Taniec życia i śmierci

Rozdział XLV
 
Każdy dzień Feliksa był dniem walki. Jego życie osobiste zeszło na daleki plan. Gdzieś daleko w czeluściach pamięci pojawiał się obraz Sabiny, która z pewnością obserwowała wydarzenia dziejące się w Rosji. Często myślał o Aldonie i jej dzieciach, ale przede wszystkim tęsknił za swoim synem, którego tak dawno nie widział. Był przemęczony. W maju pisał do Zofii: „Jestem w ogniu walki- życie żołnierza, który nie ma wypoczynku, bo musi ratować nasz dom. Nie ma czasu myśleć o swoich i o sobie. Praca i walka straszna. Lecz serce me w tej walce pozostało żywe, to samo co dawniej. Cały czas- to jeden nieprzerwany czyn, by dotrzymać placu do końca… Otaczający nas pierścień wrogów opasuje nas coraz mocniej, coraz bliżej serca… Z każdym dniem trzeba chwytać się coraz straszniejszej broni. Dziś głód prawdziwy i zajrzał już w oczy i wyrósł wróg najstraszniejszy. Żeby dostać chleb, trzeba go zabrać tym, którzy go mają i dać tym, u których go nie ma. Wojna domowa rozpaliła się do niebywałych rozmiarów. Wysunięto mnie na posterunek w pierwszej linii i wola moja- walczyć i patrzyć otwartymi oczyma na całą grozę położenia i samemu być strasznym, by jak pies wierny rozszarpać złodzieja.
 
Fizycznie jestem zmęczony, lecz nerwami żyję i nie czuje przygnębienia. Nie wychodzę prawie wcale z lokalu swego, tu pracuję, w kącie za parawanem mam łóżko. Mieszkam w Moskwie od kilku miesięcy. Mój adres: W. Łubianka 11. Może znajdziesz okazję , przesłać mi o sobie i Jaśku wiadomości? Niepokój mnie ogarnia, gdy myślę, co z nim, że tak dawno nic nie wiem ani pośrednio, ani bezpośrednio [1]”.
 
Późnym latem, 28 sierpnia1918 roku wysłał kolejny list do swoich najbliższych: „Zosiu moja kochana i Janeczku mój miły! W wiecznej gorączce nie mogę dziś skupić się, analizować, odpowiadać. Jesteśmy żołnierzami na posterunku. I żyje tym, co mam przed sobą- wymaga bowiem całej uwagi i baczności, by zwyciężyć. Jest wola do zwycięstwa i pomimo, że strasznie rzadko można uśmiech dojrzeć na mej twarzy- jestem pewien zwycięstwa tej myśli i ruchu- w trybie, których jestem. To daje siły. A tutaj- taniec życia i śmierci. Chwila naprawdę walki krwawej, wysiłków tytanicznych…[2]”.
 
Przez ostatnie miesiące nastąpiły poważne zmiany w WCzK. Od lutego 1918 roku utworzono 365 terenowych komisji. W związku z buntem Murawjowa i opuszczeniu wojsk z Symbirska i Kazania, zadecydowano utworzyć organy CzK w armii. Na obszerną korespondencję nie było czasu, poza tym istniała obawa, że zostanie ona przejęta przez wrogów. Pocztą dyplomatyczną Feliks zdążył wysłać 250 rubli i krótki list do Zofii o treści: „Daruj, że nie piszę, duszą z Wami, a czasu brak – wciąż jak żołnierz w boju, może ostatnim. Całuję Was. Twój F.D.”. Tydzień później dodał jeszcze kilka słów: „W wiecznej gorączce nie mogę dziś skupic się, analizować i opowiadać. Jesteśmy żołnierzami na posterunku. I żyje tym, co mam przed sobą, wymaga to bowiem całej uwagi i czujności, by zwyciężyć. Jest wola zwycięstwa i pomimo że strasznie rzadko można ujrzeć uśmiech na mej twarzy – jestem pewien zwycięstwa tej myśli i ruchu, w którego trybach jestem. To daje siły… Myśle o Was, chciałbym by przyjazd Wasz nie nastąpił w chwili najwyższego spotęgowania walki [3]”. W jak wielkim napięciu i pośpiechu żył w tym czasie Dzierżyński świadczy kolejny list napisany latem 1918 roku do Zosi: „Najdroższa! Wybacz, że nie piszę. Duszą jestem z wami, a czasu nie ma. Ja wciąż, jak żołnierz, w boju, być może, ostatnim… Całuję was. Twój F.D.[4]”
 
Moisiej Uricki
W piątek 30 sierpnia 1918 roku Dzierżyński wyjechał do Piotrogrodu, gdzie miał osobiście przeprowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa przewodniczącego piotrogrodzkiej Czeki- Mojsieja Urickiego, znanego ze swojej niechęci do podpisania traktatu pokojowego z Niemcami oraz do stosowania kary śmierci.
 
Uricki znany był również z tego, że bezpośrednio przyczynił się do ocalenia w początkach 1918 roku brata cara- Michała Aleksandrowicza Romanowa przed kołpińskimi robotnikami, którzy odnaleźli jego kryjówkę i chcieli dokonać samosądu. Zabójcą piotrogrodzkiej CzK okazał się eserowiec, poeta, Leonid Kenigisser działający na zlecenie angielskich i francuskich służb dyplomatycznych.
 
Od dochodzenia w Piotrogrodzie Dzierżyńskiego oderwała jeszcze bardziej przerażająca wiadomość. Wieczorem podczas wyjścia z fabryki Michelsona Lenin został postrzelony. Trafiły go dwie z trzech kul rozrywających i zatrutych powalając go na ziemię. W zamieszaniu zamachowczyni zdążyła uciec, ale szybko ją złapano. Dzierżyński dowiedział się z depeszy, że sprawcą była eserowska działaczka Fanny Roid.
 
Pojmana przez tłum zaraz po oddaniu trzech strzałów w plecy Lenina, zeznała podczas przesłuchania: "Nazywam się Fanny Kapłan. Strzelałam dziś z własnej woli do Lenina. Nie powiem, od kogo mam rewolwer, nie podam żadnych szczegółów. Już od dawna noszę się z zamiarem zabicia Lenina. Moim zdaniem zdradził on rewolucję. Za udział w próbie zamachu na carskiego urzędnika zostałam zesłana do Akatuj i przecierpiałam tam 11 lat katorgi. Rewolucja uwolniła mnie. Byłam i nadal jestem zwolenniczką Konstytuanty. Rodzice moi są w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyemigrowali w roku 1911. Mam czterech braci i dwie siostry. Wszyscy są robotnikami [5]".
 
Cztery dni później po krótkim procesie Fanny Kapłan, a faktycznie Rojd, została stracona na dziedzińcu Bojowego Oddziału Samochodowego na Kremlu. Wykonawcą wyroku był Paweł Malkow, komendant Kremla. Zanim spełnił swój obowiązek usłyszał od Dzierżyńskiego: : „Towarzyszu Malkow, czasy mamy rozpaczliwie trudne. Drugiego Lenina mieć nie będziemy [6]”. Jej zwłok niepochowano, zniszczono je nie pozostawiając śladu.
 
Po mprzyjeździe do Moskwy Dzierżyński był wściekły. Do końca nie można było udowodnić, czy Kapłan faktycznie należała do eserowców czy anarchistów. Faktem było to, że zagrożenie mogło przyjść z każdej strony. Z czasem pojawiły się nawet pogłoski, że to nie ona strzelała, a ktoś zupełnie inny. W jednej wersji podaje się, że zamachowcem był jej narzeczony, którego ocaliła swoją śmiercią inne doniesienia lub też wytwory wyobraźni podają, że zamachowców było kilku, a ich trop prowadzi do WCzK, co nadaje aurę sensacji, zdrady i innych tanich emocji sugerując jakoby WCzK, a także sam Dzierżyński był zainteresowany śmiercią Lenina. Podaje się również, że Fanny Kapłan była słabowidząca, nie mogła zatem strzelać. Nasuwa się pytanie, jaka organizacja wysłałaby ślepego zabójcę?
 
Tymczasem życiu Lenina nie groziło niebezpieczeństwo. Dzierżyński opublikował odezwę WCzK do ludności: „Zbrodnicza awantura eserowców, białogwardzistów i pseudosocjalistów nakazuje nam odpowiedzieć na zbrodnie wrogów klasy robotniczej masowym terrorem. Karząca ręka klasy robotniczej zrywa łańcuchy niewoli i biada temu, kto stanie na drodze klasy robotniczej, kto ośmieli się godzić w rewolucje socjalistyczną [7]”.
 
W środowisku burżuazyjnym wieść o zamachu na Lenina przyjęta była z wielką radością, jako zapowiedź zbliżającego się pogromu bolszewików. Było to radość zdecydowanie przedwczesna. Prawdopodobnie nikt z burżujów nie sądził, że zamachem tym Fanny Kapłan przyczyniła się do wzmożenia pogromu kontrrewolucji. 2 września 1918 roku wobec zamachu na Lenina, wprowadzono stan wyjątkowy.
 
Wielu robotników wzburzonych tym czynem w akcie zemsty domagało się rozstrzelania kontrrewolucjonistów. Czeka musiała hamować zapędy rewanżu. Wraz z wprowadzeniem stanu wyjątkowego, na zebraniu WCIK usankcjonowano czerwony terror władzy robotniczo chłopskiej, jako odpowiedź na biały terror jej wrogów. WCIK ogłosiła zatem tego samego dnia uchwałę „O przekształceniu Republiki Radzieckiej w obóz wojenny”, która brzmiała:
„Rada Komisarzy Ludowych, wysłuchawszy referatu przedstawiciela Ogólnorosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do walki z kontrrewolucja i sabotażem o działalności tej komisji, znajduje, że w obecnej sytuacji zabezpieczenie tyłów terrorem jest bezpośrednia koniecznością; że dla wzmocnienia działalności Ogólnorosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej  do walki z kontrrewolucja i sabotażem i dla wzniesienia dla niej większej planowości, trzeba wysłać tam możliwie dużą liczbę odpowiedzialnych towarzyszy; że konieczne jest zabezpieczyć Radziecką Republikę od klasowych wrogów droga izolowania ich w obozach koncentracyjnych; że rozstrzelaniu podlegają wszystkie osoby, należące do białogwardyjskich organizacji, spisków i powstań; że należy opublikować nazwiska wszystkich rozstrzelanych, a także przyczyny wymierzenia kary [8]”. Feliks Dzierżyński wyjaśniał, że czerwony terror „był niczym innym, jak wyrażeniem nieugiętej woli biednego chłopstwa i proletariatu zniszczenia wszelkich prób powstania przeciwko nam [9]”.
 
Pogrążeni w smutku, solidaryzując się z Leninem, tłumy ludzi z naręczami kwiatów przybywały przed Bramę Troicką pozostawiając przy nich karteczki z życzeniami zdrowia. Po kilku dniach zorganizowano dla Iljicza dom byłego burmistrza Moskwy Reinbota w Gorkach nad rzeką Pachra, gdzie po zamachu miał leczyć się i odpoczywać. Wraz z Nadjeżdą Kruspką zajmował jedynie mały pokoik. Ochroną tego miejsca zajął się osobiście Dzierżyński wysyłając tam dziesięciu czekistów. Sam też często odwiedzał go ciesząc się powracającym zdrowiem przywódcy. Często wynikały pomiędzy nimi spory, gdyż Lenin w obstawie czekistów czuł się jakby był aresztowany i zniewolony.
 
W samym 1918 roku ilość egzekucji według danych WCzK wynosiła 22 i wykonana była jedynie na bandytach i spekulantach. Nie stosowano jej przeciwko politycznym przeciwnikom. Według danych Milegunowa, który zliczając trupy padające w gazetach, doliczył się ich 884. Jak do tej pory pogromy i masowe mordy istniały jedynie w propagandowych wyobrażeniach burżazyjnej prasy mającej skłonność do uśmiercania wciąż żyjących ludzi. Najwidoczniej autor na konto bolszewików doliczył ofiary białogwardyjskiego terroru, których ilość drastycznie przekraczała rozstrzelanych w egzekucjach WCzK bandytów. Bardzo też prawdopodobne, że autor doliczył trupy wielu likwidowanych bandytów przez oddziały Armii Czerwonej na terenie całego kraju.
 
Przypadków takich było bardzo wiele, jak choćby opisywana przez Włodzimierza Fedorowa akcja w okolicach Riazania, gdzie pojmano bandę dowodzoną przez miejscowego popa, która wcześniej aresztowała siedmiu czerwonoarmistów i zakopała ich żywcem. Nie było już w takich chwilach cienia litości bolszewików. Bandyci zostali natychmiast rozstrzelani [10].
 
Teodor Przeradowski przyznaje, że w walkach z bandytyzmem ginęło wielu towarzyszy z oddziałów Armii Czerwonej, jak i bardzo wielu bandytów, którzy dostawszy się do bolszewickiej niewoli, byli natychmiast rozstrzeliwani. Przeglądając zatem historię walk na wielu frontach i w wielu miejscach kraju, czytając o niesłychanych okrucieństwach, barbarzyństwie, grabieżach band kontrrewolucyjnych nie należy w żaden sposób usprawiedliwiać 22 wyroków WCzK, a jedynie przyznać, że szkoda, że było ich tak mało. Tym bardziej, że wśród ofiar okoliczna ludność często rozpoznawała byłych carskich żandarmów i policjantów, którzy ukrywali się przed WCzK.
 
W Moskwie, nad której bezpieczeństwem czuwał Dzierżyński, rozporządzenia czerwonego terroru nie miały szerokiego zasięgu. Inaczej sytuacja wyglądała w Piotrogrodzie. Przewodniczącym Rady Piotrogrodzkiej został Grigorij Zinowjew, który nie dawno wraz z Kamieniewm złożyli mandat, teraz dosłownie i bezmyślnie rozpoczął czerwone represje. Według wspomnień Jakubowicza: „Zinowjew zastosował masowy terror, rozstrzelano wielu ludzi, którzy absolutnie nie mogli uczestniczyć w akcjach terrorystycznych przeciwko władzy radzieckiej, lecz po prostu z powodu swej przynależności do panujących poprzednio klas zostali wyznaczeni do likwidacji.  W Piotrogrodzie rozstrzelano wtedy bardzo dużo ludzi, o wiele więcej niż w innych miastach. Wydaje się, że ta agresywna aktywność Zinowjewa nie wynikała ze spokojnej analizy (…) Zinowjewa ogarnęła panika. Właśnie to tłumaczy owe nadzwyczajne środki represji zastosowane w Piotrogrodzie, daleko wykraczające poza zakres środków, jakie Dzierżyński zastosował w Moskwie[11]”.
 
Przyczyną zachowania Zinowjew była jego niekompetencja. Zadanie, które otrzymał, przerastało jego umiejętność organizowania, myślenia, odnalezienia się w nowej sytuacji. Nie na darmo z powodu brutalnych represji Zinowjewa, za parę lat Piotrogród nazwany zostanie „folwarkiem Griszki III” jako kolejnego Grigorija po Utriepiewie i Rasputinie. W Moskwie represje nie sięgały takiego poziomu, aresztowanych było znacznie mniej, traktowano ich łagodniej, procesy karne trwały znacznie któcej. Nie stoi jednak na przeszkodzie współczesnym historykom kwalifikować zbrodni Zinowiewa, jako zbrodnie Dzierżyńskiego i jego nimi obarczać.
 
Represje czerwonego terroru na terytorium Rosji nie były wbrew pozorom tak wielkie, jak się o nich sądzi. Pomijając przesadne wyładowanie własnych frustracji przez Zinowjewa w postaci 800 egzekucji, w całym kraju w pierwszych miesiącach trwania uchwały o czerwonym terrorze nie były zbyt imponujące. Jedynie w rejonie Kumyszskim i w Moskwie ilość egzekucji wynosiła odpowiednio 109 i 500, tak w pozostałych guberniach rzadko przekraczała 20, a z reguły wykonywano 1-5 egzekucji. W Kazaniu, do którego dotarła WCzK, większość ludności popierającej białogwardzistów uciekła. „Kazań pusty, ani jednego mnicha, popa, burżuja. Nie ma kogo rozstrzelać. Wydano tylko sześć wyroków [12]” na mnichów monasteru, z którego otwarto ogień do czerwonoarmistów.
 
Równolegle do rozwoju władzy radzieckiej kształtował się system represji, jako odpowiedź na coraz większą fale zjawisk bandytyzmu i przejawów zbrodniczych kontrrewolucji. Działania te zostały niejako wymuszone przez przeciwników robotniczej władzy, a nie powstały same z siebie dla eliminacji określonych grup społecznych. W większość opracowań pomija się zupełnie ten fakt, ponieważ jest on bardzo niewygodny dla antykomunistycznej propagandy. Nawet zasady prawa poprawczego w Kraju Rad, różniły się nawet terminologią od powszechnie stosowanego w świecie. Od zalążków istnienia myśli rewolucyjnej bolszewików, nie przewidywano kary rozumianej jako mściwy rewanż za popełnione czyny, a resocjalizację. Kara więzienia zatem miała na celu wychowanie poprzez pracę i otoczenie, a nie pognębienie aresztowanych.
 
Dzierżyński wielokrotnie mówił o innym traktowaniu więźniów politycznych i zwykłych kryminalistów. Przekonywał, że znacznie łagodniej należy sądzić osoby, które po raz pierwszy popełniły przestępstwo. Zwracał uwagę,że podczas rozprawy sądowej nie można bezwiednie przypisywać paragrafu do przewiny, należy również zapoznać się z opinią partii, ludzi otaczających oskarżonego, by lepiej zrozumieć motywy jego czynu, które niejednokrotnie wpływały na złagodzenie wyroku. Częstą konsekwencją czynu ludzi oskarżanych o kradzież z zakładu pracy, był powrót do niego i praca pod czujnym okiem świadomego kolektywu pracowników.  Nie było również mowy o eliminacji ludzi niewygodnych dla systemu, a dużo mówiło się o pracy więźniów na rzecz uświadamiania sobie przyczyn popełnionych czynów.
 
Przewodnie zasady prawa karnego RSFRR wyraźnie mówią: „… brać pod uwagę, że w społeczeństwie klasowym przestępstwo wynika z układu stosunków społecznych, w jakich żyje przestępca. (…) kara powinna być wypracowana w zależności od odrębności każdego poszczególnego przypadku oraz osoby przestępcy [13]”. Nawiasem mówiąc, jeszcze w 1924 roku podkreślano wyrażając w kodeksie obowiązujące prawo stosowane wobec więźniów: „…reżim nie może mieć charakteru represyjnego, absolutnie niedopuszczalne są kajdanki, karcer, przetrzymywanie w pojedynczej celi, pozbawianie pożywienia, widzenia przez karty [14]”.
 
Lenin zaś pisał: „Po rewolucji 25 października (7 listopada) 1917 roku nie zamknęliśmy nawet burżuazyjnych gazet, a o terrorze nie było nawet mowy. Wypuścilismy na wolność nie tylko wielu ministrów Kiereńskiego, ale i wojującego przeciw nam Krasnowa. Jednak potem, kiedy wyzyskiwacze, tj. kapitaliści zaczęli rozwijać swój opór, zaczęliśmy systematycznie tłumić go aż do zastospwania terroru [15]”.
 
Nawiasem mówiąc, jeszcze w 1924 roku podkreślano wyrażając w kodeksie obowiązujące prawo stosowane wobec więźniów: „…reżim nie może mieć charakteru represyjnego, absolutnie niedopuszczalne są kajdanki, karcer, przetrzymywanie w pojedynczej celi, pozbawianie pożywienia, widzenia przez karty [16]”.
 
Trzy lata później o WCzK Martin Łacis napisał w dość ostrym tonie o WCzK: „Komisja Nadzwyczajna- to nie komisja śledcza i nie sąd. I nie trybunał. Jest to organ bojowy działającym na wewnętrznym froncie wojny domowej, korzystający w swej walce ze sposobów i organów śledczych, i sądów, i trybunałów, i sił wojskowych. Ona nie sądzi wroga tylko razi go. Nie darowuje winy, lecz spopiela każdego, kto stoi z bronią po tamtej stronie barykady i do niczego nie może być wykorzystany przez nas (…) Nie jest to również gilotyna ucinająca głowę na mocy postanowienia trybunału. Nie, ona albo likwiduje bez sądu na miejscu popełnienia przestępstwa, albo izoluje od społeczeństwa osadzając w obozie koncentracyjnym, albo przekazuje trybunałowi, jeśli sprawa wymaga szczegółowego dochodzenia i szerokiej jawności [17]”.
 
Spoglądając na statystyki badaczy dziejów WCzK w zakresie represji w poszczególnych latach, obraz wyroków śmierci kształtuje się wraz z natężeniem działań wojny domowej. I tak w latach 1918-1919 WCzK rozstrzelała 8-10% aresztowanych, w 1921 roku 13%, rok później 5%[18]. W ogólnych statystykach wyroków śmierci wymierzanych przez Armię Czerwoną dane są proporcjonalne w stosunku lat. Nie można więc powiedzieć, by instytucja kierowana przez Dzierżyńskiego miała szczególne upodobania do uśmiercania, czego o białogwardzistach powiedzieć nie można.
 
O ile u bolszewików istniał zatwierdzony przez władzę i usystematyzowany wachlarz kar od upomnienia przez pozbawienie funkcji po roboty przymusowe aż do rozstrzelania, tak nieformalny system kar białogwardzistów opierał się jedynie na fizycznej eliminacji, ale za to z bogatym wachlarzem możliwości wykonania wyroku od rozstrzelania po odcinanie członków, dźgania bagnetem, duszenia, wieszania, palenia, zakopywania żywcem w ziemi, rozpruwania wnętrzności i innych wszelakich tortur mających w na celu powolny i bolesny zgon ofiar.
 
Praktycznie nie sposób określić dokładnej ilości osadzonych w więzieniach w okresie od 1918-1923 z uwagi na spory brak danych. Popisem skrajnego dyletanctwa byłoby opierać się na danych zawartych w antykomunistycznych opracowaniach takich tuzów matematyki fantazyjnej jak Pipes czy autorzy „Czarnej księgi komunizmu” mających skłonność do sporych  nadużyć. Znaczącym utrudnieniem jest też podawane wymiennie w opracowaniach nazewnictwo osadzonych tj. zatrzymani, aresztowani, uwięzieni, osądzeni, którzy w połączeniu z zatrzymanymi jeńcami lub nie, nie pozwalają określić w miarę pełnych i wiarygodnych danych.
 
Martin Łacis podaje, że w latach 1918-1919 liczba więźniów wynosiła 128 tysięcy[19] i nie widzę przeciwskazań, aby nie traktować tych danych poważnie, ponieważ WCzK nie kryła w tych latach ilości osadzonych. Z podanej wielkości 9,6 tysiąca było zakładnikami, a 24,3 tysiące ludzi uwolniono. Jakkolwiek patrzeć i tak wychodzi, że procentowo w latach 1918-1923 odbywało karę więzienia mniej osób niż obecnie w IIIRP. Nie ma też co się doszukiwać w więzieniach jedynie szlachetnych potomków arystokracji i nieskalanych, ideowych kontrrewolucjonistów, bowiem większość odbywających kary, swoje wyroki otrzymało w rezultacie bandyckich wybryków. Należy również pamiętać, że na wniosek Dzierżyńskiego, wobec panującego tłoku w więzieniach i głodu w latach 1921-1922 uwalniano bez przeprowadzenia śledztwa bardzo wielu ludzi.
 
Do czasu zamachu na Urickiego i Lenina, czyli do czasu, w którym wypowiedziano czerwony terror przeciwko białemu, warunki osadzonych więźniów- kontrrewolucjonistów były bardzo dobre. Mieli oni możliwość wyboru celi w zależności od przebywających tam więźniów czy frakcji politycznej, którą reprezentowali. Możliwości komunikacji między więźniami były niczym nieograniczone. W ciągu dnia swobodnie przemieszczali się więziennymi korytarzami, dyskutowali, mogli organizować zawody sportowe czy turnieje szachowe.
 
Andrzej Witkowicz w opracowaniu zagadnień terroru białego i czerwonego zwraca również uwagę, że bolszewicy nie mieli odpowiednich kadr ani miejsc, gdzie mogliby pomieścić tak wielu zatrzymanych, a całe więziennictwo było mocno improwizowane. Bolszewickie obozy koncentracyjne, o których wspominają zaciekli antagoniści bolszewizmu, którym przypisuje się eksterminacje równej faszystowskim obozom zagłady, w rzeczywistości jak w obozie kożuchowskim, owszem liczyły w 1921 roku 8 tysięcy osadzonych, z czego 6 tysięcy znajdowało się pracując nie tyle nawet poza obozem, ale nawet w innej guberni. Obozy pracy, opierały się na carskiej organizacji obozów jenieckich i dzieliły się na kilka kategorii: koncentracyjne, produkcyjne, jenieckie, rozdzielcze i polowe, a w zasadzie nie różniły się od siebie wzajemnie.
 
Wśród odbywających karę, jedynie nie całe 20% stanowili kontrrewolucjoniści i szpiedzy. Zdecydowaną większość stanowili kryminaliści, co oznacza, że WCzK nie koncentrowała się jedynie na walce z politycznymi przeciwnikami, ale na zapewnieniu bezpieczeństwa społecznego separując jednostki aspołeczne. Więźniowie polityczni korzystali z wielu przywilejów, jakich nie dostąpili więźniowie białogwardzistów kierowani kulą bezpośrednio do piachu, ani więźniowie caratu. Oprócz wspomnianych przywilejów, mieli możność organizowania samorządów, dostęp do prasy, korespondencji i nie poddawano ich poniżającym kontrolom.
 
Siergiej Mielgunow, autor książki „Krasnyi tierror” będący jedną z „ofiar” WCzK podaje: „Sprawiedliwość nakazuje przyznać: bolszewicy wsadzali mnie często do więzienia za „kontrrewolucje”, ale zawsze dawali możliwość do pracy, pozwalali na szerokie przekazywanie książek i materiałów do pisania [20]”. Na marginesie należy dodać, że Siergiej Mielgunow nie był rekordzistą będąc do roku 1922 pięciokrotnie aresztowany przez WCzK, ale z pewnością ustanowił rekord w ilości zwolnień z więzienia- również pięć razy za sprawą osobistej interwencji Dzierżyńskiego. Finałem jego działalności antyradzieckiej było wydalenie z kraju. W ostatniej rozmowie z Wiaczesławem Mienżyńskim usłyszał:
„-Wypuścimy was pod warunkiem, ze nie powrócicie. -Wrócę za dwa lata, dłużej nie utrzymacie się przy władzy” – odpowiedział Mielgunow, na co Mienżyński w wyjątkowo dobrym nastroju zażartował: „- No nie, sądzę, ze utrzymamy się jeszcze przez jakieś sześć lat…[21]”
 
Bez precedensu, jak na tak „okrutny” system represji, było czasowe zwolnienie na słowo honoru w lutym 1921 roku uwięzionych anarchistów, aby mogli uczestniczyć w pogrzebie Piotra Kropotkina. Ponad setka anarchistów dając jedynie słowo honoru Dzierżyńskiemu, że wrócą do więzienia, wyszło z cel i udało się na pogrzeb dołączając do olbrzymiej masy społeczeństwa żegnającego czołowego anarchistę. W tej przejmującej manifestacji żądano uwolnienia więźniów politycznych.  Paradoksalnie sami zwolnieni na tę okoliczność anarchiści mogli protestować we własnym imieniu. Po pogrzebie tworząc szyk, wszyscy wrócili do więzienia. Za zgodą WCzK wydrukowano w drukarni opracowany przez więźniów zbiór „Na śmierć” Kropotkina.
 
Od 1918 roku rozpoczęto tworzenie obozów pracy przymusowej. Znajdowały się przeważnie na terenach słabo zaludnionych, gdzie rozpoczynała się eksploracja surowców dla gospodarki radzieckiej czy budowano infrastrukturę pod zakłady przemysłowe. Częstą praktyką było zwalnianie osadzonych przed upływem terminu kary, nawet po trzech latach, gdy zasądzone było, dla przykładu, dziesięć. Dotyczyło to szczególnie tych, którzy byli bardzo zaangażowani w pracę, często kolektywną, czym wykazywali swoją chęć zmiany swojego, do tej pory bandyckiego lub kontrrewolucyjnego życia nauczywszy się pracować ofiarnie dla swojej ojczyzny. System zarówno obozów pracy i więziennictwa zakładał przede wszystkim pracę nad resocjalizacją skazanych, a nie ich wyniszczenie. Po latach ich pierwotne funkcje i znaczenie zdecydowanie się zmieniło.
 
Nie dość, że system więzienny zapewniał ochotnikom pracę, to jeszcze za nią im płacił. Jedna trzecia wypracowanego dochodu trafiała na wspólny fundusz więźniów, pozostałe wynagrodzenie więźniowie otrzymywali po zakończeniu wyroku. Oczywiście wszystkie przywileje więźniów zakrywa niedostatek i fatalne warunki oraz nienajlepsze wyżywienie, jednakże zapomina się, że w tak trudnych czasach fatalne wyżywienie obce było jedynie spekulantom, kombinatorom czy agentom obcych wywiadów. Zarzucana duża śmiertelność w bolszewickich ośrodkach represji była w głównej mierze spowodowana szalejącymi w tym czasie chorobami zakaźnymi sprawiedliwie pacyfikującymi ludność zarówno wolnych, jak i wolności pozbawionych.
 
Bezprzecznie, czerwony terror miał swoje najsilniejsze korzenie w działalności oddolnej czekistów. To właśnie oni częstokroć byli wykonawcami krwawych i bezlitosnych jatek, które z jednej strony można wytłumaczyć bezmiarem okrucieństwa, z którym mieli do czynienia podczas licznych walk, świadectw zbrodni białogwardzistów, zobojętnienia na cierpienie i ból. Wielu z czekistów biorących bezpośredni udział w walkach, stało się bestiami, ludźmi, których psychika przekierunkowała się na tory zwyrodnienia. W czasie wojny nikt nie był na tyle silny psychicznie, by umieć dystansować wydarzenia. Nie była to praca ani przyjemna, ani dająca satysfakcję, a raczej niszczyła ludzką psychikę.
 
Pomimo tego, że wprost od Dzierżyńskiego otrzymali wyraźny komunikat nie tylko o odpowiednim traktowaniu jeńców i osadzonych w więzieniach, o humanitarnym postępowaniu z wrogiem, zaniechaniu tortur, o prawidłowym i sprawiedliwym osądzaniu pojmanego człowieka, to emocje i pragnienie zemsty górowało nad rozkazami. Brutalność była domeną głównie niewykształconych, prostych czekistów i niestety oni właśnie robili zawrotną karierę w ścisłych organach władzy tej instytucji. Doskonałym przykładem był wspominany wcześniej Jakow Blumkin. W śledztwie po zabójstwie hrabiego Wilhelma von Mirbacha, Dzierżyński tak opisał postepowanie zabójcy posła jego słowami: „Życie ludzi jest w moim ręku, podpiszę papierek - po dwóch godzinach nie ma ludzkiego życia. Oto siedzi u mnie obywatel Pusłowski, poeta, wielka wartość kulturalna, podpiszę mu wyrok śmierci, ale, jeśli rozmówcy to życie potrzebne, (myśląc o Dzierżyńskim-Z.F.) on mu je zostawi itd...[22]”.
 
Opinia o Jakowie Blumkinie wśród jego najbliższych współpracowników nie była dobra. Uważano go za pozera, który swojemu grubiaństwu i głupocie pragnął nadać arystokratyczne rysy. Po powrocie do WCzK zajmował odpowiedzialne stanowiska biorąc udział w wojnie domowej. Po jej zakończeniu zajmował się głównie szpiegostwem i donosicielstwem, jednak tak nieudolnie, że wzbudzał powszechna irytację. Jak twierdził Borys Bażanow, m.in. zastępca przewodniczącego Komisariatu Finansów i uciekinier z Rosji Radzieckiej w swych przesyconych nienawiścią do bolszewików wspomnieniach, Blumkin przez pewien czas śledził go we Francji starając się poznać wszystkie jego kontakty i zorganizować zamach.
 
Po powrocie do Moskwy zameldował Stalinowi o unicestwieniu Bażanowa, gdy faktycznie czekiści biorąc kogoś innego za Bażanowa, wyrzucili go z pędzącego pociągu. Następnie Blumkin wyjechał do Turcji, gdzie rozpoczął współpracę z Trockim pod koniec lat dwudziestych. W 1928 roku Blumkin został wezwany do Moskwy i w listopadzie rozstrzelany. Jeśli wierzyć Bażanowi, Blumkin był jednym z tych pracowników WCzK, których Dzierżyński określał mianem „szumowiny”.
 
Doskonale zorganizowanej, bezwzględnej i skutecznej WCzK i jej twórcy Feliksowi Dzierżyńskiemu przypisuje się miliony „niewinnych ofiar” zapominając, że te „niewinne ofiary” częstokroć dopuszczały się okrucieństw, o jakim bolszewikom się nie śniło. Wiktor Bajer wspominał o zamordowanych zwiadowcach w okolicach Taganrogu: „Strach było patrzeć na ich zmasakrowane przez białogwardzistów ciała. Czaszki mieli zmiażdżone. Mózgi rozpryskane były na przestrzeni dziesięciu metrów, piersi przekłute bagnetami. (…) Osiemnastoletnia Wiera-według relacji miejscowych chłopów- została bestialsko zamordowana przez białogwardzistów: zgwałcono ją i na wpół żywą zakopano w ziemi [23]”.
 
Z relacji wielu świadków wydarzeń można odnieść ważenie, że ekstremalnym sposobem mordowania „białych” było zakopywanie żywcem. Nie obce były im również prowokacje, które ubogacały niesłychanie szeroki repertuar ludzkiej podłości. Arkadiusz Sakowicz opisywał przyczyny, niechęci kaukaskich, muzułmańskich chłopów do Armii Czerwonej, która zaowocowało powstaniem aułów przeciwko bolszewikom. Otóż w przebraniu czerwonoarmistów, białogwardziści wrzucili do meczetu świńską głowę. Tymczasem sam Dzierżyński w notatce skierowanej do Józefa Unszlichta pisał: „Lepiej tysiąc razy się pomylić w kierunku liberalizmu, niż skazać niewinnego na zesłanie, z którego powróci jako aktywny wróg, a jego skazanie zostanie wykorzystane przeciwko nam[24]”.
 
Od roku 1918 nasiliły się skrytobójcze mordy na działaczach bolszewickich. Ginęli od strzałów zwykli członkowie WCzK jak i jej zwierzchnicy. Wśród nich była również niespełna dziewiętnastoletnia Pasza Putiłowa, pierwsza sekretarka WCzK, która w szybkim tempie awansowała prowadząc śledztwa przeciw spekulacji. Została zamęczona okrutnie przez kontrrewolucjonistów będąc brutalnie rozszarpaną przez kułaków 5 września 1918 roku we wsi Jakowlewszyno.
 
Sam nieprzychylny bolszewikom H.G. Wells utożsamiający się z burżuazją rosyjską w swej książce Rosję pisał o terrorze czerwonym:  „By utrzymać się u władzy, rząd komunistyczny powołał do życia Nadzwyczajną Komisję (CzK), dając jej niemal nieograniczone pełnomocnictwa czerwonego terroru. Czerwony terror ma na sumieniu moc potwornych okrucieństw; wprowadzili go w życie przeważnie ludzie ograniczeni, których zaślepiła nienawiśc klasowa i lęk przed kontrrewolucją- ale ci fanatycy byli przynajmniej uczciwi.
 
Poza szczególnymi wyjątkami egzekucje wykonywane przez CzK były umotywowane określonymi przyczynami, służyły określonym celom i ten przelew krwi nie miał nic wspólnego z bezmyślnymi rzeziami, jakich dopuszczał się Denikin, nie uznający nawet – jak mi mówiono- radzieckiego Czerwonego Krzyża. Sądzę, że w obecnej chwili rząd bolszewicki w Moskwie jest równie trwały, jak każdy inny rząd w Europie, a ulice rosyjskich miast są tak samo bezpieczne, jak w miastach zachodniej Europy [25]”.
 
Terror przybierał na sile, ale i zagrożenia młodegom państwa stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Dzierżyński całe dnie wertował akta, wydawał dyspozycje, odbierał meldunki. Dzięki jego wytężonej pracy został unicestwiony tzw. „spisek ambasadorów”. Swoim zaufanym dwóm czekistom Bujkisowi i Sprogisowi wydał polecenie, by przeniknęli do środowiska kontrrewolucyjnego, gdzie pod tożsamością carskich oficerów mieli zdobyć zaufanie spiskowców. W Piotrogrodzie Bujkis poznał attaché wojskowego ambasady brytyjskiej Francisa Cromie’ego, który polecił go Robertowi Lockhartowi.
 
Panowie coraz wyraźniej akcentowali niechęć do bolszewików, aż w końcu zaczęto rozmawiać o zabiciu Lenina i pozostałych przywódców. Bujkis polecił do wykonania zadania dowódcę strzelców łotewskich stacjonujących na Kremlu, Eduarda Berzina, będącego odpowiedzialnym za ochronę Lenina, a wcześniej przez pewien czas za carską rodzinę. Omówiono szczegóły oraz koszt operacji- dwa miliony rubli.
 
Berzin na bieżąco informował bezpośrednio Dzierżyńskiemu o postępach prowokacji, przyniósł też zaliczkę na poczet zamachu- milion rubli. Mieli tego dokonać na najbliższym posiedzeniu WCIK, a Lenina sugerowali „załatwić” wcześniej rękami przekupionych strzelców łotewskich.
 
Słynny as brytyjskiego wywiadu, wielki gawędziarz i po społu mitoman pełnił w Rosji carskiej funkcję konsula brytyjskiego do czasu wybuchu rewolucji. W 1918 roku powrócił z zadaniem obalenia bolszewickiego rządu uciekając się do wszelkich możliwych posunięć z zabójstwami włącznie. Dysponował olbrzymim budżetem swych mocodawców, którym hojnie obdarowywał wszystkie wywrotowe i kontrrewolucyjne siły. Utrzymywał regularne stosunki z białogwardyjskimi generałami takimi jak Korniłow czy Denikin, przyczynił się do ucieczki Kiereńskiego z kraju wydając mu fałszywe dokumenty, dzięki którym dojechał do Archangielska, a stamtąd statkiem do Anglii.
 
Starał się doprowadzić do upadku rządu, aresztowania przywódców bolszewickich, by w rezultacie sprowokować Rosję do powrotu na wojenną arenę w 1918 roku. Czuł się na tyle pewnie, że niczego nie podejrzewał, zwłaszcza, że na koncie miał wiele dywersyjnych akcji tj. wysadzanie arsenałów czy magazynów z żywnością. Był odpowiedzialny za próbę wysadzenia strategicznego mostu kolejowego na rzece Wolchow przez który dostarczano koleją żywność do Piotrogrodu, a także mostu Czierepowieckiego, przyczyniał się siania fermentu w Armii Czerwonej i jak do tej pory poczynał sobie śmiało.
 
Lockhartowi wydawało się, że za pieniądze może zdobyć w Rosji wszystko, jednak się przeliczył. W swojej angielskiej arogancji kolonialisty, nie spodziewał się, że WCzK szykuje na niego gęstą sieć. Nie spodziewał się też, że tak prosty acz inteligentny zwykły dowódca strzelców łotewskich wykiwa kryjąc swą prawdziwą tożsamość asa brytyjskiego wywiadu.
 
W nocy z 31 sierpnia na 1 września cała szajka spiskowców pojmana została w ręce WCzK.
W świecie dyplomatycznym istnieje zapis o nietykalności dyplomatów obcych państw. Nie można było wejść i zrewidować ambasady obcego kraju. Do tej pory uczynił to tylko Anatolij Łunaczarski poszukując zrabowanych dzieł sztuki, ale i Dzierżyński nie zawahał się zlekceważyć dyplomatycznych ustaleń, wiedział bowiem gdzie i czego szukać. Całą odpowiedzialność za ewentualny międzynarodowy skandal bezprawnego i nieuzasadnionego wejścia na teren ambasady wziął na siebie. I nie chybił. Kosztowało to życie jednego czekisty podczas strzelaniny z ukrywającymi się w ambasadzie białogwardzistami. Dwóch czekistów zostało ciężko rannych. Śmierć dosięgła brytyjskiego attaché wosjkowego Cromie’go uczestniczącego w potyczce. Brytyjski szpieg, Sidney George Reilly zdążył uciec.
 
W ambasadzie brytyjskiej znaleziono wiele obciążających dyplomatów dokumentów oraz broń, w tym także granaty i rakiety świetlne. W skrytkach znaleziono olbrzymią ilość kompromitujących spiskowców materiałów ukazujących wszystkie powiązania, plany, schematy organizacyjne, nazwiska osób uczestniczących w działaniach dywersyjnych, informacje o zamordowaniu Moisieja Urickiego, plany zamachu na Lenina, a także obfitą korespondecję ambasady brytyjskiej, francuskiej i amerykańskiej. W budynku ambasady rumuńskiej znaleziono nawet działo artyleryjskie.
 
Lockharta aresztowano. Miesiąc później wymieniono go na ambasadora Kraju Rad w Wielkiej Brytanii, Litwinowa. Ogółem aresztowano 40 osób. Samo aresztowanie Lockharta w jego mieszkaniu na ulicy Powarskiej nie było tak spektakularne, jak sam opisywał w swoich wspomnieniach. Nikt nie obudził go wrzaskiem po trzeciej w nocy i nie przystawił mu lufy pistoletu, ani w pokoju nie było dziesięciu uzbrojonych dzikich czekistów. Do mieszkanie weszło dwóch ludzi, komendant Kremla i czekista, a wszystko odbyło się w sposób bardzo spokojny i kulturalny.
 
Przy okazji urządzono dubeltową zasadzkę w czasie aresztowania Lockharta na wypadek, jakby ktoś chciał nawiązać kontakt z brytyjskim agentem. W ręce czekistów wpadła młoda i elegancka kobieta, która miała przy sobie paczkę. W powiązań pomógł też, zdawałoby się, zwykły przypadek lub jak kto woli, czujność czerwonoarmistów. Pewna kobieta, jak się okazało później, córka angielskiego szpiega idąc ulicą, upuściła małą paczkę.
 
Czerwonoarmista widzący to zdarzenie, podniósł pakunek i zawołał kobietę pragnąc zwrócić jej własność.  Gdy spostrzegła paczkę w rękach żołnierza, przestraszyła się i rzuciłą się do ucieczki. Czerwonoarmista bez trudu dogonił ją i nabrawszy podejrzeń co do jej zachowania, zaprowadził do WCzK. Tam, po rozpakowaniu, znaleziono w przesyłce wiele materiałów szpiegowskich. Ten epizod walki z kontrrewolucją stał się inspiracją do napisania wiersza przez Eugeniusza Dołmatowski, który w tłumczeniu Anatola Sterna opowiada tę historię:
 
„(…) Front Dzierżyńskiego jest na tyłach.
Do jego biurka przynosiła
Ulica wieści wciąż od nowa.
Gdzie kryje się zdradziecki zwierz.
Musisz ich zdobyć, zrewidować.
Ojczyzny strzeż!
 
Kiedyś ulicą wyludnioną,
Gdy dzień się ku schyłkowi miał.
Szła panna smukła, wystrojona.
Po drodze jakiś człowiek stał.
Panna go mija.
 
Krótka chwila.
Coś gubi.
Człowiek się pochyla.
Człowiek w bałszyku i szyn elu.
Nieogolony-
Jeden z wielu.
 
Podniósł, spojrzał. W oczach się troją.
Cyfry, linie… Kto by to pojął
A panna szła wciąż, niemal biegła.
Na trzecim rogu już, za węgłem,
Dopadł ją wreszczcie żołnierz.
Lęk. (…) [26]”
 
Aresztowany ojciec pechowej kurierki, który na przesłuchaniu u Dzierżyńskiego kpił z Czeki prosto w oczy mówiąc: „-Co z was za CzK? Jeśli nie zwykły przypadek, że moja córka upuściła paczkę, to bym tu nie siedział. – Mylicie się,- odrzekł Dzierżyński- Jeśli nie poparcie jakim cieszymy się u mas, jeśli nie świadomość każdego robotnika, czerwonoarmisty, który wie, że wykrycie spisku to nie tylko sprawa CzK, ale wszystkich ludzi pracy to zdarzenie, że wasza córka przypadkowo upuściła paczkę nie doprowadziłoby do wykrycia spisku. Wasza córka przypadkowo upuściła paczkę, ale czerwonoarmista nie przypadkowo podniósł ją, nie przypadkowo aresztował. Czujność czerwonogwardzisty- to nie przypadek. W tym jest siła WCzK [27]”.
 
Dzierżyński tak skomentował ostatnie wydarzenia: „W tak zwanej sprawie Lockharta wyjaśniło się, że przedstawiciel Anglii Lockhart, przedstawiciel Ameryki Pool, przedstawiciel Francji Lavern i Grenar mieli szeroko rozgałęzione siatkę agentury w zadanie, której wchodziło nie tylko szpiegowanie, ale także walka z władzą rad. Wojna ta wyrażała się w dezorganizacji sił młodej republiki, szczególnie Armii Czerwonej, podpalając składów żywnościowych, niszczeniu mostów i urządzeń i wielu podobnych temu przestępstw [28]”.
 
Pomimo tak poważnych oskarżeń w tak wielkiej aferze, wyroki nie były zbyt surowe. Osiem osób uniewinniono, jedną skazano na 3 miesiące więzienia, jedną na uwięzienie do czasu zakończenia działań wojennych przez korpus czechosłowacki, osiem na pięć lat więzienia oraz prace przymusowe. Cztery osoby wydalono z Rosji, a dwie skazano na rozstrzelanie, z czego jeden z najsurowszych wyroków zmieniono na wydalenie.
 
Aresztowanie Lockharta spotkało się z dziką rządzą mordu robotników. Na łamach Jeżeniedielnika działacze bolszewiccy z Nolińska opublikowali następujący, krytyczny tekst: „WCzK nie uwolniła się jeszcze od mieszczańskiej ideologii, przeklętego dziedzictwa przedrewolucyjnej przeszłości. Powiedzcie, dlaczego nie poddaliście go, tego Lockharta, najbardziej wyrafinowanym torturom, żeby uzyskać od niego informacje i adresy, których taki gagatek powinien mieć mnóstwo? Przecież w ten sposób mogliście wykryć wiele kontrrewolucyjnych organizacji, być może nawet zlikwidować później możliwości finansowania ich, co niewątpliwie byłoby równoznaczne z rozgromieniem ich; powiedzcie, dlaczego zamiast poddania go takim torturom, od których opisu kontrrewolucjoniści zamarliby z przerażenia (…) pozwoliliście temu człowiekowi opuścić gmach WCzK (…) A może uważacie, że torturowanie człowieka jest bardziej nieludzkie niż wysadzanie mostów i składów żywnościowych w celu (…) obalenia władzy radzieckiej? Niechaj każdy angielski robotnik wie, ze oficjalny przedstawiciel jego kraju zajmuje się takimi sprawami, iż trzeba go poddawać torturom. Można z całą pewnością powiedzieć, że robotnicy nie pochwalą systemu wysadzania w powietrze i przekupstwa, wcielanego w życie przez tego szubrawca, którym kierują szubrawcy jeszcze wyżsi rangą. Dosyć cackania się; porzućcie niegodną zabawę w „dyplomację” i „przedstawicielstwo”[29]”.
 
Redakcja Jeżeniedielnika została pod koniec 1918 roku rozwiązana. Do tej decyzji przyczynił się wspomniany list oburzonych bolszewików, który zrobił wrażenie nawet wcale na nie świętych Pertersie i Łacisie, a szczególnie zniesmaczył Swierdłowa przerażając dziką rządzą odwetu i śmierci bazując na najpodlejszych instynktach czyniąc z bolszewików obraz nieokrzesanego, prymitywnego tłumu, który kompletnie nie rozumie zawiłości ani dyplomacji, ani stosunków na szczytach władzy czy relacji międzynarodowych.
 
Sprawa listu robotników omawiana była nawet na prezydium CKW RFSRR, a jego wniosek końcowy zawarto w uchwale: „Prezydium CKW po omówieniu artykułu (…) opublikowanego w 3 numerze „Jeżeniedielnika WCzK uznało, że wypowiedziane w nim myśli o walce z kontrrewolucją są głęboko sprzeczne z polityką i zadaniami władzy radzieckiej. Stosując z konieczności najbardziej zdecydowane środki w walce z ruchem kontrrewolucyjnym, pamiętając, że walka z kontrrewolucją przybrała formy jawnej walki zbrojnej, w której proletariat i biedne warstwy chłopstwa nie mogą zrezygnować ze środków terroru, władza radziecka odrzuca w zasadzie jako niegodne, szkodliwe, sprzeczne z interesami walki o komunizm środki, których broni się we wspomnianym artykule. Prezydium CKW potępia jak najostrzej zarówno autorów artykułu, jak i redaktorów „Jeżeniedielnika WCzK”, którzy go opublikowali [30]”.
 
Lockhart po powrocie do Wielkiej Brytanii spisał swoje wspomnienia będące w sporej mierze uzupełnieniem baśni tysiąca i jednej nocy, w których przesadnie wyolbrzymiał swoje zasługi pomijając fakt, że podczas swej kariery szpiega w większości chodził tak daleko, na ile pozwalała mu uwiązana u szyi niewidzialna smycz WCzK.
       
Ale nie tylko spiskowali wrogowie nowej władzy, sam Dzierżyński również był autorem przynajmniej jednego spisku. Otóż podczas pewnej rozmowy z Jakowem Michajłowiczem Swierdłowem Dzierżyński poruszył temat ubioru Lenina podczas zbliżającego się spotkania, jakiego sobie Iljicz życzył, z robotnikami. Przywódca bolszewików nie przywiązywał wielkiej wagi do swego stroju, mimo to zawsze wyglądał czysto i schludnie, choć jego ubrania były bardzo znoszone. W jego palcie i garniturze straszyły dziury po kulach zamachowczyni. Żadne perswazje, podstępy, podarunki nowych garniturów nie dawały rezultatów, Lenin nieugięcie uważał, że nie są mu potrzebne.
 
Swierdłow i Dzierżyński postanowili sprowadzić na Kreml krawca. Wydał polecenie Bieleńkiemu, aby znalazł najlepszego krawca w Moskwie. Był nim Żurkiewicz, któremu nie powiedziano, z kogo będzie brać miarę. Gdy tuż przed wejściem do gabinetu dowiedział się, z wrażenia zatrzęsły mu się ręce. Drzwi się otworzyły. Do mieszkania Lenina gdzie przy stole siedzieli Swierdłow i Dzierżyński, a Lenin chodząc po pokoju z kciukami za kamizelką opowiadał jakąś śmieszną historię, wszedł Żurkiewicz prowadzony przez szefa ochrony Kremla. Zdziwiony Lenin spojrzał się na przybyszów, zwłaszcza na kryjącego się za plecami Malkowa nieznajomego mężczyznę z miarą krawiecką w ręku.
 
- O co chodzi, towarzyszu Malkow? Kto się chowa za waszymi plecami?”- spytał Lenin. Ciszę przerwał Swierdłow: „Widocznie towarzysz Malkow przyprowadził krawca do wzięcia miary. Takie odnoszę wrażenie.
-Jakiej miary, z kogo? Co to za bzdury?- Iljicz zaczął się irytować.
-Z was, Włodzimierzu Iljiczu, z was!- włączył się do rozmowy Dzierżyński.
-Chwileczkę- przerwał mu Lenin- chwileczkę! Widzę, że uknuliście cały spisek?
-A to już jak uważacie- z niezmąconym spokojem ciągnął dalej Dzierżyński- Spiski są, jak wiadomo, moją specjalnością…[31]”
 
W tym momencie wszyscy się roześmiali, atmosfera stała się lekka, a cel został osiągnięty. Krawiec powróciwszy do pracy z miarą, opowiedział swoim towarzyszom ze szczegółami o tym, co mu się przydarzyło. Gdy ochłonęli, Żurkiewicz z drugim krawcem Kosołapowem pracowali cała noc, a nad ranem cały ubiór był już gotowy

[1] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 317
[2] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 226
[3] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 318-319
[4] F. Dzierżyński, Pamiętnik więźnia. Listy, Młoda Gwardia, Moskwa 1984, list z dn. 22 sierpnia 1918r., s. 130
[5] A. Kempa, Bohaterki, http://www.tygielkultury.eu/7_9_2002/aktual/4ram.htm, (odczyt z dn. 12.06.2013r.)
[6] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 139, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[7] J. Ochmański, Feliks Dzierżyński, Nieustraszony żołnierz rewolucji 1877-1926,  Departament Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW, Warszawa 1980, s. 125
[8] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 215
[9] W.A. Klimenko, Wojna z kontrrewolucją w Moskwie 1917-1920, Wydawnictwo Nauka, Moskwa 1978, s.9
[10] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 355
[11] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T.1, Bellona, Warszawa 1990, s. 115
[12]          ?
[13] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 269
[14] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 490
[15] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 118, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[16] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 490
[17] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T2, Bellona, Warszawa 1990, s. 158
[18] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 270
[19] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 272
[20] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 275
[21] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 69
[22] Krasnaja kniga WCzK; Sbornik dokumientow, Moskwa 1989, t. 1, s. 257
[23] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 101-103
[24] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T2, Bellona, Warszawa 1990, s. 171
[25] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i Wiedza, Warszawa 1961, s. 45
[26] K. Molek, ST. Wrzeszcz, Feliks Dzierżyński w 100 rocznicę urodzin, Centralny Ośrodek Metodyki Upowszechniania Kultury, Warszawa 1977, s. 59
[27] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 159,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[28] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 140,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[29] Jeżeniedielnik WCzK, 3/1918, s.7-8
[30] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, T1, Bellona, Warszawa 1990, s. 473
[31] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 175
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.