No, a teraz przystąpimy do tworzenia socjalistycznego ustroju!

Rozdział XXXVIII
 
Julij Martow
Tymczasem przyszła już najwyższa pora, aby ustanowiść rząd i zająć się
ustawodawstwem. Posiedzenie zakończyło się o piątej nad ranem. W tym czasie wystąpili niezliczeni mówcy, wielu żołnierzy,  przedstawiciele frontowych rad żołnierskich, wystapił także lider mieńszewików Martov wypełniając swoją mowę zbytecznym patosem i histerycznymi efektami.
 
Nad ranem Lenin udał się do mieszkania Władimira Boncz Brujewicza na krótką drzemkę po dwóch nieprzespanych nocach. Kolejny dzień zapowiadał się bardzo burzliwie. 26 października (8 listopada) Lenin przystąpił do rozmów z lewicowymi eserowcami- reprezentowanych przez Marią Spirydonową, Władimirem Karelinem i Borysem Kamkowem na temat wspólnego objęcia władzy wychodząc z założenia, że porozumienie z najbliższymi ideowo partiami, mimo znaczących różnic, jakie je dzieli, jest lepszym rozwiązaniem niż nowy kryzys polityczny.
 
Leninowi zależało tym bardziej na eserowcach, ponieważ partia ta od lat głosiła wolnośc chłopom i nadanie im ziem, co rzecz jasna, dawało jej spore poparcie na wsi. Nie były to łatwe rozmowy, tym bardziej, że bolszewicy nie czekając na dekrety i ustawy sami zachęcali chłopów do odbierania ziem obszarnikom i kościołowi. Nie udało się jednak namówić eserowców na udział w kształtującym się rządzie, zdecydowanie utrzymywali dystans od wzięcia odpowiedzialności za rozwój wypadków.
        
Tego samego dnia około dziewiątej wieczorem wznowiono posiedzenie. Kiedy na trybunie Piotrogrodzkiej Rady Delegatów pojawił się Lenin, rozległy się owacje, które długo nie ustawały, ale kiedy zamilkły, Lenin w pierwszych słowach powiedział: „No, a teraz przystąpimy do tworzenia socjalistycznego ustroju! [1]”  Na sali rozległ się entuzjastyczny ryk.
 
W swojej przemowie ogłosił, co było wynikiem wcześniej głosowania, że głosami 505 z 670 delegatów, cała władza przechodzi w ręce Rad Delegatów Robotniczych, które od tej pory mają obowiązek zapewnić społeczny spokój. Lenin mówił o zmianach, jakie muszą zajść w najbliższej przyszłości, o zakończeniu wojny, o zniesieniu prywatnej własności ziemi, o rozbicu starego aparatu administracji i utworzeniu nowego i o walce z kapitałem.
 
Pierwszym punktem porządku obrad był „Dekret o pokoju”, według którego nowopowstały rząd będzie zmierzał do jak najszybszego zakończenia wojny poprzez rokowania o sprawiedliwy pokój demokratyczny, w którym nie będzie miejsca na zabór obcych ziem, przyłączania obcych narodowości i kontrybucji na rzecz Rosji. Ogłosił, że wszystkie rokowania będą jawne, opublikowane zostaną do tej pory tajne traktaty zawarte przez rząd Kiereńskiego i wezwał państwa biorące udział w wojnie do zawieszenia broni.
 
Kolejnym punktem był „Dekret o ziemi” podnoszący tempertaurę sporów ożywiając jego przeciwników i eserowców, którzy rościli sobie prawo do autorstwa tego dekretu. Pomimo tych sporów został przyjęty i postanawiał: „Obszarniczą własność ziemi znosi się niezwłocznie bez żadnego wykupu. Prawo prywatnej własności ziemi znosi się na zawsze, ziemia nie może być ani sprzedawana, ani kupowana, ani oddawana w dzierżawę lub zastawiana ani zbywana w jakikolwiek inny sposób [2]”.
 
Wszyscy obywatele bez względu na płeć dostali prawo uprawy ziemi w dowolnej formie- zagrodowej lub spółdzielczej. Zabroniono pracy najemnej na roli. Ziemia ulegać będzie ponownym podziałom w zależności od potrzeb, warunków i stanu rozwoju rolnictwa. Duże gospodarstwa, o wysokiej kulturze rolnej jak sady, hodowla rozsad przechodziły na wyłączne użytkowanie państwa. Dekret ten był posunięciem rewolucyjnym, śmiałym, dawał zielone światło do organizacji produkcji rolnej, jednocześnie obciążał nienawykłych do podejmowania decyzji chłopów odpowiedzialnością za swoja pracę. 
 
Następnym punktem posiedzenia, była sprawa powołania rządu. Już wcześniej zastanawiano się nad jego formą i nazewnictwem. Jakiś czas wcześniej, gdzieś w kącie jednego z pokoi Smolnego, zmęczeni, wyczerpani członkowie Komitetu Centralnego partii zaczęli się zastanawiać nad tym, jak nazwać rząd, jak ministrów, jak namalować nowy obraz rządu. Trocki wspominał te rozważania:
„-Jak się nazwać?- zastanawiał się głośno Lenin – Aby tylko nie ministrami- dodał po chwili- wstętna, zużyta nazwa.
-Może komisarzami? –zaproponował Trocki- tylko, że teraz zbyt wielu jest komisarzy. Może naczelni komisarze?... Nie, „naczelni źle brzmi. A może „ludowi?
-Komisarze ludowi? No cóż, to chyba będzie nieźle- zgodził się Lenin i po chwili spytał: -A rząd, jako całość?
-Rada, naturalnie, rada… Rada Komisarzy Ludowych, co?
-Rada Komisarzy Ludowych?- podchwycił Lenin pomysł Trockiego. To świetnie: okropnie pachnie rewolucją…!(…) A co będzie- spytał Trockiego Lenin niespodziewanie- jeżeli was i mnie zabiją białogwardziści, czy Swierdłow z Bucharinem dadzą sobie radę?
- A może nas nie zabiją- odpowoedział Trocki śmiejąc się.
- A diabli ich wiedzą- rzekł Lenin i sam się roześmiał [3]”.
 
8 listopada 1917 roku I Zjazd Rad powołał Radę Komisarzy Ludowych będącą odpowiednikiem rządu. Wybrano Ogólnorosyjski Centralny Komitet Wykonawczy Rad (WCIK[4]) będący najwyższym organem władzy, na czele którego stanął Jakow Swierdłow. Wśród członków tego komitetu znalazł się także Dzierżyński.
 
Odpowiedzialne stanowiska były zaskoczeniem dla wielu działaczy. W większości nie mieli żadnego doświadczenia, aby piastować swoje urzędy. Na przykład „Riazanow wchodził po schodach, tłumacząc komuś z humorystycznym przerażeniem, że on, komisarz przemysłu i handlu, nie zna się absolutnie na sprawach handlowych. Na górze w kawiarni wtulony w kąt siedział człowiek w futrzanej czapce i ubraniu, w którym, chciałem powiedzieć, przespał noc, ale przecież on na pewno nie spał… Nie ogolona od trzech dni broda okalała jego twarz. Coś tam pisał nerwowo na brudnej kopercie, gryząc ołówek od czasu do czasu. Był to Mienżyński, komisarz finansów, którego jedynym przygotowaniem do zajmowanego stanowiska było to, że niegdyś pracował jako niższy urzędnik we francuskim banku…[5]”.
 
W podobny sposób wybierano również członków do Rad Komisarzy Miejskich. Jan Mizerkiewicz został wyznaczony do kierowania zakładami asenizacyjnymi w Saratowie. Był nie mało zaskoczony tym awansem. Powiedział wówczas do przewodniczącego Wasiljewa, profesora i adwokata: „- Towarzyszu, ja jestem giserem, mam zaledwie trzyklasowe wykształcenie. A tam potrzeba dobrej znajomości fachowej, tam zawsze byli ‘wielcy ludzie’. Wasiljew spojrzał na mnie i zapytał: - Czy jesteś członkiem partii? –Tak, jestem. –Jak nie umiesz to się nauczysz. Masz spełnić swój rewolucyjny obowiązek [6]”. Podobnie odpowiadał Lenin. Zwykł wówczas śmiać się do swego zatroskanego rozmówcy, któremu powierzono odpowiedzialną funkcję mówiąc: „A cóż wy myślicie, że ktokolwiek z nas ma doświadczenie? [7]”
 
Stanisław Budzyński
Stanisław Budzyński, który został mianowany Ludowym Komisarzem Opieki Społecznej był tak przerażony tym faktem, że biegał za Leninem ze łzami w oczach prosząc go o cofnięcie tej nominacji. W końcu Lenin zwrócił się do niego spokojnym głosem patrząc prosto w oczy Budzyńskiego swym chytrym uśmieszkiem: „Nikt z nas, towarzyszu Budzyński , nie uczył się rządzić państwem robotników i chłopów. Ale jak trzeba- to się musi [8]”. 
 
W tym karkołomnym przedsięwzięciu Leninowi chodziło o stworzenie nowego typu władzy- władzy, wywodzącej się z mas, będącej blisko niej i rozumiejącej jej potrzeby. Przecież nie tylko kształtująca się władza nie umiała rządzić, ale całe społeczeństwo nie umiało świadomie z władzą współpracować, domagać się swych praw, swobód, a jedyne co umiało do tej pory to ślepe podporządkowanie caratowi.
 
W większości przypadków zaskakujących nominacji, nowo wybrani przedstawiciele ludu doskonale sobie radzili. Wspomniany Mizerkiewicz miał jako pierwsze zadanie oczyścić miasto z zalegającej po walkach padliny. Wezwał do siebie głównego weterynarza miasta, który jednak nie miał pomysłu jak zaradzić problemowi. Nie pałał też chęcią do wykonania zadania. Został więc posłałany do moskiewskiego więzienia, poczym zwołał wszystkich felczerów z okolicy, którzy po wysłuchaniu zadania zaproponowali zatrudnić wyspecjalizowanych Tatarów, którzy za niewielka opłatą pokierują najefektywniejszym oczyszczaniem miasta z padliny. Po dwóch tygodniach nie było już po niej śladu.
 
Anatol Łunaczarski
Wśród Komisarzy i przedstawicieli pomniejszych organów władzy znajdowali się ludzie niesłychanie barwni, jak wspomniany wcześniej Anatolij Łunaczarski, Komisarz Oświaty. W późnieszym czasie do jego gabinetu weszła córka Lwa Tołstoja, Aleksandra Lwowna skarżąc się na przydzielonego jej komisarza majątku Jasna Polana, który w sposób chamski i bezczelny bez dania racji uzurpował sobie prawo do zarządzania majątkiem, który miał być muzeum pisarza. Łunaczarski akurat pozował rzeźbiarzowi. „Aleksandra Lwowna scharakteryzowała sytuację w Jasnej Polanie i na zakończenie stwierdziła:
-Uważam, że Jasna Polana powinna być nie sowieckim gospodarstwem, a muzeum, tak jak dom Goethego w Niemczech.
Łunaczarski raptem zerwał się z fotela, zaczął szybko przemierzać pokój i teatralnym głosem dyktować towarzyszącej mu stenografistce. Zanim oszołomiona interesantka zdążyła pojąć co się dzieje, już trzymała w ręku pismo mianujące ją… komisarzem Jasnej Polany! Tymczasem komisarz ludowy znowu znieruchomiał w poprzedniej pozie [9]”. Oczywiście dokument, który przywiozła ze sobą, zaskoczył dotychczasowego komisarza Siergiejenkę. Nie miał innego wyjścia, musiał się spakować i opuścić Jasną Polanę.
 
Łunaczarski wydawać by się mógł z pozoru człowiekiem o teatralnej powierzchowności, tak jednak nie było. Był to człowiek niezwykle wrażliwy, wykształcony, ekspresyjny, zdolny do niebanalnego zachowania, szczególnie wyróżniał się spośród ówczesnych postaci komisarzy swoim kolorytem. Pewnego dnia, rozmawiając z duchownymi zwrócił się do ówczesnego Komisarza Sprawiedliwości przysłuchującemu się rozmowie mówiąc: „-Mój szacowny oponent utrzymuje, że Chrystus karmił głodnych, zabierając chleb kupcom. Nikołaju Wasiljewiczu, na mocy jakiego artykułu byłby u nas sądzony i na ile lat pozbawienia wolności skazany [10]?”
 
Lenin, jak można się było spodziewać został Przewodniczącym Rady Komisarzy Ludowych. W składzie rządu pojawili się sami bolszewicy, co wywowłało ostre protesty lewicowych eserowców, którzy kilka godzin wcześniej odmówili udziału w kształtowaniu się rządu. W ślad za Piotrogrodem do wyborów ruszyła Moskwa i reszta kraju. O ile było oczywiste, że Piotrogród stanie w całości za bolszewikami, tak tego, że Moskwa się dołączy, w której znaczące zdanie mieli mieńszewicy i eserowcy, nie było już takie pewne.
 
W niektórych miastach trwały krótkie walki. Praktycznie bez rozlewu krwi została przejęta władza przez tych, którzy stanowili większość, a to, że nie doszło wówczas jeszcze walk, dobitnie świadczy o słabości burżuazyjnego systemu, o jego braku umiejętności przewidywania i przygotowania się do wydarzeń, które nadeszły. Samych bolszewików tego dnia zginęło w Piotrogrodzie dziesięciu, w tym sześciu podczas szturmu na Pałac Zimowy.
 
Przejęcie władzy w Moskwie nie było tak łagodne jak w Piotrgrodzie. Miasto zbudzone rykiem syren podniosło się do walki. Wszędzie zbierali się ludzie rozpaleni polityczna zwieruchą, królowali mówcy wszelkich partii starając się zdobyć jak największe poparcie. Ze wsząd dodchodziły sprzeczne informacje mówiące o zbliżających się wojskach Kaledina.
 
Junkrzy w chaosie rewolucji strzelali do bezbronnego tłumu, udało im się wyprzeć bolszewików z Poczty Głównej i Telegrafu. Trwało oblężenie Kremla. Kiedy informacje o walkach dotarły do Piotrogrodu, w pewnym momencie do Instytutu Smolnego wbiegł zdyszany Anatol Łunaczarski. Wiele osób pamiętało go z jego słynnych wystąpień publicznych, kiedy na mównicy stawał szczupły mężczyzna wyglądający jak student o wrażliwej twarzy artysty.
 
O ile wielu działaczy wciąż mówiło o rewolucji i jej zdobyczach, tak on potrafił przez dwie, trzy godziny przemawiać do 30-40 tysięcy ludzi o dramacie greckim czy dziełach Shakespeare’a [11].  Właśnie dowiedział się, że podczas walk rewolucyjnych w Moskwie, została utrącona jedna z wielu zabytkowych wieżyczek cerkwi Wasilia Błażennego. Na wieść o tym, przyszły komisarz oświaty wbiegł na posiedzenie Rady Komisarzy Ludowych i wybuchnął płaczem krzycząc:
-Albo przerwiecie  w tej chwili bombardowanie Kremla, albo występuję z Komitetu Centralnego! Na to Lenin Spokojnie: -Bombardowanie przerwiemy jak junkrzy się poddadzą. – W takim razie dziś występuję z KC- porwał się Łunaczarski. A Lenin drwiąco mruży oczy: - Cóż?... Występujcie[12]!”
 
Następnego dnia podał się do dymisji, a fakt ten odnotowały gazety: „W tej chwili dowiedziałem się od naocznych świadków o tym, co się dzieje w Moskwie. Sobór Wasilija Błogosławionego i Sobór Uspieński zostały zbombardowane. Kreml, w którym zebrane są najcenniejsze skarby sztuki Piotrogrodu i Moskwy znajduje się pod ogniem artyleryjskim. Są tysiące ofiar. Okrutna walka dochodzi do zwierzęcej zaciekłości. Co będzie dalej? Co się może jeszcze stać? Ja już tego wytrzymać nie mogę. Mój kielich jest pełny. Nie mogę zapobiec okropnościom, a pracować pod ciężarem myśli, które mnie doprowadzają do obłędu- nie umiem. Oto dlaczego opuszczam RKL. Zdaję sobie w pełni sprawę z ważkości tej decyzji, ale nie mogę znieść więcej [13]”.
 
Stanisław Bobiński
Jak okazało się później, budowle te stały prawie nietknięte, a zniszczeń nie było widać. Barwnie historię tę opisuje Stanisław Bobiński, który w dniach oblężenia Kremla gorączkowo szukał armaty, a kiedy już ją znalazł i pokonując wiele trudności dowlókł na miejsce, Kreml został zdobyty. Pomimo, że żołnierze domagali się bombardowania pozycji junkrów, którzy zaciekle się bronili przez kilka dni, Komitet Rewolucyjny nie wyrażał zgody na użycie ciężkiej artylerii ze względu na duże znaczenie historyczne Kremla.
 
Tymczasem Dzierżyński 28 października 1917 roku wydał zarządzenie mówiące o tym, by do Kronsztadu przesłać wszystkich członków dowództwa floty, którzy odmówili współpracy przy podtrzymaniu i ratowaniu Rewolucji Rosyjskiej.
 
W pochłoniętym euforią zwycięskim mieście, nie wszyscy obywatele rozumieli sens zbliżających się przemian. Wielu ludziom zniesienie władzy carskiej wydawało się przyzwoleniem na anarchię. Znaczna część pozbawionych samokontroli ludzi zaczęła dopuszczać się wielu karygodnych, często bandyckich czynów. Po zdobyciu Pałacu Zimowego ludność odkryła w piwnicach olbrzymie zapasy wszelkiego gatunku alkoholu i beczki wypełnione winem. Sami bolszewicy z początku nic o tych magazynach nie wiedzieli.
 
Kiedy sprawa wyszła na jaw, Dzierżyński zakazał spożywania alkoholu w Piotrogrodzie. Pomimo wystawionych straży, bezustannie czyniono próby dostania się do piwnic. Nie pomagało nawet zamurowanie wejść, ani stawianie nowych, silniejszych straży. Jeden ze świadków ówczesnych zdarzeń tak opisywał rozmiary natarcia na pałacowe piwnice: „Po dostaniu się do piwnic pijacy ci wybijali kolbą drewniane szpunty w beczkach, albo też przekłuwali otwory bagnetami. Wino zalewało pomieszczenie. Zachłystując się tonęli oni w winie. Topielców wyciągano z piwnic i układano w szeregu na dziedzińcu pałacowym[14]”. Po ulicach Piotrogrodu krążyły grupy pijanych żołnierzy, „widać było w tym rękę kontrrewolucjonistów, którzy rozdawali w pułkach plany miasta z uwidocznionymi na nich składami alkoholowymi [15]”.
 
Paweł Malkow odpowiedzialny w tym czasie za walkę z pijaństwem pisał: „Uczestnicy pogromów rozbijali jakiś skład z alkoholem, sami upijali się do obrzydliwości i spajali ludność, wiadrami nosząc wino i wódkę. Rozgramianiu składów towarzyszyły hulanki, grabieże, morderstwa i czasem pożary. Za każdym razem trzeba było zużyć nie mało sił i energii, aby okiełznać pijany, zdziczały tłum ludzi, którzy stracili ludzkie oblicze.(…) Po przedostaniu się do składu (w Pałacu Zimowym-Z.F.) żołnierze zaczęli ucztować. Wkrótce spiła się cała straż pałacowa. Wieści o magazynach win pod pałacem Zimowym rozpełzły się po mieście i do pałacu jął walić wielki tłum. Straż nie była już w stanie zatrzymać licznych amatorów wypitki, nie mówiąc już o tym, że żołnierze w znacznej części sami ledwo trzymali się na nogach [16]”.
 
Taka sytuacja rozsierdziła Dzierżyńskiego do reszty, tym bardziej, że część pijanych ludzi wszczynała na mieście awantury wprowadzając w mieście atmosferę kompletnego chaosu. Na posiedzeniu Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego Dzierżyński zawnioskował o wylanie wszystkich zgromadzonych w pałacu alkoholi. Uczyniono znacznie więcej. Rozkazano wylać dosłownie wszystkie zgromadzone zapasy alkoholu w mieście, które składowane były w sklepach i magazynach.
 
Walka z pijaństwem wydawała się wręcz syzyfowa i trwała pierwsze tygodnie po wielkim Październiku. Mimo zaciętej walki z pijaństwem, wciąż dokonywano wielu napadów na sklepy i składy z alkoholem, których w samym Piotrogrodzie było 600, wiele z nich podpalano. Dochodziło do awantur, niepokojów, a dzikie hordy pijanych obywateli demolowały miasto. Na tym tle dochodziło też do zabójstw i bójek.
 
Oddziały podporządkowane Komitetowi Wojskowo Rewolucyjnemu robiły co mogły, aby tą sytuację opanować. Zabezpieczano cysterny ze spirytusem, składy, a napierających amatorów pijaństwa skutecznie odstraszano bagnetami. Dopiero powołanie Komisji do Walki z Pogromami Winnymi i ogłoszenie stanu oblężenia, podczas którego kilka kompanii marynarzy otwierało bezlitosny ogień z karabinów maszynowych do amatorów darmowego melanżu, przywracało trzeźwość w narodzie.
 
29 listopada Komitet Wojskowo Rewolucyjny wydał rozkaz niezwłocznego aresztowania wszystkich pijanych oraz osób, co do których istnieją podstawy, aby przypuszczać, że uczestniczyły w rozgrabianiu składu win Pałacu Zimowego oraz innych składów. Przy komendanturach dzielnicowych Gwardii Czerwonej utworzono sądy rewolucyjne, a w jednostkach wojskowych jawne sądy koleżeńskie. W dalszej części rozkazu widniało, aby „wszystkich pijaków oraz osoby, które brały udział w grabieży, przekazać natychmiast sądom rewolucyjnym i koleżeńskim, które mają niezwłocznie ferować wyroki. Sądy rewolucyjne i koleżeńskie mają wydawać wyroki nieprzekraczające szczęściu miesięcy robót publicznych [17]”. Szczególnie dotkliwymi karami postanowiono karać zwłaszcza żołnierzy pełniących wartę przy składach z alkoholem, którzy nie wypełniali swojego obowiązku.
 
Oprócz składów pod Pałacem Zimowym, tłum oblegał także składy na Wyspie Kutujewskiej. Ich likwidację powierzono ochronie Smolnego. Każdej nocy wysyłano tam trzydziestoosobowy patrol, który niszczył zapasy win i wódek. Częstokroć żołnierze po kolana brodzili w basenie alkoholu, którego rozlano tak wiele, że od samego oddychania rosło stężenie alkoholu we krwi.
 
Podobna rzecz miała się z licznymi klubami oficerskimi w Piotrogrodzie. Zupełnie jak przed końcem świata w pożądaniu ostatnich przyjemności życia, ci, których było na to stać, spędzali czas w tak zwanych klubach oficerskich będących niczym innym jak domami uciech. Obok karcianych stołów stała przeważnie ruletka, alkohol skutecznie podnosił walory dam, które w kusej bieliźnie wiły się wokół stołów równie często pijane jak panowie. W niektórych miejscach spotkania takie przeradzały się w orgie. O ile sama rozpusta nie stanowiła dla rewolucji większego zgorszenia ani problemu, tak tworzące się klubach siedliska kontrrewolucjonistów- jak najbardziej. Dlatego Dzierżyński wydał rozkaz skontrolowania tych miejsc jednego po drugim, zamknięcia i aresztowania podejrzanych typów. I tak noc po nocy po kolei robiono naloty i zamykano burdele.
 
Budynek Instytutu Smolnego
29 października 1917 roku Dzierżyński mianował Pawła Malkowa komendantem Smolnego zapisując to na wyrwanej z notesu kartce. W owym czasie często tak ważne dokumenty wypisywane były odręcznie, a kopia, za pomocą kalki pozostawała u dysponenta, aby w razie fałszerstwa móc je stwierdzić. Należało jak najszybciej przystąpić do odpowiedniej ochrony budynku i wykwaterowania z niego resztek pozostających w nim panien z dobrych domów.
 
Trzeba było wprowadzić należyte zabezpieczenia, aby nikt niepożądany nie miał szans wedrzeć się do budynku. Było to zadanie rewolucyjne, bowiem należało stworzyć profesjonalną, zdyscyplinowaną ochronę wszystkich wejść, których było kilka oraz opanować tłum, jaki zebrał się przed Instytutem i przygotować się do odparcia ewentualnego ataku. Po kilku dniach, wielu próbach i błędach, Instytut stał się niemal warownią strzeżoną przed doborowe oddziały strzelców łotewskich.
 
Największą grozę wśród społeczeństwa niechętnie nastawionego do bolszewików tworzył pokój 75 w Instytucie Smolnym. Tu właśnie przeprowadzane były przesłuchania, tu zapadały pierwsze wyroki. Pokój ten szybko zdobył swoją sławę, tak wielką, że raczej nikt nie chciał do niego trafić, a przecież represje bolszewickie nie były jeszcze tak słynne.
 
Wrogowie nie próżnowali. Wszechrosyjski Komitet Wykonawczy Związku Zawodowego Kolejarzy- Wikżel, w którym aż ciasno było od mieńszewików i eserowców, zażądał utworzenia „jednolitego rządu socjalistycznego”, do którego należeliby przedstawiciele wszystkich partii socjalistycznych z narodowymi socjalistami włącznie. Zażądano także, aby usunąć Lenina ze stanowiska, a w razie odmowy bolszewików, zagrożono strajkiem na kolei. Na pertraktacje wysłano niefortunnie będącego w stałym konflikcie z Leninem, Kamieniewa, zwolennika przymierza, jednak ten nie spisał się najlepiej zgadzając się na stworzenie „jednolitego rządu”.
 
Wywołało to falę oburzenia wśród kierownictwa bolszewików. Dzierżyński stanowczo zaprotestował i zażądał wyrażenia wotum nieufności wobec Kamieniewa. Podobnie jak Lenin sądził, że przedstawiciele Wikżela- organizacji kolejarskiej, która szantażowała młodą władzę kompletnym paraliżem transportu, są skrytymi wysłannikami Kiereńskiego, a ich celem jest odtrącenie bolszewików od władzy.
 
Pertraktacje zostały przez bolszewików zerwane na polecenie Lenina, co spowodowało dymisję z rządu kilku komisarzy tj. Rykow czy Nogin, którzy sympatyzowali z Wikżelem i uważali ich postulaty za słuszne. Poparli ich także Zinowiew i Kamieniew ustępując z Komitetu Centralnego. Zawierucha personalna była bardzo dotkliwa. W burzy nastrojów i idei każdy miał swój pomysł na przyszłość.
 
Tymczasem 9 listopada 1917 roku wyruszył na stolicę oddział kozacki pod dowództwem generała Piotra Krasnowa, sformowany przez zbiegłego premiera Kiereńskiego. W porozumieniu z Komitetem Ocalenia Ojczyzny i Rewolucji, w skład którego wchodzili prawicowi eserowcy, mieńszewicy, członkowie carskich instytucji, mieli równocześnie zaatakować miasto z zewnątrz i od środka. Ich zadaniem było opanować wszystkie strategiczne miejsca miasta, uwolnić aresztowanych ministrów zaatakować bolszewików i aresztować członków Komitetu Wojskowo Rewolucyjnego. Ich plan miał się ziścić 12 listopada. Jednak dwa dni wcześniej podczas przypadkowej rewizji znaleziono przy dwóch podejrzanych osobach plany i rozkazy natarcia.
 
Dzierżyński pod pozorem przeglądu Michajłowskiej Szkoły Podchorążych jak i wielu innych ośrodkach wojskowych, w których było prawdopodobieństwo buntów przeciwko nowej władzy, rozkazał Czerwonej Gwardii przeprowadzić rewizje, rozbroić żołnierzy i aresztować podejrzanych osadzając ich w kronsztadzkiej twierdzy aż do wyjaśnienia udziału w buncie.
 
Mniej więcej w tym samym czasie Jakub Węgliński ze swoim oddziałem przeprowadzał inspekcje w Aleksandrowskiej Szkole Junkierskiej. Dowiedział się, że na terenie szkoły przetrzymywani są junkrzy, którzy odmówili walk z bolszewikami. Porucznik, który strzegł więzienia nie chciał wydać kluczy do aresztu. Nie poskutkowała nawet groźba użycia broni, ale poskutkowało jej użycie. Węgliński zastrzelił oficera i uwolnił sześciu junkrów.
 
Gdy weszli na piętra szkoły, bez żadnych oporów rozbroili kadetów, którzy wcześniej strzelali do bolszewików z Nikickich Wrót. Teraz stali karnie przy swoich łóżkach. Czerwonogwardziści zobaczyli na własne oczy niesamowite bogactwo w jakim uczyli się junkrowie. Piękna sala, wytworna pościel, eleganckie łóżka, wielkie zapasy żywności, o której biedacy mogli jedynie pomarzyć- kiełbasy, sery, masło, białe pieczywo. Z rozkazu Węglińskiego cała żywność została przewieziona do najbliższego domu dziecka przy Durnowskim Zaułku, gdzie przebywały polskie dzieci, których rodzice przyjechali do Moskwy w ucieczce przed Niemcami trzy lata wcześniej.
 
Wojska Krasnowa opanowały radiostację w Carskim Siole. Natychmiastowe działania całkowicie pokrzyżowały plany Kiereńskiemu i Krasnowowi. Strajk kolejarzy znacznie spowolnił atak. Do obrony Piotrogrodu przystąpiły również licznie kobiety.  „Przez cała noc czerwonogwardziści, marynarze i żołnierze okopywali się na zajętych pozycjach. Natarcie wyznaczone było na rano. 12 listopada o świcie- wspominał Józef Smaga, uczestnik walk- rozległo się potężne „hurra! I ruszyliśmy do ataku. Na spotkanie pod osłoną ognia artyleryjskiego ruszyły setki kozaków. Musieliśmy zalec. Nie bacząc na gwałtowny atak Kozaków nasze szeregi nie drgnęły. Prawe skrzydło dopuściło przeciwnika na bliską odległość i otworzyło ogień z karabinów ręcznych i z dwóch maszynowych. Atak kawalerii białych kozaków załamał się dzięki wytrzymałości czerwonogwardzistów. Znowu rozległo się potężne „hurra!” podnieśliśmy się i rzucili do ataku. Walka toczyła się zmiennym szczęściem. W tym czasie z Piotrogrodu przybyły trzy baterie artylerii- dar putiłowców. Baterie w marszu nacelowały armaty i otworzyły ogień do przeciwnika, podtrzymując w ten sposób nasze natarcie. Po złamaniu ofensywy białych kozaków postanowiliśmy ścigać ich i 12 listopada wieczorem zajęliśmy Carskie Sioło, a dnia następnego Gatczynę [18]”.
 
W Piotrogrodzie starzy i młodzi, kobiety i dzieci znosiły wszystko, co przyda się do obrony, noże, kosy, widły, kilofy, karabiny i pęki kolczastego drutu. Wiedzieli to co wiedział Lenin, że żadna rewolucja nie dopełni się, jeśli nie potrafi się ona obronić. Podstępem do Centralnej Stacji Telefonów wdarli się junkrzy i wykorzystując samochody pancerne zaczęli ostrzeliwać budynek Telegrafu. Nacierający bolszewicy ponosili coraz większe straty, nie pomógł nawet ściągniety na pomoc samochód pancerny, gdyż junkrzy szybko się z nim rozprawili używając pocisków przeciwpancernych. Ogień karabinów ciął powietrze.
 
Mieńszewicy i prawicowi eserowcy żadali udziału we władzy wszystkich partii socjalistycznych, rezygnacji ze stanowiska Lenina i Trockiego, Wikżel ponowił groźbę blokady transportu. Sytuacja była bardzo napięta. W obliczu skomasowanego ognia junkrów kosztem wielu poległych udało się marynarzom unieruchomić i doprowadzić do poddania się załogi samochodu pancernego. Po przybyciu posiłków Czerwonej Gwardii przypuszczono atak na pozycje kontrrewolucjonistów. Atak był nie do odparcia. Z centrali uwolniono zatrzymanego w budynku Antonowa-Owsiejenkę, zrezygnowani junkrzy poddali się. Nikomu z nich nie stała się krzywda, ich grzechy przeciwko władzy radzieckiej zostały im wybaczone.
 
Pomimo tego, że zagrożenie kontrrewolucji od wewnątrz Piotrogrodu zostało udaremnione i zlikwidowane, wciąż obawiano się ataku Kiereńskiego i Krasnowa z zewnątrz. Po ucieczce z Pałacu Zimowego, Kiereński bezskutecznie nawoływał armie do walki. W Ostrowie po swej operetkowej przemowie o mały włos nie został aresztowany, znów zdążył uciec. Do Pskowa nie dojechał, w Łudze został zignorowany, w końcu znalazł się w Mohylewie, gdzie zaraz po tym jak zorganizował dziesięć pułków, te odmówiły mu posłuszeństwa. Na koniec dopisało mu szczęście, przygarnął go pod swoje skrzydła generał Piotr Krasnow znany również z tego, że gardził Kiereńskim. Na Piotrogród ruszyła część jego wojsk, reszta została sparaliżowana przez bolszewików.
 
Tak zwane „obiektywne trudności” piętrzyły się, zawodził transport, poszczególne pułki odmawiały udziału w walkach. Lojalne Kiereńskiemu pułki przypuściły 14 listopada 1917 roku na wzgórzach pod Pułkowem atak, jednak po masakrycznej wymianie ognia impet uderzenia został wytrącony. Ziemia drżała od nacierających czerwonogwardzistów bezlitośnie prujących ogniem do przerażonych wojsk Kiereńskiego zmuszając do wycofania się w popłochu w kierunku Carskiego Sioła i Gatczyny, gdzie stacjonowały ich posiłki.
 
Jednak tam, dzięki obecności bolszewickich agitatorów, armia Krasnowa została całkowicie sparaliżowana i rozgromiona przez niedoświadczonych w bojach, ale szalenie zmotywowanych robotników i żołnierzy. Ogromna praca propagandowa, jaka została włożona w przekonanie wojsk Krasnowa w tym, że w Piotrogrodzie panuje spokój, a bolszewicy nie gwałcą i nie rabują mieszkańców, dała pozytywny rezultat.
 
Konflikt pomiędzy Generałem Piotrem Krasnowem, a Kiereńskim zaostrzył się, kiedy były premier nalegał na atak, a Krasnow prawidłowo oceniając siły zabiegał o rozejm. Do końca Kiereński nie zdawał sobnie sprawy, jak nikłą siłę reprezentuje ze sobą, jak bardzo pogardzany jest przez oficerów i żołnierzy. Sam Krasnow zaproponował mu, by udał się z białą chorągwią do Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego i z podniesioną twarzą rozpoczął pertraktacje. Ten jednak wolał, mimo przydzielonej mu ochrony uciec w przebraniu zakonnicy do Ługi, a stamtąd za granicę. Swoją ucieczką przypieczętował bezceremonialne potwierdzenie własnego upadku. Nie było już absolutnie nikogo, kto wierzyłby jego słowom.
 
Generał Krasnow dostał się do niewoli. Znalazł się w Smolnym, gdzie traktowano go z uprzejmością. Po krótkim pobycie w areszcie domowym i przyrzeczeniu, że więcej nie podniesie ręki na władzę radziecką, wyjechał nad Don kontynuować swoją walkę. Odprawiane do tej pory modły w cerkwiach za pomyślność Kiereńskiego ustały. Widocznie bóg ich nie wysłuchał.
 
Zwycięstwo nad Krasnowem i Kiereńskim było nie tylko zwycięstwem militarnym, ale także politycznym. Ukazało siłę władzy robotniczej, o której prasa burżuazyjna twierdziła, że nie utrzyma się nawet przez kilka tygodni. Zdumiewające bohaterstwo Czerwonej Gwardii w sile 8000 żołnierzy w obliczu przeważającego uzbrojenia przeciwnika, podniosło morale i potwierdziło ogromne poparcie Lenina. Pokazało również, że bolszewicy nie muszą pertraktować więcej ani z Wikżelem, ani z mieńszewikami, gdyż siła znajduje się po ich stronie, a wszelkie żądania utworzenia rządu koalicyjnego z innymi, skompromitowanymi partiami socjalistycznymi nie mają racji bytu.
 
Spory o udział mnieszości w rządach wciąż trwały. Doszło do rezygnacji ze swoich stanowisk wielu bolszewików na znak protestu przeciw nieugiętej polityce Lenina. Do dymisji podał się miedzy innymim Kamieniew, Zinowjew, Milurin i Rykow. Lenin był nieugięty pamiętając, jak lewicowi eserowcy odrzucili propozycję udziału we władzach oraz to, że nikt inny poza bolszewikami nie zorganizował tak sprawnie odparcia najazdu Krasnowa.
 
Wiedział, że to właśnie bolszewicy odtrącając żadania mniejszości politycznych, drobnych partii burżuazyjnych czy mieszczańskich biorą na siebie pełną odpowiedzialność za kraj, a ustawiczne spory, gadanina nie przyspieszy odbudowy. Lenin nie widział też sensu dzielenia się władzą z ośrodkami, które od dawna wzniecały niepokoje i nastawione były antybolszewicko powodując ostre kryzysy polityczne i gospodarcze.
 
Pierwsza obrona zwycięskiego Piotrogrodu, do której ruszono z okrzykiem: „Nie damy odebrać sobie wolności!” zakończyła się pełnym sukcesem. Mimo to wciąż wielu obywateli nie było przygotowanych na rządy bolszewików, odnosiło się do nich bardzo krytycznie, powątpiewano w ich umiejętności kierowania tak wielkim krajem spodziewając się, że abstrakcyjny i nierealny według nich program polityczny bliski jest bankructwu.
 
Wobec fatalnej informacji, częstej blokady telefonów, telegramów, gazet ze strony mieńszewików i eserowców, przez które wieści z Piotrogrodu nie mogły dotrzeć do wszystkich miejsc w kraju, Dzierżyński rozkazał stworzyć grupę czterystu agitatorów, która miała zadanie tłumaczyć obywatelom istotę zmian, jakie chcą wprowadzić w życie bolszewicy. Na ten cel wyasygnowano ponad dwanaście tysięcy rubli. Przyjeżdżający do Smolnego żołnierze dostawali materiały propagandowe, ulotki z tekstami odezw, dekretów, które były rozpowszechniane przechodząc wielokrotnie z rąk do rąk. Nie było łatwo przekonać wszystkich do podporządkowania się nowemu systemowi. Najbardziej niezadowoleni byli ci, którzy mogli w przemianach stracić najwięcej- obszarnicy, właściciele fabryk, burżuazja i cała reszta obywateli żyjąca do tej pory pod ochronnym, carskim parasolem.


[1] http://www.1917.net.pl/node/6055?page=4
[2] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 200
[3] L. Trocki, Moje życie, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990, s. 376, zmiany na potrzeby opowieści- Z.F.
[4] Wsierosijskij Centralnyj Ispołnitielnyj Komitiet
[5] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 111
[6] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 660
[7] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 459
[8] H. Bobińska, Ze starego notatnika. Wspomnienia Polaków o Rewolucji Październikowej, Książka i Wiedza, Warszawa 1957, s.72
[9] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 34
[10] W. Szentalinski, Tajemnice Łubianki, Czyelnik, Warszawa 1997, s. 40
[11] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 102
[12] H. Bobińska. Pamiętniki tamtych lat, PIW, Warszawa 1963, s. 136
[13] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 207
[14] J. Ochmański, Feliks Dzierżyński, Nieustraszony żołnierz rewolucji 1877-1926,  Departament Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW, Warszawa 1980, s. 112
[15] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 202
[16] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 95-95
[17] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977,  s. 161
[18] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 93, Gatczyna- dziś Krasnogwardiejsk
 
 
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.