Gdybyś mi w oczy zajrzała- zrozumiałabyś

Rozdział L
 
 
Aldona była przerażona obrazem Feliksa jaki kreowała burżuazyjna prasa. Od początku Rewolucji Październikowej nie wierzyła, że nowa władza utrzyma się dłużej niż kilka miesięcy, a wówczas jej brata dosięgnąć mogą tragiczne represje. Tymczasem od rewolucji upłynęło już dwa lata i wciąż się broniła przed resztą świata. Nie tylko z resztą Aldona była przerażona Feliksem. Również Róża Luksemburg przed swoją tragiczną śmiercią w pewnej rozmowie z Karolem Radkiem, Janem Tyszką i Karlem Liebknechtem wyrażała swoje obawy, gdy temat zszedł na WCzK. Była oburzona na wprowadzony czerwony terror mówiąc, że „nas terrorem nie zduszano. Jak można pokładać nadzieje w terrorze? (…) Jak Józef może być tak okrutny? Tyszka śmieje się i mówi jej: Jak będzie trzeba to i ty będziesz mogła [1]”. Wielokrotnie nawoływali Lenina do wstrzemięźliwości, by nie rozpętywał walk, ale ten tłumaczył, że nie da się robić rewolucji w białych rękawiczkach. Mówił: „Nie chcesz być kowadłem bądź młotem”.
 
15 kwietnia 1919 roku Feliks napisał swój ostatni list do ukochanej siostry Aldony. Był już postacią szeroko znaną, za którą węszyły obce służby wywadowcze, postacią znienawidzoną w kapitalistycznym świecie, która wzbudzała zarówno podziw i strach. Nie nikomu innemu, jak Feliksowi Dzierżyńskiemu rewolucja zawdzięczała swoje powodzenie, dzięki niemu przetrwała i rozwijała się, broniła i bezlitośnie karmiła wrogów ołowiem. Zbyt wiele rzeczy się działo w jego życiu, zbyt wiele napięć, spraw, obowiązków, przeżyć i wspomnień, aby móc napisać o wszystkim, podzielić się swoim życiem, opowiedzieć o tym co myśli, co robi, by opowiedzieć o swoich planach. Historia nie obeszła się z nim litościwie. Ceną za poświęcenie rewolucji było rozstanie.
„A.E. Bułhak
Moskwa, 15 kwietnia 1919 roku.
Kochana Aldono,
Nie wiem o czym pisać, od czego rozpocząć- po tak długim rozstaniu się. Chciałbym widzieć Ciebie i wtenczas tylko może odczułabyś, żem pozostał, jakim był- wtedy, kiedy byłem Ci tak bliski. Trudnom pisać i w liście krótkim- słowach martwych- cóż mógłbym powiedzieć. Do rozumu w liście przemówić nie mogę- i rozum bywa różny, i nie wszystko przetrawić potrafi, co przetrawiła dusza w mękach tyloletniej tułaczki. Jedną prawdę Ci mogę powiedzieć- pozostałem tym samym. Czuję, że Ty nie możesz pogodzić się z myślą, że to ja- i nie możesz zrozumieć znając mnie. Miłość.  I dziś jak przed laty w duszy słyszę i czuje hymn jej. Hymn ten woła do walki, do nieugiętej woli, do niezmordowanej pracy. A i dziś poza ideą- poza dążeniem do sprawiedliwości- nic nie waży na szali mych czynów. Trudno mi pisać. Trudno dowodzić. Ty widzisz tylko to, co jest, i o czym słyszysz w przesadnych może barwach. Jesteś widzem i ofiarą molocha wojny. Spod nóg usuwa się grunt, na którym żyłaś. Ja, wieczny tułacz, w ruchu,  w procesie zmian i tworzenia życia nowego. Ty wracasz myślą i duszą do przeszłości- ja widzę przyszłość i chcę i muszę być w ruchu. Czy zastanowiłaś się kiedy- co to jest wojna, w jej prawdziwych obrazach? Odpychałaś od siebie obrazy poszarpanych ciał pociskami, rannych na polu i kruki, wydłubujący oczy jeszcze żywych. Odpychałaś te straszne codzienne obrazy. A mnie zrozumieć nie możesz. Żołnierza rewolucji walczącego o to, by nie było na świecie niesprawiedliwości, by ta wojna nie oddała na łup zwycięzców- bogaczy całych milionów ludów. Wojna- straszna rzecz. Na nas szedł cały świat bogaczy. Najnieszczęśliwszy naród pierwszy stanął w obronie swych praw- i stawił opór całemu światu. Czyż chciałabyś, bym był gdzieś na ustroniu? Aldono moja, nie rozumiesz mnie- trudno mi więc pisać. Gdybyś widziała jak żyję, gdybyś mi w oczy zajrzała- zrozumiałabyś, raczej odczułabyś- że pozostałem tym samym co dawniej
W Wilnie w ogóle nie byłem, tylko wybierałem się tam i tylko dla jednej rzeczy tam chciałem pojechać- aby Cię zobaczyć. Jednakże nie mogłem znaleźć kilku wolnych dni. Przesyłam ci wieści z Dzierżynowa. Bardzo dużo kosztowności było zarekwirowanych według naszych praw… wiem, że ta konfiskata rodzinnych kosztowności wzburzy Cię, ale nie mogłem inaczej postąpić- takie jest u nas prawo o złocie. Dołączam spis przesyłanych rzeczy. Zosia w lutym przyjechała z Jaśkiem do Moskwy…
Mocno ciebie całuję
Twój Fel [2]”.
 
 Aldona nie zdawała sobie sprawy, że jej brat w opisywanych w prasie aktach okrucieństwach nie pragnął krwi choćby najzawziętszych wrogów rewolucji- jak wspominał, Jakow Peters-  widział tylko zgubność ich zbrojnych wystąpień. Nie mogła dowiedzieć się z prasy, jakim naprawdę był Feliks. O jego pracy dowiedziała się wiele lat później, również ze wspomnień jego towarzyszy, jak chociażby Klimenta Woroszyłowa: „Feliks Dzierżyński był człowiekiem głęboko humanitarnym, i to nie tylko w stosunku do ludzi pracy, lecz i w całej swej trudnej działalności, wymierzonej przeciwko jawnym i ukrytym wrogom, w demaskowaniu knowań wewnętrznej i międzynarodowej kontrrewolucji. Zgodnie z jego wskazówkami, całość prac śledczych była prowadzona przy ścisłym zachowaniu norm rewolucyjnej praworządności. Nie dopuszczał się do żadnego nadużywania władzy. Aresztowanym udowadniano winę na podstawie konkretnych faktów, dokumentów, zeznań świadków. Niewinnych natomiast po sprawdzeniu zwalniano i pomagano im w znalezieniu pracy i mieszkania. Podobnie postępowano w szeregu przypadków również w stosunku do członków rodzin kontrrewolucjonistów, jeżeli w trakcie śledztwa ustalono, że nie wiedzieli oni o przestępstwie, jakiego dopuścił się członek ich rodziny i nie udzielali mu żadnej pomocy w jego kontrrewolucyjnej działalności [3]”.
 
Jedynie wśród wielu wspomnień, z drobnych obrazów, urywków historii możemy lepiej poznać prawdziwą twarz Dzierżyńskiego, jak chociażby z tej historii: Było to w 1917 roku, zimą, Feliks jadąc samochodem zobaczył swojego dawnego przyjaciela, mieńszewika, z którym nie widział się wiele lat. Kazał zatrzymać samochód, wysiadł i podbiegł do niego. „Zaczął serdecznie wypytywać, co porabia, jak spędził te ciężkie lata? Tamten odpowiedział i z kolei spytał:
-A ty co porabiasz?
-Czy ci nie wiadomo? Jestem przewodniczącym WCzK.
Mieńszewik osłupiał. „Józef”, czarujący, szlachetny, serdeczny „Józef’, na czele Czeki- „straszny Dzierżyński”… W głowie mu się to nie mieściło, nie mógł pogodzić „Józefa” i Czeki [4]”
 
Dzierżyński nie miał w zwyczaju chwalić się ani wywyższać, zawsze był najpierw Feliksem Dzierżyńskim, a dopiero potem przewodniczącym WCzK. Jego skromność była ewenementem na tle ludzi władzy. W wielu publikacjach, wspomnieniach o czasach rewolucji, czasami nawet nie pada jego nazwisko, jakby było niezauważone, nieobecne. Nie brał udziału w rządowych dyskusjach, ambicjonalnych wojenkach, nie oglądał się za siebie i nie szukał poklasku. Nigdy nie był karierowiczem. Dostał zadanie do wykonania bronić państwa radzieckiego przed wrogiem i koncentrował się tym niezwykle skutecznie, często w ciszy swojego gabinetu. Ale skąd Aldona mogła o tym wiedzieć? I jak mogła go zrozumieć? Jej przeszłość odeszła, wszystko się zmieniło, zatarło. Nie wiadomo czy była zła na Feliksa za to, że oddał państwu wszystkie rodzinne kosztowności i cenne pamiątki, które wiązały ją ze starym światem. Nie wiedziała zapewne, że ówczesny Komisarz Spraw Zagranicznych, twórca radzieckiej dyplomacji, Gieorgij Cziczerin oddał cały swój majątek ziemski odziedziczony po ciotce, chłopom. Nie mogła zrozumieć, że system wartości w bolszewickiej Rosji uległ totalnej transformacji, w którym miejsce złota zastąpiła sprawiedliwość stając się od niego znacznie cenniejsza.


[1] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 262
[2] F.E. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Listy, Młoda gwardia, Moskwa 1984, F. Dzierżyński, Listy do siostry Aldony, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 155
[3] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 210
[4] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 292
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.