Wolno wam czytać tylko Jacka Londona

Rozdział LXVI
 
 

Na jesieni 1922 roku Dzierżyński wyjechał na urlop do Suchumi. Zamieszkał w pięknym domku z ogrodem. Wezwał do siebie Timofieja Samosnowa, który pracował dla niego na północnym Kaukazie. Timofiej przyjechał wraz ze swoją żoną, Eleną. Na stacji kolejowej czekał  na nich samochód, który ich zawiózł do Dzierżyńskiego. Gdy zbliżali się jadąc przez pełen owoców sad, naprzeciw wyszedł im Feliks i przywitał się wylewnie. Był w doskonałym humorze, wyglądał zdrowo i widać było, że odpoczynek mu służy. Zasiedli do stołu stojącego w ogrodzie i rozmawiali o ostatnich wydarzeniach. Gdy nadszedł czas obiad, Feliks zaprosił ich, by razem z nim zjedli. Elena poczuła się skrępowana, ale nie umiała w żaden sposób odmówić. Feliks spojrzał na nią nie przestając się uśmiechać i wspomniał dawną historię, która i ona świetnie znała.

„- A ja was poznałem- powiedział uśmiechając się- To wy nie chcieliście napisać dla mnie pisma [1]”.

Podobnie jak wcześniej w Piotrogrodzie wizytował porty morskie, tak tu w Batumi i Suchumi pracował nad poprawą żeglugi rzecznej i morskiej,  interesował się rozwojem transportu morskiego na morzach Białym i Kaspijskim. Przy jego współudziale opracowywano ustawę o marynarce handlowej Rosji, która w następnym roku weszła w życie tworząc cztery państwowe zespoły okrętowe, określała ich prawa i obowiązki, finansowanie, kierownictwo i sprawozdawczość.

Podczas pobytu w Suchumi poddał się badaniom lekarskim. Robił to niechętnie, zajmowały mu one cenny czas i odrywały od najbardziej pilnych spraw. Dzierżyński nie lubił, gdy ktokolwiek troszczył się o jego zdrowie uważając, że nikomu nic do tego. Nikołaj Rawicz wspominał, że pewnego ulewnego dnia Dzierżyński nie miał ze sobą płaszcza.

Zaproponował, aby wsiadł do samochodu, w którym można było podnieść dach, w ten sposób się nie przeziębi, lecz wtedy Dzierżyński zatrzymał się, spojrzał na Rawicza i ucinając rozmowę rzekł: „A dlaczego uważacie, że się przeziębię? Nie szkodziłoby wyjaśnić wreszcie, kto to tak się niepokoi moim, jakby złym stanem zdrowia[2]”. Przelękniony Rawicz odparł, że Dzierżyński zbyt dużo pracuje, jednak zamilkł i już nigdy nie wracał do tego tematu. Później Dzierżyński dopytywał wśród członków KC, kto im nakłamał o jego złym stanie zdrowia i o tym, że jest przeciążony pracą.

Nikołaj Rawicz wspominał też, jak w 1919 roku pracował razem z Dzierżyńskim i gdy rankiem szli do pracy z ulicy Rymarskiej, gdzie mieścił się ośrodek zdrowia, na Łubiankę, był to jedyny spacer jaki tego dnia odbywał przewodniczący. Czasem nie miał i na to czasu, więc wsiadał do samochodu, który powoli jechał zabierając wspólpracowników. Wiele osób było szczerze zatrosnanych o jego stan zdrowia, gdyż każdy wiedział, że Dzierżyński mało sypiał, jadł nieregularnie i długo pracował.

Lekarz po przejrzeniu wyników badań, przyszedł do jego pokoju i zwrócił się do niego mówiąc, że przy jego stanie zdrowia konieczny jest dłuższy wypoczynek i kuracja, na co Feliks odpowiedział wzburzony: „Jaki partyjniak zgodzi się na dłuższy odpoczynek w naszych gorączkowych czasach?”. Popatrzył ze zdziwieniem na lekarza, lecz ten nie zrażał się i odpowiedział stanowczo: „Tak być nie może, te książki i papiery, które widzę u was, należy stąd wynieść. Wolno wam czytać tylko Jacka Londona. Inaczej po dwóch-trzech latach źle z wami będzie”. Nie przestając patrzeć z góry na lekarza, Feliks uśmiechnął się i rzekł w znacznie mniej surowym tonie, jakby się rozmarzył: „Dwa-trzy lata to nie mało. Można tak wiele przez te lata zrobić”. Na pożegnanie pochylił się nad lekarzem i cicho szepnął mu do ucha: „Nie mówcie, doktorze, o tych dwóch-trzech latach; niech się nie cieszą moi wrogowie. Niech się nie martwią ci, którzy mnie kochają [3]”.

 

[1] E.K. Samsonowa, Ludzki człowiek, O innych i o sobie, Moskwa 1971, s. 50-51

[2] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 331

[3] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 300

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.