My, komuniści, musimy żyć tak, aby najszersze masy pracujące widziały, że jesteśmy sługami narodu

Rozdział XLII
 
 
Feliks Dzierżyński w swoim gabinecie
Dzierżyński objął swoje nowe biuro w Moskwie przy ulicy Bolszaja Łubianka 11. Gabinet był bardzo skromny. Na jedynym biurko pokrytym czerwoną tkaniną, stały dwa telefony, leżały stosy dokumentów, zdjęcie Jasia w ramce, kałamarz, popielniczka, lampka, obok kilka krzeseł. Na ścianie wisiały portrety Lenina i Róży Luksemburg. Łózko polowe oddzielone było parawanem. Na jednej ze ścian wisiała umywalka.
 
W gabinecie stała jeszcze etażerka, na której leżały książki i czasopisma. Wśród książek znajdowała się trylogia Sienkiewicza, którą pożyczył Władysław Leder podczas jednej z wizyt na Łubiance. Biuro Feliksa było zarazem jego mieszkaniem. Pomieszczenie nie było ogrzewane. Wszystkie hotele w Moskwie były w tym czasie przeładowane, ludzie spali nawet na korytarzach. Dlatego kiedy przyjeżdżali do niego goście, udostępniał im swój gabinet do spania samemu przenosząc się do mieszkania siostry Jadwigi na „Piotrkowkę”.
 
Dzierżyński praktycznie pracował po osiemnaście godzin dziennie bez wytchnienia, siedem dni w tygodniu. Kiedy nie zajmował się śledztwami, dokonywał inspekcji podwładnych czy pracę więzień. Pracę w WCzK zaczynano o jedenastej i trwała ona do dziesiątej w nocy z dwugodzinną przerwą na obiad. Jeśli zaplanowana praca na dany dzień nie była skończona, nikt nie śmiał wyjść do domu. Dzierżyński do dyspozycji miał pracowników pełniących dyżur przez cała noc. Bardzo późno chodził spać, około trzeciej, czwartej nad ranem.
 
Wielu czekistów, tak jak J.J. Buikis wspominało, że o którejkolwiek porze nie wchodzili do gabinetu przewodniczącego, ten zawsze siedział za biurkiem i pracował. Siedział wówczas w słabym świetle lampy nad stertą dokumentów, robiąc notatki, przygotowując dyspozycje na następny dzień. Zastanawiano się nawet, czy Dzierżyński w ogóle sypia? Całonocna praca Dzierżyńskiego nie zobowiązywała jego współpracowników do zarywania nocy. Wraz z nim zostawała jedynie dyżurna osoba. Dzierżyński zawsze starał się większość prac przeprowadzić samodzielnie.
 
O dziewiątej rano siedział już przy biurku gotowy do pracy. Punktualność Dzierżyńskiego, a co za tym idzie szacunek do czasu, były legendarne. W żadnym ze wspomnień jego współpracowników nie padło słowo o jego spóźnieniu, natomiast istnieje wiele relacji o jego niesłychanej punktualności. Jadący na spotkanie z daleka jego współpracownicy lub goście zawsze wchodzili do gabinetu Dzierzyńskiego dokładnie w umówionym czasie. Zdarzało się, że na wizytę w jego gabinecie trzeba były czekać kilka dni, nie można było przegapić takiej okazji zwykłym spóźnieniem.
 
Wielokrotnie zdarzało się, że ludzie, którzy go wcześniej nie znali, wchodzili ze strachem do gabinetu spodziewając się okrutnego i surowego tyrana. Wchodzili do gabinetu ze strachem, a wychodzili zupełnie odmienieni, oczarowani, zarażeni energią i gotowi współpracy. Byli też zadziwni tym, jak łatwo przebiegła rozmowa oraz tym, że mogli rozmawiać zupełnie szczerze spotykając się wielką wyrozumiałością.
 
Ale nie każdy wychodził z gabinetu przewodniczącego z taką lekkością. Anna Messing, która wiele lat pracowała w WCzK mówiła po latach o nim: „Dzierzyńskiego pamiętam jako oficjalnego, chłodnego człowieka, który onieśmielał ludzi. Nawet Leszczyński, który był bardzo wesoły, wolał do Dzierżyńskiego nie chodzić. Towarzysze, jeśli mieli jakąś sprawę do załatwienia, szli z nią do Unszlichta, a nie do Dzierżyńskiego.
Dzierżyński nie kochał rozłamowców, ale do nas odnosił się bardzo serdecznie i miał duże zaufanie. Mimo to, jak siedzieliśmy razem przy obiedzie, milczeliśmy, nie mieliśmy kontaktu [1].”
 
Jego legendarne okrucieństwo ukute na potrzeby kontrrewolucyjnej propagandy sprawiło, że nie tylko burżuazja obawiała się jego osoby, ale także wielu pracowników, którym przyszło pierwszy raz rozmawiać z, jak go nazywano- „ojcem”. Jeden z takich przypadków opisywał Jakow Michaiłowicz Genkin:
„Pewnego razu dostałem polecenie, by zreferować Dzierżyńskiemu jedną ze spraw śledczych. Z bijącym ze strachu sercem wszedłem do jego gabinetu. Wszak stanąłem pierwszy raz oko w oko z człowiekiem, o którym krążyły legendy.
 
Feliks Edmundowicz był sam w gabinecie. Przywitałem się i przedstawiłem. Odpowiedział na moje przywitanie i zaproponował mi, bym usiadł na krześle naprzeciw niego. Zakończywszy pisać jakiś dokument, poprosił o zreferowanie interesującej go sprawy. Prosta i spokojna sytuacja uspokoiła mnie i szczegółowo złożyłem raport. Przewodniczący słuchał mnie uważnie, a potem poprosił, abym przekazał mu akta. Przekartkował je, rzucił okiem na  niektóre protokoły przesłuchań. Oddając mi akta powiedział”
-Dobrze. Kontynuujcie śledztwo [2].”
 
Dzierżyński mówił cicho, miał głęboki, choć słaby, drżący głos, nigdy go nie podnosił w rozmowie z pracownikami. Nikt też nigdy nie zauważył, obojętnie czy przekazywał złe lub dobre wiadomości, aby jego wyraz twarzy się zmieniał. Zawsze jego oblicze było jednakowo spokojne. Nigdy też nie padło jego ust żadne obelżywe słowo. Do wszystkich zwracał się jednakowo, per „wy”. Wydawał się być człowiekiem bardzo opanowanym. Mówili o nim „lód i płomień”. Gdy rozmawiał z przyjaciółmi, gdy występował na zebraniach, gdy bronił swoich tez, był jak ogień, ale w walce z kontrrewolucjonistami, w rozmowach z nimi był zimy niczym lód.
 
Iwan Radczenko w swoich wspomnieniach tak malował obraz Dzierżyńskiego: „Bardzo łatwo było pracować z nim, mówił bez ogródek, szczerze, był bardzo pracowity, stanowczy i poświęcający się temu co robił. Ponadto był zawsze uprzejmy, taktowny i delikatny [3]”.
Czasem sprawiał wrażenie nieśmiałego, wyróżniał się troskliwością o innych, bardzo mało mówił o sobie. Był podziwiany za to, że celnie trafiał w sedno sprawy, rwał się do pracy, a na swoje barki brał najbardziej trudne i odpowiedzialne zadania nigdy nie wyręczając się innymi.
 
Abram Bielenki
Nie znosił, gdy ktoś troszczył się o niego. Ciężką pracę miał przy nim jego asystent, Abram Jakowlewicz Bielenki, który przychylić Dzierżyńskiemu chciał nieba i we wszystkim wyręczać widząc jak ciężko pracuje. Dzierżyński kategorycznie nie pozwalał, aby mu usługiwał. Sam czyścił swoje oficerskie buty, sam sprzątał w domu, słał łóżko i często wyręczał Zofię w jej czynnościach. Nigdy nie poprosił swojej żony, aby kupiła jakąś nową rzecz, jeśli nie była absolutnie niezbędna. Nie raz widziano, jak „Żelazny Feliks”, „Rycerz rewolucji” czy jak go określali jego wrogowie „Krwawy Feliks” czy „Czerwony kat” maszeruje po korytarzu domu z czajnikiem po wrzątek.
 
Wyjątkowość Dzierżyńskiego objawiała się w jego niespotykanej skromności. Pomimo tego, że piastował najbardziej odpowiedzialne stanowiska w państwie, nie dawał tego nigdy nikomu odczuć, nie było w nim ani odrobiny pychy, ani poczucia wyższości.
Lidia Fofanowa, osobista sekretarka Lenina, opisywała z jaką skromnością i w ciszy pracował Dzierżyński. Nigdy nie opowiadał o swojej pracy ani o swoich sukcesach. Nie zawsze mówił o nich nawet Leninowi. Pewnego razu, jak opisywała sekretarka, w korespondencji znaleziono informację o przygotowywanym zamachu na Lenina. Lidia Fofanowa od razu zadzwoniła do Dzierżyńskiego z tą wiadomością. Ten ze spokojem odparł, że wie od dawna o planowanym zamachu, ale prosił, aby nie informować Iljicza, aby się nie denerwował. Wszystko miał pod kontrolą.
 
Dzierżyński był również bardzo wyrozumiały dla swoich pracowników. Ewa Samsonova miała wówczas dziewiętnaście lat i pracowała w sekretariacie WCzK. Tego dnia pełniła dyżur, przez cały dzień miała bardzo dużo pracy, opadała z sił. Zmiana maszynistek kończyła się o północy i kwadrans przed nią przyszła jej zmienniczka i widząc jak bardzo jest wykończona, zasugerowała, by odpoczęła w wygodnym fotelu. Tak też uczyniła. Zamknęła oczy i już by zasnęła, ale poczuła czyjąś obecność koło siebie, a chwilę później odezwał się męski głos.
„-Czy wy jesteście dyżurną maszynistką- padło pytanie
-Tak- odpowiedziałam nie otwierając nawet oczu
-Muszę natychmiast napisać pismo.
-Zaraz przyjdzie druga maszynistka, ona napisze- burczę pod nosem, ale on nie odchodzi i kontynuuje:
-Słyszałem, że jesteście bardzo dobrą maszynistką, chciałbym, abyście to wy napisali, a ja wam podyktuję.
Na te słowa otworzyłam oczy i zobaczyłam Dzierżyńskiego, który stał nade mną. Zrobiło mi się głupio i natychmiast wstałam i podeszłam do maszyny. Feliks Edmundowicz podyktował mi tekst, podziękował i odszedł. Byłam tak roztrzęsiona, że nawet nie przeprosiłam za swoje przewinienie. Wróciłam do domu z dręczącymi mnie myślami. Na drugi dzień podzieliłam się nimi z moimi kolegami. Wszyscy spodziewali się, że dostanę naganę, ale mijały dni i nic takiego się nie stało. Nie mogłam pojąć, dlaczego ominęła mnie kara. Pojęłam to znacznie później. Feliks Edmundowicz był serdecznym, wrażliwym i opiekuńczym człowiekiem. Doskonale wiedział, ja nie lekką mamy pracę [4]”. Za kilka lat spotkają się znowu, w nieco innych okolicznościach.
 
Ewa Samsonova wspominała również przypadek, kiedy Feliks w chłodny, jesienny dzień zobaczył jednego z czekistów, który z Łubianki wyszedł mając na sobie cienka marynarkę. Zawołał go i spytał, gdzie on się wybiera tak lekko ubrany. Czekista odpowiedział, ze spieszy się, bo ma ważne zadanie do wykonania, a zapomniał z domu wziąć palta. Dzierżyński kazał mu iść za nim. Poszli do sekretariatu, gdzie na wieszaku wisiały palta pracowników. Odezwał się zwróciwszy się do wszystkich mówiąc: „O zdrowie trzeba dbać- i wskazując na palta kontynuował- one nie są tylko waszą własnością, ale też państwa” i podał mu jedno z nich nakazując, by zaraz po powrocie zwrócił je właścicielowi.
 
Innym razem zobaczył zakłopotaną pracownicę, która tak była zajęta pracą, że nie zdążyła odebrać swojej racji żywnościowej. Była bardzo rozbita i nieszczęśliwa, bowiem w domu czekały na nią głodne dzieci.
-Czy jesteście zaniepokojeni, towarzyszko?- spytał się jej.
- Niczym… proszę, wybaczcie mi- odpowiedziała zawstydzając się.
Feliks Edmundowicz spojrzał się na nią uważnie i drążył dalej:
-Powinniście mi powiedzieć prawdę, co was niepokoi?
Opowiedziała mu całą sytuację. Dzierżyński zaszedł z nią do swojego sekretariatu i poprosił swoich sekretarzy Gersona i Bieleńskiego: „Znajdzie się może trochę chleba, bo ta towarzyszka zapomniała wziąć swój przydział i nie będzie miała czym jutro nakarmić dzieci?” Dostała chleb i zadowolona poszła do domu [5]”.
 
Archiwum notatek i wspomnień o Dzierżyńskim pełne jest dowodów jego opiekuńczości nad pracownikami. Pewnego razu widząc bladą i zmęczoną pracownicę, spytał ją: -A co wy taka blada? Kiedy odeszła z opuszczoną głową nie skarżąc się ani słowem, rozkazał swemu sekretarzowi, skierować ją na badania lekarskie. Wydawał wiele rozporządzeń wydania lekarstw, wysyłał pracowników do sanatorium, wnioskował o dodatkowy przydział żywności, o wydanie niezbędnych narzędzi do pracy.
 
Wśród swych bliskich pracowników był również wieloletni kierowca Dzierżyńskiego przydzielony mu w 1918 roku, Siergiej Thomolov, który wspominał, że Dzierżyński był człowiekiem bardzo ostrożnym, jednak jego uwaga nigdy nie przeobrażała się w paranoję. Tihomolov za radą przebiegłego Łotysza, Jakowa Petersa zawsze jeździł po mieście ze względów bezpieczeństwa innymi ulicami. Gdy zauważył to Dzierżyński, spytał, dlaczego tak robi, więc kierowca zgodnie z prawdą odpowiedział, na co Feliks rzekł: „Nie bójcie się, jeźdźcie stałymi trasami [6]”.
 
Dzierżyński często powtarzał, że : „My, komuniści, musimy żyć tak, aby najszersze masy pracujące widziały, że jesteśmy sługami narodu, że zwycięstwo rewolucji i władzy jest nie dla nas, ale dla dobra i szczęścia narodu [7]”. Nie pozwalał na jakąkolwiek formę zbytecznego okazywania mu wielkości i przesadnego, czołobitnego szacunku, zabraniał wieszania jego portretów- wyjątkiem były fotografie wspólne, na których był wśród ludzi czy przekazywania mu prezentów od zakładów pracy.
 
Stanisław Redens
Gdy otrzymał srebrną papierośnicę pozłacaną w środku okazji dwudziestopięciolecia działalności w ruchu rewolucyjnym, na której wygrawerowano słowa miłości i uznania, przekazał ją na fundusz dla głodujących ludzi nad Wołgą. Stanisław Redens, syn szewca z Mińska Mazowieckiego, jego wieloletni sekretarz w tajemnicy przed Dzierżyńskim nie przekazał jej dalej. Dopiero po śmierci Feliksa, oddałją Zofii, a ta przekazała ją do Muzeum Rewolucji w Moskwie. Wystąpił ze zdecydowanym sprzeciwem, gdy pracownicy kolei postanowili na jego cześć nazwać semireczeńską linię kolejową jego nazwiskiem.
 
Gdy otrzymał paczkę z trzema butelkami wina i słoikami kawioru od przewodniczącego azerbejdżańskiej CzK, rozkazał przekazać podarunek do wydziału sanitarnego. Sam zaś napisał do darczyńcy list: „Szanowny Towarzyszu! Dziękuję Wam za pamięć. Paczkę otrzymaną przekazałem do wydziału sanitarnego dla chorych. Uważam jednak, że nie powinniście jako przewodniczący CzK i komunista posyłać takich podarków ani mnie, ani komukolwiek innemu. Zsyłam pozdrowienia. F. Dzierżyński [8]”
 
W jednej z przypowieści, wspominano młodego maszynistę, który bardzo szybko umiał pisać na maszynie wszystkimi palcami. Ceniono go, jednak były zastrzeżenia do jego zachowania. Kiedy miał chwilę wolną, śpiewał, dyskutował, żartował. Nie było sposobu, aby zachowywał powagę swojej pracy. Myślano nawet nad tym, aby go zwolnić. Pewnego dnia wchodząc do biura, Dzierżyński był świadkiem radosnych śpiewów. Dzierżyński wszedł do pokoju, w którym urzędował młodzieniec, poprosił innych o chwilę na osobności i zamknął drzwi. Nikt nie wie, co powiedział wesołemu maszyniście, ale efekt tej wizyty był piorunujący. Od tego czasu w wydziale panował spokój i atmosfera pracy.
 
Dzierżyński często przechadzał się po pokojach doglądając pracy swoich pracowników. Przystając przy biurkach, pytał się o sprawy, jakimi pracownik się zajmował, sprawdzał, czy wszystkie sprawy załatwiane sa na bieżąco, dopytywał o trudności, wspomagał radą. Jedna z pracownic opowiadała, jak Dzierzyński wszedł do pokoju i podszedł do niej. Gdy okazało się, że wszystko jest terminowo załatwiane, a na biurku jest porządek, pochwalił ją. Już miał wychodzić, jak zobaczył, że jeden z pracowników nerwowo zaczął przerzucać papiery. Zainteresował się tym, więc skierował się do jego biurka. Okazało się, że w jego szufladach leżą niezałatwione sprawy. „Oburzył się i surowo skarcił tego pracownika, podkreślając, że za każdym papierkiem kryje się żywy człowiek, z niecierpliwością i niepokojem oczekujący rozstrzygnięcia swojej sprawy [9]”.
 
Z tego okresu zachowało się wspomnienie jego kierowcy. Dzierżyński mieszkał w swoim gabinecie w budynku WCzK, jego kierowca wraz ze zmiennikiem w osobnym pomieszczeniu piętro niżej, a samochód zaparkowany był w małym garażu na dziedzińcu. Był to czas wielkich trudności z paliwem, dlatego używano różnych mieszanek płynów z alkoholem. Pewnego dnia po dostawie tej osobliwej mieszanki, samochód nie chciał odpalić. Wezwany dyrektor fabryki, z której pochodziło paliwo bardzo się wystraszył, gdy dowiedział się, że paliwo trafiło akurat do samochodu samego Dzierżyńskiego. Jeszcze bardziej przestraszył się, kiedy otrzymał wezwanie do gabinetu Dzierżyńskiego.  Jego obawy ustapiły, kiedy z wyrozumiałością Dzierżyński uspokoił go polecając, aby sam sprawdził, dlaczego z fabryki wyszło tak wybrakowane paliwo [10].
 
Innym razem podczas wizyty w Tyflisie, w ostatnim dniu jego pobytu, gdy Siergiej Leder wszedł do jego wagonu jak zwykle poradzić się lub o coś zapytać, Dzierżyński zwrócił się do niego niespodziewanym pytaniem:
- Powiedzcie, za kogo wy mnie macie?- spytał się.
Dzierżyński zadał to pytanie w tak ostrym i nieprzyjemnym tonem, że muszę przyznać, bardzo się wystraszyłem…
-Dlaczego i na jakiej podstawie wy- kontynuował Dzierżyński- w ciągu tych wszystkich dni ani razu nie powiedzieliście mi, że wasza żona bliska jest śmierci?
Moja żona rzeczywiście bardzo chora i była o włos od śmierci. Bardzo mnie to niepokoiło i pognębiało, ale by mówić o tym Dzierżyńskiemu? Taka myśl nie przyszła mi do głowy.
- Ja wam rozkazuję, idźcie natychmiast do domu. I poinformujcie mnie, jaka pomoc wam potrzebna?
Poszedłem do domu. Drugiej części polecenia nie wypełniłem- tej o niezbędnej pomocy. Uważałem, że dam sobie radę sam. Ale jeszcze tego samego dnia z zarządzenia Dzierżyńskiego przyszło do nas trzech lekarzy, aby skonsultować się nad stanem zdrowia mojej żony [11]”. Siergiej Leder spotkał się następnym razem z Dzierżyńskim po jakimś czasie w Charkowie, kiedy ten pełnił funkcję Komisarza Gospodarki. Kiedy się spotkali, zapytał o zdrowie żony. Mógł więc serdecznie podziękować Feliksowi za pomoc jaką się wykazał.
 
Pomimo tego, że Dzierżyński miał na głowie tak ważne zadania jak walka z kontrrewolucją, znajdował czas, aby przyjrzeć się swoim podwładnym. Kiedy zauważył, że większość z nich niedojada, wydał rozkaz: „Mając na względzie, że taka napięta praca będzie wymagała wyjątkowo dużego wysiłku wszystkich pracowników i nie może być prowadzona w warunkach chronicznego niedożywiania, polecam naczelnikowi zaopatrzenia, aby przedsięwziął natychmiastowe środki w zakresie zapewnienia pracownikom przysługujących im pełnych frontowych racji żywnościowych, aby wypadki uszczuplania przydziałów, a szczególnie mięsa i ryby, w przyszłości nie miały miejsca [12]”.
 
Dzierżyński przykładał dużą wage do oszczędności, odpowiedniego gospodarowania, je widział wszędzie, nawet w budynku swojego organu. Przyjęte zostało, że pasażerowie windy jadą na najwyższe piętro, na jakie któryś z nich jedzie, a ci, którzy zmierzają na niższe piętra, schodzą na nie po schodach. Nie raz się zdarzało, że przewodniczący WCzK stał w windzie czekając aż zbierze się większa ilość pasażerów.
 
W związku z tym pewnego razu w gmachu WCzK wraz z Jurijem Sadowskim wszedł do windy Dzierżyński i spytał, na które piętro on jedzie? Nie chcąc, by Dzierżyński musiał schodzić na piechotę, powiedział, że na trzecie. Na to odezwał się Feliks:
„-Mówicie nieprawdę, na trzecim piętrze nigdy was nie widziałem, wy pracujecie na czwartym?
Zostałem zmuszony w wielkim popłochu potwierdzić to, a Feliks Edmundowicz nacisnął guzik czwartego piętra! Wychodząc z windy znów lekko ścisnął moją rękę powyżej łokcie i skierował się do schodów, których zbiegł. Bardzo chciałem odprowadzić go chociażby wzrokiem, ale uznałem, że byłoby to nietaktem, więc powstrzymałem się[13]”.
Jakow Genkin, ówczesny pracownik WCzK opisał jeszcze jedną historię związaną z windą na Łubiance. Jak zwykle pasażerowie czekali jeszcze na kolejnych ludzi chcących dostać się wyższe piętra budynku. Wśród nich stał Feliks Dzierżyński. Do widny weszła kobieta w podeszłym wieku i „Spytała się:
-Na którym piętrze znajduje się towarzysz Dzierżyński?
-Na trzecim- odpowiedział obecny w windzie Feliks Edmundowicz.
Kiedy winda dotarła tam, zwrócił się do kobiety:
-Proszę, wychodźcie, ja was zaprowadzę do Dzierżyńskiego.
Przepuścił staruszkę i wyszedł za nią [14]”. Na twarzach ludzi, którzy byli świadkami tej zabawnej sceny zagościł serdeczny uśmiech. Możemy sobie wyobrazić zdziwienie tej kobiety, kiedy okazało się, że ten skromnie ubrany mężczyzna, który zaoferował jej pomoc, był tym, do kogo zmierzała.
 
Kolejna historia opowiedziana została przez inspektora oddziału transportu Michaiła Jakowlewicza Lapszina słowami Wasilija Sokołowa we jego wspomnieniach. Do gmachu WCzK w wielkim pośpiechu wbiegł Lapszin nie chcąc spóźnić się służbę. Biegnie i widzi, że windowy zamyka już drzwi. Krzyknął do niego:
„-Ej, stój!
Windowy otworzył drzwi, a ja skacząc co dwa stopnie schodów dopadłem do windy. Patrzę, a tam stoi Feliks Edmundowicz i od razu z niej wyskoczyłem. A on powiedział”
-A wy gdzie, towarzyszu? Czekaliśmy na was, a wy jechać nie chcecie?
Nie wypadało mi nie jechać. Speszyłem się i przywitałem z nim. Jedziemy. Dzierżyński patrzy się na mnie i uśmiecha i pyta pokazując na moje insygnia.
-Powiedzcie, co to za insygnia?
-Komandor pułku, Feliksie Edmundowiczu.
-A czym się zajmujecie?
-Jestem inspektorem oddziału transportowego.
-A którym pułkiem dowodzicie?
Z zakłopotania zwiesiłem głowę i zamilknąłem.
-A ostrogi po co wam, aby spiąć nimi lokomotywę?
Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej, zmieszałem się. Na szczęście winda zatrzymała się na trzecim piętrze i Feliks Edmundowicz wyszedł z kabiny, a ja mogłem jechać na piąte piętro, ale on przytrzymując drzwi zwrócił się do mnie:
-Jak żeście krzyknęli do windowego, żeby zaczekał na was?
-Ej, stój!- odpowiedziałem i jeszcze bardziej zrobiło mi się głupio.
-A czy to ładnie?
-Nie.
-A jak trzeba było się zwrócić?
-Zaczekajcie, proszę!
-No widzicie, odpowiednia forma jeszcze bardziej zobowiązuje nas, abyśmy byli  uprzejmi i kulturalni- odpowiedział po ojcowsku Dzierżyński zamykając drzwi [15]”.
 
Zdecydowanie w gorszej sytuacji byli ci, których intencje nie były szczere. Pawel Malkov, komendant Instytutu Smolnego, a później Kremla opowiadał historię, kiedy do jego biura zameldował się obdarty mężczyzna komunikując konieczność spotkania się z sekretarzem WCIK Warłamem Awaniesowem. Został przyjęty w jego gabinecie, gdzie na jego nieszczęście przebywał akurat Dzierżyński. Nieznajomy przedstawił się okazując odpowiednie dokumenty uwiarygadniające jako Iwan Pietrenko będący przedstawicielem organizacji bolszewickiej działającej na tyłach armii Denikina. Panowie podczas długiej i serdecznej rozmawiali o sytuacji, organizacji, o jej osiągnięciach, a pod koniec Pietrenko poprosił o pomoc w nawiązaniu łączności z innymi podobnymi organizacjami bolszewickimi, a także o broń i pieniądze. Awaniesow i Dzierżyński obiecali pomóc, a na ten czas skierowali go do Domu Rad, gdzie nocowali przyjezdni goście.
- No, jakie odniosłeś wrażenie?- zapytał Dzierżyński Awaniesowa po wyjściu Pietrenki.
-Wiesz Feliksie, coś ten Pietrenko mi się nie podoba, chociaż podstaw do tego właściwie brak.
-Są, Warłamie, podstawy. Gdy mówi o władzy radzieckiej, głos mu brzmi fałszywie, wyczuwa się w nim jakieś nieprzyjazne nutki. Zresztą oczy ma też nie dobre- rozbiegane. Trzeba uważniej mu się przyjrzeć [16]”.
 
Dzierżyński zarządził obserwację Pietrenki. Po kilku dniach zameldowano, że wysłał kilka listów. Postanowiono je przejąć. Na podstawie treści i adresatów, którymi byli dawni oficerowie carscy cała układanka przeczuć i przypuszczeń zaczęła układać się w logiczną całość. Okazało się, że tożsamość Pietrenki, wcześniej bestialsko zamordowanego bolszewickiego konspiratora przejął oficer białogwardyjski mający za zadanie wytropienie organizacji bolszewickich na Ukrainie.
 
Nikt, kto przekroczył granicę lojalności i uczciwości w pracy, nie mógł liczyć na jego pobłażliwość. Czekiści poddawani byli surowej kontroli. Niedopuszczalne było spożywanie alkoholu podczas pracy, zakazane było grubiańskie zachowanie się w stosunku do oskarżonych, brak skromności, nieuczciwość. Za naruszenie tych zasad karano naganą, karcerem lub wydalano ze służby. W wielu przypadkach za to samo przestępstwo, dużo surowiej karał swoich pracowników niż kryminalistów.
 
Jeden z czekistów, którzy podczas rewizji przywłaszczył sobie kilka rubli, został skazany na piętnaście lat więzienia. Na wieść o przemocy wobec aresztowanego ze strony jednego z pracowników, zarządał natychmiastowego sądu koleżeńskiego, na którym wcielił się w role oskarżyciela i w obecności pracowników WCzK w swej mowie grzmiał: „Jak śmiał on uderzyć aresztowanego! Aresztowany otrzyma to, na co sobie zasłużył, ale znęcać się nad nim i bić go nigdy nie pozwolę [17]”.
 
Innym razem w protokole znalazła się notatka: „Komisja postanowiła wyciągnąć ostre konsekwencje w stosunku do winnego i w przyszłości oddawać pod sąd każdego, kto pozwoli sobie dotknąć aresztowanego [18]”. Gdy do Dzierżyńskiego doszła wiadomość, że jeden z czekistów pijany strzelał z broni i zbyt wiele opowiadał o swojej pracy, został natychmiast zwolniony i pozbawiony wszystkich świadczeń. W stosunku do wyłamujących się spod jego wizji aparatu, był bezlitosny. Z czasem kary stawały się znacznie bardziej surowe. Związany z anarchistami komisarz WCzK, który wraz ze swoją sekretarką próbowali wysadzić budynek Komisji zostali rozstrzelani podobnie jak prowokator, lewy eser Szrimpfler skrywający się pod nazwiskiem Wladimirow.
 
Nabór funkcjonariuszy do komisji nadzwyczajnej nie zawsze odbywał się z zachowaniem ostrożności, w wielu przypadkach nie dokładnie sprawdzano intencji zgłaszających się do służby. Dlatego do Czerezwyczajki dostali się również ludzie działający dla własnych korzyści lub utajeni wrogowie nowego systemu. Martin Łacis, jeden z zastępców Dzierżyńskiego przyznawał, że „w WCzK trafiali się nie tylko roztrzęsieni neurastenicy, lecz także aferzyści i elementy kryminalne [19]”. Kreatury, które wykorzystywały swoją pozycję i władzę tak jak Wołkow rozstrzeliwujący ludzi bez powodu w Kursku, dość szybko dosięgała kula z wyroku WCzK.
 
Wacław Świrski
Wacław Świrski opisywał bandę Sacharowa, która wyłamywała się spod rozkazów dowództwa, samodzielnie dokonując penetracji terenów grabiąc co popadło, mordując z ramienia własnych wyroków i gwałcąc kobiety. Wszystkich należących do bandy sacharowców bezlitośnie zlikwidowano.
 
Jeden z komisarzy CzK, który podczas rewizji połasił się na zabór kilku rubli został skazany na piętnaście lat więzienia, lewicowy eserowiec Sztrimpfler będący prowokatorem, został rozstrzelany. Rozstrzelanie groziło również czekistom, którzy korzystali ze swych uprawnień do celów osobistych. Kilka wyroków śmierci przez rozstrzelanie skutecznie ukierunkowało na dobrą drogę tych, kórzy nie respektowali zasad przewodniczącego. Nie mniej jednak przypadków nadużyć było sporo i stanowiły one wielki problem tej młodej instytucji, ponieważ karierowicze, łapownicy i aferzyści poważnie podważali autorytet władzy i samej instytucji.
 
Przykładem może być sprawa Czudina, członka kolegium Piotrogrodzkiej CzK. Związał się z kobietą, która za jego pośrednictwem starała się uwolnić z więzienia swego kochanka i innych więźniów, za co płaciła mu sowite łapówki. Jako, że Czudin piastował wysokie stanowisko i cieszył się zaufaniem aparatu, a mimo to zdradził nadużywając zaufania, został rozstrzelany. O tym fakcie poinformowały „Izviestia” 27 sierpnia 1919 roku.
 
Dzierżyński nie patyczkował się ze zdrajcami. Każdy, kto przekroczył jego kodeks moralny i regulamin pracy WCzK, musiał się liczyć z surową karą. Podobnie było z byłym pracownikiem WCzK Pawułanem, o którym dowiedział się, że przeszedł na stronę białych i uciekł do Moskwy. Obawiano się, że zdrajca ma w swoim posiadaniu kopie tajnych dokumentów, które mogą zbyt wiele ujawnić wrogowi. Odnalezienie Pawułana zajęło czekistom jedynie dwa dni.
 
Byli i tacy pracownicy, których właściwej tożsamości przez długi czas nie wykryto. Jednym z nich był Ławrientij Beria rozpoczynający swą karierę w Baku jako skromny inspektor kwaterunkowy. Do pracy w CzK zatrudnił go Mir Dżafar Bagirow, pospołu awanturnik, przemytnik  i kombinator, później sekretarz KC Komunistycznej Partii Azerbejdżanu, człowiek porywczy, nie stroniący od gwałtu, lekką ręką szafujący ludzkim życiem. Beria, człowiek pragmatyczny widząc, że władza radziecka niepewnie czuła się na Kaukazie, asekurował się utrzymując dobre stosunki z tamtejszymi nacjonalistami. Jego dalsza kariera rozwijała się pomyślnie w pogoni za awansami.
 
Dzierżyński wielokrotnie wyjaśniał czekistom, że aresztowanie jest ostatecznością, że nie można jego donywać na podstawie plotek czy niesprawdzonych donosów. Zakazał aresztowania ludzi z powodu jedynie ich burżuazyjnego pochodzenia czy tylko dlatego, że są wykształconymi specjalistami różnych dziedzin.
 
W marcu 1918 roku Dzierżyński opracował i wydał instrukcję obchodzenia się z więźniami politycznymi. Jest to zwięzła forma jego dotychczasowych nauk i zaleceń w kształtowaniu odpowiednich postaw czekistów: „Wejście uzbrojonych ludzi do prywatnego mieszkania i pozbawienie wolności podejrzanych osób jest złem koniecznym, które obecnie należy jeszcze stosować w imię triumfu dobra i prawdy. Należy jednak zawsze pamiętać, że jest to zło konieczne i że nasze zadanie polega na tym, aby stosując to zło- zlikwidować konieczność stosowania tego środka w przyszłości. Dlatego niechaj wszyscy ci, którym polecono przeprowadzić rewizję, pozbawić człowieka wolności i posadzić go w więzieniu, dobrze obchodzą się z ludźmi, których rewidują i aresztują… pamiętając, że osoba pozbawiona wolności nie może się bronić i znajduje się w naszej mocy. Każdy powinien pamiętać o tym, ze jest przedstawicielem radzieckiej władzy robotników i chłopów i ze każde jego słowo, grubiaństwo, jego nieskromne i nieuprzejme zachowanie- to piętno, które kala dobre imię władzy [20]”.
 
Rozporządzenie Dzierżyński wyraźnie mówiło także o tym, że broń używać można jedynie w przypadku niebezpieczeństwa, stosunek do aresztowanych i ich rodzin musi być uprzejmy, a odpowiedzialność za rewizję ponoszą wszyscy uczestniczący. Grożenie bronią, straszenie czy inne brutalne zachowanie karane było trzema miesiącami więzienia, wyrzuceniem z pracy lub wygnaniem z miejsca zamieszkania. Bezwględnie wymagał, aby jego pracownicy najpierw pomyśleli nad tym co zrobią lub powiedzą, by byli skrupulatni i jedynie w szczególnych przypadkach reagowali brutalnie. Pomimo tego, że wiele wycierpiał od carskich oprawców w czasie swoich wieloletnich pobytów w więzieniach, nie życzył sobie, aby służby nowej Rosji stały na tak niskim poziomie, jak carskie.
 
Anna Messing wspominała czasy pierwszych wyroków śmierci z ramienia Czerezwyczajki. Zajmowała się wtedy w WCzK m.in. informowaniem osób, głównie członków rodzin osadzonych o ich sytuacji. Pewnego dnia kolejka do jej okienka była spora. Mimo tłumu zauważyła wysokiego, szczupłego mężczyznę na końcu kolejki, który wnikliwie jej się przypatrywał. Poczuła się nieswojo. Gdy po kilkunastu ciągnacych się godzinami minutach Dzierżyński doszedł do niej, uśmiechął się, powiedział, by pracowała dalej i odszedł. Nie tylko interesował się jej pracą, ale tym, co mówią ludzie, jak są traktowani i obsługiwani.
 
Gdy przyszedł czas pierwszych wyroków śmierci Anna Messing poszła do gabinetu Dzierzyńskiego, ponieważ tak wiele osób dopytywało się o swych bliskich, a ona nie miała informacji o tych, którzy zostali rozstrzelani. Oczywiście Dzierżyński natychmiast zgodził się z tym, że należy udzielić takiej informacji, mimo, że zadanie to było bardzo trudne. W rozmowie z przewodniczacym Anna Messing podjęła się tej roli. Wówczas każdej osobie na osobności przedstawiała sytuację tłumacząc dlaczego został wyrok wykonany, za co i kiedy. Jedna z kobiet na wieść o rozstrzelaniu syna, wybiegła z budynku. Z trudem udało się ją dogonić i przyprowadzić spowrotem, aby doszła do siebie.
 
Dzierżyński w miarę możliwości, w natłoku swych obowiązków, kontrolował więzienia, interesował się, ile osób siedzi w ilu osobowych celach, warunkami, w jakich są przetrzymywani czy są wystarczające ilości posiłków, doglądał warunków, w jakich przebywają osadzeni, sprawdzał prowadzone śledztwa, natychmiast wydawał dyspozycje, kiedy zauważał niedociągnięcia czy nadużycia. Zdarzyło się nawet, że kiedy dowiedział się niewystarczających zapasach żywności dla więźniów, po konsultacji z Leninem zarządził, aby wypuścić z więzień burżujów oskarżonych i skazanych za stosunkowo niewielkie kary. 
 
Dzięki jego zaangażowaniu i kontroli śledztw, wiele osób uniknęło kary w wyniku wcześniejszego dochodzenia Dzierżyńskiego. Wielu z nich przebywających jeszcze na wolności nie podejrzewało, że figurują w spisach kontrrewolucjonistów, jako przeznaczeni do aresztowania. Odnotowano przypadek wstawienia się za pewną lekarką, którą wyrzucono z pracy pozostawiając ją i jej dwoje małych dzieci bez środków do życia tylko dlatego, że jej mąż był aresztowanym eserowcem.
 
We wspomnieniach rodziny Bogusławskich, pochodzących z prywatnych zbiorów Bożeny Krzywobłockiej o losach matematyka z uniwersytetu w Kijowie, Henryka Bogusławskiego: „Kiedy Dzierżyński przeprowadzał dziesiątkowanie więźniów wujek (Henryk Bogusławski) akurat musiał wystąpić jako ten dziesiąty, być może rysy twarzy były za mało rosyjskie, w każdym razie Dzierżyński zapytał:
- Odkuda ty?
– A ja z Polszy, matematyk.
- No jak matematyk to idź tam, tu na lewo, tu na prawo, tam długi korytarz, później drzwi i wyjdź, i idź!
I wyjście okazało się na wolność [21]”.
 
Podobne zdarzenie miało miejsce, kiedy Dzierżyński skończył przesłuchiwanie. Gdy stwierdził, że człowiek jest niewinny, wręczał zaskoczonemu aresztantowi przepustkę umożlwiającą wyjście na wolność. Pewnego razu zdziwienie człowieka było tak wielkie, że musiał się go zapytać: „-Czemu jesteście tacy zaskoczeni?, Czy myślicie, że czekiści to bestie? My nie wsadzamy niewinnych do więzień. Do widzenia [22]”.
 
Doskonała umiejętność czytania ludzkiej duszy bezbłędnie odróżniała szczerość od fałszu. To właśnie Dzierżyńskiemu zawdzięczał życie dowódca Wojsk Polskich Okręgu Moskiewskiego Wincenty Podgurski aresztowany w marcu 1918 roku. Jego żołnierze wykazując się wielką odwagą wstawili się u Dzierżyńskiego przekonując go do niewinności dowódcy. Po zbadaniu zarzutów, Dzierżyński rozkazał uwolnić Podgurskiego. Gdy ten znalazł się wśród swoich rozkazał rozwiązać dwutysięczny oddział i nakazał żołnierzom powrót do kraju. Przebiegu rozmowy możemy się jedynie domyślić, zapewne w obustronnie szczerej rozmowie, panowie porozumieli się i w zamian za przyrzeknięcie nie brania udziału w walkach z bolszewikami, Podgurski został zwolniony.
 
Dzierżyński był niezwykle uczulony na wszelkie informacje jakie dochodziły do jego uszu na temat aresztów. Jedna z takich informacji mówiła o tym, że komisarz więzienia na Butyrkach bierze łapówki w zamian za częstsze odwiedziny rodzin. Pobiera łapówki za możliwość przesłania dodatkowych paczek, a nawet zdarzyło się, że solidną opłatą wypuszczał więźniów na wolność. Zadanie potwierdzenia tych informacji zlecił Pawlowi Malkowowi, ówczesnemu komendantowi Kremla. Ten dyskretnie przeprowadził wywiad wśród pracowników więzienia i aresztantów i o wszystkim zameldował Dzierżyńskiemu potwierdzając podejrzenia. Co więcej, okazało się, że wielu aresztowanych nie jest nawet przesłuchiwana, nie zwalnia się ich, ani nie sądzi. W odpowiedzi Dzierżyński rozkazał aresztować komendanta więzienia i przekazać do Trybunału Rewolucyjnego. Sroga nagana nie ominęła jego podwładnych.
 
Wierchowski, aresztowany za swoją nielegalną działalność w partii eserowskiej, bardzo obawiał się przesłuchania przez Dzierżyńskiego, o którego okrucieństwie słyszał nie mało. Tak wspominał dzień przesłuchania: „-Wywołano mnie na przesłuchanie. Wartownik przyprowadził mnie do skromnie umeblowanego pokoju, gdzie pochylony nad stołem pisał wysoki, chudy człowiek z otwartym czołem i małą bródką. Oderwał się od pracy i podniósł głowę. Szczerze i uważnie patrzyły szare, mądre oczy wielkiego człowieka. Widniało w nich zainteresowanie i jednocześnie czujność. Poznałem przewodniczącego kolegium WCzK (…)
 
Wiele słyszałem o groźnym kierowniku WCzK. Słyszałem bajki o jego okrucieństwie, o nieludzkim rozstrzeliwaniu. Byłem zdumiony tym, jak on ze mną rozmawiał, pomimo iż według praw wojny domowej należało mnie zniszczyć. Mówił ze mną bezpośrednio, po ludzku, od razu poruszając właśnie ten problem, który najbardziej mnie gnębił. Zacząłem mówić szczerze [23]”. W rezultacie tego przesłuchania, po kilku dniach otrzymawszy propozycję przejścia na stronę bolszewików, Wierchowski wstąpił do Armii Czerwonej, wziął udział w wojnie domowej, a po niej awansował na stanowisko wykładowcy w szkole wojskowej.
 
Jekaterina Pieszkova, eserówka, działaczka Czerwonego Krzyża w czasie wojny domowej opisała przypadek, kiedy w areszcie WCzK przebywał jeden z eserowców, którego Dzierżyński znał jeszcze z czasów swojego pobytu w Wiatce. Zawsze cenił jego uczciwość, uważał go za bezpośredniego i szczerego człowieka, mimo tego, że wybrał inną niż Feliks drogę polityczną. Gdy Dzierżyński dowiedział się o nim, wezwał Bieleńkiego i poprosił, aby przyprowadził eserowca do swojego gabinetu. Po chwili Bieleńki wrócił sam i przekazał słowa esera: „Jak na przesłuchanie to pójdę, ale jak na pogawędkę, to nie [24]”. Gdy usłyszał to Dzierżyński, roześmiał się. Wiedział, że przez swoją szczerość jego znajomy będzie w stanie się obronić przed stawianymi mu zarzutami. Po przesłuchaniu został zwolniony.
 
Zaprzeczeniem mitu niepohamowanej rządzy krwi Dzierżyńskiego i jego upodobaniu do wydawania wyroków śmierci jest wspomnienie byłego komendanta korpusu WCzK, W. Kamienycikowa, który pełniąc dyżur w nocy widział go na schodach budynku. Okazało się, że szedł do jednego z pokoi, aby porozmawiać z aresztowanym, gdyż przeglądając jego akta przed jutrzejszym procesem, coś mu w nich brakowało. Następnego dnia wziął udział w rozprawie i szczególnie wnikliwie przesłuchował prowadzącego śledztwo w tej sprawie. Okazało się, że śledczy nie przyłożył zbyt wielkiej uwagi do sprawy tego specjalisty, którego starano się wciągnąć w rozgrywki polityczne kontrrewolucjonostów.
 
Dopiero na sali sądowej Dzierżyński doszedł prawdy. Innym razem  oswobodzoną przed fałszywymi zarzutami kobietę Dzierzyński kazał odwieźć własnym samochodem do domu, a gdy dojechali pod dom, czekiści wręczyli jej skromny prezent mówiąc: „Od Feliksa Dzierżyńskiego dla waszych dzieci[25]”. W paczce był chleb, śledź i sześć jabłek. Kobieta była zaskoczona i zarazem zdziwiona, że Dzierżyński pamiętał o tym, że ma troje dzieci, na co wskazywała ilośc jabłek- po dwa dla każdego.
 
Kolejny przypadek interwencji Dzierżyńskiego to sprawa Iwana Biełowa okarżonego w Turkiestanie o działalność kontrrewolucyjną. Zapoznawszy się z historią uczestnictwa w walkach tego człowieka, nie mógł zrozumieć, jak nagle mógł się stać wrogiem ludu. W szczerej rozmowie okazało się, że na jego osobę zostało rzucone haniebne oszczerstwo. Po wyjściu na wolność, Biełow dowodził dużym oddziałem Armii Czerwonej.
 
Jeden z oskarżonych domagał się oddania fotografii swej żony zabranej mu podczas rewizji. Naczelnik więznienia nie zgadzał się na oddanie zdjęcia. Wówczas więzień wysłał list do Dzierżyńskiego wierząc, że w swej sprawiedliwości sprawi, że zdjęcie ukochanej otrzyma. Takie też było natychmiastowe polecenie Dzierżyńskiego po przeczytaniu listu. Ten przypadek wydaje się dość błahym, jednak dla osadzonego, była to wielka sprawa.
 
Na biurko Dzierżyńskiego trafiało codziennie wiele listów. Szczególnie dużo korespondencji przychodziło z więzienia na Tagance. Więźniowie domagali się jego interwencji w swych sprawach bojąc się, że bolszewickie sądy nie będą na tyle sprawiedliwe, aby dopatrzyć się w ich osobach niewinności lub też skażą ich nieadekwatnie srogo do czynów, które popełnili. Jakie było ich zdziwnienie, kiedy pewnego dnia drzwi do ich celi otworzyły się, a w nich ukazał się Dzierżyński. Wszedł do środka. Stali w osłupieniu bezczynnie nie dowierzając własnym oczom, a przecież jeszcze niedawno każdy z nich chciałby go zabić.
Wymienie teraz kilka nazwisk i każdy, którego wyczytam wyjdzie na korytarz, aby odbyć ze mną rozmowę [26]”- obwieścił Dzierżyński. Wymienił nazwiska wszystkich, którzy napisali do niego list z prosbą o interwencję. Z każdym z nich porozmawiał i wyjaśniał ich położenie. Każdy z przypadków potraktował z całkowitą uwagą.
 
Szeroko znany jest przypadek ukraińskiego robotnika Sidorenko, który został przez Trybunał Rewolucyjny niesłusznie skazany na śmierć za udział w walce u boku Petlury i Denikina. Zdołał on uciec z aresztu, ale schronienia nigdzie indziej nie szukał, jak tylko u Dzierżyńskiego. Przyjechał do Moskwy, gdzie udało mu się dostać do przewodniczącego Czeki, by opowiedzieć mu swoją wersję i prosić o to, aby osobiście zbadał sprawę raz jeszcze. Był przekonany, że Dzierżyński nie pozwoli niewinnie rozstrzelać człowieka [27].
 
Znany jest też przypadek interwencji Maksyma Gorkiego u Lenina w sprawie pewnego uczonego, byłego carskiego generała, który został oskarżony o to, że wraz ze swoimi synami przechowywał broń w swoim laboratorium. Generał zaprzeczał jakoby miał coś z tym wspólnego. Lenin zażartował z romantycznego i naiwnego stanowiska Gorkiego, ale, aby rozwiać wątpliwości, polecił Dzierżyńskiemu przyjrzenie się sprawie, gdyż Dzierżyński „ma dobrego nosa do prawdy”. Po kilku dniach w domu Gorkiego odezwał się telefon. Dzwonił Lenin z wiadomością: „Wypuścimy waszego generała, a może już został wypuszczony [28]”. Maksym Gorkij, który doskonale znał Feliksa napisał później: „Dzięki jego duchowej delikatności i sprawiedliwości, było zrobione wiele dobrego [29]”.
 
We wspomnieniach sekretarki Feliksa, Lidii Fitijewej znaleźć można kolejną historię zaangażowania i poczucia sprawiedliwości Dzierżyńskiego. „Pewnego dnia rano zatelefonowała do mnie matka jakiegoś studenta i ze szlochem opowiedziała, że przez nieporozumienie aresztowano jej syna. Błagała, abym natychmiast zatelefonowała do Dzierżyńskiego, gorąco wierzyła, że Dzierżyński nie dopuści do niesprawiedliwości.
        
Oczywiście nie podzielałam jej obaw i dość długo nie zgadzałam się na to, aby niepokoić ta sprawą Feliksa Dzierżyńskiego. W końcu jednak uległam prośbom, zatelefonowałam. Była akurat godzina jedenasta przed południem. Po wysłuchaniu mnie Feliks Dzierżyński powiedział:
         -Ręczę za to, że go nie rozstrzelają. Na drugi raz jednak nie telefonujcie do mnie tak wcześnie, tylko co zdążyłem zasnąć- dodał głosem, w którym czuło się zmęczenie [30]”.
        
Wieloletni współpracownik, partyjny towarzysz Dzierżyńskiego jeszcze z dawnych czasów SDKPiL- Stanisław Iwanowski po rozmowie z przewodniczącym WCzK w jego gabinecie na Łubiance, gdzie przybył by wstawić się za niesłusznie, jego zdaniem, aresztowanymi Polakami, wspominał, że Dzierżyński obiecał mu pomoc w rozpatrywaniu skarg na warunki i zasadność zatrzymania Polaków w piotrogrodzkich więzieniach. Udzielił mu stosownego upoważnienia Komisji Śledczej przy Piotrogrodzkiej Radzie Robotniczych i Żołnierskich Deputatów, na mocy której mógł przeprowadzać osobiście rozmowy z aresztantami we wszystkich więzieniach, a także zbadać, czy mają odpowiednie warunki w celch. W wielu sprawach, które wydały mu się mocno naciągane, pisał wnioski o dokładne zbadanie sprawy bezpośrednio do Dzierżyńskiego, a ten nadawał im specjalny bieg będąc samemu, mimo nawału pracy, zaangażowanym w przebieg toczących się przeciwko Polakom śledztw.
 
Takich przykładów odpowiedzialności i postawy w życiu Dzierżyńskiego będzie jeszcze wiele. Byłoby ich zdecydowanie jeszcze więcej, gdyby wszystkie zostały opisane. Sam Dzierżyński nigdy o swojej dobroduszności nie wspominał. Był niezwykle skromny i nigdy nie epatował swoimi zasługami. Bo i jak mógłby to robić ktoś, kto w swojej autobiografii o udziale w Rewolucji Październikowej napisał jedno zdanie: „W Rewolucji Październikowej biorę udział jako członek Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego[31]”, a jego autobiografia liczy zaledwie kilka stron zapisanych lakonicznymi informacjami.


[1] F. Dzierżyński, Wspomnienia, AAN, 61/III-2, dok. 157
[2] J.M. Genkin, Wspomnienia o Dzierżyńskim, Moskwa 1962, s. 17-20
[3] C.C. Hromov, Felix Dzerzhinsky, A biography, Polizdat, Moskwa 1977 s. 231
[4] E.K. Samsonowa, Ludzki człowiek, O innych i o sobie, Moskwa 1971, s. 50-51
[5] E.K. Samsonowa, Ludzki człowiek, O innych i o sobie, Moskwa 1971, s. 50-51
[6] S.G..Tihomolow, Osiem lat z Dzierżyńskim, http://www.e-reading.biz/chapter.php/78824/46/O_Felikse_Dzerzhinskom.html, (odczyt z dn. 20.11.2013r.)
[7] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 290
[8] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 478
[9] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 372
[10] S.G..Tihomolow, Osiem lat z Dzierżyńskim, http://www.e-reading.biz/chapter.php/78824/46/O_Felikse_Dzerzhinskom.html, (odczyt z dn. 20.11.2013r.)
[11] S. Leder, Pogranicznik, nr 16, 1967, Dzierżyński jedzie do Tiflisu, s. 34-37
[12] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 333
[13] J.W. Sadowski, O Feliksie Dzierżyńskim, Ze wspomnień czekisty, s. 198
[14] J.M. Genkin, Wspomnienia o Dzierżyńskim, Moskwa 1962, s. 17-20
[15] W.W. Sokołow, Nieoczekiwane spotkanie, Publikowane po raz pierwszy
[16] P. Malkov, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 238
[17] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 371
[18] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 281
[19] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 192
[20] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 335
[21] D. Jakubowski, "Feliks Dobre Serce" - Pamięci wybitnego polskiego rewolucjonisty Feliksa Dzierżyńskiego w 84. rocznicę śmierci, http://www.1917.net.pl/node/2479, (odczyt z dn. 21.06.2013r.)
[22] S. Prostakov, Od czerwonego terroru Dzierżyński odpoczywał w Szwajcarii, http://rusplt.ru/society/zheleznij_feliks.html, (odczyt z dn. 18.11.2013r.)
[23] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 327
[24] J. German, Lód i płomień, Czekiści. Młoda gwardia, Moskwa 1972, http://www.fsb.ru/fsb/history/author/single.htm!id%3D10318006@fsbPublication.html
[25] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 175, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[26] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 176,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[27]         Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 213
[28] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 181, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[29] N.I. Zubov, F.E. Dzierżyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 191, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 21.04.2014r.)
[30] K. Molek, St. Wrzesz, Feliks Dzierżyński w 100 rocznicę urodzin, COMUK, Warszawa 1977, s. 222
[31] J. Teleszyński, Gorejący płomień,  Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej,  Warszawa 1981, s. 157
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.