Działać na rzecz poprawy życia dzieci

Rozdział LXII
 
 

Jeszcze w 1919 roku wydany został dekret mający na celu zaopatrzenie w produkty żywnościowe dla wszystkich dzieci do czternastego roku życia bezpłatnie na koszt państwa. Przy Komisaricie Oświaty powstała Rada Ochrony Dzieci, której przewodniczącym został Feliks Dzierżyński. Skupiała ona pracowników oświaty, komisariatu zdrowia, opieki społecznej i spraw wewnętrznych, której zadaniem było zbadanie rozmiaru nieszczęść wśród osieroconych dzieci i młodzieży. Na polecenie Dzierżyńskiego A. Kalenina na początku roku 1920-ego odbyła podróż po terenach wyzwolonych od białej armii, aby zapoznać się z sytuacją dzieci bezdomnych.

Informacje, jakie przywiozła do Moskwy były przerażające. Bez względu na istniejący lub nie głód w poszczególnych guberniach, ilość sierot rosła z każdym dniem. Organizując się w grupy, dzieci często dokonywały przestępstw, aktów kradzieży, rozpusty wywołując panikę szczególnie na wsiach sród mieszkańców, którzy musieli się zmierzyć z bezwzględnymi bandami podrostków niemającymi nic do stracenia, nie posiadających zasad, uczuć, którzy głodni i zmarznięci skłonni byli dopuścić się nawet ciężkich przestępstw.                  

Grupy osieroconych dzieci zakładały obozy często wokół szlaków kolejowych, z których starały się przedostać w inne rejony kraju nielegalnie, bez pieniędzy, często ryzykując życiem wskakując do jadących pociągów. Doszło do tego, że władze zmuszone były ustanowić kordon na granicy Donu i Zakaukazia, aby nie dopuścić do przemieszczania się dzieci.

Dotychczasowe domy dziecka nie spełniały nawet w najmniejszym stopniu potrzeb. Były chronicznie niedogrzane, brakowało miejsc, ubrań i butów, nie istniał żaden plan edukacyjny, żaden pomysł na dalsze funkcjonowanie ośrodków. W zatłoczonych domach dzieci niejednokrotnie spały na jednym łóżku, a z braku podstawowych środków higieny szerzyły się choroby zakaźne.

Taka sytucja, cierpienie milionów dzieci było nieznośne dla wrażliwego serca Dzierżyńskiego, który już w 1901 roku opisywał w liście z 8 październia swej siostrze Aldonie i Gedyminowi swoje sposrzeżenia o bezdomnych dzieciach: „Dzieci tylko tak żal. Czy pamietasz słowa Ewangelii, że kto skusi jednego z tych małych, dla tego najlepiej, aby był potopiony/ potępiony. Ja spotykałem w życiu dzieci, dzieci małych, drobnych, z oczami i mową ludzi strarych- o to okropne. Nędza, brak ciepła rodzinnego, matki, wychowanie tylko na ulicy, po knajpie- przekształca tych dzieci w męczenników, bo noszą myśli, truciznę życiową- zepsucie w swym młodym, małym ciele [1].”

Na początku 1921 roku podczas rozmowy z Komisarzem Oświaty Anatolem Łunaczarskim, Dzierżyński zaproponował swoja pomoc na rzecz osieroconych, bezdomnych dzieci. Pewnego dnia Feliks zadzwonił do Łunaczarskiego z uprzedzeniem, że wkrótce się zjawi w jego biurze. „Feliks Edmundowicz wszedł do mnie jak zawsze cały w ogniu i w pośpiechu. Kto stykał się z nim, wie, że mówił zawsze tak, jakby się spieszył, jakby wiedział, iż czasu jest mało i wszystko wymaga pospiechu. Słowa goniły jedno drugie, jakby wszystkie chciały czym prędzej przemienić się w czyn.

- Chcę po części osobiście, ale przede wszystkim siłami WCzK wziąć udział w walce z bezdomnością dzieci- powiedział Dzierżyński i w oczach zapalił mu się dobrze znany nam wszystkim, nieco gorączkowy blask obudzonej energii. – Doszedłem do tego wniosku- ciągnął- z dwóch powodów. Po pierwsze, jest straszne nieszczęście! Patrząc na dzieci, myślisz sobie: przecież to wszystko dla nich! Owoce rewolucji- nie dla nas, lecz dla nich! A tymczasem tyle z nich okaleczonych przez walkę i biedę. Trzeba po prostu ruszyć na pomoc, tak jak tonącym. Jest to zadanie ponad siły samego Ludowego Komisariatu Oświaty.

Potrzebna jest szeroka pomoc całej społeczności radzieckiej. Trzeba stworzyć przy WCIK, oczywiście z pełnym udziałem Ludowego Komisariatu Oświaty, szeroką komisję, w której znalazłyby się wszystkie resorty i wszystkie organizacje mogące coś zrobić w tej sprawie. Mówiłem już z tym i owym i osobiście chciałbym stanąć na czele tej komisji; chcę rzeczywiście włączyć do tej pracy aparat WCzK. Skłania mnie do tego drugi wzgląd: sądzę, że nasz aparat jest jednym z najsprawniej działających. Wszędzie ma swoje komórki. I liczą się z nim. Trochę się go boją. A poza tym i w takiej sprawie, jak ratowanie i zaopatrywanie dzieci, spotyka się i niedbalstwo i kradzież [2]”.

W dość szybkim tempie powstała Komisja do Polepszenia Bytu Dzieci. Na jej czele stanął Feliks Dzierżyński, jego zastepcą został Wasilij Stiepanowicz Korniew- naczelnik sztabu WCzK. Natychmiast ukazało się rozporządzenie: „Działać na rzecz poprawy życia dzieci. Nadzwyczajne Komisje powinny być w ścisłej współpracy z organami edukacji publicznej, bezpieczeństwa społecznego, żywnościowego, działów kobiet, zarządów związków zawodowych i innych organizacji [3]”.

Wiele osób zarzucało Dzierżyńskiemu, że WCzK nie nadaje się do takiej pomocy, poz tym organy mają wystarczająco dużo własnej pracy, z którą nie mogą nadążyć. Dzierżyński jednak kurczowo trzymał się swego pomysłu wychodząc z założenia, że do obowiązków WCzK w takiej chwili jest ochrona najsłabszych obywateli kraju, która będzie rzutować na prawidłowe ich postrzeganie społeczne.

Komisja w latach głodu szczególnie przyczyniła się do ocalenia wielu dzieci. W ramach kierowanej przez Dzierżyńskiego Dietkomisji zostało wysłane na najbardziej dotknięte głodem rejony Powołża żywność i ubrania dla pięciu milionów dzieci. Masowo przesiedlano głodujących do guberni wolnych od głodu, przydzielono również guberniom rejony głodu, które dzięki wysiłkowi ludzi były wspierane.

Z inicjatywy Dzierżyńskiego powołano do życia komuny pracy dla bezdomnych dzieci, które były spadkobiercami katastrofalnej wojny. W adaptowanych naprędce domach dzieci znalazły jedzenie i miejsca do spania, zaczęto organizować kurs kształcące w wielu kierunkach, zachęcano społeczeństwo do adopcji sierot. Rząd wyasygnował kwotę 20 miliardów rubli stanowiącą pomoc najmłodszym.

Na placach miast i na dworcach kolejowych rozpalano piece, by ogrzać bezdomnych, zainicjowano specjalne kuchnie, gdzie w wielkich kotłach przygotowywano dla nich jedzenie. Dzierżyński zwykł powiadać: „Troska o dzieci jest najlepszym środkiem wytrzebienia kontrrewolucji. Jeśli postawi się na odpowiednim poziomie sprawę zabezpieczenia i zaopatrzenia dzieci, władza radziecka zdobędzie w każdej rodzinie robotniczej i chłopskiej swoich zwolenników i obrońców, a wraz z tym szerokie oparcie w walce z kontrrewolucją [4]”. Działalność Dzierżyńskiego na rzecz dzieci trwać będzie przez kolejne lata równolegle do pełnienia innych funkcji państwowych.

Dzięki staraniom komisji utworzono przy wielu dworcach kolejowych specjalne punkty opieki nad dziećmi, skontrolowano większość żłobków, przedszkoli i szkół, ujawniono wiele niedociagnięć, a także jawnego zaniedbania i niefrasobliwości instytucji powołanych do opieki nad dziećmi. W depeszy do tambowskiej WCzK, Dzierzyński depeszował najwidoczniej w odpowiedzi na wymigujące się od zadania pomocy dzieciom kierownictwo: „Niezwłocznie zróbcie wszystko, by znaleźć środki do udzielenia pomocy pełnomocnikowi gubernialnemu w polepszeniu warunków życia dzieci. Zajęty przez Wydział Specjalny CzK odremontowany dom oddać na szpital dla dzieci, podobnie jak ogrody warzywne. Sprawa poprawy warunków życia dzieci jest jedną z najważniejszych spraw republiki i gubernialna komisja nadzwyczajna powinna wszelkimi sposobami pomagać w tym, a nie przeszkadzać [5]”.

Lawinowo ruszyła w całym kraju akcja pomocy dzieciom, dostarczano żywność, obuwie i odzież do powstających ośrodków opieki nie tylko na prowincji, ale także w dużych miastach, w tym w Moskwie. Jego osobisty kierowca Tihomolov wspominał, jak pewnego dnia wiózł Dzierżyńskiego ulicą Miasnickoi (obecnie ulica Kirova) jego służbowym Packhardem: „Za dnia na ulicy w specjalnych kotłach rozgrzewano asfalt, a w nocy przy tych kotłach zbierały się skulone z zimna, bezdomne dzieci. Na chodniku siedziała grupa bezdomnych chłopców. Feliks poprosił, aby zatrzymać samochód w pobliżu jednego z kotłów. Po wyjściu z samochodu podszedł do kotła i zachęcił dzieci, aby pojechały z nim. Niektóre szybko uciekły. Te które zostały zabraliśmy do samochodu i udaliśmy się na Łubiankę do WCzK. Dzieci były zachwycone przejażdżką samochodem, ale kiedy przyjechaliśmy na miejsce i trzeba było wejść do budynku, znów kilkoro z nich uciekło. Zostało ich troje. Feliks wszedł z nimi do budynku. Gdy odwoziłem go do domu, powiedział mi, że zaprowadził ich do swojego gabinetu i kazał nakarmić i długo z nimi rozmawiał. Zgodzili się pójść do domu dziecka, a teraz spokojnie śpią w jego gabinecie[6]”.

Dzierżyński często wraz z czekistami przemierzał rejony miasta, gdzie były skupiska bezdomnych dzieci. Namawiał je do nauki, przenosin do jednej z kolonii, gdzie miałyby zapewnione zdecydowanie leposze życie i perspektywy na przyszłość. Jednym z takim dzieci patrzących na niego wygłodniałymi, dużymi oczami był Nikolaj Piotrowicz Dubinin, późniejszy znakomity naukowiec, biolog, członek Akademii Nauk ZSRR. Także podczas swoich podróży po kraju zawsze zwracał uwagę na kręcące się wokół bezdomne dzieci, dawał im jeść i pić, namawiał do zaciągnięcia się do najbliższej komuny dziecięcej, gdzie znajda ciepło, dach nad głową i swoją przyszłość. Osobiście kontrolował instytucje pomocy dzieciom.

W jednym z przytułków zanotował, by wyciągnąć konsekwencje: „Ukleje- ryby- są zgniłe. Masło smietankowe- zespute. Skarg do instytucji centralnych nie mają prawa podawać; chleba i produktów mącznych wydaje się dzieciom mniej, niż im się należy”. W pewnym moskiewskim żłobku przy ulicy Pokrowka zanotował: „Brak łóżek, jest zimno. Na 25 niemowląt jest jedna niania. Kucharka i zarządzająca żywią się kosztem dzieci [7]”.

W grudniu Dzierżyński wysłuchał raportu komisji o stale się powiększającym się problemie bezdomności dzieci. Już trzy miesiące później przedstawił efekty swojej pracy. Z ponad pięciu milionów bezdomnych dzieci, milion umieszczono w domach dziecka Ludowego Komisariatu Oświaty. Trzy miliony dostało pomoc od organizacji państwowych, natomiast pozostałe pół miliona nie otrzymało jeszcze żadnej pomocy, co każe roztoczyć specjalna troską zaniedbane i zapomniane dzieci. Feliks Dzierżyński ogłosił w dniach od 30 kwietnia od 6 maja 1923 roku „Tydzień chorego i bezdomnego dziecka”.

W 71-tym numerze Izwiesti z 31 marca 1923 roku ukazało się obszerne wezwanie Dzierżyńśkiego do pomocy dzieciom. Pisał o milionach dzieci będącymi ofiarami wojny i ciągnącej się latami wojny domowej podsycanej przez białogwardyjskie siły, które mimo wysiłków organizacjo państwowych nie są należycie zaopiekowane. „Opuszczenie dzieci przejawiające się często w najpotworniejszych formach jak przestępczość dziecięca i prostytucja grozi podrastającemu pokoleniu najcięższymi następstwami i każe uderzyć w dzwon na trwogę. (…)Prócz kadry dzieciopuszczonych istnieje jeszcze wielkikontyngent dzieci potrzebujących pomocy, które mają w prawdzie rodziców lub krewnych, jednkaże zrujnowanych materialnie przez wojnę (inwalidzi, ci którzy uciekli z powodu wojny i głodu): im także potrzebna jest szybka i realna pomoc.

Ponadto, wszystkim dzieciom potrzeba pomocy organizacyjnej i lekarskiej. Różne choroby epidemiczne sieją śmierć wśród dzieci. Ku naszemu wielkiemu żalowi śmiertelność dzieci tak jak przed wojnątak i obecnie jest nadzwyczaj duża, a miejscami wprost groźna. Nie wolno zamykać oczu na to niebezpieczeństwo dla dzieci. Trzeba natychmiast, póki nie jest jeszcze za późno, usunąć je wspólnymi siłami [8]

W całym kraju zbierano pieniądze, żywność, ubrania, a Dzierżyński włączywszy się bardzo energicznie w akcję, zwrócił się nawet do państw zachodnich o udzielenie wszelkiej pomocy. W wielu miastach przyjmowano dary, odbywały się koncerty i wiele innych charytatywnych wydarzeń. Apel odniósł skutek, także w szybkim czasie powstały nowe kolonie i komuny pracy, często nazywane imieniem Feliksa Dzierżyńskiego. Na potrzeby domów dziecka rekwirowano poburżuazyjne wille, a na osobiste polecenie Lenina dla dzieci zagospodarowywano podmiejskie dacze i urządzano w nich ośrodki pomocy. Przydzielono specjalne pociągi transportujące żywność i ubrania dla najmłodszych, stały się ważne na równi z transportami wojskowymi. Gdy pewnego dnia do Moskwy dotarł transport żywności skierowany do Lenina, ten wezwał Dzierżyńskiego i przekazał mu go z prośbą, aby przede wszystkim rozdzielił produkty wśród najuboższych dzieci.

Do jednej z takich komun trafiły dzieci wcześniej tworzące świetnie zorganizowaną grupę złodziei. Przez długi czas nie można było ich wyśledzić, ani niczego udowodnić. Dzieli się na dwie grupy- starsze dzieci szły na szaber, a młodsze czuwały na zwiadach i w chwili zagrożenia dawały znać o nadchodzących milicjantach. Kiedy przyjeżdżał patrol, udawały, że jedynie sobie spacerują. Ich śmiałej działalności nadszedł jednak kres. Zorganizowane grupy robotników odkryły ich sekret i przywiozły na Łubiankę.

Nie było wiadome co z nimi począć i jak ukarać. Padały propozycje, żeby wysłać je do obozów pracy, ale niektórzy z nich byli jeszcze za mali. Z czasem okazało się, że niedaleko miejscowości Bolszewo, powstaje na wsi nowa kolonia. Zadecydowano więc, aby je tam posłać. Nieoczekiwanie do Moskwy przyjechała delegacja protestująca umieszczeniu kolonii dla bezdomnych dzieci w ich miejscowości. Przyjął ich Dzierżyński. Powoływali się na strach przed kradzieżami, które do tej pory nie miały miejsca, pijaństwo i chuliganerię oraz zły wpływ na ich własne dzieci. Feliks zapewnił, że osobiście będzie doglądać kolonii i rozmawiać z dziećmi, a jeśli będą sprawiać zbyt wiele kłopotów, zamknie ją i przeniesie w inne miejsce.

Kolonia powstała. Po miesiącu, dwóch zamilkły hałasy i głupie ekscesy. Chłopi powoli zaczęli przyzwyczajać się do nowych sąsiadów, a kiedy okazało się, że chętnie pomogą im w pracach polowych i gospodarczych, przyjęli je do pracy. Bardzo szybko więzi się zacieśniały, wszyscy pomagali sobie nawzajem, razem bawili się zabawach wiejskich, razem oglądali filmy, kiedy dotarło do nich obwoźne kino. Feliks wiele razy do nich przyjeżdżał, a dzieci bardzo cieszyły się z jego wizyt. Po kilku miesiącach chłopi mówili, że nie wyobrażają sobie życia bez nowych sąsiadów[9].

Dzierżyński zgadzał się w pełni ze słowami Lenina, że: „Nie ma dzieci- przestępców- są tylko dzieci zaniedbane, które należy wychować na nowo[10]”, sam zaś powiadał, że: „…że dla dzieci w Rosji Radzieckiej nie ma ani sądów, ani więzień [11]”.

Dlatego wiele energii poświęcił powołując do życia ośrodki wychowania dzieci i młodzieży. Przyjeżdżając do kolonii dziecięcych, spędzał z dziećmi wiele wspaniałych chwil. Interesował się ich życiem, dopytywał o warunki, o postępy w nauce, nie odwracał się od młodocianych przestępców odbywając z nimi męskie rozmowy. Przekonywał, że warto jest być uczciwym i pracować dla kraju, który uporawszy się ze zmorą wieloletnich walk potrzebuje fachowców i oddanych obywateli. Słowa Dzierżyńskiego trafiały w serca urwisów i młodych kryminalistów, gdyż traktował ich poważnie, z szacunkiem nikogo nie potępiając.

Jedną z pierwszych komun utworzonych na polecenie Dzierzyńskiego, była wspomniana wcześniej komuna we wsi Bolszewo pod Moskwą, którą Dzierżyńśki często odwiedzał. Po powrocie mówił swoim współpracownikom: „Nie dacie wiary, ale te smoluchy to moi najlepsi przyjaciele. Ja u nich odpoczywam. Ileż talentów by się zmarnowało, gdybyśmy się tymi dziećmi nie zajęli! Wszystkiego itrzeba ich uczyć: twarz umyć, nie sięgać do cudzych kieszeni, kochać książkę- lecz dyscypliny społecznej, odwagi, panowania nad sobą my się możemy uczyć od nich. Jaka wytrwałość, solidarność- nigdy jeden drugiego nie wyda [12]!”

Kiedy przyjeżdżał ponownie, dzieci znów go oblegały przynosząc ze sobą wykonane przez siebie narzędzia i chwaląc się osiągnieciami. Otrzymywał też wiele listów od dzieci, w których opisywały swoje potrzeby, żale, postępy w nauce i przesyłały podziękowania i pozdrowienia. Domagały się jego zdjęć, opowieści, jego biografii, wzorowały się na nim. Surowy, ascetyczny wystrój jego gabinetu zamienił się w galerię zdjęć roześmianych buź dzieci, które w podziękowaniu za troskę przesyłały mu je prosto na Łubiankę.

Wielokrotnie i sam Dzierżyński im odpisywał na pełne dziecięcej miłości listy: „Dziś wasi starsi towarzysze bolszewicy-leninowcy wręczają wam order Czerownego Sztandaru. Ten order znaczy, ze powinniście stawać się silniejsi, rosnąć i uczyć się, żeby zostać zahartowanym do dzieła klasy robotniczej o wyzwolenie wszytkich mas pracujących od zniewolenia kapitału. Bądźcie wiernymi i godnymi wnukami Iljicza. Wraz z wręczonym wam orderem, młodzi pionierzy 30-ego zastępu podążajcie za naukami Lenina. I wraz z orderem bądźcie zawsze gotowi [13]”.

Anton Makarenko, radziecki pedagog, pisał o pracy Dzierżyńskiego: „Oni dali im (dzieciom-Z.F)… to co najdroższe w naszym kraju- plony rewolucji, plony swoich walk i swoich cierpień. W spośród tych plonów nie parkiety, nie kwiaty, nie cudowne, słoneczne pokoje były najważniejsze. Najważniejsze to nowy stosunek do człowieka, nowa pozycja człowieka w kolektywie, nowa troska o niego i skoncentrowanie uwagi na nim [14]”.

Makarenko, lekceważony współcześnie pedagog, twórca radzieckiej pedagogiki opartej na kolektywnym wychowaniu wierzący, że najwet z najbardziej zaniedbanego dziecka poprzez pracę w kolektywie można przeobrazić go w jednostkę pojmującą swoją rolę w społeczeństwie dokonał wielkiej pracy dla edukacji całego pokolenia bezdomnych dzieci. Jego największą zasługą było to, że sformułował wartości i je przekazał tym, którzy żyli w świecie bez żadnych wartości, oderwani od życia i od własnej przyszłości.

Dopiero na jesieni 1923 roku z powodu natłoku obowiązków, Dzierżyński zrezygnował z funkcji Przewodniczącego Komisji do Polepszenia Bytu Dzieci uznając, że jej struktury działają wystarczająco dobrze. Dalej jednak interesował się losem dzieci, często odwiedzał dziecięce komuny służąc radą i sprawując nad nimi opiekę.

Dzięki takiej postawie, w dobie głębokich niedoborów żywnościowych nie zdarzyło się, aby czekiści biorący udział w przejmowaniu magazynów żywności od spekulantów, cokolwiek dla siebie wzięli. Racje żywnościowe były ściśle przydzielone i nikt nie ważył się uszczknąć czegoś więcej dla siebie. Przykład płynął wprost od Dzierżyńskiego, który za przyniesienie mu większej porcji żywnościowej udzielał nagany.

Łacis wspominał z późniejszego okresu, jak Dzierżyński ślęczał nad sprawami i nie wychodził nawet do kantyny, wówczas „goniec przynosił mu do gabinetu jedzenie- zwykłe, jakie dostawali wszyscy pracownicy WCzK. Wprawdzie goniec starał się przygotować dla niego coś lepszego zamiast koniny, którą wszyscy żywili się w 1919-1920 roku- smażone na słoninie kartofle. Dzierżyński nie znosił jednak, by mu stwarzano jakieś wyjątkowe warunki, i rugał gońca- staruszka Bieleńkiego, który troszczył się o niego. Dlatego niejednokrotnie trzeba było uciekać się do oszustwa i twierdzić, że inni pracownicy dostali to samo na obiad [15]”.

Potwierdził to osobisty kierowca Feliksa Dzierżyńskiego, Siergiej Tihomlov w swoim pamiętniku odnalezionym niedawno w archiwum jednej ze szkół, gdzie w dawnych latach działała organizacja pionierska nosząca imię Dzierżyńskiego, a zeszyt ze wspomnieniami Tihomolov ponoć przekazał wraz z albumem zdjęć na jednym ze spotkań z młodzieżą. Według jego zapisków: „Dzierżyński nie wyróżniał się na tle innych. Ubierał się skromnie. Odżywiał się tak samo, jak inni pracownicy [16]”. Dodał też, że Feliks był szczególnym wrogiem jakichkolwiek przywilejów co do swojej osoby.

Jego dieta często zadziwiała gości odwiedzających go. Spodziewali się, że jako jedna z najważniejszych osób w państwie, karmiona jest lepiej niż inni. Tymczasem, na co znalazło się wiele świadectw, z szafy na śniadanie wyjmował talerz z kawałkiem chleba i śledzia, które popijał cienką herbatą.

Dzierżyński zachował się tak samo jak Lenin, któremu nagle podwyższono pensję. 23 maja 1918 roku w ostrym tonie napisał pismo do Kierownika Biura Rady Komisarzy Ludowych Włodimira Boncz-Brujewicza: „W związku z niewykonaniem przez Was mego kategorycznego żądania, by wskazać mi podstawy podwyższenia mego uposażenia od 1 marca 1918 roku z 500 do 800rb. miesięcznie, oraz wobec oczywistej bezprawności tego podwyższenia dokonanego przez Was samowolnie w porozumieniu z sekretarzem Rady Mikołajem Gorbunowem, z jawnym pogwałceniem dekretu RKL z 23 listopada 1917 roku- udzielam Wam surowej nagany [17]”.

Kotus-Jankowski opisał we wspomnieniach, jak poznał panią Jadwigę Kuszelewicz w Radzie Zjazdów Polskich Organizacji Pomocy Ofiarom Wojny, która przyszła tam z osiemnastoletnią córką Jadwigą Giedroić. Było to w roku 1918-stym. Poprosiła go, aby udał się z nią na Łubiankę, bo ona sama nie umie tam trafić do „Felusia”. Zaprowadził ją do gabinetu Dzierżyńskiego, ten już na nią czekał. Jadwiga dopytywała się o Zosię i Jasia, którzy wówczas przebywali w Szwajcarii, o których Feliks nie miał żadnych wiadomości. Chwilę porozmawiali o życiu, o siostrzenicy Feliksa, Jadzi i trapiących problemach.

Jadwiga zaczęła narzekać na głód w mieście i trudności ze zdobyciem pożywienia i wtedy Feliks wyjął z szafki ćwierć funta masła i tyle samo cukru oddając tym samym swój przydział. Kiedy jakiś czas potem bliski współpracownik Miedwied spotkał Kotusa, obsobaczył go jak tylko się dało. „-Wiesz- powiedział- oddał tej babie własny cukier i masło, będzie teraz tydzień pił gorzką herbatę i jadł suchy chleb [18]!” Jego wspólpracownicy wiedzieli już, że jeśli dostarczą przewodniczącemu dodatkową porcję cukru i masła, czekac ich będzie ostra nagana. Gerson i Bieleńki wspominali, jak podczas spotkania z milicjantami sięgając do szafy oddał jednemu z nich swoje spodnie mówiąc- „Zabierzcie je, dwóch par spodni mi nie potrzeba [19]”.

Dzierżyński nie pił też mleka, którego dostawał zwiększony przydział przez wzgląd na gruźlicę oddając je bardziej potrzebującym. Z mlekiem wiąże się zabawna historia. Pewnego dnia, na wiosnę 1918 roku przyniósł swój przydział mleka Julianowi Marchlewskiemu, który wraz z rodziną zamieszkał przejściowo w hotelu „Metropol”. Julian był wycieńczony pobytem w niemieckich więzieniach, m.in. w Havelbergu. Dzięki interwencji radzieckiego dyplomaty Adolfa Joffe’go został uwolniony w drodze wymiany jeńców. Feliks uważał, że wycieńczonemu Julianowi należy się bardziej niż jemu mleko, aby szybciej doszedł do siebie. Marchlewski nie chciał przyjąć prezentu i przez cały czas o tym rozmawiali, Feliks nalegał, a Julian odmawiał. W tym czasie żona Juliana nalała im mleko w szklanki, a zajęci rozmową panowie nie zwracając uwagi co piją, wszystek wypili.

 

[1] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 65

[2] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 264

[3] A. Tishkov, Dzierżyński, http://hrist-commun.narod.ru/Dserginskij.htm, (odczyt z dn. 27.02,.2014r.)

[4] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książk

 

a i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 430

[5] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 405

[6] S.G..Tihomolow, Osiem lat z Dzierżyńskim, http://www.e-reading.biz/chapter.php/78824/46/O_Felikse_Dzerzhinskom.html, (odczyt z dn. 20.11.2013r.)

[7] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 409

[8] F. Dzierżyński, Artykuły , opracowania, AAN, 61/IV-1, dok. 370

[9] R.P. Katanian, Ojcowska troska, Prawda 22.lipca 1926r.

[10] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 269

[11] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 404

[12] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 408

[13] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 212, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.) List z 1926 roku.

[14] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 211,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)

[15] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 228

[16] V. Lihatchev, Dzierżyńskiego nie było w czym pochować, Ekspress Gazeta on-line, http://www.eg.ru/print/politics/10242/, (odczyt z dn. 21.11.2013r.)

[17] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 548

[18] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 223

[19] W.I. Gierson, A.J. Bieleńki, Pierwszy czekista, Krasnaja zwiezda, 22 lipca 1926r

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.