Czekista musi mieć chłodną głowę, gorące serce i czyste ręce

Rozdział XLI
 
        
4 (17) listopada 1917 roku wobec nasilających się aktów bandytyzmu, moskiewski Komitet Wojskowo Rewolucyjny  podjął uchwałę pod numerem 4188 o wprowadzeniu rewolucyjnego porządku w mieście. Podpisana przez Feliksa Dzierżyńskiego mówiła: „Rozpatrzywszy sprawę reorganizacji milicji w Piotrogrodzie, Komitet Wojskowo-Rewolucyjny postanawia:
1.    Zlecić wszystkim radom dzielnicowym wyznaczyć komisarzy do wszystkich komisariatów, gdzie ich nie ma.
2.    Zwolnić ze służby wszystkich milicjantów, nie podporządkowujących się władzy radzieckiej.
3.    Zorganizować przy Piotrogrodzkiej Radzie Delegatów Robotniczych i żołnierskich komisję do reorganizacji ochrony miasta złozoną z przedstawicieli rad dzielnicowych, Centralnej Komendantury, Robotniczej czerwonej Gwardii z czasowym udziałem w tej komisji trzech towarzyszy wybranych przez związek milicjantów [1]”.
 
Czerwona gwardia oraz milicja dostała prawo aresztowania i przeprowadzania rewizji. Natychmiast wzmożono kontrole w restauracjach, kawiarniach i w mieszkaniach osób podejrzanych o wywrotową działalność. Odnajdywano nie tylko skradzione towary, często złoto, ale także wszelkiego typu broń. Wszystkie te działania, często nie scentralizowane, nie przynosiły pożądanego efektu. Już w drugiej połowie grudnia 1917 roku zanosiło się na ponowną falę strajkową, gdyż pracownicy instytucji rządowych ponownie zagrozili porzuceniem pracy. W obliczu kolejnych fal niezadowolenia, konieczne było drastyczne ukrócenie kolejnych wystąpień tęskniących za kapitalistycznym uciskiem najbiedniejszych grup społecznych.
 
Przejawy niezdyscyplinowania i anarchii społecznej uniemożliwiały prace zmierzające do podniesienia kraju z katastrofalnej sytuacji gospodarczej. Struktury administracyjne nękane falami sabotażu rozsypywały się, państwu groził rozkład. Nie było do tej pory odpowiedniej siły, która potrafiłaby zapanować nad sytuacją i wprowadzić porządek, działania musiały być konsekwentne i odczuwalne przez społeczeństwo. Konieczne stało się radykalne przebudowanie starego aparatu państwowego, cuchnącego, jak to nazywał Lenin parszywą biurokracją [2]”.
 
Nowy aparat musiał wywodzić się z ludu pracującego, najbardziej doświadczonego przez stary system, który swoją energią potrafiłby sprostać zadaniom zaprowadzając nowe porządki. Według przekonania Lenina, sens rewolucji to uzyskanie pełnej wolności, a niszcząc dawny aparat administracji i represji można stworzyć taki ustrój społeczny, który unicestwiłby w rezultacie samo państwo, które wikłało społeczeństwo w podziały, zależności, doprowadzało do sprzecznych interesów klas, było organem represji uciśnionych i słabszych, w którym mniejszość dyktowała warunki większości. To był jednak daleki zew przyszłości.
 
Lenin poszukiwał osoby, która objęłaby funkcję przewodniczącego nowego urzędu bezpieczeństwa. Musiał być to człowiek ze wszech miar prawy, który udowodnił, że nie zależy mu ani na władzy, ani na pieniądzach, zaszczytach i chwale. Musiał być to ktoś, kto był świetnym organizatorem i zarazem nie kierował się osobistymi, ambicjonalnymi motywami. Najlepiej, gdyby nie był Rosjaninem, co chroniłoby służby przed rosyjskim szowinizmem. Zastanawiając się nad kandydatem, Lenin powiedział: Tu potrzebny jest dobry, proletariacki jakobin [3]”.
 
Z pewnością liczyła się też rewolucyjna przeszłość kandydata podparta wieloma sukcesami jak i więziennym doświadczeniem. Nic więc dziwnego, że wybór Lenina padł na Dzierżyńskiego będącego wówczas członkiem kolegium Komisariatu Spraw Wewnętrznych. Ponad dwudziestoletnia kariera rewolucjonisty, prawie jedenaście lat spędzonych w więzieniach, spektakularne ucieczki z zesłania, nieprzekupność, doskonała znajomość carskich oficerów Ochrany, lojalność, wierność partii, człowiek kryształowo czysty. Dzierżyński podczas pracy w Komitecie Wojskowo Rewolucyjnym bezbłędnie ujawniał skrytych agentów wroga, miał doświadczenia konspiracyjne, wykazał się zaangażowaną walką, nieprzejednaniem i skutecznością.
 
Rada Komisarzy Ludowych pod przewodnictwem i na wniosek Lenina 6 (19) grudnia 1917 roku postanowiła:Polecić tow. Dzierżyńskiemu utworzenie specjalnej komisji dla rozpatrzenia możliwości walki z akcją strajkową drogą jak najenergiczniejszych środków rewolucyjnych, dla znalezienia metod zdławienia złośliwego sabotażu(…) [4]”. Organ ten, jak pisał Lenin miał być „karzącym mieczem wymierzonym przeciwko niezliczonym spiskom, niezliczonym zamachom na władzę radziecką organizowanym przez ludzi, którzy byli bez porównania silniejsi od nas [5]”.
 
Wezwanemu na posiedzenie Dzierżyńskiemu, Lenin przekazał szkic administracyjnych podstaw walki z sabotażem i kontrrewolucją. Brzmiał on:
Do towarzysza Dzierzyńskiego,
co do Waszego wczorajszego referatu o środkach walki z sabotażystami i kontrrewolucjonistami. Czy nie możnaby wydać takiego dekretu:
O walce z kontrrewolucjonistami i sabotażystami.
Burżuazja, obszarnicy i wszystkie klasy posiadające czynią rozpaczliwe wysiłki w celu poderwania rewolucji, która powinna zabezpieczyć interesy robotników, ludu pracującego i klas wyzyskiwanych. Burżuazja dopuszcza się najgorszych przprzestępstw rzekupując szumowiny społeczne i elementy zdemoralizowane, rozpijając je w celu dokonywania pogromów. Zwolennicy burżuazji, zwłaszcza spośród wyższych urzędników, spośród pracowników bankowych itp., sabotują pracę, organizują strajki, aby storpedować zarządzenia rządu zmierzające do realizacji przeobrażeń socjalistycznych. Dochodzi nawet do sabotażu w dziedzinie aprowizacji, który grozi głodem milionom ludzi. Konieczne są nadzwyczajne środki walki z kontrrewolucjonistami i sabotażystami [6]”.
 
W siedmiu punktach Lenin zawarł propozycję, aby wszyscy obywatele posiadający przychód miesięczny 500 i więcej rubli, a także posiadający wszelkiego rodzaju nieruchomości miejskie, akcje i sumy pieniężne powyżej 1000 rubli, a także pracownicy banków, przedsiębiorstw akcyjnych, instytucji państwowych i społecznych wypełnili deklaracje w trzech egzemplarzach i przekazali je komietom domowym, które miały obowiązek podpisać je i dwa egzemplarze przekazać Komisariatowi Spraw Wewnętrznych i zarządowi miejskiemu.
        
Ci, którzy podali fałszywe dane lub nie podali ich wcale, a także przedstawiciele Komitetów domowych, którzy uchylali się od obowiązku dostarczenia deklaracji będą ukarani w zależności od powagi występku grzywną w wysokości 5000 rubli, więzieniem do roku lub wysłaniem na front. Ten sam wymiar kary zastosowano do sabotażystów.
 
Lenin zalecił wprowadzenie obowiązku pracy, przy czym każdy obywatel musi mieć odpowiednie zaświadczenie gdzie pracuje, a jeśli nie, to dlaczego jest do pracy niezdolny.  Projekt zobowiązywał też obywateli do posiadania i wypełniania książeczki zaopatrzeniowo-pracowniczej, w której należało notować wszystkie dochody i wydatki.
 
Następnego dnia wieczorem, Dzierżyński przedstawił wnioski i założenia organizacji, której celem było przede wszystkim zapobieganie wszelkim kontrrewolucyjnym i destrukcyjnym próbom i działaniom w całej Rosji oraz likwidowanie ich. Kres tej władzy miał kończyć się w momencie postawienia zarzutów aresztowanym. Dalsze postępowanie przejąć miały sądy Trybunału Rewolucyjnego. Do obowiązków nowopowstałej instytucji należeć miało rozwijanie sposobów walki z kontrrewolucją i prowadzenie postepowań przygotowawczych, jeśli były konieczne.
 
Instytucja ta miała się składać z trzech departamentów: informacyjnego- zbierającego informacje o aktach sabotażu i kontrrewolucji, organizacyjnego- przygotowującego środki do walki  i bojowego- wykonującego zadania mając do dyspozycji takie środki represji jak konfiskata mienia, grzywny, wysyłanie na front wojenny ludzi, którzy nie złożyli deklaracji majątkowej, wysiedlenia, aresztowania, pozbawianie kartek żywnościowych i publikowanie nazwisk jako wrogowie ludu. Do wrogów ludu zaliczano: „Tych, którzy wdziewali maskę przyjaciół zwycięskiego narodu, przeniknęli w krąg rewolucyjnych organów rządu dla celoów prowokacji lub z chęci zysku, którzy czerpią korzyści z szachrajstwa, zdobytym zaufaniem posługują się realizując swoje nikczemne cele i swoją przestępczą działalnością dyskredytują władzę ludową. Fałszujący i wykorzystujący fałszywe pełnomocnictwa, rozkazy, zaświadczenia organów rewolucyjnych. Autorzy i rozpowszechniający świadomie kłamliwe oszczerstwa przeciwko organom władzy rad, autorzy i rozpowszechniający oszczerstwa w anonimowych zawiadomieniach, gazetach itd. Organizatorzy spisków, pogromów, pijaństwa itd. Rabusie, spekulanci, handlarzyki… [7]”
 
Jak widać z założeń przedstawionych przez Dzierżyńskiego trudno doszukać się szczególnie represyjnych form karania, w tym rozstrzeliwania czy kary śmierci. Instytucja ta w swym pierwotnym założeniu stworzona była w celu walki z bandytyzmem, sabotażem i z przeciwnikami władzy bolszewickiej. W jej ramach nie mieściło się prawo wykonywania wyroków, a jedynie przeprowadzanie śledztw i wydawanie oskarżonych do Trybunałów Rewolucyjnych. Jedynie za szczególnie ciężkie przewinienia, sądy mogły orzekać karę śmierci, jednak ta zarezerwowana była jedynie dla najcięższych przestępców gospodarczych i kryminalnych. Sama organizacja orzec mogła wyroki jedynie w zakresie do jednego roku więzienia, a te trudno nazwać represyjnymi.
 
Instytucji tej nadano nazwę Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, której akronim trwale zapadł w umysłach ludzi budząc zarówno podziw jak i piekielne przerażenie-WCzK. Opublikowane w prasie zadania nadzwyczajnej komisji brzmiały:Niszczyć w zarodku wszelkie kontrrewolucyjne i sabotażowe akcje oraz próby takowych w całej Rosji, wydawać sądowi trybunału rewolucyjnemu kontrrewolucjonistów i sabotażystów, wypracować sposoby walki z nimi i bezlitośnie wprowadzać je w życie. Komisja powinna prowadzić tylko wstępne śledztwo [8]”.
 
Michaił Łacis
Michaił Łacis, jeden z najbliższych współpracowników Dzierżyńskiego, wspominał po latach:Szczęściem naszej rewolucji było to, że przewodniczącym WCzK był Dzierżyński. Był to człowiek kryształowo czysty, ofiarny, o silnej woli i szybkiej decyzji, nie cofający się przed żadnymi przeszkodami, zapominający o sobie, sprawiedliwy nawet w stosunku do swych wrogów [9]”.
 
8 (21) grudnia wybrano prezydium nowo powołanej WCzK, na czele którego stanął Dzierżyński. Jego zastępcami zostali Jakow Christofowicz Peters, Martin Walentin Andriejewicz Trifonow i Iwan Ksenofontowicz Ksenofontow.
 
Zadanie jakie otrzymał Dzierżyński nie było po jego myśli. Marzył o pracy wśród Polaków, pracy z robotnikami, o takim zajęciu, jakim zajmował się w Wilnie, Kownie, Warszawie czy w Krakowie. Niecierpliwie czekał na spotkanie ze swoim synem, wciąż był zapracowany i zmęczony. Zadania, które otrzymał, nie pozwalały mu na odpoczynek, choć były ucieleśnieniem jego marzeń, kiedy w katorżniczym więzieniu w Orle wypowiedział słowa: Uważałbym, za największy dla siebie zaszczyt stać się żandarmem rewolucji [10]”.
 
Eserowcy łapczywym okiem spoglądali na posady w WCzK przeczuwając, jak wielką władzę osiągnie nadzwyczajna komisja zarazem obawiając się, że człowiek, który zasiadł na jej czele, nie ułatwi im osiągnięcia skrywanych celów. Drobnymi politycznymi krokami doprowadzono do ulokowania w szeregach Nadzwyczajnej Komisji siedmiu lewicowych eserowców. Jak pisał Martin Łacis:Dzierżyński nie tylko pogodził się z takim układem, ale- jak można wnioskować- uważał taką sytuacje za normalną: skoro lewicowi eserowcy współrządzą w państwie, więc niech również ponoszą współodpowiedzialność za likwidację bandytyzmu, sabotażu oraz kontrrewolucji [11]”.
 
Pierwszym eserowcem w Czeka został robotnik Iljin. Zastępcą Dzierżyńskiego został eserowiec Aleksandrowicz. Widząc jak wielka siła i władza gromadzi się w tej instytucji, eserowcy coraz bardziej zdecydowanie domagali się stanowisk dla swoich działaczy.
 
Tego samego dnia, kiedy powstała WCzK, odbył się II Zjazd Chłopski, na którym lewicowi eserowcy opowiedzieli się za współpracą z bolszewikami, co spowodowało odmrożenie niechętnych wobec siebie stosunków obu ugrupowań. W toku rokowań do rządu zostali dopuszczeni lewicowi eserowcy, którzy w drodze kompromisu zrezygnowali z wielu swoich żądań, jak choćby tek komisarzy w staregicznych komisariatach woskowych i spraw wewnętrznych.
 
Uzyskali bardzo dużo, mieli realny wpływ na decyzje rządu, a sojusz z bolszewikami ukazywał w demokratycznym świetle postępy rozwoju politycznego socjalistycznego kraju. Eserowcy dostali między innymi teki Komisariatu Sprawiedliwości, Rolnictwa, Poczty i Telegrafu i Gospodarki Komunalnej, a także stanowska w kolegiach pozostałych komisariatów. Pozostałe partie polityczne nie były skore do kompromisów, trwały nieugięcie w swoich postanowieniach, skazując się na marginalizację. Bolszewicy zyskali zaś znaczną aprobatę rosyjskiego chłopstwa. Wszyscy szykowali się do zapowiadanego na 18 stycznia Zgromadzenia Ustawodawczego.
 
Eserowcy zdawali sobie sprawę, że obalenie bolszewików nie przyjdzie im łatwo. Nie mieli powszechnego, większościowego poparcia społecznego. Szansą dla ich zwycięstwa było uzyskanie przewagi Zgromadzenia Ustawodawczego nad Radą Komisarzy Ludowych, co otworzyłoby drzwi do władzy i rozszerzenie wpływów politycznych. Przywódcy lewicowych eserowców odnosili klęski podczas rozmów z mieńszewikami i prawicowymi eserowcami nie osiągając ich poparcia. Nie potrafili stworzyć programu, który byłby wiarygodny i zyskał większe poparcie społeczne niż ten kreślony przez Lenina. Mieńszewicy zaś spijali z ust Fiodora Dana rojenia o zerwaniu rozmów pokojowych z Niemcami, gdyż wznowiona wojna przyczyni się do wzmocnienia morale armii.
 
Początki tej światowej sławy instytucji nie były łatwe. Pierwszą znacząca trudnością było obsadzenie stanowisk zaufanymi pracownikami. Starzy bolszewicy zaprawieni w bojach pochłonięci byli swoimi zadaniami, inni odmawiali wstąpienia do służby twierdząc, że o wiele chętniej oddaliby życie za ojczyznę, niż podsłuchiwać, węszyć i tropić twierdząc, że to zadania stojace ponad ich możliwości. Z pomocą Dzierżyńskiemu przyszedł Jakow Swierdłow, który miał rewelacyjną pamięć do ludzi i umiał ich bezbłednie oceniać. Przez pierwsze dni polecał godnych zaufania robotników, ludzi z silnym charakterem, zdeterminowanych, odpornych na pokusy korupcyjne i o nienagannej przeszłości. Udało się stworzyć zespół 23 ludzi. Budżet wszechrosyjskiej komisji mieścił się w kieszeni Dzierżyńskiego.
 
Trzy miesiące później organy liczyły zaledwie czterdziestu pracowników włączając w to sprzątaczki i kierowców. Nieobsadzone stanowiska spowodowały przerost obowiązków do tego stopnia, że nawet osiemnastoletnia sekretarka Praskowja (Pasza) Putiłowa angażowana była do przesłuchań i rewizji. Nie pozostało nic innego, jak odwołać się do społeczeństwa ogłaszając nabór do WCzK. Na ulicy Grochowej 2, na rogu Prospektu Admiralskiego w Petersburgu, w domu byłego naczelnika miasta, gdzie miała miejsce pierwsza siedziba WCzK, odbył się nabór.
 
Czekiści wywodzili się w głównej mierze ze starych działaczy bolszewickich, młodzieży delegowanej z zakładów pracy i z Rad Żołnierskich. Wśród nich było wiele kobiet oraz obcokrajowców- Polaków, Łotyszów, Żydów, Kazachów, a nawet kilku Chińczyków. Nie było żadnego ośrodka szkoleniowego dla nowych adeptów. Wchodząc w strukturę Nadzwyczajnej Komisji, czekiści uczyli się pracy od bardziej doświadczonych kolegów, wśród których było wielu wysokiej klasy carskich specjalistów, byłych oficerów Ochrany, którzy zadeklarowali lojalną pracę dla nowych organów władzy.
 
Wytyczne, jakimi mieli się kierować czekiści, pochodziły od samego Dzierżyńskiego, który zwykł powtarzać:Czekista musi mieć chłodną głowę, gorące serce i czyste ręce”. Czasami mówił też, że „czekista to trzy słowa zaczynające się na „cz”: czestnost’, czutkost’, czistoplotnost’ (uczciwość, wrażliwość, czystość) i zaraz wyjaśniał iskrząc wesoło oczami, że chodzi mu o czystość duchową [12].
 
Dzierżyński był świadomy tego, że uczciwość w różnych okolicznościach odbierana może być źle, podobnie jak kłamstwo może mieć swoja dobrą stronę. Wierzył, że podporządkowując się rewolucji, wszystkie kroki zmierzające do jej obrony są odpowiednie.
 
Na potwierdzenie swoich słów, odwoływał się do sytuacji, jaka miała miejsce kilka lat wcześniej, kiedy młoda Róża Luskemburg uciekała do Niemiec w 1888 roku. Wyjazd przygotowali Adolf Warski i Marcin Kasprzak, który namówił pewnego księdza, aby przewiózł ją przez granice kłamiąc, że ucieka ona od swej żydowskiej rodziny, aby przejść na katolicyzm. W czasie podróży Róża przyznała się do kłamstwa, na co ksiądz nie odezwał się ani słowem. Przez długi czas rozważano nad uczciwością takiego postepowania, zarówno Kasprzaka jak i Róży Luksemburg. Dzierżyński uważał, że Kasprzak posługując się kłamstwem, postąpił słusznie.
        
Można zaryzykować stwierdzenie, że Dzierżyński kształtował swoja kadrę na wzór i podobieństwo samego siebie narzucając zasady, wartości i ideały swoim pracownikom, jakimi sam się kierował. Stawiał na prawdomówność, szczerość, kolektywną współpracę i lojalność. Doceniał oddanych czekistów, którzy często zrezygnowali z własnego życia, poświęcali rodziny i przyjaciół, aby pracować wraz z nim. Wytworzyła się między Dzierżyńskim a czekistami osobliwa nić porozumienia, przyjaźni, wierności i niespotykanej lojalności. Przewodniczący zawsze gotowy był w razie wpadki swoich najwierniejszych towarzyszy w ręce białych, wymienić ich na własnych zakładników.
 
Przez szereg lat przewodzenia Nadzwyczajną Komisja do Walki z Sabotażem i Kontrrewolucją Dzierżyński wymagał, aby jego podwładni byli oddani partii, odważni i ofiarni oraz zdyscyplinowani. Zwracał szczególną uwagę na to, aby nie byli zbyt ufni, a osobiście nieznosząc bezproduktywnego gadania, ostrzegał przed skłonnością do gadulstwa. Wielokrotnie powtarzał czekistom swoje ulubione powiedzenie: „To czego nie możesz powiedzieć wrogowi, nie mów również i przyjacielowi [13]”.
 
Dzierżyńskiemu przypisuje się bardzo celne i ponadczasowe powiedzenie: „Nie myśl. Jeśli myślisz, nie mów. Jeśli myślisz i mówisz, nie pisz. Jeśli myślisz, mówisz i piszesz, to nie podpisuj. Jeśli myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz, to się nie dziw [14]”. Dzierżyński był bardzo czuły na punkcie dyskrecji i umiejętności zachowania tajemnicy. Często powtarzał też swoim czekistom, że sekret, którego zna więcej niż dwie osoby, przestaje być sekretem, ponieważ informacja ta rozniesie się „w sekrecie” i dotrze do wroga, który ją wykorzysta przeciwko nim.
 
Aby wyeliminować przypadki znieczulicy, bestialstwa, zwyrodnienia, zbyt swobodnego traktowania życia więźniów, ferowania nieadekwatnie ciężkich wyroków w stosunku do popełnionych czynów, Dzierżyński wydał rozporządzenie swoim podwładnym, głównie sędziom mającym w późniejszym okresie prawo skazywania na śmierć, mówiące o tym, że śledczy ma obowiązek spojrzeć ofierze w twarz odczytując wyrok, a po osobistym jego wykonaniu,  dokonać pochówku. 
 
Wyjeżdżających na akcję czekistów Dzierżyński zbierał w swoim gabinecie i udzielał dokładnych wskazówek. Przestrzegał śledczych przed sprowokowaniem rękoczynów. Kiedy jeden z nich- J.J. Buikis zapytał się, co będzie jeśli popełni błąd, Feliks natychmiast odpowiedział:Jeżeli pomylicie się na korzyść państwa to dobrze. Ale jeśli przekroczycie prawo dla własnych korzyści, to sami wiecie co będzie [15]”.
 
Dzierżyński był bardzo dobrym nauczycielem, wyrozumiałym i cierpliwym, pragnął i dokładał wielu starań, aby jego podwładni reprezentowali wysoki poziom kultury i obce im były takie zachowania jak nienawiść czy pragnienie rewanżu. Mówił, że należy nauczyć się odróżniać człowieka, który przypadkowo, z racji swej niewiedzy, popadł w konflikt z prawem, a zdeklarowanymi przeciwnikami. Kategorycznie żądał, aby aresztowania nie przebiegały na podstawie podejrzeń tylko po uzyskaniu niepodważalnych dowodów. Wymagał, by jego pracownicy nigdy nie spieszyli się, aby przed zadaniem wszystko było dokładnie przemyślane, poparte dowodami i co najważniejsze, aby umieli zachować się w każdej okoliczności i nigdy nie mówili nieprawdy.
 
Nikołaj Rawicz wspominał pisząc o kształtowaniu młodych kadr WCzK: „System ten w minimalnym stopniu opierał się na stosowaniu kary. Dzierżyński w podległym mu aparacie cierpliwie uczył pracy setki młodych ludzi. Przy tym sam w oczach młodzieży był żywym przykładem rycerza rewolucji bez skazy i lęku. Przyzwyczajał ludzi, aby nie okazywali zbędnego pośpiechu, ale i aby nie spóźniali się, by nim zameldują o czymś, wszystko było przemyślane, sprawdzone- i najważniejsze, aby ludzie we wszystkich okolicznościach panowali nad sobą i zawsze mówili prawdę. Uważał, że pod względem swej kultury, opanowania i uczciwości powinniśmy zawsze stać wyżej od swoich wrogów [16]”.
 
Artur Artozow
Dzierżyński cenił szczególnie prawdomówność swoich pracowników, cenił ją również u osób, które przesłuchiwał. Artur Christianowicz Fraucci (ze względu na trudne do zapamiętania nazwisko, nazywano go Artuzow, co stało się z biegiem czasu jego nazwiskiem), z pochodzenia Szwajcar, syn serowara, który osiedlił się w Rosji, przed rewolucją nauczyciel francuskiego, wieloletni pracownik Dzierżyńskiego, który zawsze lojalnie pełnił swoją służbę przyznawał, że znacznie lepiej było Dzierżyńskiemu zakomunikować smutną prawdę niż łgać: „On nauczył mnie, że przy porażkach wymyślać należy tylko za to, czego nie dopracowano, ukryto przed pracownikami. Jak mądry chirurg skalpelem swej dialektycznej analizy badał porażkę, a pracownikowi, któremu porażka się zdarzyła, pomagał jak asystent, znający okoliczności i detale choroby. Pracownicy nie bali się mówić (…) o porażkach i nie bali się także pójść na praktyczne ryzyko w pracy, wiedząc, że rozsiekani za to nie będą [17]”.
 
Instruował czekistów, aby byli śmiali, ale nie bezczelni. Uważał, że czekiści powinni swoją kulturą, opanowaniem, uczciwością przewyższać swoich wrogów. Po takich pogawędkach, kiedy młodzi czekiści otaczali Dzierżyńskiego, przeważnie zasypywali go gradem pytań, na które ochoczo i wyczerpująco odpowiadał. Jeden z nich, O. Redlich wspominał, jedną z takich rozmów, która po obowiązkowych instrukcjach przerodziła się w przyjacielską rozmowę, Dzierżyński pytał czekistów o ich życie, dopytywał się o ich rodzinne strony, o sytuacje ich rodzin. Cieszył się wśród nich niewyobrażalnym autorytetem. Takie spotkania na gruncie towarzyskim w pracy nie należały do rzadkości. Zdarzało się, że po wykonaniu jakiegoś zadania, pracownicy odebrawszy swój przydział żywności gromadzili się w jednym z pokojów i tam biesiadowali.
 
Pewnego takiego dnia korytarzem przechodził Dzierżyński. Zaproszono go, by przyłączył się do nich. Nalano mu z samowara gorącej herbaty zaprawioną cykorią. Czekiści ubrani w skórzane kurtki chroniące przed wszami, których opisywał Michaił Boncz-Bujewicz:olbrzymi mauzer, spojrzenie spode łba, zaakcentowana nieufność wobec rozmówcy i niebywała pewność siebie [18]”, usiedli wokół przewodniczącego i rozmawiali o minionych sprawach w wesołej i przyjacielskiej atmosferze.
 
Bardzo zależało mu na tym, aby w trudnej roli WCzK jej pracownicy nie stali się takim samym złem, jak przeciwnicy systemu, wszak granica była bardzo niewyraźna. Obawiał się, że niektórzy funkcjonariusze od nadmiaru władzy mogą się zdemoralizować wykorzystując uprawnienia do własnych celów. Dlatego bardzo interesował się pracownikami, często robił restrukturyzacje, przerzucał ich na inne fronty walki, udoskonalał metody pracy i gorliwie tępił wszelkie oznaki biurokracji i rutyny.
 
Pierwsze działania WCzK skoncentrowane były na walkę ze spekulacją. Skupiono się na przeprowadzaniu obław na dworcach w poszukiwaniu szmuglerów i skradzionych towarów. Po części działania WCzK wspomagali pracownicy pokoju 75 ze Smolnego, gdyż to do nich trafiały pierwsze zgłoszenia, jako że numer telefonu interwencyjnego znany był w całym mieście. Coraz sprawniej radzono sobie z falą bandytyzmu, która topiła miasto w zbrodni.
 
Na samym początku działalności WCzK w nocy 18 (31 grudnia) 1917 roku odkryto miesce tajnych zebrań mieńszewickiego Związku Obrony Zgromadzenia Ustawodawczego. Ich zdaniem, bolszewicy organizując w tym samym czasie co obrady Zgromadzenia Ustaowdawczego, II Zjazd Rad Delegatów Robotniczych i Chłopskich mieli zamiar zakłócić posiedzenie Zgromadzenia doprowadzając do jego zamknięcia. W odpowiedzi rozpoczęto szeroko zakrojona akcję agitacyjną rozdając w fabrykach ulotki nawołujące do protestów przeciwko bolszewikom i zachęcając robotników do wstąpienia do swej bojowej frakcji organizacji.
 
Izaak Steinberg
Pomimo tak dużego przesięwzięcia, udało im się zmobilizować jedynie 80 osób. Ich siły miały być poparte w ilości dwóch tysięcy żołnierzy, głównie eserowcami ściagnietymi z frontów zwabionych pod pretekstem szkolenia wojskowego. Przywódcy Związku Obrony Zgromadzenia Ustawodawczego przeliczyli się. Na tzw. szkolenie przybyło nieco więcej niż dwudziestu żołnierzy. Skomasowane siły kanapowego związku w liczbie stu osób, zostały z polecenia Rady Komisarzy Ludowych aresztowane przez WCzK. Wśród zatrzymanych znalazł się również ich przywódca Filipowski. Zapowiedziano również, że w przypadku ruchów antybolszewickich, władza nie zamierza traktować ich łagodnie. Gdy informacja o aresztowaniach dotarła do eserowskiego Komisarza Sprawiedliwości Izaaka Steinberga, zażądał on okazania wydanego nakazu aresztowania. Dzierżyński na spotkaniu ze Steinbergiem okazał dokumenty, jednak komisarz sprawiedliwości zakwestionował jego ważność, gdyż nie był to nakaz imienny. Na tej podstawie zażądał uwolnienia aresztowanych.
        
Zanim Dzierżyński zdołał zaprotestować, zaprotestował Steinberg na forum Rady Komisarzy Ludowych zarzucając łamanie rewolucyjnej praworządności, nadużycia i samowolę WCzK kategorycznie żądając, aby aby jej działalność była ściśle podporządkowana Komisariatowi Sprawiedliwości, czyli osobiście jemu. Specjalnie powołana komisja do zbadania kwestii aresztowania członków organizacji nie potwierdziła zarzutów samowoli ani nadużyć. Steinberg musiał odwołać swoje oskarżenia, jednak w dalszym ciągu domagał się ograniczenia władzy WCzK.
 
Jego stanowisko szalenie zirytowało Lenina, który widział w zachowaniu komisarza jedynie walkę o rozszerzenie swojej władzy, kiedy należało się koncentrować na jednoczeniu, obronie i budowaniu państwa. Na zakończenie konfliktu, Rada Komisarzy Ludowych uchwaliła, że WCzK jest organem rządu, a nie Komisariatu Sprawiedliwości. Było to niewątpliwie wielkie zwycięstwo Dzierżyńskiego i zarazem porażka Steinberga, który z każdym wypowiedzianym słowem odkrywał swoje apiracje władzy. W efekcie sporu, ograniczono Komisariatowi Sprawiedliwości prawo do zwalniania więźniów.
 
Sukcesem WCZK zakończyła się także kolejna akcja zwalczania sabotażu na kolei. W tym przypadku zaistniała potrzeba transportu broni do Carycyna, obecnie Wołgogradu, którego obroną kierował dość nieudolnie Stalin zwalając winę za niepowodzenia na wybitnego byłego carskiego generała Snisariewa, który jako jeden z pierwszych przeszedł na stronę Armii Czerwonej. W przedziwny sposób wagony z bronią nie mogły ruszyć ze stacji z Dworca Kazańskiego. Pracownicy tłumaczyli się, że brakuje węgla do lokomotyw, niesprawnością parowozów czy brakiem maszynistów.
 
Na dworzec przyjechał sam Dzierżyński. Zebrał pracowników, przedstawił sytuację i bezpośrednio, nie owijając niczego w bawełnę, poprosił o informację, dlaczego transporty nie mogą wyjechać z Moskwy. Polecił przygotować transport na następny dzień i wrócił do biura pozostawiając na miejscu kilku czekistów. Ci zaś szybko zorientowali się, że wśród kolejarzy było kilku sabotażystów sprzyjających eserowcom.
 
Nawet środowisko lekarzy nie wolne było od knowań przeciw władzy rad. W ślad za bankierami i urzędnikami, pracy odmówili lekarze. W grudniu Centralny Moskiewski Komitet Strajkowy ogłosił strajk służb sanitarnych zajmujących się dezynfekcją miasta, a chwilę potem strajk lekarzy we wszystkich moskiewskich szpitalach. Bez pomocy lekarskiej zostali wszyscy chorzy i poszkodowani w wypadkach. Oczywiście dla burżuazji posiadającej odpowiednie sumy, dostęp do lekarza był natychmiastowy. Wśród świadków scen, jakie zaczęły mieć miejsce w szpitalach byli bliscy chorych, a także niższy persolnel szpitali, przytaczający obrazy chorych, którym nikt nie zmieniał bandaży, odmawiano przeprowadzania pilnych, ratujących życie operacji. Jeden z uczestników posiedzenia sądu zauważył, że o ile strajk służb komunalnych doprowadził do ruiny gospodarkę miejską, tak strajkujący lekare doprowadzili do zagrożenia zdrowia i życia.
 
Sabotaż lekarzy miewał również inną formę. Armia Czerwona zgłaszała zapotrzebowanie na lekarzy frontowych, zwłaszcza, że armię dziesiątkował tyfus. W szpitalach nie było odpowiedniej kadry, nie mówiąc już o zaopatrzeniu w lekarstwa. Ci, którzy jeszcze służyli, nadawali się jedynie do tego, aby wypisywać akt zgonu martwych żołnierzy. Wprowadzono więc nabór lekarzy, ale akcja nie przyniosła żadnego rezultatu. Konieczne było zaangażowanie WCzK w tą sprawę, by wyjaśnić przyczyny tej porażki.
 
Jako przewodniczącego specjalnej komisji medycznej Dzierżyński wyznaczył Michaiła Siergiejewicza Kierdrowa. W śledztwie okazało się, że komisjach wojskowych kierujących lekarzy na front zasiadali lewicowi eserowcy, którzy za łapówkę stwierdzali niezdolność do pracy frontowej. Doszło nawet do tego, że na bazarach można było kupić gotowe formularze komisji z podpisami i pieczątkami, w które wystarczyło wpisać imię i nazwisko lekarza. Przy okazji ujawniono liczne kradzieże mienia szpitalnego. W późniejszym czasie, najbardziej bezwzględni lekarze sabotażyści zostali rozliczeni skierowaniem do trybunałów rewolcyjnych.
 
Lekarze, urzędnicy czy transportowcy nie byli jedynymi, którzy sabotowali pracę. Wśród nich byli też pracownicy domów dziecka, nauczyciele, pracownicy opieki społecznej. We wszystkich grupach zawodowych bolszewicy napotykali znaczny opór, a strajk nauczycieli nazwano przestępstwem przeciwko narodowi. W tym przestępstwie, nauczyciele byli wzmacniani przed rady szkolne pochodzące ze środowisk drobnomieszczańskich, które  wspierały strajk płacąc nauczycielom pensję równocześnie żądając usunięcia ze szkół nauczycieli wyłamujących się ze strajku oraz prowadzenia lekcji religi w szkole. Szczególnie dotkliwie strajk ten odbił się na radzieckim szkolnictwie zimą 1917/1918 roku. Aby opanować sytuację w Moskwie, bolszewicy zdecydowali się zaproponować pracę podmiejskim nauczycielom oferując im preferencyjne warunki, organizowano kursy nauczycielskie klas pierwszych, tworzono szkoły wieczorowe, do których ściągano nauczycieli odbywających służbę w wojsku.
 
W styczniu 1918 roku utworzono wydział walki z przestępstwami bankowymi, który z biegiem czasu został przekształcony w wydział do walki z wszelkimi urzędniczymi przestępstwami. Dzierżyński zarządził: „Do tego podwydziału należy skierować 5-10 towarzyszy czerwonogwardzistów, świadomych swej wielkiej misji rewolucyjnej, których nie można byłoby ich przekupić, zdemoralizować za pomocą złota [19]”.
 
Feliks Dzierżyński w 1918 roku
Tworzenie nowych oddziałów szło jak po grudzie. Na początku 1918 roku jednostki WCzK były obecne jedynie w Petersburgu i Moskwie, należało więc stworzyć nowe oddziały terenowe dla tej strategicznej instytucji. Korzystając z częstych odwiedzin u Dzierżyńskiego jego dawnych towarzyszy wracających z Syberii, często w trakcie rozmowy proponował im pracę. Mniej więcej w tym czasie Dzierżyński spotkał przebywającego w Moskwie swego przyjaciela z czasów pobytu w orłowskim więzieniu, Łazara Riwina. Zanim spotkał Dzierżyńskiego, Łazar Riwin skierował się na Plac Czerwony podziwiając niewątpliwe piękno tego miejsca. Gdy spacerował po mieście, znalazł się na Łubiance. Spokój jego myśli zakłóciło wołanie:
-Łazar, mój drogi, czy to ty? Odwróciłem się i zobaczyłem Feliksa. Zamiast katorżnika w więziennym drelichu, chudego i bladego, jakim go zapamiętałem z orłowskiego więzienia w 1916 roku, przede mną stał elegancki człowiek w długim szynelu. Na głowie miał wojskową czapkę z czerwoną gwiazdą, a na nogach wypolerowane do błysku oficerki. Starannie ogolona twarz rozpromieniła się w poczciwym uśmiechu, a z oczu wydobyły się iskry radości. W pierwszej sekundzie zmieszałem się i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa…
 
- Skąd przyjechałeś i w jakiej sprawie do Moskwy? Pracuję w tym budynku- pokazał ręką narożny dom na Bolszoi Łubiance, przy którym się spotkaliśmy- zapraszam do siebie, tam będziemy mogli sobie porozmawiać. Z tymi słowami wziął mnie pod rękę, weszliśmy do hallu. Po tym jak pozdrawiali go wartownicy z karabinami w rękach i przechodzący wokół ludzie w skórzanych kurtkach i mauzerami za pasem, zrozumiałem, że znajduje się tu jakiś sztab wojenny, a Feliks Edmundowicz jest tu dowodzącym. (…)
 
–Słyszałem, że pracujesz na Kremlu razem z Leninem- spytałem się Dzierżyńskiego. – Na Kremlu u Włodzimierza Iljicza bywam często. Pracuję, można powiedzieć, dniami i nocami tutaj- odpowiedział Dzierżyński.
-No, a teraz opowiedz mi coś o sobie- zaproponował Feliks Dzierżyński, kiedy weszliśmy do jego gabinetu i usiedliśmy naprzeciw siebie.
 
Po kolei streściłem o swoim oswobodzeniu z więzienia, o czasie spędzonym w ojczyźnie… Także zaczęliśmy wspominać nasze życie w orłowskiej katorżni, która teraz wydawała nam się koszmarnym snem… Jakby sumując nasze wspomnienia, Dzierżyński powiedział: - Najważniejsze, Łazar, jest to, że te niesłychane trudności, jakie przeżyliśmy w kraju, nie złamały nas, nie zagasiły w naszych sercach idei, za którą walczyliśmy. Co więcej, te trudne lata zahartowały nas do walki i wyrzeczeń”.
 
Następnie przedstawił sytuację jaka miała miejsce w kraju, mówił o pokoju brzeskim, o tym, dlaczego Lenin kazał tak spiesznie podpisać rozejm. Przedstawił zadania WCzK ochrony państwa przed kontrrewolucją i sabotażem wrogich sił. „Patrząc się przez okno gdzieś na ulicę, Dzierżyński kontynuował:
- Dobrych pracowników u nas mało, w tym problem.- pomyślał minutę i nagle się spytał- A jak zapatrujesz się na to, abyś zaczął pracować tutaj, w WCzK?..
Taki obrót spraw w naszej rozmowie był dla mnie zaskoczeniem, że aż się zakłopotałem. Zbierając myśli, odpowiedziałem:
-Wiesz, Feliks, cieszę się z twojej propozycji, ale ja nie mam pojęcia o działalności WCzK. Obawiam się, że nie będę wam przydatny.
Dzierżyński uśmiechnął się i powiedział, że jemu wcześniej też nie przyszło do głowy, że będzie pracować w CzK. Stanęło na tym, że pojadę do Saratowa do siostry, przemyślę to, a jak wrócę to dam odpowiedź.
 
Podczas naszej rozmowy często dzwonił telefon. Odpowiedzi przewodniczącego WCzK były krótkie i zwięzłe: „zgadzam się”, „nie sprzeciwiam się”, „sprawdźcie dokładnie”, „zbierzcie dowody”, „działajcie w zależności od sytuacji” itd. Czułem, że tu, w wielkim mieście jak i w całym kraju toczy się natężona, niewidzialna walka z wrogami rewolucji. Dzierżyński opowiedział po krótce o rozpracowywaniu organizacji „Związku Obrony Ojczyzny i Wolności”.
 
Pod koniec spotkania, zaproponował, aby Łazar udał się do stołówki, by coś przekąsił. Życzył szczęśliwej podróży w rodzinne strony. Kiedy po ośmiu dniach Łazar wrócił do Moskwy, udał się na Łubiankę, gdzie dyżurnemu zameldował, że idzie na spotkanie z Dzierżyńskim. "Wartownik gdzieś zadzwonił i po chwili wypisał przepustkę. Gdy się spotkali w jego gabinecie, serdecznie i mocno uściskali się, po czym Feliks zapytał, jak wyglądała podróż, dopytywał się też, jak się żyje w Saratowie. Na koniec spytał się, jaka jest moja decyzja odnośnie pracy w WCzK. Odpowiedziałem, że zgadzam się pracować w WCzK, ale nie w Moskwie, tylko na Białorusi.
"-Dlaczego tam? – dopytywał się.
-Do pracy w centralnym urzędzie nie czuję się gotów. Na prowincji przyniosę więcej korzyści dla rządu Kraju Rad. Na Białorusi się urodziłem, tam spędziłem dzieciństwo, młodość… Bardzo mi odpowiadają tamtejsze warunki, ludzie [20]”.
-No cóż- odpowiedział Feliks i zgodził się. Od razu przeszedł do konkretów, przedstawaiając jego plan wyjazdu do Orszy, sformowania oddziału CzK, który miał zająć się ochroną granicy".
 
W pierwszych miesiącach działalności WCzK zlikwidowano kilka powiązanych ze sobą organizacji kontrrewolucyjnych tj. „Wszystko dla ojczyzny” czy „Biały krzyż”, które dla celów konspiracyjnych przybierały formy organizacji dobroczynnych, występowały pod auspicjami Czerwonego Krzyża czy ambasad krajów kapitalistycznych. W styczniu 1918 roku w Piotrogrodzie posypała się oficerska organizacja dążąca do obalenia Rady Komisarzy Ludowych i wprowadzenia dyktatury generała Kaledina. Spiskowcy szykowali też zabicie lub porwanie Lenina, który miał zostać wywieziony nad Don.
 
WCzK zdemaskowała i aresztowała Schneidera, fałszerza banknotów, który w samej Moskwie miał pięć nielegalnych drukarń. Odkryto olbrzymie ilości produktów żywnościowych u dwóch kupców. Same kary nałożone na spekulantów, oprócz zaboru mienia, wynosiły ponad 13 milionów rubli. Artykuły żywnościowe znalezione w zarekwirowanych magazynach mogły wykarmić średniej wielkości miasto.
 
Fritz Platten
Pomimo rozwijającej się aktywności, nie udało się zapobiec zamachowi na Lenina, jaki miał miejsce 1 (14) stycznia 1918 roku. Dokonano go ostrzeliwując samochód, którym Lenin wracał z wiecu na Maneżu Michajłowskim, na który przyjechał wraz ze swoją siostrą Marią i socjalistą Fritzem Plattenem żegnając oddział wojska jadącego na front. Tego dnia było bardzo dżdżysto i mgliście, kierowca Lenina, Taras Mitrofanowicz Gorochowik wracając z wiecu zwolnił przed mostem na Fontance. W tym momencie rozległ się huk wystrzału.
 
W samochodzie szyba rozprysła się na tysiące kawałków, zaraz potem w karoserię trafiły kolejne kule. Platten natychmiast chwycił Lenina za ramiona i przyparł do siedzenia zasłaniając go własnym ciałem. W tym momencie jedna z kul drasnęła jego ramię. Gorochowik natychmiast wcisnął pedał gazu starając jak najszybciej zniknąć z pola widzenia strzelców.
 
Na rozkaz Dzierżyńskiego całe WCzK zostało postawione na nogi. Schowani w gęstej mgle zamachowcy byli niewidoczni, nie można było odnaleźć świadków zdarzenia. Należało przystąpić do poszukiwań z zupełnie innej strony. Ustalono, że w siedzibie wyższych kursów Lesgafta stacjonuje jakiś nieznany oddział wojsk. Wysłany w to miejsce Władimir Boncz Brujewicz ze swoim oddziałem czekistów i strzelców łotewskich niepostrzeżenie otoczył budynek i wdarł się przez niezbyt czujną ochronę.
 
W budynku zastał około czterystu żołnierzy twardo śpiących na swoich posłaniach. Natychmiast ich rozbrojono i aresztowano. Równolegle aresztowano przebywającego w innym miejscu dowódcę oddziału Sinebriuchowa i osiemdziesięciu oficerów. W trakcie przesłuchania udało się ustalić personalia trzech oficerów, którzy mieli wyjechać za Don. W toku śledztwa przyznali się do uczestnictwa w zamachu. Gdy Boncz Brujewicz przedstawił Leninowi ich akt oskarżenia, ten zlekceważył go i nakazał ich uwolnić i wysyłać na front.
 
Zdarzenie to zmobilizowało Dzierżyńskiego do otoczenia Lenina jeszcze większą ochroną, a niechętny do obecności ochrony Lenin przy każdej nadażającej się okazji wymykał się.
Pierwsze rozmowy pokojowe rozpoczęły się 9 (22) grudnia 1917 roku w Brześciu Litewskim. Ze strony rosyjskiej rozmowom przewodniczył Adolf Joffe, który mając na uwadze możliwość wybuchu rewolucji socjalistycznej w Niemczech oczekiwanej przez Lenina, przeciągał obrady czekając na rozwój wydarzeń. Strona niemiecka również nie nalegała na szybkie podpisanie ustaleń pokojowych z państwami Ententy, gdyż przegrupowując cała armię na wschód, mogli liczyć na zwycięsko zakończony atak na Rosję anektując po drodze Polskę i Litwę.
 
Karkołomna polityka Trockiego wykorzystująca oratorskie zdolności zaczarowywania przeciwnika skutecznie przedłużała rozmowy. Roszczenia, jakie Niemcy, reprezentowane przez nieskorego do negocjacji generała Maxa Hoffmanna, uzurpowały sobie od Rosji były według Trockiego tak absurdalne, że nie mógł pogodzić się na ich zaakceptowanie.
 
Pomijając warunki rozejmu, Trocki ulegał naciskowi lewych komunistów, którzy uważali, że wszystko należy postawić na jedną kartę globalnej rewolucji artykułując głosno, że albo rewolucja zmiecie Niemców, albo sami polegną. Trocki, mający zawsze swoje zdanie gdzies po środku, zaprezentował stanowisko „ani wojna, ani pokój” czy też nie podpisujemy pokoju, ale nie prowadzimy też żadnych działań wojennych. Odmówił podpisania traktatu pokojowego, na który nalegał Lenin. Powróciwszy do Piotrogrodu Trocki był bardzo zadowolony z siebie i przekonany o dotrzymaniu słowa przez Niemcy o zaniechaniu agresji militarnej. Lenin zadowolony był mniej.
 
16 lutego 1918 roku do władz dotarła wiadomość o przegrupowaniach wojsk niemieckich i spodziewanym ataku. Dwa dni później wojska niemieckie rozpoczęły zdecydowany szturm na nieprzygotowane pozycje rosyjskie w wyniku czego zajęto znaczne terytorium Białorusi, Estonii i Ukrainy.
 
Na wezwanie Lenia wygłoszone 21 lutego „Ojczyzna socjalistyczna w niebezpieczeństwie!” do obrony kraju ruszyły rzesze robotników, żołnierzy i chłopów. W Piotrogrodzie i w innych miastach na prędce formowano oddziały i wysłano je na wschodni front walki. Do walki u boku bolszewików garneli się nawet ich przeciwnicy osadzeni w więzieniach. Sytuacja w jakiej znalazła się Rosja Radziecka nie dawała szans na wygranie wojny tym bardziej, że właśnie trwała demobilizacja starej armii i tworzenie nowej, robotniczo-chłopskiej. Dopiero co zajęty Kijów przez wojska radzieckie w walce z Petlurą, znów opustoszał wycofując się przed naporem Niemiec. Na północy bez większych problemów Niemcy zajęły Dźwińsk, Mińsk i Psków.
 
Feliks Dzierżyński w tych dniach na posiedzeniu Rady Komisarzy Ludowych mówił: „Nasza rewolucja jest w widocznym niebezpieczeństwie. Przeciwnik organizuje siły. Kontrrewolucjoniści aktywnie działają w kraju, w różnych miejscach prowadzą nabór do swoich oddziałów. Teraz wróg jest tu, w Piotrogrodzie, w samym naszym sercu. Z wszystkich stron mamy na to niezaprzeczalne dane.  Musimy powsłać na ten front najgroźniejszych, najbardziej bezlitosnych, zdecydowanych, twardych, oddanych, gotowych na obrone zdobyczy rewolucji towarzyszy.  Teraz wojna, idziemy piersią w pierś, wojna nie na życie, ale na śmierć…[21]”.
 
22 lutego 1918 roku dywizje niemieckie po zajęciu Tallina skierowału się ku Piotrogrodowi napotykając pod Narwą ostry opór Czerwonej Gwardii i marynarzy. Stałe transporty zmobilizowanych oddziałów rekopensowały olbrzymie straty wśród ludzi. Mimo silnego naporu udało się utrzymać pozycje kosztem śmierci dwóch tysięcy marynarzy i czerwonogwardzistów zadając wojskom niemieckim dotkliwe straty.
 
Następnego dnia WCzK wydała odezwę treści: „Ogólnorosyjska Komisja Nadzwyczajna na podstawie uchwały Rady Komisarzy Ludowych nie znajdując innych środków walki z kontrrewolucjonistami, szpiegami, spekulantami, pogromowcami, chuliganami, sabotażystami i innymi przestępcami oprócz bezlitosnego unicestwienia ich na miejscu przestępstwa, oświadcza, że wszyscy agenci nieprzyjacielscy i szpiedzy, agitatorzy kontrrewolucyjni, spekulanci, organizatorzy powstań i uczestnicy przygotowań do powstań, mających na celu obalenie Władzy Radzieckiej, wszyscy ci, którzy uciekają za Don, aby wstąpić do kontrrewolucyjnych wojsk Kaledińsko-Korniłowskiej bandy i do polskich legionów kontrrewolucyjnych, wszyscy sprzedający i skupujący broń w celu wysłania jej fińskiej białej armii, wojskom Korniłowa i Dowbor Muśnickiego lub w celu uzbrojenia burżuazji piotrogrodzkiej- będą bezlitośnie rozstrzeliwani przez oddziały Komisji na miejscu zdarzenia [22].”
 
Dowództwo niemieckie było zszokowane i zaskoczone niespodziewanie silną obroną. W obliczu defenzywy radzieckiej już następnego dnia strona niemiecka zdecydowała się odpowiedzieć na wezwanie do zawarcia pokoju, jakie rząd radziecki wysłał kilka dni wcześniej. Tym razem żadania Niemiec były znacznie obszerniejsze i bardziej dotkliwe. Rząd radziecki spodziewał się, że ostatnie wydarzenia będą wigilią niemieckiej rewolucji socjalistycznej. Nie były.
 
Wśród przedstawicieli władzy radzieckiej było wielu przeciwników podpisania układu pokojowego. Lewicowi komuniści, w tym Trocki i Bucharin byli mu zdecydowanie nieprzychylni. Uważali, że Niemcy mogą dopuścić się stawiania kolejnych, niemożliwych do zrealizowania warunków, a kontynuacja wojny spowoduje rozprzestrzenienie się rewolucji. Zwołany przez Lenina zjazd partii miał zadecydować o dalszych posunięciach.
 
Na ustosunkowanie się do żądań Niemiec było jedynie dwie doby. To stanowczo za mało, aby mieć czas na pozbycie się emocji i zdobycie się na trzeźwy osąd sytuacji. Do tej pory pełen pychy Trocki, stracił impet swoich przekonań rozmywając odpowiedzialność za nawrót działań wojennych na wszystkie strony wewnętrznego konfliktu mówiąc: „Ja nie wezmę na siebie odpowiedzialności, by głosować za wojną [23]”.
 
Dzierżyński obserwując zmieniające się nastroje zwolenników kontynuacji wojny, której sam był zwolennikiem powiedział doszukując się obiektywnej prawdy i zgadzając się z Leninem: „Podpisując pokój, wzmocnimy Niemców, a wzmocnieni tym bardziej nie dadzą nam okresu wytchnienia. Nie możemy jednak podjąć innej decyzji, bo partia nie ma dość sił, aby ostać się w razie dymisji Lenina przy istniejącej sytuacji [24]” tym samym potwierdzając, że zdaje sobie sprawę z tego, że Rosja Radziecka nie ma niezbędnych sił do walki. Zapał do walki- tak, mit siły Rosji- tak, pragnienie zwycięstwa- jak najbardziej, nie było jednak niczego co składa się na zwycięstwo, nie było wojska, broni, amunicji, zaplecza, wyżywienia, transportu, koni, całej sprawnej logistyki.
 
Owszem, na wiecach w fabrykach, gdy prelegenci wzywali robotników do wstępowania do armii, wznosiły się okrzyki poparcia, deklaracje, jednak nie do końca pełne. Z dwóch, trzech tysięcy ludzi stanowiących rozentuzjazmowany i chętny do walki tłum, przed komisje wojskowe trafiało piętnaście, może dwadzieścia osób. Reszta nieobecnych milczała.
 
W drodze głosowania za podpisaniem pokoju opowiedziało się 7 głosów, przeciw było 4, 4 wstrzymały się od głosu- w tym głos Dzierżyńskiego. Pozostało jeszcze przekonać Centralny Komitet Wykonawczy do tej decyzji. Nie obyło się bez trudności, gdyż przeciwnicy pokoju mieli w nim wielu popleczników. Sytuacja była do tego stopnia napięta, że w przypadku odrzucenia pokoju Lenin i Swierdłow zagrozili podaniem się do dymisji.
 
Z mównicy padały patetyczne, górnolotne frazesy mieńszewików i przeciwników pokoju odwołujących się do tego, że rewolucja przegra, jeśli dojdzie do porozumienia. Anarchiści wołali, najwidoczniej pozbawieni zdrowego instynktu samozachowawczego, że: „Raczej umrzeć za rewolucję socjalistyczną, niż żyć za cenę ugody z niemieckim imperializmem [25]”. Lewicowi eserowcy również nie byli świadomi realiów nawołując do powstania robotników i chłopów w walce przeciwko Niemcom. Sytuację uratowała przemowa Lenina, po której odbyło się głosowanie i przy nieznacznej przewadze głosów zadecydowano o przystąpieniu do rokowań pokojowych. Gdy na sali rozległy się gromkie oklaski, eserowski Komisarz Sprawiedliwości Izaak Steinberg w szale walił pięscią w stół krzycząc: „Nie ważcie się klaskać! Nie ważcie się klaskać! [26]”
        
W prasie burżuazyjnej natychmiast ukazała się lawina artykułów piętnujących tą decyzję pisząc o hańbie rosyjskiego oręża i kraju. Wieszczono zerwanie układu pokojowego przez Niemcy i kolejny atak, który również rozprawi się z bolszewikami. Oskarżano Lenina, że jest skłonny zapłacić za pokój nie tylko Piotrogrodem, ale Moskwą, a nawet Uralem i Władywostokiem.
 
Minęło już 48 godzin, więc znów rozległy się strzały i rozpoczął się napór wojsk niemieckich na wschód. Nie pozostało wiele czasu. Do podpisania aktu Lenin delegował Grigorija Sokolnikowa, Grigorija Pietrowskiego, Jurija Cziczerina i Lwa Karachana. 3 marca 1918 roku podpisano pakt pokojowy z Niemcami. Warunki, jakie zaproponowały Niemcy były znacznie bardziej niekorzystne niż proponowane poprzednio. Dwa dni zajęło Niemcom opracowanie warunków pokoju. Podczas rozmów, przedstawiciel Rosji Sokolnikow przez cały czas milczał, a gdy podano mu teczkę z dokumentami zawarcia pokoju, nawet ich nie przeczytał tylko podpisał, wstał i wyszedł.
 
Nikt nie spodziwał się, że niebawem w Niemczech i w Austrii wybuchnie rewolucja, co prawda nie socjalistyczna, ale burżuazyjno demokratyczna znosząc cesarza Wilhelma II z tronu. Dzięki niej wszystkie nałożone na Rosję obowiązki wyrażone w traktacie pokojowym, przestały mieć znaczenie.
 
Zawarty z Niemcami pokój był pierwszym krokiem do stabilizacji kraju. Zarówno władza, jak i społeczeństwo mogło wziąć pierwszy od lat oddech wytchnienia. Oddechu wytchnienia nie mogła wziąć czerezwyczajka. Wciąż wciąż żywe były echa zamachu na Lenina.
 
Doniesienia, jakie spływały do WCzK otwarcie mówiły o wciąż rodzącym się niezadowoleniu szczególnie wyższych warstw społecznych i organizowanych przygotowaniach do działań antybolszewickich. Nastała konieczność rozszerzenia uprawnień WCzK w skutecznej walce przeciwko ogniskom kontrrewolucyjnym. W związku z tym 23 lutego 1918 roku ukazało się w Izwiestiach obwieszczenie: „…Do dzisiejszego dnia komisja była wielkoduszna w walce z wrogami ludu, ale obecnie, gdy hydra kontrrewolucyjna, inspirowana przez zdradziecki napad niemieckich kontrrewolucjonistów, staje się z dnia na dzień coraz bardziej bezczelna… Ogólnorosyjska Komisja nadzwyczajna nie widzi innych środków walki z kontrrewolucjonistami, szpiegami, spekulantami, bandytami, chuliganami, sabotażystami i innymi pasożytami, jak nieubłagane likwidowanie na miejscu przestępstwa [27]”.
        
W obliczu narastającego zagrożenia, represje kładzione na wrogach ludu stawały się coraz bardziej ostre. Czeka dostosowywała się do wciąż zmieniających się warunków i sytuacji politycznej. Wciąż obecna była szeroka transparentność działań tej instytucji, która otwarcie i zupełnie jawnie informowała o swoich zamierzeniach, podobnie jak o aresztowaniu ludzi czy o wydanych wyrokach. W tygodniku WCzK „Jeżeniedielnik” zamieszczano wiele polemik, również krytycznych wobec tej instytucji. Podawano tam również oficjalne i niezafałszowane informacje o pogromach wrogów władzy ludowej oraz informacje ukazujące prawdę o ich działalności. Nie wahano się podawania nawet informacji, którą wrogie agentury mogły wykorzystać do lepszego poznania działań WCzK. Nie miało to większego znaczenia, bo priorytetem była jawność poczynań wobec społeczeństwa oraz równoległe kształtowanie opinii w rozporoszonych po całym kraju jednostkach.
 
Jakow Peters i Feliks Dzierżyński
„F.E. Dzierżyński, J.Ch. Peters, M.J Łacis i inni przywódcy WCzK przejawiali ciągłą troskę o jawność pracy kierowanego przez nich urzędu. Ani jedna służba specjalna świata w tym czasie i w całym późniejszym okresie nie pozwoliła sobie wstąpić na tak wysoki stopień jawności i otwartości wobec społeczeństwa [28]”. Język, jakim posługiwała się redakcja gazety był dość prosty, poruszane problemy ujmowała często w schematy i niewyszukane stereotypy wrogów bolszewików, zapewniała informację i kontakt z czytelnikami.
 
Tym samym skończył się okres ostrzeżeń, savoir-vivre’u dyplomatycznego, gdyż napór kontrrewolucyjny wymagał ostrego i zdecydowanego działania wewnątrz kraju i na tyłach frontu. Dzięki rewolucyjnej czujności społeczeństwa współpracującej z WCzK- instytucji o wielkim prestiżu i zaufaniu społecznym, głównie za sprawą szeroko znanego już Dzierżyńskiego, wzrosła ilość zatrzymanych bandytów, którzy okazywali się dużej mierze byłymi carskimi oficerami, żandarmami czy agentami carskiej Ochrany.
 
Pojmano „księcia” Eboli i jego kochankę podających się za funkcjonariuszy Czeki, którzy w swoim mieszkaniu ukrywali wiele drogocennych zbiorów zagrabionych z Pałacu Zimowego. Dzierżyński był oburzony, że ktoś podszywając się pod pracownika jego aparatu doprowadzał do kompromitacji WCzK, której imię miało być czyste i budzić zaufanie społeczeństwa spragnionego sprawiedliwości.
 
Na polecenie Dzierżyńskiego, rozstrzelano „księcia” nie szczędząc też jego kochanki. Był to jeden z pierwszych rozkazów rozstrzelania, natomiast wspomnianego „księcia” nienawistni Dzierżyńskiemu komentatorzy uważają za pierwszą jego ofiarę. We wspomnieniach Swierdłowa, sytuacja wyglądała mniej więcej tak i ukazuje przy okazji, jak trudno było współpracować z eserowcami: "Zdarzyło się np., że jakiś przybłęda, lotnik, z gromadką koleżków urządził w restauracji hotelu « Miedwied' » w imieniu WCzK rewizję u bawiących się burżujów i zabrał im, niby z polecenia tow. Dzierżyńskiego, kosztowności i pieniądze. Osobnik ten nie miał nic wspólnego z WCzK i był po prostu hultajem i rabusiem. Mimo to Sztajnberg (Ludowy Komisarz Sprawiedliwości- Z.F.), dowiedziawszy się o tym wypadku, dostał takiego ataku szału, że tow. Dzierżyński musiał stracić sporo czasu i sił na dowodzenie, że walka z hultajstwem i bandytyzmem wchodzi w obręb zadań WCzK. A przybłędów było wtedy niemało. Tak np. w kilka dni po utworzeniu Rady Komisarzy Ludowych został aresztowany z fałszowanymi blankietami i pieczęciami Sownarkomu, CIK, WCzK i Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych były książę Eboli, który sfałszowawszy sobie mandat WCzK urządzał rewizje i przywłaszczał sobie znajdowane przy tej okazji kosztowności i pieniądze [29]."
 
Po śmierci księcia Eboli lewicowi socjaliści rewolucjoniści obsadzający Komisariat Sprawiedliwości podnieśli krzyk nad bezprawiem Dzierżyńskiego żądając postawienia sprawy na forum Rady Komisarzy Ludowych. Lenin nie dopuszczał tej kwestii do włączenia w porządek obrad mając przekonanie, że Dzierżyński postąpił słusznie. Prawo rozstrzeliwania przez WCzK usankcjonowało się samo, było zrozumiałe samo przez się, wymagała tego ówczesna sytuacja.
 
W dalszym ciągu prowadzono walkę z pijaństwem. Kary za nielegalny handel  alkoholem były drakońskie. W marcu 1918 roku aresztowano jednego ze spekulantów- Adamowa, któremu sąd wymierzył karę grzywny wynoszącą aż pięć tysięcy rubli, a w przypadku niewypłacalności, miał trafić do więzienia na półtora roku. Również surowo karano za korupcję- za próbę przekupienia członka moskiewskiej rady skazano pośrednika finansowego, Gubina na dwa miesiące robót przymusowych.
 
Jeszcze bardziej surowo karano za korupcję podczas próby przekupstwa funkcjonariuszy podczas wykonywania ich obowiązków służbowych. Pełnomocnika zakładów Karganova, który zaporoponował łapówkę członkowi komisji roboczej do zwalczania spekulacji, skazano na trzy miesięczną karę więzienia i zapłatę grzywny w wysokości pięciu tysięcy rubli, a gdyby nie zapłacił grzywny, miał się znaleźć za kratami przez pół roku.
 
Wobec ujawnionych przypadku korupcji w szeregach WCzK serwowano bezwzględne wyroki sześciu miesięcy więzienia. Lenin osobiście zarządał, aby wszystkich, którzy zawiedli zaufanie partii, zostali z niej wydaleni. Następnie zalecił komisarzowi sprawiedliwości Kurskiemu, aby podwyższono karę za korupcję nie niższą niż dziesięć lat więzienia i dodatkowo dziesięciu lat prac przymusowych. W rezultacie prac nad nowym prawem zadekretowano karę za łapownictwo w wysokości nie mniejszej niż pięć lat i jednoczene prace publiczne. Era Steinberga skończyła się.
 
Emocje związane z podpisaniem porozumień pokojowych jeszcze nie ostygły. Wciąż obawiano się, że warunki traktatu zostaną przez Niemcy zerwane i dojdzie do kolejnego ataku na, bądź co bądź, bezbronną Rosję. Najgłosniej krzyczeli eserowcy domagając się rozpczęcia wojny z Niemcami, gdyż warunki pokoju podpisanego w Brześciu nie były dla Rosji korzystne.
 
Oskarżali Lenina o zdradę oraz mieli szereg zastrzeżeń odnośnie polityki zaopatrzeniowej miast w żywność i nękania bogatych chłopów. Na znak protestu opuścili obrady zjazdu, co było gestem nic nieznaczącym, raczej wyrazem bezradności, gdyż i tak bolszewicy stanowili w Radzie większość. Wiadome było, że pierwszy ogień walk, w przypadku zerwania pokoju, skoncentrowałby się na Piotrogrodzie będący ówczesną stolicą kraju, miejscem siedziby władz i najważniejszych instytucji administracji. Jego zdobycie niechybnie spraliżowałoby władzę, dlatego należało przedsięwziąć odpowiednie środku zapobiegawcze.
 
Cała operacja przeniesienia urzędów z Piotrogrodu do Moskwy i ustanowienie jej stolicą była przeprowadzona w tajemnicy. Z każdej strony groziło rządowi niebezpieczeństwo zamachów. Do pokoju 75 w Smolnym doszły nawet informacje, że grupa eserowców zamierzała przeprowadzić zamach bombowy na pociąg, którym miał jechać Lenin. Aby zmylić eserowskich szpicli chcących zasięgnąć informacji o dokładnym rozkładzie jazdy rządowych pociągów, Włodzimierz Boncz Brujewicz, późniejszy sekretarz Lenina, oznajmił, że rząd zamierza przenieść się nad Wołgę.
 
Boncz Brujewicz kazał przygotować dwa okazałe składy carskich wagonów na Dworcu Mikołajewskim, gdzie zajęli miejsce członkowie Wszechzwiązkowego Centralnego Komitetu Wykonawczego WCIK, wśród nich wielu eserowców. Lenin wsiadł do pociągu na odległym „peronie kwiatowym”, który wyruszył nieoświetlony i doskonale chroniony przez strzelców łotewskich z Piotrogrodu do Moskwy trasą dłuższą, ale znacznie bezpieczniejszą.
 
W marcu 1918 roku rząd przeniósł swoja siedzibę do Moskwy, w której skupiało się życie przemysłowe kraju. Organizowano nowe siedziby dla organów rządu. Sam Lenin na początku zamieszkał w dawnym hotelu National. W tym samym hotelu przygotowany był też pokój dla Dzierżyńskiego, jednak nie mieszkał w nim. Zamieszkał w swoim gabinecie. Jako ostatni do Moskwy przeniósł się Komisariat Polski, którego podróż wraz czterdziestoma wagonami zgromadzonych dóbr kultury trwała tydzień. Został ulokowany w pałacu kupca Terasowa na roku Zaułka Chlebskiego i Rżewskiego.
 
Sam pomysł przeprowadzki rządu i wszystkich instytucji nie wywołał jednogłośnej aprobaty. Uważano, że w ten sposób zmniejszy się znaczenie Piotrogrodu, przeciwny był temu Anatol Łunaczarski, który osobiście przywiązał się całym sercem do Instytutu Smolenego, jako miejsca identyfikującego się z rewolucją. Najgłosniej protestował Zinowiew skupiając wokół siebie wszystkich niezadowolonych. Szemrano, że przenosiny to afront w kierunku piotrogrodzkich robotników, którzy wzięli czynny udział w rewolucji. Przeciwnicy rewolucji głośno wyrażali opmię, że bolszewicy dogadali się z Niemcami i miastem chcą zapłacić za własną nietykalność.


[1] F. Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/IV-1, dok. 321
[2] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 462
[3] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 309
[4] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 259
[5] J. Teleszyński, Gorejący płomień,  Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej,  Warszawa 1981, s. 162
[6] W.I. Lenin, Dzieła, t.26, Warszawa 1953, s.375/ F. Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61-I-2
[7] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 117,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[8] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 182
[9] J. Teleszyński, Gorejący płomień,  Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej,  Warszawa 1981, s.  162
[10] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 213
[11] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 226
[12] G.I. Serebriakowa, F.E. Dzierżyński, Ognik nr.37/1967, s. 5
[13] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 388
[14] http://www.inpearls.ru/author/1232
[15] J.J. Buikis, Szczególne zadanie, Moskwa 1977, s. 26-38
[16] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 336
[17] S. Frołow, Dzierżyński. Miłość i rewolucja, Znak Horyzont, Kraków 2014, s. 194
[18] M. Boncz-Brujewicz,Wspomnienia 1914-1919, Wydawnictwo MON, Warszawa 1959, s. 492
[19] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 262
[20] L.B. Rivin, Opowiadania o Dzierżyńskim, Dzierżyński w moim życiu, Moskwa 1965, s. 126-132
[21] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 117, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[22] F.Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/I-2 dok. 57
[23] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 373
[24] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 373
[25] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 377
[26] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 379
[27] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 272
[28] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 225
[29] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 229
 
 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.