Nie powinniśmy żyć tak, jak teraz żyjemy

Rozdział LXXVI
 
 

Osiemnaście dni przed śmiercią, 2 lipca 1926 roku Dzierżyński wysłał list do Przewodniczącego Sownarkomu Aleksjeja Rykowa, w którym otwarcie napisał: „nie podzielam polityki tego rządu [1]”. Jego zdaniem Związek Radziecki trapiły dwie potężne plagi- bezwstydność urzędników i nieprawne represje, których szaleństwa nie dawało się powstrzymać. Kwitła biurokracja, tworzono coraz to nowe instytucje, zatrudniano nowych urzędników bezwiednie przekładających papiery.

Aparat władzy urzędniczej rozmnażał się niczym zaraza trawiąc miliony rubli na swoje utrzymanie. Samych urzędników nazywał w listach „szarańczą”, której jedynym efektem pracy jest przekupstwo i defraudacja. Jednym z oznak nieuzasadnionych wydatków był zakup samochodów służbowych, które nazywał „epidemią samochodową”- po ulicach jeździły auta zagranicznych marek, którymi poruszali się przedstawiciele władzy. Sam wnioskował o zbadanie w piśmie do zastępcy GPU Gienricha Jagody już w 1924 roku: „Dlaczego po drogach jeżdżą zagraniczne samochody? Należy przeprowadzić śledztwo, ile nas to kosztowało i kto dał pozwolenie na taki zakup. Poza tym nawet w Kominternie jest zagraniczny samochód i jak powiedział mi Marchlewski, jeździ nim Mirovicz [2]”. Był z tego powodu bardzo oburzony,

W nielicznych zachowanych do dziś dokumentach, zachowały się protesty Dzierżyńskiego przeciwko absurdalnej polityce represji. Sam od lat powtarzał, że każde aresztowanie i osadzenie w więzieniu musi mieć poważne i udowodnione dowody winy, natomiast codzienną praktyka było aresztowanie na podstawie donosu, często bezpodstawnego czy też za drobne przewinienie, które nie powinno było być brane pod uwagę ze względu na swoja nikłą szkodliwość. Sprzeciwiał się wysiedlaniu na północ obywateli oskarżonych o błahe wykroczenia uważając, że taka forma kary powinna zostać zarezerwowana dla najbardziej groźnych przestępców, których działalność ewidentnie kolidowała z polityką władzy.

Rewolucja zaczęła zjadać własne dzieci. Dzierżyński nie miał już wpływu na pracę OGPU, nie był w stanie zatrzymać tej rozpędzonej machiny. Przez wielu działaczy bolszewickich uważany był za politycznego trupa, a wartości jakie reprezentował coraz trudniej  było odnaleźć w tym świecie. Kiedy on odbudowywał kraj, stawiał na nogi zdruzgotaną kolej, bez reszty poświęcał się organizacji gospodarki, inni dzieli tort władzy między siebie. Stalin powoli budował swoje imperium unikając błędów Lenina- dobrego wujka, który żył dla idei.

Ludzie, z którymi Dzierżyński współpracował przestali go rozumieć, a on spalał się w dyskusjach, w przekonywaniu, w walce i przez długi czas nie zauważał, jak bardzo jego towarzysze, z którymi walczył o socjalistyczny kraj, oddalili się od niego. Kiedy zaczęło do niego docierać, że pozostał sam ze swymi ideami, że tylko jemu najbardziej zależy na budowie kraju, komunizmu takiego, jakim widział go Lenin, musiał być bardzo przerażony tym, jak bardzo był w błędzie, jak bardzo umknęły mu ostatnie lata.

Nieprzychylny Dzierżyńskiemu Borys Bażanow, człowiek, który w 1928 roku zbiegł przez Persję do Francji chroniąc się przed stalinowskimi czystkami i stał się zagorzałym antybolszewikiem, wyraził taką oto opinię o Dzierżyńskim: „Kiedy ujrzałem go po raz pierwszy na posiedzeniu Biura Politycznego, wprowadził mnie w błąd swym wyglądem i sposobem mówienia. Miał powierzchowność Donkiszota, sposób mówienia człowieka zdecydowanego i ideowego. Zdumiała mnie jego wojskowa bluza z łatami na łokciach. Było rzeczą oczywistą, że człowiek ten nie wykorzystuje swego stanowiska i pozycji dla jakichś korzyści osobistych. Początkowo szokował mnie zapał, jaki przejawiał w trakcie wystąpień, odnosiło się wrażenie, że bardzo bierze sobie do serca problemy życia partii i państwa. Zapał ten kontrastował z cynicznym chłodem innych członków Biura Politycznego.(…)

Prędko spostrzegłem, że Dzierżyński zawsze był po stronie tych, którzy mieli władzę, a jeśli z zapałem przy czymś obstawał, to tylko przy tym, co popierała większość. Jego zapalczywość jednak członkowie Biura Politycznego traktowali jako coś udawanego, a przy tym nieprzyzwoitego. Podczas jego pełnych żaru wystąpień członkowie Biura rozglądali się dokoła, przeglądali papiery, panowała atmosfera zażenowania. Pewnego razu Kamieniew, który przewodniczył obradom, sucho powiedział: Feliksie nie jesteś na mityngu, lecz na posiedzeniu Biura Politycznego. I o dziwo! Feliks nawet nie próbuje usprawiedliwiać swej żarliwości (np. coś w rodzaju: Bardzo biorę sobie do serca sprawy partii i rewolucji), ale w jednej sekundzie przechodzi od pełnego emocji patosu do tonu prostego, prozaicznego i spokojnego. Gdy na zebraniu trójcy wspomniano o Dzierżyńskim, Zinowiew powiedział: Ma oczywiście anginę pectoris, ale zanadto nadużywa jej dla efektu. Należy dodać, że gdy Stalin dokonał swego przewrotu, Dzierżyński zaczął bronić stalinowskich pozycji z takim samym zapałem, z jakim popierał Zinowiewa i Kamieniewa (gdy byli jeszcze u władzy)[3]”. Pomimo wyraźnego lekceważenia Dzierżyńskiego przez autora tej wypowiedzi, jest doskonały obraz tego, jak bardzo był on niezrozumiały, żyjący przyszłością i wyblakłymi już ideami. Trocki znacznie bardziej obiektywnie wyrażał się o Dzierżyńskim przytaczając jego własne słowa: „Dzierżyński nie myślał samodzielnie. Nie uważał się sam za polityka, przynajmniej za życia Lenina. Mawiał do mnie nieraz przy rozmaitych okazajch: - Nienajgorszy, może, ze mnie rewolucjonista, nie jestem jednak wodzem, ani mężem stanu, ani politykiem [4]”.

Dzierżyński nigdy nie kreował się na kogoś więcej niż był nim sam. Znał swoje granice, czego nie można powiedzieć o wielu innych politykach, kompletnych dyletantach, populistach, którzy jedynie tworzyli wokół siebie aurę swego profesjonalizmu zapychając umysły wyborców nic nieznaczącymi sloganami. Dzierżyński w pierwszych latach swej rewolucyjnej przygody podporządkowany był Róży Luksemburg. Była jego wielkim autorytetem. Nie pragnął jej pozycji, tak jak nie pragnął pozycji Marchlewskiego czy Lenina. Gdy powstał TKRP z naturalną swobodą przyjął swoje pomniejsze stanowisko w rodzącym się rządzie Rzeczpospolitej. Po zwycięstwie rewolucji, wielokrotnie odmawiał zaszczytnych i odpowiedzialnych funkcji uważając, że są inni, znacznie lepiej przygotowani do pełnienia tych ról. Przewodnictwo WCzK objął wbrew swoim planom i na szczególną prośbę Lenina, którą potraktował jako zadanie. Nie chciał, ale został zobligowany, by objąć tekę Komisariatu Gospodarki.

Ta jego zadaniowość odzwierciedlała się zarówno w pracy komisariatu transportu i gospodarki. Był, można powiedzieć, człowiekiem do zadań specjalnych, którym sprostał, mówiąc słowami Trockiego, „pokonując przeszkody dzięki swemu temperamentowi: nawoływał, zagrzewał do roboty, porywał ze sobą. (…) Zapalał się łatwo w związku z każdą, drugorzędną nawet, sprawą, cienkie nozdrza drgały, oczy skrzyły się, a głos wytężał i rwał się częstokroć. Mimo tak wysokiego stałego napięcia nerwowego, Dzierżyński nie miewał okresów depresji i apatii. Zawsze znajdował się, jak gdyby, w stanie całkowitej mobilizacji. Lenin porównał go kiedyś z gorącym koniem pełnej krwi. Dzierżyński kochał slepo każdą sprawę, którą otrzymywał do wykonania, broniąc nieustępliwie, z fanatycznym zapałem swych współpracowników przed wszelka krytyką i ingerencją z zewnątrz. W tem wszystkim brak jednak było jakichkolwiek momentów natury osobistej, gdyż Dzierżyński zespalał się absolutnie ze sprawą [5]”.

Nie tylko Dzierżyński nie zdawał sobie sprawy, w jaką przepaść zaprowadzi kraj Stalin. Nikt się tego nie spodziewał poza Leninem, który co prawda wypowiedział wojnę Stalinowi, ale nie zdążył jej stoczyć przedwcześnie odchodząc. Jego świat rozpadał się na kawałki, jednak on w dalszym ciągu walczył, choć był już na straconej pozycji. Jeszcze 3 lipca 1926 roku przekonywał: „dziewięć dziesiątych sił pracowników przemysłu uchodzi nie na tworzenie nowych wartości, nie na zagłębianie się…, dobór robotników i organizację pracy, a na uzgodnienia, sprawozdawczość, usprawiedliwienia, wygłaszanie. Biurokracja i przewlekłość nas zajęła, nas, pracowników gospodarczych, a na pracę nie ma czasu[6]”.

Czy można zarzucać Dzierżyńskiemu brak instynktu władzy, ambicji politycznych? Nie. On znał dokładnie swoje grancie i możliwości, nie ukrywał ich uważając, że podejmuje się spraw na jego miarę. Nie walczył ani o przywódctwo, ani nie angażował się w spory. Lekcja, jaką odniósł w sprawie gruzińskiej pokazała mu czym naprawdę jest polityka, w jaką dozę iluzji, złudzeń i perfidii potrafi się ubrać. Tego samego nauczył się Trocki, który we właściwym czasie, ciesząc się autorytetem, nie przejął władzy pozbawiając Stalina swych funcji.  

Pewna odskocznią od trapiących go spraw, była przesyłka wraz z listem, jaką dostał pod koniec maja od swych podopiecznych z jednej z dziecięcych kolonii, z którymi utrzymywał kontakt z guberni woroneskiej. Dzieci napisały, że wybrano go honorowym pionierem i przesłały czerwony krawat  z prośbą, aby założył go 6-ego czerwca o siódmej wieczorem, czyli w czasie, kiedy oddział odbierać będzie order Czerwonego Sztandaru.

9 lipca 1926 roku Dzierżyński wziął udział w zebraniu odpowiedzialnych towarzyszy WSNCh mającej na  celu omówienie sposobów usprawnienia aparatu zarządzajacego przemysłem- najważniejszej gałęzi gospodarczego życia młodego państwa radzieckiego- gałęzi najważniejszej i jednocześnie najbardziej wrażliwej. Dzierżyńśki zreferował bieżącą sytuację tzw. głodu towarowego, który dotykał kraj. Dzieki stale rosnącej produkcji i polityce obniżania cen na towary produkowane przez przemysł stopniowo zaspakajano zapotrzebowanie rynku. Osiągnięto ten cel dzięki odpowiedniemu planowaniu i utrzymywaniu comiesięcznych zobowiązań. Również polityka sprzyjająca specjalistom, wynalazcom, oddolnych inwencji oszczędności i poprawy wydajności dały pozytywne rezulataty.

Dzierżyński w swej wypowiedzi zahaczył również o sprawę kapitału prywatnego i takiego urgeulowania stosunków z przemysłem państwowym, aby przynajmniej nie przeszkadzał w jego rozwoju. Natomiast w sytuacjach uzasadnionych należy rozważyć wchłonięcie kapitału prywatnego przez przemysł państwowy. Sytuacja w jakiej przyszło radzieckim komunistom walczyć na rynku nie była łatwa. Z jednej strony resztki rodzimego kapitalizmu w różnej jego formie, z drugiej wpływ kapitalizmu z zewnątrz, a po środku raczkujący przemysł radziecki często zbyt drogi, nie dość nowoczesny. Gospodarka socjalistyczna nie osiągała tempa wydajności gospodarki kapitalistycznej.

W rozmowie o Ukrainie z Kuzniecowem Dzierżyński dowiedział się, że 30 kopiejek kapitału kapitalistycznego dokunuje tej samej pracy co państwowy kapitał za 1 rubla i 20 kopiejek. Jest on szybszy i wydajniejszy. Podobnie fatalne są wyniki utrzymania administracji niektórych trustów, w którym na pensje administracji wydaje się 40% kwoty pensji robotników produkcyjnych. Sytuację tą Dzierżyński nazwał „fetyszyzmem organizacyjnym”.  Opisywał go w ten sposób: „Wydaje się na, że do tego, by zorganizowac jakąś sprawę, by coś urządzić, wystarczy wziąć papieru, zasiąść w swoim gabinecie i napisać: „Podjąć energiczne kroki”, „Znaleźć środki” i tak dalej itd. Wydaje się nam, że to wystarcza. Zdaje się nam, że wystarcza wziąć ołówek i narysować drzewo genealogiczne z odgałęzionymi kółkami. Postawić tu kółko, tu kółko, jedno kółko zarządza tym, inne kółko tamtym, trzecie- jeszcze czymś itd. I już po narysowaniu szkicu, sprawa zorganizowana. Przy istnieniu tego fetyszyzmu organizacyjnego, tego biurokratyuzmu zacierają się żywi ludzie. Nie można więc mechanizować pracy zarządzania i kierownictwa. Jest to sprawa umysłowa, indywidualna chociaż jednocześnie jest praca na wskroś kolektywną. Nie instyutuicje pracują, lecz ludzie w instytucjach pracują. Środek ciężkości powinien spoczywać na odpowiedzialności pracujących, w przeciwieństwie do organizacyjnego fetyszyzmy żywych ludzi, odpowiedzialnych ludzi [7]”.

Za przykład podał siebie opisując, jak siedzi wśród stosu papierów dosłownie zwalony nimi i przychodzi pracownik, który oczekuje od przewodniczącego, od jednej z najważniejszych osób decyzji, jednak on nie może zając się sprawą, ponieważ ma stos papierów do przejrzenia i odsyła pracownika z niczym. Jeszcze ciekawiej opisał inną sytuację, kiedy na jego nazwisko przychodzi od stu do dwustu kopert z korespondencją adresowaną do Dzierżyńskiego. Każdy z dwustu nadawców oczekuje odpowiedzi nie zdając sobie sprawy, że Dzierżyńśki nie zna wielu spraw, wielu kwestii, a wiele tematów jest mu całkowiecie obcych i niezrozumiałych, ale wysyłają, bo wierzą, że jak wyślą do Dzierżyńskiego, wówczas otrzymają właściwą odpowiedź. Papiery zaczynają krążyć po biurach, instytucjach, przemieszczają się z piętra na piętro z budynku do budynku, są wysyłane, stemplowane, przekazywane. Podobno średnio każdy dokument, jak mówił Dzierżyński, przechodzi średnio przez 32 osoby.

Innym razem WSNCh tworzy dokument o jego strukturze i o inicjatywach mas. Sprawozdanie było bardzo obszerne. Zostało wysłane do STO. Po jakimś czasie okazuje się, że żaden z członków STO nie przeczytał dokumentu, mimo, że było bardzo dokładnie przeanalizowane, obliczone na podstawie wnikliwie zbieranych danych. Wielki trud pisania i całkowita obojętność odbiorcy, ale nie można winić go za to. Winić należy biurokrację tworzącą takie nikomu nie potrzebne dokumenty. Podsumował to w następujący sposób: „Wszystkie sprawozdania zostały sprowadzone do tego, że zamieniły się w swoje całkowite zaprzeczenie, straciły wszelki sens, my wszakże tracimy na nie ogromną ilość czasu. Obciążamy tą sprawozdawczością nasze trusty i fabryki [8]”.

Rozwiązanie problemu Dzierżyński widział w podziale odpowiedzialności pracy na każdego pracownika, w dokładnym sprecyzowaniu jego zakresu działania. Wówczas każdy z elementów skomplikownego organizmu zakładu, przedsiębiorstwa byłby odpowiedzialny za swoją pracę i szybko można byłoby odnaleźć osobę odpowiedzialną za braki czy niewłaściwe decyzje w odróżnieniu od obecnej formy odpowiedzialności, w której odpowiada dyrektor zakładu, ale do końca trudno go pociągnąć do odpowiedzialności, gdyż winnym jest ktoś inny, ktoś rozmyty w ogólnej spychologii i chaosie organizacyjnym. „Bezwzględnie musimy zaprowadzić system osobistego kontaktowania się z tymi, którymi kierujemy i którym polecamy tę czy inną pracę. Trzeba widzieć żywego człowieka, by coś wiedzieć w tej czy innej sprawie. Żadne sprawozdanie ani raport nie może powiedziec tego, co powie sam żywy człowiek. Takie same stosunki osobistego kontaktu winny istniec pomiędzy naszymi trustami i fabrykami [9]”.

Dzierżyński doskonale wiedział, że to co było dobre kilka lat temu, te wszystkie zebrania, narady, omówienia, referaty, niekońcące się dyskusje, dziś są kłodą pod nogami. Przeszkadzają i wręcz hamują rozwój. Przekonywał, że dziś, konieczne są krótkie, treściwe raporty, sama kwintesencja problemu, krótkie pytania i krótkie rzeczowe odpowiedzi i, co konieczne, personalna odpowiedzialność osoby, która przedłożyła raport. Mówił: „Kiedy ja, na przykład, będę szedł do STO z czystym sumieniem? Wtedy, kiedy przeczytałem wszystkie raporty i wnioski. Jeżeli będzie mi to potrzebne, mogę wezwać tego, kto napisał raport, przy czym nie będzie mi on wiele mówił, lecz odpowie mi treściwie właśnie na to, o czym muszę wiedzieć.

Następnie, wnioski nasze powinny być krótkie, wyraźne, realne i konkretne, a nie tak, jak u nas często bywa, kiedy chcemy rozwiązać zadanie, a w głowie nie mamy nic, więc piszemy coś w rodzaju: „Podjąć kroki” itp. [10]

Być może, gdyby cały aparat państwowy posłuchał słów Feliksa Dzierżyńskiego, rozwój ZSRR przebiegłby znacznie szybciej i przede wszystkim wolny od uciążliwej biurokracji. Stan, w którym tkwiła administracja musiała bardzo uwierać Dzierżyńskiego, jeśli tak często ją krytykował. Sam dążył do uproszczenia procedur wszędzie tam, gdzie to możliwie, proponował nawet, aby uwzględniać decyzje podejmowane w rozmowach telefonicznych bez zbędnych i czasochłonnych narad, tym bardziej, że wielokrotnie zbierano się na narady, aby dyskutować i decydować nad czymś, czego rozwiązanie jest nader oczywiste.  

Zwrócił uwagę, że dotychczasowe odniesienie wskaźników do danych przedwojennych nie ma w obecnych warunkach racji bytu, gdyż jedyne odniesienie, względem którego należy obliczać wydajność to indeksy światowe. Znacznym problemem były obliczenia, które wielokrotnie nie były realne, napawały optymizmem i z zadowoleniem, kiedyw  rzeczywistości postępowały straty.

Gospodarka ZSRR była kolosalną zmienną parametrów, a Dzierżyński jako jedyny widział w tym problem i otarcie o nimm mówił: „Twierdzę, że cyfry, które dają nam trusty sa rozdęte, że są fantastyką, kwalifikowanym kłamstwem. Rzecz w tym, że nie ma u nas odpowiedzialności za cyfry. Co znaczy odpowiedzialność za cyfry? To nie znaczy, że oddamy pod sąd odpowiedzialnego pracownika za nieprawdziwe cyfry, lecz po prostu podjemy do ogólnej wiadmości, że taki a taki- nazwisko- kłamał, oszukał, nabrał. Powinnismy to dać do wiadomości naszego społeczeństwa.

Nie powinniśmy żyć tak, jak teraz żyjemy. System u nas jest taki, że ośmiela do takiej fantastyki. Dlaczego trust nie jest odpowiedzialny przed społeczeńśtwem za cyfry, które nam daje? Dlatego, że daje taki i takie cyfry, a my je przerabiamy, a nam je przerabiają w Gosplanie. Przy takim systemie wychodzi, że możesz kłamać ile ci się podoba. Z góry wiem, że kłamiesz i ja z góry zakładam, że podaje się cyfry nieprawdziwe- jakaż więc może być tu odpowiedzialność? [11]

Wydawałoby się, że Dzierzyński całkowicie poświęcił się pracy w Komisariacie Gospodarki, a sprawy bezpieczeństwa narodowego przekazał swym zastępcom. Fakty temu przeczą. 17 lipca 1926 roku wystąpił z oficjalnym zapytaniem do Gienricha Jagody o wyniki śledztwa dotyczace niegospodarności w zakupie z zagranicy bawełny, wełny, barwników i wszelkich komponentów dla przemysłu tekstylnego. Polecił też, na wypadek wojny, by archiwa GPU znajdujące się w miastach w pobliżu Polski i Rumunii przewieźć w głąb kraju. To samo dotyczyło wszelkich aresztowanych białogwardzistów, burżujów, bandytów osadzonych w więzieniach. Była to jedna z reakcji spodziewaną napaść Polski na Związek Radziecki.

W liście do Stalina z 11 lipca 1926 roku Dzierżyński pisał, że wszystkie dane wskazują na przygotowania Polski do przekroczenia terytorium Kraju Rad w celu odbicia Białorusi i Ukrainy. „Na tym polega cała aktywność Piłsudskiego, który wewnętrznymi sprawami Polski wcale się nie zajmuje, tylko skupia się na organizacji dyplomatycznej i wojskowej sił skierowanych przeciwko nam. W najbliższym czasie Rumunia otrzyma olbrzymie ilość broni pochodzącej z Włoch, w tym także łodzie podwodne. Równocześnie wzmogła się aktywność wszelkiej maści białogwardzistów w krajach ościennych (Litwa, Łotwa, Estonia, Polska, Ukraina, Białoruś- Z.F.) skierowana przeciw Kaukazowi [12]”.

Obawiał się, że Armia Czerwona będzie nieprzygotowana do obrony, która byłaby tym trudniejsza, że Związek Radziecki miał w tym czasie niepomyślne stosunki z Persją i Afganistanem. Oprócz inwazji Polski wchodziły też obawy o okrężny atak Wielkiej Brytanii. Sugerował Stalinowi, by dokonać poważnego przeglądu uzbrojenia, nastrojów, sił Armii Czerwonej.

18 lipca 1926 roku wysłał odpowiedź na przesłane mu dziewięć dni wcześniej pismo z Wydziału Historycznego partii- Istpartu zapytanie o skład osobowy WCIK w 1917 roku, kto czym się zajmował itd. Odpowiedź nie była długa. Odpisał, że nie pamięta. Tego też dnia zwrócił się z zapytaniem do Gienricha Jagody, na temat stanu prac wyznaczonych przez biuro polityczne na zebraniu w 1925 roku odnoszących się do organizacji działań dywersyjnych na wypadek zajęcia terytorium ZSRR przez wrogów, gdyż Józef Unszlicht twierdził, że nie zrobiono w tym temacie niczego.

 

[1] E. Kremensova, Zupełnie nieżelazny Feliks, http://www.eg.ru/daily/politics/9780/, (odczyt z dn. 18.11.2013r.)

[2] I. Simbircev, VChK v leninskoy Rossii 1917-1922, http://www.e-reading.mobi/chapter.php/1003293/23/Simbircev_Igor_-_VChK_v_leninskoy_Rossii._1917-1922__V_zareve_revolyucii.html, (odczyt z dn. 18.11.2013r.)

[3] B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 124-125

[4] L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 545

[5] L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 545

[6] C.C. Hromov, F.E. Dzierżyński jako przewodniczący narodowej gospodarki kraju, http://fdzerzhinsky.narod.ru/hromov1.html, (odczyt z dn. 12.02.2014r.)

[7] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 585

[8] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 587

[9] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 589

[10] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 589

[11] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 593

[12] Fundacja Aleksandra N. Jakovleva, http://www.alexanderyakovlev.org/fond/issues-doc/1020267

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.