Mienie głównych winowajców zostanie skonfiskowane

Rozdział XL
 
Najpoważniejszym problemem bolszewików w tym czasie był strajk urzędników banków, którzy blokowali rozliczenia finansowe między resortami, instytucjami czy fabrykami. Dochodziło do swoistej reakcji łańcuchowej, w której odmawiano pracy choćby dlatego, że pracownicy innych sektorów nie dostawali pensji przez kilka miesięcy. Urzędnicy nie spieszyli się z przekazywaniem pieniędzy i dokumentacji. Odmawiano wypłat komisarzom bolszewickim, bankowcy nagle znikali, kasy były zamknięte, szukano klucza do skarbca, natomiast po kryjomu wypłacano pieniądze Dumie Miejskiej czy organizacjom kontrrewolucyjnym.
 
Pieniądze, które każdego dnia wynoszono w wielkich walizach z banków, natychmiast rozdzielano między członków antybolszewickich organizacji. W wielu przypadkach zabrakło w bankach pieniędzy na pensje dla robotników. Nie pomagały żadne prośby czy odwoływania się do przyzwoitości. Należało przejść do konkretnych rozwiązań.
 
27 października (14 listopada) 1917 roku na placu przez Smolnym zaroiło się od wojskowych ciężarówek i żołnierzy. Cała operacja była tajna, przygotowana w największej tajemnicy. Komisarze oddziałów wojskowych tuż przed akcją dostali zalakowane koperty z instrukcjami postępowania. Pod placówkę każdego z 28 banków w Piotrogrodzie tym samym czasie podjechała ciężarówka z żołnierzami. Gdy wtargnęli do banków, kazali przekazać sobie pieczęcie bankowe, dokumentacje, komisyjnie opieczętowano sejfy, a księgi operacyjne zamknięto w szafach pancernych. Bez wdawania się w dyskusje natychmiast aresztowano dyrektorów banków, którzy wyrazili najmniejszy sprzeciw i zawieziono ich do Smolnego, gdzie czekały na nich przygotowane cele. Po przesłuchaniach zwolniono jedynie tych dyrektorów, którzy zadeklarowali lojalną dla władzy bolszewickiej pracę.
 
W odpowiedzi na falę strajkową, 14 grudnia 1917 roku ukazał się dekret o nacjonalizacji banków. Wszystkie banki w Moskwie zostały połączone w jeden bank państwowy. Otwarto i przeliczono zawartość wszystkich sejfów, dzięki czemu położono kres wszelkim dywersyjnym działaniom na szkodę państwa radzieckiego i zarazem odcięło kontrrewolucjonistów od dopływu pieniędzy. 
 
Ciekawa historia wiąże się z zawładnięciem Banku Państwowego. Polecenie Lenina, aby „zdobyć” wysadzając drzwi do skarbca Banku Państwowego wydawało się niewykonalne, jednak udało się bez użycia dynamitu. Odbyło się to dość spektakularnie, otóż nad ranem do banku weszli uzbrojeni bolszewicy z orkiestrą na czele. W gwarze zamieszania przy wtórze głosnej muzyki zaskoczeni pracownicy bez wahania oddali klucze do skarbca. Pieniądze przetransportowano do Smolnego, gdzie w jednym z pokojów wyznaczono szafę na ubranie, gdzie złożono gotówkę. Po ustaleniu zasad wydatkowania pieniędzy, otoczeniu jej krzesłami i postawieniu wartownika powstał pierwszy radziecki budżet.
 
Kuba Hanecki, wieloletni przyjaciel Feliksa, w czasie rewolucji został pomocnikiem Komisarza Banku Ludowego, Piatakowa. Jego funkcja nie była na początku sprecyzowana, bo i nikt nie potrafił szczegółowo określić, czym będzie się zajmować. Zadanie, jakie otrzymał brzmiało: „Ależ rób co chcesz, przyglądaj się wszystkiemu, a dalej zobaczymy [1]”.
 
Kiedy Hanecki zjawił się w banku, w nieogrzanym pomieszczeniu siedział Piatakow z dwudziestoma osobami przeglądając różne dokumenty bankowe starając się zapanować nad chaosem, jaki zastali. W zgiełku padały co chwila informacje, a to o tym, że w skarbcu nie ma pieniędzy, a to delegacja robotnicza domaga się wypłaty poborów w konta byłego właściciela fabryki, odkryto , że ktoś przywłaszczył sobie znaczną sumę pieniędzy. Stare kadry banku często nie chciały współpracować z bolszewikami, a nowych jeszcze nie było.
 
Do banku zewsząd ściągano księgowych, aby zapanować nad dokumentacją i móc rozeznać się w sytuacji finansowej. Z czasem na swoje stanowiska wracali dawni urzędnicy przykładnie pracując pod nowym kierownictwem godząc się na jego warunki. Starzy, skruszeni urzędnicy kształcili również nowe kadry rozpoczynające swoje zawodowe kariery bez odpowiedniego przygotowania. Praca trwała cały dzień do później nocy, wielu pracowników nie wychodziło do domów śpiąc przez kilka godzin na podłodze i od rana ponownie zabierali się do pracy.
 
W miarę zaprowadzanego porządku, na wierzch wypływały wszystkie oszustwa poczynione przed dawnych urzędników banku, jak chociażby wywóz złota wartości pięciu milionów rubli do Szwecji, których mimo zabiegów dyplomatycznych nie udało się odzyskać, a jedynie zablokować, dzięki czemu przeciwnicy rewolucji nie mogli tych środków podjąć.
 
Wciąż jeszcze dochodziło do nieporozumień, sprzecznych decyzji i nienależnych wypłat. Wielu przedsiębiorczych ludzi widząc bałagan jaki powstał, wykorzystało sytuację dla swoich celów. Nadużycia, jakie czynili nie uszły uwadze banków. Kwestią czasu było jedynie najście straży bankowej, która z całą surowością wymierzała sprawiedliwość. Hanecki dzięki wieloletniej znajomości z Dzierżyńskim, z łatwością uzyskiwał nakazy rewizji i aresztu dla fałszerzy czeków i zwykłych kombinatorów. W późniejszym czasie, wszystkie sprawy nadużyć kierowane były bezpośrednio do Dzierżyńskiego.
 
Mniejsze i większe afery finansowe wstrząsały rodzącym się państwem. Bohaterką głośnej afery była hrabina Panina, która stanęła przed Najwyższym Trybunałem Rewolucyjnym za ukrycie 150 tysięcy rubli wyniesionych z Ministerstwa Oświaty Ludowej. Werdykt po niespokojnym, pełnym napięcia posiedzeniu sądu, podczas którego sala wypełniona była po brzegi adwokatami i publicznością nie był zbyt surowy. Przestępczyni została skazana na zwrot pieniędzy i wystawienie na publiczną pogardę. Nie była to zbyt surowa kara, biorac pod uwagę znaczne szkody społeczne uczynione przez hrabinę. Poprzez swój czyn sprawiła, że wiele najbiedniejszych obywateli nie dostało należnych im zapomóg.
 
Następczyni na jej stanowisku, Aleksandra Michaiłowna Kołłontaj, wspaniała mówczyni, wyjątkowo popularna wśród marynarzy, uwodzicielska i wyzwolona, musiała rozkazać aresztowanie pracowników podległej jej instytucji do czasu aż pieniądze i dokumenty zostaną wydane. Jej radykalne posunięcie wywołało wielką awanturę okraszoną płaczem urzędników. Płacz poszkodowanych najbiedniejszych pozostał niemy.  Hrabina zwlekała z oddaniem pieniędzy z powodów „zasadniczych” i przesiedziała półtora miesiąca w więzieniu do czasu, aż jej znajomi profesorowie nie wpłacili zasądzonej kwoty.
 
Wraz z nasileniem przestępczej działalności urzędników, wzrastały też kary. W prasie oraz na słupach ogłoszeniowych zaczęto publikować nazwiska urzędników i pracowników instytucji sabotujących pracę. Po kilku spektakularnych zatrzymaniach skala sabotażu urzędników zaczęła maleć, zwłaszcza po tym, jak postąpiono w przypadku strajkujących urzędników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, których zwolniono z pracy i odebrano prawo do emerytury, niektórych zaś urzędników pozbawiono również służbowych mieszkań.
 
Odebrana powaga urzędów, awantury, bałagan nie sprzyjały nowej władzy. Spora część społeczeństwa zdecydowanie wolała poprzednią władzę, niedostępną, skrytą za parawanami pokoi sekretarzy, olśniewającą swoją ignorancją i dyletanctwem, ale pięknie wyglądającą w całym swym majestacie. Nie potrafiono docenić ogromu pracy i energii jaką wkładano w wysiłek podniesienia z ruin radzieckiej administracji patrząc jedynie na jej powierzchowny obraz.
 
Ministrowie bez biurek, bez sekretariatów, pocący się żołnierze w roli urzędników starający się zrozumieć treść dokumentów, liczb, zestawień, rewolucyjni urzędnicy w znoszonych garniturach, nieogoleni, chodzący w rozpadających się butach, zapracowani, diabelsko zmęczeni, trwający na swoich posterunkach całymi dniami i nocami. Ambasador Stanów Zjednoczonych nie mógł powstrzymać śmiechu w jednym z listów do swego konsula pisząc, że „im komiczniejszych barw nabierze sytuacja, tym szybciej znajdą się środki zaradcze [2]”.
 
Kolejną plagą dręczącą nowe państwo radzieckie byli spekulanci. Już pod koniec listopada dziennik Izwiestija opublikował odezwę ostrzegającą nadzbyt przedsiębiorczych obywateli przed represjami: „Ostrzegamy klasy bogaczy i ich zwolenników, że w wypadku konturowania sabotażu, przyczynienia się do tego, iż środki żywności nie będą przywożone do miast, oni pierwsi odczują powagę stworzonej przez siebie sytuacji. Klasa bogaczy i ich pomagierzy zostaną pozbawieni prawa otrzymywania produktów. Wszystkie zapasy, które posiadają, zostaną zarekwirowane. Mienie głównych winowajców zostanie skonfiskowane [3]”.
 
Trudności z zaopatrzeniem w żywność były odczuwalne jeszcze przed samym wybuchem rewolucji. Teraz kryzys się nasilał. Wrogowie nowej władzy pragnęli za wszelką cenę zdestabilizować władzę bolszewików. Odpowiedzią Dzierżyńskiego na spektakle sabotażu urzędników Ministerstwa Aprowizacji były, aresztowania członków Ogólnorosyjskiej Rady Zjazdów Aprowizacyjnych za odmowę przekazywania dokumentacji urzędnikom nowej władzy. W obliczu zmiany reguł funkcjonowania państwa, Duma Miejska wysyłała po całej Rosji depesze o „bolszewickim gwałceniu autonomii miejskiej”.
 
Do afery żywnoścowej doszło nawet w domu siostry Feliksa Dzierżyńskiego, Jadwigi. Pewnego dnia, chcąc mu zrobić przyjemność, siostra kupiła od spekulanta mąkę, aby usmażyć Feliksowi jego ulubione racuchy. Gdy je zobaczył, zdziwił się i nabrał podejrzeń. Spytał, skąd miała mąkę? Gdy odpowiedziała zgodnie z prawdą, Feliks chwycił talerz i wszystkie racuchy wyleciały przez okno, a zszokowanej zachowaniem brata Jadwidze Dzierżyński powiedział, że należy dawać innym przykład nawet w tak drobnych sprawach nie zgadzając się na utrzymywanie bogacących się na biedzie spekulantów.
 
Należało jak najszybciej zapanować nad chaosem organizacyjnym. Utworzono specjalne oddziały zaopatrzeniowe, które zbierały i dysponowały przechwyconymi artykułami żywnościowymi, których ilość liczona była w tonach lub wagonach. Specjalne oddziały aprowizacyjne zbierały żywność we wsiach. Wobec oporów kułaków, którzy chowali zboże często w podwójnych ścianach budynków nakładano na kary, a jak i to nie pomagało, palono ich domy.
 
Na południu Rosji sprawami aprowizacji kierował Stalin. Odniósł w tym zadaniu niebywały sukces, jednak ma on swoje drugie oblicze. Bez żadnej refleksji rozkazał rozstrzeliwać wszystkich, którzy stawiali opór oraz tych, których jedynie podejrzewano o sprzyjanie kontrrewolucji. Pisał do Lenina: „Popędzam i besztam każdego kogo trzeba, mam nadzieję, że wkrótce odbudujemy linię kolejową. Możecie być pewni, ze nie pożałujemy nikogo, ani siebie, ani innych, a zboże damy [4].”
 
W wielu miejscach odkrywano tajne magazyny żywności, z których spekulanci pobierali towary zaopatrując czarny rynek po cenach znacznie wyższych niż oficjalne. John Reed opisywał rodzinę spekulantów, których synowie zajmowali się czarnorynkową sprzedażą żywności, drugi złotem, a trzeci posiadał udziały w fabryce czekolady. „W ten sposób, gdy masy ludowe dostawały po ćwierć funta czarnego chleba na kartki, on miał pod dostatkiem białego pieczywa, cukru, herbaty, cukierków, ciastek i masła… A równocześnie- z jakim oburzeniem rodzina ta wołała „tchórze!”, gdy żołnierze na froncie nie mogli już walczyć z zimna, głodu i wyczerpania… Jak się „wstydzili być Rosjanami”… A jakimi rozbójnikami byli bolszewicy, gdy w końcu znaleźli i zarekwirowali wielkie zapasy ukrytej żywności [5]”.
 
Autor podawał na przykładzie handlu kawą rozmiary spekulacji. We Władywostoku kupowano kawę hurtem po dwa ruble za funt, a w Piotrogrodzie ta sama kawa kosztowała już trzynaście rubli. Drastycznie wysokie ceny sprawiały, że stać na zakup towarów było tylko najbogatszych. Nie inaczej sprawa przedstawiała się z opałem, którego tony wywożono do Szwecji.
 
W kraju wystąpiły niedobory tkanin i artykułów przemysłowych. W związku z tym utworzono centralne biuro rozdziału tkanin pochodzących z piotrogrodzkich fabryk. Wszystkie ewidencjonowano i sprzedawano po ujednoliconych cenach. Pomimo takich zabiegów wielu żołnierzy za przyzwoleniem swych komitetów dostawało za darmo bele tkanin, które następnie trafiały na czarny rynek. Takie postępowanie spotkało się ze zdecydowanym protestem Dzierżyńskiego. Odebrał uprawnienia komitetom do wydawania zezwoleń na pobieranie tkanin przez żołnierzy sprawiając, że pozyskanie materiałów możliwe było jedynie w drodze specjalnego zezwolenia Komitetu Wojskowo Rewolucyjnego na podstawie pisma KWR z 19 listopada 1917 roku. Dzięki temu polepszyła się dystrybucja tkanin, które stały się znacznie bardziej dostepne na prowincji kraju.
 
Objawy niesubordynacji i bandyckiego zachowania narastały na każdej płaszczyźnie życia. Dochodziło do częstych kradzieży mienia państwowego i dzieł sztuki. Z Pałacu Zimowego ukradziono znaczną część muzealiów. 8 (25) listopada Dzierżyński rozkazał Czerwonej Gwardii odszukanie skradzionego wyposażenia pałacu wydając Zarządzenie KWR nr 2986 o dochodzeniach w sprawie kosztowności zrabowanych w Pałacu Zimowym: „Komitet Wojskowo Rewolucyjny upoważnia komisarza rządowego Pałacu Zimowego W.W. Ignatowa albo też komendanta tego Pałacu chorążego pułku Przeobrażańskiego, Łapina, do przeprowadzenia w lombardach, na rynkach, u antykwariuszy, a także w mieszkaniach osób prywatnych dochodzeń w sprawie kosztowności zrabowanych w Pałacu Zimowym z prawem odebrania tych rzeczy w obecności przedstawicieli komistji artystyczno-historycznej Pałacu Zimowego przy czym powinno się za każdym razem zawiadamiać Komitet Wojskowo Rewolucyjny.
Poleca się wszystkim komisariatom rejonowym i podrejonowym Piotrogrodu, aby okazały pomoc wyżej wymienionym osobom.
Przewodniczący Dzierżyński [6]”
 
Również pod auspicjami Ludowego Komisarza Oświaty i Kultury, Anatola Łunaczarskiego, rozpoczeto poszukiwania skradzionych dzieł sztuki, które od czasu rewolucji stały się dobrem całego narodu. Sprawdzano lombardy, targowiska, antykwariaty i przeprowadzano rewizje w podejrzanych mieszkaniach prywatnych. Łunaczarski nie wahał się przeprowadzać rewizje w ambasadach, mimo wyraźnych protestów pracowników tych placówek. Uczulono służby graniczne, aby wnikliwie sprawdzały towary wywożone z Rosji. Dzięki tej decyzji udało się odzyskać wiele bezcennych dzieł i zapobiec ich wywozowi z kraju.
 
Julian Leszczyński
W odzyskanie polskiego dorobku kultury zaangażował się Julian Leszczyński, który został mianowany Komisarzem do Spraw Polskich podległym Komisariatowi do Spraw Narodowościowych mieszczącym się w Piotrogrodzie przy ulicy Siergiejewskiej 30. Podążając za myślą Deklaracji Praw Narodów Rosji uchwaloną 15 listopada 1917 roku anulującą dotychczasowe akty prawne związane z podporządkowaniem się narodów Rosji, gwarantującą swobodny rozwój i równouprawnienie, rozpoczął wraz z wieloma Polakami działalność sekcji polskiej.
 
Najważniejszym jej zadaniem było umożliwienie polskim jeńcom oraz obywatelom Polski przebywającym na terenie Rosjii powrotu do ojczyzny. Sekcja zaczęła się również zajmować oświatą, demobilizacją żołnierzy pochodzenia polskiego, a także ochroną i zabezpieczeniem polskich dóbr kultury pozostających na terenie Rosji.
 
Anatol Łunaczarski podpisał się pod dekretem o zwróceniu zabytków polskiemu ludowi pracującemu. Było to wydarzenie bezprecedensowe w historii cywilizacji. Czteropunktowy dekret mówił wyraźnie, że „wszystkie zabytki starożytności, sztuki i nauki, jako to: kolekcje, obrazy, dokumenty historyczne, biblioteki, archiwa, obrazy i sprzęty kościelne, meble starożytne, itp., wywiezione z Polski podczas wojny, mają być zwrócone i oddane pod zarząd Komisariatu do Spraw Polskich [7]”.
 
Dekret wymuszał na wszystkich osobach prywatnych i instytucjach dokonania spisu przedmiotów pochodzących z Polski i okazania go w komisariacie. Równocześnie przestrzegał, że ukrywanie polskich zabytków będzie surowo karane. Sam Lenin, kiedy dowiedział się od żony pracującej w Komisariacie Oświaty, że ktoś wahał się oddać cenne pamiątki Polakom, był bardzo wściekły i żadał wyjasnień. Pomimo wysiłków, nie zawsze udawało się zwrócić polskie dobra kultury. W Ostrogożsku znaleziono w szopie wiele cennych mebli, dzieł sztuki oraz bogatą bibliotekę należącą do hrabiego Józefa Potockiego. Bezcenne pozycje książkowe trafiły do biblioteki tworząc dział polskiej książki, a meble, porcelanę i kryształy rozparcelowano po szpitalach, szkołach i urzędach.
 
Dużym zagrożeniem dla polskich zabytków byli szabrownicy i zwykli bandyci niszczący okazy kultury narodowej. W wielkich magazynach gromadzono najprzeróżniejsze mebli wszelakich epok, obrazy, porcelanę, srebro i wyroby ze złota. Wszystko to katalogowano i opisywano, tak, aby mieć jak najdokładniejszą kontrolę nad zbiorami, które pewnego dnia miały zając miejsce w muzeach. Do Julina Leszczyńskiego często przychodzili polscy arystokraci chcący przekazać swoje zbiory literatury, meble, wyposażenia pałaców na rzecz tworzonego Muzeum Narodowego i Biblioteki Narodowej w Warszawie. Do Polski na mocy tego dekretu sukcesywnie aż do 1934 roku zwrócono 14143 tomy rękopisów, 49 wagonów z rzeczami z Zamku Królewskiego i Białego Domku w Łazienkach, pomnik księcia Poniatowskiego, olbrzymie ilości rysunków, numizmatów, również kolekcję arrasów wawelskich.
        
Na początku listopada Rada komisarzy Ludowych powołała Dzierżyńskiego w skład kolegium Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych. 10 listopada 1917 roku zarządzeniem NKWD [8] została zlikwidowana carska policja. W jej miejsce utworzono jednostki milicji robotniczej przy Radach Delegatów Robotniczych i Żołnierskich.
 
Kliment Woroszyłow
Odpowiedzialnym za utworzenie milicji Feliks Dzierżyński mianował Klimenta Woroszyłowa noszącego w czasach konspiracji przedrewolucyjnej fałszywe nazwisko- Antymekow, czyli przeciwnik meków, jak pogardliwie określano mieńszewików. Woroszyłow w czasach wybuchu rewolucji aktywnie z polecenia Lenina zajmował się organizowaniem powstania w Ługańsku, zdobył zaszczyt przewodniczącego Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich.
 
Z Woroszyłowem łączyły Dzierżyńskiego nici przyjaźni już od 1906 roku. Kiedy los ponownie ich połączył we wspólnej pracy, Dzierżyński rzekł do niego: „-Pracujmy razem. Zaadaptujemy do naszych potrzeb więzienie miejskie i zorganizujemy własną proletariacką straż. (…) Od tej pory codziennie spotykałem się z Dzierżyńskim- wspominał Woroszyłow. Dzięki temu miałem możliwość bezpośredniego przekonania się o tym, że jest to rzeczywiście wielki, szlachetny i czarujący człowiek. Musieliśmy pracować i w dzień, i w nocy. Dosłownie waliliśmy się z nóg. A jednak podczas rzadko bywających wolnych chwil Feliks Dzierżyński opowiadał mi o swojej rodzinie, o żonie, o synku, z którymi na długie lata rozłączyły go więzienie i katorga [9]”.
 
W szeregi milicji starano się kierować najbardziej zaufanych ludzi. W obawie przed przekazaniem tego wycinka władzy ludziom przypadkowym, pozbawionych kwalifikacji, a czasem wręcz wrogom partii, Dzierżyński 15 listopada przeforsował uchwałę, dzięki której wydalano ze służby natychmiast tych, którzy nie spełniali oczekiwań władzy.
 
Administracja Kraju Rad stawała się coraz bardziej sprawna i z czasem zadania Komitetu Wojskowo Rewolucyjnego przenoszono do tworzonych instytucji. Do Komisariatu Aprowizacji przekazano wszystkie sprawy związane z zaopatrzeniem, do Komisariatu Spraw Zagranicznych wydawanie paszportów, Komisariat Komunikacji zajął się sprawami funkcjonowania kolei itd., natomiast sam Komitet Wojskowo Rewolucyjny jeszcze przez kilka tygodni zachował w swej władzy jedynie sprawy związane z walką z kontrrewolucją.
 
Tymczasem radziecki aparat władzy zdobywszy przyczółki na terytorium całego kraju, mając za sobą poparcie milionów obywateli, stawał się coraz bardziej silny mimo wielokrotnych starań osłabienia go. Cały zachodni świat doprowadzała do wściekłości utrata znacjonalizowanych banków, zakładów przemysłowych, intraktnych kontraktów oraz anulowanie przez Lenina wszystkich długów Rosji, również tych zaciągniętych na potrzeby wojny w 1914 roku. Nowa władza radziecka otwarcie zapowiedziała, że nie poczuwa się do odpowiedzialności za decyzje poprzednich rządów.
 
Połączenie wściekłości z powodu zadanego przez bolszewików pstryczka w nos całemu zachodniemu światu i ogromu kapitałowi rozpędziło wieloletnią wojnę domową i bynajmniej nie w imię sprawiedliwości, boga, honoru, ojczyzny, świętej własności prywatnej, wyzwolenia ludzi spod bolszewickiej idei, ale po swoje pieniądze i władzę ruszyli naprzeciwko Rosji ci, którzy najwięcej stracili.
 
Koncentrując się na najsłabszych miejscach młodej robotniczej Rosji rozpoczęto finasowanie działań zbrojnych na krańcach kraju- na Kaukazie, za Donem, na Białorusi. Wykorzystując wielonarodowość tych ziem i obecność licznych uciekinierów, zaczęto formować oddziały kontrrewolucyjne. Nad Donem bunt przeciw władzy radzieckiej wszczął generał Kaledin finansowany przez angielskich i niemieckich finansistów uważający, że: „Nie trzeba liczyć się z życiem ludzkim, (należy) wieszać przeciwników na prawo i lewo [10]”.
 
Powstała tam nieformalna republika kozacka, która krwawo rozprawiała się z radami w Jekaterynburga czy Rostowie. Na Ukrainie utworzono burżuazyjno-nacjonalistyczną Radę Centralną wspomaganą przez niemieckie wojska, a od Uralu rozpoczął atak ataman Dutow o poglądach zbliżonych do Kaledina uważający, że rozpoczyna się wojna bez rannych i jeńców [11].
 
Generał Józef Dowbor Muśnicki
Polskim akcentem był ujawniony na Białorusi polski korpus pod dowództwem carskiego generała Józefa Dowbor-Muśnickiego ogłaszający z początku swą neutralność wobec rewolucji. Zasilany potężnymi kwotami pochodzącymi od rządów Anglii i Francji generał wraz ze swoim otoczeniem bawił się w najdroższych restauracjach jak prawdziwe panisko. O zamiłowaniu tego indywidualisty do luskusu świadczy między innymi przybycie w październiku 1919 roku na „Święto Odrodzenia Wojska w Krakowie Polls Royce’m Silver Ghost [12] należącym wcześniej do cara Mikołaja II.
 
Szeregowi żołnierze Muśnickiego nie mieli szans na miłe chwile, zabawianie dam i hektolitry lejącego się alkoholu. Nie było to wojsko jak Armia Czerwonej, w której dowództwo obejmowano w drodze głosowania [13]. Oficerowie stroszyli się odznakami na mundurze, żądali od szeregowców oddawania honorów wojskowych, a w oddziałach panował skrajny rygor i dyscyplina. Nie mało było w szeregach armii Muśnickiego antysemitów, ale też nie mało było późniejszych dezerterów przechodzacych na stronę robotniczej Armii Czerwonej. W wojsku kipiało od emocji, niesubordynacji i krytyki oficerów. Coraz częściej dochodziło do dezercji.
 
Podczas jednej z mów podnoszących morale generała Pawłowskiego, świadek tych wydzrzeń Adam Petzold, wspominał, jak jeden z żołnierzy o nazwisku Pięta poklepał Pawłowskiego po ramieniu i rzekł: „Panie generale, ja to doskonale rozumiem, ale ja wam się więcej w dupę rżnąć nie dam [14]”.
 
Generał Józef Dowbor-Muśnicki był lojalny wobec Korniłowa, którego uważał za swojego zwierzchnika. Mówienie po polsku nastręczało mu wielu trudności. Dowodzona przez niego armia błędnie uważana była za polską. Wszędzie gdzie się pojawiła, ugruntowywała niechęć do Polski i Polaków.
        
Pierwsza zima socjalistycznego państwa nie przywitała mieszkańców miast zbyt łagodnie. Zgrupowania wojsk białej gwardii nad Donem skutecznie odcinały dostawy zboża i paliwa do północnych rejonów kraju, w tym do Moskwy i Piotrogrodu. Na Ukrainie rozpoczęły się walki nacjonalistów o ustanowienie niepodległego państwa zadeptujące i pożerające zapasy żywności. Walki toczyły się wzdłuż linii kolejowych z wykorzystaniem pancernych pociągów. Na dalekich wsiach Syberii nawet nie było wiadomo o rewolucji, jaka nastała, a jedynym odczuwalnym wskaźnikiem tego, że coś w miastach się dzieje, był brak artykułów przemysłowych co doprowadziło do tego, że zamiast smarów w maszynach stosowano masło. Masła zaś zupełnie nie można było kupić w miastach, nawet na czarnym rynku.
 
Aby zaspokoić potrzeby żywnościowe miast, władza zdecydowała się na rekwizycję zboża i zwierząt chłopów. Te przymusowe zbiory nie przynosiły spodziewanych efektów, gdyż ziemia na północy i centralnej części kraju była zdecydowanie mniej płodna. Transporty wagonów ze zbożem gdzies znikały i pojawiały się puste zupełnie w dziwnych miejscach, znikało zboże na stacjach rabowane przez złodziei, konieczne zatem było eskortowanie transportów przez wojsko. Było go jednak za mało, aby strzec wszystkich składów.
 
W czasie ataku wojsk Krasnowa sytuacja żywnościowa w Piotrogrodzie była fatalna, teraz dramatyczna. Dzienny przydział chcleba wynosił nie całe 20 dkg na osobę, ziemniaki i mleko stały się nieosiągalne, jedynie dla dzieci przenaczano kaszę i odrobine cukru. Treaz było jeszcze gorzej. Topniały zapasy paliwa. Sytuacja doprowadziła zakłady mające zapasy paliw do tego, że bardziej była opłacalne ich sprzedaż niż wykorzystanie w produkcji. Dostawy węgla zamarły.
 
Specjalnie powołane komitety robotnicze czuwały nad sprawiedliwą dystrybucją paliw i żywności. Poważnie obawiano się, że niebawem nie będzie już czego dzielić. W Moskwie i Piotrogrodzie przestały kursować tramwaje, w mieszkaniach prąd był jedynie przez parę godzin na dobę. Z okien wystawały kominy „burżujek [15]”. 
 
Zapasy drewna kurczyły się do tego stopnia, że rozpoczęto rozbiórkę starych, drewnianych domów. Wraz ze społeczeństwem niedostatki życia cierpiały władze. W biurach urzędnicy nie zdejmowali palt. Często jedynm sposobem ogrzania była słaba herbata parzona w samowarach. W towarzystwie anarchii, bandytyzmu, złodziejstwa, braku żywności, paraliżu komunikacyjnego, aktów sabotażu i kontrrewolucyjnej działalności wrogów, rozpoczęło swoje istnienie młode państwo radzieckie.
 
Władza ludowa pod koniec 1917 roku obecna była już nawet w najbardziej odległych miastach byłego imperium. Nie wszystkim odpowiadała, zwłaszcza tym, którzy w okresie tak drastycznych przemian społeczno-gospodarczych stracili swoje wpływy i majątki. Rewolucja 1917 roku zrównała z ziemią dotychczasowy porządek społeczny pokazując, że świat może wyglądać zupełnie inaczej. Nowy system wprowadzany przez Lenina był pierwszym w historii nowego świata zalążkiem społeczeństwa obywatelskiego. Odrzucił podział na panów i sługi, udowodnił, że ludzie są kreatywni, skrywają wiele talentów, które należy wyzwalać. Robotnicy i chłopi zawierzając bolszewikom dostali szansę budowania świata na ich miarę, stawali się pionierami kolektywnej budowy nowego społeczeństwa.
 
W państwie radzieckim stało się, to co obiecywał Chrystus w swoim królestwie. Ubodzy stali się bogatymi, a bogaci nędzarzami. Bolszewicy nie mieli zamiaru czekać na śmierć, aby dostąpić boskiej sprawiedliwości. Sprawiedliwość, jaką ona obiecuje po śmierci, miała nadejść jeszcze za życia. Za życia, w którym bez względu na pochodzenie każdy miał równe szanse. Idea ta wzbudziła nieopisany wszech społeczny żar serc zjednoczonych jedną wizją świata wolnego od wojen, niepokojów, wyzysku i cierpienia.
 
Z punktu widzenia bogatej burżuazji i jej nisko skłonionych pochlebców z pełnymi brzuchami, rewolucja zagrabiła dorobek pokoleń tysięcy ludzi. Odebrała domy, fabryki, banki tym, do których one należały. Rewolucja bolszewicka przyniosła gwałt na świętej własności prywatnej. Powstaje jednak pytanie, czy gdyby milionowe rzesze uciskanych, zapomnianych, wyzyskiwanych, nieszanowanych, poniżanych ludzi otrzymywało za swoja pracę godziwe zarobki, czy gdyby państwo zapewniało im edukację, ochronę zdrowotną, odpowiednie warunki i czas pracy, to czy wówczas ktoś zwróciłby uwagę na hasła bolszewików?


[1] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 58
[2] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 214
[3] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 240
[4] R. Miedwiediew, Pod osąd historii, tom1, Bellona, Warszawa 1990, s. 37
[5] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 19
[6] F. Dzierżyńśki, Opracowania, artykuły, AAN, 61/IV-1, dok. 320
[7] H. Bobińska. Pamiętniki tamtych lat, PIW, Warszawa 1963, s. 164
[8] Narodnyi Komisariat Wnutreinych Dieł- Narodowe Ministerstwo Spraw Wewnętrznych
[9] H. Cimek, L. Dubacki, Towarzysz Józef, Książka i Wiedza, Warszawa 1977, s. 210
[10] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 322
[11] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 322
[12] Samochód wyprodukowany w 1914 roku przetrwał do czasów obecnych. W 2013 roku został wystawiony na aukcji. Jego wartość określono na 5,5 miliona Euro
[13] Zniesiono 22 kwietnia 1918 roku, w warunkach frontowych nie zdała egzaminu. Stanowiska wybierane były w drodze głosowania. Wzbudzało to niezadowolenie i protest zasłużonych żołnierzy, którzy swoją pozycje uzyskali w walce. Notorycznie dochodziło do kłótni, podważania autorytetów i niesubordynacji.
[14] D.Jakubowski, Nie panom wysługiwać się, http://lewica.pl/?id=25503, (odczyt z dn. 8.03.2014r)
[15] Koza do ogrzewania na węgiel lub drewno
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.