Głód był w istocie straszliwym skutkiem wojny domowej

Rozdział LXI
 

Powołże było od wieków spiżarnią Rosji. Na urodzajnym czarnoziemie po obu stronach rzeki uzyskiwano najlepszą pszenicę. Ciągnące się za horyzont zielone łąki sprzyjały hodowli bydła i koni. Wołgą płynęły barki wypełnione żywnością, drewnem czy zamkniętym w cysternach paliwem, mijały je piętrowe parowce. Miasta były bogate, nie różniące się od europejskich metropolii, po których ciągnęły po szynach tramwaje, po asfaltowych ulicach udekorowanych po bokach smukłymi topolami turkotały dorożki. W sklepach i w restauracjach było pełno wszelakiego dobra w bardzo dobrych cenach, na targowiskach był gwar, sprzedawano tam po kilka kopiejek ryby, melony, arbuzy, winogrona. Widok taki stał się teraz zacierającym się wspomnieniem. 

Trwająca od siedmiu lat wyniszczająca wojna spustoszyła wielkie areały ziemi do tego stopnia, że w wielu zakątkach kraju ludzie zaczęli umierać z głodu. Do sytuacji przyczyniło się bardzo wiele czynników i nie tylko bolszewicy, jak chcieliby prawicowi propagandyści, ponoszą za to odpowiedzialność. Można powiedzieć zupełnie obiektywnie, że po części przyczyniła się do tego kolektywizacja wsi i rozproszenie produkcji, brak maszyn i wiele zniszczonych plonów podczas działań wojennych, grabieżcze konfiskaty bydła i zboża na rzecz armii obu stron czy powstania kułaków. Lenin słusznie twierdził, że „głód był w istocie straszliwym skutkiem wojny domowej [1]”, do którego powstania zdecydowanie przyczyniły się wojska kontrrewolucji i powiązane z nimi kapitalistyczne ośrodki władzy.

Główną odpowiedzialność za głód zbierający śmiertelne żniwo ponoszą państwa Ententy, które jako jedną z represji państwa radzieckiego zastosowały blokadę ekonomiczną. Oprócz przyczyn gospodarczych i politycznych, swój wkład w tragedię głodu miała ówczesna pogoda. Wiosna 1921 roku przyniosła ze sobą rekordowe wręcz upały i zarazem rekordowo niskie opady deszczu.  

Klęskę głodu przypisuje się bolszewikom, jako ich narzędzie do walki z niepodporządkowaną wsią, która nie czuła się w większości związana władzą radziecką, jednakże ten argument jest wyjątkowo łatwy do obalenia, ponieważ byłby to strzał we własne kolano. Szalejący głód był szczególnie niebezpieczny i niejako zagrażał stabilności państwa, ponieważ duża część armii radzieckiej jak i żołnierzy wchodzących w skład WCzK pochodziła ze wsi. Nie wiele mogło brakować, by ten sam lud, który wyniósł do władzy bolszewików, z łatwością by ich tej władzy pozbawił. 

Feliks Dzierżyński bardzo energicznie, zarówno jako przedstawiciel WCzK, jak i Ludowy Komisarz Komunikacji, włączył się w pomoc dla głodujących. Ważny był każdy wagon ze zbożem do tego stopnia, że, jak mówił Dzierżyński: „Dokładnie tak samo jak śledziliśmy na mapach ruchy wojsk naszych frontów, tak teraz dokładnie na mapach śledzimy ruch każdego wagonu [2]”.

Jak zwykle państwa zachodnie zareagowały na klęskę, kiedy było już dość późno. Z pomocą ruszyły Francja i inne kraje zachodnie. Największą pomoc zapewniły Stany Zjednoczone. Należy powstrzymać się od niskich ukłonów w ich kierunku, ponieważ równowartość zboża wysłanego do Rosji w ramach pomocy była nieporównywalnie nikła wobec środków jakie te państwa przeznaczyły na niedawna interwencję, a całość pomocy nie pokrywała nawet kosztów budowy jednego krążownika.

Nie można również zapominać okrucieństw zadawanych ludności cywilnej podczas niedawno toczących się walk przez wojska interwencyjne. O ile rzadko brały udział w bezpośredniej walce z bolszewikami, tak dawały o sobie znać podczas zabezpieczania tyłów, którym to terminem nazywa się mordowanie i palenie całych wsi. Jak pisze Witkiewicz „W północnej Rosji interwenci mieli okaleczyć ponad 19 tysięcy ludzi, blisko 113 tysięcy wychłostać, 55 tysięcy ograbić i zgwałcić ponad 3 tysiące kobiet [3]”. Więc jeżeli komuś się wydaje, że reprezentanci zachodniej cywilizacji zajmowali się szerzeniem dobrych manier, wydaje mu się źle. Jeden z brytyjskich żołnierzy zanotował: „Kobiety i dzieci w Astrachaniu są zabijane i kaleczone przez angielskich lotników przy pomocy angielskiego dynamitu [4]”.

Nie można też zapominać o więzieniu na wyspie Mudjug, gdzie Francuzi przetrzymywali tysiące ludzi w warunkach wyniszczających, które śmiało można nazwać obozami śmierci. Zmuszano ludzi do pracy po osiemnaście godzin dziennie, karmiono ich pomyjami, a próbujących ucieczki torturowano i rozstrzeliwano. Ci, którzy nie umarli od tortur, umierali z głodu. Obecna pomoc żywnościowa dla Rosji niedawnych bestialskich oprawców słusznie wydaje się jałmużną.

Widziano też w pomocy Rosji okazję do inwigilacji kraju obsadzając obserwatorów ludźmi, którzy do tej pory pracowali w agencjach wywiadowczych, co wywołało dość nieprzyjemne dla nich skutki. Praktycznie ci sami ludzie, którzy decydowali o blokadzie ekonomicznej, teraz przybrali maskę dobrego samarytanina. Podczas negocjacji z amerykańską instytucja pomocy ARA, Lenin nie chcąc uzależnienia od Stanów Zjednoczonych proponował zdeponowanie w ich banku złota będącego 120% wartości pomocy.

Pomoc żywnościowa zachodu była bardziej zabiegiem marketingowym czy piarowskim, ukazującym dobroć i szlachetność ówczesnych rządów ukrywając swój wkład z rozkład całego państwa rosyjskiego przez ostatnie kilka lat finansując zbrodniarzy pokroju Denikina czy Korniłowa, doprowadzając do śmierci wielu setek tysięcy ludzie na  terenach opanowanych przez białą gwardię, tuszując bezmiar okrucieństw, sadyzmu i potwornej ludzkiej podłości. Była to również okazja by pomoc żywnościową uwarunkować od uznania przez Rosję długów zaciągniętych przez carski rząd. W tym czasie przynajmniej Polska zachowywała się bez dyplomatycznej hipokryzji nękając rząd radziecki o realizację zobowiązań finansowych podpisanych w Rydze.

Pomimo otrzymanej pomocy, na wiele transportów żywności napadały niedobitki białogwardyjskich wojsk czy zielona partyzantka ostrzeliwując pociągi i mordując ochraniających pociągi czekistów. Ze strony bolszewików dochodziło również do niepotrzebnych opóźnień w dostarczaniu żywności spowodowanych biurokracją, co wzbudziło niebywałą wściekłość Lenina.

W kraju wszystkie służby dostały zadanie przyłączenia się do walki z głodem. Sokołow pisze: „(…)walka z głodem (…) po raz pierwszy w historii przeprowadzona została jako szeroka państwowa kampania. Zmobilizowano wszystkie instytucje, przedsiębiorstwa, kooperatywy, związki zawodowe, organizacje młodzieżowe, Armię Czerwoną, została zorganizowana Centralna Komisja Pomocy Głodującym- Pomgoł [5]”.      

Również WCzK została zaangażowana do akcji niesienia pomocy. Było to konieczne, gdyż 20 milionów pudów zboża na zachodniej Syberii i Tambowszczyźnie zagrabiły oddziały zielonych na samym początku 1921 roku i bynajmniej nie trafiło ono do głodujących obszarów Rosji.

Czyniono olbrzymie starania, by znaleźć fundusze na walkę z głodem. Nie zawahano się sięgnąć do zasobów kościoła prawosławnego. Akcja konfiskaty kościelnych dóbr nasiliła się w 1922 roku. Specjalnie uformowane grupy czekistów po kolei z każdej cerkwi wywoziły drogocenności. Zabierano wszystko co miało wartość na rynku- kielichym obrazy, ramy, elementy wyposażenia, a jeśli tylko były w nich drogocenne kamienie, wydłubywano je jeden po drugim. Patriarcha Moskwy Tihon protestował, religijna część ludności nazywałą to grabieżą i świętokradztwem, a dla władzy ważny był każdy rubel. Wiele z cerkwi ogołocono do tego stopnia, że pozostały same mury. Nie stanowiło to większej straty z punktu widzenia zachowania dziedzictwa kulturowego. Cerkwi w Rosji było zdecydowanie za dużo.

Już w 1919 roku Dzierzyński poruszał temat fatalnej sytuacji żywnosciowej w miastach publikując w gazetach odezwę skierowaną głównie do kolejarzy zachęcając ich do walki z głodem. Pisał: „Nie ma transportu- nie ma chleba. Każdy zatrzymany wagon- to trupy dzieci. Jakakolwiek przerwa w ruchu pociągów- to tyfus [6]”.

Teraz, wobec wciąż odkrywanych przestępstw na tle walki z głodem i niedoborami żywności ukazała się odezwa Dzierżyńskiego „Nie ma litości dla złodziei i rabusiów”, w której pisał o nich: „Dla rabusia każdy sposób jest dobry, aby kosztem czyjegoś nieszczęścia, kosztem okradzionego zyskać własny dostatek. Nie interesują ich miliony cierpiących dzieci i chłopów głodujących w guberniach. Nie interesuje ich niedostatek i utrapienia całej pracującej ludności miast. Często trudno ich schwytać, zajmują stanowiska w urzędach, uczestniczą przy załadowywaniu, wyładowywaniu, przechowywaniu i przewozie ładunków. Nie tylko sami kradną, ale tolerują innych bandytów i złodziei [7]W dalszej części wezwał uczciwych ludzi do walki z elementami pasożytniczymi, złodziejami i bandytami, solidaryzował społeczność transportowców, aby przeciwstawili się nadużyciom jednocześnie grożąc najsurowszymi karami dla tych, którzy uczestniczą w przestępczych procederach.

 

[1] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 279

[2] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 217,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)

[3] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 344

[4] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 345

[5] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 281

[6] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 149,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 06.04.2014r.)

[7] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 276

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.