Pochwycić władzę w swe ręce

Rozdział XXXIX
 
Siłą nowej władzy ludowej było przede wszytkim to, że spełniała swoje obietnice, co tak naprawdę jest ewenementem na skalę światową. Obietnice nie były dla niej jedynie trampoliną do przejęcia władzy, ona swoje zobowiązania konsekwentnie realizowała. Zaraz po ogłoszeniu dekretów o pokoju i ziemi ogłoszono dekret o ośmiogodzinnym dniu pracy, o niepodległości Finlandii i Ukrainy, a także o równouprawnieniu kobiet, co pociągało ze sobą szereg zmian obyczajowych w tempie iście zawrotnym. U podłoża dekretu o równouprawnieniu kobiet legły potrzeby eliminacji z życia społecznego wszelkich form dyskryminacji. Zalegalizowano homoseksualizm i związki homoseksualne, ogłoszono, że państwo „absolutnie się nie wtrąca do spraw społeczeństwa o charakterze seksualnym o ile nikt nie jest krzywdzony i niczyje interesy nie są naruszone [1]”.
 
Wprowadzono cywilne małżeństwa, a szybki rozwód był możliwy na wniosek jednej ze stron i dokonywany był jednym podpisem. Więcej nawet, oddalono się od instytucji małżeństwa uważając pary w związkach jako równoważne małżeństwu. Jako pierwsza w świecie, socjalistyczna Rosja wprowadziła zasiłki macierzyńskie, zalegalizowano aborcję, która była bezpłatna i możliwa na każde żądanie kobiety. Wprowadzono na szeroka skalę akcje uświadamiającą koncentrując się na aspektach higieny i zapobiegania rozprzestrzeniania się chorób wenerycznych.
 
Aleksandra Kołłontaj
Pionierką tych rozwiązań, których gorącym zwolennikiem był Dzierżyński, była Aleksandra Kołłontaj, kobieta wyzwolona, której  śmiałe życie przyprawia do dziś o rumieńce wstydu bogobojnych konserwatystów. W 1918 roku utworzyłą organizacje Żenotdieł mającą na celu walkę z zacofaniem poprzez akcje uświadamiające i walkę o prawa kobiet. W swoich pracach i wystąpieniach głosiła wyzwolenie kobiet poprzez uprawianie niezobowiązującego seksu. Pisała: „Typową cechą kobiety przeszłości było wyrzeczenie się potęgi ciała, (...) [nowa] Kobieta nie zaprzecza swojej „żeńskiej naturze”, nie odwraca się od życia i nie odrzuca ziemskich przyjemności, którymi rzeczywistość z uśmiechem obdarza każdego, kto ich pożąda [2]”.
 
Aleksandra Kołłontaj walczyła z postrzeganiem kobiety jako osoby słabszej, uwikłanej w miłosnych konwenansach jako strona bierna, cicha i posłuszna, traktując związek dwojga ludzi jako naturalną potrzebę realizacji stosunków seksualnych bez poprzedzających go wymuszonych i długotrwałych zalotów.
 
Głośno mówiono o masturbacji i innych zachowaniach skrywanych dotąd milczeniem, jak homoseksualizm, sadyzm i masochizm w grze miłosnej. Całkowice oddalono się od katolickiego pojmowania aktu seksualnego, który dopuszczony był jedynie w celach prokreacji, nie mógł być też, będąc piętnowanym przywilejem człowieka do realizacji własnych upodobań i rozkoszy. „Akt seksualny musi być widziany nie jako coś wstydliwego czy grzesznego, ale coś, co jest tak naturalne jak inne potrzeby zdrowego organizmu, takie jak głód czy pragnienie. Takie zjawiska nie mogą być oceniane jako moralne czy nie moralne [3]”.
 
Rewolucja seksualna w Rosji postrzegana jest w kręgach myślowej konserwy jako absolutne zło i nóz wbity w plecy instytucji małżeńskiej, obyczajowości i przyczynę poniżenia kobiet. Tymczasem to katolicki i prawosławny światopogląd przez wieki dyskryminował kobiety przez pewnien czas nawet odmawiając jej człowieczego aspektu. Kobieta w patriarchalnym społeczeństwie była zredukowana do roli inkubatora i bezdyskusyjnej służącej męża. Odmawiano im również prawa do możliwości nauki, a jeszcze pod koniec XIX wieku nie miały wstępu na wyższe uczelnie.
 
Atakując rewolucję seksualną przytacza się przypadki zbiorowych gwałtów, jak choćby przez członków Komsomołu latem 1926 roku, nie przytaczając konkretnych  źródeł. Demonizuje się nawet młodzieżowe komuny oburzając się, że w mieszkaniach mieszkali młodzi ludzie obojga płci, którzy ze sobą wymiennie odbywali stosunki seksualne, jakby komuś działa się krzywda przystępując dobrowolnie do zbiorowego układu o tzw. „wyuzdaniu”. Przytacza się formy osiągania zadowolenia seksualnego dalekie od szybkiego stosunku w celach prokreacji, kiedy istnieje i zawsze istniało całe bogactwo przeżyć związanych z uzyskiwaniem zadowolenia i samorealizacji.
 
Tymczasem konserwatywni skryci masturbatorzy patrzący z lękiem w sufit poszukując podglądającego ich boga i biegnący do spowiedzi, aby czym prędzej zmyć swój grzech nie widzą w procesach, jakie miały miejsce w Rosji radzieckiej odważnej próby oderwania się i przeciwstawienia nieludzkiemu, kłamliwemu, szkodzącym zakazom, piętnowania zachowań seksualnych, które nikomu nie szkodzą, odbywają się obopólną zgodą każdej ze stron.
 
Kościół od wieków zabraniał ludziom seksu, uważając chociażby, że masturbacja jest powodem wielu ciężkich chorób psychicznych i fizycznych, demonizował radość życia ludzkiego, doprowadzając do tego, że byle Burek miał więcej wolności w swym psim życiu niż nie jeden człowiek. To małżeństwa dyskryminują związki bez cywilnego lub kościelnego ślubu nie dając często wieloletnim związkom takich możliwości jak dziedziczenie, czy opieka nad chorym partnerem, dostępu do informacji w szpitalu, są przejawem kolejnej formy kontroli nad ludzkim życiem.
 
To dotychczasowe życie w skostniałych formach małżeństwa nadanych przez kościół w XVI wieku stało się, tym bardziej po latach krwawej wojny, nieprzystające do kształtującego się nowego świata. Świata, w którym kościół nie miał nic do powiedzenia. Świata, w którym kobieta i mężczyzna są sobie równi, wyzwoleni spod hipokryzji, zgnilizny i niewoli, w którym położono kres podporządkowaniu kobiet mężczyznom. Tak jak rewolucjia zniosła dawny ład na poziomie globalnym, tak zmieniła też życie każdego człowieka. 
 
To nie swoboda seksualna tak zaczęła ranić konserwatystów, obyczajowych purystów i księży- wyrocznie moralności, ale utrata władzy nad masami, których upokażano, poniżano, wyszydzano i karano za chęć bycia wolnym, za zerwanie sztywnych norm obyczajowych, za homoseksualizm, za seks oralny czy jakiekolwiek inne formy seksu, które w ustach księży poprzedzało słowo „wyuzdanie” czy „zboczenie”. Którym życie seksualne ograniczano do jednego partnera czy partnerki, zabraniano rozwodów skazując ludzi na najpodlejsze uczucia, kłamstwa, obłudną, mieszczańską moralność, grę pozorów.
 
Rewolucja Październikowa wyzwalając proletariat spod rządów burżuazji wyzwoliła też kobiety spod jarzma mężczyzn, kilkusetletniego patriarchatu uznanego przez rządzących i kościoł. W rozumieniu bolszewików równość płci była na tak wyważona, że niezauważano różnicy między pracownikiem, a pracownicą, komunistą czy komunistką, fryzjerem i fryzjerką. I nikt inny nie przyczynił się do emancypacji kobiet bardziej niż bolszewicy.
 
Nowa władza radziecka zupełnie nie przypominała wcześniejszej, ani żadnej innej znanej w historii. Miała być blisko społeczeństwa i wywodzić się z niego. Miała być dosłownie na wyciągnięcie ręki, współpracująca, słysząca głos ludu i myśląca nad rozwiązywaniem jego problemów. Skończyła się w Rosji era władzy ponad ludźmi, władzy mającej cechy boskie, wieczne, nieprzemijające, którą widuje się jedynie na balkonach podczas kościelnych uroczystości czy na portretach dostojników. Nowa władza miała żyć tak samo jak całe społeczeństwo, w całkowitej symbiozie.
 
Główni przedstawiciele bolszewizmu byli zwykłymi ludźmi zepchnietymi przez los na karty historii, którzy swoją pracą, a nie szlachetnym urodzeniem dokonywali rzeczy wielkich. Aleksander Laczysław celnie obrazując takie postaci rewolucjonistów jak Rykow, Smirnow, Łomow, przywracał im ludzkie cechy, opisywał ich oczami ówczesnych obserwatorów takimi jakimi byli naprawdę.
 
Aleksjej Rykow
Opisywał Aleksjeja Iwanowicza Rykowa, uczestnika rewolucji 1905 roku, wielokrotnie aresztowanego i zsyłanego na Syberię, późniejszego m.in. Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych i przewodniczącego Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej, dla którego męczarnią były publiczne wystąpienia z uwagi na to, że się potwornie jąkał.
 
Jurij Łarin, którego genialny, analityczny umysł zamknięty był w sparaliżowanym, niedołężnym ciele cierpiącym na miopatię. Był on autorem planu nacjonalizacji i zdolnym strategiem gospodarczym.
 
 
Jurij Łarin
Wśród bolszewików było wiele osobliwości, dziwaków, ludzi wykraczających swoją miarą poza wytyczony przez kulturę szablon zachowania, którzy nie kryli się swoją oryginalnością pod kołdrą ówczesnych konwenansów. Wieloletnia współpracownica Lenina z redakcji „Iskry”, Wiera Iwanowna Zasulicz zwykła była smażyć mięso na lampie naftowej i dzieliła je nożyczkami. Pewnego razu zagadnięta przez wytworne angielskie damy, jak długo smaży mięso odpowiedziała: „Jak się zdarzy, kiedy mi się chce jeść, to z dziesięć minut, a kiedy mi się nie chce jeść, ze trzy godziny[4]”.
 
O bolszewickich przywódcach Laczysław pisał: „Idealizm bolszewicki tych ludzi graniczył z fanatyzmem religijnym wszystkich wierzeń, ras i epok. Ascetyzm ich, pełne wyrzeczenie się wygód życiowych, tłumienie w sobie instynktu głodu i smaku, począwszy od Lenina, Dzierżyńskiego, Łarina, a skończywszy na legionie skromnych działaczy bolszewickich- był zaiste skutecznym orężem moralnym w walce o realizację idei [5]”.
 
 Aleksander Laczysław opisywał niezwykłą ideowość i skromność bolszewików tego okresu, kiedy był świadkiem, jak w stołówce hotelu „Metropol” spotykali się ówcześni dygnitarze, gdzie „na długich surowych stołach znajdowały się różnego rodzaju talerze i miski, a obok nich łyżki, przeważnie drewniane. Zupa stanowiła gęsta ciecz nieokreślonego koloru i smaku, w której pływały jakieś strzępki warzywa, traw i kawałków śledzi wraz z głowami[6]”, a chleb stanowił jakąś gliniastą masę. Na spotkaniu u Michaiła Łanina, mimo, że przywiózł z prowincji cukier, masło i prawdziwy chleb, nikt z kręgów władzy nie tknął tych luksusowych produktów zadawalając się gorzką herbatą i czarnym chlebem mimo, że nie jeden z nich miał przy sobie książeczkę czekową Banku Państwa, „z których mogli czerpać pieniądze na opędzenie swych żywotnych potrzeb [7]”.
 
Wysłani przez Dzierżyńskiego agitatorzy bolszewiccy cierpliwie tłumaczyli ludziom nową ideę społeczną, perspektywy lepszego życia i przełomowych zmian nie tylko w społeczeństwie, ale i w mentalności ludzi. Była to pierwsza w historii władza będąca tak blisko społeczeństwa, władza, która odczuwała nastroje ludności, jej potrzeby i konsekwentnie je realizowała. Była niezwykle dobrotliwa dla swoich wrogów jawnie występujących przeciwko niej pomimo tego, że większość aresztowanych kontrrewolucjonistów, którzy zadeklarowali zaprzestanie działania na szkodę bolszewików, łamała swoją przysięgę.
 
Jednym z pierwszych przykładów pobłażliwości nowej władzy była między innymi  sprawa Władimira Puryszewicza, wieloletniego deputowanego do Dumy, zagorzałego prawicowca, przywódcy organizacji monarchistycznej „Zgromadzenia Rosyjskiego” mający na koncie wezwania do rozprawienia się z rewolucjonistami i prace nad przywróceniem caratu. Przygotowania Puryszewicza do obalenia władzy nie ograniczały się jedynie do form literackich, bynajmniej. Jego organizacja brała udział w buncie junkrów, a powiązania jego sięgały aż do generała Kaledina, który miał wesprzeć swoją armią wiernych poddanych cara.
 
Puryszewicz, mimo, że podczas rozprawy zachowywał się wyzywająco, został skazany na cztery lata więzienia z możliwym warunkowym zwolnieniem po pół roku. Inni członkowie organizacji zostali wypuszczeni na wolność w zamian za deklarację, że nie będą walczyć przeciwko władzy radzieckiej. Ta „sroga” kara nie ominęła także aresztowanych ministrów, a nawet generała Krasnowa, o którym Lenin mówił: „W stosunku do Krasnowa zastosowano łagodne środki. Został on jedynie osadzony w areszcie domowym. Jesteśmy przeciwni wojnie domowej. Jeżeli mimo to, ta wojna trwa, to cóż mamy robić [8]?”
 
Jak historia pokaże, ta pobłażliwość bolszewików w stosunku do tego zbrodniarza była przesadna, a jego obietnice nieszkodzenia władzy, nic nie warte. Pobłażliwość władzy wynikające z rewolucyjnego, nagłego jej kształtowania, nadużywali liczni przedstawiciele burżuazji domagając się coraz bardziej zuchwale uwolnienia kontrrewolucjonistów, ministrów, kapitalistów zarzucając, że areszt został zastosowany z czystej zemsty.
 
18 listopada 1917 roku na wieczornym posiedzeniu Komitetu Wojskowo Rewolucyjnego wysłuchano delegacji z Moskwy, która w imieniu korporacji handlowo- przemysłowych wnioskowała o wypuszczenie ministrów na wolność, gdyż „ 1. ministrowie nie należą do żadnego politycznego ugrupowania, 2/ uwonienie ministrów socjalistów dało również prawo do uwolnienia kapitalistów, gdyż, należąc do rządu koalicyjnego, wszyscy ministrowie są odpowiedzialni za działalność Rządu Tymczasowego, 3/ dani ministrowie nie są kontrrewolucjonistami, a więc nie są niebezpieczni [9].”
 
Feliks Dzierżyński odpierał te zarzuty mówiąc, że zemsta nie ma nic do rzeczy, a aresztowani pozostaną w więzieniach, ponieważ są zdeklarowanymi przeciwnikami władzy bolszewickiej, a ich osadzenie jest jedynie prewencyjne, gdyż uwolnieni ministrowie udowodnili, jak niebezpieczne jest dawanie takim osobnikom wolności. Jedyne co można dla nich zrobić, to polepszyć ich warunki bytowe.
 
Warto zapamiętać ten okres kształtującego się młodego państwa, bo wielu historyków o nim dziwnie zapomina. Warto też zapamiętać wypuszczone na wolność kreatury, które niebawem wsławią się niebywałym na skalę światową okrucieństwem, jak chociażby Puryszewicza, który wypuszczony na wolność w kilka lat później organizował skrajnie antyżydowską propagandę samozwańczego rządu Denikina, czy Krasnowa, który za pomocą zdrajców uciekł nad Don organizując za niemieckie pieniądze blisko stutysięczną armię występującą przeciw bolszewikom.
 
Jednak w łagodnym traktowaniu wrogów była pewna metoda Lenina, który za wszelką cenę pragnął uniknąć sztampowych posunięć i związanych z nimi reakcji. Przede wszystkim krwawy rewanż z jednej strony pobudzał nienawiśc wrogów, a z drugiej eskalował napięcie wśród bolszewików i pragnienie jeszcze brutalniejszego traktowania kontrrewolucjonistów. Nie było to zdecydowanie w tym czasie na rękę, gdyż za wszelką cenę należało dążyć do stabilizacji i pokoju. To prawda, że wielu wypuszczonych na wolność junkrów i białych generałów złamało dane swoje słowo, w którym powoływali się na własny honor.
 
Mimo to była spora część oswobodzonych wrogów władzy radzieckiej, która przejrzała na oczy i stwierdziła, że była karmiona kłamstwem o okrucieństwach bolszewików, których przedstawiano jako dzikie kreatury bez ludzkich uczuć, tępe, niewykształcone bestie z zaprogramowaną rządzą mordu wszystkiego co nie robotnicze i nie chłopskie. Wielu z nich nie złamało przyrzeczenia, właczyło się w nurt życia, odbudowy powracając do wyuczonycn zajęć, często wstępując do powstałej Armii Czerwonej znajdując w niej sens swojego życia i wierząc w sprawę socjalizmu niesionego na rękach bolszewików.

W prasie burżuazyjnej ukazywały się komentarze o niesłychanym zwyrodnieniu przedstawicieli proletariatu, o bezmyślnej hołocie, która w warunkach rewolucji, opisywanej jako triumf chaosu nad porządkiem, dokonuje szalonego spustoszenia: „bo przecież za czasów cara nikt nie mógł topić się w winie Pałacu Zimowego[10]”. Podawano zmyślone informacje o splądrowaniu Pałacu Zimowego, że: „(bolszewicy- Z.F.) zmasakrowali rozbrojonych już junkrów oraz zabili z zimną krwią kilku ministrów; większość kobiet-żołnierzy zgwałcono i wiele spośród nich wolało samobójczą śmierć od tortur, przez które przechodziły…(…) Jeszcze gorsze było to, ze rodzice tych kobiet i junkrów czytali w gazetach i od samego wieczora tłum ludzi oszalałych z rozpaczy i przerażenia oblegał Dumę…[11]”.
 
W odpowiedzi Komitet Wojskowo Rewolucyjny na specjalną prośbę delegata z Miasta Ługi, zmuszony został wydać 31 października 1917 roku rezolucję podpisaną przez Dzierżyńskiego, w której dementowano oskarżenia słowami: „Co dotyczy rzekomych faktów rozprawy z junkrami itp., to Komitet Wojskowo Rewolucyjny ręczy, że jest to kłamstwo i oszczerstwo. Jaskrawym tego dowodem jest okoliczność, że przewrót w piotrogrodzie przeszedł niemal bezkrwawo i wojna domowa rozpoczęła się dopiero od chwili, gdy Kiereński poprowadził na Piotrogród otumanione przez niego wojska [12]”.
 
Dezinformacja była tak szalona, że żurnaliści burżuazyjni prześcigali się w walce o bardziej absurdalną nowinę. Podano, że wyłowiono z rzeki ciało księcia Tumanowa, ale po kilku godzinach rodzina księcia zdementowała tą informację mówiąc, że Tumanow jest w areszcie. Przypisano więc denatowi kolejną tożsamość generała Denisowa, ale znów okazało się, że generał ma się dobrze i jest zdrowy.
 
W końcu, jak wspomina amerykański dziennikarz John Reed, który na własną rękę przeprowadził śledztwo wykazując, że nikt w rzece się nie utopił i nie ma żadnego trupa. Burżuazyjne gazety dały popis rzetelności dziennikarskiej pisząc o 500 zabitych podczas szturmu na Pałac Zimowy, gdy zginęło zaledwie 6 osób oraz o prawie 7000 ofiar walki w Moskwie. Podobnie zmyślone były informacje o zatopieniu na barce na Newie ministrów Rządu Tymczasowego. Podnieceni wydarzeniami żurnaliści w skrojonych na miarę garniturach gardłowali, że za kilka dni rządy bolszewików upadną, gdyż w ich szeregach nie ma odpowiednio wykształconych ludzi zdolnych do dowodzenia armią i kierowania państwem.
 
Szczególnie, według burżujów, bolszewikom doskwierały takie uzależnienia jak morfinizm, kokainizm oraz choroby dziedziczne i przestępcza przeszłość. Praktycznie wszystkie osiągnięcia bolszewików były przestępcze, w tym wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy oraz zwiększenie zarobków. Pogarda w stosunku do bolszewików osiągała rozmiary niewyobrażalne. Baron Budberg nazywał bolszewików gorylami i podobnymi do zwierząt dzikusami nie ukrywając swojej nienawiści do nich: „…za carów (…) była szlachetność arystokratycznej rasy (…) Teraz wszystko znalazło się pod władzą chorej, patologicznej i zwierzęcej chuci fanatyków, maniaków wspieranych bandytami przestępców i chuliganów [13]”.
 
Propaganda antybolszewicka nie próżnowała opisując pogardliwie żołnierzy Gwardii Czerwonej jako łachmaniarzy, którzy w dziurawych butach idą do boju, mają archaiczną broń i nie są przeszkoleni militarnie. Rady Delegatów nazywano radami psich delegatów, a czerwonoarmistów określano jako „czerwonodupników”. Wspomnieć przy okazji należy, że nie jeden oficer w armii, który nazwał rady żołnierskie „radami psich i rączych [14]” stracił za to życie. Powszechne wśród wyższych sfer było przekonanie, że „władza w ręku hołoty to gorsze od śmierci [15]”.
 
Podawano do wiadomości o niezwykłym okrucieństwie bolszewików w stosunku do aresztowanych junkrów i kadetów, o bezwzględnym rozprawianiu się ze wszystkimi przeciwnikami władzy na tyle skutecznie, że do dzisiejszego dnia te oczywiste kłamstwa funkcjonują w umysłach ludzi. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby w świadomości ludzi pozostał fragment oświadczenia Dzierżyńskiego, wówczas członka Komitetu Wojskowo Rewolucyjnego z 13 listopada 1917 roku: „Co się zaś tyczy rzekomego rozprawiania się z junkrami itd., to KWR zapewnia, iż jest to kłamstwo i oszczerstwo. Oczywistym tego dowodem jest fakt, że przewrót w Piotrogrodzie odbył się niemal bez przelewu krwi i wojna domowa rozpoczęła się dopiero w chwili, gdy Kiereński poprowadził przeciwko Piotrogrodowi zbałamucone przez siebie wojska [16]”.
 
Również nieprawdziwa była wspomniana wcześniej informacja o wielu zgwałconych kobietach. Spośród wielu aresztowanych kobiet, jedynie dwie zostały zgwałcone, a jedna odebrała sobie życie twierdząc, że stracone ideały odebrały jej chęć dalszego istnienia.
Prasa burżuazyjna z pewnością nie podawała informacji, że po zdobyciu przez bolszewików Kremla, „Komitet Rewolucyjny, nie bacząc na niezliczone bestialstwa, jakich junkrzy dopuścili się podczas walk, wyraził zgodę na bardzo korzystne dla nich warunki pokoju. Obiecano wypuścić wszystkich na wolność i zagwarantować im życie [17]”.
 
I faktycznie zwolniono, pomimo ich oczywistej zbrodni odkrytej koło bram kremlowskiego arsenału, gdzie znaleziono piętrzące się stosy trupów żołnierzy 55. i 56. pułku piechoty rozstrzelanych przez junkrów, którzy nie chcieli wystąpić przeciw Radzie Moskiewskiej
Jakub Węgliński, dowódca szturmu, piekarz z zawodu, był tak wściekły, że powiedział widząc zamordowanych ludzi: „- Naszym świętym obowiązkiem jest zniszczyć tych, którzy zamordowali niewinnych ludzi [18]”.
 
Pomimo skrajnie napiętej atmosfery nie rozstrzelano junkrów, co świadczy o wielkiej dyscyplinie bolszewików i głębokim humanitaryzmie, który czynił bolszewików ludźmi w obliczu bestialskich kreatur junkrów, wyedukowanych jaśniepanów szlachciców z dobrych, religijnych domów, którzy nigdy nie zdobyli się na tak wielki akt łaski.
 
Należy też przyznać, że nie wszystkim junkrom zbrodnie uszły bezkarnie. Zdarzało się, że ginęli w walce, czego świadkiem była między innymi służąca z sąsiedniego domu Lenina, która z przerażeniem poinformowała Nadieżdę Krupską, że widziała junkra, którego robotnicy zakłuli bagnetem jak robaka.
 
Mimo tak mocno skomasowanej negatywnej oceny bolszewików, do prasy burżuazyjnej przedostawały się również bardziej wyważone i obiektywne oceny. Obserwator zajść Wells podawał pisząc wpierw o rządzie bolszewickim: „Mimo to (stosunkowo niewielkiej liczby bolszewików w porównaniu z populacją Rosji) potrafiła (partia bolszewicka- Z.F.) w rozpadającym się imperium pochwycić władzę w swe ręce i utrzymać ją tylko dlatego, że w owym straszliwym czasie była jedyną organizacją dążącą do określonego celu, posiadającą zarówno jednolity plan działania, jak i powszechne zaufanie. Był to w owym czasie -i jest nim również w obecnej chwili- jedyny możliwy na terenie Rosji ideowo zespolony rząd. Różni awanturnicy podejrzanego autoramentu, wspierani przez mocarstwa zachodnie i nękający Rosję Denikin, Kołczak, Wrangel i inni pozbawieni są wszelkich zasad, toteż nie są w stanie przedstawić trwałego, budzącego zaufanie programu, który mógłby się stać podstawa zespolenia narodu. Są to w gruncie rzeczy zwyczajni bandyci. Obecnie komuniści, jeśli idzie o moralność, stoją znacznie wyżej od wszystkich swoich przeciwników [19]” i nie była tu mowa jedynie o Leninie czy Dzierżyńskim, ale o ogóle postawy aktywnych  bolszewików.
 
W dalszej części swej relacji pisał: „Bolszewicy- moim zdaniem- są takimi ludźmi, za jakich się podają, i sądzę, że moim obowiązkiem jest traktować ich jako ludzi szczerych i uczciwych. Nie podzielam ich poglądów, nie zgadzam się ze stosowanymi przez nich metodami- ale jest to osobna sprawa [20]”. I dalej za Wellsem: „Rząd bolszewicki jest jednocześnie najodważniejszym ze wszystkich rządów świata…  W gruncie rzeczy jednak jest uczciwy. W obecnych czasach jest to niewątpliwie najmniej perfidny rząd na świecie.[21]”
 
 W.H. Chamberlin komentował: „Oczywiście nie wszyscy komuniści byli świętymi czy purytanami. Ale ich ogólne zachowanie i moralność były znacznie wyższe nich ich przeciwników [22]”.
 
Obraz jaki zobaczyli zachodni dziennikarze będący świadkami wydarzeń był zdecydowanie rozbieżny z informacjami, którymi karmiono zachodnie społeczeństwa wywołując strach i grozę. W szeregach członków partii bolszewickiej zachowywano wszelkie zasady moralne, zwracano szczególną uwagę na uczciwość jej członków, solidarność, umiejętność współpracy i zaangażowanie. We wspomnieniach Józefy Szymańskiej odnotowano dwa, dość skrajne przykłady, dbania o prawidłową, bolszewicka postawę. W jednym przypadku mającym miejsce  w fabryce tekstylnej zauważono, że ktoś wycina po kilka metrów tkaniny z każdej rolki narażając fabrykę na straty. Robotnicze śledztwo wykazało, że sprawcą była członkini komitetu fabrycznego. W jej mieszkaniu znaleziono tkaniny pochodzące z zakładu. Karą, jaką ją obłożono, było zmuszenie jej do niesienia płótna z napisem „złodziej”, z którym prowadzona była przez Newską Zastawę. Pracownica skazana została na trzy lata więzienia. Za dobre sprawowanie wyszła po roku.
 
Na początku przemian, kiedy popularne stało się hasło „kradnij kradzione” i owocowało częstym zaborem nawet najmniej potrzebnych rzeczy, piętnowanie rabusiów poprzez publiczne noszenie tabliczek z napisem „ukradłem ołówek” było na porządku dziennym.
 
Drugi przykład to zabójstwo pewnego Chińczyka pracującego w kotłowni, który ukradł kompanowi chleb. Jego towarzysze zbulwersowani kradzieżą wyrąbali przerębel w Newie i wrzucili tam złodzieja. Dopiero po kilku dniach opowiedzieli o zdarzeniu w komitecie fabrycznym, co spotkało się z ostrą naganą przeprowadzonego samosądu. Robotnicy usprawiedliwiali się: „że dziś zjadł chleb, a jutro ukradnie co innego, lub nawet kogo zamorduje. Lepiej z miejsca jednego ukarać, by drudzy mieli naukę na całe życie [23]”.
 
Pomijając akty kontrrewolucyjnego terroru i plagi sabotażu, życie toczyło się zwyczajnie. Paweł Birukow, pacyfista i tołstojowiec ze swej podróży do Rosji napisał: „Nigdzie nie byłem niepokojony i mogłem swobodnie i publicznie wyrażać swoje poglądy pacyfistyczne, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, to znaczy przemawiać przeciwko wojnie, przeciwko terrorowi, przeciwko karze śmierci… Ale wracając do Szwajcarii, spotkałem się tutaj z terrorem, z panicznym strachem przed bolszewizmem, a raczej przed wszystkim co rosyjskie [24]”.
 
Pomimo wielu oznak niezadowolenia, na początku przemian, młoda władza zezwoliła na funkcjonowanie w dalszym ciągu burżuazyjnych gazet i wydawnictw. Jednakże ilość krytyki w prasie burżuazyjnej była tak wielka, często bezpodstawna, a podawane informacje wielokrotnie nierzetelne i kłamliwe, że 28 października (10 listopada) 1917 roku zadecydowano ustanowić zakaz szkalowania władzy radzieckiej oraz nawoływania do działań zbrodniczych. Redakcje, które nie dostosowały się do nowych zarządzeń, zamykano, ale już następnego dnia drukowały te same paszkwile pod zmienionym tytułem. W końcu wydano rezolucję, w której postanowiono zarekwirować zapasy papieru i skonfiskować prywatne drukarnie. Wiele nakazów zamknięcia redakcji i drukarń nosiło podpis Dzierżyńskiego.
 
Wprowadzono również monopol ogłoszeniowy, który zabraniał wszystkim wydawnictwom niezwiązanym z bolszewikami drukowania prywatnych ogłoszeń i czerpania z nich korzyści. Zakazem zostały objęte również reklamy będące źródłem dochodów czasopism. Te niewielkie represje miały być zniesione do czasu pojawienia się normalnych warunków życia społecznego. Można więc było polemizować, przedstawiać swoje punkty widzenia, przekonywać, ale nie szkalować, co czynili mimo zakazu prawicowi wydawcy. Delegaci wydawnictw wystąpili do KWR z żądaniem przywrócenia wolności wypowiedzi, gdyż w przeciwnym razie ogłoszą strajk.
 
Przyjął ich Jakow Swierdłow cierpliwie tłumacząc, powody takiej decyzji. Mówił, że ograniczenia prasowe służą spokojowi społecznemu i zapobieżeniu wystąpienia ofiar w ewentualnych zamieszkach przeciwko władzy. Nie pomogło nawet odwoływanie się do robotniczej przynależności prawicowych drukarzy przez Dzierżyńskiego. Aby zapobiec napinaniu spirali niezadowolenia, postanowiono zamknąć niektóre redakcje burżuazyjne, a najbardziej zacietrzewionych dziennikarzy aresztować. Jednakże po kilku dniach Dzierżyński rozkazał ich wypuścić, jeśli zadeklarują stawienie się do sądu rewolucyjnego na wezwanie. Tym samym Dzierżyński stanął na czele frontu walki z anarchią, sabotażem i chaosem, jaki ogarniał kraj.
 
Zmagania z niepokornym społeczeństwem, które postawiono w zupełnie nowych realiach funkcjonowania społeczeństwa miały ciąg dalszy. Po zdławieniu ataku wojsk Krasnowa i wykryciu spisku „Zgromadzenia Rosyjskiego” i unormowaniu zasad wydawania prasy, pojawiały się nowe formy sprzeciwu. Do aktów sabotażu ruszyli urzędnicy zachęcani przez Centralny Moskiewski Komitet Strajkowy opanowany przez członków partii kadetów i eserowców będących wcześniej członkami Dumy. Przywódcy komitetu strajkowego obiecywali zapewnienie strajkującym środków finansowych na czas strajku, które pozyskali nielegalna drogą kradnąc z rezerw bankowych sześć milionów rubli.
 
Ich działania bardzo szybko odbiły się na admistracyjnym paraliżu kraju. Urzędnicy zajmujący się aprowizacją, w ramach strajku i opacznie pojmowanych pobudek patriotycznych, zezwolili jedynie na otwarcie dwóch składów żywności z Moskwie zamykając pozostałe, również te, mieszczące się na dalekich peryferiach miasta. W sklepach natychmiast zabrakło artykułów żywnościowych, rosło niezadowolenie głośno wyrażane potępiającymi bolszewików słowami w piętrzących się kolejkach przed sklepami nieświadomych przyczyn obywateli.
 
Namowom kontrrewolucjonistów ulegli również pracownicy urzędów miasta, poczty i instytucji finansowych. 19 listopada 1917 roku Wojskowy Komitet Rewolucyjny wysłuchał przedstawicieli Rady Miasta, która wydała odezwę, aby powstać zbrojnie przeciwko bolszewikom, jeśli wobec nich zostanie użyta siła. Delegat Rady Miasta żądał, aby pozostawić aparat przedstawicieli dotychczasowej władzy aż do wyborów. W odpowiedzi delegaci usłyszeli od Feliksa Dzierżyńskiego, że niedopuszczalne jest, by Rada funkcjonowała po jej rozwiązaniu, dlatego rozkazał wysłać marynarzy do budynku Rady, aby uniemożliwili jej jakąkolwiek pracę, a w razie strajku aresztować inicjatorów.
 
Bardzo często pracownicy nie stawiali się w pracy, a jeśli przyszli, robili wszystko, by doprowadzić do jak największego zamieszania. Doszło nawet do strajku pracowników instytucji kredytowych oraz do zorganizwanej manifestacji, która miała miejsce 28 listopada (11 grudnia) 1917 roku. Demonstrancji akcentując swój sprzeciw podążyli w pochodzie na dworzec Tawriczeskij. Na miejscu zostali zaskoczeni przez czerwonogwardzistów, którzy bez większego trudu przepędzili strajkujących.
           
Oprócz wspomnianego komitetu wkład w paraliż administracji miał również Związek Obrony Zgromadzenia Ustawodawczego stowarzyszeń handlowo przemysłowych. Za jego namową dochodziło do aktów wandalizmu. Urzędnicy wierni carowi rzucali ze swych budynków kamieniami w przechodzących ulicą bolszewików, często demolowali biura, tłukli szkła, łamali stoły i krzesła. Jednym z wyjątków był kierownik moskiewskich wodociągów W.W. Oldenberger, który odmówił udziału w strajku i natychmiast zgłosił chęć dalszej pracy dla nowej władzy.

Szeroko opisanym aktem przykładem sabotażu była historia związana z Komisarzem Oświaty- Anatolem Łunaczarskim, który na wniosek nauczycieli i administracji szkół obiecał wypłacić zaległe pobory. Wpierw jednak zatrudnił własnego buchaltera, który przejrzał księgi ministerstwa oświaty i odkrył wiele nadużyć. Kiedy już uporano się z rachunkami, musiał zdobyć czternaście podpisów na karcie uprawniającej go do podjęcia pieniędzy z banku. Gdy tam dotarł po wielkich trudach za kwadrans piąta, kasjer zamknął mu okienko przed nosem mówiąc, że ten już nie pracuje, a ten kwadrans potrzebny jest mu na przygotowanie się do wyjścia do domu.
 
Łunaczarski nie wytrzymał napięcia, wyjął pistolet i kazał sobie wypłacić pieniądze. Zobaczywszy to czerwonogwardziści powali go na ziemię, jednak kiedy wytłumaczył kim jest i w jakim celu przyszedł, strażnicy sami celując bronią w kasjera nakazali kasjerowi by wypłacił Komisarzowi pieniądze.
 
Fatalne początki swojej funkcji Komisarza Poczt i Telegrafów miał Nikolaj Awiłow- Glebow, którego cały personel ministerstwa ignorował, nie odzywał się do niego, udawał, że nie rozumie co mówi, nie wykonywał jego poleceń. Na jego biurko nie trafiały żadne sprawy, pisma ani informacje.
 
W wielu urzędach starano się rozwiązać konflikt w drodze negocjacji. Już sporym sukcesem było, jeśli urzędnicy pozwolili powiedzieć to, co bolszewicy mieli do powiedzenia. Niestety rozmowy kończyły się w ten sposób, że jeden z urzędników wstawał i mówił w imieniu pozostałych pracowników, że oni nie będą rozmawiać z zaborcami, gdyż tak nakazał im Komitet Strajkowy i na tym się kończyły negocjacje. W rezultacie wszyscy strajkujący zostali zwolnieni, a ponownie dopuszczeni do pracy byli jedynie ci, którzy podpisali dokument mówiący o ich lojalności wobec władzy bolszewickiej.
 
Należało jak najszybciej przedsięwziąć odpowiednie środki. Pierwszym zadaniem specjalnie powołanych komisarzy było sprawdzenie stanu wypłat w ministerstwach, bowiem w wielu instytucjach pobrano wynagrodzenie z góry na kilka miesięcy nie stawiając się do pracy. Dzierżyński stanowczo zażądał, aby wszyscy, którzy pobrali wynagrodzenia stawiali się w pracy, a jeśli nie uczynią tego, powinni oddać nienależnie pobrane pieniądze. Jeżeli tego nie uczynią, należy ich uznać za wrogów ludu i nie wahać się przed stosowaniem aresztu, a następnie skierować pod sąd rewolucyjny.
 
Dochodziło do tak absurdalnych przypadków, że mohylewski zarząd rolniczy wystosował pismo z prośbą o wypłatę trzymiesięcznych poborów do byłego ministra finansów zupełnie ignorując nową władzę. Helena Bobińska opisywała strajk wychowawców domu dziecka, którzy pozostawili dzieci samym sobie bez jedzenia, czystych ubrań, pościeli w zimnych pomieszczeniach ośrodka. Pomieszczenia były zimne, bo palacze strajkowali z tego samego powodu co wychowawcy.
 
W biurach chowano przed bolszewikami dokumentację, kałamarze czy przybory piśmienne, ukrywano kasetki z pieniędzmi. W Ministerstwie Pracy nie napalono w piecach, a spośród kilkuset pracowników nikt nie chciał wskazać komisarzowi Szlapnikowi, gdzie znajduje się jego gabinet. Rzecz jasna we wszystkich przypadkach nie obyło się bez aresztowań.
 
Sam Dzierżyński opowiadał, że kiedy przyszedł do jednego z dawnych ministerstw z pracownikami Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych, oprócz stróża, nie było tam nikogo. „Znaleźliśmy tylko puste krzesła, stoły, zamknięte szafy i szuflady bez kluczy, gońców, którzy jako jedyni przeszli na naszą stronę. Wszyscy pracownicy głównych urzędów, bez których funkcjonowanie życia w kraju było niemożliwe, uprawiali sabotaż i nie chcieli uznać władzy radzieckiej (…) Masa awanturników rzuciła się do naszych instytucji, by korzystając z tego, że nie byliśmy w stanie zorganizować sprawnej kontroli, robić swoje brudne interesy. Trzeba było więc rozpocząć zdecydowana walkę o oczyszczenie tych instytucji z elementów przestępczych. Równocześnie należało rozbrajać zdemoralizowane do gruntu jednostki, prowadzić walkę z kontrrewolucyjnymi spiskami, bandytyzmem itd.[25]”.
Stróżem, który jako jedyny pozostał w ministerstwie był pięćdziesięcioletni mężczyzna z pokaźną brodą i wąsami o niebieskich oczach skrytymi za okularami. Nazywał się Grigorij Kiryłowicz Sorokin. Gdy Dzierżyński go zobaczył, kiedy otwierał mu drzwi wejściowe, spytał:
„-Kim jesteście? 
- Jestem kurierem- odpowiedział nieznajomy- wszyscy uciekli, a ja pilnuję naszego wspólnego dobra.
– To bardzo dobrze. Kontynuujcie- pochwalił go Dzierżyński. Gdy rozejrzał się po budynku, Feliks Edmundowicz zwrócił się do znów do niego:
- Czy nie zechcielibyście u nas służyć?
– A dlaczego by nie- odpowiedział kurier [26]”.
 
Sorokin był bardzo oddanym Dzierżyńskiemu posłańcem, szczerze go lubił, cieszył się wielkim zaufaniem Feliksa. Co ciekawe, jako jedyny pracownik zwracał się do Dzierżyńskiego tytułując go „panie przewodniczący” co wynikało z jego przyzwyczajenia pracy w carskim ministerstwie. Dzierżyński tytułował go „panem”, a kiedy spotykali się na gruncie prywatnym, zwracał się do niego „gołąbeczku”.  Sorokin, kiedy odwiedzał Dzierżyńskiego w domu, a drzwi otwierała jego żona, Zofia, zawsze w pierwszych słowach pytał się o zdrowie i samopoczucie Feliksa.
 
Trocki wspominał zaś, że nie chciano wydać mu kluczy do archiwów Ministerstwa Spraw Zagranicznych i dopiero, gdy przyszli ślusarze, oddano mu klucze. Pracownicy albo nie pojawiali się w pracy, albo pojawiali, ale tylko po to, aby nic nie robić i otwarcie sabotować. We wszystkich urzędach trwał strajk, a tymczasem kraj popadał w coraz większy paraliż.
 
Nie ciekawie przedstawiała się organizacja gabinetów dla urzędników nowej władzy. Aleksander Szlichter- Komisarz Rolnictwa dostał w jednym z pokoi szafę w ogólnej kancelarii, a stól dostał z pokoju Lenina przeznaczony wcześniej dla interesantów. Pestkowski, który dołączył z własnej woli do pracy w Komisariacie do Spraw Narodowości urządził go w pokoju zajmowanym przez Komisję do Spraw Zaopatrzenia Czerwonej Gwardii z udziałem jednego stolika i dwóch krzeseł. Te same problemy będą towarzyszyć Dzierżyńskiemu za miesiąc

[1] Workers Hammer nr 209, zima 2009/2010, Październik 1917 r.: Rewolucja bolszewicka, http://1917.net.pl/node/6055, (odczyt z dn. 30.06.2013r.)
[2] J. Ratuszniak, Aleksandra Kołłontaj – komunistyczna apostołka wolnej miłości, http://histmag.org/Aleksandra-Kollontaj-komunistyczna-apostolka-wolnej-milosci-5346, (odczyt z dn. 8.03.2014r.)
[3] M.J. Chodakiewicz, Miłość po bolszewicku, http://chodakiewicz.salon24.pl/81006,milosc-po-bolszewicku, (odczyt z dn. 13.03.2014r.)
[4] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 62
[5] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 243
[6] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 241
[7] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 243
[8] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 463
[9] Feliks Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/I-2
[10] B. Krzywobłocka, Opowieść o Feliksie, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 212
[11] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 109
[12] F. Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/I-2, dok.47
[13] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 318
[14] M. Boncz-Brujewicz, Wspomnienia 1914-1919, Wydawnictwo MON, Warszawa 1959, s. 222, chodzi o grę słów- w języku rosyjskim zamiast sowietov sołdackich i raboczich- sobaczych i raczych.
[15] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 683
[16] T. Daniszewski, Feliks Dzierżyński, Pisma Wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 211
[17] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 141-143
[18] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 315
[19]H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i wiedza, Warszawa 1961, s. 44
[20] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i wiedza, Warszawa 1961, s. 47
[21] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i wiedza, Warszawa 1961, s. 113
[22] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 189
[23] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 122
[24] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 196
[25] J. Ochmański, Feliks Dzierżyński, Nieustraszony żołnierz rewolucji 1877-1926,  Departament Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW, Warszawa 1980, s. 116
[26] V. N. Antalskij, Opowieści o Feliksie Dzierżyńskim, Posłańcy partii, Moskwa 1965, s. 53-57
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.