Brać urlop w tej chwili byłoby bardzo trudne

Rozdział LXVIII
 
 

Wpływ Dzierżyńskiego na działalność OGPU zdawał się być coraz mniejszy. Jego praca w Komisariacie Komunikacji zajmowała większość jego czasu. Wciąż był informowany o najważniejszych, strategicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwowego sprawach , kierował najważniejszymi sprawami. Jedną z takich spraw, w której interweniował osobiście z siła swojego autorytetu był planowany zamach na Józefa Piłsudskiego wiosną 1923 roku. Wykonawcą zamachu miał być doskonale Dzierżyńskiemu znany i ceniony agent Mieczysław Łoganowski będący rezydentem wywiadu w Warszawie. Jak zakładał plan, zamachowcy mieli w przebraniu endeków dokonać napadu na dom w Sulejówku, w którym mieszkał Piłsudski i zlikwidować go zrzucając tym samym całą winę na narodowych demokratów i licząc na stworzenie sporego zamieszania na arenie politycznej Polski.

Gdy informacja o planowanym zamachu dotarła do Dzierżyńskiego, ten stanowczo i kategorycznie się temu sprzeciwił powodując odwołanie akcji. Nie wiadomo, z jakich pobudek to uczynił. Poza więzami wspólnego gimnazjum nie łączyło go nic z Piłsudskim, który jeszcze trzy lata wcześniej napadł na Rosję Radziecką i był stałym zagrożeniem dla bolszewików. Być może uczynił to z uwagi na swego siostrzeńca, syna Aldony, który w tym roku ożenił się z siostrzenicą Piłsudskiego i mieszkał w jego domu? Być może po prostu brzydził się zamachami.

Na początku 1923 roku Dzierżyński oraz Unszliht, Kon i Marchlewski zostali zaproszeni do udziału w II Zjeździe Komunistycznej Partii Polski, który miał miejsce w podmoskiewskiej miejscowości Bolszewo. Pojawienie się Feliksa Dzierżyńskiego zostało przywitane ogromnymi brawami. Został poproszony o wygłoszenie przemówienia, ale kategorycznie odmówił tłumacząc się, że przez ostatnie miesiące nie dość dokładnie śledził sytuację polityczną w Polsce z uwagi na ogrom innych obowiązków. W kuluarach jednak bardzo długo rozmawiał prywatnie z Adolfem Warskim i Henrykiem Waleckim wsłuchując się w najnowsze wiadomości z ojczyzny.

Dzięki staraniom Dzierżyńskiego w 1923 roku utworzono pierwszą w ZSRR wyższą szkołę ochrony pogranicza. W liście jaki wysłał do młodych adeptów pisał o ich zadaniach: „Uniemożliwić przenikanie do kraju agentów kapitału międzynarodowego, nasyłanych przez nich szpiegów, organizatorów powstań, podpalaczy, dywersantów; udaremnić z miejsca próby podważenia monopolu handlu zagranicznego- oto główne zadania stojące przed wami i przed Wojskami ochrony Pogranicza w całości [1]”.

Przez kolejne lata temat ochrony granic będzie powracać wielokrotnie. Kontrrewolucja została pokonana, ale wciąż nie ustawała w podkopywaniu ekonomicznego kraju, szpiegostwo, handel informacjami kwitły. Dzierżyński adeptom wojsk ochrony pogranicza podawał przykłady z życia wzięte o ludziach, którzy nie do końca świadomi, często z naiwności czy lekkomyślności przekazywali strategiczne informacje wrogom, nie umiejąc zachować czujności, nie wiedząc, że takie czy inne materiały mogą mieć ważne znaczenie dla obronności kraju.

Zwracał również uwagę, aby wszystkich wyjeżdżających z kraju robotników na szkolenia w krajach kapitalistycznych poinformować o zagrożeniach, jakie mogą na nich czyhać za granicą. Aby skutecznie motywować do walki z przestępczością, Dzierżyński uznał, że niezbędne oprócz umiejętności przeciwdziałania nielegalnego wywozu dóbr z kraju jest również odpowiednia podbudowa żołnierzy na gruncie ideologicznym i oświatowym.

Pod koniec lata 1923 roku odwiedził go w jego biurze Feliks Hołowacz, który był w tym czasie posłem na Sejmu RP pierwszej kadencji. Korzystając z tego, że w Moskwie odbywała się Ogólnorosyjska Wystawa Rolnicza, uzyskał zgodę na wyjazd do Związku Radzieckiego. Ostrzeżony przez znajomych, zwracał baczną uwagę na śledzących go funkcjonariuszy, którzy z pewnością czyhali na każdym kroku. Nawet bagaże zostawił na dworcu, aby nie wzbudzać podejrzeń i ciekawości, zwłaszcza, że pragnął przy okazji odwiedzić swojego brata. Napisał list do Dzierżyńskiego pragnąc z nim porozmawiać o sytuacji w rolnictwie i rosyjskiej gospodarce. Po dwóch dniach otrzymał informację o czasie spotkania na Łubiance.

Chwilę porozmawiali o dawnych czasach, które ich łączyły. Dzierżyński zapytał się, jak gościowi podoba się Moskwa i jakie wrażenia ma z pobytu w Rosji. Był tego bardzo ciekawy. Feliks Hołowacz pochwalił czystość miasta, znacznie lepszą niż Warszawy, nie spodziewał się, że pociągi rosyjskie będą w tak dobrym stanie, czyste i zadbane, kiedy jeszcze kilka lat wcześniej nawet w wagonach pierwszej klasy nie było można uświadczyć niezbitej szyby. Rozmowa była bardzo wartka i rzeczowa. Hołowacz poprosił Dzierżyńskiego o zezwolenie na wyjazd jego brata mieszkającego na Suchariewce, poprosił też o pomoc w zwiedzaniu rosyjskiej wsi, o umożliwienie mu sposobności wymiany doświadczeń z rosyjskimi chłopami. Oczywiście Dzierżyński spełnił natychmiast wszystkie prośby polskiego posła. Rozmowa trwała pół godziny, jednak wrażenie jakie zostawiła na Hołowaczu były niezapomniane. Feliks z pewnością również cieszył się z tego spotkania, pomimo tego, że był diabelnie zmęczony.

Stale zapracowany nie miał czasu dla siebie i można by sądzić, że zapomniał nawet o sobie. W tyranii pracy, szacunku do każdej minuty jaką poświęcał na rzeczy ważne i bardzo ważne, można jedynie współczuć jego najbliższym pracownikom, którzy przez cały czas musieli być gotowi na spełnienie próśb czy poleceń Feliksa. Był tak bardzo pochłonięty praca, że kiedy dowiedział się, że Biuro Polityczne RKP(b) na posiedzeniu 3 październia 1923 zamierza wysłać go na urlop, przeraził się. Długo prosił o usuniecie sprawy jego urlopu z porządku obrad argumentując: „Brać urlop w tej chwili byłoby ze względów psychologicznych bardzo trudne, urlop nie dałby mi tez tego, co powinien dać.- tym bardziej, ze stan mojego zdrowia wymaga nie urlopu, ale pewnego zredukowania godzin codziennej pracy, o co też proszę [2]”.

W końcu uległ presji i wyjechał z rodziną pod Moskwę, z pewnością dlatego tak blisko, aby nie tracić czasu na dojazdy, gdzie chłonął literaturę z dziedziny hutnictwa i przemysłu metalowego oraz zagadnień związanych z budową północnej drogi kolejowej. Dostarczono mu wszelkich opracowań łącznie z danymi zatrudnienia. Ta urlopowa praca wkrótce objawiła się w listopadzie 1923 roku raportem do Rady pracy i Obrony ZSRR: „Swoimi siłami i środkami powinniśmy i możemy odbudować gospodarkę, nie czekając na zagraniczne kapitały, które nadejdą, kiedy sami będziemy silni .(…) Podstawowe przyczyny niedostatecznego rozwoju gospodarki: a)zła organizacja produkcji, pracy i podziału; b) niegospodarność; c)praca bez planu na przyszłość i bez uwzględnienia potrzeb i środków całej gospodarki narodowej i obrony kraju; d)partykularyzm i resortowość jako nasz wróg najważniejszy, brak głębokiej świadomości, że każdy swoja pracą, każdym swym posunięciem buduje lub rujnuje Wielkie Państwo Robotnicze; e)niezaspokojenie potrzeb kraju spowodowane niewystarczającymi rozmiarami produkcji; f) nie nadająca się do niczego organizacja naszej produkcji [3].

Brutalna prawda jaka biła ze słów Dzierżyńskiego, olbrzymi potencjał zadziwiał i wprawiał w konsternacje nie jednego słuchacza. Coraz więcej ludzi z otoczenia władz widziało w nim wroga. Dzierżyński nigdy nie bagatelizował sytuacji, otwarcie mówił o błędach, które wynikają z czyjegoś niedopatrzenia. Często niektórzy sugerowali mu, aby nie mówił głośno o niedociągnięciach, aby uciszać sprawy, na co nigdy nie było jego zgody. Był zwolennikiem otwartości i szczerej rozmowy. To co uważał za ważne, bez znaczenia czy kogoś to mogło urazić bądź nie, przedstawiał odważnie podczas swoich referatów.

W 1923 roku bardzo rzadko widywał się z Leninem. Pogrążony w chorobie przywódca bolszewików nie życzył sobie odwiedzin jego współpracowników, ale za to bardzo chętnie o nich słuchał, o ich osiągnięciach, pracy i życiu. Pod koniec roku nie był już w stanie nawet dyktować swoich notatek, ani odpowiadać na listy. Zamykał się w sobie widząc, że sprawy w kraju nie idą po jego myśli. Zasadnie obawiał się, że jego praca, idee, formowanie społeczeństwa takiego, jakim sobie go wyśnił, pójdą zupełnie w innym kierunku. Czuł, że władza wymyka mu się z rąk, a jego autorytet staje się fasadowy. Zły był na Dzierżyńskiego za sprawę gruzińską, z przerażeniem patrzył na Stalina pełniącego funkcję Ludowego Komisarza Spraw Narodowościowych zarzucając mu nie tyle co niekompetencje, ale fatalny charakter, nieumiejętność współpracy z ludźmi, jego chamstwo, grubiaństwo i bezczelność. Obawiał się, że ambicje, parcie na władzę Gruzina wypaczą jego świat.

21 stycznia 1924 roku po długiej chorobie o godzinie 6:50 wieczorem w Gorkach pod Moskwą zmarł Włodzimierz Iljicz Lenin. Nic nie wskazywało, że śmierć dopadnie go tak szybko. Jego stan zdrowia poprawiał się, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Gdy dotarła do Feliksa ta smutna i zarazem przerażająca wiadomość, wiedział, że tej nocy nie wróci do domu.

Natychmiast zorganizowano nadzwyczajne posiedzenie Komitetu Centralnego, na którym wyznaczono Dzierżyńskiego przewodniczącym Przewodniczącym Komisji Uroczystości Pogrzebowych. Dzierżyński jeszcze nie wiedział, jak duży wpływ na jego życie będzie miała ta tragedia.

Zanim jeszcze koła historii przemielą kolejne wydarzenia, jeszcze tej samej nocy jego pierwszym zadaniem była organizacja przewozu profesorów Abrikosowa i Rozanova do Gorki oraz transport zwłok do Moskwy, które przywiezione w trumnie na Dworzec Pawelecki zostały przetransportowane ulicami miasta w akompaniamencie grobowej ciszy do Domu Związkowego (Sojuzow). Zanim to nastąpiło, należało opracować trasę konduktu żałobnego idącego ulicami Moskwy, odpowiednio ją zabezpieczyć w obawie przed spodziewanymi atakami kontrrewolucjonistów wykorzystujących ten bolesny dla narodu moment żałoby.

Pomysłem jednorękiego Stalina (drugą, niedorozwiniętą skrzętnie ukrywał) było wybudowanie mauzoleum pod murem Kremla, w którym znalazło się zabalsamowane ciało Lenina, mimo, że Lenin za życia oraz Nadieżda Krupska po śmierci przywódcy stanowczo sprzeciwiali się takiej formie uczczenia pamięci wodza rewolucji.

Wzniesiono drewniane mauzoleum, które po sześciu latach, według projektu Aleksjeja Wiktorowicza Szczucewa zostało przebudowane. Pomimo ciężkich chwil Dzierżyński nie poddał się i rzucił w wir działań. Jak mógł pomagał robotnikom budowlanym zapewniając im ogrzewanie, ciepłe ubrania i posiłki. Z całego kraju dochodziły informacje o tym, że robotnicy Kraju Rad tłumnie przyjadą do Moskwy, by wziąć udział w ceremonii pogrzebowej. Należało odpowiednio zabezpieczyć miasto na wypadek ewentualnych zamachów, przygotować się do przyjęcia milionów ludzi, zorganizować dodatkowe transporty, połaczenia kolejowe itd.

Nad ranem, nie mówiąc nic wszedł do mieszkania. Zofia zauważyła, że coś się musiało stać złego. Feliks wyglądał zupełnie jak inny człowiek, cichy i skamieniały. Taki też usiadł na krześle przy stole nie zdejmując nawet czapki.

„-Feliks, co z się z tobą dzieje?- spytała Zofia.

- Włodzimierz Iljicz umarł. –odpowiedział Feliks nie ruszając się z miejsca.

-Co ty mówisz!?- z wielkim zdziwieniem przeplecionym z szokiem spytała się Zofia.

-Lenin umarł- powtórzył sucho Dzierżyński [4]”.

Z oczu Zofii popłynęły łzy.

Feliks Dzierżyński nad trumną Lenina

25 stycznia 1924 roku Dzierżyński wydał przez radio zarządzenie, by w dniu pogrzebu o godzinie szesnastej, w czasie rozpocęcia ceremonii, w całym kraju uczczono pamięć Lenina salwą honorową. 27 stycznia o tej godzinie na pięć minut przerwano pracę. W całym kraju rozległy się syreny fabryk, zamarł ruch na drogach, a z karabinów rozległy się żałobne salwy. Od przywódców wielu krajów nadchodziły depesze kondolencyjne. Ogłoszono leninowski zaciąg do partii, podczas którego wstąpiło do partii bolszewickiej 240 tysięcy robotników.


Ciało Lenina zostało zabalsamowane przez dwóch wybitnych specjalistów, anatomów Władimira Piotrovicza Worobiova oraz Borysa Iljicza Zbarskiego. Rezultat ich pracy przerósł najśmielsze oczekiwania zważywszy środki dostępne i stan wiedzy medycznej w pierwszej połowie XX wieku. Dzierżyński był bardzo zaangażowany w ich pracę. Kazał przyrzec naukowcom, że będą pracować na zmianę i znajdą czas na regenerację i odpoczynek. Zorganizował im najlepsze, jakie tylko można było warunki do pracy. Kazał położyć tory tramwajowe prowadzące do Mauzoleum oraz trakcję elektryczną.

Gdy tylko zadanie zostało wykonane, przed budowlą ukazał się tramwaj wyposażony w łóżka, garderobę, łazienkę i kuchnię elektryczną, gdzie przyrządzano uczonym i pracującym z nimi lekarzami posiłki. Prace nad zwłokami Lenina trwały ponad miesiąc. Przez długi czas efektów nie było widać. Zrozpaczony Zbarski, który przez pewnien czas pracował sam, gdyż Worobiow wyjechał do Charkowa, w nocy udał się do OGPU, gdzie przez sekretarza Dzierżyńskiego skontaktował się z Worobiowem prosząc o natychmiastowy powrót. Będąc bardzo roztrzęsionym nie zauważył, gdy do pokoju wszedł cicho Dzierżyński. Gdy zakończył rozmowę, przestraszył się postaci, która zakradła się do pokoju. Był bardzo zdenerwowany.

„-Co się z wami dzieje?- zapytał Dzierżyński- Wyglądacie jak z krzyża zdjęty. Czyż można tak się denerwować? [5]”- odrzekł z największym spokojem, wręcz przyjacielsko. Poprosił o przejście z nim do jego gabinetu, gdzie przez dwie godziny uspokajał profesora.

Pomimo tego, że honory z jakimi został pożegnany Lenin nie szły w parze z wolą ani jego, ani Nadieżdy Krupskiej, upamiętnienie go było bardzo ważne dla społeczeństwa, które tłumnie odwiedzało mauzoleum. W jednym z listów, jaki się zachował, możemy przeczytać tego świadectwo: „Przyjechałęm do Moskwy w sprawach zawodowych i pierwsze swe kroki skierowałem na nasz Plac Czerwony odwiedzić drogiego Iljicza.  Jak wszedłem do Mauzuleum- pamiętam, jak wyszedłem- nie pamiętam. Nie udało mi się zobaczyć go żywego, a teraz zobaczyłem Iljicza- leżącego ja żywy… oczy zalały się łzami, nie zapomnę tego do końca życia… Mogę teraz opowiedzieć o tym naszym pracownikom. Głebokie składam Wam, towarzysze, ze zachowaliście Iljicza i pozwoliliście nam i naszym dzieciom go zobaczyć, bo komendant wyjaśnił nam, że setki lat tak będzie leżeć…[6]”.

W nieprzychylnych komunizmowi, wrogich opracowaniach podaje się, że ta forma uczczenia Lenina była wzorowana na katolickiej  potrzebie kultu świętych, jakoby żywcem wzięta z obrządku chrześcijańskiego. Tymczasem był to jedynie wyraz szacunku narodu do Lenina.

Śmierć Lenina mogła przeszkodzić w realizacji planu industrializacji kraju, oznaczała też zbliżające się walki frakcji wewnątrzpartyjnych. Dzierżyńskiego nie interesowały rozgrywki personalne, podobnie jak nie interesowały go w 1895 roku podczas personalnych rozgrywek w LSDP, czy po przejęciu władzy w 1917 roku. W dalszym ciągu pełnił funkcję Przewodniczącego OGPU i Komisarza Komunikacji oraz wiele pomniejszych funkcji, którym całkowicie się poświęcał angażując całe swoje siły. Na walkę o schedę po Leninie najwidoczniej nie miał ani ochoty, ani nie była mu ona potrzebna. Zachowując dyscyplinę wobec partii i jej kierownictwa, sumiennie wypełniał swoje obowiązki.

Walka o tron rozpoczęła się faktycznie przed śmiercią Lenina, kiedy sparaliżowany i nie mogący mówić Lenin nie miał już możliwości zabierania głosu, a kiedy zabierał, jego spisane wypowiedzi nie zawsze były publikowane. Jeszcze w dniach poprzedzających zupełną niemoc, świadomy zbliżających się walk partyjnych, proponował całkowitą reorganizację kontroli w partii i w państwie w postaci Inspekcji Robotniczo Chłopskiej, która by brała udział we wszystkich posiedzeniach Biura Politycznego dbając o jawność i uczciwość wypowiedzi, uniemożliwiając zarazem blokowanie tych czy innych wniosków i nie dopuszczając do nadużyć władzy. Dokument ten spotkał się ze sporym niezadowoleniem członków KC, a najbardziej Stalina. Bucharin zaś, będąc również redaktorem gazety „Prawda” odmówił jego publikacji, co, rzecz jasna, rozsierdziło Lenina powodując jeszcze większy stres i poczucie własnej niemocy. W ostatnich dniach jego życia, gdy słuchał czytane przez Krupską uchwały XIII Konferencji partyjnej, które według niego były zbyt ostre i niesprawiedliwe, stawał się jeszcze bardziej rozdrażniony, wyalienowany i załamany, co po części przyczyniło się do jego zgonu.

Na forum Komitetu Centralnego dyskutowano o kolektywnym kierownictwie partii, obawiano się dominacji Stalina, który udając gotowość do rezygnacji z pełnionych funkcji, uśpił czujność towarzyszy. Od tego czasu konflikt we władzach partii bolszewickiej zaczął przybierać coraz większe rozmiary uwidaczniając wzajemne animozje, pretensje, aspiracje jej członków. Głównymi bohaterami tego spektaklu byli Trocki, Bucharin, Zinowiew, Kamieniew i Stalin. Dzierżyński nie zajmował się rozgrywkami. Był aż nazbyt zajęty, jednak uważnie je obserwował.

Tymczasem sporo zamieszania zrobił „Testament” Lenina, czyli ostatnie jego notatki. W zapiskach odnaleźć można propozycję zwiększenia gremium KC do nawet stu osób, co sprawiłoby zażegnanie konfliktów frakcyjnych, lepszą i efektywniejszą działalność komitetu. Dostrzegał głównie zaostrzający się konflikt między Trockim a Stalinem, który mógłby doprowadzić do rozłamu partii. Jest w nim kilka charakterystyk dotychczasowych członków, przede wszystkim  Bucharina, Piatakowa i Stalinia. O ile o dwóch pierwszych wyrażał się pozytywnie, tak o Stalinie miał odmienne zdanie: „Stalin jest zbyt brutalny i wada ta, która jest całkiem do zniesienia w naszym środowisku i w stosunkach między nami, komunistami, staje się nie do zniesienia na stanowisku sekretarza generalnego. Wobec tego proponuję towarzyszom, by zastanowili się  nad sposobem przeniesienia Stalina z tego stanowiska i wyznaczyli na to miejsce innego człowieka, który by pod wszystkimi względami różnił się od tow. Stalina jedną tylko zaletą, mianowicie- większą tolerancyjnością, większą lojalnością, większą uprzejmością, bardziej uważnym stosunkiem do towarzyszy, mniej kapryśnym usposobieniem[7]”.

„Testament” Lenina celnie ostrzegający przed dyktatorskimi ambicjami jednorękiego bandyty nie ukazał się w 1924 roku. Odczytywano go jedynie na zamkniętych posiedzeniach, na których wyraźnie było powiedziane, że nie wolno robić z niego notatek. Sam Trocki dowiedział się o istnieniu „Testamentu” znacznie później niż Zinowiew, Kamieniew i Stalin. Nie poruszano dyskusji o nim przez najbliższych kilka lat, a w latach trzydziestych bano się o nim mówić. Pod koniec tych lat nie mówiono o tym dokumencie inaczej jak „falsyfikat” czy „kontrrewolucyjny dokument”, a za jego rozpowszechnianie skazywano na wieloletnie więzienie.

Gra o stołki toczyła się dalej pomiędzy wyniosłym Trockim, który oczekiwał aż cały aparat partyjny wraz z narodem pochyli się przed jego znakomitością i geniuszem prosząc o zajęcie miejsca Lenina. Do zaoferowania miał zmilitaryzowanie całego życia kraju i wprowadzenie surowego reżimu. W dalszej części między mistrzem intryg, przebiegłym, wrednym, chamskim, mściwym, pamiętliwym i pozbawionym najmniejszych hamulców moralnych Stalinem, który od młodości skrycie nienawidził, doskonale to maskując, wyższych od siebie ludzi, o którym mówił Bucharin Trockiemu: „Najistotniejszą cechą Stalina jest lenistwo. Następna jego cecha- straszliwa zazdrość wobec każdego, kto wie lub umie więcej od niego[8]”, oraz miedzy Zinowiewem, który chełpił się bliską znajomością z Leninem, zasłynął niebywała skłonnością do okrucieństwa i kompletną nieumiejętnością reagowania w stresie, skłonnością do skrajnych stanów emocjonalnych, żądzą zaszczytów, demagogii, radykalizmu oraz Kamieniewem, który go popierał będąc mistrzem własnych błędów i Bucharinem. Ktokolwiek zostałby przywódcą Kraju Rad, nie wróżyło to dobrze.

 

[1] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 293

[2] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 436

[3] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 280

[4] A. Tishkov, Dzierżyński, http://hrist-commun.narod.ru/Dserginskij.htm, (odczyt z dn. 27.02,.2014r.)

[5] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 429

[6] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s.230,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 28.04.2014r.)

[7] W. Lenin, Dzieła, T.36, Warszawa 1958, s. 621

[8] L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 501

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.