Trzeba umieć widzieć prawdę

Rozdział LXX
 
 

Jeszcze w 1918 roku Lenin wydał zarządzenie, by w Markssztadzie zorganizować zakłady produkujące traktory i przeznaczył na zakup obrabiarek sto tysięcy rubli. Niestety nie doszło do realizacji tego planu. Dopiero w 1921 roku zakupiono za sumę prawie pięćdziesięciu milionów rubli pokaźną ilość traktorów na Zachodzie. W kolejnych latach również nie szczędzono środków na ich zakup. Lenin twierdził: „Jeśli można by było skierować na wieś sto tysięcy traktorów, zalać je paliwem i dołożyć do nich części zapasowe, co w waszym pojmowaniu jest czystą fantazją, to wówczas chłopi powiedzieliby „jestem za komunizmem [1]”.

Nastał czas, aby opracować i zacząć produkować własne traktory, na które było olbrzymie zapotrzebowanie na rynku. Nie było to łatwe zadanie, bowiem w Rosji dopiero przed rewolucją rozpoczynano prace badawcze nad własnym traktorem, nie było żadnych doświadczeń, fabryk ani specjalistów w tym zakresie.

Na początku 1923 roku powołana została specjalna komisja mająca za zadanie zbadać możliwości produkcji traktorów, dokonać dokumentacji importowanych maszyn wszelkich typów i przeznaczenia oraz określić techniczną charakterystykę najbardziej wydajnego i uniwersalnego traktora, który zarazem byłby najtańszy w produkcji. W zakładach „Czerwony Putiłowiec”, w dawnych zakładach putiłowskich opracowano prototyp traktora bazującego na modelu Forda- Fordzon.

Z wielka starannością rozebrano fordowski traktor, przygotowano rysunki techniczne wszystkich 715 częsci maszyny i poddano głębokiej analizie. Przystąpienie do produkcji była wielkim wyzwaniem. Brakowało odpowiednich maszyn do produkcji zaawansowanych podzespołów. Dniami i nocami pracowały załogi fabryki zmagając się z brakiem surowców, narzędzi, odpowiednich stopów metalu. Pierwszy wyprodukowany traktor od razu odpalił, przejechał kilka metrów i stanął jak wryty. Konieczna była naprawa wielu defektów z bólem rodzącego się radzieckiego dziecka motoryzacji. Dziesiątki, jak nie setki niepowodzeń, prób, zmielonych w pył tłoków doprowadziły w końcu do wyprodukowania pierwszych kilku sztuk traktorów, których premiera miała miejsce 1 maja 1924 roku. Zaraz potem zostały przewiezione na wystawę rolniczą w Niżnym Nowogrodzie. Teraz należało przystąpić do wybudowania całej linii produkcyjnej .

Dzierżyński bardzo intensywnie pracował nad stworzeniem pierwszej fabryki traktorów. Zaproponował, aby fabrykę umiejscowić w Wołgogradzie, natomiast maszyny rolnicze miały być produkowane w Rostowie lub Nowoczerkasku. Równolegle pracował nad powstaniem fabryki lokomotyw. Jego plany o mały włos nie zostały pogrzebane. 17 lipca 1924 roku Rada Pracy i Obrony (STO) idąc za głosem odpowiadającego za wydatki związane z przemysłem- Sokolnikowa, zadecydowała, wbrew wcześniejszemu planowi Komisariatu Komunikacji, o obniżeniu budżetu planu budowy lokomotyw do 28 milionów rubli, co całkowicie niweczyło koncepcję wyprodukowania stu parowozów.

Już dwa dni po obwieszczeniu tej dyspozycji niwelującej olbrzymią pracę wielu przedsiębiorstw, Dzierżyński wysłał pismo do Komitetu Centralnego Politbiura i Stalina wykazując, że decyzja Rady Pracy i Obrony nie miała wagi znaczącej przy dyrektywie Ludowego Komisariatu Komunikacji, a także proponował pilne posiedzenie Komitetu Wojenno-Przemysłowego.

Na posiedzeniu Politbiura i Komitetu Wojenno-Przemysłowego WPK ustalono, że industrializacja musi być kierowana centralnie, musi zwrócić się do robotników przemysłu o pomoc i utworzyć odpowiedni budżet. Było to przedsięwzięcie o tyle istotne, że trwały rozmowy z zagranicznymi firmami na koncesję wyrębu lasów, których transport poza rzecznym był w istocie niemożliwy.

O produkcji samochodów na wielką skalę jeszcze nie mogło być mowy. Praktycznie tworzono zakłady pracy od podstaw w drodze wielkich wyrzeczeń. Ale pomimo trudności już w 1924 roku zapoczątkowano budowę fabryki samochodów w Moskwie. Związek Radziecki nie mógł liczyć ani na pomoc specjalistów z innych krajów, ani na pożyczkę na rozwój przemysłu. Wszystko musiało być wykonane własnymi środkami. Dzierżyński naciskał na stworzenie własnych maszyn, obrabiarek przydatnych zarówno w produkcji traktorów, jak i samochodów czy samolotów.

19 lipca 1924 roku w „Gazecie Przemysłowo- Handlowej” nr 136 ukazało się pismo okólne do zarządów syndykatów i trustów oraz do czerwonych dyrektorów napisane przez Feliksa Dzierżyńśkiego dzień wcześniej. Przekonywał w nim, że: „Dyrektor zakładu w państwie robotniczym znajduje się w warunkach bez porównania lepszym niż jego poprzednik w państwie burżuazyjnym, gdyż ten ostatni mógł się spotkać z czysto formalnym ustosunkowaniem do swoich poczynań, albo z ustosunkowaniem wręcz wrogim, ponieważ cele dawnego dyrektora i robotników przedsiębiorstwa były diametralnie przeciwstawne. Czerwony dyrektor ma natomiast po swojej stronie poparcie mas robotniczych i to go ratuje od wielu błędów i zawodów, które byłyby nieuchronne, gdyby był całkowicie samotny [2]”.

Po raz kolejny mocno akcentował potrzebę krytyki w celu podniesienia wytwórczości, której nie należy się obawiać, gdyż słuszna krytyka prowadzi do lepszej organziacji i poprawienia wydajności. Grzmiał: „…nie wolno obawiać się krytyki, nie wolno tuszować niedociągnięć, trzeba ujawniać ich ujawnienie i nie dopatrywać się we wszystkim dyskredytowania. Zdyskredytowany może być tylko ten, kto ukrywa swoje błędy, kto nie chce walczyć ze złem, t.j. ten kto powinien być zdyskredytowany. Trzeba umieć widzieć prawdę i przyjmować ją od mas i od wszystkich uczestników wytwórczości, nie ma niczego gorszego od samochwalstwa i zadowolenia z siebie. Iść naprzód możemy tylko wtedy, kiedy krok za krokiem odsłania się i przezwycięża zło [3]”.

W kolejnych słowach ostro skrytykował postawę, której z serca nienawidził, a która była bardzo widoczna w zachowaniu wielu koministycznych liderów- podlizywanie się masom pracującym. Uważał, że każdy kierownik powinien wypracować u robotników szacunek, ale nie poprzez schlebianie im, a poprzez wytężoną, odpowiedzialną pracę, poprzez dawanie przykładu, zwłaszcza tym nienabyłym do kultury robotnikom, którzy swoje małe interesy prywatne i grupowe przedkładają nad interes proletariatu.

W dalszym ciągu nie poprzestawał krytykować rozrastającej się biurokracji pochłaniającej sporą część budżetu. Apelował, o ograniczenie zatrudnienia w administracji, o zredukowanie jak największej ilości stanowisk nieprodukcyjnych. Jak twierdził : „Bez przyjęcia zasady oszczędności bez znacznego wysiłku w tym zakresie nie damy sobie rady ze stojącymi przed nami olbrzymimi zadaniami wzrostu [4]”. Zarazem sprzeciwiał się ograniczeniu kosztów wydatkowanych na oświatę, budowę mieszkań i kulturę. Sam dawał przykład gospodarności i oszczędności proponując odebranie urzędnikom samochodów używanych do celów prywatnych: „Wydaje mi się, że należy wycofać samochody dla celów osobistych, w tym również i mój samochód… Jeśli jest jeden wóz osobisty, to zawsze znajdą się i następne [5]”.

Wciąż dużym problemem była w 1924 roku kwestia uregulowania cen i płac. Dzierżyński zbijał natychmiast wszelkie wyliczenia optymistycznych ekonomistów i ich argumenty mówiące za koniecznością podwyżki płac. Wielokrotnie przekonywał, że jest to działanie szkodliwe. Sam ze swoim zespołem analityków porównywał raporty i sprawozdania przedsiębiorstw wykrywając w nich nieuzasadnione wyliczenia, świadczące o jakoby rewelacyjnej kondycji zakładów. Obalał je i domagał się, aby w sprawozdaniach pisano prawdę, a nie dawano się ponieść myśleniu życzeniowemu czy też naginająć fakty, byle tylko udowodnić rozwój ekonomiczny uzasadniający podwyżki płac. Rozwiązanie widział we wzroście wydajności pracy, lepszej organizacji i oszczędności podpierając się słowami Lenina „lepiej mniej, ale lepiej”. 

W czerwcu 1924 pisał do dyrektorów i zarządów firm przywołując do porządku: „… nie wolno bać się krytyki, nie wolno tuszować braków; wręcz przeciwnie, należy ułatwiać ich wykrycie i nie dopatrywać się we wszystkim chęci zdyskredytowania. Zdyskredytowany może być tylko ten, kto ukrywa swoje braki. Trzeba umieć widzieć prawdę i przyjmować ją od mas i od wszystkich biorących udział w produkcji.  Nie ma nic gorszego od samochwalstwa i zadowolenia z siebie. Iść można naprzód jedynie wówczas, kiedy krok za krokiem odsłania się i przezwycięża zło. Lecz zarazem trzeba skończyć z istniejącą u nas praktyką pochlebiania masom, schlebiania robotnikom.

Musimy pamiętać, że nasi robotnicy, podobnie jak i my sami, są jeszcze niedostatecznie kulturalni, że częstokroć stawiają oni interesy grupowe ponad interesami całej klasy robotniczej, że często niedostatecznie uświadamiają sobie, że jedynie ich pożyteczna praca i jej wydajność może stworzyć państwo komunistyczne, utrwalić władzę radziecką. (…) Droga demagogii- to chyba droga najbardziej szkodliwa, bo usypiająca masy, odpychająca je od podstawowych zadań klasy robotniczej w dziedzinie produkcji, pomniejszająca znaczenie ofiar, które poniosła klasa robotnicza, i w ostatecznym rachunku zgubna dla naszego przemysłu [6]”.

Efekty pracy Feliksa Dzierżyńskiego, zwanego również „ojcem radzieckiej industrializacji” widoczne były gołym okiem. Na jesieni 1924 roku w Rosji Radzieckiej pracowało osiem wielkich pieców hutniczych, rok później przybyło ich 13. Dzięki lokalizacji zakładów przemysłowych w pobliżu źródeł surowców zyskano wielkie oszczędności transportowe. Natomiast dzięki polityce Dzierżyńskiego dotyczącej budowania nowych zakładów przemysłowych we wszystkich republikach radzieckich, społeczeństwa lokalne doświadczały wpływu inwestycji Związku Radzieckiego na ich rozwój i zapewnienie miejsc pracy. Według tych wytycznych fabryki tekstylne lokowano w rejonach bogatych w bawełnę i len jak Uzbekistan i Turkmenistan, a huty na Uralu i na Ukrainie.

Dzierżyński bardzo trzeźwo oceniał sytuację. Widział niedostatki produkcji, ubogą technologię, brak wykształcenia kadr kierowniczych, zmagania z niedoborami i nie pozwalał ani sobie, ani nikomu innemu nawet na chwile rozprężenia, bowiem walka nie została jeszcze skończona. Zdawał sobie sprawę, jak daleka jest jeszcze droga do tego, aby dorównać w produkcji państwom kapitalistycznym. Przekonywał, że szkodliwy jest zakup surowców takich jak miedź, nikiel, aluminium zagranicą, gdyż koszty zakupów wynosiłyby ponad trzysta milionów rubli w złocie, kiedy Rosja Radziecka ma ogromne złoża metali kolorych, wystarczy tylko rozwinąć przemysł i ich wydobycie. Nie była to droga łatwa, ale jedyna.

Tymczasem już w 1924 roku trockiści coraz głośniej mówili o ponownej „kolonizacji” kraju, dopuszczeniem zagranicznego kapitału i technologii, co z cała pewnością przyspieszyłoby wzrost gospodarczy, ale z drugiej uzależniłoby kraj od kapitału. Dzierżyński nie chciał do tego dopuścić. Nie zgadzał się również z tezą Trockiego o dominacji proletariatu robotniczego nad chłopstwem i zdecydowanie protestował jednocześnie wykazując zgubny kierunek Trockiego prowadzący do ponownego utworzenia nierówności klasowej.

W roku 1924-tym Dzierżyński odniósł kolejne zwycięstwa w walce z kontrrewolucją. Dzięki osobistemu zaangażowaniu i pomysłowości udało się namierzyć jednego z najbardziej krwawych wrogów Kraju Rad- Michaiła Rosselewicza, najbliższego współpracownika Borysa Sawinkowa. Pod hasłem „pomagamy narodowi rosyjskiemu uwolnić się od bolszewików”, Rosselewicz wraz z byłymi carskimi oficerami dokonywał wielu przestępstw, grabieży i okrutnych mordów na bolszewickich działaczach. Zajmował się handlem bronią, werbowaniem szpiegów i kierowaniem dywersyjnej roboty. Często przyjeżdżał do Rosji, ale zawsze udawało mu się wymknąć z zasadzek mając doskonale opanowaną sztukę konspiracji. Śmiał się z niepowodzeń WCzK, któr go od dłuższego czas ścigała.

Pewnego dnia, dzięki niesprawdzonej jeszcze informacji, Dzierżyński dowiedział się, że Rosselewicza żona prawdopodobnie mieszka w Piotrogrodzie. Na nic jednak zdały się poszukiwania, nikogo o takim nazwisku nie było. Zaczęto więc sprawdzać nazwiska podobnie brzmiące i wówczas natrafiono na Ludmiłę Wosselewicz. Rozpoczęto obserwację. Okazało się, że w dowodzie osobistym z łatwością zmieniono nazwisko piórem zniekształcając pierwszą literę nazwiska.

Ludmiła Rosselewicz prowadziła bardzo skromny styl życia, jej syn studiował w Instytucie Technologicznym i niczym się nie wyróżniał. Aż pewnego dnia z urzędu telegraficznego doniesiono, że niejaki Maciuk wzywa panią Wosselewicz do Charkowa. Wówczas plan działania zaświtał w głowie Dzierżyńskiego. Rozkazał czekistom towarzyszyć jej w podróży udając handlowców. Za wszelką cenę pragnął pojmania tego bandyty mówiąc oficerom przed akcją: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tym łotrem. Ma już tysiące zamordowanych na sumieniu, morze krwi i łez. Nie zapominajcie o jego ochronie, życzę powodzenia [7]”.

Podczas wspólnej podróży, udający biznesmenów czekiści starali się wciągnąć panią Ludmiłę do rozmowy. Z początku się opierała, jednak przed Charkowem nie szczędziła już szczegółów o tym, że jedzie spotkać się z mężem. W Charkowie na peronie akcję przeprowadzono błyskawicznie. Rosselewicz został zupełnie zaskoczony. Nie docenił WCzK, zbyt długo udawało mu się wymykać władzy, co wpłynęło na osłabienie czujności, co później przyznał Dzierżyńskiemu podczas przesłuchania.

W walce przeciw władzy radzieckiej kontrrewolucjoniści byli już bardzo zmęczeni. Pasmo porażek nie dodawało im sił, wielu z nich popadło w morfinizm i alkoholizm tracąc z jednej strony grunt pod nogami i nadzieję na zwycięstwo, a z drugiej wyczerpywały się zarówno pieniądze łożone przez kapitalistyczne rządy, a także ich cierpliwość. Przywykli do nieustającego stresu, ryzyka kontrrewolucjoniści nie potrafili tak po prostu zająć się czymś innym. Ich działalność stała się nałogiem, która prowadziła do jednego- do ich własnej zguby. Cztery lata wojny i cztery lata zmasowanych działań, które nie przyniosły żadnego zwycięstwa, drastycznie osłabiło morale tych, którzy marzyli o swojej Rosji wolnej od bolszewików. Ogromne środki zainwestowane w białe armie, w setki tysięcy bojowników, setki szpicli okazały środkami straconymi. Wojna z bolszewikami okazała się fatalnym interesem.

Przez ostatnie lata władza radziecka ugruntowała swoją pozycję, przekształciła zarówno Armię Czerwoną w sprawne wojsko, a także siły bezpieczeństwa, które nauczone własnym doświadczeniem stały się poważnym przeciwnikiem dla zachodnich ośrodków wywiadowczych. A przecież jeszcze cztery lata temu całe WCzK składało się z 23 pracowników posiadając budżet mieszczący się w kieszeni Dzierżyńskiego, bez siedziby czy biurek. Praktycznie z niczego utworzono jedną z najsprawniejszych sił bezpieczeństwa państwa na świecie, której do dziś obawiają się światowe mocarstwa.

Dzięki Arturowi Artuzowi i jego misternie utkanej prowokacji, sukcesem zakończyło się aresztowanie najbardziej poszukiwanego od lat eserowca Borysa Sawinkowa, człowieka odpowiedzialnego za wzniecenie krwawego powstania miedzy innymi w Jarosławliu na zlecenie francuskiego posła Noulensa i angielskiego szpiega będącego wówczas chargé d’affaires brytyjskiej ambasady Lockharta.

Brał on udział w próbie zamachu na Lenia, organizował działania kontrrewolucyjne przeciwko władzy bolszewickiej, był prowokatorem licznych pogromów chłopskich, bandyckich napadów rabunkowych na instytucje radzieckie, współdział z białymi generałami, a także szpiegował na rzecz Polski i Francji. Wcześniej zaś z równą namiętnością walczył z carskim reżimem organizując wiele zamachów i zabójstw na carskich dygnitarzy, miedzy innymi na ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Plehwego czy na gubernatora Moskwy księcia Aleksandrowicza. Przymierzał się do również do zabójstwa samego cara. Był wielokrotnie aresztowany i skazywany. Udało mu się uciec nawet z więzienia w Sewastopolu na dzień przed własną egzekucją. W rządzie Kiereńskiego był przez krótki czas ministrem do spraw wojskowych i morskich. Widząc błazenadę premiera Kiereńskiego nie wahał się poprzeć generała Korniłowa i Krasnowa. Udał się nad Don, ale i tam nie zagrzał długo miejsca. 

I właśnie w 1924 roku zakończyła się jedna z największych akcji OGPU, która trwała w sekrecie prawie dwa lata. Była to jedna z wielkich akcji OGPU, którą nadzorował osobiście Feliks Dzierżyński, a o której wiadomo między innymi za sprawą opartej na faktach książki Wasilija Ardamatskiego. Jednym ze sposobów rozszyfrowania wroga, było wnikanie czekistów w struktury kontrrewolucyjnych organizacji, dzięki czemu Czerezwyczajka miała bardzo dobre rozeznanie w działaniach wroga. Tym razem skala przedsięwzięcia i jej rozmach przewyższa scenariusze najbardziej sensacyjnych filmów szpiegowskich.

Działalność Sawinkowa bardzo niepokoiła Dzierżyńskiego. O pobycie na terytorium Kraju Rad, służby bezpieczeństwa zwykle dowiadywały się tuż po jego wyjeździe. Człowiek ten o wielu twarzach i wielu nazwiskach doskonale kamuflował się. Jeszcze w 1923 roku Dzierżyński wysłał pismo do zaufanego dyplomaty rosyjskiego w Berlinie prosząc o przesłanie wszelkich materiałów, informacji wywiadowczych, wycinków z gazet i osobiste sugestie na temat Sawinkowa. O dowodzenie sprawą Dzierżyński poprosił Wiaczesława Mienżyńskiego.

Dramat eserowca przebywającego za granicą, kreującego się na jedynego człowieka, który jest w stanie przejąć władzę w Rosji, zaczął się od aresztowania na granicy jego posłańca i adiutanta, Leonida Szeszeni. Szeszenia starał się wjechać nielegalnie do Związku Radzieckiego, aby rozeznać się w sytuacji i spotkać się z milczącymi od pewnego czasu rezydentami organizacji w Moskwie i Smoleńsku. Początkowo Szeszenia nie przyznawał się do zarzucanej mu działalności kontrrewolucyjnej, jednak im dłużej przebywał na Łubiance w wewnętrznym więzieniu OGPU, tym rosła w nim świadomość swej beznadziejnej sytuacji, która mogła zakończyć się standardowo- rozstrzelaniem.

Podczas kolejnych przesłuchań, zdecydował się pójść na współpracę i zdradzić hasła, dzięki którym miał nawiązać kontakt z rezydentami. Do rezydenta Gierasimowa w Smoleńsku udał się czekista Grigorij Syrojeżkin podający się za Szeszenię. Akcja nie poszła po myśli, Gierasimow wyczuł podstęp, ale zanim zdążył wyciągnąć broń, już leżał na ziemi powalony przez Syrojeżkina. W toku śledztwa, dzięki zdobytym hasłom udało się rozpracować i aresztować około 300 osób z organizacji, ale to wciąż było za mało. Urządzono im jawny proces pokazując siłę bolszewickich tajnych służb, ale nic więcej. Ani o krok czekiści nie zbliżyli się do Sawinkowa.

W zanadrzu pozostał drugi rezydent w Moskwie, Zekunow, pracujący w ochronie kolei, z którym wiązano większe nadzieje. Do tego zadania Dzierżyński wyznaczył Andrieja Pawłowicza Fiodorowa, jednego z najlepszych agentów OGPU, który podszył się pod adiutanta Szeszenię i spotkał się z rezydentem Zekunowem. Zekunow nie wzbudzał swoją osobą żadnych podejrzeń, ceniony był w pracy za wykrycie szajki złodziei, szanowany był w kamienicy, w której mieszkał. Wiódł spokojne, rodzinne życie i nic nie wskazywało na to, że jest niebezpiecznym przestępcą. Podczas przesłuchania wyszło na jaw, że Zekunow po powrocie z polskiej niewoli i odnalezieniu żony i dziecka nie miał zamiaru kontynuować kariery kontrrewolucjonisty, całkowicie porzucił działalność antybolszewicką i jedyne czego pragnął, to rozstać się z organizacją Sawinkowa -Narodowym Związkiem Obrony Ojczyzny i Wolności. Teraz Zekunow nie miał innego wyjścią, jak zgodzić się na współpracę z OGPU.

Na zebraniu OGPU Dzierżyński przedstawił plan, polegający na tym, że należy stworzyć pozory silnej, nowej i nieznanej jeszcze na Zachodzie organizacji walczącej z bolszewikami, która potrzebuje przywódcy tak wielkiej miary jak Sawinkow. W drodze intrygi, należy go do Rosji zwabić, gdzie zostanie aresztowany i postawiony przed sądem. Plan był bardzo ryzykowny, posiadał wiele bardzo słabych ogniw, którymi głownie byli zwerbowani do pracy dla czekistów kontrrewolucjoniści. Innego sposobu, aby sprowokować Sawinkowa do przyjazdu do kraju nie było.

Fiodorow przeglądając akta dawnych spraw, które zakończyły się rozpracowaniem nielegalnych organizacji, badając dostarczony przez specjalistów portret psychologiczny Sawinkowa, odnajdując najsłabsze jego punkty, tworzył na ich podstawie wiarygodny obraz członków i zadań przyszłej akcji. Sam wcielił się w rolę Arkadija Muchina, członka komitetu centralnego nielegalnej i nieistniejącej organizacji Liberalnych Demokratów.

Aby nawiązać kontakt z liderem narodowego Związku Obrony Ojczyzny i Wolności, wysłano do Polski Zakunowa jako członka Liberalnych Demokratów, aby przekazał Sawinkowowi propozycję objęcia kierownictwa organizacji mającej świetnie zorganizowaną siatkę kontrrewolucyjną. Do przebiegłej akcji wciągnięto polski wywiad, którego reprezentował Kapitan Włodzimierz Sekunda, as polskiego wywiadu. Podesłano mu przez Zakunowa wiarygodne, acz fałszywe, ściśle tajne dokumenty o dużej wartości strategicznej. Wszyscy uczestnicy tego spektaklu byli uczeni przez WCzK, jak mają się zachowywać we wszystkich ewentualnych sytuacjach, aby pokierować nieświadomymi uczestnictwa w grze ludźmi tak, jak sobie tego życzyło OGPU.

Na następne spotkanie z Sawinkowem udał się również Muchin doskonale ucharakteryzowany na dżentelmena w eleganckim, dobrze skrojonym garniturze i pierścieniem na palcu. Po przekroczeniu granicy radziecko polskiej spotkali się z kapitanem Włodzimierzem Sekundą i razem udali się do Warszawy, gdzie na spotkaniu z Fiłosofowem i Szewczenką- wysoko postawionymi członkami Narodowego Związku Obrony Ojczyzny i Wolności, Muchin przekonywał o historycznej szansie przejęcia władzy pod przewodnictwem Sawinkowa. Potwierdzał to przywożąc tajne opracowania sytuacji w ZSRR. Pełen podejrzeń Sawinkow pragnąc być pewnym Muchina, postanowił wysłać do Moskwy Iwana Fomiczewa na przeszpiegi. Pech chciał, że był on szwagrem Leonida Szeszenii. Tu operacja zaczęła wkraczać w najbardziej wąskie gardło, stała się bardzo niebezpieczna i wyrafinowana.

W tym czasie OGPU całkowicie rozeznało się we wszystkich członkach organizacji, byli obserwowani i nie uchodziło uwagi WCzK dosłownie nic. Stali się bezwolnymi pionkami w grze. Zaaranżowane spotkania będące cały czas pod kontrolą z prawdziwymi członkami Związku wypadły nader dobrze. Dobrze też wypadła scena spotkania Fomiczewa i Szeszeni. Aby Szeszenia dalej mógł uczestniczyć w grze, należało się lepiej zabezpieczyć na wypadek jego zdrady. Postanowiono sprowadzić do Moskwy jego przedsiębiorczą żonę, Saszę Zajączek, która w międzyczasie została zwerbowana przez polski wywiad.

Z kolejnej wizyty Zekunowa w Polsce, do której przywiózł następną porcję doskonale spreparowanych dokumentów. Skutecznie tworzył złudzenie, że organizacja świetnie sobie radzi i gra na nosie OGPU. Z Polski Zekunow powrócił z żoną Szeszeni, Saszą. Sasza tuż przed przyjazdem do Moskwy została aresztowana i przewieziona na Łubiankę, gdzie po kilku dnach trafiła do celi męża. Rozważając możliwe scenariusze wydarzeń, małżeństwo poszło na ugodę z OGPU, w ramach której Szeszeni darowano karę i pozwolono zamieszkać w Moskwie. Dalej musiał uczestniczyć w maskaradzie nie zważając na to, że jego szwagier- Fomiczew, stoi po drugiej stronie barykady.

Kolejnym, najbardziej karkołomnym etapem było sprowadzenie Sawinkowa do Moskwy. Nie było to takie proste. Sawinkow wiedział, z jak wielkim i niebezpiecznym przeciwnikiem ma tam do czynienia. Z jednej strony kusiła go władza i rozpierała ambicja, z drugiej strony był pewien, że najdrobniejsze jego potknięcie oznaczać będzie koniec jego kariery i niechybna śmierć. Często wspominał czasy, kiedy był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników Aleksandra Kiereńskiego, szczycił się tym, że znał większość białogwardyjskich generałów, że poważały go służby specjalne Francji i Polski, był dumny z wielkiej roli i wagi, jaką odgrywał na arenie międzynarodowej, a przynajmniej mu się wydawało, że to on rozdaje karty w świecie wielkiej polityki. Z czasem jego kariera straciła na znaczeniu. Wywiady obcych państw coraz bardziej niechętnie finansowały jego działalność, na nic się zdało nawet spotkanie z Mussolinim czy z przywódcą Czechosłowackim Tomášem Mesarykiem. Powoli tracił grunt pod nogami, potrzebne mu było spektakularne zwycięstwo.

Upewniwszy się co do prawdomówności Muchina poddając go wielu próbom, Sawinkow postanowił wysłać do Rosji swojego zaufanego adiutanta, pułkownika Pawłowskiego- człowieka bezwzględnego, zdolnego do najbardziej okrutnych czynów, z zadaniem zweryfikowania przebywających tam Szeszeni, Zekunowa i Muchina. Po przekroczeniu granicy na galopujących koniach i śmiertelnie raniąc pogranicznika, Pawłowski ze swoim pomocnikiem zapominając o grze wstępnej ruszyli na podbój cnót niewieścich oraz banków, z których łupy zasilić miały organizację, pod warunkiem, że nie wydadzą wszystkich pieniędzy na drogie restauracje i hotele.

Zorganizowano kilka wyreżyserowanych spotkań osiągając zamierzone cele do tego stopnia, że nawet uzyskano zaplanowane wcześniej poróżnienia się aktorów nieświadomych tego, że są marionetkami sterowanymi przez OGPU. Najtrudniejszym zadaniem było wykorzystać byłego carskiego oficera, Pawłowskiego do swoich celów, był on bowiem bardzo oddany i lojalny wobec Sawinkowa. Aresztowany Pawłowski po przedstawieniu mu długiej listy jego zatrważających zbrodni zgodził się na współpracę, choć nie bez oporów.

W tym świecie iluzji, stworzono pozory wyjazdu Pawłowskiego na południe, gdzie miał dokonać napadów rabunkowych. Sprokurowano jego rany odniesione podczas napadu na pociąg, a nawet informacje o tym zostały zamieszczone w prasie. Podczas przeglądu organizacji Liberalnych Demokratów przez Fomiczewa, w rolę terenowych działaczy wcielili się czekiści. Pawłowski podczas próby ucieczki z więzienia został zastrzelony. Zdarzenia, nawet jeśli wybiegały poza scenariusz OGPU, były tak przedstawiane, a napięcie tak stopniowane, aby jak najbardziej wiarygodnie przedstawić gotowość Liberalnych Demokratów do obalenia rządu bolszewików.

W końcu udało się przekonać Sawinkowa, by wyruszył do Moskwy zaopatrzony w fałszywy paszport. Wraz z nim udali się Lubow Derenthal- jego kochanka i zarazem żona jego przyjaciela, który ruszył z nimi w podróż. Wraz z nimi wyjechali czekistowscy przyjaciele. Cała podróż i pobyt kontrrewolucyjnych przyjaciół w hotelu były pod kontrolą OGPU. Następnego dnia po przyjeździe, gdy towarzystwo jadło przy stole śniadanie, zostali aresztowany. Było to dla Sawinkowa ogromne zaskoczenie. Do salonu, w którym zdobywcy Rosji roskoszowali się śniadaniem nagle weszło dziewięciu uzbrojonych czekistów. Nastała cisza. Pierwszy odezwał się Sawinkow, pytając, czy mogą dokończyć śniadanie.

W toku śledztwa Sawinkow przyznawał się do stawianych mu zarzutów dokładnie przedstawiając wszystkie okoliczności jego pracy, kontakty, sposoby finansowania, powiązania wsypując każdego, z kim się zetknął. Na jedno z przesłuchań został zaprowadzony do gabinetu Dzierżyńskiego. Było to długo oczekiwane przez Feliksa spotkanie z jego największym wrogiem. Rozmowa nie była miła. Dzierżyński był bardzo oschły w stosunku do Sawinkowa, z całą surowością mówił o odpowiedzialności jaką nosi ze sobą za śmierć tysięcy istnień ludzkich, za zdradę i spisek wobec kraju, który podobno tak mocno kochał.

Sawinkow podczas samotnych nocy w celi zrozumiał, że jego i bolszewików cele były tak naprawdę takie same- przynieść wolność Rosji. Ale on niefrasobliwie stanął po złej stronie barykady. Podczas przesłuchań Sawinkow szukał wszelkich możliwości złagodzenia wyroku począwszy od szczerej samokrytyki po wyrażoną chęć pracy dla kraju. Pomimo tego, że Dzierżyński szanował Sawinkowa za jego ideologiczne pobudki i chęci, nie wiele mógł dla niego zrobić, bo, jak powiedział Dzierzyński, „sto tysięcy robotników bez żadnej presji z czyjejkolwiek strony przyjdzie i zażąda jego śmierci [8]”.

Sąd Najwyższy skazał go pięciokrotnie na karę śmierci, pięć lat pozbawienia wolności i przepadek mienia, równocześnie, co jest ewenementem jurysdykcji na skalę światową, sąd zwrócił się do najwyższych władz o darowanie skazanemu życia, na co 29 sierpnia 1924 roku Prezydium Centralnego Komitetu Wykonawczego ZSRR, przystało zamieniając mu wyrok na dziesięć lat więzienia. Prezydium uwzględniło współpracę Sawnikowa ze śledczymi, gotowość do wyrównania krzywd i dalszej pracy dla ZSRR.

Tak łagodne potraktowanie jednego z największych przeciwników bolszewików, było to zaskakujące, niewiarygodne i zarazem bardzo humanitarne zachowanie. Pokazało całemu światu, który uległ ekstrawertycznemu egocentryzmowi Sawinkowa, jego megalomanii i bajaniom o pragnieniu uczynienia Rosji krajem szczęśliwych ludzi, że były to puste frazesy o miłości i wierności narodowi. Pokazało także, że rząd bolszewicki nie jest tak okrutny, jak przedstawiano go w ówczesnej zachodniej prasie.

Sawinkow długo nie mógł pojąć, że został od samego początku wyrolowany przez niedocenianych przez niego bolszewików, o których sądził, że są niewykształconymi dzikusami niezdolnymi do tak skomplikowanej operacji. Nie wierzył, że czekiści, którzy go rozpracowywali byli ludźmi wysoko wykształconymi i często przewyższającymi jego inteligencję.

Warunki jego pobytu w więzieniu były bardzo dobre, miał możliwość korespondowania, pisania książki, opowiadań, spotkań, a nawet wyjazdów na łono natury, gdzie ciesząc się wiejskimi krajobrazami nie stronił od alkoholu. Dość szybko po skazaniu napisał nawet list do Dzierżyńskiego, w którym błagał go o przydzielenie jakiejś pracy, przekonywał o chęci działania dla Związku Radzieckiego, pisał, że nie może pozostać w pół drogi, więc jeśli go nie rozstrzelano, chce działać, prosił nawet o ułaskawienie. Dzierżyński nie uważał za stosowne, aby mu odpowiedzieć, wiedział też, że nie ma on żadnych szans na wcześniejsze odzyskanie wolności.

W radzieckiej prasie ukazało się szereg artykułów związanych ze sprawą i z postacią Sawinkowa. Nakazano również opracować książki zawierające materiały z prowadzonej sprawy, dano również możliwość samemu Sawinkowowi, aby własnym piórem ukazał zgniliznę własnych poczynań, a wyznając skruchę, przyznając się do popełnionych błędów dał możliwość do zaprezentowania oblicza władzy radzieckiej, która nie tylko pojmała jednego z największych terrorystów, ale także wykazała daleko idącą łaskawość w stosunku do niego. Sawinkow z całym zaangażowaniem pisał i co więcej- otrzymywał za to zapłatę, dzięki czemu mógł wysyłać pieniądze najbliższym, którzy ich potrzebowali czy sprawić nowe futro Lubow Derenthal.

Oczywiście wszystkie te działania miały charakter propagandowy, znaczenie ocieplający wizerunek Rosji Radzieckiej. Były konieczne, gdyż jak inaczej można było dotrzeć do świadomości światowej zmieniając ludzkie myślenie o bolszewikach tak mocno i negatywnie ugruntowaną przez zachodnią prasę? Anatol Łunaczarski pisał w związku z tym: „Jak to dobrze, że Sawinkow pozostał przy życiu! Pomyślcie tylko, kiedy ów człowiek posiadający bez wątpienia utalentowane pióro, w spokoju przymusowego odosobnienia , kiedy chcąc nie chcąc będzie musiał swą niepohamowana energię skierować w nurt pracy gabinetowej, zajmie się pisaniem wspomnień ze swego życia, w czasie którego stykał się z tak niewiarygodną liczbą osób i instytucji… pomyślcie tylko, kiedy z właściwym mu jadem obleje to wszystko sosoem nienawiści i pogardy, jakie narodziły się w nim przez lata wędrówek- jak pamflet, świadomy czy nie, pojawi się w ten sposób przed oczyma całego świata! Jeśli Sawinkow jest choć trochę szczery, kiedy mówi, że najcięższy jest dla niego osąd robotników i chłopów, których zdradził, to rzeczywiście ma wspaniałą możliwość zmazania swej winy- to jest z cała szczerością i jasnością opowiedzieć o wszystkim, jak było, ze wszystkimi szczegółami [9]”.

Sawinkow spędzał wiele czasu redagując swoje teksty. Warunki, jakie zapewniła mu OGPU były jak na człowieka o winach najcięższego gatunku wręcz rewelacyjne. Darowana kara śmierci dawała nadzieję na jego resocjalizację i dalszą pracę dla Rosji, którą tak podobno kochał. W niezbadanej duszy Sawinkowa do głosu dochodziły jednak sprzeczne doznania. Z jednej strony ulga po zamianie kary śmierci na więzienie, z drugiej strony porażka życiowa, załamanie wszystkich jego ideałów, zdrada najbliższych współpracowników, stres, jaki go nie opuszczał i strach, który zagnieździł się w nim na dobre, nie pozwalały mu na powrót i odnalezienie się w bolszewickiej rzeczywistości.

Być może wiele myślał, jak pokierować spektaklem swojego życia tak, aby jeśli nie za życia, to po śmierci stać się legendą, zapewnić sobie sławę i pamięć pokoleń. Jak odejść, by pozostać niepokonanym? Był coraz bardziej przytłoczony niepochlebnymi na jego temat artykułami, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony sceny politycznej. Epizody jego życia jedne po drugim były odkrywane i komentowane, często w sensacyjnych i skandalizujących ujęciach. Nie szczędzono szczegółów jego prywatnego życia, z którego obdarto go wnikając w zawiłości związku z Lubow Derenthal i osądzając pod kątem moralnym.

Jednym z gwoździ, których użyto do trumny Sawinkowa, była misternie rozpowszechniona informacja przez Gienricha Jagodę w rozmowie z dziennikarzem, jakoby małżeństwo Derenthalów było na usługach OGPU. Podejrzenie to miało na celu osłabić więzy Sawinkowa ze swoimi ostatnimi przyjaciółmi, a zarazem skompromitować ich w oczach zachodniego świata i zarazem korzystnie maskując sposoby pracy samego OGPU. 

7 maja 1925 roku, po powrocie ze spaceru w towarzystwie wyższych rangą czekistów w posiadłości OGPU w Carycynie, oczekując na eskortę w pokoju na piątym piętrze gmachu OGPU w towarzystwie Romana Pilara będącego wówczas zastępcą szefa Wydziału Kontrwywiadu OGPU, Syrojeżkina i Puzickiego, który podpisał nakaz aresztowania, Sawinkow niespodziewanie wyskoczył z okna zabijając się na miejscu. Jego ciało po chwili leżało martwe, a zastygłe oczy patrzyły w niebo. Żaden z czekistów nie miał szansy by przeszkodzić Sawinkowowi w samobójczym locie. Tego dnia powietrze było ciężkie, stojące i duszne. W gabinecie Pilara otwarte było duże okno zapewniające dostęp świeżego powietrza. Każdy z czekistów był czymś zajęty. Sawinkow chodził spokojnie po pokoju, podszedł do okna, przechylił się… Tego samego dnia podczas redagowania informacji o jego śmierci Dzierżyński powiedział: „Sawinkow pozostał wierny sobie. Wiódł brudne, zagmatwane, awanturnicze życie i w taki sam sposób je zakończył[10]

Śmierć Sawinkowa, nadętej nicości- jak pisał o nim Ardamatski, nie była bolszewikom potrzebna, niezasadne są więc przypuszczenia, że wyskoczył przez okno wbrew swojej woli. Cała jego organizacja została rozbita, pozbyto się zagrożenia, a jego osoba w świecie polityki została całkowicie spalona. Wbrew temu, co pisano w burżuazyjnych gazetach, że obiecano mu zwolnienie, ale nie dotrzymano słowa doprowadzając go do rozpaczy, powód samobójstwa był dużo bardziej banalny- Sawinkow utonął w morzu własnych kłamstw. Był człowiekiem na wskroś przegranym, którego zawiedli wszyscy, który rozbijając się o bruk zarazem spadł z wysokiego piedestału władzy, o jakiej marzył, która miała mu zapewnić uwielbienie, poważanie, a jemu samemu dać możliwość nieograniczonej władzy. Jest to postać bardzo niespójna, gubiąca się we własnych słowach, niewiarygodna, bo i jak można uznać za wiarygodną osobę, która swoja miłość do narodu rosyjskiego popierała tysiącami poległych Rosjan.

Anatol Łunaczarski odnosząc się do wielu tożsamości jakie przez ostatnie lat przybierał Sawinkow określił go następująco: „Artysta awantury, człowiek w najwyższym stopniu teatralny. Nie wiem, czy zawsze odgrywa rolę przed samym sobą, ale wobec innych gra rolę zawsze [11]”, a mówiono, że Łunaczarski w życiu był aktorem…

Opowieść Ardamatskiego, na podstawie której znamy przebieg operacji nazwanej „Syndykat-2” wydaje się być spójna, jednak nie do końca oddaje prawdziwy opis zajść. Zapewne wiele szczegółów i faktów jest przerysowanych, podobnie jak samo życie Sawinkowa, którego rzeczywistej odsłony nie znał zapewne on sam. Natomiast w obliczu tych, jak i innych spraw związanych ze służbami bezpieczeństwa każdego kraju, wiemy tyle, na ile nam pozwolą, zazwyczaj smutni panowie kontynuatorzy dzieła starszych kolegów w skórzanych kurtkach WCzK.

Sprawa pojmania Sawinkowa była przykładem, na którym uczyły się kolejne pokolenia tajnych służb w Związku Radzieckim. Zaakcentować należy fakt, że tak wzorowo, idealnie wręcz przeprowadzona operacja była dziełem w dużej mierze ludzi, którzy nie mieli profesjonalnego przygotowania szpiegowskiego, a całe doświadczenie zespołu, w tym również Feliksa Dzierżyńskiego opierało się jedynie na sześciu latach pracy wywiadowczej.

W latach 1924-1925 zlikwidowano na samym Zakaukaziu 47 grup przestępczych zajmujących się fałszowaniem pieniędzy. W Moskwie plagą byli kieszonkowcy. Ofiar złodziei było tak wiele, że konieczne było, aby sprawą zajęła się OGPU. Cały kraj pomimo olbrzymiego wysiłku władz spowity był plagą oszustw gospodarczych, kradzieży, korupcji,  nielegalnego wywozu towarów w tym złota, dzieł sztuki, części zamiennych, samochodów, a nawet minerałów.

Pomimo tak wielu zadań, nie milkły głosy domagające się ograniczenia OGPU pod względem liczebnym, jak i prawnym. Na takie działania nie mógł pozwolić Dzierżyński mówiąc, że nie będzie w stanie wziąć odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju, gdy służby zostaną ograniczone. Tymczasem bandytyzm wciąż był kluczowym problemem odradzającego się państwa głównie na terenie Ukrainy, Kubania, Syberii, Karelii i Kaukazu. Napadano na komitety partii, dochodziło do brutalnych morderstw na wybitnych komunistach, członków Komsomołu, nie rzadko napadano na banki, pociągi, składy i sklepy.

Podłoże bandytyzmu nie zawsze wynikało jedynie z chęci zysku, często przestępcze grupy i całe organizacje wspierane były przez antyradzieckie partie eserowców i burżuazję finansowaną przez kraje Ententy pragnącą wywołać jak największy kryzys w państwie, nie tylko polityczny, ale i gospodarczy ukazując społeczeństwu, jak słaba jest obecna władza nie potrafiąca zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom.

Aby przeciwdziałać pladze bandytyzmu, została stworzona specjalna komisja, by omówić problemy i znaleźć najskuteczniejsze rozwiązania w walce z bandytyzmem. Dzierzyński był całkowicie przekonany, że skuteczna walka może odbyć się jedynie w łączności ze społeczeństwem aktywnie wspierającym działania organów WCzK. Na jego polecenie, jego przyjaciel znany z predyspozycji do bezzwłocznego ataku i braku zrozumienia dla wrogów- Józef Unszlicht- został wysłany z misją na tereny Białorusi.

W tak trudnych warunkach, często niesprzyjających, w dobie polowania na kontrrewolucjonistów, Dzierzyński nie zaniedbywał korespondencji nadchodzącej od osadzonych często uskarżających się na warunki, rzadziej zaś wyznających szczerze swoje zrozumienie niewłaściwości popełnionych czynów, a także świadomość kary. Jednym z nich był chory na gruźlicę eser Aleksader Beilin, który w marcu 1924 roku w liście pisanym z Wiatki, jego miejsca zsyłki, do członka KC RKP(b) A.A. Andriejewa, obiecywał, że nigdy w życiu nie będzie zajmować się polityką prosząc zarazem, aby o swym wyznaniu poinformować OGPU. Tak też zrobiono.

List dotarł do Dzierżyńskiego, który w odpowiedzi do swego zastępcy Mienżyńskiego napisał, że władza radziecka powinna wychodzić do takich ludzi z wyciągniętą dłonią i dalsze przetrzymywanie w odosobnieniu nie ma podstaw. Zaznaczył też, że nawet, gdyby ten lub inny polityczny przeciwnik okłamał OGPU, byłoby to mniejsze zło, niż kamienne serce władzy. Wyrok Bailinowi został zmiejszony i w dość krótkim czasie został uwolniony. Już dwa lata wcześniej Dzierżyński w piśmie skierowanym do pracowników GPU pisał, że osobom, którym skrócono wyrok z powodu pełnej resocjalizacji, zatem zrozumienia błędu i chęci współpracy w nowej, bolszewickiej rzeczywistości, należy się pełne wsparcie partii.

 

[1] D. Verhoturov, Stalin przeciwko wielkiemu kryzysowi, http://lib.rus.ec/b/429535/read, (odczyt dn. 13.1.2013r.)

[2] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 413-414

[3] F. Dzierżyński, Artykuły, opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 414

[4] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 309

[5] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 290

[6] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 290

[7] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 258

[8] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 176

[9] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 188

[10] W. Ardamatski, Kto sieje wiatr, zbiera burzę, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 637

[11] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 147. Witalij Szentialiński w wydanej w 1997 roku książce opisując sprawę Sawinkowa sugeruje, że treść książki poświęconej akcji Syndykat-2 W.Ardamatskiego z 1971 roku jest po części fikcją, po czym opisuje dokładnie te same zdarzenia jedynie je uzupełniając.

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.