Nie pomoże ani ich oręże, ani modlitwy ich „świętych” ojców

Rozdział XLIX 
 
 
Rosja Radziecka bezustannie była szarpana buntami na prowincji. Niezadowolenie bogatych chłopów rozrastało się do zbrojnych wystąpień. Obserwator wydarzeń E.J. Dillon pisał: „Ze wszystkich ludzkich potworów, których zdarzało mi się kiedykolwiek napotykać, nie mogę sobie przypomnieć bardziej złowrogich i odpychających od kułaków [1]”.
 
W dobie olbrzymich trudności żywnościowych, kiedy głód wisiał nad miastami, Lenin nie mógł ścierpieć kułaków nazywając ich pająkami, wampirami i pijawkami. Wobec ich notorycznego oporu przekazywania żywności, śrubowania cen i spekulanctwa, a także pojawiających się kułackich powstań, w których mordowali ze szczególnym okrucieństwem bolszewickich żołnierzy i członków rad, rozkazał powiesić nie mniej niż 100 znanych kułaków, opublikować ich nazwiska i odebrać całe zboże [2]. Mimo to represje WCzK były dość wyważone. Za śmierć ośmiu bolszewików we wsi Kuczki, rozstrzelano jedynie 13 kułaków.
 
Pojawiło się również nowe zjawisko na rosyjskiej wsi, tzw. satrapii, wywodzący się ze środowisk chłopskich, którzy, jak opisywał na przykładzie bolszewickiego satrapy z powiatu warnawińskiego, Jurij Łarin: „podczas zgromadzenia we wsi kazał klękać chłopom, „ażeby chłopi mieli szacunek do władzy radzieckiej [3]”. Konsekwencje takiego postępowania wydają się logiczne- rozstrzelanie. O ile robotnicy w większość poczynili duży krok w dziedzinie swojego rozwoju będącego rezultatem wieloletniej pracy od podstaw takich agitatorów jakim był w swojej młodości Dzierżyński, tak chłopi daleko pozostawali w tyle. Aby nie wdawać się w woale dobrego tonu, można całkiem śmiało i otwarcie przyznać, że większość rosyjskiego chłopstwa była ciemna i bezgranicznie tępa.
 
Mało który chłop potrafił czytać i pisać, a ich znajomość świata sięgała do najbliższego miasta powiatowego. Nie jest to w żaden sposób zarzut w stosunku do tej warstwy społecznej, prędzej powinien być skierowany do prawosławnego kościoła, który przez wieki utrzymywał i pielęgnował ten niedorozwój społeczny chłopów, ich poddaństwo, wierność i usłużność wobec cerkwi. Tak jak działo się na całym świecie, tak i tu kościół był olbrzymim hamulcem rozwojowym i olbrzymim ciężarem, który utrzymywany był de facto przez chłopów poprzez swoją, tak naprawdę, niewolniczą pracą. Wieloletnie gnębienie, poniżanie, wykorzystywanie chłopów, brak dostępu do książek, szkolnictwa, szans na rozwój, uczyniło z tej warstwy społecznej bezwolną masę podporządkowaną chytremu, skąpemu i okrutnemu popowi. Dlatego tak łatwo było nimi manipulować i tak łatwo uzyskiwać posłuszeństwo. 
 
Dopiero po rewolucji władza radziecka, bolszewiccy agitatorzy zaczęli pracować nad rozwojem edukacyjnym i społecznym wsi i awansie społecznym chłopstwa. Do tej pory pozostawali oni w tyle za cywilizacją stanowiąc swoisty rezerwat dzikusów. Gdy tylko zrozumieli, że władza radziecka będzie rozdawać ziemię, natychmiast ją poparli i gdy doszło do dzielenia ziemi dochodziło do ustawicznych kłótni, podczas których wychodziła pazerność, chciwość, niecierpliwość, słowem wyszły na światło dzienne wszystkie najgorsze instynkty i zachowania.
 
Adam Kaczorowski Sławiński opisywał przypadek grabieży mienia obszarniczego chłopów. Jest on dość komiczny, jednak oddaje w pełni mentalność rosyjskich chłopów w owym czasie: „Nie byłem na wsi, kiedy chłopi zabierali mienie obszarnicze, ale widziałem później jak ich bito. Miało to miejsce w gminie biagomlskiej. Jeden z chłopów- w czasie gdy inni wynosili z majątku obszarniczego wszystko, co się dało- przybył za późno, kiedy z rzeczy nic już prawie nie pozostało. Zobaczył jednak duże lustro i zabrał je. W chacie się nie zmieściło i chłop zmuszony był postawić je pod okapem. Baran, przechodząc tamtędy, ujrzał siebie w lustrze. Pomyślał, że to drugi baran, rzucił się na niego i zbił lustro. Kiedy obszarnik powrócił i dowiedział się co się stało z lustrem, chłop oberwał tęgie lanie. Byłem świadkiem tej rozprawy. Przeczekawszy aż egzekutorzy odeszli, zdecydowałem się wejść na pogawędkę do tegoż chłopa. Znamienne: ci sami chłopi, którzy przed dwoma tygodniami przyjęli mnie bardzo nieprzychylnie i biorąc mnie za szpicla omal nie oddali w ręce władz, teraz pytali czy istnieje jeszcze Rosja Radziecka, czy jest jeszcze partia i w jaki sposób mogą się zorganizować [4]”.
 
Jesienią 1918 roku armia generała Denikina powoli zbliżała się do Moskwy. Zagrożenie było realne i mogło przekreślić wszystkie plany bolszewików. Zasilana olbrzymimi dostawami broni armia Denikina mogła budzić trwogę. Z Ententy płynął szerokim strumieniem arsenał w ilości 300-630 tysięcy karabinów, 100 czołgów, ponad 200 samolotów, ponad 1300 samochodów, milionów sztuk amunicji, a w raz z nimi 2 tysiące brytyjskich instruktorów. Proporcje uzbrojenia przeważały na korzyść Białych.
 
Armia Czerwona była zdecydowanie mniej liczna i gorzej uzbrojona. Mimo tak potężnego uzbrojenia białej gwardii, ich zakupiony za pieniądze kapitalistycznych magnatów sprzęt, w rosyjskich warunkach nie zdawał egzaminu. Czołgi były ślamazarne i pochłaniały olbrzymie ilości paliwa degradując swą zdolność bojową do stracha na wróble. Samoloty przydawały się jedynie do zadań zwiadowczych, bo rzucane z nich ręcznie bomby częściej wybuchały w powietrzu niż trafiały w cel. Przed wojskami obu sił i ostatecznym rozwiązaniem była jeszcze długa zima, podczas której wszyscy zbierali siły.
 
W lipcu Ochotnicza Armia Denikina zajęła Kursk, Charków i Carycyn, od północnego zachodu zbliżały się wojska generała Judenicza, które zajęły między innymi Psków i Narwę. Wraz z Judeniczem brnął do Moskwy rządny władzy, jak go określił ostatni car Rosji- grubas Rodzianko. Od północy wraz z wojskami białej gwardii zbliżały się do Moskwy wojska angielskie, francuskie i amerykańskie dowodzone przez generała Ironside’a. Poważnym zagrożeniem były spore jeszcze pokłady spiskowców starających się zburzyć państwo radzieckie od środka. Szpiedzy panoszyli się we wszystkich instytucjach i nie zrażały ich niepowodzenia swych poprzedników. Konieczny była bezpardonowy odpór najeźdźców.
 
Pod koniec 1918 roku Dzierżyński wraz ze Stalinem wyjechał na front sprawdzić i zdać relację Leninowi z przyczyn wielu niepowodzeń wojennych, a szczególnie utraty miasta Perm. W swoim raporcie Dzierżyński wykazał nie tyle co słabość Armii Czerwonej, ale błędne rozkazy wydawane przez Trockiego i jego brak konsekwencji działania. Zauważył, że na tyłach armii było zbyt wiele wywrotowych elementów dezorganizujących i paraliżujących jej działania. Do samego sztabu armii przeniknęło kilku oficerów sprzyjających białogwardzistom. U jednego z pojmanych adiutantów sztabu, bolszewicy znaleźli doskonale rozrysowane pozycje własnych wojsk.
 
Zanim Dzierżyński wrócił do Moskwy, wielokrotnie spotykał się z żołnierzami, przeprowadzał wywiad, aby rozeznać się w sytuacji. Jeden z żołnierzy, P.A Firsow tak wspominał tamte dni: „Jak błyskawica rozniosła się wieść o przyjeździe do Wiatki Feliksa Dzierżyńskiego. Każdemy z żołnierzy batalionu WCzK, a ja byłem jednym z nich, chciał osobiście zobaczyć swojego przewodniczącego. Niespodziewanie, po koszmarnych walkach byliśmy podekscytowani i wystrojeni. Podszedł do nas w prostym, wojskowym szynelu towarzysz Dzierżyński i dodającym zapału głosem zaczął do nas przemawiać o nieuniknionym pogromie wroga. -Aby to osiągnąć -mówił do nas -każdy z was powinien przegrodzić własną piersią drogę białogwardzistom. Nie mogą zhańbić Wiatki swoim najazdem. Wiatka musi należeć do kraju rad. Wiatka przegradza drogę Kołczakowi pyszniącemu się „zbawcą” Rosji. Admirał odgraża się „złamać grzbiet bolszewikom”, ale Armia Czerwona zniszczy tego podnóżka imperialistów. Nie pomoże ani ich oręże, ani modlitwy ich „świetych” ojców [5]!”
 
Po jego wizycie, komitety zaczęly zdecydowanie lepiej współpracować ze sobą widząć wspólny cel. Fabryki ruszyły ze zdwojoną siłą produkując więcej karabinów, chłopi bez żadnego przymusu dostarczyli przeznaczone dla Moskwy i Piotrogrodu 80 ton pudów mąki.
Po powrocie na Łubiankę Dzierżyński został wyznaczony jako przewodniczący obrony Moskwy. Jego praca wymagała olbrzymiego wysiłku. Należało wzmocnić obronę moskiewskich instytucji i jednocześnie kontynuować walkę z kontrrewolucją.
 
Równolegle w Piotrogrodzie do obrony miasta został wyznaczony Grigorij Zinowiew. Podobnie jak w czasie powstania czerwonego terroru, działania Zinowiewa były niecelne, zbyteczne, a cała obrona fatalnie zorganizowana. Dopiero interwencja Lenina, który widząc nieporadność Zinowiewa, wysłał do Piotrogrodu wojska dowodzone przez Stalina. Dopiero one przyczyniły się do odparcia wojsk Judenicza i uchroniły miasto przed przejęciem. Odpór nie był jednak na tyle silny, aby całkowicie rozgromić wojska białogwardzistów.
 
3 grudnia 1918 roku walka na froncie wschodnim, gdzie generał Aleksander Kołczak zajmował coraz większe tereny, wydawała się być przegrana. Przez antybolszewicki Ogólnorosyjski Rząd Tymczasowy Kołczak mianowany został admirałem, a on sam dyktatorem.
 
Część dowódców Armii Czerwonej mająca swe korzenie w carskiej armii nie była lojalna wobec Trockiego. Kilku z nich zdradzało plany armii lub dezorganizaowali frontową aprowizację. W takich okolicznościach Dzierżyński pociągnął do odpowiedzialności naczelnika Oddziału Specjalnego II Armii, Stogova, za dezorganizację ewakuacji armii.
Stolicę coraz częściej paraliżowały najazdy bandytów, którzy w kilka samochodów pojawiali się w wybranych rejonach Moskwy, rabowali, napadali, strzelali, często zabijajac milicjantów biegnących obywatelom na pomoc i tak samo nagle, jak przyjeżdżali, uciekali w nieznane.
 
W odpowiedzi powołano specjalny zespół pod kierownictwem czekisty F.J. Martynowa, który opracował metody walki i zwrócił się z apelem do społeczeństwa o pomoc i współdziałanie. Równolegle ogłoszono stan wojenny na terenie Moskwy i zaostrzenie kar, według których winni grabieży i wszelkiej przemocy schwytani na miejscu zbrodni będą natychmiast rozstrzelani.
 
W ramach operacji przeciewko bandytyzmowi, rozpoczęto intensywne działania. W dość krótkim czasie odkryto miejsce pobytu jednego z przywódców band- Filipowa, który ukrywał się w jednej z zapomnianych przez świat wiosek. Znaleziony tam przez WCzK próbował bezskutecznie uciec. Rozgromiono szajkę Seleznieva aresztując członków jego gangu. Sam Selezniev zdołał uciec, ale kilka dni później trafił w ręce WCzK na jednym z dworców kolejowych Moskwy, z którego próbował uciec do Niżnego Nowogrodu. W zasadzkę wpadł kolejni bandyci- Emelianov i Koszelkov. Pierwszy z nich został podczas strzelaniny zabity, drugi postrzelony. Po przewiezieniu do szpitala nie odzyskał świadomości i zmarł. Aresztowano i rozstrzelano wielu bandytów, m.in. Volkowa mającego na koncie wiele napadów z bronią w ręku, sześciokrotnego recydywisty Michaiłowa oraz Aleksjejewa i Lazarewa.
 
3 stycznia 1919 roku Dzierżyński zlecił przegląd wojsk Armii Czerwonej i sytuacji na froncie. Dwa dni później sam przeprowadził wiele rozmów z żołnierzami Trzeciej Armii stacjonującej w okolicach Wiatki, mobilizował do walki i czujności przed szeptami wroga nawołującymi do przejścia na jego stronę. Natychmiast wysłano na front działaczy partyjnych, usunięto niezdarnych dowódców, znacznie polepszono zaopatrzenie wysyłając olbrzymie transporty mięsa na front wiacki. Stworzono jednostki wywiadu i kontrwywiadu na potrzeby wojska.
 
Do Wiatki, o którą trwały zacięte boje, Dzierżyński wysłał batalion wojsk WCzK. Przed wyjazdem wygłosił do nich przemówienie, o którym opowiadał Firsow: „…Pewnego razu, po alarmie bojowym, batalion nasz został wezwany na plac. Przed nami zjawił się człowiek w żołnierskim szarym szynelu bez paska. Był to F. Dzierżyński. Zwrócił się do czerwonoarmistów z krótkim przemówieniem, ale każde słowo jego pełne było głębokiej treści, pobudzało do czynu, wzywało do walki…[6]”.
 
30 marca 1919 roku plenum KC RKP(b) po dysuksji na temat rozszerzenia praw WCzK w związku z sytuacja wojenną, mianowano Feliksa Dzierżyńskiego Komisarzem Spraw Wewnętrznych. Do jego obowiązków należało zarządzanie i kontrola służb milicji, kontrola śledztw kryminalnych, gdyż zaistniała konieczność skuteczniejszej obrony przez panoszącym się bandytyzmem, której przykładem, kilka miesięcy wcześniej była sprawa kradzieży samochodu Lenina.
 
Pewnego dnia Dzierżyński został wyrwany z jego codziennych zajęć. Zamieszanie jakie towarzyszyło wydarzeniu jakie nastąpiło zmroziło krew w żyłach najbliższych współpracowników Lenina za wyjątkiem jego samego. Pod koniec 1918 roku zachorowała Nadieżda Krupska. Aby umożliwić jej lepsze warunki powrotu do zdrowia, przewieziono ją do zanurzonej w lasach podmoskiewskiej wsi Sokoloniki, gdzie będąc pod stałą opieką lekarską spędzała czas. Lenin każdego dnia odwiedzał ją jeżdżąc z siostrą Marią Iljiczną oraz pracownikiem ochrony.
 
Podczas jednego z takich wyjazdów jakiś samochód zajechał im drogę. Myśląc, że to zwykła kontrola, Lenin wsiadł z samochodu i chciał się wylegitymować. Jak się po chwili okazało, nie była to kontrola, ale bandycka napaść. Opryszkowie nie byli zainteresowani dokumentami Włodzimierza Iljicza, bardziej jego samochodem. Kazali wysiąść jego współpasażerom, a sami ruszyli skradzionym autem przed siebie.
        
Poszukiwania śladów auta nic nie dały. Miejsce zdarzenia było odludne, nie było więc żadnych świadków. Natychmiast powiadomiono Dzierżyńskiego, a ten postawił na nogi całą okoliczną milicję i Czekę. W całym rejonie poinformowano patrole, aby zwróciły uwagę na charakterystyczne szczegóły samochodu Lenina. Już wieczorem zauważono auto pędzące ulicami miasta w pobliżu świątyni Chrystusa. Wszelkie próby zatrzymania go spełzły na niczym. Podczas wymiany ognia z bandytami zginął jeden milicjant, a dwóch czerwonoarmistów zraniono. Za uciekającym samochodem ruszył pościg. Bandyci porzucili auto w pobliżu Mostu Krymskiego i w dalszą drogę ruszyli przez skutą lodem rzekę.
        
Dzierżyński zarządził sprawdzenie dosłownie wszystkich drobnych rzezimieszków w mieście, rozpoczęła się obława. Podczas przesłuchań, niektórzy mieli informacje o skradzionym samochodzie, jednak wciąż nie wiedzieli, dlaczego tak żywiołowo cały aparat bezpieczeństwa go szuka. W ciągu dalszych przesłuchań, jeden z aresztantów przyznał, że wie coś więcej o wydarzeniu wskazując znanego organom milicji recydywistę Korolkowa [7]. Nie czekając długo rozpoczęto poszukiwania bandyty. Gdy go odnaleziono wywiązała się strzelanina. Korolkow poddał się dopiero po tym, jak wystrzelił cały magazynek.
 
Na wiosnę 1919 roku podczas ponownego ataku białej gwardii na Moskwę z opresji obrony i ewakuacji miasta wybawił Zinowiewa Trocki. Jak pisał we wspomnieniach: „W Piotrogrodzie zastałem wielkie zamieszanie. Wszystko było w rozsypce. Wojska się cofały, rozpraszając się na grupki. Kadra dowódcza oglądała się na komunistów, komuniści- na Zinowiewa. Powodem zamieszania był Zinowiew. Swierdłow powiedział mi: Zinowjew- to uosobienie paniki”. A muszę powiedzieć, że Świerdłow znał się na ludziach [8]”. Od czasu kiedy stery dowodzenia przejął Trocki, panowie stali się zaciętymi wrogami, zaś człowiek, który znał się na ludziach w marcu 1919 roku zmarł na gruźlicę po zapaleniu płuc. Na jego cześć Jekaterynburg, miasto, w którym doszło do rozstrzelania rodziny carskiej nazwano Swierdłowskiem.
 
Z niepojęta zaciekłością broniono Piotrogrodu przed wojskami Judenicza. Panika pożerała odwagę cofających się pod naporem białogwardzistów robotników, jednak kiedy już nie mieli nic do stracenia, zmobilizowali się ten ostatni raz i z całą siła przeszli do ofensywy. Nie chciano dopuścić do walk w mieście, gdzie szanse na zwycięstwo byłyby zdecydowanie większe, trzeba było bronić miasta na jego peryferiach 10 kilometrów od jego granic. Straty były olbrzymie. Armia Judenicza była zdecydowanie lepiej uzbrojona, na jej rozkazy wzbijało się w niebo lotnictwo, żołnierze wyposażeni w nowe, angielskie karabiny mieli zdecydowanie wększą siłę rażenia, jednak to nie przeważyło nad losami Piotrogrodu.
 
Sam sztab białogradzistów notował o „bohaterskim szaleństwie [9]” czerwonych i właśnie to „szaleństwo” przeważyło szalę zwycięstwa. Sam Lenin nie spodziewał się takiego obrotu sprawy będąc gotowym oddać Piotrogród. Niemożliwe stało się faktem.
 
Pierwsze sukcesy militarne przypadły na kwiecień 1919 roku. Wojska Denikina dotarły już do Orla, prawie 400 kilometrów od Moskwy, jednak w walce z Armią Czerwoną zostały rozgromione i musiały ewakuować się z całej Ukrainy aż do Krymu. Zagarnięte przez Armię Czerwona natychmiast obsadzano bolszewicką administracją Komitetów Wojskowo Rewolucyjnych, zabezpieczano tyły. Białogwardyjskie wojska generałów Kołczaka i Denikina zostały w październiku ostatecznie rozgromione. Do sukcesu przyczyniła się Czeka aresztując w Piotrogrodzie członków organizacji współpracującej z generałami białogwardyjskiego wojska, która dostarczała mu informacje, a finansowana była przez państwa zachodnie.
 
9 kwietnia Feliks Dzierżyński wydał odezwę do całego narodu radzieckiego w 71 numerze Izwiestii, w której ogłosił: „Wobec odkrycia spisku, który postawił sobie za cel wezwanie do zbrojnego powstania przeciwko włądzy radzieckiej przy pomocy pożarów, wysadzania i psucia kolei, Ogólnorosyjska Komisja Nadzwyczajna uprzedza (podkreślenie Z.F.), że wszelkiego rodzaju wystąpienia i wezwania będą karane z całą bezwględnością.
W imię uratowania Moskwy i Piotrogrodu od głodu, w imię uratowania setek i tysięcy niewinnych ofiar Ogólnorosyjska Komisja Nadzwyczaja będzie zmuszona zastosować najsurowsze kary przeciwko wszystkim, którzy będą uczestnikami wysąpień białogwardyjskich i prób zbrojnego powstania [10]”.
 
W tym też czasie w ręce WCzK wpadł syn carskiego generała Szidłowskiego dzięki misternie utkanej powokacji i zaskakującemu teatrowi podchodów. Dyskretnie obserwowany syn generała wiózł ze sobą szpiegowskie informacje do generała Judenicza. Czekiści podający się za przedstawicieli sztabu Judenicza swoja wiarygodnością upewnili kuriera, że faktycznie rozmawia między innymi z porucznikiem wojsk białego generała. Bez oporów opowiedział o działaniach szpiegowskich i ludziach biorących w nich udział, po czym zdjął but, oderwał podeszwę i wyjął kartkę z informacjami o stanie bolszewickiej obrony Piotrogrodu i jego słabych miejscach. Nie długo potem wszyscy aktywni uczestnicy misji szpiegowskiej zostali aresztowani, a wśród nich byli carscy generałowie i kadydaci na ministrów przyszłego rządu białogwardyjskiego. Odkrto również siatkę powiązań z angielskimi i francuskimi szpiegami.
 
Sukcesy militarne czerwonoarmistów wydawały się niepojęte, kiedy warunki w jakich walczyli, przekraczały ludzkie wyobrażenie. Tichon Profimiuk opisywał swoje przeżycia z frontu dońskiego: „Zima była kapryśna. Częste śnieżyce i nagle- trzaskający mróz. Szynele i czapki pokrywały się warstwą lodu, zmuszeni byliśmy do nocowania w stepie, czasami pod stogami słomy. Zmęczeni zasypialiśmy wprost na śniegu.
 
Chleb dostawaliśmy bardzo rzadko i zawsze zamarznięty. Paliliśmy rosyjską machorkę- korzonki skręcone w papierze gazetowym. Białego papieru w ogóle nie było. Dowódcy pisali meldunki na kartach starych ksiąg cerkiewnych. Meldunki takie nie raz zdarzało się wozic do sztabu. Bandaży nie mieliśmy, rannych opatrywano zdjętą z ciała przepocona koszulą. Transportu dla rannych też nie było- odwoziliśmy ich na furmankach chłopskich zaprzęgniętych w byki, ładowaliśmy do wagonów towarowych. Zwano je „tiepłuszkami’, stały w nich bowiem piecyki żelazne, ale palić w piecykach nie było czym. Ani drzewa, ani węgla. Wszystkie szpitale były przepełnione, brak łóżek i pościeli, ludzie leżeli na podłodze, na słomie. W szpitalach zamarzała woda, lekarstw nie mieliśmy, pożywienie marne. Oto w jakich warunkach wojowaliśmy w 1919 roku [11]”.
 
Wielu żołnierzy z braku witamin i pożywienia chorowało na kurzą ślepotę. Zamiast widzieć cokolwiek, przed ich oczami pojawiały się jedynie kolorowe kręgi i mgła. Niewidocznym wrogiem atakującym żołnierzy był tyfus plamisty, dur brzuszny, świerzb ropny malaria, szkorbut i głód.
 
Po zmarłym Korniłowie dowództwo wojsk białogwardzistów przejął generał Anton Denikin organizując rozproszone bandy kozackie. Na czele band mianował oficerów, którzy na swoim koncie mieli najwięcej rzezi. Dokonywały one nieprzewidywalnych nalotów na wsie, gdzie z cała zaciętością polowały na bolszewickich działaczy. Arkadiusz Sakowicz wspominał, ze po zajęciu Kaukazu, Armia Czerwona wykończona walkami musiała ewakuować się na północ.
 
Tymczasem na terenach zajętych przez Denikina trwało regularne ludobójstwo bolszewików i ludzi jedynie podejrzanych o sympatyzowanie z bolszewikami. „Wprowadziły (oddziały białogwardyjskie) system bezkarnego mordowania bez sądu każdej osoby podejrzanej o komunizm. Egzekutorzy tak zwanej „kontrrazwiedki” kierowali się nie tylko względami politycznymi, lecz i rabunkowymi. Zagrabione mienie dzieli miedzy sobą, co było zachętą do aresztowań i morderstw. Różnica była taka, że ludzi wyraźnie politycznych bito, znęcano się nad nimi, a potem dopiero rozstrzeliwano, natomiast mniej zaawansowanych politycznie rozstrzeliwano bez znęcania się, jedynie tylko dla zabrania ich rzeczy osobistych. Ofiary były rozstrzeliwane nago- ubranie zabierali egzekutorzy. Okrucieństwom nie było granic.
 
Co się tyczy rannych i chorych, pozostałych w jessentuckich szpitalach, to usunięto całą załogę lekarską i sanitarną, chorych pozostawiono zamkniętych bez żywności, światła i opału. W ciągu kilku dni powymierali. (…) Żona towarzysza Ge, kobieta nieprzeciętnej urody, kilka tygodni trzymana była w lochach kontrwywiadu, gdzie znęcano się nad nią, została następnie nago powieszona w Kisłowodsku na Kozaczej Górce widocznej w całym mieście. 3-miesięczne dziecko towarzyszki Ge zostało uduszone przez katów kontrwywiadu [12]”.
Denikin, który zwykł „upiększać” ulice zdobytych miast wisielcami, nie wahał się również przed zakopywaniem ludzi żywcem posypując ich niegaszonym wapnem.
 
Okrucieństwa białogwardzistów były spełnieniem życzeń i zapowiedzi dowodzących biała gwardią generałów. Co ciekawe, literatura prawicowa zupełnie pomija te fakty rysując obraz owych przywódców prawie jak przybyłych z niebios archaniołów. Szulgin, zanim przejrzał na oczy tak pisał o swych bohaterach walczących z bolszewikami: „Biali są honorowi do donkiszoterii. Grabież jest dla nich niezbywalną hańbą… Biali zabijają tylko w walce. Biali są rycersko uprzejmi wobec ludności cywilnej…Biali są twardzi jak diament, ale i tak samo czyści. (…) Biali mają Boga w sercu. (…) Oni spoglądają na wroga beznamiętnymi, chłodnymi oczami… i szukają serca… I jeśli trzeba, zabijają go od razu… żeby lżej było jemu i im… Czy to ludzie? To prawie święci [13]”. Srodze się Szulgin pomylił w swojej ocenie zaślepiony antybolszewickim entuzjazmem.
 
Generał Krasnow 10 listopada 1918 roku rozkazał swojemu podwładnemu powiesić wszystkich aresztowanych robotników, którzy mają pozostać na sznurach przez trzy dni. Rozstrzeliwano wszystkich ludzi z bronią w ręku nie będących po stronie białych, w przypadku oporu lub podejrzeń oporu białogwardyjskie procedury nakazywały palenie całych wsi, a w przypadku buntu traktować je ogniem artyleryjskim.
 
Kołczak legalizował w swych rozkazach dopuszczanie się do okrucieństw nie tylko w stosunku do powstańców, ale ludności. 23 marca 1919 roku w punkcie 7 rozkazu napisał: „Dla rozpoznania, łączności, posługiwać się miejscową ludnością, biorąc zakładników. W przypadku nieuczciwych i nieaktualnych wiadomości lub zdrady- zabijać zakładników, a należące do nich domy spalić… Wszystkich zdolnych do walki mężczyzn zabierać do jakiegoś większego budynku, trzymać pod strażą i ochroną na czas noclegu, a w przypadku sprzeniewierzenia się, zdrady- bezlitosna rozprawa [14]”.
 
Jakby do kogoś nie dotarło, jest to jawne wysługiwanie i zmuszanie niewinnych ludźmi do uczestniczenia w wojennych rozgrywkach. Nie ma się co łudzić, czemu wydany został taki rozkaz. Był to pretekst do eksterminacji i siania terroru. Zatem pierwszy raz w historii zaczęto karać śmiercią nie za popełniony czyn, ale za podejrzenie, z resztą nieudowodnione, dokonania zabronionego czynu.
 
O ile wiadomo o mordach na lokalnych przywódcach bolszewickich, tak o rzezi ludności cywilnej nie pozostało wiele notatek. Cytowany przez Witkowicza Galin pisał: „Jeszcze przed czerwonym terrorem, ofiarami „białego” stało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ale tych ofiar prawie nikt nie liczył, bo przecież z punkt „socjalnego rasizmu” nie uważano ich za ludzi. (…) Oni (kołczakowcy) nie stosowali powszechnie przyjętych prawnych norm i obyczajów wobec bolszewików i tak samo wobec całej ludności znajdującej się pod władzą rad, szczególnie „niższych” pracujących warstw. Zabić czy zamęczyć bolszewika nie było grzechem [15]”.
 
Nie było zatem grzechem spalić ludzi żywcem lub żywcem zakopać. W iście naukowy sposób białogwardziści odnajdywali wśród jeńców robotników po opiłkach metalu na dłoniach. Brak opiłków nie gwarantował ocalenia życia, białogwardyjskie kule zabijały wszystkich, którzy nie byli po ich stronie.
 
507 osób zostało zamordowanych przez Korniłowa w Leżance nad Donem jako kara za stratę trzech żołnierzy. W Stanicy Płatowskiej kozacy i białogwardziści wymordowali 365 osób łącznie z dziećmi i starcami. W Ileku dokonano egzekucji 400 ludzi, w Orenburgu 130, na Uralu we wsi Aleksandrow-Gaj pogrzebano żywcem 675 osób, 700 osób zamordowanych w Troicku, w Charkowie rozstrzelano 600 bolszewików, w Borisoglebsku z rozkazu Krasnowa zlikwidowano 500 robotników i jeńców. W Samarze 300 osób zostało rozstrzelanych w dwa dni po zajęciu miasta, w Syzraniu 200, w Symbirsku 400, w Korotkowie 306, w Omsku 1500, w Majkopie 2500 zamordowanych. Naoczny świadek wydarzeń, Smidowicz pisał: „masowe egzekucje (…) wszystkich, kogo podejrzewano o popieranie władzy radzieckiej, przeprowadzono bez sądu- i trupy całymi dniami leżały na ulicach [16]”.
 
Egzekucje na tak masową skalę musiały być przeprowadzane szybko. Świadek zdarzeń G.J. Willem zawarł wstrząsający opis jednej z egzekucji: „Najpierw zastraszyli marynarzy (…) popędzili ich na molo, kazali wykopać dla siebie rów, a potem poprowadzą do skraju i pojedynczo z rewolwerów. A potem zaraz do rowu. Uwierzcie, że ruszali się w tym rowie jak raki, dopóki ich nie zasypali. Nawet i później na tym miejscu cała ziemia się ruszała: nie dobijali dlatego, że inni już się nie odważyli [17]”.
 
W wielu miejscach biali rozprawiali się z przeciwnikami spływając po rzekach tratwy z powieszonymi na szubienicach ludźmi. Częstym rozrachunkiem z bolszewikami było załadowywanie setek ludzi do baraków na barkach i podpalanie ich. Eksterminacja ludności, której nawet nie udowodniono bolszewickiej działalności w nieszczęsnych rejonach pojawienia się białogwardyjskich oprawców sięgała zenitu. By oszczędzać kule, siekano ludzi szablami, dźgano bagnetami, rozłupywano czaszki.
 
Urządzano także marsze śmierci, o których wspomina generał Piotr Wrangel, jeden z krwawych pobratymców zbrodniarzy takich jak Denikin, Kołczak czy Krasnow, podczas których pędzono ludzi bez żywności, lekarstw i zimowej odzieży aż do wyczerpania. Odmianą marszy śmierci były pociągi śmierci, gdzie do wagonów ładowano jeńców i wieziono ich na wschód przez wiele tygodni nie dając żadnego pożywienia czy wody do picia. Zimą na każdej stacji wyrzucano zlodowaciałe trupy i jechano dalej, a jeśli zdarzyło się, że jacyś jeńcy dotarli do końca podróży, wieziono ich na zachód. Jeszcze życia, wielu nieszczęśników zżerały robaki.
 
W Chabarowsku po zdobyciu miasta, biali rozstrzelali 23 bolszewików, jednakże dlaczego rozstrzelali również 16 byłych jeńców wojennych wojsk austro-węgierskich będących członkami orkiestry, tego zapewne nie wiedzą sami biali. Przemoc, jaką rozpędzili kontrrewolucjoniści nie miała w sobie wykładni sprawiedliwości czy też uwarunkowania militarnego. Była to w większość przypadków chaotyczna, nieprzemyślana, nieuzasadniona, krwawa zbrodnia godna neandertalczyków pozbawionych jakichkolwiek zasad. Była niszczeniem dla samego zniszczenia, pozostawiając za sobą obraz ruin i cierpienia.
 
Również kozakom dopisywała mordercza fantazja. Jeden z angielskich dziennikarzy  opisywał relację roztrzęsionego chłopca, jak „Kozacy rzucali dzieci do studni, kobiety gwałcono, a mężczyzn wieszano po kilku na jednym drzewie i drzewo wyglądało jak jabłoń, ale obwieszone trupami zamiast jabłek [18]”. Jeden z denikinowców, opisywał spalenie żywcem dwóch bolszewików, których obłożono snopkami i polano benzyną. Po drogach, po których kroczyli generałowie, nie obcy był widok zwłok posiekanych szablami, z wydłubanymi oczami i kobiet z obciętymi piersiami. Wielu nieszczęśników miało na ciele wycięte krzyże. Niebawem okaże się, że kotły lokomotyw przydają się nie tylko do rozruszania ciężkiego pociągu, ale również do spalania ludzi, często żywcem.
 
Terror kontrrewolucji obejmował całe terytorium byłego imperium i charakteryzował się identyczną swobodą urządzania masakr, niezależnie czy na stepach Donu, w mroźnych okowach Syberii czy w pobliskiej Ukrainie. Przy okazji dokonywano krwawych rozliczeń mając przyzwolenie białogwardyjskich okupantów między zwaśnionymi plemionami, dochodziło do niezliczonych pogromów mniejszości narodowościowych i etnicznych. Przeciwko terrorowi białych występowali licznie chłopi. Powstania te były zawsze krwawo tłumione przez kołczakowców znacząc ich marsz nieskończonym welonem zastygłej w ziemi krwi.
 
Wspomniany już Szulgin resztką wyniosłej przyzwoitości po kilku miesiącach przyznał: „Biały ruch zaczynał się nieomal ze świętymi, a kończyli go nieomal rozbójnicy (…) Czerwoni zaczynając prawie jak rozbójnicy, od pewnego czasu zbliżają się do świętości [19]”. Być może przyczyniło się wydarzenie, którego był świadkiem, kiedy pojmanego bolszewickiego komisarza rycerze kontrrewolucji powiesili za obie ręce do krokwi w chacie, a pod nim rozpalono ognisko i… pieczono. Czasem wydaje się, że trwałą wojna nie o władzę, ale chory wyścig na bestialstwo. W tej konkurencji prym wiedli chłopscy partyzanci pozbawieni już całkowicie ludzkiej refleksji. Swoje ofiary okaleczali odcinając uszy, nosy, wydłubując oczy. Zakopywali też ludzi pozostawiając głowę na powierzchni, piłowano ludzi żywcem, rozbijano czaszki, ucinano lub miażdżono młotkiem mężczyznom genitalia. Żołnierze nad wyraz chętnie pozowali do zdjęć z odciętymi głowami ofiar bolszewików.
 
Oczywiście akty bestialstwa równie dobrze można znaleźć po drugiej stronie barykady, bowiem ani Armia Czerwona, ani WCzK nie była od nich wolna, jednakże należy przyjrzeć się temu problemowi znacznie szerzej. Wydaje się niezrozumiałe doszukiwanie się przyczyn eskalacji przemocy sięgając do historii. Owszem, reżim carski był zwyrodniały i dopuszczał się wielu zabójstw w imieniu ówczesnego, często uzależnionego od korupcji prawa.
 
Sposób rozwiązywania niepokojów społecznych nie budził nadmiernych rozważań rządzących wysyłając w bezbronne tłumy uzbrojonych żołnierzy dokonujących masakr dziesiątków i setek buntujących się przeciwko bezprawiu i nędzy ludzi. Setki wyroków śmierci, zesłania, katorgi i wyroki administracyjne w rzeczy samej dające możliwość nieograniczonej społecznej represji, a także szczególnie formy odwetu i ucisku na mniejszościach narodowych, w tym polskich mające na celu wyniszczenie kultury, dorobku i majątku narodowego nie stawiały carat na czele demokratycznych i sprawiedliwych rządów.
 
Z taką formą tyranii rząd bolszewicki walczył i po, praktycznie, pokojowym przejęciu władzy z woli narodu, takiej formie się przeciwstawiał. Formując wszelkiego typu oddziały zbrojne czy to czerwoną gwardie, Armię Czerwoną czy WCzK ściśle ustalał zasady, regulacje i granice w jakich dana formacja ma prawo się poruszać jednocześnie surowo karał za naruszenie tych wytycznych. Podobnie podchodził do systemu kar i represji społecznych sankcjonując je według ściśle określonych zasad przy okazji, co należy przypomnieć, kara miała mieć funkcję wychowawczą, a nie represyjną.
 
Takich wyznaczonych granic samozwańcze rządy ani wojska nie miały. Wspomagani burżuazyjną propagandową nagonką, zalewem uzbrojenia z państw Ententy i błogosławieństwem kościoła katolickiego, ich celem było zniszczenie kraju, wykoszenie w pień bolszewików i zaprowadzenie zamordystycznej tyranii monarchicznej. Sam Denikin przyznał, że biały terror był silniejszy od czerwonego. Dzierżyński i Lenin wyjątkowo zgadzali się z Denikinem w tej kwestii wyrażając swoja opinie: „…czerwonego terroru nie można porównać nawet w najmniejszym stopniu z białym terrorem, kiedy wieszano robotników tysiącami, wieszano tylko dlatego, że byli robotnikami [20]”.
 
Amerykański dziennikarz Albert Rhys Williams pisał w odniesieniu do kadetów, junkrów, byłych oficerów carskich pojmanych wcześniej przez czerwonogwardzistów i wypuszczonych na wolność w zamian za przyrzeczenie, że nie będą działac przeciwko nowej władzy: „Tysiące tych, których władza radziecka miłosiernie wypuściła na wolność przeszli potem na strone białej armii zabijając bez litości i współczucia tych, którzy darowali im życie [21]”.
 
Nie było też w białogwardyjskiej armii przypadku, który występował u czerwonych, że jakikolwiek żołnierz poniósł odpowiedzialność za zachowanie wbrew regulaminowi. Nie mógł ponieść konsekwencji, ponieważ takiego regulaminu nie było. Naczelnik Kraju Uralskiego, kołczakowiec Postnikow pisał: „Rozprawa bez sądu, chłosta nawet kobiet, śmierć aresztowanych „podczas ucieczki’, aresztowania za donosami, przekazywanie spraw cywilnych władzom wojskowym, dochodzenia na podstawie intryg i donosów… Nie znam ani jednego wypadku pociągnięcia do odpowiedzialności karnej wojskowego winnego nadużyć [22]”.
 
W okresie najbardziej zaciętych walk 1918-1919 siła białego terroru była zdecydowanie większa jednak już od jesieni 1919 roku sytuacja zaczęła się zmieniać. Wobec słabnącego żaru białego terroru, rozpalał się terror czerwony skutecznie wypierając kontrrewolucjonistów z terytorium kraju. System, jaki stworzył Dzierżyński praktycznie z niczego, po dwóch latach okupionych wieloma stratami na polach bitew, zaczął funkcjonować znacznie sprawniej.
 
Nie bez znaczenia jest również poparcie społeczne czerwonego terroru. Wyniszczone, zagrabione, wymordowane wsie i miasta, w których krwią zaznaczyli swoją obecność białogwardziści automatycznie sprawiał wzrost popularności bolszewików, jako jedynych, którzy są w stanie przeciwstawić się terrorowi panów na białych koniach.
 
Znamienne jest również to, jak szybko rosła Armia Czerwona w porównaniu z armiami białogwardzistów. Gdy jesienią 1919 roku Kołczak ogłosił mobilizację ochotników, z zakładanych 30 tysięcy zgłosiło 200 osób, natomiast gdy na tym samym terenie guberni czelabińskiej po wkroczeniu Armii Czerwonej, ochotników do służby zgłosiło się 24 tysiące. Faktyczne poparcie społeczne białogwardzistów można oszacować na poziomie 7%, wyższa ocena byłaby już myśleniem życzeniowym.
 
W porównaniu białego i czerwonego terroru nie sposób nie zauważyć być może najważniejszej kwestii. Otóż czerwony terror był środkiem do obrony zdobyczy rewolucji, która zaprowadziła zdecydowanie szerszą sprawiedliwość społeczną, dawała ulgę uciemiężonym, wyzyskiwanym i upadlanym rozległym warstwom nie tylko robotniczym i chłopskim, ale również inteligenckim. Rewolucja ta kształtowała nowy kierunek rozwoju ludzkości niszcząc szalone dysproporcje majątkowe, podziały narodowe, bezrobocie, podziały dając wszystkim takie same szanse i możliwości awansu społecznego. O ile czerwony terror miał na celu utrzymanie tych zdobyczy i progres cywilizacyjny, tak biały był regresem cywilizacyjnym do czasów feudalizmu. Dzierżyński w ten sposób wypowiadał się w tej kwestii: Czerwony terror „był wyrazem niezłomnej woli biedniejszej części chłopstwa i robotników, by zniszczyć wszelkie próby bunty przeciwko nim [23]”.
 
Zupełnie inne było również postępowanie bolszewików wobec jeńców. Lenin twierdził, że walka za pomocą terroru bez wychowania ludzi i organizacji nie ma sensu. O ile z zacietrzewionymi wrogami należy się bezlitośnie rozprawiać, należy wcześniej nauczyć się oddzielać, podobnie jak podczas aresztowania anarchistów w Moskwie, ludzi zawieruszonych w wojennym zgiełku od prawdziwych wrogów.
 
Podczas inspekcji obozów Dzierżyński zwykł przemawiać do jeńców. Siemion Arałow opisuje jedną z takich mów, kiedy Dzierżyński w przetartej bluzie, w butach z cholewami, wysoki, chudy, ze zmęczoną twarzą „mówił o tym, ze olbrzymia większość obecnych została wciągnięta do spisku przez prowodyrów wrogów rewolucji rosyjskiej. Przypomniał słuchaczom, czego uczyli oficerów w szkołach junkrów i kadeckich korpusach, jak wychowano ich w nienawiści do robotników, chłopów, biedoty, studentów i mniejszości narodowych.
 
Wpajano im, by uważali ich za wrogów, których należy rozstrzeliwać i zapędzać do więzień tylko za to, że żądają wolności, ziemi, oświaty, tylko za to, że występują przeciwko bestiom-obszarnikom, carowi, panom życia i śmierci. (…) Spójrzcie za siebie, kto tutaj tak wrzeszczy- czy nie są to arystokraci i wypielęgnowani bogacze, którzy nigdy nie siedzieli w mokrych okopach? Czy to nie ci, którzy w imię cara i obszarników wieszali i mordowali ludność?
Odpowiem wam: tych, którzy występują przeciwko narodowi, którzy ponownie chcą wsadzić obszarników na kark chłopów, którzy są za wyzyskiem człowieka przez człowieka- tych my rozstrzeliwujemy. I to jest prawda. (…) Kto chce uczciwie pracować, kto kocha naród i Rosję i kto pójdzie razem z władzą radziecką, tym rząd robotniczo- chłopski proponuje służbę w szeregach Armii Czerwonej- na froncie, na tyłach, w szkołach wojskowych i w
instytucjach, zgodnie ze swą specjalnością. Stworzymy wam również warunki do nauki. Ale wrogów i intrygantów, którzy służą obcym interwentom, zbierzemy razem i porozmawiamy z nimi inaczej[24]”.
 
W ten sposób, rosła Armia Czerwona, nie tylko ze zwykłych, oddanych żołnierzy, ale również zyskiwała byłych carskich generałów i dowódców, którzy zrozumieli potrzebę zmiany świata, ludzi wrażliwych na niedolę, poniewierkę, głód, pragnących sprawiedliwości i lepszego życia. Takiej alternatywy żaden z białych generałów nie zaproponował czerwonym jeńcom skazując ich natychmiast na śmierć.
 
Wobec coraz częściej pojawiających się organizacji spiskowych białogwardzistów, morderczych, i bestialskich pogromów białogwardzistów, 12 lipca 1919 roku Dzierżyński wydał Odezwę Ogólnorosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do walki z kontrrewolucją, w której przedstawił stan bezpieczeństwa narodowego wykazując, że armia białogwardyjska w obliczu nikłych szans na zwycięstwo, przechodzi do natarcia dezorganizując obronę zaplecza. Tym samym zwiększała się ilość spraw, w której istotne miało znaczenie wykorzystywanie robotników i chłopów do spisków, zdrady, wiarołomstwa i szpiegostwa.
 
Ostrzegał, że: „Nie będzie litości dla tych, którym udowodniony zostanie współudział w białogwardyjskich spiskach i organizacjach”. Jednocześnie, podobnie jak podczas odbicia Moskwy spod panowania anarchistów, dał szansę na zastanowienie się nad swoim postępowaniem: ”… Ogólnorosyjska Komisja Nadzwyczajna ostrzega niniejszym po raz ostatni tych wszystkich, którzy przez własną nieostrożność lub łatwowierność zostali wciągnięci do organizacji białogwardyjskich. Ogólnorosyjska Komisja Nadzwyczajna wzywa te osoby, by zgłosiły się w ciągu tygodnia, i gwarantuje, iż nie spotka ich najmniejsza kara, jeśli stawią się same i wyrażą skruchę. Po upływie tego terminu nawet najluźniejsze stosunki i kontakty z uczestnikami białogwardyjskich organizacji pociągnie za sobą nieuchronnie najwyższy wymiar kary- rozstrzelanie oskarżonych, konfiskatę ich majątku oraz osadzenie w obozie dorosłych członków rodzin [25]”.
 
Generał Kołczak wpierw został zatrzymany przez rząd eserowsko Policentr w Irkucku, a następnie został przechwycony przez bolszewików i rozstrzelany na początku lutego. Do przekazania generała przyczynił się korpus czechosłowacki, którego część przeszła na stronę bolszewików. Prawicowy eser Rakow, tak opisywał krwawe dokonania tego zbrodniarza: „Zabitych… było nieskończenie wielu, w każdym razie nie mniej niż 2500 ludzi. Całe wozy trupów przejeżdżały po mieście, jak wozi się zimą baranie czy świńskie tusze. (…) Samo zabijanie przedstawiało sobą obraz tak dziki i straszny, że nawet ludziom, którzy widzieli nie mało okropności i w przeszłości, i w teraźniejszości, trudno o tym mówić.
 
Nieszczęśników rozebrano, pozostawiając w jednej tylko bieliźnie: mordercom najwyraźniej, potrzebne były ich ubrania. Zabijano wszystkimi rodzajami broni, z wyjątkiem artylerii. Bito kolbami, kłuto bagnetami, rąbano szablami, strzelano do nich z karabinów i rewolwerów. Przy rozprawie byli obecni nie tylko wykonawcy, ale i świadkowie. Na oczach tych obserwatorów N. Fominowi zadano 13 ran, z których tylko dwie z broni palnej. Jemu, jeszcze żywemu, starano się odrąbać ręce szablami, ale szable zapewne były tępe[26]”. Podczas zasłużonej egzekucji Kołczaka nikt tępą szablą go nie ćwiartował. Został rozstrzelany.
 
Wobec szalejącej propagandy skierowanej przeciwko WCzK pełnej oszczerstw, drwin i kłamstw Lenin mówił spokojnie: „Panowie kapitaliści, rosyjscy i zagraniczni! Wiemy dobrze, wiemy dobrze, że wy tej instytucji nie pokochacie. Jakżeby inaczej! Kiedy skakaliście nam do gardła, kiedy napadaliście na nas ze wszystkich stron, kiedy organizowaliście w naszym kraju spiski i nie cofaliście się przed żadna zbrodnią, aby udaremnić naszą pokojową pracę, instytucja ta umiała- jak nikt inny- stawić czoło waszym intrygom i knowaniom. Naszą jedyna odpowiedzią może być tylko druzgocząca odpowiedź instytucji, która by znała każdy krok spiskowca i umiała nie perswadować, lecz niezwłocznie karać. Dopóki będą istnieli na świecie wyzyskiwacze, którzy nie okazują chęci podania robotnikom i chłopom na półmisku swych praw obszarników, swych praw kapitalistów- dopóty władza ludu pracującego nie będzie mogła bez takiej instytucji istnieć [27]”.


[1] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 64
[2] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 158
[3] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 212
[4] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 547
[5] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 147, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 06.04.2014r.)
[6] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s.
[7] W. Szentalinski w książce Tajemnice Łubianki podaje nazwisko Jakov Koszelkow oraz nazwiska jego wspólników, co nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Inna jest również wersja odnalezienia auta i ujęcia bandyty, która zakrawa na nieprawdopodobną. Odnaleziono w toku śledztwa wspólników Koszelkowa oraz jego narzeczoną. Rozzuchwalony bandyta podając się za Petersa dokonał wielu zabójstw. Najciekawsze z tej opowieści jest to, że po śmiertelnym zranieniu Koszelkowa, czekista, który do niego podszedł powiedział: „-Koszelkow dosyć! Możesz uważać się za trupa!”
[8] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T.1, Bellona, Warszawa 1990, s. 116
[9] L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 479
[10] F. Dzierżyński, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, 342
[11] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 440
[12] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 629
[13] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 318
[14] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 232
[15] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 326
[16] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 329
[17] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 330
[18] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 367
[19] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 319
[20] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 378
[21] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s.161,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[22] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 378
[23] V.A. Klimenko, Walka z kontrrewolucja w Moskiwe 1917-1920, Wydawnictwo Nauka, Moskwa 1978, s.9, http://fdzerzhinsky.narod.ru/1biblioteka.htm
[24] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 245
[25] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 233
[26] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 334
[27] W.I. Lenin, Dzieła, t.33, Warszawa 1957, s. 175
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.