Nawet nie zarekwirowali mi mieszkania

Rozdział LII
 
 

Tymczasem w Piotrogrodzie dzięki czujności i wysiłkowi czekistów nie doszło do wysadzenia wodociągów przez białogwardzistów finansowanych przez rząd Wielkiej Brytanii. Na trop tego aktu terrorystycznego WCzK wpadła dosłownie w ostatnim momencie, kiedy dywersanci zdążyli już wnieść spore ilości materiałów wybuchowych do stacji przesyłowej. W akcji zginął komendant oddziału, a dziesięciu czerwonogwardzistów zostało rannych. W zakładach putiłowskich i innych dużych fabrykach, lewicowi eserowcy namawiali robotników do stajku, jednak gdy ci nie przystąpili do niego, eserzy grożąc bronią zmusili ich do zatrzymania produkcji.

W Tule zapobieżono strajkowi organizowanemu przez mieńszewików dzięki energicznej postawie Dzierżyńskiego, który udał się tam na polecenie Lenina. W dalszym ciągu trwały walki na Froncie Wschodnim. Konieczne było wobec zbliżających się wojsk białogwardyjskich wysłanie dywersantów na tyły wroga. Wydano odezwę „Strzeżcie się szpiegów” pod którą podpisali się Lenin i Dzierżyński. W miastach przeprowadzano rewizje w willach burżuazji i w placówkach dyplomatycznych. W samej brytyjskiej ambasadzie znaleziono złoto w pomysłowo ukrytych skrzyniach, które bogacze pozostawili tam na przechowanie. Odkryto spisek szpiega Paula Duksa, który infiltrował nie tylko Czekę, a sam Komintern. Miał to szczęście, że zdążył uciec.

Rozbito takie organizacje, kryjące się często pod zupełnie niewinnymi z pozoru nazwali jak „Centrum narodowe”, „Klub Kuskowski”, „Komitet Handlowo Przemysłowy” czy „Związek Właścicieli Ziemskich”, które uporczywie i długo sabotowały torpedując wszelkie działania bolszewików. Za ich przyczyną wielokrotnie zrywano negocjacje chłopów z bolszewikam. Bez ustanku rozszerzały zasięg pozyskując rzeszę właścicieli ziemskich do działań anarchistycznych i rozpadowych kraju.

W listopadzie 1919 roku doszło do wykrycia i rozpracowania bardzo niebezpiecznej dla interesów młodego państwa radzieckiego organizacji o nazwie „Ośrodek Taktyczny”.  Wśród jej członków znalazło się wielu monarchistów, mieńszewików i prawicowych eserowców- można powiedzieć, że była to „elita” myśli i czynu kontrrewolucyjnego ludzi wykształconych, pochodzących z tzw. wyższych sfer, dla których bolszewizm był największym wrogiem ich dostatniego życia.

W sieci powiązań organizacji rozrzuconej po całym kraju odszukać można było szpiega Paul’a Dukes’a, byłego pułkownika sztabu generalnego carskiej armii Lundekwista oraz byłego naczelnika dywizjonu oraninenbaumskiego Berga. Nie małe znaczenie w organizacji pełniła również esesrówka Piotrowska, która przeniknęła do partii bolszewickiej dystaczając organizacji wiele cennych informacji. Nie była jednak na tyle ostrożna, by ujść uwadze WCzK. Podczas powrotu z Moskwy do Piotrogrodu, gdzie wraz z Dukes’em nawiązywała kontakty z członkami organizacji, została aresztowana.

W trakcie przesłuchań zasłaniała się niepamięcią twierdząc, że nie ma z niczym, o co jest podejrzewana, nic wspólnego. Nie zdradziła ani jednego nazwiska czy adresu. Wspomniała jedynie o jakimś domu w okolicy Czystych Stawów, w którym był biały pudel. Nie mając szans na wydobycie większej ilości informacji, Dzierżyński rozkazał zawieźć ją do Moskwy i dotąd jeździć po okolicach Czystych Stawów, aż przypomni sobie dom, o którym wspominała. Nie wiadomo czy znudziła ją podróż czy straciła wiarę, że przechytrzy czekistów, w końcu wskazała dom. Mieściła się w nim organizacja mająca jakoby na celu pomoc obywatelom brytyjskim przebywającym na terenie Rosji.

O przynależność do „Ośrodka Taktycznego” został posądzony wielki filozof rosyjski Nikolaj Bierdiajew, arystokrata, wykładowca Uniwersytetu Moskiewskiego, który zapamiętale, mimo niesprzyjającej mu władzy radzieckiej, głosił wręcz kontrrewolucyjne poglądy. Podczas rewizji trwającej całą noc, otwarcie przyznawał, że czekiści nie znajdą w jego dokumentach nic więcej niż to, co sam otwarcie głosił. Aresztowany z rozkazu Wiaczesława Mienżyńskiego w wyniku zeznań prowokatora Nikołaja Winogradskiego, trafił do aresztu, a stamtąd do gabinetu Dzierżyńskiego.

Było to prawdopodobnie dla Dzierżyńskiego jedno z najciekawszych przesłuchań, jakie prowadził. Z punktu widzenia Bierdiajewa, było to zaskakujące spotkanie. Pewnej nocy wywołano go z celi i prowadząc długimi korytarzami Łubianki doszli do gabinetu, w którym nigdy wcześniej nie był. W gabinecie obecni byli także Kamieniew i Mienżyński. Dzierżyński, natychmiast po wejściu aresztanta, podszedł do niego i przywitał się. Pierwsze wrażenie Bierdiajewa była zaskakująco pozytywne. Napisał o tym po latach: „Dzierżyński zrobił na mnie wrażenie człowieka o całkowicie ugruntowanych przekonaniach i szczerego. Było w nim coś niesamowitego [1]”.

W trakcie rozmowy, której przysłuchiwał się Mienżyński i Kamieniew, panowie rozprawiali o zawiłościach filozoficznego postrzegania religii, którą miał być socjalizm odrzucający boga, nadający ciału i duszy równomierną nędzę, sprowadzający życie do tu i teraz bez pierwiastka nadziei czy wiary w nadprzyrodzona moc boską. Dzierżyński słuchał z uwagą wykładu Bierdiajewa, jedynie od czasu do czasu wtracając jakąś myśl.

Widząc jak wielka wagę i wiarę Bierdiajew przywiązuje do swych przekonań, choć dalekich od bolszewików, Dzierżyński zwolnił go natychmiast z aresztu prosząc zarazem, by nie wyjeżdżał z Moskwy. Do swojego domu został odwieziony motocyklem, gdyż żadnego auta akurat nie było do dyspozycji. Dwa lata później, wraz z około siedemdziesięcioma intelektualistami został przymusowo wywieziony zorganizowanym przez bolszewików transportem do Berlina.

 O współpracę z Ośrodkiem Taktycznym została podejrzana na początku lat dwudziestych XX wieku również córka Lwa Tołstoja, Aleksandra Lwowna Tołstoj. Na podstawie zeznań jej aresztowanych znajomych wynikało, że jedno z pierwszych zebrań ośrodka odbywało się w jej mieszkaniu. Pod rozkazem aresztowania widniał podpis zastępcy Dzierżyńskiego- Wiaczesława Mienżyńskiego. Bliski przyjaciel jej ojca interweniując w sprawie osadzonej napisał list do Dzierżyńskiego:

Wielce Szanowny Feliksie Edmundowiczu!

Ubiegłej nocy aresztowano i odwieziono na Łubiankę córkę Lwa Nikołajewicza Tołstoja, Aleksandrę Lwownę. Podczas rewizji skonfiskowano jej prywatną korespondencję. Powiedziano, że została aresztowana na skutek donosu. Wiedząc, że A.L. Tołstoj nie uczestniczy w żadnych spiskach i całkowicie pogrążona jest w pracy nad przygotowaniami do druku nie wydanych jeszcze rękopisów jej ojca, sądzę, że mamy tu do czynienia albo ze złośliwym pomówieniem, albo z jakimś nieporozumieniem (…).” 

I dalej powołując się na zły stan zdrowia Aleksandry kontynuował: „Żywiąc nadzieję, że uzna Pan za słuszne te argumenty, postanowiłem zwrócić się do Pana z prośbą, czy nie zechciałby pan wydać polecenia zwolnienia A.L. Tołstoj do chwili wyjaśnienia, czy sprawa ta nie została rzeczywiście spowodowana jakąś pomyłką lub nieporozumieniem. Byłbym Panu niezmiernie wdzięczny, gdyby polecił Pan poinformować za pośrednictwem jednego ze wskazanych wyżej telefonów o Pańskiej odpowiedzi [2]”.

Dzierżyński zechciał wydać polecenie zwolnienia. Nie było podstaw, aby uznać Aleksandrę Tołsoj za winną, gdyż zebranie odbyło się tylko raz i bez jej obecności, o czym zaświadczały niezależnie różne protokoły przesłuchań. Nie uchroniło jej to od kary. W procesie, w którym odpowiadała z wolnej stopy została skazana na trzy lata obozu pracy. Odzyskała wolność po roku. W 1929 roku skorzystała z możliwości wyjazdu do Japonii- nie wróciła do kraju.

Przyjaciel Dzierżyńskiego, Artur Artuzow, przyczynił się znowuż do uwolnienia z aresztu w 1922 roku Olgi Konstantinownej Czechowej bratanicy żony pisarza Antona Czechowa aresztowanej tylko z tego powodu, że napisałą pismo z prośbą o zezwolenie na wyjazd do Berlina, by śledzić rozwój kinematografii. Nie tylko zezwolił jej na wyjazd, ale również zwerbowano ją do tajnych zadań.

Wbrew temu, co się sądzi, czasy krwawych ran kontrrewolucji zadanych przez bolszewików w początkach kształtowania się państwa radzieckiego, są raczej zadraśnięciami nie grożącymi nawet tężcem. Świadectwem jest między innymi list do Wieniedikta Aleksandrowicza Miakotina, znanego publicysty, społecznika i lidera mało znanej partii Ludowo Socjalistycznej pisany przez Włodzimierza Korolenkę, autora opowiadań syberyjskich: „Wiele osób pyta, czy nie byłem prześladowany przez bolszewików? Co i rusz krążyły na ten temat różne wieści. Mówiono nawet, że rzekomo mnie zabili… Ogólnie rzecz biorąc, nie mogę się skarżyć. Nawet nie zarekwirowali mi części mieszkania. Były wprawdzie takie próby ze strony władz niższego szczebla, ale władze wyższe położyły temu koniec i traktowały mnie z uprzejmością [3]”.

Już na jesieni 1918 roku dzięki staraniom Dzierżyńskiego rozpoczęto pierwsze szkolenia pracowników WCzK, trwające trzy tygodnie. W tym czasie prowadząno zajęcia dla oficerów śledczych, pracowników administracji i wywiadu. W grudniu 1919 roku na forum Komitetu Centralnego partii Dzierżyński domagał się wyznaczenia zaufanych dwustu towarzyszy partyjnych do pracy w organach WCzK. Mieli być to najlepsi z najlepszych ze względu na powagę pracy i odpowiedzialne zadania. Warunkiem była nieskazitelna opinia partii, uczciwość i bezwarunkowa lojalność. W wyniku tej prośby wkrótce do WCzK zgłosiły się setki osób, które po dwumiesięcznym kursie trafiły do pracy w organach bezpieczeństwa.

Bardzo ważnym odkryciem było znalezienie u zabitego w okolicach Ługi carskiego oficera Nikitienki ukrytej wiadomości w ustniku papierosa adresowanym do Rodzianki i podpisany pseudonimem „Wik”. Z niej można było się dowiedzieć o hasłach i odzewach, a także charakterystyki osób, które zakamuflowane czekają na wysłanników wojsk Rodzianki. Znaczyło to, że w Piotrogrodzie istnieje organizacja, która działa przeciwko bolszewikom, jest silnie powiązana z białogwardzistami i dowodzi jej nieznany jeszcze z nazwiska Wik. W najbliższych dniach przejęto kolejne informacje od zagadkowego Wika. Dzięki wielkimu wysiłkowi i niestrudzonej pracy wykryto, że za pseudonimem kryje się kadet Sztejninger.

Gdy został aresztowany wraz z towarzyszącymi mu spiskowcami, bez większych oporów przyznał się do należenia do organizacji o nazwie „Ośrodek Narodowy”. Więcej szczegółów nie zdradził. Tymczasem w guberni wiackiej aresztowano podejrzanego człowieka mającego przy sobie prawie milion rubli i dwa naładowane pistolety. Stało się to w wyniku czujności pewnej nauczycielki szkoły nr 76, której podejrzliwość wzbudzili dziwni ludzie przychodzący do dyrektora szkoły, Alfierowa. Nie omieszkała swoim podejrzeniem podzielić się z miejscowym oddziałem WCzK. Podejrzewając, że jego działalność może być istotna z punktu widzenia śledztwa prowadzonego w Moskwie, po zatrzymaniu wysłano go do stolicy.

Szybko ustalono, że nie nazywa się jak podawał Karasienka, ale Kraszennikow i jest synem wielkiego obszarnika ziemskiego, który swoje życie poświęcił na odzyskanie rodzinnego majątku przystępując do sekcji wywiadu generała Kołczaka. Jego zadaniem było dostarczenie pieniędzy dla Ośrodka Narodowego w Moskwie. Przesłuchanie Kraszennikowa było z pozoru amatorskie. Pozwolono mu, aby odniósł wrażenie, że czekiści zupełnie nie widzą żadnych jego powiązań z kontrrewolucją. Po przesłuchaniach wypuszczono go na wolność. Natychmiasts skontaktował się z kilkoma znanymi mu osobami, wysłał też pare listów, między innymi z prośbą o fałszywe dokumenty. Ten wątek zaprowadził czekistów do Mikołaja Szczepkina, który poprzez swoje uczestnictwo w partii kadetów i w Naradzie Działaczy Społecznych w 1917 roku był bliskim współpracownikiem napierającego dziś na Moskwę Michaiła Rodzianki. 

Do mieszkania Szczepkina Dzierżyński wszedł akurat w momencie, kiedy gościł tam również agent Denikina. W mieszkaniu znaleziono mnóstwo dokumentów, notatek o kluczowym znaczeniu dla śledztwa. Po aresztowaniu Szczepkina i po analizie wszystkich dokumentów, jakie były w jego posiadaniu obraz organizacji stawał się coraz bardziej wyrazisty. Kształtów nabierały wszystkie powiązania pomiędzy generałami białej gwardii, a także historia powstania i przemian organizacji kontrrewolucyjnych takich jak Związek Odrodzenia, Ośrodek Prawicowy czy Związek Obrony Ojczyzny i Wolności.

W latach 1917 i 1918 duża część członków tych organizacji uciekła na południe dołączając do wojsk Kołaczaka, Kaledina, Judenicza czy Denikina. W znalezionych dokumentach pisanych często ręką Szczepkina, znaleziono plany położenia wojsk Armii Czerwonej, informacje o ich zdolności bojowej, teksty odezw i hasła przygotowywanych na okoliczność wejścia wojsk Denikina do Moskwy. W kieszeni starych spodni znaleziono spis, jakoby rozliczeń lub długów będącymi w rzeczywistości numerami telefonów do współpracujących z nim spiskowców.

Szczepkin był przywódcą Ośrodka Narodowego zrzeszającego wszystkie możliwe opcje polityczne za wyłączeniem bolszewików i z bolszewikami walczących. Należeli do niego zachowując swoją niezależność mieńszewicy, czarnosecińcy, kadeci, monarchiści i eserowcy zajmując się w głównej mierze szpiegostwem na rzecz białych generałów. Organizacja ta była bardzo dobrze rozbudowana i miała swoich ludzi w wielu miejscach kraju. Sprawnie funkcjonował obieg informacji wspomagany poprzez kurierów.

Nie sposób było ukryć związku organizacji z państwami Ententy, która finansując jej działalność pragnęła cofnięcia się koła historii do czasów, kiedy kapitaliści w Rosji mieli coś do powiedzenia. Ich wspólnym celem nie było nic nowego; obalenie bolszewickiego rządu, wprowadzenie jednoosobowej dyktatury wojskowej i zwołanie Konstytuanty. Zapewne nie uwzględniali tego, że każdy z generałów widział siebie jako dyktator Rosji i gdyby doszło do wyborów, znów polałaby się krew.

Z dokumentów przechwyconych u Szczepkina mgliście wynikało, że Ośrodek posiada bliżej nieznaną armię ukrytą w mieście. Bliższe szczegóły nie były znane. Dzięki informacji od starszej pani, instruktorki Komitetu Moskiewskiego, która przyjechała do szkoły maskowania bojowego w Kuncewie założonej przed wybuchem rewolucji przez byłych carskich oficerów Suczkowów, wyjaśnienie sprawy nabrało tempa. Usłyszała ona przypadkowo zagadkową rozmowę dwóch oficerów o zbliżającym się uderzeniu i wznieceniu powstania zbrojnego. Starając się nie zbudzać podejrzeń, że słyszała rozmowę, starsza pani nie niepokojona przez nikogo, wyszła z budynku i udała się wprost na Wielką Łubiankę 11 bezpośrednio do samego Dzierżyńskiego.

Nie daleko Kuncewa, w Kuskowie istniała inna szkoła, dlatego i ją trzeba było skontrolować. Z zadaniem rozeznania udał się były komendant pałacu Smolnego, a obecnie Kremla- Malkow udając inspektora bibliotecznego pod nazwiskiem Pawła Markowa. Nie został przyjęty zbyt entuzjastycznie, ale swobodnie mógł poruszać się po budynku. Rozmawiał z bibliotekarzami obserwując to, co działo się w szkole i ludzi w niej przebywających. Uderzyło go, że nie było w niej przedstawicieli klasy robotniczej ani chłopskiej. Po korytarzach spacerowali sami eleganccy, wymuskani panowie z manierami, których spojrzeniu towarzyszyła pogarda. Malkow bez problemu zapoznał się z systemem ochrony szkoły i z łatwością odkrył magazyn broni. Z taką wiedzą pożegnał się i wrócił do Moskwy, by zameldować o wszystkim Dzierżyńskiemu.

Już tej samej nocy obie szkoły zostały okrążone. Ogółem aresztowano 700 osób. Buntownicy liczyli na zajęcie Moskwy, opanowanie telegrafu i radiostacji sądząc, że w ten sposób wywołają panikę i rozkład w wojsku. Równocześnie miał trwać atak Denikina na Moskwę, a Judenicza na Piotrogród. Wraz z największymi aglomeracjami do wystąpień zbrojnych miano przystąpić w kilku innych miastach takich jak Wiszniakach, Wołokołamsku i Kuncewie.

Rozpoczęcie akcji zaplanowano na godzinę osiemnastą. Podzielono Moskwę na sektory wzdłuż Pierścienia Sadowego, gdzie planowano wznieść barykady. Broń gromadzono już od dłuższego czasu gromadząc ją nielegalnie w szkołach, ale nie tylko tam. W wyniku śledztwa dotarto do mieszkania fabrykanta Abrikosowa, do którego wysłano Drozdowa. Gdy zadzwoniłł do drzwi, Abrikosow ostrożnie je uchylił je, jednak gdy zobaczył przed sobą czekistę zatrzasnął je, a w raz z nimi palce Drozdowa. Nie bacząc na potworny bół, Drozdow zdołał się oswobodzić i wyważyc drzwi zapobiegając zniszczeniu obciążających Abrikosowa dokumentów. W jego mieszkaniu znaleziono również spre zapasy broni. Za to poświęcenie został odznaczony orderem. Przy aresztowaniu innego uczestnika spisku, na czekistę, młodego komsomolca Wasilija Brusnika wylano gotujący się czajnik z wrzątkiem.

W czasie śledztwa do gabinetu Dzierżyńskiego przyszedł pewnien lekarz, który koniecznie żadał rozmowy z przewodnicącym WCzK i nikim innym. Sprawa wydawał się być poważna i taką w istocie była. Gdy znalazł się w gabinecie oświadczył, że ma wiele cennych informacji, którymi chce się podzielić, gdyż pragnie pomóc władzy ludowej jednocześnie przyznając się do nieświadomego przez jakiś czas udziału w spisku. Opowiedział o działalności filli Ośrodka Narodowego zwanego „Ochotnicza Armia Rejonu Moskwy” wskazując na jednego z carskich pułkowników- Millera, naczelnika szkoły artyleryjskiej. Dzięki tej informacji rozpracowano środowisko pułkownika aresztując wiele osób, które przygotowywało powstanie planowane na wrzesień 1919 roku. Podczas przesłuchania, Miller przyznał się Dzierżyńskiemu, że w planach było tez porwanie Lenina i wykorzystanie go jako zakładnika.

27 września 1919 roku Dzierżyński opublikował w „Prawdzie”, w numerze 215-stym wygłoszony referat na temat rozbicia organizacji podając wszystkie szczegóły i zamiary kontrrewolucjonistów, a także zapowiedział, że znalezione przy okazji dokumenty, plany i notatki zostaną opublikowane w prasie, aby wszyscy obywatele mogli się z nimi zapoznać. Wśród nich były przygotowane odezwy i dekrety, które miały być wydane po przejęciu władzy.

Dwa dni przed publikacją referatu w „Prawdzie”, 25 września 1919 roku w Moskwie doszło do tragedii w budynku Komitetu Moskiewskiego przy Zaułku Leontiewskim. Tego dnia odbywało się posiedzenie aktywu partyjnego liczącego 120 osób, który omawiał działalność zlikwidowanej organizacji Ośrodka Narodowego.

Wieczorem, około godziny dziewiątej, gdy było już całkiem ciemno, w budynku rozległ się przerażający huk, któremu towarzyszył trzask tłuczonych szyb i języki ognia wydobywające się z oślepionych okien. Zza zasłony dymu i pyłu rozległy się wrzaski, nawoływania i lament. Gryzący dym nie pozwalał oddychać płucom. W sali, gdzie odbywała się narada zapanowała panika. Przerażeni, zdezorientowani ludzie zaczęli po omacku szukać drogi ucieczki przed rozprzestrzeniającym się ogniem.

Na miejsce katastrofy zbiegli się ludzie z okolicznych domów starając się ratować nieszczęśników. Z oddali coraz wyraźniej słychać było wycie syreny strażackiej. Ciemności rozganiane przez lampy naftowe i latarki wciąż nie pozwalały na zmierzenie się z ogromem tragedii. Z pomocą przyszły im reflektory samochodów, które zatrzymały się przed budynkiem.

Dzwonek telefonu oderwał Dzierżyńskiego od czytania dokumentów. Wykonał kilka krótkich rozmów telefonicznych. Wraz z kierowcą i czekistami przyjechał jako jeden z pierwszych na miejsce tragedii. Tuż za nim przyjechały oddziały straży pożarnej. Strażacy i czekiści natychmiast zaczęli odgruzowywać wyjście. Jak tylko udało się zrobić przejście, czekiści wtargnęli do budynku poszukując rannych i pomagając wyjść żywym. Z budynku wyniesiono kilka ciał. Ludzie słaniali się na nogach ogłuszeni wybuchem i przerażeni tym co się stało. Dla wszystkich był to szok.

Należało jak najszybciej odtworzyć przebieg zdarzeń. Dzierżyński dowiedział się, że przez okno ktoś wrzucił bombę zbudowaną z mieszanki dynamitu i piroksyliny ważącą ponad dwadzieścia kilogramów. Wladimir Michailowicz Zagorskij, sekretarz Komitetu Moskiewskiego podbiegał do niej, aby chwycić ją i wyrzucić przez okno, ale nie zdążył. Jego ciało rozerwał wybuch. Zginęło dwunastu bolszewików, a pięćdziesięciu pięciu zostało zranionych. Wybuch był tak wielki, że część budynku osunęła się. Natychmiast po eksplozji czekiści będący w okolicy ruszyli w pościg za uciekającymi zamachowcami. W strzelaninie kilku z nich odniosło niegroźne rany, natomiast zamachowców Kowalewicza i Sobolewa zabito na miejscu. Nie mogli odpowiedzieć, na czyje zlecenie działali.

Gdy osiadł pył, Dzierżyński wraz z czekistami obszedł budynek. Zauważyli wyłamany zamek furtki, która zawsze pozostawała zamknięta. Dzierżyńskiego zaskoczyła precyzja, z jaką rzucono bombę. Autorem zamachu musiał być ktoś, kto doskonale znał układ pokoi. Podejrzenie padło na eserowców, do których uprzednio ten budynek należał. Tropy, jakich nie udało się zmylić przed czekistami prowadziły bezpośrednio do Donata Czeriepanowa, dawnego członka KC lewicowych eserowców, pseudonim Czierepok.

Na pracy śledczej skoncentrowali się najlepsi specjaliści. Całe środowisko eserowców poddano szczegółowej inwigilacji. Okazało się, że zbuntowani eserowcy w ramach dalszej walki podziemnej z bolszewikami założyli bandę zwaną przez nich „Anarchiści podziemia” liczącą około trzydziestu członków. Jak tylko skompletowano całe dossier danych osobowych, wszystkich socjalrewolucjonistów aresztowano.

Stanisław Messing

W toku śledztwa i późniejszych przesłuchań prowadzonego przez Dzierżyńskiego, któremu asystowali Stanisław Messing i Wasilij Mancew okazało się, że zamachowcy spodziewali się na zebraniu obecności Lenina i to on był głównym ich celem. Organizatorem zamachu był Czeriepanow, do czego przyznał się podczas przesłuchania. Przyznał się również, że pierwotnie plan zakładał zamach na siedzibę WCzK i Feliksa Dzierżyńskiego, jednak z uwagi na to, że Czerezwyczajka jest jedynie narzędziem w ręku partii, a głową partii jest Lenin, postanowiono zgładzić go wraz z jego najbardziej zaangażowanymi i wiernymi członkami partii, a zamachu na WCzK dokonać w innym terminie. Inny uczestnik spisku przyznał, że plany organizacji sięgały jeszcze dalej- planowano zamach na Kreml. W jednej z miejscowości pod Moskwą- Kraskowo, produkowano bomby, które miały być użyte podczas obchodów drugiej rocznicy rewolucji.

Po tym wydarzeniu Dzierżyński postanowił zreorganizować ochronę Lenina. Na początku października wezwał do siebie niewielką grupę towarzyszy skierowaną przez partię do pracy w WCzK. Byli to zaufani i sprawdzeni ludzie, pełni poświęcenia i energii, czerwonogwardziści i robotnicy. Jeden z nich- Iwan Ignatiewicz Aleksjejew tak wspominał ten dzień: „Dobrze pamiętam ten dzień, w którym nas, siedmiu ludzi, wezwali do Dzierżyńskiego. Poprosił nas, byśmy usiedli. Z każdym się przywitał i po kolei każdego spytał o dotychczasową pracę. Dowiedziawszy się, że byłem komisarzem w wojsku, powiedział: „Bardzo dobrze, teraz będziecie ochraniać Centralny Komitet partii i towarzysza Lenina”.

Iwan Ignatiewicz wspominał swoją pracę: Oczywiście mieliśmy ochraniać Włodzimierza Iljcza będąc zawsze blisko niego, kiedy pracował lub wygłaszał referat, występował na mityngach czy kiedy wyjeżdżał za miasto by odpocząć. Pełniąc służbę przy gabinecie Włodzimierza Iljicza, ja, jako były żołnierz, za każdym razem gdy Lenin się pojawiał lub wychodził z gabinetu, stawałem na baczność, jak to mówili w carskiej armii „wyciągnąłem się jak struna”. Ale pewnego dnia zauważywszy moje zachowanie, Włodzimierz Iljicz podszedł do mnie i spytał: „Ile macie lat?”Sięgnął ręką do mojej, którą salutowałem i opuścił ją. Poczułem się niezręcznie, ale też w tym samym czasie pewnego rodzaju ulgę i odpowiedziałem. (Miałem wówczas dwadzieścia pięć lat). Włodzimierz Iljicz zmrużył oczy i spojrzał się na mnie dobrotliwie… -Znaczy się, jesteście żołnierzem starej armii. Zadarwszy głowę do góry i wypiąwszy pierś znów odpowiedziałem- Tak jest! Włodzimierz Iljicz uśmiechnął się i powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu: „więcej nie wstawajcie, usiądźcie i zajmujcie się swoimi sprawami. Czytajcie, możliwości macie. Urzekająca prostota zachowania się Włodzimierza Iljicza dopięła swego. Już nie stawałem na baczność, nie salutowałem, a wstawałem tylko, by z nim się przywitać serdecznie i zwyczajnie [4]”.

 

[1] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 94

[2] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 29

[3] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 71

[4] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 158,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)

 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.