Jeśliby Chrystus żył dziś, to on byłby z nami

Rozdział LVII
 
 

Tymczasem wojska Wrangla przebijały się od Krymu w kierunku Zagłębia Donieckiego. Powracająca z Polski Armia Czerwona została przerzucona na Front Południowy, gdzie w rejonie Kachówki skoncentrowała swoje siły nad Dnieprem. Kontratak czerwonoarmistów był niemiłosierny, ale okupiony olbrzymią ilością zabitych. Wiele dywizji straciło trzy czwarte swoich stanów. Dzięki zdecydowanemu natarciu armia Wrangla została zmuszona do odwrotu w kierunku Krymu, skąd jej niedobitków ewakuowano brytyjskimi i francuskimi okrętami.

Wyniszczenia majątku kraju mające miejsce  od 1914 roku przedstawiały obraz druzgoczący. Sześć lat wojny, grabieżcza polityka białych generałów i fatalne okoliczności wprowadzania leninowskich reform jak „Dekret o ziemi” czy nacjonalizacja fabryk w rezultacie przyczyniły się do drastycznego spadku produkcji. Pozbawione narzędzi i zwierząt użytkowych chłopstwo, nienawykłe do własnego optymalnego planowania i finansowania zasiewów nie dostarczało wystarczającej ilość płodów rolnych.

Produkcja rolna w 1920 roku stanowiła 65% produkcji z 1913 roku. Fatalnie na tym tle wyglądał zrujnowany przemysł, który osiągał zaledwie 10% w porównaniu ze stanem sprzed siedmiu lat, a który skoncentrowany był jedynie na zaopatrzeniu armii. Spadek produkcji automatycznie przyczynił się do drastycznego wzrostu cen. W samym 1916 roku ceny chleba wzrosły o 170%, a między lutym, a październikiem 1917 roku o 258%[1]. W dalszych latach było już tylko gorzej. Fatalną sytuacje pogłębiały liczne akty sabotażu i strajki administracji.

Poważnym problemem były zdewastowane fabryki i kopanie, które białogwardziści systematycznie niszczyli i palili. Szyby i wyrobiska kopalń byłu zatopione, nie było narzędzi ani sprzętu potrzebnego do uruchomienia produkcji, ani do wydobycia surowców. Wycofujące się wojska Wrangla zabierały ze sobą najcenniejsze rzeczy, maszyny fabryczne, działa sztuki, złoto, futra i zboże. Czego nie można było zabrać, niszczono tylko po to, aby jeszcze bardziej osłabić młody kraj. Ilość parowozów, które w 1914 roku wynosiła w Rosji 17 tysięcy, w kwietniu 1918 roku do dyspozycji była już tylko połowa.

Sami Kołczakowcy w Przykamiu podczas odwrotu spalili 50 lokomotyw. Nie zapomnieli też o niszczeniu mostów, których zdemolowano 40. W czasie wojny zniszczonych została ponad połowa stanu wagonów kolejowych z 543 tysiąca do 220 tysięcy. Niszczono tory, linie telegraficzne i masowo wywożono żywność. Na mocy tajnego układu ukraińskiej Centralnej Rady z Niemcami, Ukraina zobowiązała się dostarczyć do Rzeszy 1 milion ton zboża i 50 tysięcy ton bydła. Oczywiście nie udało się wszystkiego wywieźć, jednak ilości jakie opuściły Ukrainę były tak znaczne, że na jej terytorium coraz bardziej odczuwalny był głód [2].

Z samej północnej Rosji wywieziono ponad 1 miliard rubli w złocie, w Sewastopolu Niemcy mieli zagarnąć majątek wartości 2,6 miliarda rubli, a Francja i Anglia dwa razy tyle. 250 statków uprowadzono z krymskich portów, wywieziono drogą morską 60 tysięcy ton zboża i 13 tysięcy ton soli. Anglicy wywieźli z Gruzji 416 tysięcy ton manganu i 500 tysięcy ton ropy naftowej. Japonia obłowiła się 650 tysiącami metrów sześciennych drewna, setkami ton ryb, dwoma tysiącami wagonów i 300 statkami, a straty jej okupacji wynosiły 206 milionów rubli w złocie. Są to jedynie pobieżne i przykładowe wyliczenia, do których należy dołożyć setki to złota [3].

Tym bardziej sytuacja byłą katastrofalna, gdyż żyzna Ukraina musiała jeszcze wykarmić armie, które po niej w tą i nazad przechodziły przy okazji rabując co tylko się dało. Polska armia bynajmniej nie najechała Ukrainy ze swoimi kanapkami i kuchnią polową. Cała nienawiść zachodniego świata koncentrowała się na Rosji Radzieckiej. Żadnemu z państw nie zależało, aby Rosja odzyskała swoją dawną potęgę. Lord Bertie był zdania: „Nie ma już Rosji! Rozpadła się (…) Jeżeli tylko uda nam się doprowadzić do niepodległości państw buforowych, graniczących z Niemcami na wschodzie, tj. Finlandii, Polski, Estonii, Ukrainy itd., to według mnie reszta może zabrać się do diabła i smażyć we własnym sosie”, a lord Balfour posunął się w swej szczerości jeszcze głębiej: „Jedyną rzeczą, jaka interesuje mnie na Kaukazie jest linia kolejowa łącząca Baku z Batumi, którą wybrzeża na Morza czarnego dostarczana jest kaspijska ropa. Krajowcy mogą się nawet wyrżnąć, nic mnie to nie obchodzi [4]

Do taki stanu rzeczy, bynajmniej nie doprowadzili bolszewicy, ale cały cywilizowany świat, szafujący takimi terminami jak pokój, demokracja, wolność, nauka, technologie, postęp, a w gruncie rzeczy przeżarty przez okrucieństwo, barbarzyństwo i niesłychaną podłość. H.G. Wells w swej książce pisał i nie sposób nie przyznać mu racji: „To nie komunizm, ale imperializm europejski uwikłał to olbrzymie, chwiejące się w posadach, zbankrutowane imperium w sześć lat trwającą, wyniszczającą wojnę. Wreszcie- to nie komunizm nękał srodze umęczoną, kto wie czy nie ginącą Rosję, finansowanymi z zewnątrz nieprzerwanymi atakami, napaściami, buntami dławił szczególnie bezlitosną blokadą. Ziejący zemstą francuski wierzyciel, tępy angielski dziennikarz ponoszą znacznie większą odpowiedzialność za te srogie cierpienia aniżeli którykolwiek komunista.

(…) prasa postawiła sobie za zadanie zdyskredytować tych uzurpatorów, których klasy rządzące postanowiły obalić bez względu na cenę (…) Posyłano ekspedycje przeciw osłabionemu państwu, podsycano pożogę powstań i buntów wyposażając je w broń i pieniądze- wszystkie nawet najbardziej potworne środki były dobre dla zaniepokojonych wrogów rządu bolszewickiego. (…) Rząd Lenina wytrzymał wszystkie te ataki. Okazał on zdumiewająca odporność i zyskał poparcie szerokich mas ludu rosyjskiego…[5]”. Gdyby więc nie imperialistyczny kapitał, który wywołał wieloletnią wojnę domową, konflikt byłby bardzo szybko rozwiązany, co zapobiegłoby śmierci milionom ofiar i wyniszczeniu gospodarki i tak zacofanego państwa.

Nie o wolności i prawach demokracji myślały kraje zachodnie sponsorując działania wojenne przeciwko bolszewikom. Była to masowa grabież na niespotykaną skalę. Mimo tak fatalnego obrazu, na horyzoncie malowały się świetliste plany odbudowy gospodarki i przede wszystkim elektryfikacji kraju. Kiedy do Rosji przyjechał pisarz Herbert G. Wells, po rozmowie z Leninem na temat jego elektryfikacyjnych planów, nazwał go „marzycielem z Kremla”. Nie wierzył, że za kilka lat to przedsięwzięcie zrewolucjonizuje zrujnowany obecnie kraj. Wells kpił z wywodów Lenina, z jego niezłomnej wiary w elektryfikację swego kraju: „Czy można sobie wyobrazić bardziej zuchwały plan, który ma być realizowany w tym olbrzymim, równinnym, pokrytym lasami kraju, zaludnionym chłopami nie umiejącymi ani czytać, ani pisać, pozbawionym źródeł energii wodnej, nie rozporządzającym ludźmi o wykształceniu technicznym, w którym handel i przemysł niemal zamarły? Owszem, podobne plany elektryfikacji są w trakcie realizacji w Holandii. (..) Ale myśleć o urzeczywistnieniu takich projektów w Rosji? Doprawdy, wymaga to nie byle jakiego wysiłku rozigranej wyobraźni [6]”.

Już w marcu 1920 roku zaczęto opracowywać plan elektryfikacji. Gdy w Teatrze Wielkim w Moskwie otoczonym zasiekami z drutu kolczastego i obstawionym gęsto żołnierzami, kiedy na zewnątrz było minus czterdzieści stopni, przedstawiano projekt budowanych elektrowni na terenie całego kraju, konieczne było wyłączenie prądu w całym śródmieściu, aby na specjalnie zbudowanej makiecie móc oświetlić lampki symbolizujące elektrownie. Zgromadzeni ludzie w wypełnionej po brzegi sali ogrzewali się tupaniem. Wówczas padło hasło Lenina: „Komunizm jest to władza radziecka plus elektryfikacja kraju [7]”.

Tym samym powstał plan elektryfikacji kraju nazwany Państwowy Plan Elektryfikacji Rosji- GOELRO, który funkcjonował do czasu ogłoszenia pierwszego planu pięcioletniego do 1929 roku. Plan ten zakładał dostosowanie całego przemysłu do możliwości, jakie daje energetyka, co wiązało się ze znacznym unowocześnieniem produkcji. Jego przewodniczącym został Gleb Maksimilianowicz Krzyżanowski. Był to pierwszy, tak wielki krok w kierunku budowania gospodarki i rozwoju elektryfikacji.

8 stycznia 1921 roku Dzierżyński wydał opracowane przez siebie zarządzenie, w którym przedstawił obraz zmian, jaki powinien przyświecać w dobie odbudowy kraju. Zlecił zaufanym czekistom przegląd wszystkich więźniów znajdujących się w więzieniach Rosji Radzieckiej, aby ponownie przejrzeć ich akta, zapoznać się z przebiegiem odbywania kary, a w stosunku do chłopów i robotników, którzy nie dopuścili się najgorszych przestępstw, przeprowadzić postępowanie łagodzące wyrok i umożliwić im wcześnie wyjcście na wolność.

Zabronił aresztowania ludzi za drobne przewinienia gospodarcze i karania ich. Wyszedł z założenia, że krajowi potrzebni są specjaliści wielu dziedzin, a jednostki wyłamujące się ze społecznej pracy powinny być otoczone uświadomionymi robotnikami i chłopami, gdzie dzięki wspólnej pracy przebiegnie ich resocjalizacja i kształtowanie człowieka nowej epoki, człowieka świadomego swej roli w wielkiej maszynie państwa. Praca miała kształtować nie tylko wartości związane z odbudową przemysłu i rolnictwa, ale również kształtować od strony etyki. Słowa te znalazły odzwierciedlenie w rozkazie kierownictwa WCzK podpisanego przez Dzierżyńskiego: „Frontów zewnętrznych nie ma. Niebezpieczeństwo przewrotu burżuazyjnego minęło. Trudny okres wojny domowej skończył się, pozostawił jednak uciążliwą spuściznę- przepełnione więzienia, w których przebywają głównie robotnicy i chłopi, nie burżuje. Należy skończyć z ta spuścizną, rozładować więzienia i uważanie patrzeć, by trafiali do nich tylko ci, którzy rzeczywiście są niebezpieczni dla władzy radzieckiej. W sytuacji frontowej nawet drobna spekulacja lub przekroczenie linii frontu mogły stanowić niebezpieczeństwo dla Armii czerwonej, obecnie jednak podobne sprawy należy umarzać. W przyszłości z bandytami i notorycznymi recydywistami rozmowa musi być krótka, niedopuszczalne jest jednak przetrzymywanie w więzieniach robotników i chłopów, którzy trafili do nich za drobne kradzieże lub spekulację (…)

Za pomocą starych metod, masowych aresztowań i represji, całkiem zrozumiałych w sytuacji bojowej, w zmienionej sytuacji WCzK będzie jedynie lać wodę na młyn kontrrewolucji, powiększając liczbę niezadowolonych. Wszystkie osoby podejrzane, które mogą wziąć udział w aktywnej walce, bezpartyjnych oficerów, ludzi prawicowo- eserowskiej, machnowskiej i innej proweniencji, trzeba ewidencjonować, wyjaśniać, sprawdzać. Jest to ogromna praca informacyjna, która powinna znaleźć się na pierwszym planie, nie można natomiast wypełniać więzień śledczych aresztowanymi na podstawie podejrzenia (…) w przeciwnym razie szpiedzy, terroryści, zakonspirowani podżegacze powstań będą hulać na wolności, więzienia zaś zostaną zapełnione ludźmi zajmującymi się nieszkodliwym gderaniem przeciwko władzy radzieckiej (…) Trzeba znaleźć winnego, podejrzenie nie wystarczy. W przeciwnym razie przeciwko organom WCzK będą się rozlegać lamenty, że przeszkadzają gospodarczemu odrodzeniu RFSRR [8]”.

Dzierżyński zalecił organizowanie tzw. „subotników”, czyli czynów społecznych, które obejmowałyby wszystkich obywateli niezależnie od pochodzenia czy zajmowanych stanowisk. Ich organizacja miała sprzyjać nie tylko odbudowie i porządkowaniu najbliższego otoczenia, ale również miała za zadanie zacieśniać więzi społeczne, wpływać na otwartość i poznawanie swoich sąsiadów. Pracownicy Ludowego Komisariatu Oświaty w czasie jednego z „subotników” wyładowywali z wagonów kolejowych drewno na opał przeznaczone dla szkół szpitali i domów dziecka. Innym razem odśnieżano miasto, łupano zalegajacy ulice lód i strącano go do rzeki.

Nie tylko zwykli pracownicy brali w nich udział, także osoby zajmujące odpowiedzialne, wysokie stanowiska, jak np. Julian Marchlewski. Podczas wspólnej pracy, atmosfera była wesoła, często żartowano, robiono dowcipy, śmiano się, ale jednocześnie pracowano z wielkim poświęceniem nie zważając na często niesprzyjające warunki. W 1920 roku, zamiast defilady na pierwszomajowym święcie, Dzierżyński zorganizował ogólnorosyjski „subotnik” będąc od 19 lutego 1920 roku przewodniczącym Głównego Komitetu do Spraw Powszechnego Obowiązku Pracy.

Plan ogólnonarodowego pierwszomajowego „subotnika” powstał już w styczniu 1920 roku. Dzierżyński określił dokładny charakter tego wydarzenia oraz jego najważniejsze organizacyjne szczegóły. Polecił stworzyć przy Gubispołkomach (Gubernialnianych Komitetach Wykonawczych- Z.F) oddzielne komisje zajmujące się organizacją prac. „Subotnik” miał przedstawiać ze sobą wspólną pracę w wymiarze co najmniej 6 godzin faktycznej pracy przy budowie czy renowacji miejsca pożytku społecznego jak remont szkoły, budowa kładki dla pieszych czy chodnika, sprzątanie parku, przycinka drzew, budowa stołówki. Zarówno w miastach, jak i na wsiach subotniki miały mieć masowy charakter, powinny być odpowiednio zaplanowane i zorganizowane także pod względem atrakcyjności, np. miały się odbyć występy orkiestr. Nie wykluczano także wieczornych przedstawień mających na celu ukazanie trudu pracy komunistycznej. Dzieciom miały być przydzielone lekkie prace mające charakter zabawy, jak sadzenie drzewek.

Była to od dawna wyczekiwana odwilż społeczna, poluzowanie męczącej dyscypliny i czujności, mimo, że wciąż z wielu stron zagrażało niebezpieczeństwo ze strony dawnej burżuazyji. Wciąż trwały walki z wieloma grupami bandyckimi na Syberii, gdzie wybuchł bunt kułaków czy na Ukrainie, gdzie bandy Machny paraliżowały gospodarkę i wprowadzały zamęt społeczny, a w Azji Środkowej zaś wciąż żywe były zagrażające socjalizmowi nacjonalistyczne tendencje.

15 stycznia 1921 roku pod przewodnictwem Dzierżyńskiego odbyła narada, w której wzięli m.in. udział Tuchaczewski, Kamieniew i Unszlicht nad poprawą stanu wojsk ochrony pogranicza. Zadecydowano wzmocnić je docelowo obsadą 100 tysięcy pograniczników, sztab polowy dostał zadanie opracowania zasad ochrony granic i obliczeń wymaganej obsady na poszczególnych posterunkach.

W wielu rejonach kraju rosło niezadowolenie społeczeństwa wzbudzane przez przeciwników bolszewizmu, którzy wykorzystując fatalną sytuację ekonomiczną, zbyt powolne zmiany i nieodczuwalną poprawę życia społeczeństwa, coraz głośniej i szerzej wyrażało swój bunt. Punktem zapalnym było przydzielanie obuwia i ubrań członkom partii, natomiast żadne nowe ubrania nie były dostępne dla robotników marznących w podartych łachmanach.

Wobec katastrofalnej sytuacji, zupełnego braku opału, w fabrykach rozpoczęły się wiece i strajki mające za zadanie przekazanie władzy wyrazu niezadowolenia i zmuszenie jej do znalezienia środków do rozwiązania palących problemów. W wyniku obrad konferencji Partii Komunistycznej Floty Bałtyckiej uchwalono rezolucję: "Partia oddaliła się od mas. Nie odpowiada woli jej aktywnych członków. Stała się ona instrumentem biurokratycznym, który stracił wszelki autorytet wśród mas i dusi każdą lokalną inicjatywę oraz zamienia pracę polityczną w papierkową robotę. Żądamy, aby organizacja rządowa zmieniła swoje pryncypia. Żądamy, aby stała się od podstaw demokratyczna[9]." Domagano się uwolnienia z więzień działaczy socjalistycznych i bezpartyjnych robotników, zniesienia stanu wyjątkowego, wolności prasy, słowa i zgromadzeń.

Pod hasłem „Władza w ręce rad, a nie partii” w domyśle bolszewickiej, organizowano w Kronsztadzie wystąpienia robotników podpuszczanych przez różnego rodzaju wywrotowców- mieńszewików, eserowców, białogwardzistów i anarchostów finansowanych przez zachodni kapitał. Wywołanie zamieszek miało dać początek kolejnej wojnie o władzę i w rezultacie odsunięcie bolszewików od władzy. Buntownicy aresztowali komisarza Baltfoltu, przewodniczącego rady kronsztadzkiej i wielu znaczących lokalnych polityków. Pod auspicjami amerykańskiego Czerwonego Krzyża w Kronsztadzie pojawiło się kilku prowokatorów i szpiegów wysłanych dla destabilizacji sytuacji. Najwidoczniej zabrakło czasu i chęci na pokojowe rozwiązanie problemu, gdyż emocje, jakimi udzielili robotnikom i marynarzom podżegacze wzięły górę nad rozsądkiem.

Niestety, władza w osobie Zinowiewa nie chciała rozmawiać ze strajkującymi, a nawet nazwała ich „krwiopijcami i szantażystami”. Znany z pochopnych i siłowych rozwiązań, Zinowiew, na zebraniu specjalnie utworzonego komitetu obrony, dopuścił się także groźby wobec robotników mówiącej o lokaucie, czyli tym samym pozbawienia ich racji żywnościowych. Winą za falę rozprzestrzeniających się strajków obciążył mieńszewików i eserowców i trudno odmówić mu racji, ale środki jakich użył w tej sytuacji były co najmniej nieadekwatne. Zinowjew idąc na całość nie zastanawiał się zbyt wiele mówiąc: „Musimy pociągnąć za sobą dziewięćdziesiąt ze stu milionów mieszkańców Rosji Radzieckiej. Jeśli idzie o pozostałych, nie mamy im nic do powiedzenia. Muszą zostać zlikwidowani[10].” Miesiąc wcześniej na łamach gazet białogwardyjskich zwodzono  marynarzy, którzy ulegli cwanej i wyrachowanej manipulacji,, że rady po wyrzuceniu z nich bolszewików, w dalszym ciągu będą funkcjonować. 

Bunt w Kronsztadzie będący wynikiem fatalnej sytuacji gospodarczej, zawodu, jaki wielu robotników cierpiało z powodu centralizacji i biurokracji władz, został rozpalony agresywną polityką Zinowiewa. Wprowadził on stan wojenny, zablokował dostęp do wszystkich fabryk. Aby rozeznać się w sytuacji, gdyż nie było żadnych miarodajnych informacji o przyczynach buntu, marynarze udali się z wizytą do strajkujących robotników. Gdy zapoznali się z ich motywami, przyznali im rację. Rozpoczęły się działania zbrojne.

Wyspa atakowana była z dział pancernych i samolotów. Tuchaczewski biorący udział w ataku na Kronsztad powiedział: "Byłem 5 lat na wojnie, ale takiej rzezi jeszcze nie przeżyłem. To nie była więc walka, a piekło. Grzmoty ciężkiej artylerii trwały cały dzień, były tak potężne, że w Oranienbaum powypadały wszystkie szyby z okien. Marynarze walczyli jak dzikie zwierzęta. Nie wiem skąd brali jeszcze tyle siły do walki. Każdy dom przez nich zajęty musiał zostać zdobyty szturmem. Cała kompania walczyła około godziny o jeden dom, a gdy go w końcu zdobyła znaleziono zaledwie dwóch, trzech marynarzy z karabinem maszynowym. Wyglądali na wpół nieżywych, jednakże wyciągnęli swe rewolwery i wołali "Wystrzelaliśmy was dranie, jeszcze o wielu za mało [11]!"

W wyniku starć poległo 7000 osób, 11 tysięcy zostało rannych. Pojmanych buntowników surowo osądzono, większość z nich dostała wyroki zesłana na Syberię. Było to pierwszy, tak poważny kryzys władzy bolszewickiej, za który odpowiedzialny był Zinowiew. Dzierżyński zareagował według własnego sumienia. Nakazał wypuścić na wolność aresztowanych robotników i chłopów, którzy wzięli udział w buncie [12].

Dzierżyński w czasie kronsztadzkich rozruchów skutecznie eliminował ośrodki kontrrewolucyjne sprzyjające destabilizacji kraju w Piotrogrodzie i Moskwie, gdzie rozrzucono wiele ulotek nawoływujących do powstania przeciw bolszewikom. W jednym z mieszkań na ulicy Miasnickiej odkryto kryjówkę członków podziemnej organizacji mieńszewików nazywając ich „inspiratorami Kronsztadu”.

Na posiedzeniu KC RKP(b) 17 marca 1921 roku na wniosek Dzierżyńskiego powołano na powrót do służby w CzK wszystkich byłych czekistów, którzy zostali wcześniej przeniesieni w struktury Armii Czerwonej czy zostali skierowani zostali na inne fronty walki rewolucyjnej. Dzierżyński uznał za konieczne otoczyć się w tych trudnych dniach wiernymi, doświadczonymi i oddanymi partii pracownikami, by najskuteczniejszej obronić się przed spiskowcami. Konieczne było przede wszystkim odkrycie wszystkich istniejących powiązań imperialistów z rosyjska burżuazją nie ustającą w dążeniach do przywrócenia strego systemu.

Sen z powiek Dzierżyńskiego spędzała siatka agentów Borysa Sawinkowa ściśle powiązana z wywiadami państw zachodnich, w tym Polski. W śledztwie okazało się, że II oddział polskiego sztabu generalnego oraz francuska misja wojskowa w Polsce zasilała finansowo działania agentów dostarczając również dokumenty umożliwiające agentom przejazd koleją, przekraczanie granicy i kolportaż literatury antyradzieckiej. Jej pojedyncze struktury systematycznie likwidowała WCzK, jednak całej organizacji nie sposób było zwalczyć. WCzK ponosiła dość sporo porażek i strat w ludziach. Od kuli zginął szanowany przez Dzierżyńskiego Piotr Borewicz, nauczyciel z Łodzi, dowódca WCzK Ochrony Zachodniej Granicy, któremu przypisuje się ostatnie słowa przed śmiercią: „Umieram. Przekażcie Dzierżyńskiemu. Niech żyje władza radziecka [13]”!

Nie bardziej spragnieni władzy i bogactw byli księża, a także prawosławni popi. To właśnie w kościołach i cerkwiach wszelkie organizacje antybolszewickie znajdywały schronienie tworząc rozwijające się punkty oporu. Praktycznie w niczym częstokroć nie różnili się od białogwardyjskich spiskowców. Zakonnicy jednego z klasztorów najpierw sprzedali, mimo oficjalnego zakazu, dom misyjny w Moskwie, a potem wraz z kupcem tak głośno świętowali, że przyjechała WCzK. W toku śledztwa okazało się też, że wielebny biskup Jefrem handlował złotymi krzyżykami, które to nielegalne zajęcie zmusiło go do trzymania nielegalnej broni w wiadrze z pomyjami.

Aby nie było, że WCzK wściekle atakuje kościół i jest to zamach na tę instytucję, przekazano sprawę i oskarżonych do Trybunału Rewolucyjnego komunikując: „Prezydium WCzK wychodzi z założenia, iż przestępstwo wyższego duchowieństwa prawosławnego powinno być jawnie rozpatrywane, aby sami wierzący mogli wynieść obiektywny sąd o stosunku ich pasterzy do swych obowiązków[14]”. W obecnych czasach nazwano by takie postępowanie zamachem na kościół i wiarę. Zdecydowanie łatwiej było od razu winnych rozstrzelać, jednak zdecydowano się na trudniejszą drogę odnosząc sukcesy społeczno-wychowawcze.

Wspomniany przypadek nie był jedynym. Przeorysza klasztoru Wozniesienskiego handlowała nielegalnie papierami wartościowymi na wielką skalę. Mnisi zajmujący w 1918 roku część Kremla handlowali przepustkami umożliwiającymi wejście na teren każdemu, kto zapłacił 5 rubli, a kiedy opuszczali swoje pomieszczenia, wbrew zakazowi, zabrali najdrogocenniejsze dzieła sztuki sakralnej i kosztowności. Ukrywając się za maską pobożności zajmowali się spekulacją i drobnymi szachrajstwami bezustannie spiskując wobec nowej władzy. Nic więc dziwnego, że interesowała się nimi Czeka, infiltrowała i aresztowała tych, którzy lekceważyli prawo.

Walka bolszewików z cerkwią, o której gromią antykomuniści była jedynie zażarta i okrutna w ich przesadzonych opowieściach. Sam Lenin pisał o religii: „Religia jest jedna z odmian ucisku duchowego, który wszędzie dławi masy ludowe, przytłoczone wieczna pracą na innych, biedą i osamotnieniem.(..) Religia to opium ludu. Religia to rodzaj duchowej gorzałki, w której niewolnicy kapitału topią swe ludzkie oblicze, swoje roszczenia do choćby trochę godnego ludzkiego życia [15]”. 

Lenin w wieku piętnastu lat zrozumiał czym jest religia i jakie szkody wywołuje. Zdjął z szyi zawieszony na łańcuszku krzyżyk i nie pojawiał się w cerkwi na mszach, co przed przełomem wieków było aktem przeciwstawienia się porządkowi całego świata. Na mocy „Dekretu o ziemi” bolszewicy znacjonalizowali wszystkie ziemie należące do cerkwi. W kolejnych latach znacjonalizowali blisko trzy czwarte klasztorów i pozbawili kościół praw własności i pozycji osoby prawnej.

Bolszewicy nie przejawiali szczególnej ochoty na bezpośrednią walkę uważając, że religia jest sprawą osobistą każdego człowieka. Nie było też potrzeby walki, ponieważ sama cerkiew była skompromitowana związkami z caratem i własnym kryzysem wewnętrznym. Głośno było o wielu przewinieniach dostojników kościoła, o ich pijaństwie, demoralizacji i o orgiach z czternastoletnimi dziewczynkami. Dlatego władze koncentrowały się bardziej na uświadamianiu ludzi o zakłamaniu i podłości tej instytucji, którą Chrystus dawno opuścił i, jak wyrażał się Lunaczarski w dyskusji z prawosławnymi: „jeśliby Chrystus żył dziś, to on byłby z nami [16]”.

Śmierć wielu tysięcy zamordowanych przez bolszewików księży podczas pierwszych lat po rewolucji należy przypisać skłonnościom martyrologicznym kleru i wyolbrzymiania swoich zasług i roli również na tym cmentarnym polu. Dane duchowieństwa i rozmaitych komisji o zamordowanych księżach są grubo przesadzone. Przypadki znęcania się i mordowania popów przez bolszewików były, z punktu widzenia statystyki, sporadyczne. Księża znacznie częściej ginęli jako uczestnicy walk stojąc po stronie białej gwardii, gdzie prowadzili bezpardonowe nawoływania do rozprawienia się z bolszewikami, zachęcając żołnierzy do mordów i nienawiści do władzy radzieckiej.

Jan Sosnowski opisywał zdarzenie mające miejsce podczas pojmania popa, u którego w kościele znaleziono na dzwonnicy kulomiot z taśmami pełnymi naboi. „Zawołali popa i zapytali, co to ma znaczyć. On na to: -Kulomiot, nie widzicie? –Kto go tam schował? Nie chce mówić i w ogóle zachowuje się zapalczywie. Wtedy ktoś na żarty powiedział: -Popie, módl się, bo jak nie, to zostaniesz rozstrzelany. Na to pop odpowiedział denerwując się: -Po jakiego diabła mam się modlić, kiedy znalazłeś, strzelaj, wszystko jedno, nie powiem, chuj z wami. Nie było wątpliwości, że to zdecydowany wróg, i rozstrzelano go już wtedy naprawdę[17]”.

Starano się jak najbardziej zniechęcić społeczeństwo do praktyk religijnych, które w swojej istocie były absurdalnym utwierdzeniem ludzi w nieistniejącego boga. Było wiele przypadków księży, którzy zrzucali sutannę, obojętnie czy z własnej woli czy za sprawą szantażu.

Kościół, który ma na sumieniu zdecydowanie więcej grzechów przeciwko ludzkości niż komunizm w jego najgorszej postaci czasów złośliwego Gruzina. Obleczony szatami obłudy, zakłamania i nie trudnego do spostrzeżenia fałszu od wieków podkreśla swoją historię cierpiętniczą począwszy od samego Chrystusa poprzez świętych, którzy w większości zmarli na skutek wymyślnych tortur, aż po dzień dzisiejszy. Opływa w bogactwo nazywając się biednym i wyciągaja ręce po pieniądze z wszelkich możliwych źródeł. Kościół skrzętnie ukrywa fakt, że praktykowanie wiary było w latach dwudziestych zeszłego wieku w Rosji Radzieckiej legalne. Cerkwi nie burzono, tak jak uczynili to Polacy w Warszawie po odzyskaniu niepodległości z Soborem świętego Aleksandra Newskiego i wielu innych prawosławnych świątyń na terenie całego kraju. W Moskwie i wszystkich innych miastach zabytkowe cerkwie stały nienaruszone, a w ich gmachach swobodnie gromadzili się ludzie żądni metafizycznych, urojonych przeżyć.

H.G. Wells będący naocznym świadkiem tych czasów pisał: „Dziesięć tysięcy krzyży na moskiewskich cerkwiach wciąż jeszcze połyskuje w słońcu. Na wieżycach Kremla jak dawniej rozpinają do lotu swe skrzydła carskie orły. Jedno z dwojga: albo bolszewicy są zbyt zajęci, albo po prostu nie zwracają na nie uwagi- w każdym razie orły nie zostały strącone. Cerkwie są otwarte; tłumy modlących się z ta samą żarliwością co dawniej, całują ikony. Żebracy przy wejściu do świątyń jak dawniej odwołują się do miłosierdzia wiernych. Tłumy odwiedzają słynną kaplicę z cudowna ikoną Matki Boskiej Inwerskiej, znajdująca się tuż obok Spaskich Wrót. Wiele kobiet wiejskich, nie mogąc dostać się do wnętrza kaplicy, całuje jej kamienne mury. Naprzeciwko kaplicy, na ścianie przeciwległego domu, obwiedzione ramami , widnieje głośne obecnie hasło: „Religia- to opium dla ludu”. Skuteczność tego napisu zrobionego w początkach rewolucji jest bardzo osłabiona, gdyż lud rosyjski nie umie czytać[18]”. Można stwierdzić, że cała walka z religią i kościołem sprowadzała się do tego napisu.

Doniesienia różnej maści historyków o wyjątkowych represjach w stosunku do kościoła pochodzą przeważnie od dziwnych ludzi, przeważnie powołujących się na tajne, nieodtajnione akta KGB, które akurat oni mieli możliwość przejrzeć. Stworzenie atmosfery wyjątkowości i skrzętnie skrywanej tajemnicy dodaje publikowanym materiałom wiarygodności wzbudzając sensację i wywołując rumieńce na twarzach.

Jedną z takich rewelacji, jest pismo wysłane poniekąd przez Dzierżyńskiego do swego zastępcy Ksenofontowa z 1 lipca 1920 roku o treści: „Według posiadanych przeze mnie danych, księża odgrywają wielką rolę w sprawie organizacji szpiegostwa i spisków. Konieczne jest ich unieszkodliwienie, w tym celu proponuję wydać cyrkularz dla wszystkich gubczeka, aby wszyscy księża zostali wciągnięci do kartoteki i poddani obserwacji. Oprócz tego, ponieważ księża załatwiają swoje sprawy podczas spowiedzi, fanatyzując katolików, dlatego należy mieć własne kobiety-katoliczki (ale niewierzące), które trzeba wysyłać na spowiedź i tą drogą przeniknąć do księżej konspiracji. Należy pomyśleć o organizacji takiego wywiadu. Konieczne jest w tej sprawie porozumieć się z wydziałem specjalnym[19]”.

Powyższa treść stoi przede wszystkim w sprzeczności z religijną polityką rządu bolszewickiego, który, owszem, ścigał przedstawicieli kleru, ale jedynie tych, którzy łamali prawo. Zastanawiające by było, gdyby tego nie robiono. Poza tym lipiec 1920 roku to czas, w którym wojna polsko-bolszewicka dochodziła do swego punktu kulminacyjnego i nielogiczne jest uważać, że w tym czasie Dzierżyński miałby czas zajmować się klerem, zwłaszcza katolickim, jak donosi autor, w kraju o przewadze religii prawosławnej.

Wśród kleru zdarzali się również porządni ludzie, jak ksiądz z parafii we Władykaukazie- Bojażyński, który porzucił sutannę dla córki aptekarza i nawoływał z ambony, aby klasa robotnicza była zjednoczona na całym świecie oraz nawoływał, aby nie dopuszczać szlachty do rządzenia. Był oddanym przyjacielem Dzierżyńskiego, którego bardzo dobrze poznał korespondując z nim. Inny pop, który odbywał służbę w 2-ej Armii stał się bolszewickim agitatorem zwykłym mówić, że bolszewicy są odpowiednikami chrystusowych apostołów. Zagadnięty o sprawę chrztu świętego odpowiadał: „Szczegółowo trzeba by mówić ze dwie godziny, a jeśli powiedzieć krótko- oszustwo i nic więcej[20]!”

Z późniejszych lat można znaleźć informacje o szczególnym traktowaniu duchowieństwa. Co prawda aresztowano kilka tysięcy duchownych, jednakże wyroki śmierci zapadły jedynie w stosunku do nielicznych. W 1922 roku, między innymi na wniosek Kamieniewa oraz Trockiego, karę śmierci jedenastu wyższych duchownych otrzymała jedynie jedna osoba, a reszcie złagodzono wyroki do kilku lat więzienia. Również zalecenia co do warunków więziennych kleru były jednoznaczne: „W żadnym wypadku nie stosować w stosunku do szeregowego duchowieństwa wyjątkowych środków, jak na przykład wyznaczenie do szczególnie ciężkich, brudnych prac, jak czyszczenie latryn[21]”. Wydaje się nawet, że władza traktowała kler z jakąś niezrozumiała pobłażliwością. Jest to o tyle niezrozumiałe, że kościół stanowił zaprzeczenie realnych wartości, jakie ze sobą miał reprezentować, a cechy, które miał promować szybciej odnaleźć można było u bolszewików niż u hierarchów i wiernych.

We wrogich i równie zaślepionych relacjach martyrologii kościoła, pomija się również bardzo istotną przyczynę aresztowania katolickich księży, polegającą na tym, że aresztowani księża wymieniani byli za komunistów więzionych w polskich więzieniach. W relacji księdza proboszcza Piotra Pupina zmarłego w 1979 roku przekazanej przez księdza Dzwonkowskiego znaleźć można kolejny fragment świadczący o Dzierżyńskim: „Otóż ksiądz Pupin opowiadał mi, że gdy w latach pięćdziesiątych przyjechał do Polski na pogrzeb swojej matki i odprawiał Mszę św. w katedrze w Białymstoku, podszedł do niego w zakrystii jakiś starszy ksiądz i zapytał go, czy on jest z ZSRR. Gdy potwierdził, tamten powiedział tak: «A ja się co dzień modlę za Dzierżyńskiego, bo on mi życie uratował. Gdy siedziałem w Piotrogrodzie w więzieniu razem z grupą 40 księży i czekaliśmy na śmierć, bo wtedy masowo rozstrzeliwano – pewnego wieczoru przyszedł Dzierżyński i powiedział: Wychoditie czornyje kruki. I uwolnił nas[22]”.

Znany jest przypadek uwolnienia proboszcza cerkwi św. Aleksandra w Moskwie- Romana Miedwiedia, któremu podczas osobistego przesłuchania Dzierżyński zaproponował wyjazd do Polski. Proboszcz odmówił. Pomimo odmowy został wypuszczony na wolność, gdzie kontynuował swoja antyradziecką działalność i dopiero w 1931 roku został aresztowany i wysłany do obozu pracy na pięć lat.

Nie zawsze Dzierżyńskiemu udawało się wybronić księży. W 1925 roku miało dojść do wymiany polskiego księdza Bronisława Ussasa na dwóch komunistów polskich- Walerego Bagińskiego i Antoniego Wieczorkiewicza oskarżonych o spowodowanie wybuchu w październiku 1923 roku prochowni w Cytadeli na tej podstawie, że Bagiński w niej wcześniej pracował i kiedyś powiedział, że „wysadzi w powietrze tę budę”. Cały proces oczywiście był sfingowany, oskarżeni przebywali w czasie wybuchu w więzieniu, ale dla sanacyjnej Polski nie było przeszkód, aby ich aresztować i skazać. 

Doprowadzający na granicę policjant Józef Muraszko, na kolejowej stacji granicznej Kołosowo bez żadnego rozkazu i przyczyny zastrzelił eskortowanych przez siebie więźniów[23]. Muraszko, zagorzały prawicowiec, członek organizacji „Pogotowie Patriotów Polskich” nie poniósł zbyt ostrych konsekwencji. Sąd uznał, że działał z „pobudek patriotycznych” i skazał go zaledwie na dwa lata odsiadki. Nawiasem mówiąc, Muraszko po opuszczeniu więzienia służył pod zmienionym nazwiskiem w Wojskach Ochrony Pogranicza, a w latach trzydziestych piastował funkcję w dyrekcji policji w Warszawie. W czasie drugiej wojny, ten patriota polski współpracował z Gestapo za co AK wykonało na nim karę śmierci.

Faktyczna walka z kościołem rozpoczęła się dopiero w 1928 roku dość żywiołowo przechodząc w zdecydowany terror antyreligijny polegający na zamykaniu kościołów, klasztorów, wysyłaniu księży i zakonników na Syberię. Przyczyną wydanej wojny z kościołem była kościelna agitacja chłopów przeciwko przymusowej kolektywizacji wsi. Terror osiągnął swoje apogeum dwa lata później, kiedy burzono wiele, także zabytkowych i wartościowych pod względem historycznym kościołów i cerkwi doprowadzając do głośnych protestów światowej opinii publicznej i dyplomatycznych sugestii zerwania stosunków wielu państw z ZSRR.

Kolektywizacja wsi w swej idei miała za zadanie zwiększyć wydajność przy równoczesnym obniżeniu kosztów produkcji. Sprowadzała się do myślenia nowymi kategoriami ekonomicznymi, według których znacznie efektywniej i taniej połączyć pola chłopów w jedną uprawę wykorzystując jeden sprzęt rolniczy niż zakup przez pojedynczego rolnika sprzętu, na który go nie stać, a który stałby bezczynnie, gdyż jego własne pole jest za małe by dało pracę maszynie w sposób ciągły.

Poważnym problemem, któremu poświęcano wiele pracy i trudu, było poszukiwanie alternatywnych sposobów organizacji rolnictwa. Narodził się pomysł kolektywnej uprawy, który przed wdrożeniem był wielokrotnie testowany. Badano przydatność odpowiednich typów roślin, testowano nawozy i sposoby sadzenia roślin.

Nadieżda Krupska opisywała przypadek jej danego ucznia ze szkoły wieczorowej, który zafascynowany był rolnictwem, uprawami i podnoszeniem efektywności na wsi. Bałaszow zespolił siedem gospodarstw organizując wspólny ogród warzywny. Na hodowaną kapustę, która okazała się bardzo dorodna uzyskano zamówienie z Armii Czerwonej. Niestety, komitet biedoty chłopskiej mimo sprzeciwów, zabrał całe plony, a samego Bałaszowa aresztowano i osadzono w więzieniu za stawianie oporu. Stamtąd napisał do niej list opisując całą sytuację. Bezpośrednio na prośbę Lenina, Dzierżyński zajął się tą sprawą. W toku szybkiego śledztwa okazało się, że do komitetu biedoty przeniknęli szpicle i kontrrewolucjoniści torpedujący gospodarkę. Bałaszow został natychmiast zwolniony z więzienia. Niestety całe doświadczenie jakie przeprowadzał zostało zaprzepaszczone.

Dzierżyński swoja uwagę poświęcał wszystkim, którzy wracali się do niego pomoc, licząc na jego wrażliwość i możliwości, jakie posiadana w jego ręku władza mu zapewniała. Było tak w przypadku mieszkańców okolic Morza Łamskiego- Łamutów, którzy cierpieli z powodu zakazu sprzedaży ołowiu ludności cywilnej. Brak ołowiu uniemożliwiał im polowanie i ochronę swoich stad reniferów przed drapieżnikami. Wilki pustoszyły ich stada, a oni nie byli w stanie temu przeciwdziałać, co doprowadzało do nędzy społeczności. Poprzez Maksyma Gorkiego, do którego w tej sprawie napisał Siemionow- działacz jakucki, informacja dotarła do Dzierżyńskiego od żony pisarza Pieszkową. Dzierżyński zareagował natychmiast wydając, po sprawdzeniu doniesienia przez własne służby, zgodę na zakup ołowiu przez Łomutów, choć o ich istnieniu nawet nie widział.

Wśród setek spraw różnego pochodzenia i kalibru, jakie rozwiązywała WCzK, były też sprawy związane z budowaniem nowego państwa, wypracowaniem rozwiązań i zmiany gospodarki z, praktycznie, feudalistycznej na socjalistyczną. Sukcesem jednak była inicjatywa Dzierżyńskiego podnoszenia kwalifikacji i świadomości komunistycznej w szeregach WCzK. Dzięki organizowanym szkoleniom i kursom wojskowym, na których zapoznawano żołnierzy z teorią taktyki, rodzajami broni oraz przeprowadznych wykładach politycznych zarówno grupowych, jak i indywidualnych rozmów, rosło morale, świadomość i gotowośc bojowa czekistów. O ile na początku 1919 roku co trzeci z czekistów był analfabetą, tak pod koniec 1920 roku  tylko jeden czekista był niepiśmienny, natomiast członkami partii było już 16,7% pracowników. Kwalifikacje, edukacja i pełne zrozumienie idei przyświecającej rewolucji powodowało, że wielu czekistów oddelegowywanych było do pracy we wszystkich strukturach państwowych.  

 

[1] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 78

[2] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 80

[3] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 81

[4] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 88

[5] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 86

[6] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i Wiedza, Warszawa 1961, s. 90

[7] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 260

[8] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T2, Bellona, Warszawa 1990, s. 160

[9] Kronsztad: Wszelką władzę Sowietom - żadnej władzy Partii, http://www.wrs.rdl.pl/?q=node/41, (odczyt z dn. 28.01.2014r.)

[10] D. Jakubowski, Feliks Dzierżyński i czerwony terror. http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84903,feliks-dzierzynski-i-czerwony-terror,2, (odczyt z dn. 17.03.2014r.)

[11] Kronsztad: Wszelką władzę Sowietom - żadnej władzy Partii, http://www.wrs.rdl.pl/?q=node/41, (odczyt z dn. 28.01.2014r.)

[12] I.Vratchev, Dwa słowa o Dzierżyńskim, http://scepsis.net/library/id_482.html

[13] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 384

[14] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 284

[15] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 249

[16] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 250

[17] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 713

[18] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i Wiedza, Warszawa 1961, s. 83

[19] A.G. Łatyszew, Żelazny Feliks, głosy do portretu kata Rosji, Arcana nr 35, s. 89-98

[20] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 609

[21] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 291

[22] R. Dzwonkowski, Za wschodnią granicą 1917-1993, Wydawnictwo Wspólnota Polska & Apostolicum, Warszawa 1995, s. 85

[23] R. Dzwonkowski, Za wschodnią granicą 1917-1993, Wydawnictwo Wspólnota Polska & Apostolicum, Warszawa 1995, s. 87

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.