A wiersze? Moim zdaniem, niezłe

Rozdział LXIV
 
 

Wyczerpująca praca bardzo męczyła Dzierżyńskiego. Coraz częściej wychodził wcześniej do domu, jednak i tam pracował zabierając ze sobą materiały. Czasem pozwalał sobie na odrobinę burżuazyjnej dekadencji pozując znanej brytyjskiej rzeźbiarce Clare Sheridan, siostrzenicy Winstona Churchila, która  napisała w swoich pamiętnikach, że nigdy nie przydarzyło jej się rzeźbić piękniejszej głowy niż głowa Dzierżyńskiego. „A dłonie- pisała o Feliksie- to dłonie wielkiego pianisty lub genialnego myśliciela. W każdym razie, od czasu, gdy go ujrzałam, nigdy nie uwierzę ani jednemu słowu, które piszą u nas o Dzierżyńskim [1]”.

Mały Jaś rósł i wymagał więcej czasu, niż do tej pory poświęcał mu Feliks. Pewnego dnia Dzierżyński otrzymał zaproszenie na obchody czterdziestej rocznicy powstania Partii Proletariat, której jednym z założycieli był Ludwik Waryński. Obchody już trwały. Zofia Dzierżyńska zasiadała w prezydium, Feliks Kon czytał referat. Po drodze z pracy Feliks zabrał Jasia ze szkoły i razem z nim przyszedł do Moskiewskiego Komitetu Partii, gdzie odbywała się uroczystość. Zaskrzypiały drzwi, Feliks Kon na chwilę zawiesił głos, ktoś z drugiego miejsca zaproponował, że ustąpi mu fotela, powitano oficjalnie Dzierżyńskiego i zaproszono do prezydium. Dzierżyński podziękował i siedząc w ostatnim rzędzie z Jasiem na kolanach, dał znać ręką, aby kontynuowano obchody i nie zwracano na niego uwagi.

Feliks Dzierżyński w tym burzliwym okresie nie miał życia prywatnego. Praktycznie nie zdarzało się, aby zajmował się czymś innym niż pracą. Jedną z nielicznych odskoczni od pracy, było, mające miejsce kilka lat wcześniej, towarzyskie spotkanie z poetą i rewolucjonistą Delafarem. W otoczeniu swoich znajomych wsłuchiwał się w wiersze młodego poety mówiące o zbliżającej się rewolucji światowej, o ostatecznym boju.

Poeta kreślił nowy świat, jaki powstanie. Dzierżyński wpierw stał oparty o ścianę, potem siadł na kanapie. Kiedy Delafar skończył, podszedł do Feliksa i zapytał się o jego opinię. Dzierżyński chwilę się zamyślił i rzekł: „Rewolucjonista powinien marzyć, marzyć konkretnie o tym, co z marzeń przekształcić się może w rzeczywistość. Wszyscy marzyliśmy, że władzę przejmie proletariat, i marzenie to ziściło się. I wszyscy teraz marzymy o tym, aby zwyciężając swych wrogów klasowych stworzyć potężne państwo socjalistyczne, które utoruje ludzkości drogę do komunizmu. Nad zrealizowaniem tego ogromnego zadania będziemy musieli popracować i my, i chyba nasze dzieci. A wiersze? Moim zdaniem, niezłe [2]”. Rok później Delafar biorąc udział w bohaterskiej walce został pojmany przez odział wojsk francuskich i rozstrzelany. Odmówił założenia opaski na oczy.

We własnym domu wciąż był gościem. Z resztą gościem była też Zofia, a ich mieszkanie wyglądało tak, jakby tam jedynie sypiali. Wprowadzili się do niego po wybuchu bomby w Zaułku Leontiejewskim na skutek wprowadzonych nowych zasad bezpieczeństwa. Poprzednie mieszkanie takich warunków nie spełniało. Znajdowało się na pierwszym piętrze, było bardzo słoneczne, a okna wychodziły na pałac kremlowski. 

Nawał obowiązków i odpowiedzialność, jaka na nim ciążyła, nie pozwalała mu na spokojne życie rodzinne. Praktycznie pozostawała im tylko wspólna niedziela, tyle, że nawet jeśli Feliks był w domu czy wyjeżdzali na daczę za miasto, brał materiały do pracy ze sobą. Mimo nawału pracy, w każdą wolną chwilę poświęcał Jasiowi. Jan wspominał ojca: „Wstawał koło dziewiątej, a ja w tym czasie wychodziłem do szkoły, wracał do domu późną nocą. Nawet, gdy zdarzyło mu się zachorować, to i wtedy nie poprzestawał w pracy przeglądając olbrzymie ilości dokumentów. Tylko w miesiącach letnich widywałem ojca częściej. W niedziele jeździł za miasto, ale i tam przez większą część dnia pracował. Mimo to udawało nam się wyciągnąc go wieczorami na przechadzkę. Wiele razy spacerowaliśmy z nim po Moskwie [3]”.

W domu rodzice rozmawiali po polsku, także Jaś od dzieciństwa był dzieckiem dwujęzycznym. Wiele czasu poświęcał na naukę zagadnień polskiej historii i literatury, rodzice wprost rozkochiwali go w polskiej poezji, wychowywali go w szacunku do polskich najznamienitszych pisarzy i poetów. Feliks starał się, by Jaś umiał samodzielnie i krytycznie myśleć. Feliks często pokazywał mu karykatury życia ówczesnego Kraju Rad, wiele rozmawiali o pracy, o sytuacji politycznej. Feliks zawsze spokojnie przedstawiał swój punkt widzenia i konfrontował go z opinią dorastającego Jasia. We wcześniejszym liście do Zofii pisał o wychowaniu ich syna: „Nie powinien być cieplarnianym kwiatem, a powinien mieć w sobie cała dialektykę uczuć, by być zdolnym do walki w życiu w imię prawdy, idei… Mieć w duszy świętość szerszą, silniejszą od świętości matki i poszczególnych ukochanych. Powinien umieć ukochać ideę, to, co go łączy ze wszystkimi, co opromienia mu życie [4]”.

Była zima, mróz. Cała rodzina Dzierżyńskich oczekiwała gości, którzy lada chwila mieli się zjawić. Anna Michaiłowna Owsiejenko wraz z piętnastoletnim synem Wołodią zameldowała się na wartowni Kremla. Przepustki już na nich czekały. Wartownik pokierował ją do mieszkania Dzierżyńskich. Zapukała do drzwi, w których po chwili ukazała się niewysoka, czarnowłosa kobieta zapraszając ich do środka. Pomogła zdjąć im palta i zawiesiła je na wieszaku. Z pokoju wyszedł Feliks, wyglądał inaczej niż wtedy, w 1904 roku, kiedy poznali się w Krakowie. Był chudy, wysoki, za wysokim czołem widać było kosmyki rzedniejących włosów, jedynie oczy były te same, sarnie z przenikliwym szaro zielonym blaskiem.

Wołodia od dawna marzył, aby spotkać Dzierżyńskiego, o którym wiele razy opowiadała mu matka. Chciał być taki jak on, dzielny, odważny i nieustraszony. Był jego bohaterem. Rozejrzał się po mieszkaniu, ciekawy był, jak mieszka tak ważna osoba w państwie. „W tym czasie rodzina F.E. Dzierżyńskiego zajmowała mieszkanie składające się z trzech niewielkich pokoi. Obok pokoju stołowego była sypialnia i i mały pokoik Jasia. Gabinetu Feliksa Edmundowicza nie było. Nie chciał pomniejszać mieszkania towarzysza mieszkającego obok i odmówił propozycji powiększenia jego mieszkania. Jego biurko stało w sypialni. Jedyna ozdobą mieszkania było spore lustro w pokoju stołowym. Tam też, pod ścianą stała pojemna szafa z książkami. W niej pieczołowicie chronieni byli starzy przyjaciele Feliksa Edmundowicza i Zofii Zygmuntownej- dzieła K. Marksa, F. Engelsa, W.I. Lenina. W szafie było tez wiele książek i broszur na tematy polityczne. Między nimi- książki w języku polskim. Z literatury pięknej rzucały się w oczy dzieła Maksyma Gorkiego podarowane przez pisarza, a wśród najnowszych pisarzy radzieckich- pierwsze nasze obszerne żurnale „Czerwony świt” i „Młoda gwardia”.

Naprzeciwko szafy z książkami, w rogu pokoju stał fortepian. W mieszkaniu był ład i porządek, szczególnie na biurku Feliksa Edmunowicza. Będąc często u Dzierzyńskich widziałem, że w ich rodzinie panuje atmosfera wzajemnego szacunku, miłości i wytężonej pracy twórczej. Między Feliksem Edmundowiczem, a Zofią Zygmuntowną zawsze było pełne porozumienie, zgoda, koncentracja na najważniejszych sprawach umacniających wspólna walkę. Swojego jedynego syna Jana Feliks Edmundowiczi Zofia Zygmuntowna wychowywali w prostocie i skromności, zaszczepiali w nim szacunek do pracy [5]”.

Zasiedli do stołu, gdzie czekały już na nich ciasteczka i herbata. Do saloniku przyszedł Jaś. Rodzice namówili dzieci, aby poszły się razem bawić. Jaś pokazał Wołodii swoje książki, które razem przeglądali. Dorośli w rozmowach wracali do przeszłości. Tyle lat było do opowiedzenia, wspomnienia dawnej walki, ich własne losy i losy przyjaciół. Kto co robi, gdzie mieszka, kiedy umarł… Dzieci w pokoju słyszały, jak Feliks opowiadał o „pracy w podziemiu, o rewolucjonistach nie kłaniających się nikomu. Bardzo zabawnie Feliks Edmundowicz przedstawiał niezdarnych carskich sługusów- żandarmów, tajniaków i posterunkowych, których często robił w konia mimo, że mieli władze i broń. Przed naszymi oczami wyobraźni powstawała bezludna tajga, bezkresne przestworza, olbrzymie rzeki Syberii, po których nie jeden raz (tam z woli cara, z powrotem z własnej woli) płynął o świcie niestrudzony Józef [6]”.

Feliks szczegółowo dopytywał się o losy Anny, o jej życie, zmagania i pracę. Anna była pielęgniarką, wraz z synem mieszkała w małym pokoiku na terenie szpitala. Żyli bardzo skromnie, dużo pracowała. Nie użalała się nad swoją ciężką sytuacją, mówiła, że wszystko w porządku, że nastały trudne czasy i wszystkim jest ciężko. Feliks wtedy powiedział: „Wszyscy powinni nauczyć się dobrze pracować i dzięki temu zasłużyć na szacunek ludzi[7]”. Zofia była bardzo miła, dopytywała się Wołodii jak się uczy, co robi, czy działa już w Komsomole? Feliks uśmiechając się zwrócił się do gości: „-Muszę dużo pracować, ale dla was zawsze znajdę czas”.      

Gdy wychodzili, Zofia zaproponowała, aby częściej ich odwiedzali, a Feliks poprosił, aby Anna nazajutrz przyszła do niego do biura i podał kartkę z numerem telefonu. Po tej wizycie ich życie znacznie się polepszyło. Dzięki rekomendacji Feliksa, Anna dostała pracę w oddziale WCzK, przenieśli się też do własnego, małego mieszkania.

Władimir Owsiejenko wspominał też kolejne wizyty u Dzierżyńskich. Bardzo zaprzyjaźnił się z Jasiem, razem uprawiali sport, brali udział w zawodach, spędzali dużo czasu ze sobą. Jaś był wspaniałym kompanem. Dobrze się uczył, szczególnie uwielbiał matematykę. Feliks bez problemu odrywał się od pracy, kiedy Wołodia przychodził do niego, by porozmawiać o książce, którą ostatnio przeczytał. Była to powieść „Czekolada” o czekiście, którego uwiodła kobieta oddana amerykańskim służbom specjalnym. Zajmowała się korupcją i szpiegostwem. Na koniec powieści, czekista został rozstrzelany, gdy WCzK odkryło jego zdradę. Happy endu nie było.

Z autorów książek Feliks bardzo cenił Gorkiego za jego powieści o ludziach pracy i ich zmaganiach. Na jednej z jego książek stojących na szafce- „Wśród ludzi” z 1914 roku napisał dedykację: „Drogiemu Feliksowi Edmundowiczowi Dzierżyńskiemu, ze szczerym szacunkiem, M. Gorkij, 18.IV.21…

Spokój domowy często zakłócał dzwonek telefonu. Feliks zawsze odbierał. Każdy telefon był ważny. Jedynie kiedy dzwonił Lenin, Zofia wiedziała nie słysząc rozmowy, że jej mąż rozmawia z Włodzimierzem Iljiczem. Jego głos zmieniał się, stawał się miękki, spokojny, pełen szacunku do swego rozmówcy.

Do domu Dzierżyńskich przychodziło wiele gości. Często bywał jego sekretarz Beniamin Leonardowicz Gerson, Abram Jakowlewicz Bieleński i ulubiony posłaniec- Sorokin, a Bogdanow nigdy nie szczędził Zofii komplementów mówiąc z zachwytem do Feliksa widząc ją elegancko ubraną, że ma malowniczą żonę. Po mieszkaniu krzątała się pomoc domowa, Elena Prokofiewna Jefimcewa, która jakiś czas temu przyjechała ze wsi do Moskwy, była analfabetką i kobietą bardzo religijną. Była zaskoczona tym, jak bardzo skromnie żyją Dzierżyńscy.

Zofia namówiła chłopców, aby nauczyli Elenę czytać i pisać. Między nauką liter i czytaniem pierwszych sylab, Wołodia i Jaś rozmawiali wiele z Eleną o religii czasami żartując z boga i jej religijności nie okazując zbyt wiele poszanowania i taktu dla jej wiary. Elena była kobietą prostą i dobroduszną, nie obrażała się na wybryki chłopców. Być może to co widziała w domu Dzierżyńskich, którzy według niej byli bezbożnikami, czyli miłość, szacunek, dobro uświadomiło jej, że można być dobrym człowiekiem bez boga.

Po niedługim czasie rozpoczęła pracę w fabryce „Czerwony październik”.  Często gościła u Dzierżyńskich i opowiadała im z przejęciem o swojej pracy. Nurt życia, działania, budowania kraju całkowicie zasłonił jej boga i całe to iluzoryczne szczęście z jego wyimaginowanej obecności.

Zofia czasem zabierała chłopców do opery, z których przedstawień najbardziej utkwiła w pamięci opera Wagnera „Lohengrin”. Dla Jaśka był to bardzo szczęśliwy czas. Do tej pory bardzo rzadko widywał się z ojcem. W pierwszych latach po powrocie do Moskwy, Feliks sporadycznie bywał w domu będąc delegowanym na fronty walki, porządkując sprawy transportu, ale teraz bywał w domu częściej, choć i tak co jakiś czas wyjeżdżał na inspekcje. Mimo to, kiedy Feliks późno wracał latem z pracy, zawsze udało mu się go namówić na spacer. Wychodzili wtedy na miasto i trzymając się za ręce przemierzali ulice Moskwy.

W czasie, kiedy Jaś budził się, by iść do szkoły, Feliks właśnie co zasypiał. Kiedy był chory pozostawał w domu, ale wtedy zajmował się przeglądaniem dokumentów i dalej pracował. Nawet w niedziele nie udawało się go odciągnąć od pracy, ani w wakacje, kiedy wyjeżdżali na krótki odpoczynek za miasto, bo za najważniejszą rzecz w swoim życiu stawiał pracę dla partii i kraju.

Jan Dzierżyński wspominał, że ojciec był dla niego surowy i wymagający, ale zarazem czuły i opiekuńczy. „Zaszczepiał we mnie przede wszystkim oddanie do kraju, śmiałość, umiłowanie pracy, skromność i uczciwość. Nie lubił pouczać, ale wychowywał pokazując liczne prawdziwe zdarzenia. Najbardziej nienawidził fałszu i mieszczańskiego ciamkania, sentymentalizmu nie mającego niczego wspólnego z autentycznym wielkim uczuciem.

Ojciec systematycznie śledził moje sukcesy w szkole i wolnych chwilach pomagał mi, szczególnie w matematyce. Zawsze podziwiałem jego błyskotliwej pamięci, temu, jak dobrze pamiętał złożone wzory algebraiczne, których się uczył  jeszcze w szkolnych latach. Ojciec gorąco interesował się moim pobytem na obozie pionierskim, dopytywał się o życie mojej drużyny i o moich przyjaciół itd. Szczególnie uparcie dążył do zaszczepienia we mnie potrzebę pracy, dyscyplinę i umiłowanie nauki [8]”.

Zofia Dzierżyńska wspominała historię, kiedy lekarz na silne migreny Jasia przepisał mu herbatę z łyżeczką koniaku, Jasiek odmówił wypicia, gdyż będąc pionierem, nie mógł pić alkoholu. Na nic zdały się przekonywania mamy, Jaś uparcie stał przy swoim. Widząc to Feliks pochwalił dobrodusznie syna mówiąc: „Niechaj Jaśko dokładnie wypełnia przepisy pionierskie, a ból przejdzie i bez koniaku. Dziecko nie powinno się przyuczać do kompromisów ze swoim sumieniem [9]”.

Kilka lat wcześniej zaczęły się problemy Jasia z atakami migren. Lekarze zawyrokowali, że taka już jego przypadłość i musi je znosić. On zaś skarżył się na silne bóle głowy, często wymiotował. Dopiero w Moskwie lekarz orzekł, że przyczyną migren była wada wzroku. Po konsultacji u okulisty i zapisaniu okularów, bóle ustąpiły.

Dzierżyński pomagał niezliczonej liczbie ludzi, w jego pomocy nie było niczego na pokaz. Kierował się swoją wewnętrzną sprawiedliwością i nigdy nie oczekiwał wdzięczności. Wszystkich bez wyjątku traktował w ten sam sposób nie dając nikomu taryfy ulgowej, w tym samemu sobie. Zarówno Jadwiga, jego siostra, jak i żona Feliksa, Zofia we wspomnieniach przytaczały pewien przykry epizod, który być może zaważył na relacji Jadwigi i Feliksa.

Znajomy Jadwigi piastujący odpowiedzialne stanowisko w kierownictwie kolei moskiewsko kazańskiej pragnąc pomóc Jadwidze mianował ja na stanowisko inspektora podróży, co, rzecz jasna, wiązało się ze znaczną podwyżką zarobków. Jadwiga opowiedziała o swym awansie bratu, jednak ten, zamiast przyjąć to radośnie, rozgniewał się nie lada będąc wielkim przeciwnikiem układów i nepotyzmu. Reakcja Feliksa była natychmiastowa: kazał zwolnić z pracy człowieka, który dopuścił się faworyzowania siostry, której kwalifikacje nie były wystarczające, a jej samej opuścić to stanowisko. Konflikt z dość beztroską i nie stroniąca od uciech Jadwigą przybierał na sile.

Bożena Krzywobłocka pisała w swej książce, że Dzierżyński miał kompleks człowieka bez wykształcenia. Dlatego też pilnie studiował w kierunkach zarówno politycznym jak i gospodarczym. Miał faktycznie bardzo rozległa wiedzę, dlatego nie można twierdzić, że brak specjalistycznego wykształcenia był jego kompleksem. Od dawna, od początków jego pracy w SDKPiL wciąż się czegoś uczył. Pracując z robotnikami uczył się introligatorstwa, drukując odezwy interesował się technikami drukarskimi, a kiedy miał wejść w środowisko Litwinów w fabrykach, uczył się litewskiego. Spędzając czas w więzieniu podczas pierwszego aresztowania uczył się języka niemieckiego. Wydaje się, że nie przywiązywał do swego wykształcenia najmniejszej wagi, podobnie, jak nie przywiązywał wagi do ankiet, które musiał wypełniać.

Kiedy podawał w natrętnie mu dostaczanych ankietach do wypełnienia, w rubryce wykształcenie, wpisywał „rewolucjonista”. Już w 1921 roku w ankiecie dla delegatów X zjazdu partii Dzierzyński na pytanie- Jakie macie umiejętności, odpowidział: Rewolucjonista i tyle. Na pytanie o wykształcenie, podawał „średnie”, choć nie ukończył gimnazjum. Gdzie pracował? Odpowiadał: Moskwa Butyrki. O swoich stanowiskach w ankiecie z 1918 roku napisał, że był członkiem zarządu SDKPiL, a swój adres podawał Łubianka 11, czyli adres jego pracy. Pięć lat później w podobnej ankiecie o swoim zawodzie napisał- nielegalny pracownik partii, a język jaki zna poza rosyjskim wpisał jedynie polski, choć znał jeszcze francuski, litewski i niemiecki. Podobnie na pytanie o narodowość w ankiecie z 23 października 1923 roku odpowiedział: Rosjanin, Białorusin, Ukrainiec, Żyd, Gruzin, Armeńczyk, Baszkir, Kirgiz, Tatar, Turkmen, Czuwasz albo… Polak[10]. W kolejnym roku, 1924-tym, był już mniej twórczy. Mając 46 lat podał narodowość polską i to, że pracuje w OGPU i WSNCh[11]. Odpowiedział też na pytanie o wcześniejsze represje, że był aresztowany, więziony, zesłany na katorgę.

Dzierżyński nigdy się nie wyrzekł swej narodowości zarówno kiedy był rewolucjonistą walczącym z caratem, jak i piastował najważniejsze funkcje państwowe w Rosji Radzieckiej. Nie można tego powiedzieć o Józefie Piłsudskim, który wyraźnie w pierwszych latach swej politycznej kariery przyznawał się do narodowości białoruskiej. 

Ankiety Feliksa są przedmiotem sporów i wnikliwych analiz poszukujących w nich historyków odpowiedzi potwierdzającej pytanie- Czy Dzierżyński był nieukiem, łachudrą, mordercą i katem? Z odpowiedzi Feliksa na pytania w ankietach jasno widać, że irytowały go, wypełniał je niechętnie i wypełniał je byle tylko coś wpisać. Traktował je jako biurokratyczny wymysł. Był przede wszystkim człowiekiem pracy, a nie bezwolnym dostarczycielem nic nie znaczących informacji, w której nurza się z lubością biurokratyczna maszyna.

 

[1] J. German, Lód i płomień, Czekiści. Młoda gwardi

 

a, Moskwa 1972, http://www.fsb.ru/fsb/history/author/single.htm!id%3D10318006@fsbPublication.html

[2] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 328

[3] I.S. Ratkovsky, Zdarovie Zsieleznevo Feliksa, Nauchnyi zsurnal KubGAU, Nr 98 (04) z 2014 r. http://ej.kubagro.ru/2014/04/pdf/36.pdf

[4] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 429

[5] W.W. Owsiejenko, Umiał przyciągać do siebie ludzi, Publikowane pierwszy raz.

[6] W.W. Owsiejenko, Umiał przyciągać do siebie ludzi, Publikowane pierwszy raz.

[7] W.W. Owsiejenko, Umiał przyciągać do siebie ludzi, Publikowane pierwszy raz.

[8] J.F. Dzierżyński, Mój ojciec, takim jakim go pamiętam, Pogranicznik, 14/1946r.,  Moskwa, s.27-32

[9] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 413

[10] A. Mielienberg, СКУПОЙ РЫЦАРЬ РЕВОЛЮЦИИ, http://2003.novayagazeta.ru/nomer/2003/14n/n14n-s19.shtml,

[11] Najwyższa Rada Gospodarki Narodowej (Bысший Совет Народного Хозяйства)

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.