żony Władysławowi Nowickiemu synowi Aleksandra, odbywającemu dożywotnią karę więzienia w Rawiczu. Nowicki już odsiedział cztery lata[3]”, a także Aldony. Pisała: „Kocham go jak własnego syna, a wiec przez pamięć niezapomnianego brata mego Feliksa Dzierżyńskiego, błagam Obywatela Prezydenta o łaskę darowania życia Władysławowi Nowickiemu [4]”.
 
W 1949 roku, za przynależność do AK i WiN oraz za bardzo brawurową i nieprzemyślaną ucieczkę z kraju wraz z członkami rozwiązanej organizacji WiN, Władysław Siła-Nowicki został skazany na karę śmierci. Prezydent Bierut w drodze łaski tylko jedynemu z karę śmierci na dożywotnie więzienie. Był to  Władysław Siła-Nowicki[5], pozostali nie mieli takiego szczęścia. 7 marca 1949 roku wykonano wyrok na wszystkich oskarżonych oprócz Władysława Siły-Nowickiego, któremu wyrok zamieniono na dożywocie. Bardziej prawdopodobne niż interwencja Aldony są inne powody złagodzenia kary. Wyszedł na wolność w 1956 roku na mocy amnestii i został zrehabilitowany rok później. Otrzymał też spore odszkodowanie.
 
Aldona dzięki znajomości z Tadeuszem Daniszewskim wielokrotnie interweniowała u niego, aby za jego wstawiennictwem załatwić różne, ważne sprawy jej najbliższej rodziny i znajomych. Starała się większe, dwupokojowe mieszkanie dla rodziny składającej się z pary dorosłych, chorej na serce 70-letniej matki jednego z nich i rocznego dziecka gnieżdżących się w małym pokoju bez dochodzącego do okien słońca. Przeważnie zwracała się do niego w poważnych sprawach życiowych, egzystencjalnych związanych np. z przymusowym dokwaterowaniem obcych osób.
 
Od nich nie była też wolna Aldona, gdyż pracownicy Biura Kwaterunkowego zarzucali jej, że mieszka  mieszkanie w metrażu przekraczającym ówczesne normy mówiac, że koniecznie należy kogoś jej do mieszkania na Rembielińskiej w Łodzi zameldować. Dlatego i we własnej sprawie wykorzystywała powiązanie rodzinne z bratem otrzymując pisemne zapewnienie, że do jej mieszkania nikogo dokwaterować nie można, ponieważ mieszkanie to zostało przyznane Aldonie Kojałłowiczowej w trybie specjalnym przez KŁ PZPR.
 
Z Biurem Kwaterunkowym miała również przejścia mieszkająca w Warszawie Janina Dzierżyńska Podgórska, córka Justyna, gdyż w 1950-tym roku dokwaterowano jej do osobiście wyremontowanego, skromnego mieszkania cztery osoby. Po batalii urzędowych pism, pomimo  uzyskania pozytywnej decyzji od kwaterowania ich, przez długi czas nie znaleziono lokali dla tych osób. 12 czerwca 1951 roku Janina Dzierżyńska wysłała skargę do Prezydenta Bieruta. W sierpniu napisała w tej sprawie do Tadeusza Daniszewskiego. W międzyczasie trzy osoby wyprowadziły się z jej mieszkania, pozostała jedna. List interwencyjny Janiny poparła pisemnie Aldona.
 
W lutym 1954 roku koszmar zakwaterowania obcych osób pojawił się ponownie wraz z pismem z Wydziału Kwaterunkowego mówiącym, że do 18 metrowego pokoju w terminie dwóch tygodni zostanie dokwaterowana jedna osoba bez możliwości korzystania z kuchni.
 
W ostatnich latach życia Aldona Dzierżyńska często chorowała. Opiekowała się nią jej córka Maria Staszewska, która sama nie miała wystarczających dochodów. Zarabiała 1100zł przy emeryturze matki 500zł- była to głodowa pensja. Emerytura państwowa przyznana Aldonie była bardziej niż skromna i nie wystarczała na zakup lekarstw i egzystencję na minimalnym poziomie. Dlatego pierwszy polski biograf pierwszego czekisty, wieloletni kierownik Wydziału Historii PZPR Tadeusz Daniszewski występował do sekretarza KC PZPR o zatwierdzenie jednorazowych zapomóg finansowych przeznaczonych na leczenie. Jej córka dostała specjalny, dwutygodniowy urlop, aby mogła zająć się mamą, której stan zdrowia pogarszał się- chorowała na płuca, przeszła dwa niebezpieczne krwotoki. Sprawa jej leczenia i warunków obiła się o łódzki komitet partii. Jej córka zwróciła się z prośbą o zapewnienie opieki pielęgniarskiej do opieki nad mamą.
 
Aldona przeżyła swego drugiego męża Artura Kojałłowicza. Pod koniec swego życia zamieszkała z bratem w majątku w Wylągach. Utrzymywała się z emerytury, której prezydent Bolesław Bierut stosownym nakazem nie nakazał zwiększyć.
Aldona, kobieta wyjątkowo mocno religijna do końca wierzyła w dobro swego brata, którego czasem nazywała „skończonym draniem”. Często prosiła księży o mszę w intencji duszy zmarłego brata. Zmarła w 1966 roku w Łodzi.


[1]   W. Źródlak, Prof. Dr med. Władysław Dzierżyński, Medycyna nowoczesna 17/1, 2011r., s. 227-237, http://www.bazhum.icm.edu.pl/bazhum/.../match2393420004050152409.pdf‎, (odczyt z dn. 20.11.2013r.)
[2]   F. Dzierżyński, Obchody 25 rocznicy śmierci F.D., AAN, 61/V-9, dok. 74
[3]    CA KC PZPR, sygn. 237 V 175, k. 232, rkps.
[4]    T.M. Płużański, Pomnik dla „bandyty”, http://www.asme.pl/106908574154471.shtml, (odczyt z dn. 19.11.2013r.)
[5]    J. Szczepkowska-Szydłowska, Siła-Nowiccy z Wyląg, Wydawnictwo CLIO, Lublin 2003, s. 92
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.