Warszawa już nie ta, co dawniej

Rozdział LVI 
 
 

17 sierpnia 1920 roku Feliks pisał do Zofii: „ Byliśmy wczoraj w Wyszkowie- pięćdziesiąt kilka wiorst od Warszawy- i wróciliśmy do Białegostoku. Sądziliśmy, że już wczoraj będziemy w Warszawie. Dziwne uczucia budzą się we mnie [wraz] ze zbliżaniem [się] do Warszawy, jakbym nie chciał tam jechać, a raczej jest to obawa, że Warszawa już nie ta, co dawniej, i że może spotka nas nie tak, jak pragnęlibyśmy. Warszawa nasza sterroryzowana i skneblowana milczy i głos jej nie dolatuje nas wyraźny. Widocznie i nasz KC (chodzi o Komitet Centralny KPRP-Z.F.) nie potrafi ująć mas i samej sytuacji politycznej. Brak tam wodza- Lenina, polityka- marksisty. Jedno wiem: jesteśmy na przełomie, walka rosyjska przekształca się w walke międzynarodową- decyduje się los świata. U nas tu chaos straszliwy i milion braków jak zwykle na początku. Lecz, że przychodzimy z zewnątrz, nie zastaliśmy wewnętrzną walką w samej Polsce wysunięci, powinniśmy ten chaos jak najspieszniej przeżyć, bo od nas, a nie od siebie będą wymagali [1]”.

Do listu dołączył małą gałązkę wrzosu. To już nie było to samo miasto jego młodości, do którego przyjechał po raz pierwszy w 1895-tym, kiedy umierała jego matka. To już nie była Warszawa Rewolucji 1905 roku, której robotnicy dumnie walczyli o socjalizm. Zabrakło w niej kogoś, kto mógł porwać tłumy, kto stanąłby na czele robotników i chłopów kierując ich w stronę wolności. Warszawa stała się i przez długie lata będzie burżuazyjnym kwietnikiem, której osiągniecia zawdzięczała masom upodlonych, niewykształconych niewolników w rękach zbrodniczego systemu awanturniczych nacjonalistów i zdrajców sprawy socjalizmu.

W Białymstoku Dzierżyński nie poprzestawał w pracy. Zorganizował konferencję dla robotników folwarcznych, na którą wielu przyjechało nawet z odległych miejscowości. Komitetowi Centralnemu RKP(b) raportował: „Zaopatrzenie miasta w żywność usprawnia się. Z okolicznych folwarków dostarczono już dwa tysiące pudów ziarna, spodziewamy się otrzymać w ciągu najbliższych dni jeszcze kilka tysięcy. Robotnicy rolni stopniowo aktywizują się coraz bardziej. Pracuje już kilka pługów parowych. Odczuwać się daje brak koni. Jest bydło rogate.

Zachodzi możliwość, iż w piątek- sobotę wydawać się będzie przydziały chleba piętnastu tysiącom robotników za pośrednictwem Centralnego Zarządu Związków Zawodowych i kooperatyw robotniczych. Są zapasy soli, śledzi, zapałek, tytoniu, papierosów. Od dnia wczorajszego cena chleba spadła o 50 procent. Osiem fabryk pracuje. W ciągu najbliższych dni otworzy się jeszcze pięć [2]”.

Tego samego dnia, 17 sierpnia 1920 roku napisał do Lenina: „Wróciliśmy z zajęcia Warszawy do Białegostoku. Według informacji pochodzących od jeńców, zbiegów i mieszkańców Wyszkowa, chłopi odnoszą się biernie do wojny uchylając się od mobilizacji, klasa robotnicza Warszawy oczekuje nadejścia Armii Czerwonej, ale sama aktywnie nie występuje z powodu braku przywódców wywołanego panującym terrorem. Olbrzymia masa komunistów została aresztowana i wywieziona… PPS rozwija wściekłą agitację w obronie Warszawy. Jej wpływ jest jeszcze większy wśród wykwalifikowanych, dobrze opłacanych robotników.

Jak widać i PPS i Piłsudski przypisują ogromne znaczenie do ochrony Warszawy do momentu rokowań. Robią obławy na mężczyzn i kobiet, których tysiącami wysyłają do kopania okopów. Budują zasieki z drutu. Dochodzą słuchy o budowaniu barykad na ulicach. Dla podtrzymania bitewnego nastroju Polaków, wypuszczono cały szereg odezw, w których pisze się, że Armia Czerwona jest wyczerpana i osłabiona i tylko jedno mocne uderzenie wystarczy, by wycofała się bardzo daleko. Dla tego uderzenia mobilizuje się wszystkich. Organizuje się żeńskie oddziały uderzeniowe. Ochotnicze oddziały składające się z uprzywilejowanych synków burżuazji i inteligencji walczą rozpaczliwie. Aby zachęcić do wstępowania innych, wstępują takie persony jak Patek.

Wraz z tymi przygotowaniami do obrony nadal trwa walka o władzę. W „Narodzie” z 13 sierpnia mówi się bezpośrednio o dobiegających po mieście plotkach, że endecy chcą zrobić rewolucję w Poznaniu, a taki zamiar w tym momencie kwalifikują się jako zdrada.

Generalnie, nie patrząc na wojownicze kliki, w sferach władzy widać depresyjne nastroje. Artykuły w gazetach odnoszące się do Ententy pełne są gorzkiej ironii i wyrzutów. Wszyscy polscy kardynałowie, arcybiskupi i biskupi zwracają się z apelem do katolickiego episkopatu całego świata o pomoc opisując nas jako antychrystów. Z rokowaniami w Mińsku Polacy wiążą duże nadzieje. W Warszawie w polskiej armii jest masa francuskich oficerów. W Zagłebiu Dąbrowskim strak górników [3]”.

22 sierpnia 1920 roku ewakuowano TKRP z Białegostoku. Za ich plecami szalała krwawa rządza odwetu. Wyroki śmierci za jakikolwiek udział czy współpracę z Polrewkomem wydawane były znacznie szybciej niż robiły to trybunały WCzK. Karano śmiercią za samo podejrzenie czy sympatyzowanie z komunistami. Marceli Nowotko pod pseudonimem „Stary” w piśmie „Gromada” opisywał: „Uzbrojone bandy burżuazyjne zaczęły grasować po powiecie i rozstrzeliwać każdego, kto im się wyda podejrzanym. Dosyć powiedzieć, że wyroki śmierci wykonywano bez żadnego śledztwa, a tylko na ustne rozporządzenie jakiegoś kaprala czy sierżanta, który potem donosił swoim władzom, że to tacy to  tacy zostali rozstrzelani na skutek ustnego wyroku lotnego sądu polowego. Obecnie trudno jest ustalić ilośc rozstrzelanych w różnych folwarkach i wioskach, w samym Ciechanowie rozstrzelano 8 osób, między innymi Krajewskiego, Gogolewskiego, Mieczkowskiego, towarzyszy z Niechodzina, Przasnysza i innych. Rozstrzelano w bestialski sposób. Obdzierali prawie do naga z ubrania i obuwia, zapędzali za miasto koło zamku i tu w biały dzień na oczach żon i dzieci dokonywano rozstrzałów. Trupy po 3 dni leżały niepogrzebane, a potem pozwalano je zebrać rodzinom. (…) Najbardziej okrutnym było rozstrzelanie Gogolewskiego na oczach sześciorga drobnych dzieci, które zostały (…). Prócz licznych egzekucji sądy doraźne skazały około 150 osób na długoletnie więzienia [4]”.

Bezwzględność władzy burżuazyjnej w stosunku do ponad sześćdziesięcioletniego, schorowanego mężczyzny, który w carskich więzieniach i katorgach spędził trzecią część życia nie świadczy nie wskazuje na wyrozumiałość. Mimo jego prośb skierowanych do Naczelnika Państwa o deportację, zignorowano je. W procesie sądowym został uniewinniony. Sam autor tej opowieści został skazany zaocznie na karę śmierci na wskutek donosów, że „sprowadził bolszewików” na Ciechanów. Według Marii Nowotko-Radwańskiej jeden z prowadzonych na śmierć, młody szofer z Przasnysza, miał powiedzieć żonie niosącej małe dziecko na ręku: „Nie płacz, na froncie ginie tyle ludzi od kul wroga, a ja ginę od swoich braci, powiedz o tym mojemu synkowi, gdy dorośnie [5]”.

Marceli Nowotko wspominał towarzysza Tomaszewskiego i jego żonę, którym wyrok śmierci zmniejszono na 10 lat ciężkiego więzienia, być może z tego powodu, że zadbał podczas inwazji Armii Czerwonej, by żadnemu z okolicznych „panów” nie stała się żadna krzywda.

Feliks Kon wspominał o pracy Dzierżyńskiego na Froncie Zachodnim: „Widziałem go na polskim froncie, kiedy zza węgła groziła mu w każdej chwili zdradziecka kula, spotykałem go później… Z jaką wiarą szedł od na polski front. Z jakim entuzjazmem kierował sprawą, której duszą był od pierwszej chwili, i jak, nie bacząc na to, starał się nie podkreślać tego, być zwykłym członkiem tymczasowego rządu polskiego… Dopóki szczęście wojenne sprzyjało Armii Czerwonej, Dzierżyński pracował niepostrzeżenie dla innych, tak, że dopiero później zrozumieliśmy, jaki ogrom pracy włożył on w to, żeby uchronić od niebezpieczeństwa szeregi walczących…

A kiedy zaczęliśmy się cofać, kiedy nad szeregami Armii Czerwonej zawisła groźba paniki, Dzierżyński jakby wyolbrzymiał. Każde słowo, które wypowiadał wówczas, padało jak strzała, nikt nie śmiał mu się sprzeciwić, wszyscy czuli w nim wodza… Groziło mu największe niebezpieczeństwo. Burżuazja polska nienawidziła go. Ale Dzierżyński cofnął się ostatni, sam uważał na każdy oddział, sam kierował wysyłaniem rannych[6]”.

Roman Pilar w obliczu klęski poważnie postrzelił się ostatnią kulą w pierś, aby nie dostać się do polskiej niewoli. Przez Polaków uznany został za martwego, jednak okoliczna ludność odnalazła go, dostrzeżono ledwie tlący się płomyk życia i uratowano go.

Podczas ewakuacji, TKRP postanowił przetransportować rannych i chorych oraz lekarzy do Rosji. Zadania tego podjął się osobiście Dzierżyński będąc przeświadczonym, że po nadejściu polskiego wojska nie unikną oskarżenia o zdradę współpracy z bolszewikami zarówno lekarze jak i pacjenci i narażeni będą na tortury i okrutną śmierć.

Świadek wydarzeń, Kajetan Moraczewski, pisał: „Represje burżuazyjnego rządu polskiego, będącego osobliwą zbitką endeków, klerykałów, szlachty i bogatej burżuazji, na komunistach zakończyła dopiero II Wojna Światowa. Niesłychane okrucieństwo, bestialstwo, bydlęce zwyrodnienie dorównywało wielokrotnie późniejszemu okrucieństwu czystek Stalina i wprowadzenia tyranii krwawego, ślepego zamordyzmu. Terror na tle ideologicznym był obecny w WP również na zapleczu frontu. Ginęły w ten sposób najczęściej osoby podejrzane, pomówione o komunistyczne sympatie, agitację czy szpiegostwo. I tak gdy marszałek Piłsudski ściskał się z biskupami przed Katedrą Wileńską zaraz po zdobyciu miasta w kwietniu ’19 roku, kilka ulic dalej polscy ułani na sznurkach przywiązanych do siodeł ciągnęli zmasakrowane członki ludzi posądzonych o komunizm – wśród nich była także 14-letnia dziewczyna.

Pod „opiekuńczym skrzydłem” polskiego drapieżnego orła ginęli także Żydzi, do czego obok Kościoła popychało polskich krzyżowców ogólne przeświadczenie, iż każdy Żyd to komunista. Pamiętnego 5 kwietnia 1919 roku w Pińsku polscy żołnierze wywlekli 35 Żydów – uczestników zapewne towarzyskiego spotkania w jednym z mieszkań – i bez sądu rozstrzelali. Polski dowódca – mjr Łuczyński – usprawiedliwił swój rozkaz krótkim „dla przykładu” – chodziło oczywiście o zakaz zgromadzeń. Pogromy Żydów były częste, szczególnie na Wołyniu [7].

Tymczasem 20 sierpnia 1920 roku na plebanii u księdza Mieczkowskiego zjawił się kolejny gość. Był nim Generał Haller, który w nie cały tydzień po wyjeździe rewolucjonistów, zajechał do Wyszkowa wraz z ambasadorami Francji i Anglii. Wielcy dygnitarze, słodzili herbatę cukrem pozostawionym przez Juliana Marchlewskiego. Kurier Warszawski z dnia 23 sierpnia 1920 roku, wydanie poranne, w typowym dla siebie antysemickim i aroganckim tonie zdawał relację z tego spotkania: „Podczas podróży jenerał Haller rozmawiał z proboszczem wyszkowskim, który miał u siebie za najazdu, rząd komunistyczny polski, przygotowany do rządów po zajęciu Warszawy. Rząd składał się z dwu polaków: Dzierżyńskiego, Marchlewskiego i żydów. Projekty rządu komunistycznego przedstawia ks. Proboszcz w sposób następujący: Bolszewicy po przejściu Polski połączą się z spartakowcami i później wspólnie ruszą na Francję.

W samym Wyszkowie rząd komunistyczny prowadził się stosunkowo znośnie, ale poza granicami Wyszkowa gwałty i rozboje były na porządku dziennym. Rekwirowano podwody, z których niektóre potonęły podczas przeprawy pod Serockiem. Nastepnie Marchlewski obiecywał skonfiskować (zrabować) wszystkie większe firmy w Warszawie.

Ks. Proboszcz uważa, że uratowani powinni ofiarować część swego mienia na skarb państwa. Dzierżyński znowu twierdził, że kościół katolicki gubi człowieka”.

W tym samym artykule nie zawahano się podać do publicznej wiadomości nazwisk komunistów, którzy byli aktywni w Wyszkowie, co było zarazem zachętą do krwawego, społecznego rewanżu: „Poniżej podajemy nazwiska główniejszych komunistów, którzy działali w Wyszkowie: 1) lotnik Biernacki- mieszk. Wyszkowa, 2) Wengrow żyd (podobno jest w Warszawie, 3) Dzbanek (żyd) Wyszków, 4) Karpiński polak ur. we Francji- był komisarzem w Wyszkowie, 5) Tarnowski- szef sztabi 3 armji, 6) Giltis- łotysz, dowódca 3 armji, 7) Podgórski obecnie w Wyszkowie- prezes row.kom., buchalter w fabryce żelaza, 8) Grzywiński- ochotnik, 9) Dul- kasjer magistratu, 10) Szczepanowski- sekretarz magistratu, 11) Wasilowski (rotm. 6 armji)- komendant Wyszkowa”. Uwadze mógł ujść fakt opisany w gazecie, że poparcie dla polskiego rządu komunistycznego w Wyszkowie wśród robotników na przykładzie samej wyszkowskiej fabryki żelaza, było tak wielkie, że jedynie osiem osób nie sprzyjało TKRP.

Doświadczenia wojny polsko-bolszewickiej ugruntowały wniosek, że na bagnetach nie można przynieść rewolucji. Sam Lenin w rozmowie z Marianem Nowickim zachowanej w jego wspomnieniach mówił: „Bo wiecie, taka wolność przynoszona na ostrzach bagnetów, jeżeli nie ma oddolnego ruchu rewolucyjnego, nie zawsze dobrze służy sprawie[8]”.

Zbyt szybkie postępy w zdobywaniu terenu Armii Czerwonej nie dały szansy na wytłumaczenie ludziom, jaki jest cel TKRP i co proponuje, jakie perspektywy daje, zwłaszcza, gdy propaganda burżuazyjna wielokrotnie przekraczała granicę konfabulacji opisując kształtujący się Kraj Rad jako epicentrum światowego zła. Strach polskiej burżuazji przed powtórką przemian, jakie miały miejsca w Rosji, skłaniała do najbardziej oszczerczych i kłamliwych posunięć. Do zakłamania i siania dezinformacji przyczyniał się w dużym stopniu kler katolicki prowadzący żołnierzy polskich do ataku w obronie Polski katolickiej. W kościołach nie uciekając się do metafor czy aluzji, otwarcie mówiono o mordowaniu bolszewików, które jest obowiązkiem chrześcijanina.

Episkopat w swoim liście pasterskim do wiernych przedstawiał walkę z bolszewikami jako kontynuację walki z caratem uciekając się do grania na najczulszych strunach narodowych uczuć wykorzystując zręczną manipulację. Zwyciężyło- powtarzam wyjątkowo zgadzając się za Normanem Daviesem- wszystko to co jest morderczą, zniewalającą iluzją – religia, tradycja, naród. Klęska Armii Czerwonej nad Wisłą nie tylko ocaliła „stary”, kapitalistyczny świat, ona zgwałciła i zamordowała niedawno zrodzony, dopiero raczkujący socjalizm.

Po paru miesiącach od tego wydarzenia, Lenin w rozmowie z Klarą Zetkin podsumował klęskę Rosji: „Polacy widzieli w czerwonoarmiejcach nie braci i wyzwolicieli, ale wrogów. Polacy myśleli i działali nie jak przystało na socjałów i rewolucjonistów, ale jak nacjonaliści i imperialiści. Ta rewolucja, na którą liczyliśmy w Polsce , nie powiodła się. Robotnicy i chłopi powstali w obronie swego klasowego wroga, pozwalając, aby nasi dzielni żołnierze z Armii Czerwonej umierali z głodu, zapędzeni w zasadzki, pobici na śmierć (…). Radek przewidział bieg wydarzeń. Ostrzegał nas. Byłem na niego bardzo zły i oskarżałem go o defetyzm (…). Tymczasem miał rację w swym ogólnym wywodzie[9]”.

Z pewnością Dzierżyński odczuwał rozgoryczenie, ale bardzo szybko potrafił określić błędy, zebrać nabyte doświadczenia i przekuć je w swoją siłę. Miał zbyt dużo pracy, aby pogrążać się w rozmyśleniach o porażce. Musiał być raczej w dobrym nastroju, ponieważ w grudniowej rozmowie z Feliksem Konem, podczas której omawiano ich polską przygodę, stwierdził: „Co się odwlecze, to nie uciecze[10]!” Nie rozpaczał również z tego powodu, że Sąd Polowy Pierwszej Armii Wojska Polskiego ogłosił go zdrajcą ojczyzny i skazał na śmierć, gdyż sam wyrok brzmiał bardziej groteskowo niż strasznie.

25 sierpnia Dzierżyński wysłał z Mińska list do Zofii, w którym opisywał cierpkie doświadczenie przegranej: „Na pewno  czujesz żal do nie, że nie napisałem dotąd po opuszczeniu Białegostoku. Złozył się na to nie nawał pracy, a jakiś brak woli do wszelkiego czynu i słów po zbyt silnych przeżyciach wymagających wielkiego skupienia uwagi i woli. Obawa, że może nas spotkać katastrofa, gnieździła się już dawno w głowie, lecz sprawy wojenne nie były moją rzeczą i widoczne było, że sytuacja polityczna wymagała ryzyka. Robilismy swoje i…. dowiedzieliśmy się o całym ogromie porażki dopiero w chwili, gdy biali byli o 30 wiorst od nas- nie z zachodu, a już z południa. Trzeba było przywołać całą zimną krew, by bez paniki jednych ewakuować, innych zorganizować dla oporu i zabezpieczenia odwrotu. Zdaje się, nikogo z pracowników białostockich nie straciliśmy.

Onegdaj przyjechaliśmy do Mińska. Sytuacja wojenna nie jest jeszcze jasna. Widoczne jest jedno, że trzeba będzie kolosalnych wysiłków, by uzyskac równowagę, a dalej przewagę. Ja osobiście nie umiem prędko przystosoeac się do nowej pracy i nowych warunków, muszę zżyć się z aparatem; wymaga to czasu, by się zorientować w kółkach i częściach mechanizmu; stąd siedzę tu jakby bez pracy. Zresztą nie wiem, jaka praca mi wpadnie ze względu na to, że sytuacja dziś jeszcze nie jest jasna(…). Być może będę musiał wziąć udział w pracy Rewwojensowieta frontu. A w kraju u nas nie wesoło. Widocznie partia rozbita i zdezorientowana. Klasa robotnicza sparalizowana i biernie przyjmuje represje. Ludność wszędzie nas dobrze przyjmowała, nawet pepeesowcy- robociarze przyłączali się nas, lecz nie czuc było siły, czynnej akcji rewolucyjnej nie było, oczekiwali od nas dobrodziejstw. Muszę jednak zaznaczyć, że nasza Armia Czerwona na ogół (z nielicznymi wyjątkami) była prawdziwie na wysokości Armii Czerwonej i musiała swoim zachowaniem się być czynnikiem rewolucyjnym. Na ogół nie było grabieży, żołnierze rozumieli, że walczą tylko z panami i szlachtą i że nie przyszli tu dla podbicia Polski, lecz dla jej wyzwolenia. I jestem pewien, że rezultat tej pracy naszej armii da się niedługo ujawnić.

Nasza porażka- rezultat nie powstania Polski przeciw „najazdowi”, lecz naszego zmęczenia nadludzkiego i wściekłej akcji synów szlacheckich- białej gwardii polskiej. Pepeesowcy nie dali siły realnej- oni sparaliżowali klasę robotniczą i dali możliwość bezkarnie rozgromić komunistów. Oni uniemożliwili walke klasową w samej Polsce i w ten sposób dali możność białej gwardii zorganizować się i uderzyć umęczoną Armię Czerwoną [11]”.

TKRP nie działał zbyt długo, zaledwie kilka tygodni, jednak nakład jego pracy i energii włożony przez ten czas ukazał nową drogę, jaką społeczeństwo miało szanse podążyć, jakże inną o stęchłej, burżuazyjnej gnuśności, spowitej katolickim piętnem cierpienia i podporządkowania, jego systemem nakazów i zakazów. Ukazano nową drogę, jaką kroczyć może kraj wolny od wojen, konfliktów, żyjąc w przyjaźni z innymi narodami. TKRP srogo też wystraszył perspektywą swych planów całą część burżuazyjnego społeczeństwa dając do zrozumienia, że ze strony najbardziej gnębionych mas, nie ma przyzwolenia na ich wyzysk i upodlenie najniższych warstw społecznych, że muszą się liczyć z tym, że kiedyś ich grzechy zostaną srogo rozliczone.

W porażce Armii Czerwonej zostało równicześnie zatracone prawo do ośmiogodzinnego dnia pracy, a sześciogodzinnego dla robotników pracujących w uciążliwych dla zdrowia warunkach, bezpłatnej służby zdrowia dla wszystkich warstw społecznych, edukacji, wolności i swobód obywatelskich. Polska nie miała szansy zostać krajem ludzi pracy, w której każdy kto chciał pracować, pracę miał, w której nie byłoby przerażającej migracji międzywojnia nie tyle co za chlebem, ale przed nędzą.

Do niepowodzenia przyczyniła się również walka na Froncie Zachodnim z wciąż niedobitymi wojskami Wrangla, który przejął dowodzenie od zrezygnowanego Denikina. Paradoksalnie do klęski Armii Czerwonej pod Warszawą przyczynił się sam Józef Stalin odmawiając Leninowi i Kamieniewowi przekazania 1 Armii Konnej i 12-ej armii Frontu Południowo Zachodniego dowództwu Frontu Zachodniego, który nacierał na Warszawę. W odpowiedzi na rozkaz bezzwłocznego zaprzestania walk o Lwów i wymarsz w kierunku Zamość- Hrubieszów, pisał: „Waszą notatkę o podziale frontów otrzymałem. Politbiuro nie powinno się zajmować głupstwami. Mogę pracować dla frontu jeszcze maksimum dwa tygodnie, potrzebuje odpoczynku, poszukajcie następcy [12]”.

Zamiast więc przeć na Warszawę, Stalin postanowił zdobyć Lwów, aby stamtąd ruszyć na Węgry i Jugosławię, gdzie zamierzał wzniecić komunistyczna rewolucję. Było to fatalne posunięcie. Pozbawiło znaczenia tak potężnych sił, jakimi dysponował Stalin, a poprzez swoją niesubordynację stracono mnóstwo cennego czasu. Siła, jaką dysponował, zapewniłaby mu łatwe zwycięstwo nad polską armią stacjonującą na wschodzie Polski nad Wieprzem. Kilkudniowa zwłoka w wykonaniu rozkazu bezsprzecznie przyczyniła się do osłabienia radzieckiego natarcia, a 1 Armia Konna nawet nie wzięła udziału w bitwie warszawskiej.

Lenin kiedy dowiedział się o zamierzeniach Stalina powiedział dając wyraz swojemu niezadowoleniu ze strategii i niezdyscyplinowania Stalina: „A któż to naciera na Warszawę przez Lwów [13]?”, zaś w ocenie Trockiego jego postawa określona byłą następująco: „Chciał za wszelką cenę wkroczyć do Lwowa i to w tym samym czasie, kiedy Smiłga wraz z Tuchaczewskim wkroczą do Warszawy. (…) Gdy niebezpieczeństwo, zagrażające armiom Tuchaczewskiego, zarysowało się już zupełnie wyraźnie, dowództwo naczelne wydało rozkaz, aby południowo-zachodni front ostro zmienił kierunek i uderzył z boku na skrzydło wojsk polskich pod Warszawą. Mimo to, dowództwo grupy południowo-zachodniej posuwało się w dalszym ciągu na zachód, zachęcane do tego przez Stalina. (…) Dowództwo grupy południowo-zachodniej zmieniło kierunek dopiero wskutek ponownych rozkazów i towarzyszących im gróźb. Ale kilka dni opóźnienia odegrało fatalną rolę [14]”.

Pierwsze rozmowy pokojowe pomiędzy zainteresowanymi stronami rosyjską, polską i ukraińską miały miejsce już 17 sierpnia w Mińsku. Strona radziecka pilnie kompetowała zdolnych i odpowiedzialnych tłumaczy, którzy znają wartość słowa i doskonale rozumieją intencje władzy radzieckiej. Rokowania trwały kilka miesięcy, ponieważ Piłsudski blokował osiągnięcie porozumienia naciskając na utworzenie granicy znacznie głębiej posuniętej na wschód. Wykorzystał do tego konflikt krajów Ententy. 

Wielka Brytania nie zgadzała się na zbyt daleko posuniętą na wschód granicę, uważając, że będzie to akt nieprzyjazny wobec Jego Królewskiej Mości. Granicę tą widzieli na linii Curzona, w sam raz, aby stworzyć dobre pole pod przyszłe układy biznesowe. Francuzi zaś najchętniej widzieliby zerwanie rozmów i dalsze prowadzenie wojny. Wkład w przedłużenie rozmów mieli wysłannicy Piłsudskiego, m.in. Jaworowski i Polakiewicz, którzy starali się skonfliktować polską delegację.

W opozycji do Piłsudskiego stanął polski sejm uważając, zgodnie z negocjatorami pokoju- m.in. Stanisławem Grabskim, Władysławem Kiernikiem, Norbertem Barlickiem i Janem Dębskim, że zbyt daleko ustanowiona granica przyczyni się kumulacji konfliktów narodowościowych w przyszłości poza tym jako reprezentancji społeczeństwa odwzwierciedlali jego pragnienie do zawarcia pokoju. W trakcie rozmów doprowadzono do końca sprawę przekazania dóbr kultury zabezpieczonych przez polskich komunistów w Rosji Radzieckiej. Główne rokowania odbyły się pomiędzy 1 a 5 października, umowa została podpisana 12 październia, a weszła w życie dopiero 18 marca 1921 roku.

Wojna Piłsudskiego była zupełnie zbyteczna. Polska osiągnęła dokładnie te same warunki, na jakie zgadzał się Lenin podczas prób rozmów pokojowych. Zachodnia Białoruś i Ukraina znalazły się na terytorium Rzeczpospolitej. Trzy lata zajęło Piłsudskiemu przekonywanie Litwinów do wejścia w układ konfederacyjny z Polską. Spotkało go jedynie wielkie rozczarowanie. Jedynie w drodze referendum Polsce przyznano okręg wileński, który utrzymał się do 1939 roku. Sami Litwini w konflikcie polsko bolszewickim stanęli po stronie Rosji. Jak bardzo Polska musiała odcisnąć piętno swej pogardy na Litwie, że ta wybrała Rosję?

Sukcesy wojenne Piłsudskiego, który po odzyskaniu niepodległości Polski rozpoczął walkę ze wszystkimi sąsiadami, z resztą często fatalne w swych rezultatach, doprowadziły do do zupełnie niepotrzebnej eskalacji przemocy po obu stronach frontu nad ludnością cywilną, wynikającą ze zdemoralizowania żołnierzy walczących od sześciu lat, którzy niczego poza śmiercią, grabieżą i gwałtami nie doświadczali.

Piłsudski walczący w młodości z rusyfikacją, będąc marszałkiem i jak sam siebie nazwał na wzór naczelników powstań narodowościowych- Naczelnikiem Państwa, po podpisaniu pokoju ryskiego, wbrew jego postanowieniom sukcesywnie ograniczał istnienie instytucji i szkół mniejszości narodowych w Polsce doprowadzając do tego, że została jedynie jedna białoruska szkoła. Z determinacją niszczono kulturę, język, tradycję, a ludności wschodnich terenów dawano wyraźnie odczuć, że są obywatelami drugiej kategorii. Polonizacja była zaciekła i agresywna. Języki mniejszości narodowych określano jako języki chamów, a tych, którzy stawiali opór, aresztowano i wywożono do osławionej Berezy Kartuskiej utworzonej w 1934 roku, wcześniej w innych miejscach odosobnienia.

Piłsudski złamał także jeden z punktów układu pokojowego zanim wszedł w życie, mówiący o tym, że żadna ze stron nie będzie wspierać organizacji walczących z drugą stroną układu. Pomimo tego, że 15 października Sejm zarządał od naczelnego dowództwa zastosowania się, Piłsudski wyprowadzał uzbrojone w Polsce wojska Petlury poza linię frontu, a w raz z nimi do walk z bolszewikami po stronie Petlury przystąpiło wielu piłsudczyków. Myśl, z jaką Naczelnik rozpoczął agresję na Rosję była wciąż żywa, a jej działania zbyt widoczne. Dlatego Rosjanie 20 listopada podczas rozmów w Rydze stanowczo zaprotestowali przeciwko obecności 50 kilometrów od granicy na Wołyniu polskich wojsk, co gwałciło postanowienia pokojowe. Polska strona wykpiła się powołując na wypadkim nosacizny, która opóźniała wyjazd polskich wojsk ze wschodu.

25 września 1920 roku okręty wojenne aliantów ostatecznie opuściły terytorium Rosji, a ich dowódcy stracili z oczu sens dalszej wyniszczającej walki pozostawiając „narodowi rosyjskiemu dzieło swego ocalenia”. Przy okazji na swoje pokłady zabrali maszyny i urządzenia wielu fabryk oraz resztki złota, którego nie zdążyli wcześniej wywieźć. Trochę poniewczasie zauważyli, że walka z bolszewikami nie ma dla nich sensu. Generał Knox informował wcześniej z Omska będąc świadkiem masakry urządzonej przez Korniłowa, że: „Można rozbić milionową armię bolszewików, ale kiedy 150 milionów Rosjan nie chce białych, a chce czerwonych, to bezcelowe jest pomagać białym[15]”.  Nie mniej jednak wojna domowa się nie skończyła, jedynie zmniejszyła się liczba jej uczestników.

Pod koniec sierpnia 1920 roku Dzierżyński spotkał się ze swoim kierowcą, który leżał w szpitalu w Mińsku. Natychmiast nakazał swoim podwładnym Gersonowi i Bieleńkiemu zapewnić mu lepsze racje żywnościowe, a wieczorem, wobec pogarszającego się stanu zdrowia, wysłał go do szpitala w Moskwie. Po powrocie do Moskwy sam czuł się fatalnie. Zaczął pluć krwią, był przemęczony, słaniał się na nogach. Lenin polecił wysłać go na wypoczynek do jednego z podmoskiewskich sowchozów, ale Feliks kategorycznie odmówił. Dopiero specjalna uchwała Komitetu Centralnego nakazująca mu wyjazd na dwa tygodnie, do sowchozu Lubanowo w powiecie narofomińskim odniosła skutek. Miejsce zostało wybrane nie przypadkowo, gdyż właśnie w tym sowchozie nie było połączenia telefonicznego. Feliks mógł pozostać z dala od bieżących spraw i poświęcić czas na odpoczynek, kurację i przede wszystkim na pobyt z rodziną.

W Lubanowie, do którego zawióżł samochodem cała rodzinę Dzierżyńskich Bieleńki, Feliks spędził ze swoja rodziną dwa tygodnie na przełomie września i października. Zamieszkali w małym pokoiku zarządu sowchozu. Czas spędzali na długich spacerach, kilka razy pływali łodką po maleńkiej rzeczce. Po długich miesiącach poza domem, wreszcie mógł spędzić czas z synem. Raz nawet wybrali się na polowanie, podczas którego Feliks ustrzelił jastrzębia. Ptak spadł na drzewo i zawisł na gałęziach. Feliks wdrapał się na drzewo i przyniósł nieżywego ptaka, którego później dla Jasia wypchał. Tylko raz odwiedził ich Bieleńki przywożąc kilka gazet z zeszłego tygodnia. Zofia wspominała, że w Lubanowie Feliks w końcu mógł wyspać się za wszystkie czasy.

Pomimo starań sztabu ludzi, żadne wakacje z rodziną nie były w stanie oderwać Dzierżyńskiego od najważniejszych spraw. 7 września 1920 roku Prawda zamieściła artykuł autorstwa Feliksa Dzierżyńskiego odnoszący się do bestialskiego zabójstwa członków Komitetu Centralnego Fińskiej Partii Komunistycznej. Dokonało go kilku fińskich białogwardzistów, którzy zostali zatrzymani zaraz po zabójstwie przed budykiem przez milicję, która przybyła na odgłos wystrzałów z rewolwerów. Śledztwo w tej sprawie WCzK było prowadzone w trybie przyspieszonym, by już 3 grudnia 1920 roku przedstawić raport związany ze zbrodnią odkrywający ślady prowadzące daleko poza zakrwawione ręce bezpośrednich morderców- do przywódców białogwardyjskiej kontrrewolucji skrytych w szeregach partii komunistycznej tj. Voite Eloranto i fińskich białogwardyjskich oficerów carskich. Dalsze śledztwo miało wykazać poszczególne role każdego z zamachowców i inspiratorów zamachu.

Po powrocie do Moskwy, wszystko wróciło na dawne tory. Jaś poszedł do szkoły, Zofia wróciła do pracy, a Feliks wpadł w wir swojej pracy. 15 października Dzierżyński został wyznaczony jako przewodniczący komisji mającej na celu opracowanie środków niezbędnych do ochrony granic kraju, a pięć dni później został mianowany przewodniczącym Moskiewskiego Komitetu Obrony.

 

[1] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 391

[2] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 392

[3] F. Dzierżyński, Pisma zebrane w dwóch tomach, t.1, 1897-1923, Moskwa, Polizdat, s. 213-214

[4] Red. A. Wajntraub, Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, Książka i Wiedza, Warszawa 1955, s. 192

[5] D. Jakubowski, Niektóre aspekty działalności Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, http://1917.net.pl/node/6000 (odczyt z dn. 3.07.3013r.)

[6] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 214

[7] K. Moraczewski, Rozważania o wojnie 1920 roku, http://1917.net.pl/node/4121, (odczyt z dn. 30.05.2013r.)

[8] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 210

[9] M.Pruszyński, Dramat Piłsudskiego. Wojna 1920, BGW, Warszawa 1995, s. 284.

[10] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 293

[11] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 394-395

[12] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, tom1, Bellona, Warszawa 1990, s. 41

[13] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, tom1, Bellona, Warszawa 1990, s. 37

[14] P. Tronina, Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, http://www.wladzarobotnicza.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=955:wojna-polsko-bolszewicka-1919-1920&catid=40:polska&Itemid=57#_ftnref2, (odczyt z dn. 7.07.2013r.)

[15] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 397

Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.