Czuję się źle

Rozdział LXXVII
 
 

20 lipca 1926 roku Dzierżyński wstał o tej samej porze co zwykle. Nie wiele spał, położył się dopiero o trzeciej nad ranem. W pośpiechu nie zjadł śniadania. Był to dla niego bardzo ważny dzień, jak się okazało, był to dzień ostatniego boju. Po dziewiątej wszedł do budynku OGPU. Zofia zaniepokojona jego zmęczeniem i rozdrażnieniem zadzwoniła do jego sekretarza, Gersona, aby przygotował Feliksowi śniadanie. Spotkał tam Bieleńskiego i spytał: „- A co wy tu robicie tak wcześnie? Jego twarz była bardzo zmęczona, widać było, że czuje się nie najlepiej. Stanowczo odmówił śniadania. Do południa pracował, wydał polecenie, aby przygotować popołudniowy referat i wyjechał do WSNCh. Tam otaczając się dokumentami, raz jeszcze sprawdzał wszytkie liczby i dane, małym ołówkiem notował na kartce najważniejsze pozycje. Wychodząc z gabinetu powiedział sam do siebie: „Rzucę im te papiery w twarz! [1]”. W jego małym dzienniczku, jaki nosił w kieszeni zanotował „Czuję się źle [2]”.

W burzliwych dniach lipca najważniejszym problemem była sprawa chłopów, którzy coraz bardziej buntowali się przeciwko przymusowej sprzedaży produktów i rosnących cen. Na horyzoncie sojuszu robotniczo chłopskiego pojawił się kryzys mogący doprowadzić do kolejnej fali niezadowolenia.

Na plenum Komitetu Centralnego, który odbywał się na Kremlu, rozgorzał problem skupu zboża. Kamieniew, będący wówczas Komisarzem Handlu Wewnętrznego, przedstawił referat sprawozdawczy, którego dane podparte były wyliczeniami partyjnej opozycji. Zaraz po nim, na mównicę wszedł zastępca Dzierżyńskiego w WSNCh, Jurij Piatakow znany z pełnienia w dobie rewolucji stanowiska Komisarza Ludowego Banku RFSRR, twórca potęgi Donbasu, pracoholik z ostrymi zapędami biurokratycznymi, aczkolwiek zdolny organizator. Kiedy przemawiał, Dzierżyński coraz mniej wierzył własnym uszom, a jego oczy zastygały w zdziwieniu. To, co mówił Piatakow, nijak odnosiło się do rzeczywistości, swoje wywody opierał na zupełnie błędnych danych i założeniach formułując nietrafne wnioski.

Jak tylko Piatakow skończył, około dwunastej w południe Dzierżyński zajął miejsce na mównicy, aby jak najszybciej odpowiedzieć i wykazać błędne rozumowanie opozycji.  Był już wyprowadzony z równowagi, a kiedy tak bywało, mówił szybko, namiętnie, prosto z serca to, co dyktowało mu sumienie i opracowane przez jego zespół tabele, nadymał nozdrza, to bladł, to czerwieniał.

Rozpoczął od miażdżącej krytyki Kamieniewa, wykazując, że swój referat przekopiował z artykułu zamieszczonego w czasopiśmie „Ekonomiczeskaja Żizń” przez co, jak powiedział Dzierżyński: „ujawnił swą całkowitą ignorancję i niezrozumienie sprawy”. Dzierżyński znał ten artykuł, a znał, bo czytał wszystko i potrafił oddzielić majaczenia „ekspertów”od rzeczywistości.

Bardzo szybko i celnie obalił fałszywe metody obliczeniowe Kamieniewa, według których chłopi generowali zbyt wielkie zyski, które należało obłożyć większymi podatkami. Grzmiał zaczerwieniony: „Kamieniew absolutnie nie zrozumiał cyfr przytoczonych w referacie Kutlera, a Piatakow, który jako zastępca przewodniczącego WSNCh powinien był te rzeczy znać, mówił tu o czystym zysku, posługując się zupełnie fałszywymi danymi”. Dzierżyński przedstawił dokładne dane obrotu towarowego na wsi za lata ubiegłe i za zeszły rok znacznie różniące się od tych, podanych przez przedmówców.

Piatakow protestował krzycząc, że mówił o innych danych. Na sali odczuć można było wzburzenie. „-Nie, mówiliście o tych danych.- odpowiedział Dzierżyński przekrzykując wrzawę. „- Pozwólcie, że przedstawię te inne dane, jeżeli mówiliście o innych”- i rozpoczął atak: „Z kolei o cenach hurtowych. I tutaj ta sama ignorancja i nieznajomość rzeczy: ceny hurtowe zostały przez nas obniżone nie o 37%, jak twierdził Piatakow, lecz o 27%”. Zdruzgotał średnie wyliczenie Piatakowa nieumiejącego wyliczyć średniego wzrostu narzutu na towary w kolejnych miesiącach wynoszących 54, 58, 56, 56, 57 i 62%, które zaokrąglił do 60. Znów odezwał się głośno Piatakow protestując: „-Mówię, że przeciętnie 60%”.

Dzierżyński spojrzał na niego z pełnym wyrzutem jak na nieuka i zaripostował: „Piatakow już ujawnił swoją ignorancję i dlatego wolno mu krzyczeć”, na co odezwał się Trocki: „-A wy, czy zawsze posługiwaliście się milczeniem, towarzyszu Dzierżyński?” Dzierżyński zignorował Trockiego, jednak chcąc kontynuować swoje wystąpienie zwrócił się do zebranych: „-Jesteście już nie od dziś świadkami, jak mniejszość pragnie wyprowadzić z równowagi większość, toteż nie będę zwracał uwagi na takie repliki, bo im bardziej na te wybryki zwracamy uwagę, tym większą dajemy przez to opozycji możność dezorganizowania naszej rzeczowej pracy”, po czym przeszedł do konkretów.

Wykazał, że nie ma większej różnicy między zyskami przedsiębiorstw prywatnych od spółdzielczych i nie można mówić o kolosalnej akumulacji środków w rękach prywatnych, tym bardziej, że handel spółdzielczy w wielu dziedzinach wypierał prywatny, a za największe sukcesy prywatnego handlu odpowiedzialny jest nie kto inny jak komisariat Kamieniewa, który nie dość, że pochłania największy procent dochodu narodowego, to jeszcze jest nieuporządkowany, nieskuteczny i nastawiony jest tylko na to, aby zabierać środki z innych gałęzi przemysłu. „-Gdzie natomiast jest mocny przedsiębiorca prywatny- pytał Dzierżyński i nie czekając na odpowiedź, sam jej udzielił- „-Na odcinku skupu zboża, skupu skór, tj. w dziedzinie, którą zarządza Kamieniew. A Kamieniew przychodzi tutaj i płacze, że źle się u nas dzieje: chłop się wzbogaca, jego dobrobyt wzrasta. Także i Piatakow mówi, że wieś się bogaci. Oto nieszczęście!”- ironizował. „-Nasi działacze państwowi, przedstawiciele przemysłu i handlu przelewają łzy nad dobrobytem chłopa. A jakiż to dobrobyt: 400 mln nagromadzili chłopi, po 4 ruble na głowę”. Salę ogarnął śmiech. Ktoś krzyknął:

„-Jeszcze mniej!”

Kolejne słowa były zagładą dla Kamieniewa i Piatakowa. Mimo, że wciąż mówił z zaciętością, przemowa przychodziła mu z wielkim trudem, często popijał wodę, ocierał pot z czoła. Widać było, że czuje się nie najlepiej, choć byli i tacy, którzy odbierali jego zachowanie jako aktorską grę dla wzmocnienia przekazu. Dzierżyński mówił już z wyraźnym polskim akcentem, tak jak zawsze, kiedy był mocno zdenerwowany: „Szkoda, że Kamieniew nie opowiedział nam, dlaczego mamy zboże, a nie mamy eksportu? Dlaczego? Właśnie dlatego, że są u nas za wysokie ceny- oto dlaczego nie ma eksportu. Dlatego, że nie opłaca się wysyłać zboża za granicę. Dlaczego Kamieniew nie powie nam tutaj, jak olbrzymie, jak zawrotnie wysokie są koszty uboczne w naszym aparacie skupu zboża? Dlaczego nie powiedział nam o tym, że nasze obecne wysokie ceny wypływają nie z dużej akumulacji w handlu i przemyśle, lecz z faktu, że gospodarujemy w sposób nieekonomiczny?

Mówił jak w transie, wściekły, zdeterminowany i szalenie rozdrażniony niekompetencją jego urzędników, a zwłaszcza Piatakowa. Nie wahał się przyznać do wielu kosztownych błędów, jakie jego komisariat popełnił, do błędów, za które czuł się odpowiedzialny ufając swoim zastępcom i ręcząc za nich, a którzy wykorzystali jego zaufanie. Opowiedział o fatalnej inwestycji, za którą odpowiedzialny był Piatakow w przemyśle gumowym, gdzie wpompowano w przygotowania pod nową fabrykę opon w Jarosławliu 2 miliony rubli, a całość inwestycji miała kosztować 42 miliony, kiedy dotychczasowa fabryka dzięki wprowadzonym ulepszeniom uzyskała już wynik produkcji przewidziany na 1930 rok i zrównała produkowaną ilość opon i kaloszy do tej, jaką miała produkować nowa inwestycja. Przyznał też, że Gławmetal, którym zarządzał, przez jego doradców spowodował niepotrzebne zamrożenie 45 milionów rubli w prefabrykaty i surowce.

Dalej mówił o niesłychanym bałaganie biurokratycznym, o tym, że niczego w prostej linii nie można załatwić podsumowując: „Wszystko to napełnia człowieka po prostu przerażeniem”. Przewodniczący obrad przerwał Dzierżyńskiemu oznajmiając, że jego czas wystąpienia się skończył i spytał, ile jeszcze minut potrzebuje. -10-15- odpowiedział Dzierżyński. Kilka osób z sali krzyknęło, aby mówił bez ograniczeń czasowych. Dzierżyński kontynuował: „-Towarzysze, skoro pytanie brzmi: kto kogo i czyim kosztem?- to niechże nasz Ludowy Komisarz Handlu pilnuje, by wzbogacał się taki człowiek, który jest nam potrzebny, a niech nie mówi z tej trybuny, że wzbogaca się wieś w ogóle”.

Kamieniew był przyparty do muru, przewodniczący WSNCh wytrącił mu z ręki wszystkie argumenty, umiał tylko odgryźć się tym, do czego przed chwilą sam Dzierżyński się przyznał: „-Żeby Dzierżyński niepotrzebnie nie zamroził 45 mln rubli…

Wy jesteście 4 lata komisarzem ludowym, a ja tylko parę miesięcy”- usprawiedliwiał się Kamieniew. „-A wy i po 44 latach będziecie do niczego- zaśmiał się szyderczo Feliks- bo zajmujecie się politykierstwem, a nie pracą. Wiecie doskonale, na czym polega moja siła. Nigdy się nie oszczędzam. Lubicie mnie tu wszyscy dlatego, że mi ufacie. Nigdy nie jestem obłudny i jeśli widzę u nas nieporządki- zwalczam je z całą siłą”. Po chwili dołożył jeszcze Kamieniewowi kilka gorzkich słów: „-Gdy jednak wysuwamy wniosek w sprawie okiełznania kapitału prywatnego, Ludowy Komisariat Handlu wymiguje się. Boi się on, aby tu nie naruszyć nepu, aby czegoś nie zepsuć. (…) Wiem, że Ludowy Komisariat Handlu- to Kamieniew. Wiem, że jest on bardziej przebiegły, że siedzi na dwóch stołkach. Gdyby się przyjrzeć jego pracy, to by się okazało, że nie pracuje on jak należy, lecz lawiruje we wszystkie strony. W tym tkwi jego słabość (…) Mówimy: w celu obniżenia cen detalicznych w handlu prywatnym musimy dawać kupcom towar tylko w trybie planowanym z zastrzeżeniem: Nie masz prawa doliczyć marży większej niż, dajmy na to, 20%. I dodajemy – mówił z coraz większą wzgardą dla swojego zastępcy- do wiadomości Piatakowa- że poza tym trzeba kupca prywatnego obciążyć 10-15 procentami na rzecz państwa. Jeżeli w ogóle dajemy mu towary, to musi on pewien procent zapłacić za to, że otrzymuje nasz, państwowy towar”.

Piatakow coś krzyczał niezrozumiale i gestykulował. „-Co ona tam macha rękami? Trzeba umieć zgłaszać wnioski, a nie zajmować się demagogią”- odparł krótko Dzierżyński. Pyskówka zaczynała się zaogniać. Ani Piatakow, ani Kamieniew nie byli w stanie przedstawić żadnych argumentów na swoją obronę. Zarzucono nawet Kamieniewowi, że nie przychodzi na zebrania, na których omawiany jest problem zniesienia nepu. Gdzieś z sali odezwał się Kliment Woroszyłow kpiąc z Kamieniwa, że zamiast zajmować się handlem, zajęty jest twórczością literacką.

Dzierżyński mówił dalej trzymając rękę na sercu, mówił z wyraźnym bólem, ale nie poddawał się mu. Wytknął błędy Piatakowa w obliczeniach wzrostu produkcji przemysłu, wytknął, nawet to, że wyszedł z wczorajszego posiedzenia prezydium. Nie zapomniał wspomnieć o jego błędnym programie rozwoju przemysłu włókienniczego, który w dobie wielkiego zapotrzebowania na tkaniny zmuszony był zwolnić 49 tysięcy robotników. Nazwał go „największym dezorganizatorem przemysłu”.

Niedosłyszalnie odezwał się Trocki, jednak Dzierżyński usłyszał jego komentarz i odpowiedział: „Oczywiście, wszystko dobre pochodzi jedynie od zwolenników Trockiego, a wszystko złe pochodzi od tego, kto się z nim nie zgadza. (…) Czy wiecie, Kamieniew, jaka jest różnica między mną a wami? Otóż wy wszystkie kłopoty zwalacie na osobę, która stoi na czele, a ja tego nie robię”.

Po chwili coś krzyknął Bakajew, jednak z miejsca usadził go Dzierżyński: „Proszę Bakajew, opowiedzcie wy nam o swoim gospodarowaniu. Ja na wasze głupstwa nie odpowiadam”. Zignorował go i przeszedł do dalszych komentarzy opozycji, która forsowała również ograniczenia wydatków na wojsko i oświatę: „A ja zapytuję: czy wojsko należy redukować? Wojska redukować nie wolno, wojsko i wydatki na wojsko trzeba obecnie zwiększać. (…) Co jeszcze redukować w budżecie? Wydatki na oświatę?” Czyniąc aluzję do swojego zastępcy mówił: „Piatakow, być może, powie wam, jak nasz przemysł dusi się z powodu niedostatecznej kultury, z powodu niedostatecznych kwalifikacji. Nie możemy więc zredukować tych wydatków. Powinniśmy natomiast i możemy zredukować czysto administracyjne wydatki naszego aparatu, i Rada Pracy i Obrony powzięła uchwałę w sprawie zredukowania tych wydatków [3]”.

Wspomniał jeszcze o ostrożności w gospodarowaniu kredytami i poczuł się

się gorzej. Musiał przerwać swoją mowę. Zszedł z mównicy i usadł na krześle. Głos zabrał Janis Rudzutaks i Rykov popierając w ostrych słowach wypowiedź Dzierżyńskiego. Po nich znów wystąpił Kamieniew ze swoja krytyką Dzierżyńskiego, którego ostre słowa zadawały Feliksowi jeszcze większy ból.

Dzierżyński nie słuchał już wystąpień, postanowił wyjść z posiedzenia przed jego końcem. Najbliżej stojący członkowie Komitetu Centralnego  pomogli mu wstać i przejść do sąsiedniej sali, gdzie położył się na dwie godziny. Wezwano lekarza Ulmana, który zrobił mu zastrzyk z kamfory. Gdy poczuł się lepiej, Dzierżyński stwierdził, że chce pójść do domu. Krew mocno pulsowała mu w skroniach. Może to przejściowe osłabienie wywołane zdenerwowaniem na Piatakowa, którego jak najszybciej trzeba by było przywołać do porządku? A może to kolejny zawał, jak dwa poprzednie, które przeżył nie mówiąc nic nikomu, a o których dowiedziano się dopiero po jego śmierci z jego notatnika? Skrycie ukrywał swoje problemy z sercem wycieńczonym wieloletnim więzieniem i wytężoną pracą.

Nie myślał o śmierci, ale przyznawał, że serce pracuje mu „nieładnie”. Choć w młodości lekarz zagwarantował mu jeszcze tylko siedem lat życia, los podarował mu tych lat znacznie więcej. Przecież tyle jeszcze spraw przed nim niedokończonych, tyle pracy, tyle zadań, przecież walka jeszcze się nie skończyła, a on nie ma zamiaru się poddać. Każdego dnia można tak wiele zrobić, wykorzystać w pełni dwadzieścia cztery godziny, by po nich czerpać zachłannie kolejną dobę, choćby jeszcze jedną, dwie, sto. W jego głowie pojawiła się myśl- pójść do domu, do własnego łózka, by odpocząć, dojść do siebie, uspokoić się.

Wstał o własnych siłach, powoli wyszedł na korytarz i ruszył do domu. Bieleńki zaproponował, że poniesie jego teczkę, na co Dzierżyński odpowiedział: „- Sam mogę ponieść [4]”. Drzwi mieszkania otworzyła mu Zofia patrząc z przerażeniem na męża, którego już dawno nie widziała w tak fatalnym stanie. Nawet na nią nie spojrzał, podał tylko dłoń na przywitanie i uścisnął mocno. Za nim wszedł do mieszkania Stanisław Redens i sekretarz, staruszek Bieleńki, szczerze przerażony sytuacją. Jego oczy wypełniły się łzami, które jeszcze nie spłynęły po policzkach.

Kiedy Zofia zaproponowała mu, że przygotuje łóżko, Dzierżyński machnął jedynie ręką nie oglądając się za siebie, powiedział, że sam to zrobi i kiedy zbliżył się do łóżka, nagle upadł na dywan. Jego sekretarze czym prędzej podbiegli i troskliwie przenieśli go na łóżko wołając lekarza. Zofia stała jak sparaliżowana, sięgnęła po słuchawkę telefonu, wykręciła numer jednak jej głos zamarł. Z korytarza wbiegł Adolf Warski i widząc co się dzieje, pobiegł do innego aparatu i wezwał pomoc. Po chwili w mieszkaniu pojawił się lekarz, doktor Wulman, który natychmiast podał Dzierzyńskiemu zastrzyk z kamfory. Wszyscy obecni w pokoju zamarli jakby patrząc na niewidzialną, ulatującą duszę. Była godzina 16:40.

Przeniesienie trumny z ciałem do Domu Związkowego

Natychmiast o tragicznej śmierci Dzierżyńskiego został powiadomiony Komitet Centralny, a wieść  rozeszła się lotem błyskawicy po całym kraju. Następnego dnia we wszystkich zakładach kraju odbyły się wiece żałobne. Masy robotników i chłopów zaczęły ściągać do stolicy, aby uczcić pamięć wielkiego człowieka i rewolucjonisty. Do Moskwy ściągały tak wielkie tłumy robotników, że kolej zmuszona była do podstawienia dodatkowych pociągów. Przekazano uchwałę, aby zamiast wieńców na trumnę, pieniądze przeznaczać na fundusz do walki z bezdomnością. Przed ceremonią pogrzebową wykonano dokładny obraz głowy Feliksa Dzierżyńskiego mający posłużyć do wykonania popiersia nagrobnego.

Feliks Dzierżyński

Kiedy przyszło do pochówku okazało się, że nie ma w czym pochować Dzierżyńskiego. W jego szafie wisiał tylko jeden garnitur, do tego znoszony, pocerowany i nie nadający się już do niczego sweter. Jego przyjaciele wspominali, że kiedy Stefan Bratman przesłał mu elegancki, wełniany sweter z Berlina, ten oddał go jednemu ze swych asystentów, który nie miał ciepłej odzieży. Dzierżyński uważał, że rzeczy jakie posiada muszą być absolutnie niezbędne, w przeciwnym wypadku dzielił się nimi. Postanowiono naprędce uszyć nowe spodnie i marynarkę. W nich spoczął w grobie z przypiętym do piersi orderem Czerwonego Sztandaru.

POgrzeb Dzierżyńskiego

Pogrzeb Feliksa Dzierżyńskiego przerodził się w wielką manifestację. Śmierć pierwszego czekisty na pewien czas połączyła w mniej lub bardziej udawanej żałobie najważniejsze osoby w państwie, razem nieśli jego trumnę Trocki, Stalin, Zinowiew, Kamieniew, Rykow i Bucharin. Jego imieniem nazwano wiele fabryk tj. Zakład Budowy Traktorów w Leningradzie, Kombinat Włókienniczy w Aszchabadzie, Zakłady Metalurgiczne w Dnieprodzierżyńsku, a także instytucji tj. Dom Przemysłu Państwowego w Charkowie oraz ulic, skwerów, stację metra, młodzieżowych komun pracy. Jego pomniki i popiersia zaczęły zdobić place, zdobiły wnętrza szkół i instytucji, choć powszechnie było wiadomo o jego stosunku do tak wyrażanego szacunku. 

Jako pierwszy nad grobem przemawiał Stalin, potem Maksym Gorki. Padły wówczas słowa: „Znienawidzony przez wrogów robotników, nawet wśród nich cieszył się ogromnym szacunkiem. Jego rycerska postawa, jego osobista odwaga, jego głęboka pryncypialność, prostolinijność, wyjątkowa szlachetność zbudowały mu ogromny autorytet. Jego olbrzymich zasług nie można przecenić [5]”.

 

[1] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 259, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 28.04.2014r.)

[2] W.I. Gierson, A.J. Bieleńki, Krasnaja zwiezda, Pierwszy czekista, 22 lipca 1926r

[3] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 466-478

[4] W.I. Gierson, A.J. Bieleńki, Krasnaja zwiezda, Pierwszy czekista, 22 lipca 1926r

[5] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 317

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.