Ty masz jeszcze nie mało do zrobienia

Rozdział XLIV 
 
 
W maju 1918 roku ruszyło bardzo ciekawe śledztwo zakrojone na wielka skalę, którym osobiście dowodził Dzierżyński. Tak jak i w tym przypadku, często z pozornie błahych informacji, które dochodziły do jego wiadomości, potrafił odnaleźć gdzieś między wierszami nutkę podejrzenia. Coś niepozornego intrygowało go i wówczas szedł tym tropem. Takiej spostrzegawczości uczył też swoich podwładnych, którzy w pracy stawali się coraz lepsi. Jeden z najwierniejszych czekistów, Fiodor Fomin wspominał: „Dla nas, wówczas młodych robotników, była to wspaniała szkoła. Jeszcze jak! Sam Dzierżyński zajmował się nami, uczył nas. A lepszego nauczyciela nie można sobie było życzyć [1]”.
 
W jednym z doniesień, z pozoru identycznym jak wiele innych, opisana była informacja pochodząca od młodej pielęgniarki ze Szpitala Iwerskiego, w której oficer białogwardyjski, junkier Iwanow, chwalił się, że szykowane jest powstanie przeciwko bolszewikom. Ujawnił też pielęgniarce, że miejscem spotkań jest jeden z moskiewskich szpitali. Zbiegło się to z informacją pochodząca od Nifonowa, robotnika moskiewskiej fabryki „Kauczuk”, który zaobserwował niezwykle zdrowych chorych będących na leczeniu w prywatnej klinice pod adresem Mołoczny Zaułek 1, poruszających się po korytarzach ze zdumiewają sprężystością i wyglądających zdrowo.
 
Wilhelm von Mirbach
Zaczęto rozpracowywać powiązania. Okazało się, że faktycznie „Związek Obrony Ojczyzny i Wolności” rozprzestrzeniony po całym kraju zachowuje się dość dwuznacznie. Dotarto do informacji, że organizacja jest finansowana przez rządy państw zachodnich oraz, że jej przedstawiciele szukają poparcia w Niemczech, aby przeprowadzić obalenie władzy i wprowadzić w kraju monarchię poprzez skoncentrowany atak wojsk niemieckich w czerwcu 1918 roku. Organizacja miała powiązania z hrabią Mirbachem, księciem Kropotkinem, a na jej czele oprócz wielu carskich generałów, narodowych socjalistów stał przywódca prawicowych eserowców Boris Sawinkow, człowiek bardzo niebezpieczny, skuteczny, zwolennik masowego terroru, niesłychanie przebiegły i nieobliczalny.
 
Piotr Kropotkin
Cała organizacja była bardzo liczna, w samym Kazaniu było ponad 500 członków, w Moskwie należało do niej 400 oficerów. Była dobrze uzbrojona. Wywiad donosił, że Sawinkow często przebywał w Warszawie, miał też wsparcie polskiego rządu.
 
Podczas akcji aresztowania nie wiele znaczących płotek „Związku Obrony Ojczyzny i Wolności”, zwrócono uwagę na dziwne wizytówki, które mieli przy sobie członkowie tej organizacji. Były one oznaczone liniami. Okazało się, że jest to swego rodzaju przepustka do kontaktu z innymi, zakonspirowanymi członkami. Postanowiono zrobić z nich użytek. Podstawieni czekiści, w tym Zakowski, człowiek o wielkiej tuszy i bujnej czuprynie, któremu ciężko było upodobnić się do wygładzonego oficerka został dowodzącym akcją. Czekiści udali się do Kazania, gdzie nawiązali kontakt z członkami organizacji. Posługując się wizytówką, zostali przyjęci przez gospodarzy. Już mieli zaczynać rozmowy o planie ataku na bolszewików, kiedy agenci wyciągnęli broń i mówiąc: „Dość komedii! Ręce do góry, jesteście aresztowani! [2]”, nałożyli na ręce kontrrewolucjonistów kajdanki.
 
Okazało się, że aresztowani ludzie są wysoko powiązani w hierarchii organizacji, a wykrycie i aresztowanie ich zwierzchników nie nastręczyło już trudu. W schowku znaleziono spore pokłady broni, około pięćset karabinów. Najważniejszych członków organizacji przesłuchiwał sam Dzierżyński w swoim gabinecie. Po wyjściu jednego z nich zdziwionemu jego reakcją Bieleńkiemu powiedział: „Najśmieszniejsze w nim było to, że on w dalszym ciągu nie zrozumiał, jak z punktu widzenia historii był on śmieszny. Ze swoim patosem należy się obchodzić ostrożnie, a on tego nie rozumie…[3]”. Pomimo wielu prób, nie udało się go aresztować Sawinkowa. Organizacja, pomimo wielu ran zadawanych przez WCzK, stale się odradzała. 
 
Na wiosnę 1918 roku Dzierżyński brał udział w rokowaniach z korpusem czechosłowackimi, które walczyły po stronie białogwardzistów wsławiając się niesłychana skutecznością i walecznością. Były to wojska złożone z jeńców i dezerterów różnej narodowości, głównie Czechów, Słowaków i Węgrów. Utworzone, by odzyskać Czechy i Morawy stała się armią najemną szczodrze finansowaną przez państwa Ententy. Korpus czechosłowacki walczył na Ukrainie przeciwko bolszewikom, a także na południu Rosji wchodząc w skład Armii Ochotniczej generała Denikina. Dzięki szeroko zakrojonej pracy agitacyjnej część żołnierzy korpusu przeszła na stronę bolszewików. Była to niestety ilośc niewystarczająca, by umniejszyć siłę bojową korpusu.
 
Negocjacje z przedstawicielami korpusu były niezwykle trudne. Dzierżyński gwarantował bezpieczny powrót żołnierzy do domów jak tylko oswobodzony zostanie port w Archangielsku. Negocjacje nie zakończyły się sukcesem. Korpus czechosłowacki pozostał na terenie Rosji, gdzie zadawał dotkliwe straty bolszewikom. Opuścił ją dopiero w 1920 roku.
 
W tym czasie w Moskwie 10 czerwca 1918 roku na wieży Sucharewskiej zawieszono carskie flagi i wielki antyradziecki plakat. Gdy tylko pod budynkiem zebrał się ciekawski tłum, z góry pofrunęły ulotki z treścią nawołującą do buntu przeciwko bolszewikom. Na miejscu natychmiast zjawili się czekiści i żołnierze. Budynek został otoczony i dokładnie przeczesany. W środku zatrzymano kilku ludzi, przy których znaleziono ulotki i klej.
 
Nastał 1 maj 1918 roku. Z samego rana Dzierzyński przyjechał na podmoskiewskie lotnisko, aby sprawdzić sprawność samolotu, zapewne Junkers 13, gdyż tylko klika tych maszyn było w posiadaniu kraju, którym Lenin i jego najbliżsi mieli obyć widokową podróż. Wraz z jednym z najlepszych pilotów, B.I. Rossiijskim zrobił kilka kółek nad Moskwą. Jego marzeniem było przewieźć Lenina na pokładzie samolotu. Gdy wylądowali, Feliks zapewnił Lenina, który również przyjechał na lotnisko, o sprawności samolotu, jednak Lenin nie zdecydował się polecieć. Po rozmowie, w której Lenin podziwiał zdolności pilota i jego słynne wykonanie akrobatycznych osiemnastu „martwych pętli” zrobiono pamiątkowe zdjęcie.
 
Od 11 czerwca 1918 roku przez trzy dni Feliks brał udział w konferencji poświęconej WCzK. Podczas referatu, który omawiał Dzierżyński, oprócz podsumowania dotychczasowej działalności, zwrócił uwagę na konieczność dalszego organizowanie komórek WCzK na terytorium Rosji. Przekonywał o konieczności zwiększenia środków do walki z kontrrewolucją, spekulacją i bandytyzmem oraz o potrzebie ulepszania i koordynacji działań.
 
Podkreślał konieczność zapewnienia ochrony zakładóm pracy, w tym najbardziej strategicznych dla gospodarczego życia kraju, jak na przykład parowozownie. Dzierżyński wykazał brak odpowiedniego zaangażowania i ochrony towarów odpowiedzialnych pracowników podczas transportów, a także w fabrykach i portach, gdzie dochodziło do licznych kradzieży. Jako, że władze rejonowe w niewystarczający sposób egzekwowały dekrety i uchwały władzy radzieckiej przyczyniając się do destabilizacji życia gospodarczego kraju, Dzierżyński szczególny nacisk kładł na ujednolicenie działań, szybką informację i koordynację służb we wszystkich rejonach Rosji.
 
Przekonywał, że należy zapewnienić ochronę na tyłach frontów Armii Czerwonej, głównie przed kontrrewolucjonistami, którzy ukryli się przed zwycięską armią. Zaproponował reorganizację działów WCzK, w skład której miały powstać cztery działy: do walki z kontrrewolucją, ze spekulacją, z przestępstwami służbowymi oraz na wydział zamiejski, a w pogranicznych punktach drogowych wyznaczyć komisarzy.
 
Podczas konferencji uchwalono powstanie wojsk WCzK składających się wyłącznie z proletariatu, których członkowie zostaliby poleceni przez organa władzy. Dzierżyński za bardzo istotne uznał, aby społeczeństwo dobrze odbierało WCzK i chętnie współpracowało zgłaszając podejrzane działania. Po konferencji Dzierżyński sformował Komisję Nadzwyczajną Ochrony Pogranicza i wyznaczył 60 komisarzy specjalnych.
 
Dni towarzyszące konferencji były również sukcesem wytężonej pracy agentów WCzK. 13 czerwca w klubie aleksandrowskich dróg żelaznych aresztowano 59 przedstawicieli fabryk i zakładów, którzy pod pozorem zebrania członków klubu obradowali nad obaleniem władzy. Na miejscu znaleziono liczne wydawnictwa kontrrewolucyjne. Budynek został szczelnie otoczony przez czerwonoarmistów, a wszyscy zgromadzeni przewiezieni zostali do WCzK. Ponad dwie trzecie z nich stanowili mieńszewicy i prawi eserowcy. Reszta, uznana za zamieszaną w sprawę, jako osoby, które zostały wprowadzone w błąd przez natarczywą i kłamliwą agitację wrogich kół została następnego dnia wypuszczona na wolność.
 
20 czerwca 1918 roku w Piotrogrodzie na ulicy dokonano zamachu strzałem zza węgła na zlecenie Intelligence Service jednej z wybitnych osobistości bolszewickich, Wołodarskiego, co spotkało się z wybuchem wściekłości społeczeństwa proletariackiego i rządzą zemsty na burżuazji. Wołodarski- jak opisywał go Reed- wysoki, blady młodzieniec o niezdrowym wyglądzie był Komisarzem Ludowym Prasy, Propagandy i Agitacji i właśnie jechał na zebranie w fabryce Obuchowa. Jego samochód się zepsuł i dalszą drogę pokonywał pieszo. Zabójcy skrywającego w tłumie nie znaleziono. Dopiero w wyniku śledztwa winnym morderstwa uznano eserowca Siergiejewa.
 
Wołodarski
Pracownicy Rad Delegatów skutecznie, choć nie bez trudu, stłumili mordercze zapędy robotników żądających krwawego rewanżu. Opis tego zdarzenia dotarł do samego Lenina, który był już bardzo zmęczony przeciągającymi się walkami, nieustającymi atakami, sabotażem, niesubordynacją, rozmowami, apelami, które w stosunku do wrogów władzy radzieckiej nic nie dawały.
 
W liście do Zinowiewa, który dokładał wszelkich starań do uspokojenia nastrojów Lenin napisał: „Dowiedzieliśmy się dzisiaj w KC, że robotnicy w Piotrogrodzie chcieli odpowiedzieć na zabójstwo Wołodarskiego masowym terrorem i że wy (nie Wy osobiście, ale komitet piotrogrodzki) powstrzymaliście ich. Stanowczo protestuję! Kompromitujemy się: grozimy masowym terrorem nawet w rezolucjach Rady Delegatów, a kiedy przychodzi co do czego, tłumimy najzwyczajniej słuszną inicjatywę mas. To nie-po-dob-na! Terroryści będą nas uważali za niedorajdy. Czasy mamy arcywojenne. Musimy zastosować energiczny i masowy terror przeciw kontrrewolucjonistom, zwłaszcza w Piotrogrodzie, którego przykład jest decydujący [4]”.
Słowa Lenina ponownie wyprzedziły swój czas. Wprowadzenie czerwonego terroru wydawało się konieczne. Tymczasem biały terror zabijał skutecznie.
 
Czerwiec i lipiec 1918 roku to również czas bezustannych strajków lub ich prób tworzenia w zakładach pracy. Narodowi patrioci i spadkobiercy carskiego reżimu podburzali robotników przeciwko władzy radzieckiej licząc na wybuch społecznego niezadowolenia licząc na powrót do caratu. Konflikt bolszewików na szczeblu rządowym z koalicjantem- Partią Socjalistów Rewolucjonistów stale się zaostrzał, by w lipcu osiągnąć apogeum. Mówiąc o nienajlepiej układającej się współpracy między bolszewikami, a eserowcami byłoby nadużyciem. Tej współpracy praktycznie nie było, gdyż socjaliści rewolucjoniści bezustannie bojkotowali, przeciwstawiali się, wysuwali sprzeczne z linią bolszewicką żądania, a jak to nie odnosiło skutku- obrażali się.
 
Pod przewodnictwem eserki Marii Spirydonowej, która zasłynęła w 1906 roku zamachem na kata ruchu chłopskiego, Łużenowskiego, i Borysa Kamkowa, eserzy postanowili zerwać pokój brzeski, sprowokować wojnę z Niemcami, a w dalszej kolejności zabić Lenina i innych działaczy bolszewickich. Z resztą już kilka miesięcy wcześniej eserowiec Steinberg groził, że eserowcy staną na czele powstania antyniemieckiego wywołując konflikt międzynarodowy. W zamieszaniu wojennym, jakie miało powstać, do Rosji miały wejść wojska amerykańskie i angielskie stacjonujące w Archangielsku.
 
Jakow Swierdłow
Planowany zamach stanu miał odbyć się po planowanym V Ogólnorosyjskim Zjazdu Rad, który miał miejsce w dniu 4 lipca. W czasie zjazdu eserowcy gwałtownie wystąpili przeciwko Leninowi, domagali się wypowiedzenia wojny, zaprzestania walki z kułactwem, żądali zniesienia systemu kartek żywnościowych i rozwiązania komitetów biedoty. Gdy ich żądania spotkały się z odporem bolszewików, rozpoczęli bunt. Zagłuszali wystąpienia bolszewików pokrywając salę obrad gwizdami i wyzwiskami. Swierdłow, który prowadził obrady zachowywał stoicki spokój. Gdy eserowcom nie udało się storpedować dyskusji, demonstracyjnie wyszli. Swierdłow obserwując całe zamieszanie wstał z krzesła i spokojnie podsumował: „Frakcja lewicowych socjalistów- rewolucjonistów opuściła salę obrad. Posiedzenie Ogólnorosyjskiego Zjazdu Rad trwa! [5]”.

Następnego dnia na zjeździe znów pojawili się eserowcy. Ich zachowanie było jeszcze bardziej obelżywe niż dzień wcześniej. Na wszelki wypadek wzmocniono, na polecenie Swierdłowa, posterunki Teatru Wielkiego, w którym odbywały się obrady.
 
6 lipca 1917 roku Dzierżyński pracował na Łubiance. Z popołudniowego czytania akt wyrwał go telefon. Dzwonił Lenin, który doniósł mu o zabójstwie dokonanego w ambasadzie na niemieckiego posła Wilhelma Mirbacha i polecił wyjaśnić okoliczności przeprowadzając śledztwo. Mirbach przysporzył wcześniej sporo problemów Dzierżyńskiemu, miał powiązania z nielegalnymi organizacjami, podejrzany był o szmuglowanie broni i przestępstwa skarbowe. Z pewnością ucieszył się z samego faktu eliminacji wroga, jednak sprawa, z racji pozycji Mirbacha była poważna.
 
Dzierżyński natychmiast odłożył swoją pracę, zabrał ze sobą Bieleńkiego i dwóch czekistów. Kierowca Tihomolov podjechał samochodem pod budynek WCzK, panowie wsiedli i udali się do niemieckiej ambasady mieszczącym się w Zaułku Dienieżnym, by zapoznać się ze wszystkimi szczegółami tragedii. Przed budynkiem stało już kilka samochodów Czerezwyczajki.
 
Pracownicy ambasady byli przerażeni. W rozmowach dokładnie opowiedzieli o przebiegu wypadków. Z ich relacji wynikało, że około godziny trzeciej po południu dwaj czekiści po okazaniu przepustek, poprosili o rozmowę z Mirbachem pod pretekstem rozmowy na temat jego syna, który jakoby miał popaść w konflikt z prawem. Temat rozmowy bardzo zaskoczył posła, tym bardziej, że Blumkin z całym przekonaniem mówił o aresztowanym jeńcu, oficerze armii węgierskiej Robercie Mirbachu, który dopuścił się karygodnych występków.
 
Wszyscy usiedli przy okrągłym stoliku. Hrabia nie wiedział o co chodzi, nie przypominał sobie również tego, że ma syna w węgierskij armii. Gdy Andriejew wypowiedział słowa: „Najwidoczniej ambasador życzy sobie znać kroki, które zostaną podjęte przeciw Robertowi Mirbachowi [6]” będące sygnałem do ataku, Blumkin powtórzył je, poderwał się z krzesła i wyjął z teczki postolet, z którego oddał kilka niecelnych strzałów w kierunku posła. Andriejew rzucił bombę, ale nie eksplodowała. Mirbach zdążył uciec do sąsiedniej sali, jednak tam jego kark dosięgnęła go kula. Huk pistoletowych wystrzałów przytłumił wybuch bomby, którą podniósł Blumkin i rzucił raz jeszcze.
 
Zamachowcy salwowali się ucieczką przez okno do samochodu, który czekał na nich na ulicy. Wśród potłuczonego szkła, rozsypanego tynku ścian, w pokoju znaleziono jedynie ciało hrabiego, teczkę z dossier Roberta Mirbacha, drugą bombę, papierośnicę i rewolwer.
Dzierżyński rozkazał pokazać sobie przepustki jakimi posługiwali się zamachowcy. Gdy je zobaczył, zdziwił się. Były one wystawione na nazwiska dwóch jego pracowników- lewicowych eserowców Blumkina i Andriejewa.
 
Na przepustce widniała pieczęć WCzK oraz nieudolnie sfałszowany podpis Dzierżyńskiego i Ksenofontowa. Jedyną osobą, która miała dostęp do pieczęci był jego zastępca- lewy eserowiec Aleksandrowicz. Pozostało odpowiedzieć na pytanie, czy działali sami z własnych pobudek, czy też jest to szerzej zakrojony spisek. Dzierżyński zaapelował o spokój i obiecał jak najszybciej wyjaśnić sprawę i przedstawić attaché wojskowemu ambasady Millerowi raport.
 
Po ponad godzinnym pobycie w ambasadzie Dzierżyński czym prędzej udał się samochodem do kwatery eserowców, do zakonspirowanej willi w Zaułku Triechswiatitielskim, która przed rewolucją należała do bogatego fabrykanta Morozowa. Przez całą drogę zastanawiał się, co skłoniło tych dwóch ludzi do popełnienia takiego czynu, tym bardziej, że Blumkin sprawował funkcję naczelnika wydziału ochrony placówek dyplomatycznych WCzK od niecałego miesiąca, a jego wspólnik, Mikołaj Andriejew był zaś członkiem Najwyższego Trybunału Rewolucyjnego.
 
Samochód zatrzymał się przed willą eserowców. Wokół niej kopano okopy, rozmieszczano karabiny maszynowe i z mozołem instalowano potężne działo artyleryjskie. Przy wejściu zobaczył wielu żołnierzy, a wśrd nich lewego esera- Popowa, dowódcę Komisji Nadzwyczajnej, którego na to stanowisko awansował Aleksandrowicz. Podszedł do niego i spytał o Blumkina. Natychmiast poczuł od niego alkohol. Popow zaczął zmyślać. Twierdził, że nie ma go w budynku, ze pojechał do jakiegoś szpitala… Feliks nie uwierzył. Kazał wezwać świadków, którzy tą wersję mogliby potwierdzić. Nikt się nie pojawił. Gdy weszli do budynku, spostrzegł kątem oka czapkę Blumkina leżącą na stole. Był już pewny, że Popow kłamał. Koniecznie musiał znaleźć morderców. Rozkazał obecnym żołnierzom otworzyć wszystkie pokoje w budynku i chodząc od jednego pomieszczenia do drugiego zaczął je przeszukiwać.
 
W jednym z pokoi podeszli do Dzierżyńskiego eserowcy Karelin i Poroszian w asyście  kilkudziesięciu marynarzy i oznajmili mu, że próżno szuka Blumkina, gdyż decyzja o zamachu została podjęta przez ich partię. Oznajmiono mu, że zamach na niemieckiego posła miał być pretekstem do rozpoczęcia działań wojennych i ataku Niemiec na Rosję.
Reakcja Dzierżyńskiego była natychmiastowa. Zacisnął z wściekłości wargi i zwrócił się patrząc pogardliwym wzrokiem na dwóch eserowców: -Jesteście aresztowani- wycedził przez zęby. Przerażonemu Popowowi, który stał z nimi oznajmił, że jeśli mu się nie podporządkuje i nie wyda zdrajców, osobiście wpakuje mu kulę w łeb. Karelin i Proszian skłonni byli się podporządkować, ale gdy Dzierżyński rozkazał im iść wraz z nim do samochodu i sam ruszył w kierunku wyjścia, eserowcy poszli do pokoju, w którym obradował Komitet Centralny ich partii. Żołnierze stojący w progu kazali wezwać Marię Spirydonową i kilku innych przywódców.
 
Kilku pijanych marynarzy okrążyło Dzierżyńskiego rozkazując mu oddać broń. Na taki obrót sprawy Dzierżyński tylko spojrzał na żołnierzy z pogardą i powiedział: „Wobec tego winniście mnie zawczasu rozstrzelać, gdyż sam zażądam w razie aresztowania Spirydonowej, żeby jej w żadnym przypadku nie wypuszczano na wolność[7]”. Nikt z marynarzy nie ważył się podnieść ręki na przewodniczącego WCzK. Po krótkiej, grobowej ciszy, podczas której wszyscy spoglądali na siebie w patowej sytuacji, eserowiec Szablin wszedł do pokoju i przy pomocy Proszjana wykręcili ręce Dzierżyńskiemu i odbierali mu broń.
 
Eserowcy byli bardzo zadowoleni z siebie. Byli przeświadczeni, że wszystko idzie według planu- Niemcy dojdą aż do Wołgi i zabiorą te tereny pokonując bolszewików, Łotysze z Pierwszego Pułku Strzelców i Koszary Pokrowskije były po ich stronie. Uważali, że większość robotników i czerwonogrwardzistów popiera ich działania. Byli pewni, że stoją za nimi Kozacy stacjonujący w Woronce w sile dwóch tysięcy żołnierzy.
 
Gdy udało się Dzierzyńskiemu dojśc do głosu, przekonywał ich, że nie robią nic innego, tylko wypełniają plan burżuazji, zagranicznych bankierów, którzy ich rekami chcą zniszczyć rewolucję. Wtedy pojawiła się w pokoju Maria Spirydowa zarzucając bolszewikom sprzymierzenie się z Mirbachem i wypełnianie woli Niemców, którym Rosja miała wypłacać ustalony w rokowaniach pokojowych w Brześciu olbrzymi haracz.
 
Popow, który na oczach Dzierżyńskiego wypił szklankę spirytusu zdobył się na cywilna odwagę i powiedział mu, że był wierny WCzK, ale jest bardziej wierny swojej partii. Gdy Feliks zażądał od Popowa oddania rewolweru, ten spytał się:
„-Po co?
-Słuchajcie, oddajcie mi natychmiast wasz rewolwer!
-Rewolwer, po co?- stropił się tamten.
-Ażeby wam, łajdakowi i zdrajcy, dać kulę w łeb! [8]”
 
W tym czasie do budynku wszedł kierowca Feliksa, Siergiej Tihomlov. Zauważył go Aleksandrowicz i spytał: -Za kim jesteś? –Za władzą radziecką- odpowiedział Tihomolov. Na to Aleksandrowicz ponowił pytanie: - Za kim jesteś? – Za Leninem- padła odpowiedź. –A za kim jeszcze? – Za Dzierżyńskim! W tym momencie Aleksandrowicz wyrwał mu broń, wykręcił ręce i popchnął w kierunku zamkniętych drzwi. Gdy znalazł się w środku zobaczył zgromadzonych około trzydziestu ludzi, w tym Dzierżyńskiego. Podszedł do niego, a Dzierżyński cicho spytał: -Dlaczego nie zostałeś przy samochodzie? –Czekałem na was- odpowiedział Tihomlov. Feliks uśmiechnął się i dodał: -Słyszałem waszą rozmowę.
Po chwili do pokoju wszedł marynarz i spytał, kto jest kierowcą samochodu Dzierżyńskiego? Feliks jeszcze zdążył szepnąć: - Jedź i powiedz w WCzK, że eserowcy się zbuntowali. Tihomolov wybiegł z budynku i skierował się do auta. Silnik nie mógł odpalić. W końcu za pomocą jakiegoś drutu udało się uruchomić silnik [9].
 
Informacja o wzięciu Dzierżyńskiego do niewoli eserowców rozzłościło Lenina do tego stopnia, że zagroził, że za „Józefa” każe rozstrzelać 1000 eserowców. Lenin był wściekły, pobladł, twarz mu się zaostrzyła w wyrazie jakiego nikt do tej pory nie widział. Natychmiast zebrał się sztab, który miał dowodzić akcją odbicia zakładników pod przewodnictwem samego Lenina. Wezwano wszystkie jednostki wojskowe i artylerię z Chodynki, a także część strzelców łotewskich służących jako ochrona Kremla. W gotowości bojowej było już całe miasto. Z murów Kremla patrzyły na miasto lufy karabinów gotowych do strzału.
 
Bardzo szybko i sprawnie odbito Telegraf opanowany przed oddziały eserowskie, z którego wcześniej nadano informację o upadku bolszewickiego rządu i unieważnieniu wszystkich wydanych przez Lenina i Swierdłowa dekretów. Gmach WCzK wciąż był opanowany przez eserowców, a w nim został wzięty na zakładnika, bliski współpracownik Dzierżyńskiego, Martin Łacis. Trwała regularna wymiana ognia.
 
Tego dnia aż nad zbyt oczywiste było, że koalicja bolszewików z eserowcami nie ma przyszłości. W działaniach odwetowych bolszewicy pojmali i aresztowali frakcji eserowskiej przebywajacych na zjeździe, w tym samą wierchuszkę ich partii. Lenin rozkazał aresztować wszystkich eserowców i natychmiast przewieźć ich na Kreml. Nie tając nic przed społeczeństwem, podano do publicznej wiadomości informacje o zabójstwie posła Mirbacha, wyjaśniono istotę zamierzeń eserowców oraz poinformowano o porwaniu Dzierżyńskiego i Łacisa. Jakow Peters jeszcze telefonował do sztabu Popowa prosząc o rozmowę z Dzierżyńskim, ale odmówiono mu. 
 
Zamknięty w pokoju wraz z obstawą pilnujących go eserowców i obecnych tam Finów, Dzierżyński cała noc rozmawiał z nimi, wyjaśniał błędy polityki eserowców. Przekonywał, że sprzymierzenie z kapitalistami nie spowoduje przejęcia przez eserowców władzy. Mówił, że Komitet Centralny eserów to zdrajcy i sprzedawczyki rewolucji. Argumenty nie trafiały. Powtarzali w kółko nie będąc intelektualnie zbyt lotnymi, że bolszewicy chcą się wysługiwać Mirbachowi i Niemcom.
 
Z okien willi świstały kule. Większość buntowników było tak pijanych, że przypadkowo zdetonowali bombę zabijając dwóch swoich towarzyszy. Intendent rozdawał wszystko co tylko miał w magazynie- po dwie pary butów, konserwy, baraninę i cukier. Strzelcy z okien strzelali do przypadkowych ludzi. Zabito kilka osób, w tym zwiadowcę z Kremla. Tych eserowców, którzy wątpili w słuszność sprawy sterroryzowano krzycząc, że trzeba jak najszybciej posłać wszystkich bolszewików do piachu.
 
Wieczorem, do pokoju, gdzie przetrzymywano Dzierżyńskiego wszedł Szablin z ledwo przytomnym Popowem oznajmiając, że na zjeździe padła uchwałą o zdławieniu eserowców. Pijany Popow zdążył jeszcze wybełkotać, że ze swoich dział zaatakują Kreml, Teatr Wielki, Łubiankę i zniszczą je po połowie.
 
Nad ranem strzały umilkły. Jednostki strzelców łotewskich i Armia Czerwona otoczyła willę szykując się do decydującego natarcia. Wśród nich był Aleksander Gadomski, człowiek o wielkiej odwadze i gołębim sercu, syn carskiego generała. Mimo sprzeciwu ojca porzucił szkołę, by pracować jako elektromonter w warsztatach kolejowych. Był cenionym instruktorem najpierw w pułku biełgrodzkim, a następnie w warszawskim. Podszedł do wejścia budynku chcąc obezwładnić wartownika i aresztować śpiących jeszcze eserowców.
 
Nie udało mu się. Obudzony wartownik, gdy tylko go zobaczył sięgnął po broń i wypalił ją prosto w pierś Gadomskiego. Obudzeni wystrzałem eserowcy zerwali się i przystąpili do zmasowanego ostrzału. Ogień eserowców z karabinów maszynowych nie powtrzymał bolszewików przed atakiem. Zanim jednak rozległ się huk wystrzelonego armatniego pocisku, raz jeszcze zażądano uwolnienia Dzierżyńskiego i Łacisa. Bezskutecznie.
 
Wówczas w stronę willi wycelowano potężne działo. Pierwszy pocisk, zmiótł główny ogień karabinów. Wielu z buntowników, których dosięgnęła panika, zaczęło się przebierać w cywilne ubrania. Jeszcze pijani, zdezorientowani zaczęli uciekać. Szaleńczy rajd ciężarówkami w stronę dworca Kurskiego, spotkał się z kanonadą bolszewickich karabinów maszynowych zmuszając eserowców do zmiany kierunku ucieczki. Ruszyli w kierunku drogi władymirskiej. Inni uciekali konno ciagnąc bezużyteczne armaty, z których sympatyzujący z bolszewikami żołnierze, powykradali zamki. Nogi za pas wziął również dowódca eserowców Popow.  „–Jesteście tchórzem, nikczemnym tchórzem! [10]”- wrzasnął Feliks patrząc na ewakuującego się w popłochu Popowa. Uciekających eserowców dogonili jadąc parowozem strzelcy łotewscy, zwani „łotyszskije striełki”. Po czterdziestu kilometrach przegonili ich i odcięli drogę. Po krótkiej wymianie ognia, pomimo przeważających sił uciekinierów, eserowcy poddali się.
 
Ci, którzy zostałi w budynku, walczyli dalej, ale rezultat potyczki był już wiadomy. Jeden z eserowców przebiegając przez pokój, w którym przetrzymywany był Dzierżyński, rozkazał pilnującym go żołnierzom rozstrzelać go. Zatrzymały go lufy karabinów wycelowane w jego stronę. Strzegący Dzierżyńskiego Finowie zmienili zdanie. Teraz zamiast pilnować Dzierżyńskiego, chronili go. W południe po eserowskim zamachu stanu nie było już śladu. Pozostały tylko gruzy i trupy. 
 
Wśród zabitych eserowców leżało ciało Feliksa Barasiewicza, bolszewika pochodzącego ze szlachty kresowej. Był weteranem bitew z Korniłowem, podczas których do legendy przeszło jego męstwo i zapał rewolucyjny. W środku budynku jedyne co rzucało się w oczy to olbrzymie ilości papierów, dokumentów porwanych na strzępy, najpewniej niszczonych przez eserowców.
 
Ocalały Dzierżyński natychmiast rozkazał pojmać przywódców buntu. Rozpoczeto intensywne poszukiwania. Między innymi na dworcu kolejowym aresztowano Aleksandrowicza i kilku aktywistów wywodzących się z WCzK. Do bolszewickiej niewoli dostało się trzystu buntowników. Trzynastu z nich rozstrzelano. Blumkin i Andriejew uciekli.
 
Po kilku dniach sami zgłosili się do WCzK. Blumkin został skazany na 3 lata więzienia, podobnie jak jego kompan Andriejew. Na skutek szczerej samokrytyki i poprawnego zachowania, Blumkin został zwolniony, zrehabilitowany i powrócił do pracy w WCzK. Popow zbiegł na Ukrainę, gdzie związał się z bandami Machny. Dopiero w 1921 roku podczas likwidacji band został aresztowany, rozpoznany i rozstrzelany.
 
Pogrzeb Gadomskiego i Barasiewicza przekształcił się w wielką manifestację. Ich trumny wieziono na armatach zaprzęgniętych w sześć koni. Za trumnami podążały orkiestry, za nimi mieszkańcy Moskwy śpiewając pieśni rewolucyjne. Ciała złożono w grobie pod murami Kremla na Placu Czerwonym.
 
Prosto z zaułka Triechswiatitielskiego Dzierżyński pojechał do budynku Rady Komisarzy Ludowych. Nie mogł pogodzić się z faktem, że w szeregach Czeki, było tak wielu ukrytych wrogów. Zamierzał spotkać się z Leninem, ale nie zastał go w Sownarkomie. Podszedł do niego Swierdłow. Dzierżyński przez chwilę milczał, aż w końcu wybuchnął zapytaniem:
"-Dlaczego mnie nie rozstrzelali? Nędznie wyszło, gdyby mnie rozstrzelali, byłoby to pożyteczne dla rewolucji? Jakow Michaiłowicz, który bardzo lubił Dzierżyńskiego, z wielką czułością objął go ramieniem i powiedział:
-Nie, mój drogi Feliksie, dobrze, bardzo dobrze, że ciebie nie rozstrzelali. Ty masz jeszcze nie mało do zrobienia na korzyść rewolucji [11].”
 
Feliks czuł się fatalnie. Wrócił do swojego gabinetu. Usiadł przy biurku, wziął papier, pióro i napisał: „Wobec tego, że jestem jednym z głównych świadków w sprawie zabójstwa niemieckiego posła, hrabiego Mirbacha, uważam za niemożliwe pozostawanie dłużej w Ogólnorosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem w charakterze jej przewodniczącego, podobnie jak i w ogóle branie jakiegokolwiek udziału w jej pracy. Proszę Radę Komisarzy ludowych o zwolnienie mnie z pracy w Komisji[12]”. Tekst ten ukazał się następnego dnia w „Prawdzie”.
 
7 lipca 1918 roku na V Zjeździe Rad Dzierżyński wygłosił relację o przebiegu wydarzeń, którą poprzedziła dziesięciominutowa owacja na stojąco. Suchym tonem opowiadał, jak został zdradzony, jak bardzo zawiódł się na eserowskich towarzyszach, jak wiele błędów popełnił. Relacjonował brawurowe wejście do siedziby buntowników bez żadnej ochrony i wsparcia WCzK. Stanisław Bobiński wspominał tę wypowiedź: „O czynach oszałamiających, wprost nieprawdopodobnych, mówił nie tylko bez chwalby, ale nawet bez poczucia dumy z dobrze spełnionego obowiązku. Przeciwnie nawet, mowa jego była jednym, wielkim aktem samooskarżenia [13]”.
 
Nie na darmo za jego nieposkromioną odwagę nazywano go Kmicicem, a Julian Marchlewski zwykł o nim mówić wyrażając się nieco staromodnie, acz barwnie jako o chorążym orszańskim. Był z pewnością jedną z wybijających się postaci, która zwracała na siebie uwagę swoją indywidualnością. Przez wrodzoną skromność Dzierżyński tego nie dostrzegał.
 
Rada Komisarzy Ludowych przychyliła się do jego prośby rezygnacji ze stanowiska. Na wniosek samego Dzierżyńskiego o utworzenie specjalnej komisji badającej ostatnie zajścia, powołano komisję pod przewodnictwem towarzysza Piotra Stuczki, który wcześniej zajmował się reformą sądów.
 
Tymczasowym szefem WCzK został powolny, opanowany, mówiący bez pośpiechu z silnym akcentem Łotysz Jakow Peters, którego zadaniem było, wraz z Martinem Łacisem, oczyszczenie służb z eserowców za pomocą wskazówki wyrażonej przez byłego mieńszewika, prokuratora, który za kilka lat wsławi się najbardziej niedorzecznymi, ale i najkrwawszymi oskarżeniami będąc prokuratorem generalnym ZSRR, Andrieja Wyszyńskiego: „Dajcie mi człowieka, a paragraf sam się znajdzie [14]”.
 
Rozpoczęło się polowanie na eserowców. Łacis na łamach gazety WCzK domagał się nawet stosowania tortur, będąc przekonanym, że jest to najbardziej odpowiednia metoda pozyskiwania informacji. Jego mordercze zapędy były wielokrotnie poskramiane przez Lenina, choćby w rozmowie ze Spirydonową, w której odniósł się do Łacisa mówiąc o: „krwiożerczych instynktach w szeregach” czy „nazywając jego (Łacisa) szalony projekt dochodzeniem do absurdów, polegającym na karaniu obwinionych bez uzyskania dowodu ich winy bądź niewinności, podkreślając też, że zrezygnowanie z wykorzystania tych ludzi dla budownictwa państwowego jest ogromnym głupstwem [15]”.
 
Różnica charakterów jaka dzieliła Dzierżyńskiego od Petersa i Łacisa była kolosalna. O ile Dzierżyński potrafił wznieść się ponad nienawiść i pogardę dla wrogów, o ile potrafił zachować całą swą praworządność i nie ulegać wpływom emocji, choćby w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, tak jego zastępcy mieli z tym problem. Można pokusić się o zrozumienie postawy zastępców Dzierżyskiego zwłaszcza, że nich docierały liczne przypadki bestialstwa na terenie całego kraju popełnianych przez kontrrewolucjonistów.
 
Naturalne pragnienie zemsty przewyższało ich umiejętność zachowania dystansu i opanowania emocji. Nie udało im się dokonać tego, co dokonał Dzierżyński, który przez swoją postawę nie stał się takim samym zwyrodnialcem i barbarzyńcą jak chcieli go widzieć jego zaciekli wrogowie.
 
W tym okresie padły słynne słowa Łacisa zawarte w instruktażu dla śledczych: „Nie szukajcie w sprawie obciążających dowodów na to, czy powstał on [wróg] przeciw Radzie zbrojnie czy słowem. Po pierwsze, powinniście go zapytać do jakiej klasy należy, jakiego jest pochodzenia, jakie jest jego wykształcenie i jaki zawód. Te pytania powinny zdecydować o losie oskarżonego [16]” zapowiadały nadejście nowej ery WCzK, nad którą Dzierżyński nie będzie miał większego wpływu. Łacis przekonał, że nie wystarczy walczyć jedynie z wrogimi jednostkami, ale z cała klasą burżuazyjną. Takie sformułowanie wzbudziło uzasadniony protest wielu bolszewików, w tym samego Lenina.
 
Wieści o buncie eserowców nazwanym przez Dzierżyńskiego „kogucim powstaniem” dotarły również na Zachód. Gazety burżuazyjne podały informację, że eserowcy aresztowali Feliksa Dzierżyńskiego, co wzbudziło naturalne przerażenie i obawy jego najbliższych. Kolejne ich dni upłynęły w wielkim napięciu i oczekiwaniu na wieści o losie Feliksa odtrącając myśl o najgorszym. Cztery dni po rozpoczęciu buntu, 10 lipca 1918 roku za pośrednictwem ambasady radzieckiej w Bernie do Zofii dotarła depesza: „Proszę zakomunikować rodzinie Dzierżyńskiego, że nie ma żadnych podstaw do niepokoju. Jest on zdrów i w dalszym ciągu sprawuje swój urząd [17]”.
 
Po zakończonym śledztwie, 22 lipca 1918 roku Rada Komisarzy Ludowych na nowo wybrała Dzierżyńskiego na przewodniczącego WCzK. W tym samym czasie, co bunt eserowców w Moskwie, podobne zamieszki miały miejsce w Jarosławliu, Rybińsku, Orle i w Liwnach. Zginęło tam stu z dwustu bolszewickich jeńców. Gdy Dzierżyński wrócił do pracy, przesłuchiwał osobiście jednego z zatrzymanych buntowników. W relacji Oscara Bluma miał miejsce następujący monolog Feliksa: „Zapewne, przyznaję, ze działa pan z najczystszych pobudek i jest pan socjalistą z przekonania. Lecz pan jest naszym wrogiem. Nie będę usiłować pana zmanić pieniędzmi, obietnicami. Zbyt mądry człowiek z pana i świadomy sedna sprawy. Uwolnić pana również nie mogę, zaś więzienie jest zbyt słaba zaporą dla pańskiej zręczności. Szkoda, że pan nie należy do nas. Żegnam pana [18]”.
 
Przywódczyni zbuntowanych eserowców Maria Spiridonowa, niespełna władz umysłowych, zatrzymana w Teatrze Wielkim, gdzie miała ogłosić upadek rządu bolszewickiego, została przewieziona na Kreml i osadzona w jednym z pokoi w tak zwanym Żeliwnym Korytarzu pod czujnym okiem wartowników. Obawiano się, że jako zdolna i przekonywująca agitatorka, będzie próbować zmanipulować wartownikami tak, aby jej umożliwili ucieczkę. Nie bez racji.
 
Maria Spiridonowa
Uwagę wartowników Kremla zwróciła staruszka podając się bliską krewną Spiridonowej. Przedstawiła się jako Sidorowa. Nalegała, aby przekazać jej żywność, jaką przyniosła dla niej w trosce o zdrowie. Była uporczywa i natrętna, nie sposób było jej spławić ani przekonać, że nie wolno przekazywać żadnych paczek zatrzymanej.
 
Wzbudziło to czujność ochrony. Odstąpiono od ustalonych zasad i przyjęto paczkę i w obecności kobiety, przejrzano zawartość. Wśród wielu rzeczy, uwagę zwróciła paczka paierosów, a przecież Maria Spiridonowa była niepaląca. Gdy kobieta wyszła, sprawdzono ją. Okazało się, że w jednym z papierosów jest gryps.
 
Natychmiast o sprawie powiadomiony został Dzierżyński. Rozkazał, nie kryjąc zadowolenia, aby rozpocząć jej obserwację kiedy przyjdzie po raz kolejny. Aby zmylić jej czujność, polecił wartownikowi udawać zajętego, przetrzymać ją, a w tym czasie zawiadomić go o jej przybyciu. Według instrukcji, należało niedbale wykonywać rewizję kolejnej przesyłki, a kobietę puścić wolno nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Przez kilka następnych dni Sidorowa nie pojawiała się. Obawiano się, że trop się urwał. Po kilku dniach pojawiła się znów przynosząc paczkę. Od tego czasu ośmielona kobieta przychodziła znacznie częściej i podobnie jak za pierwszym razem, odkrywano w produktach liściki pisane na bibule. Wszystkie grypsy zamiast do Spirydonowej trafiały na biurko Dzierżyńskiego. 
 
Po miesiącu, kiedy komendant Kremla przyniósł na Łubiankę kolejny list, Dzierżyński najwyraźniej znużony powiedział uśmiechając się  : „-A wiecie, ta wasza Sidorowa to żadna Sidorowa. Jest to stara eserówka i doświadczona konspiratorka, łączniczka podziemnej organizacji eserowskiej. Szykują ucieczkę Spiridonowej, więc bądźcie czujni. Jedno ich niepokoi- dlaczego ona milczy, nie odpowiada na ich pisma [19]”.
 
Aby móc dobrze uknuć intrygę i skutecznie rozpracować nielegalną organizację, Dzierżyński zaproponował, aby jeden ze strażników stojących przez jej celą dał się namówić na współpracę. Wybrano jednego z najinteligentniejszych wartowników, który uskarżał się, że Spiridonowa zamęcza go opowieściami. Na początku odmówił wzięcia udziału w podwójnej roli wartownika i prowokatora uznając to za niegodne bolszewika, ale po krótkiej rozmowie z Dzierżyńskim i uzmysłowieniu sobie wagi sprawy, podjął się zadania. Wkrótce zdobył zaufanie aresztantki i choć udawał opór, zgodził się przekazać od niej informacje. Spiridonowa, kobieta butna i narcystyczna była zadowolona z siły swej perswazji. Z pewnością jej zadowolenie zniknęłoby, gdyby wiedziała, kto czyta jej grypsy.
 
Po sfotografowaniu liściku, Dzierżyński kazał zanieść je pod wskazany przez przywódczynię eserowców konspiracyjny adres. Zabawa w tajną korespondencję nie mogła trwać wiecznie. Gdy namierzono eserowców, zostali przez WCzK zatrzymani i postawieni pod Trybunał Rewolucyjny. Maria Spiridowa została skazana na rok więzienia.
 
Po wyjściu na wolność nie zaprzestała walki. W kolejnych latach była kilkakrotnie aresztowana, a w 1923 roku udaremniono jej ucieczkę z ZSRR i skazano na trzy lata zsyłki. Resztę swojego życia spędziła w szpitalu psychiatrycznym i więzieniach w Orle i Jarosławliu m.in. za przygotowanie do zamachu na Klimenta Woroszyłowa. W 1941 roku została rozstrzelana wraz z ponad setką więźniów pod murami więzienia w Orle.
 
Gdy w kraju przebrzmiał bunt eserowców, najistotniejszą sprawą rządu okazała się nacjonalizacja przedsiębiorstw. Była ona przeprowadzana bardzo powoli i stopniowo, jednak wobec narastających roszczeń właścicieli fabryk, których kapitał wywodził się z państw zachodnich, należało drastycznie przyspieszyć nacjonalizację. Niemcy gwałtownie domagali się odszkodowań za utracone mienie i zyski, co poważnie mogło nadwyrężyć skromny budżet odradzającego się państwa. Mózgiem operacji był Jurij Łarin, który wymógł na Leninie natychmiastowego poparcia upaństwowienia wszystkich fabryk.
 
W hotelu „Metropol” w zupełnie prymitywnych warunkach na gwałt przygotowywano listę wszystkich zakładów, fabryk i przedsiębiorstw z obcym kapitałem. Było to karkołomne zadanie, ponieważ nie było odpowiednich rejestrów pod ręką, nie mówiąc już o braku krzeseł ani ołówków. Pracownicy aby usiąść przy biurku najpierw musieli je znaleźć i przynieść. Po urzędach rozbiegli się wysłannicy w poszukiwaniu archiwów, roczników statystycznych, rejestrów handlowych. Dopiero po kilkunastu dniach udało się skompletować dokładną listę i na strychu hotelu na naprędce skleconym stole zasiedli członkowie Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej i czytając po kolei nazwy przedsiębiorstw, wobec braku sprzeciwów, choć niejednokrotnie wywiązywały się dyskusje, uchwalono nacjonalizację, którą 28 czerwca 1918 roku zamieszczono w dekrecie Rady Komisarzy Ludowych.
 
Bużliwe lato 1918 roku rozbudziło spore społeczne emocje, które towarzyszyły dyskusji o losach carskiej rodziny. Rosyjskie społeczeństwo wciąż pamietające represje Mikołaja Krwawego, jego pogardę dla życia, ofiary wojny liczonej w milionach, doprowadzenie do katastrofalnego stanu imperium, żądało jego głowy. Mimo tak jednoznacznej woli ludu, rodzina carska była pod ścisłą ochroną. Chronił ją wcześniej również zamordowany hrabia Mirbach usiłujący przeciwstawić się rozprawie sądowej nad carem, a także zamierzał doprowadzić do wyjazdu emigracyjnego całej rodziny do Niemiec.
 
Lenin nie zamierzał pozbyć się carskiej rodziny za nic. Zastanawiał się nad dwiema możliwościami. Pierwsza, to powołanie specjalnego sądu tworząc publiczny proces, podczas którego sądząc Mikołaja II, jakoby osądzonoby minioną epokę carskiego reżimu. Druga opcja to wymiana rodziny carskiej na wielu działaczy bolszewickich znajdujących się w więzieniach państw zachodnich. Wykonanie wyroku śmierci bez jakiegokolwiek pożytku społecznego, nie miało dla niego sensu. W telegramie do dowódcy Frontu Północno-Syberyjsko-Uralskiego, Eduarda Berzina, Lenin nakazywał: „Wziąć pod ochronę rodzinę carską i nie dopuścić do jakichkolwiek represji wobec niej, odpowiadając w tym przypadku własnym życiem [20]”.
 
Pomimo wyraźnego polecenia Lenina mówiącym o zachowaniużycia carskiej rodziny, w Jekaterynburgu decyzją Uralskiej Obwodowej Rady Delegatów pod naciskiem miejscowych robotników zadecydowano w nocy 16 na 17 lipca, według świadka wydarzeń, Jermakowa, rozstrzelać Mikołaja. Jak to się stało, że rozstrzelano całą rodzinę- 11 osób, tego do końca dziś już nie wiadomo. Rodzinę carską zamordowano pospiesznie w obawie przed nadchodzącymi wojskami białogwardzistów.
 
Zdarzenie to spotkało się ze sporym niesmakiem wśród przywódców rewolucji. Była to zbyteczna śmierć, która ani niczego nie wyjaśniła, ani nie pozwoliła na osiągnięcie istotnych celów Lenina. Była sporym nadużyciem władzy, a w stosunku do dzieci, lekarza, służby i psa kompletnie bezzasadnym.
 
18 lipca 1918 roku, blisko 2.500 kilometrów od Jekaterynbuga, w Jekaterynodarze [21] na Krymie trwała walka bolszewików z Armią Ochotniczą uformowaną przez Ławra Korniłowa, któremu udało się zbiec z więzienia w Bychowie. Korniłowcy byli postrachem ludności. Z ust do ust przekazywano sobie makabryczne opowieści o ich wyczynach w stosunku do jeńców i przypadkowych ludzi. Nie były one bezpodstawne zważywszy na wypowiedzi samego Korniłowa, który w walce z bolszewikami był zdeterminowany gotów zniszczyć całą Rosję: „Szliśmy do władzy, żeby wieszać, a trzeba było wieszać, żeby dojść do władzy” lub jego zlecenia w stosunku do jeńców: „Nie brać do niewoli. Im więcej terroru, tym większe zwycięstwo [22]”.
 
Wacław Świrski opisywał przerażający widok napotkanych zwłok taboru czerwonoarmistów pod Ostrogożońskiem, który dostał się do niewoli otoczony przez żołnierzy Korniłowa. „Zezwierzęcony wróg załatwił się z ekipą właściwym mu sposobem, mordując wszystkich z wyrafinowanym okrucieństwem, a ciała ofiar porzucając w przydrożnych rowach. Odnalezione trupy z oznakami sadystycznych wyczynów „armii- oswobodzicielki” przewiezione zostały do miasta i złożone w kostnicy szpitalnej. Prawie cały Ostrogożsk odwiedził szpital. Widok ofiar wywierał zaiste grozą przejmujące wrażenie. Prawie wszystkie zwłoki miały poobcinane nosy, uszy, wykłute ostrzami szabel kozackich oczy, rozprute wnętrzności. Szczególnie wymyślnym torturom poddane zostały kobiety, których kilka znajdowało się tym nieszczęsnym taborze. Były to członkinie partii, z pułkowego wydziału propagandy, przeważnie młode kobiety i dziewczęta [23]”.
 
Walki w mieście toczyły się o każdy dom. Korniłowowi udało się wejść do miasta, zajął dworzec kolejowy, wyparł bolszewików i szykował się do przeprawy przez rzekę Kubań. Armia Czerwona przegrupowała się, nadeszły posiłki i gradem pocisków zmusiły korniłowców do wycofania się. Wojska generała w popłochu ewakuowały się na promy podstawione przez Kozaków. Weteran tych walk, Zygmunt Milewicz opowiadał: „Tuż przy ogrodzie miejskim przedostawał się Korniłow i jego armia przez rzekę. Nasz oddział wraz plutonem wojska rewolucyjnego zajął stanowisko nadbrzeżne za ogrodem i kiedy korniłowcy powsiadali na prom, sypaliśmy po nim ogniem karabinów ręcznych i maszynowych. Zanim przepłynęli na drugą stronę, na pokładzie prawie wszyscy leżeli i nikt nie strzelał [24]”.
 
Oddziały wroga rozproszyły się. Armia Czerwona ruszyła w pogoń drugim promem. W mieście polowano na kadetów, którzy nie załapali się na rzeczną przeprawę. Do niewoli wzięto kilkuset żołnierzy. Rozpoczęła się bitwa na działa. Do oddziału Milewicza przyszli austriaccy jeńcy prosząc o możliwość obsługi działa. Gdy obserwator zauważył ruchy sztabu Korniłowa, ci wycelowali i rozbili go w miazgę. Korniłowcy zaczęli uciekać w popłochu, uciekali tak szybko, że nie było już kogo gonić. Gdy sytuacja została opanowana, znaleziono zwłoki Korniłowa. Żołnierze odkopali trupa, załadowano na wóz koński i cały dzień wożono go po mieście.
 
Tuż nieopodal, można by rzec uznając 500 kilometrów w rosyjskich realiach za odległość niewielką, bo do Władykaukazu dotarły wojska angielskie mające walczyć na froncie tureckim. W wyniku fatalnej pomyłki ich uzbrojenie, które wysłano oddzielnym transportem zaadresowano było do Władywostoku, czyli dziesięć tysięcy kilometrów na wschód[25].


[1] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 155, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 19.04.2014r.)
[2] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 286
[3] J. German, Lód i płomień, Czekiści. Młoda gwardia, Moskwa 1972, http://www.fsb.ru/fsb/history/author/single.htm!id%3D10318006@fsbPublication.html
[4] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 157
[5] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 264
[6] M. Boncz-Brujewicz,Wspomnienia 1914-1919, Wydawnictwo MON, Warszawa 1959, s. 421
[7] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 296
[8]  Przepraszam, zgubiłem źródło. Fragment pochodzi ze wspomnień, ale kogo to nie wiem teraz, 
[9] S.G.Tihomolow, Osiem lat z Dzierżyńskim, http://www.e-reading.biz/chapter.php/78824/46/O_Felikse_Dzerzhinskom.html, (odczyt z dn. 20.11.2013r.)
[10] S. G. Uralov, Posłańcy partii, Moskwa 1967, s. 53-58
[11] L.L. Fotieva, Symbol sprawiedliwości, Sbornik o Feliksie Dzierżyńskom, Moskwa 1965, s. 345
[12] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 299
[13] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 158
[14] D. Jakubowski, Nieczajew, Łacis, Stalin i rzetelne badania historyczne przeciw cenzurze, http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84913,dawid-jakubowski-nieczajew-lacis-stalin-i-rzetelne-badania-historyczne, (odczyt z dn. 10.07.2013r.)
[15] D. Jakubowski, Nieczajew, Łacis, Stalin i rzetelne badania historyczne przeciw cenzurze, http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84913,dawid-jakubowski-nieczajew-lacis-stalin-i-rzetelne-badania-historyczne, (odczyt z dn. 10.07.2013r.)
[16] D. Jakubowski, Nieczajew, Łacis, Stalin i rzetelne badania historyczne przeciw cenzurze, http://antykapitalista19171959.salon24.pl/84913,dawid-jakubowski-nieczajew-lacis-stalin-i-rzetelne-badania-historyczne, (odczyt z dn. 10.07.2013r.)
[17] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 318
[18] B. Krzywobłocka, Opowieść o  Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 231
[19] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 278
[20] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s.
[21] Obecnie Krasnodar
[22] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 321
[23] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 697
[24] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 589
[25] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 594
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.