Włosy miała rozrzucone, postrzelona była w kark

Rozdział XLIII
 
 
Tymczasem w Moskwie znacząca dotkliwością dla jej mieszkańców byli anarchiści tworzący tzw. Czarną Armię, świetnie wyposażoną w broń. Według ich przekonań, wszelka władza administracyjna i polityczna była zbędna. Uważali, że stosunki międzyludzkie powinny układać się według całkowitej swobody jednostki, która kierowana sumieniem będzie dokonywać właściwych wyborów. Dopóki anarchistami byli rozdyskutowani, pełni fantazji studenci, dopóki wydawali ciekawe periodyki cieszące się uznaniem, pisane bogatym językiem, społeczeństwo tolerowało anarchistów jako oryginalnych, często zaskakujących ludzi.
 
Wraz z upływem czasu do ruchu anarchistycznego przystąpiło wielu tych, którzy niekoniecznie ideę tą utożsamiali z wolną myślą, a bardziej interpretowali ją jako przyzwolnie na rabunek nazywając je „rekwizycjami dla potrzeb ludzi wysokich zasad”. Wbrew temu, co głosili ideowi anarchiści, w Czarnej Armii panował pełen rygor wojskowy i ścisła struktura stanowisk.
 
W zawierusze rewolucyjnej anarchiści opanowali kilka pałacyków pod pozorem pracy kulturalno-oświatowej. Te „ośrodki kultury” strzegli ogniem karabinów maszynowych. Na co dzień zajmowali się rabowaniem magazynów, prywatnych kosztowności, dopuszczali się wielu napadów i zabójstw. Anarchiści „wydawali wówczas odezwy w dzielnicach robotniczych w celu zgłaszania się po rzekomy przydział mienia, a kiedy robotnicy zgłaszali się, otrzymywali starą odzież, bieliznę, natomiast cenniejsze przedmioty- futra, ubrania i różne kosztowności- zatrzymywali dla siebie. Anarchiści konfiskowali między innymi auta ciężarowe, na których następnie podjeżdżali do magazynów znanych firm moskiewskich, co zdarzyło się na przykład w firmie „Bracia Błandowy” i „Cziczkin”, gdzie rabowali wszystko, rzekomo legalnie, gdyż wystawiali pokwitowania jako grupa anarchistów, a potem dzielili się zarabowanym łupem [1]”.
 
Zagorzały wróg Dzierżyńskiego, Robert Lockhart pisał, że zwykłe życie pod rządami bolszewików przebiegało bardzo spokojnie. „W tej wczesnej epoce bolszewizmu niebezpieczeństwo dla nietykalności cielesnej i życia pochodziło nie ze strony rządzącej partii, lecz ze strony anarchistycznych band  [2]”. O ile wcześniej władza radziecka przymykała oko na siłowe popisy anarchistów, którzy w swym bogatym repertuarze mieli również rozbrajanie carskiej policji podczas napadów na komisariaty, tak teraz dłużej tolerować samowoli anarchostów nie mogła. Dodatkowo narażali się nowej władzy szkalowaniem bolszewików w wydawanych przez siebie gazetach „Anarchia” i „Gołos Truda”. Mieńszewicy i eserowcy dolewali oliwy do ognia rycząc na pełen głos, że to właśnie bolszewicy są odpowiedzialni za to, że pozwolili anarchistom na takie zachowanie i demoralizację, że jest to rezultat Rewolucji Październikowej.
 
Pojawienie się Dzierżyńskiego w mieście było zarazem końcem ich rozrywkowej działalności. Już pierwszego dnia po przybyciu do Moskwy, do Dzierżyńskiego dotarła wiadomość o anarchistycznym napadzie na pracowników WCzK, podczas której jeden funkcjonariusz został zabity. Tego samego dnia udało się pojmać organizatorów napadu i przykładowo na polecenie Dzierżyńskiego rozstrzelać. Konsekwencje tej decyzji były bardzo przykre. Dzierżyński musiał się z tego kroku później tłumaczyć przed Radą Moskiewską stawiając zdecydowany nacisk na natychmiastowe rozbrojenie anarchistów, aby zaprowadzić porządek w mieście.
 
W tym czasie w działalności WCzK wpisany był zakaz prowokacji. Pomimo nacisków na kolegium tej instytucji, Dzierżyński stanowczo sprzeciwił się takiej formie pracy. Uznał, że możliwe jest, i zostało to uchwalone, wykorzystywanie konfidentów- współpracowników jedynie poza siedzibą Nadzwyczajnej Komisji i tylko i wyłącznie w odniesieniu do spraw związanych ze spekulacją. Kategorycznie zabronił stosowania prowokacji w stosunku do przeciwników politycznych uznając, „że walkę prowadzić można tylko przez ideowe współdziałanie elementów radzieckich [3]”.
 
Aby nie dopuścić do negatywnego odbioru WCzK w Moskwie, o której krążyły już pogłoski, że jest on bezwzględnym narzędziem terroru, Dzierżyński zamieścił w prasie list otwarty do ludności będący zarazem programem walki wytyczonym przez niego. „…Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna uważa za konieczne powiadomienie obywateli Moskwy, że najważniejszym zadaniem Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej będzie walka o całkowite bezpieczeństwo i nietykalność obywateli oraz ich mienia, ochrona przed bezprawiem i gwałtem ze strony samowolnych rabusiów i bandytów, rozbójników, chuliganów i pospolitych złodziejaszków, którzy ośmielili się grupować i podawać za anarchistów, czerwonogwardzistów oraz członków innych organizacji rewolucyjnych. (…) Ludność może być pewna, że we Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej znajdzie żywy oddźwięk w każdym wypadku, kiedy pogwałcona została sprawiedliwość, popełniono bądź szykowano przestępstwo[4]”.
 
W odezwie Dzierżyński zaznaczał, że będzie ścigać wszystkich przestępców bez względu na przynależność polityczną czy piastowane stanowisko. Wspomniał o konieczności rejestracji legalnej broni, oddawania wszelkich materiałów wybuchowych i broni pochodzących z nielegalnych źródeł.
 
Podczas narady, której przewodniczył Dzierżyński, ustalono, że należy dać 24 godziny anarchistom na opuszczenie Moskwy lub na rozwiązanie ich organizacji. Ostrzeżono też, że wszelkie akty bandytyzmu, które zostaną udowodnione czy też w przypadkach, kiedy bandyci zostaną schwytani z bronią w ręku na gorącym uczynku, spotkają się z natychmiastowym rozstrzelaniem. Odezwa ta ukazało się w prasie 3 kwietnia, jednak nie zmusiła anarchistów do refleksji. Czasu do namysłu mieli zdecydowanie więcej niż doba.
W tym czasie rozpoczęto dokładne rozpoznanie wszystkich miejsc, w których zagnieździli się anarchiści- najwięcej było ich w samym śródmieściu. Opracowano wszelkie możliwe scenariusze działań. Badano ilość przebywających w pałacach osób, możliwie uzbrojenie, drogi ucieczki anarchistów, a także określono siły, jakie należy przeznaczyć do planowanej akcji.
 
W nocy z 11 na 12 kwietnia WCzK dyskretnie rozmieszczono wszystkie jednostki WCzK. Na umówiony znak o świcie równocześnie zaatakowano wszystkie posterunki anarchistów. Walki rozpoczęły się również we wszystkich skupiskach anarchistycznych w Rosji. W jednej z nich brał udział również Jakub Węgliński dowodząc 16. lotnym oddziałem likwidując anarchistów zajmujących willę przy ulicy Mała Dmitrowska. Ten około trzydziestoletni, niski krępy blondyn, przed rewolucja pracujący jako kucharz w „Wospitatielnom Domie”, chodzący o lasce z powodu niezginającej się lewej nogi, był postrachem anarchistów. Pochodził z Warszawy i po warszawsku się wysławiał mówiąc „nogamy i rękamy” czy też „Chłopczy, idziem w bój!”. Mieszał polski z rosyjskim z równą finezją jak szedł do ataku. W walce był wściekły, wyglądał jakby gardził śmiercią. Miał w sobie tak dużo zapalczywości i zdecydowania, że wydawało się jakby był maszyną do zabijania. Będąc weteranem walk o Kreml podczas pierwszych dni rewolucji dał się zapamiętać swoim przeświadczeniem: „Grunt, żeby tych draniów junkrów z Kremla wykurzyć [5]”
 
Po dwugodzinnych walkach z anarchistami udało się, mimo olbrzymiej kanonady ognia zza grubych murów willi, zdobyć cel. Po jej zdobyciu oddział Węglińskiego przeniósł się na ulicę Powarską, gdzie skutecznie likwidował ogień anarchistów. Część z nich poddała się bez walki, inni woleli umrzeć niż się poddać. Bolszewicy ogniem maszynowym odpowiadali na ogień maszynowy, w niektórych odpowiedziano artylerią. Dowodzący akcją Dzierżyński nie patyczkował się.
 
Obraz, jaki ukazał się czekistom po wejściu do jednego z pałacyków był zatrważający: „Brud panujący w nich był nie do opisania. Na podłodze walały się stłuczone butelki. Wspaniałe plafony były podziurawione od kul. Plamy po winie i ludzkie ekskrementy zaśmiecały kosztowne gobeliny. Cenne obrazy pocięte były w paski. Zabicie leżeli tam, gdzie dosięgła ich śmierć. (…) W luksusowym salonie domu Graczewa anarchiści zaskoczeni zostali podczas orgii; przewrócony stół, przedtem zastawiony potrawami, potłuczone talerze, szklanki, butelki od szampana tworzyły wyspy z kałuży wina i krwi. Na podłodze leżała twarzą do ziemi młoda kobieta, włosy miała rozrzucone, postrzelona była w kark, a jej zakrzepła krew tworzyła odrażającą purpurową plamę. Miała niewiele ponad 20 lat [6]”.
 
W pałacykach znajdywano nieprzebrane ilości kosztowności, precjozów i pieniędzy zrabowanych przez bandy, a także całe składy broni i amunicji. Wszędzie zaś widoczny był przerażający obraz dewastacji wnętrz. W jednym z domów zarekwirowanych przez anarchistów znaleziono ciało zabitego czekisty. Konsekwencje były natychmiastowe, siedmiu anarchistów w sądowym trybie przyspieszonym skazano na śmierć i rozstrzelano. Podczas walk wraz z czekistami był obecny również Dzierżyński. Podczas walk niegrożnie raniła go kula w rękę.
 
Walki trwały do południa. Najdłużej bronili się anarchiści w „Domu Anarchii” na Małej Dmitrowce będącym wcześniej klubem kupieckim. Kule świstały w powietrzu, anarchiści walczyli całą dostępną bronią, ciskali granaty i bomby. Często ich obrona była niecelna i chaotyczna.  W zdesperowanej walce poniosło już śmierć zbyt wielu czekistów. Do walki na Małej Dmitrowce, bolszewicy zdecydowali się na użycie działa, które po jednym wystrzale rozgromiło sporą część budynku. Wobec tak przeważającej i przerażającej siły, anarchistom nie pozostało nic innego, jak tylko się poddać. Aresztowanych  przewieziono na Łubiankę. Zwycięskie oddziały WCzK zajęły się zabezpieczeniem pałacyków oraz gromadzeniem całego bandyckiego dobytku. Należało zaprowadzić ład i zabezpieczyć budynki przed szabrem ze strony drobnych rzezimieszków.
 
Nie przewidziano tylu wolnych miejsc w celach ani zapasów żywności dla osadzonych. Podczas śledztwa odseparowano zwykłych bandytów od ideowych anarchistów. Było to zajęcie karkołomne, gdyż aresztowanych anarchistów było już ośmiuset, a transporty wciąż przybywały. Ideowych anarchistów, którzy nie brali udziału w kradzieżach i bandyckich napadach, Dzierżyński rozkazał wypuścić na wolność. Byli to przeważnie starsi ludzie mający wiele doświadczeń w walce z caratem. Wśród nich było wielu zesłańców i katorżników, którzy sami nie wiedzieli, dlaczego ich idea przyciągnęła tak wiele społecznych męt. Nie wszyscy z nich docenili łaskawość i wyrozumiałość bolszewików. Część z nich w późniejszym czasie zasiliła bandyckie oddziały partyzanckie wrogów państwa Rad.
 
Większość zatrzymanych nie miała bladego pojęcia o idei anarchistów. Wymyślali swoje teorie na miejscu, co tylko ich pogrążało jeszcze bardziej. Jeden z nich, jak wspominał Paweł Malkow powiedział prowadzącemu śledztwo: „-Dajcie mi mieszkanie i obiad, a jak Boga kocham- nigdy nie będę anarchistą [7]”, inny zaś nie omieszkał wyznać przesłuchującym, że „Władza rad ledwo dyszy [8]”.
 
13 kwietnia 1918 roku opublikowano w 73 numerze Izwiestii informację podpisaną przez Dzierżyńskiego, że wszyscy pokrzywdzeni brutalnymi rabunkami przez anarchistów mogą stawić się w urzędzie kryminalno-śledczym milicji przy Zaułku Znamieńskim 3 począwszy od 13 do 16 kwietnia w godzinach od 12 do 14-ej na okazanie podejrzanych, aby dowieźć im przestępstw. Podobne akcje przeprowadzono w innych miastach, w których anarchiści rozwinęli swoją działalność. Po rozbrojeniu anarchistów przestępczość gwałtownie zmalała, jak podają źródła, o ok. 80%, co może wydać się przesadnie optymistycznym rezultatem, dlatego należy przyjąć, że przestępczość zmalała znacząco.
 
Z tego okresu pochodzi jedna z opowieści o zachowaniu Feliksa Dzierżyńskiego w stosunku do ludzi, a związana z domniemanym zamachem anarchistów na Jakuba Węglińskiego, który w rzeczywistości był zwykłą kraksą samochodową. Wraz z nim w szpitalu znalazła się w wyniku wypadku Helena Bobińska. Kiedy pielęgniarka, żona carskiego generała Zagoskina, opatrywała jej rany, zwierzyła się, że jej mąż uwięziony przez WCzK miał wrócić do domu tydzień temu, a do tej pory go nie ma. Słyszała o wielkiej sprawiedliwości i autorytecie Dzierżyńskiego i szukała „dojścia” do niego. Wspomina Helena Bobińska: „Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zapukano do drzwi. Wszedł Dzierżyński w swoim długim żołnierskim szynelu.
-Siostro- powiedziałam cicho- to jest właśnie Dzierżyński. Wyjdźcie na chwilę.
-Nieużeli on?- szepnęła.
Spojrzała na Dzierżyńskiego spłoszonymi oczyma i wyszła prędko, zostawiając wszystkie swoje opatrunki.
-Wyglądacie jak po bitwie- zażartował Dzierżyński.- Wyszliście cało z tej przygody, a mogło być daleko gorzej.
Uśmiechał się, ale robił wrażenie chorego. Spytałam, skąd się tu u nas wziął. Okazało się, że po mieście rozniosła się wieść o zamachu anarchistów na Węglińskiego. Przyjechał, bo nie bardzo wierzył tym pogłoskom. Opowiedziałam mu prędko o Zagoskinie.
         -Generał Zagoskin- powiódł ręką po czole- poczekajcie, Zagoskin już od tygodnia powinien być w domu. Widać zapomniano o nim w gorączce walki z anarchistami. Trzeba to zaraz naprawić. –Wyciągał już notes. Właśnie weszła Zagoskina. Dzierżyński zwrócił się wprost do niej:
         -Jesteście żoną generała Zagoskina? Generał Zagoskin od tygodnia powinien być wolny. Dziś jeszcze wyjaśnię, skąd ta zwłoka.- spojrzał na zegarek- Teraz jest siódma. Najpóźniej jutro rano mąż będzie w domu.
         Zapisał coś w notesie, pożegnał się i wyszedł. Zagoskina stała oszołomiona”. Następnego dnia: „Zaraz po tym przyszła Zagoskina. Rozpromieniona. Mąż jej przyjechał wczoraj o dziesiątej wieczorem. Dzierżyński odesłał go własnym samochodem i przeprosił za „bezpodstawne”, jak mówił, zatrzymanie.
         -Co za człowiek!- unosiła się Zagoskina.
         Już po jej wyjściu Stasiek (Budzyński) powiedział:
-Gdyby wiedziała ile pracy Dzierżyński miał wczoraj i dzisiejszej nocy! (…) A sam ledwo się już na nogach trzyma [9].
 
W tym samym czasie pod koniec kwietnia 1918 roku pojawił się nowy problem do rozwiązania, który stanął przed Dzierżyńskim. Na mocy traktatu pokojowego z Niemcami, rząd zmuszony został do wykupowania akcji niemieckich firm mających do niedawna siedziby na terenie Rosji. Była to świetna okazja do spekulacji. Agenci hrabiego Wilhelma von Mirbach-Haffa odnajdywali u obywateli Rosji Radzieckiej akcje skupując je prawie za darmo, po czym przedstawiali rządowi do wykupienia już po oficjalnych cenach. Takie zachowanie groziło nadwyrężeniu słabego budżetu kraju. Należało jak najszybciej działać. Już po kilku dniach udało się przejąć 2400 udziałów Potielachowskiego Towarzystwa Włókienniczego, a kilka tygodni później akcje niemieckich kopalń o wartości ponad 5 milionów rubli. Pośrednicy tych transakcji liczący na szybki zysk zostali przykładnie rozstrzelani.
 
W 1918 roku sprawiedliwość dosięgnęła szpicla i prowokatora Afanasiewa, który kontrolował i donosił carskiej Ochranie o działalności SDKPiL. Aby zatuszować jego rolę, został aresztowany wraz z wieloma „rozłamowcami” SDKPiL, ale w krótkim czasie został wypuszczony na wolność. W dokumentach przejętych z carskiego archiwum powrócono do tej sprawy odnajdując bezsprzeczne dowody jego wrogiej działalności. Został aresztowany i rozstrzelany. Podobnie zostali pojmani mordercy brata Feliksa, Stanisława, którzy w lecie 1917 roku dopuścili się niezrozumiałego i bezcelowego zabójstwa.
 
Niebywałe sukcesy WCzK przerażały ich wrogów. W 62 numerze gazety anarchistów „Anarchia” z 18 maja 1918 roku ukazał się artykuł szkalujący przewodniczącego WCzK, w którym autor, niejaki Andriej tak pisał o Dzierżyńskim: „On- katorżnik, odbywał katorgę z aleksandrowskim więzieniu. Ale… można być zesłanym na katorgę i korzystać w większości niedostępnych dla szczerego rewolucjonisty przywilejami; tak było z Dzierżyńskim. Uchodził za człowieka na usługach administracji więziennej. Faktycznie był „ukrywającym się” i przebywał głównie w pojedynczych celach. („Ukrywający się” w języku więziennym- to donosiciele i prowokatorzy nietolerowani we wspólnych celach- F.D).
 
On przy kontroli więźniów chodził z boku naczelnika i zapisywał prośby i podania i pozwalał czasami sam odpowiadać na nie odmownie, kiedy tak było wygodnie naczelnikowi. Za takie „usługi” miał widzenia z bliskimi, wypisywał sobie kawę i kakao oraz inne delikatesy. Aresztanci nienawidzili go, i gdyby go spotkali to by cało z tego nie wyszedł [10]”.
 
Oszczerstwo to bardzo wzburzyło Dzierżyńskiego i jak sam pisał na łamach „Izviestii” 6 lipca 1918 roku, gdyby dotyczyły one jego osobiście jako człowieka, nie zaprzątałby sobie głowy, ale dotyczą jego, jako przewodniczącego WCzK, dlatego wniósł o przeprowadzenie śledztwa i wykrycie anonimowego oszczercy. W burżuazyjnej prasie czekistów opisywano jako prymitywnych, niechlujnych, przypadkowych dzikusów bez wykształcenia, doświadczenia i ogłady, a sam Dzierżyński jakoby miał osobiście strzelać do chorych na nosaciznę dzieci.
 
Sukcesy żmudnej pracy czekistów, burżuazyjna prasa musiała zalać oszczerstwami. Samego Dzierżyńskiego opisywano jako żadnego krwi i zemsty człowieka skrzywdzonego przez wieloletnie więzienia, który ma wręcz nadludzką moc zabijania i dziką żądzę krwi. Do dziś krążą wyssane z palca o Dzierżyńskim bezmyślnie powtarzane opowiastki stworzone przez białą propagandę, jakby czerpał wielką przyjemność z samodzielnie wykonywanych egzekucji na ważniejszych jeńcach czy sprzeniewierzonych członkach partii i WCzK.
 
Według tych legend zawsze podchodził do skazanego, całował trzy razy, dziękował za zasługi, po czym do niego strzelał z pistoletu. Inna brednia, choć nie było w niej mowy o trotylu na szybie samolotu i dwóch wybuchach, z powodzeniem mogłaby stanąć do konkursu o najbardziej niedorzeczną informację wszechczasów. Głosiła ona, że za Dzierżyńskim chodziła specjalnie sformowana drużyna Chińczyków zajmująca się rozstrzeliwaniem z jego rozkazu. Według niej, zaraz po wykonaniu wyroku udawali się do kasy WCzK, skąd pobierali 100 rubli za każdego zabitego. Dodatkowym ekwiwalentem za wierną służbę, było prawo zabrania butów zabitego. Inna porcja niedorzeczności głosiła, że Dzierżyński zastrzelił pijanego marynarza, który w tym stanie wszedł do jego gabinetu [11]. Lista niedorzeczności, mitów i legend na temat postaci Dzierżyńskiego są tak liczne, że wymagają oddzielnego opracowania.
 
Głoszona w środkach masowego przekazu charakterystyka przewodniczącego WCzK opierały się zawsze na bliżej niesprecyzowanych, ponoć autentycznych świadkach, którzy w wielkim sekrecie wynosili te informacje z narażeniem życia. Tymczasem sam nieprzychylny Oscar Blum opisywał Feliksa tymi słowami: „Dzierżyński jako człowiek zadziwia brakiem wszelkiego patosu. Nigdy nie przybiera póz, nie powołuje się na jakieś reminiscencje z rewolucji francuskiej, nie wysuwa się na pierwszy plan i nie ma najmniejszej chęci występować jako Robespierre czy Marat [12]”.
 
Feliks obawiał się, że ta olbrzymia porcja rozpowszechnianych kłamstw dotrze do Zofii i zmieni ona swój stosunek do niego. Niepotrzebnie. Zofia  i jej przejaciele znający Feliksa doskonale wiedzieli o kłamstwie zawartym w gadzinówkach, dlatego czytali te wynurzenia dziennikarzy z pełnym obrzydzeniem i wstrętem. Jeszcze przed utworzeniem WCzK Feliks napisał do Zofii wyjaśniając: „…A o mnie, być może masz skażone wieści z prasy i, być może, już nie biegnie tak myśl Twoja ku mnie… Myśl moja każe mi być strasznym i mam wolę iść za myślą do końca… Wiedzę, jak ciężkie być musi Twoje życie – i nieraz mówię sobie, dlaczego nie napisałem: przyjeżdżaj tu do nas, [aby] być razem w ogniu walki, wziąć udział w walce tytanów [13]”.
 
Siły wrogie bolszewikom bezustannie podważały autorytet władzy, na każdy sprzeciw władzy nawet w najbardziej błahych sprawach podnosiły krzyk rzucając zarzut działania przemocą, na swój pożytek wymyślano setki kłamstw obarczając WCzK winą za wszystkie nieszczęścia co rzutowało nie tylko na umysły zwykłych obywateli, ale także odbierało wiarygodność Rosji Radzieckiej na arenie międzynarodowej

[1] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 191
[2] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 203
[3] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s
[4] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 224
[5] H. Bobińska, Ze starego notatnika. Wspomnienia Polaków o Rewolucji Październikowej, Książka i Wiedza, Warszawa 1957, s.69
[6] J.S. Łątka, Krwawy apostoł, Społeczny Instytut Historii, Kraków 1998, s. 86
[7] P.Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 257
[8] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 123, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[9] H. Bobińska. Pamiętniki tamtych lat, PIW, Warszawa 1963, s.186-190
[10] F. Dzierżyński, Dzieła zabrane, Instytut Marksizmu-Leninizmu przy KC KPSS, Moskwa 1967, s. 262
[11] I. Simbircev, VChK v leninskoy Rossii 1917-1922, http://www.e-reading.mobi/chapter.php/1003293/23/Simbircev_Igor_-_VChK_v_leninskoy_Rossii._1917-1922__V_zareve_revolyucii.html, (odczyt z dn. 18.11.2013r.)
[12] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 225
[13] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 317
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.