Uczciwy człowiek powinien zabić Stalina

 
Rozdział 79
 
 
 
Od czasu, kiedy zakończyła się wojna domowa, praktycznie od roku 1921-ego, Kraj Rad pozostał bez wroga, do istnienia którego tak bardzo się przyzwyczaił, przeciw któremu walczył i prężył muskuły. W obliczu braku wroga, do którego tak bardzo społeczeństwo się przyzwyczaiło, należało jak najszybciej go znaleźć, a jeśli mimo poszukiwań go nie było, trzeba było wroga wykreować. Po śmierci Lenina, wszystkie chwyty stały się dozwolone.
Brak porozumienia i chęci wspólnego działania wśród członków Komitetu Centralnego coraz ostrzejsze i brutalniejsze repliki zagłuszały najbardziej pilne potrzeby kraju i społeczeństwa. Trocki, Zinowiew, Kamieniew, Rykow, Bucharin i Stalin stali się ofiarami własnej próżności z których tylko jeden miał szansę na zwycięstwo- ten, który nie liczył się z nikim, który wyzbyty był moralności i sumienia. Zabrało Lenina, który potrafił rozmawiać, dyskutować, utrzymać w ryzach najbardziej podłe instynkty, wskazałby drogę i powiedział jak ją przejść. Żadna z tych postaci nie miała tak wielkiego autorytetu ani intelektualnych zdolności ku temu, aby zająć jego miejsce.
        
Rozpędzony pociąg rewolucji stracił maszynistę, który nim kierował. Ci, którzy objęli stery za bardzo nie wiedzieli jak nim sterować, ani jak go zatrzymać. Przecież rewolucja się dokonała, powstało nowe, socjalistyczne państwo, które w wielkim trudzie i przez wielkie wyrzeczenia zaczęło budować swoją potęgę. Nikt jednak nie potrafił zatrzymać tej rewolucji, więc ona z rechotem historii w tle odezwała się głosem Georges’a Dantona, twórcy francuskich Komitetów Rewolucyjnych, mówiąc, że jest ona jak Saturn, który pożera własny dzieci. I faktycznie tak się stało.
 
W opracowaniach i wspomnieniach dotyczących tych burzliwych lat, postać, jak go nazywano „czerwonego kata”, „rycerza industrializacji” – Feliksa Dzierżyńskiego jest ledwo zauważalna, niknie gdzieś w tle wydarzeń, walki wszystkich ze wszystkimi. Ogromny trud Dzierżyńskiego włożony w nierówną, acz zwycięską walkę o utrzymanie zdobyczy rewolucji jest bezsporny. Jednak na arenie wielkiej polityki rosyjskiej lat dwudziestych, postać Dzierżyńskiego ginie, gdyż zainteresowanie głównymi rozgrywającymi będącymi na świeczniku wydarzeń zajmowało uwagę znacznie bardziej niż mozolne budowanie kraju od podstaw.
 
O ile jego działalność rewolucyjna i sukcesy w organizacji i działaniu Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji są pobieżnie znane i podparte niepodważalnymi dowodami, tak jego działalność na stanowisku Przewodniczącego Gospodarki Narodowej tonie jedynie w tysiącach nudnych, fachowych dokumentów, przemówień i nie jest tak spektakularna jak wyławianie spiskowców z morza kontrrewolucji.
 
Tymczasem jego ostatnia praca była najważniejszą ze wszystkich, dotyczyła bowiem najtrudniejszej walki, jaką było budowanie gospodarki kraju wymagającej szerokiej i szczegółowej wiedzy, delikatności, rozwagi i pomysłowości, zwłaszcza w okresie tak wielkich niedoborów i praktycznego odcięcia kraju od reszty świata. Był to również okres jego największych sporów w czasie powstania frakcji opozycyjnej negującej jego, jak okazało się z perspektywy lat, słusznej linii działania.
 
Śmierć Feliksa Dzierżyńskiego zdecydowanie ułatwiła Stalinowi realizację swych doskonale skrywanych planów. Zabrakło człowieka, którego argumenty potrafiły obrócić w pył intelektualnie nie najbystrzejszego, ale doskonale zamaskowanego rodzącego się tyrana. Bardzo szybko w propagandzie stalinowskiej uczyniono z Dzierżyńskiego mit „Rycerza Rewolucji”, „Żelaznego Feliksa”, „Karzącego miecza rewolucji” skrzętnie chowając jego ludzką stronę pełnej odwagi, determinacji, współczucia, wrażliwości, prostolinijności, uczciwości i wierności zasadom Lenina. Z całego bogactwa jego osoby pozostawiono jedynie wizerunek przewodniczącego WCzK. powoli, acz skutecznie go zakłamując przez kreowanie go na okrutnego i bezwzględnego pogromcy wrogów ludu. Propaganda ta była tak bardzo skuteczna, że pozostała żywa do dziś, a całe społeczeństwa i kolejne pokolenia uwierzyły w kłamstwo.
 
Postać Dzierżyńskiego stałą się zupełnie bezbronna w obliczu olbrzymiej władzy Stalina i jego zapędów pisania historii od nowa. W świadomości ludzi Feliks Dzierżyński stał się plastyczna masą formowaną przez Stalina na jego własne potrzeby. Z powodzeniem wymazał go z kart historii rozparcelowując jego czyny na bardziej użytecznych mu ludzi. Być może już wtedy, kiedy zbliżał się dzień śmierci Dzierżyńskiego, Stalin myślał nad tym, jak sprzedać publiczności krajowej i zagranicznej fakt aresztowania Dzierżyńskiego, gdyby śmierć go od tego nie wybawiła. Nie byłoby to trudne, ponieważ pierwszy zarzut dotyczący narodowości Feliksa brzmiałby: udział w spisku na rzecz Polski, czyniąc z Żelaznego Feliksa zdrajcę. Dokładając do tego liczne dowody jego pomocy Polakom, mógłby stworzyć całkiem przekonywujący argument, którego koniec oparłby się o rozstrzelanie.
 
Wyrugowanie z pamięci Feliksa Dzierżyńskiego miało jedno ze swoich oblicz w 1932 roku, kiedy Wiaczesław Mienżyński skierował pismo do Stalina. Pisał: „Specyficzne warunki pracy organów OGPU wymagają od zespołów operacyjnych siły woli, inicjatywy, bezgranicznego oddania partii i rewolucji, osobistego męstwa i często wiążą się z narażeniem życia. W większości wypadków te wyjątkowe zasługi dla rewolucji poszczególni funkcjonariusze oddają w okolicznościach, których nie da się porównać do bojowych w sensie ogólnie przyjętym, wskutek czego wielu pracowników OGPU, mimo zasług, nie zostało wyróżnionych najwyższym odznaczeniem –Orderem Czerwonego Sztandaru. W tej sytuacji kolegium OGPU prosi o ustanowienie Orderu Feliksa Dzierżyńskiego przy okazji obchodów 15 rocznicy WCzK-OGOU. Order Feliksa Dzierżyńskiego przysługiwałby pracownikom i służącym w wojskach OGPU, poszczególnym jednostkom wojskowym OGPU i Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej oraz obywatelom ZSRR wybitnie zasłużonym w walce z kontrrewolucją[1]”.
 
Order miał postać płaskorzeźby przedstawiającej Feliksa Dzierżyńskiego na tle czerwonej gwiazdy, a całość otoczona miała być liśćmi laurowymi koloru stalowego. Nie znamy powodów, dlaczego Stalin nie zgodził się na ustanowienie tego odznaczenia. 
Lata mrówczej pracy Dzierżyńskiego na rzecz świata robotniczego, a w późniejszym okresie dla poprawy transportu i rozruszania gospodarki toną w niepamięci pozostawiając jedynie obraz krwawego Feliksa, któremu chętnie przypisywało się krew wylaną przez innych zarówno w czasie jego przewodnictwa, jak i po jego śmierci. I tylko czasami wspomina się to, jak wiele dobrego zrobił dla radzieckich dzieci.
 
Wraz z uczynieniem z Dzierżyńskiego nieustraszonego czekisty, wyparto z pamięci wartości, którymi się w życiu kierował. Po jego śmierci nic, czemu poświęcił życie, nie było już takie jak za jego życia- ani służby bezpieczeństwa, ani gospodarka. Wraz z jego śmiercią zapomniano o tym, że był człowiekiem szalenie porządnym i uczciwym, zarazem skromnym, który z ogromu swej władzy nigdy nie korzystał dla własnych potrzeb. 
 
Zmiany jakie zaszły w GPU były odwrotnością zamierzeń i działań Dzierżyńskiego. Pamiętając ograniczenia praw i działalność WCzK oraz redukcje wielu etatów i jednostek powiatowych tej instytucji, po śmierci Dzierżyńskiego przybrały odwrotny kierunek. Po mianowaniu na stanowisko Przewodniczącego GPU Wiaczesława Mienżyńskiego, faktycznym szefem tego resortu stał się Gienrich Jagoda, gdyż Mienżyński nie był w stanie kontrolować całej pracy aparatu będąc już człowiekiem poważnie schorowanym.
 
Jagoda będąc pod niezaprzeczalnym wpływem Stalina przekształcił GPU w organ totalnej represji nie wahający się przed fałszowaniem dokumentów i fałszywymi oskarżeniami w walce przeciwko tak zwanej burżuazyjnej inteligencji, specjalistom wojskowym i technicznym. GPU w miarę upływu lat zyskiwała coraz szersze uprawnienia pozbawionej jakiejkolwiek kontroli. Czterokrotnie podwyższono płace pracowników NKWD w stosunku do analogicznych resortów państwa. Pracownicy tej instytucji mieli nieograniczony dostęp do domów wypoczynkowych, służby zdrowia i mieszkań w najlepszych dzielnicach. Rozbudowano potężną siatkę informatorów ogarniającą praktycznie wszystkie instytucje od fabryk po biblioteki i urzędy. Jakby było mało władzy, NKWD posiadało również wydział kontrolujący poczynania członków Komitetu Centralnego WKP(b).
        
Na XV Zjeździe WKP(b) wydalono z partii Trockiego, Zinowiewa, Kamieniwa, Piatakowa i około 70 innych osób. W całym kraju rozpoczęło się polowanie w szerach partii na przedstawicieli opozycji. Cześć z nich, jak Zinowiew i Kamieniew, podporządkowała się uchwałom zjazdu i zostali na nowo przyjęci na łono partii. Niepokorni zostali aresztowani i osadzeni w specjalnych więzieniach politycznych, tzw. politizatorach lub zostali zesłani w głąb kraju. Powoli rozkręcał się system represji. W styczniu 1928 roku Lew Trocki został wywieziony, mimo protestów własnych i jego zwolenników do Ałma Aty. Pozbywszy się opozycji, droga do nieograniczonej władzy została dla Stalina, którego Trocki nazywał „najwybitniejszą miernotą naszej partii[2]” a Zinowiew „wodzem na skalę powiatową[3]”, otwarta.
        
Rok 1928 to przede wszystkim początek publicznych, fikcyjnych procesów sądowych, którego ofiarami stali się przede wszystkim starzy, uznani bolszewicy i specjaliści wielu dziedzin nauki i techniki piastujący odpowiedzialne stanowiska w przemyśle. Pierwsza sprawa, tzw. „sprawa szachtyńska” została stworzona na potrzeby propagandy ukazującej czujność rządu. Została nakręcona spirala wzajemnej podejrzliwości wszystkich wobec wszystkich. Oskarżenia w tej, a także w kolejnych „aferach” były często absurdalne.
Cały proces sądowy oscylował między absurdem, a paranoją pozbawionego leków schizofrenika. Wśród kolekcji oskarżeń o celowe nieracjonalne zakupy maszyn, kontakty z zagranicą, z byłymi właścicielami zakładów był też zarzuty szpiegostwa i sabotażu na wielką skalę, a w miarę upływu czasu kalejdoskop zarzutów zmierzał w kierunku niedorzeczności.
 
Wszystkie powiązania oskarżonych osób, które w większości przypadków spotkały się dopiero na sprawie sądowej zostały ustalane podczas niekończących się przesłuchań, podczas których tych, którzy nie mieli woli współpracy, poddawano torturom przebywania doby w na zmianę lodowatej i gorącej wodzie, czy trzymani byli bez snu przez kilka dni z rzędu, bici, poniżani i szantażowani. W miarę pojawiania się kolejnych „afer” środki użyte do wydobycia zeznań stawały się coraz bardziej przerażające. W przypadku, kiedy przesłuchiwany nie chciał obciążyć siebie ani innych ludzi zeznaniami, przyprowadzano niewinnego człowieka i grożono zabiciem go, jeśli przesłuchiwany nie zacznie mówić. Gdy go zabito, obarczano śmiercią przesłuchiwanego.
        
Spirala mrocznego absurdu nakręcała się. W 1930 roku ogłoszono rozbicie nielegalnej Partii Chłopów Pracujących, w skład, którego wchodzili wybitni naukowcy, inżynierowie i przemysłowcy, a których zadaniem było wywołanie przy pomocy obcych państw kontrrewolucji w Związku Radzieckim. Ciekawostką jest to, że partia ta, podobnie jak Związkowe Biuro Mieńszewików, będą wymysłem GPU, wymysłem tak doskonałym, że nawet Trocki w kilka lat po zakończeniu procesów sądowych działaczy tych ugrupowań, święcie wierzył w to, że były prawdziwe miały.
 
W tych zadziwiających procesach, prokurator czy oskarżyciel publiczny nie przedstawiał sądowi absolutnie żadnych dowodów powiązań i winy, nie tworzono iluzji posiadania prawdziwych, obciążających dokumentów. Oskarżenie opierało się wyłącznie na przyznaniu do winy wszystkich osądzanych, którzy oskarżali się nawzajem dodając do swych urojonych ugrupowań realnych ludzi wskazanych przez śledczych. Sprawy sądowe były farsą, zmieniano zeznania, prokurator naprowadzał oskarżonych na „właściwe” tory zeznań, zarzucano oskarżonym działania pod wpływem chęci przyjęcia korzyści majątkowych. Dochodziło do absurdalnych oskarżeń tj. o kontakty z byłym wielkim kapitalistą rosyjskim Riabuszyńskim, który od dawna nie żył. W takich samych procesach można było ponieść karę za zbyt optymistyczne założenia planu rozwoju fabryki.  O procesach sądowych nie można powiedzieć, że były grubymi nićmi szyte. One były szyte linami cumowniczymi wielkich tankowców.
        
Na ławach oskarżonych siedzieli wybitny językoznawca Winogradow, światowej klasy specjaliści inżynierii pracujący w najważniejszych radzieckich zakładach przemysłowych o znaczeniu strategicznym N. Ładyżewski, A. Wieliczko, specjalista upraw ziemniaka A. Lorch, filozofowie, fizycy, chemicy, botanicy i historycy. W ich sprawie interweniował Anatol Łunaczarski przeciwstawiając się czystkom na uczelniach, starając się wydobyć z więzień naukowców- z różnym skutkiem.
        
Wyroki w tych sprawach były równie absurdalne co procesy, ale o ile w „sprawie szechtyńskiej” można powiedzieć, że były łagodne, bo oscylowały między 4 a 10 latami zesłania lub więzienia, tak w kolejnych procesach padały wyroki śmierci. Część ofiar tego spektaklu po odbyciu kary powróciło do swojego dawniejszego życia ciesząc się uznaniem i rozwijając swoje badania. Część po odzyskaniu wolności, po kilku latach została ponownie aresztowana. Stalin osiągnął swój cel. Zbudził do życia ostracyzm społeczny piętnujący tzw. burżuazyjną inteligencję. Życie specjalistów, które miało swój niesłychany wzlot w czasach Dzierżyńskiego, który z wielką energią wspomagał wszystkich specjalistów i naukowców zapewniając im jak najlepsze warunki do życia i pracy bez względu na pochodzenie czy karierę z czasów carskich, teraz ich życie ocierało się o śmierć lub życie z piętnem hańby i zdrady. Wielu z nich nie zostało zrehabilitowanych do dziś.
        
Paradoksalnie Stalin przejął postulaty niedawnej opozycji kierując politykę przeciwko warstwom bogatym, czyli przeciw kułakom i nepmanom. Wcześniejsze zapewnienia Lenina o ciągnących się dekadami podwójnych ścieżkach rozwoju elementów gospodarki kapitalistycznej i socjalistycznej, jako najbardziej odpowiednich w tych warunkach, przestały mieć znaczenie.
 
Zaproponowano podniesienie podatków od zysków dochodzących czasami do 90%. W rezultacie właściciele bogatszych firm zaczęli wyzbywać się towarów i zamykać interesy, kułacy przestali obsiewać pola. Wartość rubla na rynkach światowych spadała, dlatego kto mógł, wymieniał pieniądze na złoto. Jednak i ci nie uszli uwadze GPU mającej doskonałe rozeznanie, kto ile złota posiada, dlatego często aresztowano byłych biznesmenów i wypuszczano dopiero wtedy, kiedy jego rodzina oddała złoto.
 
Taka zmiana polityki wywołała ogromną falę niezadowolenia. Jej rezultat był łatwy do przewidzenia. Stalin był wielokrotnie ostrzegany, przed zbliżająca się katastrofą, jednak parcie na uprzemysłowienie kraju, do którego potrzebne były dewizy pochodzące z eksportu zboża i rekwizycji sprawiło, ze zupełnie je ignorował. Represje podatkowe w połączeniu z wdrożeniem przymusowej kolektywizacji wsi zaowocowały załamaniem się rynku rolnego, drastycznym zmniejszeniem produkcji i w efekcie głodem, pomimo tego, że lato przyniosło niesłychany urodzaj.
 
Pierwsze oznaki fali głodu widoczne były w miastach. Wprowadzono system reglamentacji żywności i blokadę swobodnego podróżowania wprowadzając dowody osobiste dla mieszkańców miast. Chłopi kart identyfikacyjnych nie dostawali, nie mogli więc legalnie przemieszczać się do miast, a ci, którym to się udało, nie mogli zdobyć pożywienia nie posiadając kartek na żywność.
 
Walka z kolejną fala głodu mająca miejsce w latach 1932-1933 nie była podobna do tej, pełnej zaangażowania władzy sprzed dekady. Nie wystąpiono o pomoc dla głodujących guberni Związku Radzieckiego. Obowiązywała blokada informacji i samym głodzie i jego rozmiarach, wręcz negowano jego fakt. Nie organizowano pomocy nawet w samym kraju ani nie tworzono odpowiednich instytucji niosących pomoc głodującym z zagranicy, nikt też nie zajmował się głodującymi dziećmi. Ilość ofiar głodu ocenia się na około pięć milionów. Pięć milionów powolnie umierających ludzi.
 
Po głodujących miastach przyszła kolej na wsie. Nieposłusznych chłopów, którzy ukrywali produkty aresztowano. Wielu nie wróciło już do domów. Zaprowadzony bezwzględny terror rękami OGPU sprowadzający się do tortur, upokarzających przesłuchań i bicia. Naturalnie represje te budziły sprzeciw wielu bolszewików, którzy w swojej naiwności starali się interweniować u samego Stalina. Byli przekonani, że Stalin nie wie, jakimi metodami traktowana jest wieś. Roman Tieriechow, jeden z sekretarzy Komitetu Centralnego Ukrainy usłyszał od Stalina z właściwą mu kurtuazją i dyplomacją po przedstawieniu raportu z sytuacji głodujących wsi prosząc o wsparcie w postaci kontyngentu zboża na dla swojego regionu: „Mówiono nam, towarzyszu Tieriechow, że jesteście dobrym mówcą, okazuje się przede wszystkim, że jesteście przede wszystkim świetnym gawędziarzem- wymyśliliście oto bajkę o głodzie, chcieliście nas zastraszyć, ale wam się nie uda! Czy nie lepiej byłoby zrezygnować ze stanowiska sekretarza Komitetu Obwodowego i KC KPU i wstąpić do Związku Pisarzy; będziecie pisać bajki, a durnie będą je czytać[4].” O ile poprzednia fala głodu wynikała z suszy, braku odpowiednich narzędzi rolniczych i fatalnego, zrujnowanego transportu po wojnie domowej, głód lat 1930-1931 był ordynarnym lekceważeniem ekonomii, ludzkiego życia i bezduszności Stalina.
 
W tych latach skończyła się też era swobód autonomicznych licznych radzieckich republik. Sukcesywnie Stalin, były Komisarz Ludowy Spraw Narodowościowych rozliczał się ze wszystkimi dotychczas nieposłusznymi mu przedstawicielami władz, ograniczał ich prawa pod pozorem walki z nacjonalizmem.
 
W 1931 represje dotknęły historyków badających historię bolszewizmu oraz ludzi zajmującymi się pokrewnymi dziedzinami. Niepokornych wyrzucano z instytutów naukowych, reorganizowano wydziały. Za najmniejsze odchylenia piętnowano naukowców, wyolbrzymiano nieścisłości nazywając je wrogimi mieńszewickimi odchyleniami. Innymi słowy Stalin dążył do tego, aby samemu pisać historię partii.
 
Represje nie ominęły także pisarzy i dramaturgów. Stały się one zaczątkiem kreowania Stalina na wodza wszech czasów, genialnego przywódcę, któremu przypisywano olbrzymie zasługi w budowaniu państwa radzieckiego równocześnie chowano w zapomnienie wszystkie jego potknięcia, jak chociażby wkład w porażkę wojny polsko bolszewickiej. Nie wiele trzeba było wkładu, aby uznać marksizm jako religię, a Stalina za jej boga.
 
W drodze do samowładztwa przeszkadzał mu jeszcze Komitet Centralny partii nie zawsze popierający jego decyzje. Często dzięki jego interwencji blokowano radykalne propozycje Stalina. Zawiązywały się niewielkie grupy oporu będące wyrazem niezadowolenia z ówczesnej polityki, jednak nie potrafiły one wyłonić reprezentanta, który podjąłby się otwartej walki ze Stalinem. Podczas głosowania nad nowym składem KC, Stalin zajął ostatnie miejsce, przeciwko niemu głosowało aż 270 delegatów. Prawdziwych wyników nie ogłoszono publicznie, Stalin i tak wszedł w skład KC.
 
W latach trzydziestych oprócz wewnętrznych wrogów i wichrzycieli stalinowskiego porządku doszedł jeszcze jeden straszak- rosnący w siłę faszyzm. W związku z tym wielu dotychczasowych oponentów Stalina złożyło samokrytykę mniej lub bardziej szczerą uważając, że partyjne spory należy odłożyć na bok i zjednoczyć się przeciwko nowemu wrogowi. Zrobił tak Kamieniew, Zinowjew oraz Bucharin. Szczególnie oddany Stalinowi Kliment Woroszyłow zapewniał przed nim o całkowitej kontroli nad Armią Czerwoną, a Gienrich Jagoda oddał mu we władanie całe GPU. Stalin stał się niewyobrażalnie silny. O ile Lenin czy Dzierżyński odznaczali się umiejętnością niekorzystania ze swej władzy, tak Stalin dążył do władzy absolutnej pragnąc mieć niekontrolowany wpływ na wszystko co miało miejsce w kraju.
 
Jeżeli nie udawało się Stalinowi osiągnąć swych celów drogą oskarżeń, nie wahał się użyć znacznie bardziej drastycznych środków. 1 grudnia 1934 roku Siergiej Kirow został zamordowany na ulicy strzałem w tył głowy. Kirow był do tego stopnia lojalny wobec Stalina, że kiedy opozycja zaproponowała mu objęcie stanowiska Stalina, odmówił i natychmiast podzielił się tą informacją ze Stalinem. Kirow cieszył się wielkim szacunkiem w partii, miał dość szerokie wpływy, cechował się prostolinijnością, miał świetny kontakt z robotnikami, których często odwiedzał w zakładach pracy, dlatego postrzegany był jako potencjalny następca Stalina. Jego przyjaźń i lojalność wobec wodza była jednak jednostronna. Wokół tego zabójstwa krąży wiele mitów. Niektóre prowadzą prosto do OGPU. Od daty zabójstwa Kirowa datuje się rozpoczęcie wielkiej czystki w aparacie władzy.
 
Równie niewyjaśnione do końca okoliczności towarzyszą śmierci dowódcy ochrony Kirowa, Borisowa, który wieziony na przesłuchanie został zakatowany, a winę zrzucono na wypadek samochodowy z udziałem ciężarówki, która go wiozła. Zaraz po tym zabójstwie zlikwidowano osoby, które zlikwidowały Borisowa. Trzy lata później rozstrzelano również osoby z kierownictwa NKWD, które prawdopodobnie kierowały zabójstwami.
 
Na wydanie dekretu przez Stalina o zaostrzeniu prawa karnego w sprawach przeciwko przedstawicielom władzy nie trzeba było długo czekać. Według niego śledztwo mogło trwać nie dłużej niż dziesięć dni, rozprawy powinny odbywać się bez stron procesowych, wyroki powinny być wykonywane natychmiast po ogłoszeniu, a aktów łaski nie należało uwzględniać. Od tej pory Stalin zaopatrzył się w instrument dający mu prawo do eliminacji wszystkich, którzy zagrażali jego pozycji lub po prostu byli niewygodni.
 
Tak też było w sprawie zabójcy Kirowa, Nikołajewa, któremu dokooptowano wspólników z wymyślonego „ośrodka leningradzkiego”. Sugerowano znacznie większy plan tej organizacji mający na celu zabójstwa innych działaczy partyjnych w tym i Stalina. Sugerowano również, że w ten skrytobójczy plan zaangażowany był Zinowjew. Pomimo całkowitej rozbieżności zeznań oskarżonych, wszystkich skazano na karę śmierci i wyroki wykonano. Nad Zinowiewem zawisły czarne chmury.
 
W kolejnym roku aresztowano wielu działaczy partyjnych oskarżając ich o spisek, a głównymi aktorami tragicznej komedii byli Zinowjew i Kamieniew, którzy jakoby mieli maczać palce w zabójstwie Kirowa dążąc do przejęcia władzy. Pomimo tak ciężkich oskarżeń i żądania prokuratora kary śmierci, sąd nie znalazł nawet cienia dowodów i skazał ich na kary od pięciu do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Represje dotknęły również mieszkańców Leningradu o pochodzeniu szlacheckim, dawnej inteligencji, dawnych kupców i generalnie wszystkich „dawnych”, których zaczęto na mocy nakazu wywozić w głąb kraju.
 
Spirala represji dotknęła również rodziny oskarżonych, ich znajomych czy sąsiadów. W tym czasie nawet dzieci od lat dwunastu odpowiadać zaczęły na „błędy” swych rodziców. Rozpoczęło się wielkie przepraszanie na forum zebrań partyjnych, każdy pragnął dokonać aktu skruchy za cokolwiek, co choćby w najmniejszym stopniu niezgodne było ze stalinowska linią partii. Przepraszano nawet za sąsiedztwo z oskarżonym byłym mieńszewikiem, który działalność polityczną porzucił kilka lat temu. Rozpoczęła się psychoza strachu. Do więzienia trafił miedzy innymi Władimir Niewski dyrektor Państwowej Biblioteki Publicznej za odmowę zniszczenia ówcześnie zakazanej literatury. Gama zarzutów została powiększona o tak absurdalne oskarżenia jak niezachowanie czujności czy rozkład moralny.
 
W 1936 roku rozpoczął się ponowny proces dotyczący tak zwanego „trockistowsko-zinowjewowskiego ośrodka terrorystycznego”, na którym szesnastu oskarżonych nie tylko przyznawało się do winy twierdząc, że stali się nie tyle anty bolszewikami, ale nawet faszystami. Ci, którzy nie przyznawali się do winy, byli demaskowani przez pozostałych oskarżonych. Tak jak w poprzednich procesach, nie okazano żadnych konkretnych dowodów spisku, winy, a proces opierał się na narzuconych wcześniej scenariuszach wystąpień. Ten skandaliczny proces zakończył się rozstrzelaniem wszystkich oskarżonych.
Artur Artuzow aresztowany  w nocy z 12 na 13 maja 1937 roku stwierdził: „W wyniku wprowadzonego po śmierci Mienżyńskiego kapralskiego stylu kierowania, poszczególni czekiści, a nawet całe ogniwa naszej organizacji, wkroczyli na bardzo niebezpieczną drogę przekształcania się w zwykłych pracowników technicznych aparatu resortu spraw wewnętrznych, ze wszystkimi towarzyszącymi temu wadami, które stawiają nas na jednej płaszczyźnie z nikczemnymi ochranami kapitalistów[5]”.
 
Artur Artuzow był świadomy, że wraz z nim, Jeżow chce pogrążyć nieżyjącego już Dzierżyńskiego przypisując mu zarzuty współpracy z polskimi siłami, dlatego w swych ostatnich dniach szczególnie bronił jego czci i pamięci. Będąc mistrzem prowokacji, wykorzystywał swoje zdolności nie dopuszczając stalinowskich oprawców do zbyt śmiałych wniosków. W celi śmierci, dotkliwie pobity, Artur Artuzow napisał swoja krwią na ścianie: „Uczciwy człowiek powinien zabić Stalina[6]”. 21 sierpnia 1937 roku Artur Artuzow został rozstrzelany.
 
Do końca bronił wszystkich dawnych współpracowników Dzierżyńskiego obawiając się, że jeśli Gierich Jagoda, człowiek, z którym od wiecznie był skonfliktowany, dopnie swego i udowodni, że Feliks Dzierżyńskiego był szpiegiem, wielu ludzi spotka ten sam co jego los. Oskarżony między innymi o szpiegostwo na rzecz Polski starał się za wszelką cenę umniejszyć rolę swego byłego podwładnego, również aresztowanego Ignacego Dobrzańskiego- Sosnowskiego, który wcześniej szybko awansował w strukturach WCzK będąc zauważonym i docenionym przez Dzierżyńskiego. W1922 r. został zastępcą szefa 16 wydziału Oddziału Specjalnego GPU w Moskwie jednocześnie ukończył kursy na wydziałach historyczno-filologicznym i filozoficznym uniwersytetu w Moskwie.
 
W grudniu 1925 r. został zastępcą szefa Oddziału Specjalnego Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, by po dwóch latach objąć funkcję sekretarza Zarządu Sekretno-Operacyjnego OGPU. Od lutego 1929 r. był szefem Pełnomocnego Przedstawicielstwa Kontrwywiadowczego OGPU do Spraw Białoruskiego Okręgu Wojskowego oraz jednocześnie zastępcą szefa UPO i wojsk GPU w Białoruskim Okręgu Wojskowym. W połowie sierpnia 1930 r. stanął na czele Oddziału Kontrwywiadowczego Pełnomocnego Przedstawicielstwa OGPU do Spraw Obwodu Centralno-Czarnoziemskiego. Od stycznia 1935 r. w stopniu komisarza bezpieczeństwa państwowego trzeciej rangi pełnił funkcję pierwszego zastępcy szefa Zarządu NKWD Kraju Saratowskiego. 23 listopada 1936 r. został aresztowany.
 
W niedorzecznym procesie został skazany na karę śmierci wykonaną rok później. Jefim Jewdokimow, bliski przyjaciel Stalina na plenum Komitetu Centralnego, podczas którego omawiana była sprawa Sosnowskiego rzekł: „Wystarczy popatrzeć na pysk tego Sosnowskiego – obcy pysk![7]”. Kijakowski, który przeszedł na stronę bolszewików w tym samym 1920 roku co Sosnowski uniknął kary, ale tylko dlatego, że wcześniej zginął w Mongolii.
 
Na podstawie fałszywych zeznań oskarżonych, rzucono cień podejrzenia na kolejnych bolszewików, w tym na Rykowa, Bucharina, Tomskiego i Piatiakowa. Tomski popełnił samobójstwo, ale zanim targnął się na własne życie ostro zwymyślał Stalinowi, który przyszedł z wizytą do jego mieszkania i na koniec wyrzucił za drzwi. Rykowa przed samobójstwem ocaliła rodzina. Wszyscy żyli w psychozie strachu. Cień podejrzenia padł także na Gienricha Jagodę. Zarzucono mu, że spóźnił się z wykryciem spisków o cztery lata, nie był więc dość czujny. Był to cień śmiertelny. 
 
W 1936 roku nowym szefem GPU został Nikołaj Jeżow, niczym szczególnym nie wyróżniający się do tej pory aktywista partyjny, człowiek skromny i życzliwy. Nikt nie spodziewał się tego, na co będzie go stać. Stał się ulubieńcem Stalina, szybko piął się na szczyt partyjnej drabiny, wzbudzając zazdrość dyskredytowanego w tym czasie Jagody. Piastując najwyższą funkcję w NKWD, bardzo interesował się pracą aparatu, szczególnie wydobywaniem zeznań. Szczególnie troskliwie pomagali mu w opanowaniu wiedzy starzy czekiści, tacy jak Stanisław Redens, były sekretarz Dzierżyńskiego. Społeczeństwo odebrało tę nominacje jako krok do złagodzenia terroru. Zaiste, pozostałe miesiące odznaczyły się względnym spokojem, swoistą ciszą przed burzą, która miała miejsce w 1937 roku.
 
Oskarżenia o szpiegostwo, dążenie do pogrążenia ZSRR w spodziewanej wojnie z Niemcami, przynależność do tak zwanego „ośrodka równoległego” nie ominęły byłych współpracowników Dzierżyńskiego i ludzi, z którymi się przyjaźnił. Z ławy oskarżonych zeszli już Piatakow, Serebriakow, Radek, Rykow i Bucharin, a także niedawny śledczy GPU, który spełnił swoja rolę i przestał być wygodny- Gienrich Jagoda, oskarżany między innymi o uśmiercenie swego poprzednika Wiaczesława Mienżyńskiego, który w ostatnim słowie, jak przytacza Boris Bażanow na pytanie sędziego: „-Czego to żałuje szpieg i przestępca Jagoda? - odpowiedział- Bardzo żałuję... Bardzo żałuję, że wtedy, kiedy mogłem to zrobić, wszystkich was nie rozstrzelałem [8]”.
 
Koniec życia Bucharina pełny był osobistego dramatu. Wiele razy pisał listy do Stalina nigdy nie doczekawszy się odpowiedzi. Usiłował zastrzelić się, ale próby kończyły się na histerycznym płaczu. Bał się wychodzić z domu. Stalin gnębił go sprzecznymi informacjami doprowadzając go na skraj załamania nerwowego. W swoim ostatnim liście, którego treść kazał nauczyć się żonie na pamięć, a zapis spalił, wystawił świadectwo Feliksowi Dzierżyńskiemu: „Czuję swą bezsilność wobec wyposażonej w ogromną siłę machiny, która, posługując się najwyraźniej metodami średniowiecza, fabrykuje oszczerstwa działając śmiało i pewnie. Nie ma już Dzierżyńskiego. Stopniowo znikły świetne tradycje CzeKa, kiedy to rewolucyjna idea przyświecała wszystkim jej działaniom, usprawiedliwiała srogość wobec wrogów, chroniła państwo od wszelkiej kontrrewolucji. Dlatego organy CzeKa zasłużyły sobie na szczególne zaufanie i cześć, na autorytet i szacunek. W dzisiejszych czasach tak zwane organy NKWD stały się przede wszystkim zbiorowiskiem bezideowych, zdemoralizowanych, dobrze sytuowanych urzędników, którzy wykorzystując były autorytet CzeKa, dla dogodzenia chorobliwej podejrzliwości Stalina- żeby nie powiedzieć, iż w pogodni za orderami i sławą- dopuszczają się nikczemnych postępków(…) [9]”.
 
Czystki nie ominęły pozostałych pracowników OGPU. Martin Łacis, Jakow Peters, Mieczysław Łoganowski, Stanisław Messing podzielili los Romana Pilara, który został rozstrzelany 11 lipca 1937 roku po oskarżeniu między innymi o to, że strzelając do siebie w 1920 roku poddał się Polakom.
 
Fiodor Fomin, zasłużony czekista, szef kaukaskiego OGPU, który towarzyszył Dzierżyńskiemu podczas jego urlopu w Kisowłodsku nie uszedł aresztowaniu, jednak nie został rozstrzelany. Masowo aresztowano śledczych, podejrzenia o zdradę padały w najmniej oczekiwanym momencie i zupełnie bezzasadnie. Wielu z nich popełniło samobójstwo, tak jak Czertok, który zasłynął brutalnym przesłuchaniem Kamieniewa, na widok wchodzących do jego mieszkania agentów, wyskoczył przez okno zabijając się na miejscu.
 
Eduard Berzin, o którym wielokrotnie była mowa w tej książce, były dowódca strzelców łotewskich, organizator pierwszych gułagów na Kołymie został podobnie jak inni rozstrzelany, tak jak i Jan Berzin- twórca radzieckiego wywiadu wojskowego, który na kilka dni przed wyrokiem dostał nominację na doradcę rządu republikańskiego w Hiszpanii.
Okrutny koniec nie ominął byłego sekretarza Feliksa Dzierżyńskiego, Stanisława Redensa, pomimo jego wątpliwych zasług w 1937 roku, kiedy kierował represjami w Moskwie będąc szefem  moskiewskiego NKWD. Nie uchroniły go koligacje rodzinne z samym Stalinem. Jego żona była siostrą drugiej żony Stalina Nadieżdy Alliłujewej. W ostatnich latach swojego życia czuł się mocno zdegustowany rozmiarami czystek.
 
Przebywając z Ałma Acie współpracował ze swoim zastępcą Michaiłem Szrejderem, ostatnim „czystym czekistą” wiernym ideałom Dzierżyńskiego, jak samego siebie nazwał w swoich wspomnieniach. Panowie zaprzyjaźnili się, ich rodziny wzajemnie się odwiedzały. Obaj panowie wyczuli, że towarzyszą im te same refleksje, nie mogli uwierzyć, że szpiegów, spiskowców i wrogów ludu jest tak wielu, że dzieje się jakiś zły sen, niedorzeczny i potworny. Sami byli w nim uwikłani stojąc oko w oko ze zbrodniami stalinowskimi. Pewnego wieczoru wybrali się za miasto, kazali kierowcy zatrzymać samochód, poszli na spacer. I kiedy byli już w wystarczającej odległości, aby szofer nie mógł usłyszeć ich rozmowy, mogli zacząć rozmawiać szczerze. Dyskutowali o zbrodniach, jakie dzieją się wokół nich, o niepewności i o strachu, o tym, do czego są zmuszeni robić aresztując dawnych znajomych, kolegów, przyjaciół. Na koniec rozmowy Stanisław Redens rzekł: „Gdyby Feliks Edmundowicz dzisiaj żył, kazałby nas rozstrzelać za to, jak pracujemy [10]".
 
Szrejder nieostrożnie poważył się napisać list do Jeżowa wstawiając się swym kolegą z NKWD i aresztowanym studentem będącym kuzynem swej żony. W odpowiedzi Jeżow wysłał Redensowi nakaz aresztowania Szrejdera. W tej ciężkiej chwili powiedział mu, że on będzie następny. Pod koniec 1938 roku Stanisław Redens został wezwany do Moskwy, tam aresztowany, a następnie w wyniku niedorzecznego procesu został rozstrzelany12 lutego. Jego najbliższy podwładny, Włodzimierz Piotrowski, popełnił samobójstwo.
Michaił Jakubowski w rozmowie z oficerem śledczym powiedział, komentując barbarzyńskie metody przesłuchania: „za czasów Dzierżyńskiego byłyby nie do pomyślenia, śledczy roześmiał się i orzekł: Też macie kogo wspominać! Dzierżyński- to miniony etap w rozwoju naszej rewolucji [11]”.
 
Podobną drogę, którą przeszedł Bucharin, żyjąc w permanentnym strachu i niepewności przeszedł również Władimir Antonow-Owsiejenko, którego syn gościł wielokrotnie w domu Dzierżyńskich i przyjaźnił się z Jasiem. Przyjaźń Antonowa-Owsiejenki z Feliksem Dzierżyńskim datowała się jeszcze z roku 1904-ego. Ten zasłużony rewolucjonista, człowiek, który aresztował Rząd Tymczasowy w 1917 roku, związany z opozycja trockistowską do 1928 roku, później ambasador w Czechosłowacji i Hiszpanii został wezwany do Moskwy bez podania przyczyny. Po trzydziestu dniach siedzenia w domu, nie mając żadnej pracy został wezwany do Stalina, który zarzucił mu zbyt samodzielną pracę w Hiszpanii. Po rozmowie Antonow-Owsiejenko odniósł wrażenie, że przekonał do siebie Stalina. Ten zaproponował mu nawet stanowisko w Ludowym Komisariacie Sprawiedliwości. Nie wiedział, że na innym biurku leżał już rozkaz aresztowania Owsiejenki.
 
Andriej Pawłowicz Fiodorow, który ponad dekadę wcześniej sprowadził podstępem Sawinkowa do Rosji, a później kierował zagranicznym wydziałem leningradzkiego Zarządu NKWD nie uszedł uwadze Stalina. Nie on jeden z grupy ludzi tropiących Sawinkowa zmarł tragicznie. Siergiej Wasilijewicz Puzicki nie żył już od trzech tygodni. W 1939 roku został rozstrzelany kolejny uczestnik tej operacji, Syrojeżkin.
 
Wśród dawnych przyjaciół Dzierżyńskiego, którzy zginęli podczas tych makabrycznych czystek nie zabrakło brata Sabiny Feinstein, wieloletniego towarzysza Feliksa, Władysława Feinsteina- Zdziesława Ledera. Zmarł na zapalenie płuc zimą 1937-1938 roku.
Represje polegające na odsunięciu ze swoich stanowisk nie ominęły też innych przyjaciół Dzierżyńskiego, takich jak Gleba Krzyżanowskiego, wysokiej klasy specjalisty, budowniczego radzieckiego przemysłu energetycznego, z którym Dzierżyński współpracował podczas pełnienia funkcji Ludowego Komisarza Komunikacji. Pozbawiono stanowiska Feliksa Kona- działacza rewolucyjnego, który wraz z Dzierżyńskim tworzył Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski w Białymstoku w 1920 roku, Władimira Boncz-Brujewicza- m.in. dowódcę Frontu Północnego podczas ofensywy Korniłowa, Aleksandrę Kołłontaj- zasłużoną i wielobarwną Ludową Komisarz Spraw Społecznych, byłą sekretarkę Lenina Lidię Fotijewą, czy Nikołaja Jemielianowa- robotnika ukrywającego Lenina nad jeziorem Razliw w lecie 1917 roku.
 
Pomimo protestów Nadieżdy Krupskiej w 1935 roku Jemielianow skazany został na karę 20 lat zesłania. Jego rodzina nie uniknęła aresztowania. Uwadze Stalina nie uszedł także Fritz Platten z małżonką, aresztowani w 1937 roku- socjalista, który umożliwił Leninowi powrót do kraju i własnym ciałem ochronił przed kulą zamachowca. Zmarł w jednym z gułagów wyplatając wiklinowe koszyki.
 
Jakub Hanecki- wieloletni przyjaciel i towarzysz Dzierżyńskiego. Ich drogi zaczęły się rozchodzić po śmierci Michaliny Feinstein, jednak w dalszym ciągu współpracowali ze sobą w okresie budowania państwa, aczkolwiek dość ozięble. Hanecki w 1914 roku doprowadził do uwolnienia Lenina aresztowanego w Krakowie pod zarzutem szpiegostwa.  W 1917 roku w drodze powrotnej ze Szwajcarii witał go w Szwecji. Jego zasługą była organizacja dalszego przejazdu Lenina do Piotrogrodu. Pracował w bankowości, handlu zagranicznym i gospodarce narodowej, a także w przedsiębiorstwach rozrywkowych. W jesieni swego życia pełnił funkcję dyrektora Muzeum Rewolucji w Moskwie. W 1937 roku oskarżony o szpiegostwo na rzecz Polski został rozstrzelany. Józef Unszlicht- członek SDKPiL i towarzysz walki Dzierżyńskiego, pełniący w bolszewickiej Rosji odpowiedzialne stanowiska został rok później aresztowany i rozstrzelany. Taki los ominął Piotra Stuczkę, który zajmował się przewodnictwem komisji badającej sprawę buntu eserowców i na prośbę Dzierżyńskiego zajmował się określeniem nieprawidłowości w WCzK, które doprowadziły do tego buntu. Co prawda nie żył już od 1932 roku, ale nie przeszkodziło to Stalinowi ogłoszenie go głosicielem wrogiej ideologii. Aresztowano brata Swierdłowa, Wieniamina, a Anatol Łunaczarski czy Gieorgij Cziczerin przestali mieć wpływ na cokolwiek.
 
Generał Michaił Tuchaczewski został stracony w czerwcu 1937 roku jako zdrajca i szpieg, do czego przyznał się podczas długotrwałych tortur. Na Tuchaczewskim  skoncentorwała się osobista wrogość Stalina, sięgająca czasów wojny polsko bolszewickiej, gdyż to miedzy innymi Tuchaczewski mógł zaświadczyć i udowodnić rolę Stalina w klęsce tej wojny. Śmierć generała rozpoczęła czystkę w Armii Czerwonej napędzoną przez Jeżowa i Woroszyłowa- Klimenta- wyrodnego współpracownika Dzierżyńskiego, o którym Stalin mówił: „Dureń, ale nie pcha się między przywódców[12]”.
 
Nikolaj Krylenko, który w 1922 roku piastował stanowisko Komisarza Sprawiedliwości i domagał się ograniczenia władzy GPU teraz będący oskarżycielem w skandalicznych procesach sądowych, pomimo swych niebywałych zasług podzielił los swych niedawnych oskarżonych. Tym samym czystki rozpoczęły się również w aparacie sądownictwa. Wraz z nim rozstrzelano wielu prokuratorów i sędziów na terenie całego kraju.
 
Nie mniej bezlitosny był Stalin dla działaczy komunistycznych z innych państw. Szczególnie ostre represje dotknęły węgierskich działaczy komunistycznych z Kun Bélą na czele. Równie znaczące straty poniosła Komunistyczna Partia Polski, w tym wielu bliskich przyjaciół Dzierżyńskiego, z którymi przez lata współpracował. Aresztowano Adolfa Warskiego, będącego w tym czasie siedemdziesięcioletnim staruszkiem, a także członków jego najbliższej rodziny, których sprowadził do Moskwy- Władysława Krajewskiego- zięcia i córkę Zosię oraz męża Janiny Warskiej- Henryka Muszkata. Jak wspominał Wacław Solski, Warski podczas aresztowania postradał zmysły. Wydawało mu się, ze aresztowali go hitlerowcy, a na przesłuchaniach mówił tylko po niemiecku.
 
Juliana Leszczyńskiego- Leńskiego, który wraz z Dzierżyńskim siedział w carskim więzieniu, ostatnio pełniącego funkcję sekretarza KC KPP i członka prezydium Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, wezwano z Paryża do Moskwy, gdzie natychmiast dowiedział się o aresztowaniu wielu polskich towarzyszy pod zarzutem, że są prowokatorami i agentami polskiego wywiadu.
 
Leszczyński wrócił do ZSRR nie dowierzając prasie burżuazyjnej o toczących się czystkach. Aresztowany i rozstrzelany został również Edward Próchniak i wielu innych, czołowych polskich komunistów, którzy przed burżuazyjnym rządem Polski schronili się w ZSRR. W tej potwornej dawce makabrycznego absurdu rozwiązano KPP motywując to argumentem, że do struktur partii przedostało się zbyt wielu agentów polskich. Ucierpieli również komuniści łotewscy, estońscy i litewscy, irańscy, tureccy, jugosłowiańscy, bułgarscy, niemieccy, koreańscy, chińscy czy rumuńscy.
 
Ofiarami paranoicznego, ślepego terroru stali się też obcokrajowcy, którzy wcześniej licznie przyjeżdżali do Rosji Radzieckiej zachęceni nowymi szansami rozwoju, badań, nauki jako wysokiej klasy specjaliści, w tym nauczyciele języków obcych czy twórcy wzorowych kołchozów- agronomowie, wykwalifikowani rolnicy poszukujący nowych horyzontów.
Stalin dosłownie wybił całą elitę specjalistów, inżynierów, profesorów, ludzi nauk filozoficznych, pedagogów, konstruktorów uzbrojenia i lotnictwa, pracowników przemysłu hutniczego, górniczego i wielu innych. Dosłownie w każdej dziedzinie życia ubyło najznamienitszych kadr pozostawiając przy życiu biernych, miernych i nic nie znaczących w świecie naukowym ludzi. Wszystko to odbywało się w czasie, kiedy faszyzm rósł w siłę i ją demonstrował. Przy czym aresztowano i sądzono pod najbardziej absurdalnymi zarzutami, przy których oskarżenie o szpiegostwo na rzecz obcej galaktyki wydawałoby się dorzeczne, nie tylko elitę, ale również kadrę średniego szczebla, a nawet robotników.
 
Również świat kultury nie był wolny od „zaciętych wrogów klasy robotniczej”, „szkodników”, „trockistów”. Aresztowano Galinę Serebriakową. Izaak Babel- pisarz, został rozstrzelany. W więzieniu skonał Bruno Jasieński i setki innych pisarzy, poetów, publicystów.
Kula dosięgnęła też Budu Mdiwaniego, którego pamiętamy ze sprawy gruzińskiej, który trwał na stanowisku utrzymania autonomii. Rozstrzelana została Maria Spiridonowa, przywódczyni eserowców przetrzymywana w szpitalach psychiatrycznych. Nie wahano się także aresztować i ukarać leciwych bohaterów „Narodnej Woli”.
 
Samobójstwo popełnił Sergo Ordżonikidze, osaczony wyrokami śmierci jego najbliższych i doprowadzony do załamania nerwowego. Zaraz po tej tragedii aresztowano większą część jego rodziny i krewnych, jego ochronę, a także lekarzy, którzy bez badania wydali orzeczenie lekarskie o samobójczej śmierci, czy dozorcę jego daczy. Podczas dokonanej w jego mieszkaniu rewizji, zabrano wszystkie dokumenty i zawieziono bezpośrednio do gabinetu Berii.
 
W swej niepohamowanej mściwości i strachu przed powstaniem silnej opozycji, Stalin nie wahał się także rozliczyć z dawnymi przeciwnikami, którzy uciekli za granicę. Specjalnie powołana jednostka NKWD śledziła i mordowała byłych członków partii poza granicami Rosji, w tym również czynnych ambasadorów i innych urzędników, którzy po otrzymaniu polecenia powrotu do ZSRR na wypoczynek, zignorowali je.
 
Stalinowska sprawiedliwość dosięgnęła wpierw syna Trockiego- Lwa Siedowa, który zmarł po udanej operacji wyrostka robaczkowego w 1938 roku we Francji. Drugi syn Trockiego, Siergiej pozostający w ZSRR i nie biorący w żaden sposób udziału w polityce, został rozstrzelany. Śmierć z rąk NKWD dosięgnęła następnie samego Trockiego w Meksyku, gdzie końca swych dni oczekiwał w warownym domu z ochroną. Prowokatorem, zdrajcą i mordercą okazał się młody komunista hiszpański Ramon Mercader.
 
W 1939 roku zmarła Nadieżda Krupska, która od lat nie miała już sił na polityczna walkę. Często pisała artykuły do gazet, które przed drukiem wzbogacano o słowa chwalące Stalina. Żyła w wielkim strachu, sponiewierana i bezsilna widząc jak odchodzą lub znikają jej dawni przyjaciele, bliscy jej męża. Według Aleksandra Orłowa: „Wiadomo, że Stalinowi pewnego razu się wymknęło, że jeśli Krupska nie przestanie go krytykować, to partia ogłosi, że to nie ona, lecz stara bolszewiczka Jelena Stasowa była żoną Lenia. Tak- tak- dodał Stalin- partia wszystko potrafi [13]”.
 
Nie wiadomo czy jest to prawda czy anegdota, jednak sformułowanie Stalina jest mu właściwe. Krupska praktycznie od śmierci Lenina żyła w konflikcie ze Stalinem. Bez jej zgody skracano pisma Lenina, ingerowano w jej pracę, wielokrotnie bezkarnie obrażano. Mówiła, że gdyby Lenin żył w 1927 roku, to prawdopodobnie siedziałby w stalinowskim więzieniu[14]. Po jej śmierci Stalin zakazał drukować wznowienia jej książek, a istniejące nakazał zabrać z bibliotek.
 
W 1938 roku miejsce Jeżowa zajął Ławrientij Beria, zaufany człowiek Stalina. Jego zadaniem było oczyszczenie NKWD z ludzi Jeżowa. Dotychczasowi kaci stali się ofiarami jeszcze bardziej bezwzględnego sadysty. Od czasu spotkania Berii ze Stalinem w miejscowości Chałtubo na Zakaukaziu, gdzie Stalin udał się na leczenie i odpoczynek, nastąpił gwałtowny rozwój kariery Berii. Pomimo protestów awansowania Berii przez wielu zasłużonych bolszewików, Stalin pozostał głuchy na ich argumenty. Jego poplecznik szybko został pierwszym sekretarzem Federacji Zakaukaskiej. Kiedy Stalin powierzył kierownictwo NKWD Berii, ten, będąc mściwym i pamiętliwym systematycznie regulował rachunki ze wszystkimi, którzy byli mu nieprzychylni. Od jego wyroków nie było odwołania, a droga prowadziła prosto do piachu.
 
Ofiar stalinowskiej czystki nie sposób wyliczyć. W samym 1936 roku skazano na karę śmierci, jak podaje Roy Miedwiediew 1116 osób, rok później liczba ta wzrosła do 53680 osób, by w 1938 roku przekroczyć wartość dwustu tysięcy.
Przeglądając życiorysy rewolucjonistów, bolszewików, biorących udział w Rewolucji Październikowej, walczących na wszystkich frontach wojny domowej w każdym zakątku Rosji, wśród których odnajdujemy wielu Polaków, a którzy spisali swe wspomnienia o Feliksie Dzierżyńskim czy o swych rewolucyjnych przygodach, zwraca uwagę fakt, że w notce życiorysów większości z nich, data ich śmierci to rok 1937… Nielicznym udało się ujść spod stalinowskiej kuli, nie wielu też miało szczęście dożyć czasów po drugiej wojnie światowej.
 
Komunizm po śmierci Lenina stracił swoje ludzkie oblicze przybierając maskę kostropatego gnoma z sumiastymi wąsami, mistrza iluzji, hipokryzji i chorobliwej, wręcz zaraźliwej destrukcji. O ile ciekawi postaci wodza rewolucji zachodni pisarze, dziennikarze odnajdywali w Leninie prawdziwą twarz człowieka o wielkim umyśle, tak ci, którzy wizytowali ZSRR w czasie czystek, biorąc udział w procesach Piatakowa i wielu innych, dostrzegali jedynie złudny obraz genialnej manipulacji. Wielu znanych osobistości dało nabrać się na prawdziwość aresztowań „wrogów radzieckich”. Byli wśród nich Bernard Show czy niemiecki pisarz Lion Feuchtwanger, którzy nie znaleźli cienia podejrzenia nawet w obliczu nie trzymających się logiki zeznań oskarżonych. Nie dostrzegali oczywistych nieścisłości w zeznaniach, jak chociażby informacja oskarżonego o spotkaniu z synem Trockiego w hotelu Bristol w Kopenhadze w 1932 roku, kiedy hotel ten zburzono w 1917.


[1]          N. Zienkowicz, Tajemnice mijającego wieku, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, s. 63
[2]           L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 577
[3]           R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T2, Bellona, Warszawa 1990, s. 85-86
[4]          R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T.1, Bellona, Warszawa 1990, s. 215
 
[5]           R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 409
[6]          D. Jakubowski, Artur Artuzow ( Frauczi )  ( 1891-1937 ),  http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84893,artur-artuzow-frauczi-1891-1937-szkic-do-portretu-wie, (odczyt z dn. 4.03.2014r.)
[7]           http://wydawnictwopodziemne.com/2011/07/17/piszcie-do-mnie-na-berdyczow-czyli-%E2%80%9Eoperacja-polska%E2%80%9D-iii/ (odczyt z dn. 21.11.2014r.)
[8]           B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 131
[9]           R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 345
[10]         D. Jakubowski, Ewolucja instrumentalizacji kultu Dzierżyńskiego, http://antykapitalista19171959.salon24.pl/539393,ewolucja-instrumentalizacji-kultu-dzierzynskiego, (odczyt z dn. 14.03.2014r.)
[11]         R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T2, Bellona, Warszawa 1990, s. 162
[12]         B. Wołoszański, Tamten okrutny wiek, Colori, Warszawa 2003, s. 182
[13]         R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 388
[14]         L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 539
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.