Rząd wyraża zaufanie sam sobie

Rozdział XXXVI
 
3 (16) lipca w Petersburgu bolszewicy zorganizowali wielką, 500 tysięczną manifestacje robotników, żołnierzy i marynarzy, która przeszła ulicami miasta z hasłami: „Pokój chatom- wojna pałacom”, „Żołnierze na front- robotnicy do maszyn, a burżuazja…?”, „Precz z dziesięcioma ministrami- kapitalistami, cała władza w ręce Rad!”. Podczas wieców najbardziej chciano słuchać bolszewików, natomiast przedstawicieli mieńszewików czy eserowców zagłuszano.
 
Pogoda była ładna. Ulicami miasta przelewał się tłum robotników zmierzając w kierunku Pola Marsowego. Tłum krzyczał: „Rząd wyraża zaufanie sam sobie!” Podobne manifestacje miały miejsce również w innych miastach. 17 lipca przerażony Rząd Tymczasowy nakazał otworzyć ogień do demonstrantów. Zabitych lub rannych było ponad 400 osób.
 
W nocy w ścisłym kierownictwie SPPRR(b) odbyła się narada w związku z ostatnimi demonstracjami, po których Lenin wezwał naród do spokojnego rozejścia się i zaprzestania protestów. Dzień ten był rozpoczęciem tzw. Dni Lipcowych. Władze gorączkowo szukały przyjaciół i znajomych Lenina, aby móc ugruntować rozpowszechniane oskarżenia o odpowiedzialności przywódcy bolszewików za rozlew krwi i postawić go przed sądem. Do żadnego sądu dojść nie mogło, ponieważ oddział wyznaczony do pojmania Lenina miał wyraźny rozkaz wydany przez generała Połowcewa mówiący, że aresztant musi umrzeć zanim dojdzie do rozprawy.
 
18 lipca zdemolowano pokoje, w których mieściła się redakcja bolszewickiej „Prawdy”. Identycznie oberwało się polskim esdekom, gdyż w ich redakcji „Trybuny” skoro świt pojawili się funkcjonariusze tajnej policji robiąc szczegółową rewizję, konfiskując całą dokumentację redakcyjną łącznie z dokumentacją księgową i aresztowała wszystkich obecnych działaczy. Podobne rewizje działy się w redakcjach „Trudu” i „Prawdy”.
 
Na potrzebę propagandy stworzono informację, jakoby Aleksiński, prowokator i oszczerca, dotychczas zaufany bolszewik o niesłychanie rozbuchanym ego, którego łatwo było byle czym obrazić, miał dowody na szpiegostwo Lenina będącego „agentem pruskim”. Według tego doniesienia, Lenin otrzymał pieniądze od Aleksandra Izraela Łazariewicza Helphanda posługującym się nazwiskiem Parvus, socjaldemokraty i jednocześnie kapitalisty, wywrotowca i niemieckiego agenta finansującego mieńszewików i eserowców. Informator nie mógł się zdecydować, dlatego raz podawał, że była to kwota 20 milionów, innym razem 20 tysięcy marek. Treści tej wiadomości nie zdecydowały się opublikować żadne poważne gazety. Nawet gazety wrogich Leninowi kadetów nie zdecydowały się na publikację oszczerstw. Mieńszewik Czcheidze osobiście telefonował do wielu redakcji, aby nie zamieszczały tych niedorzeczności.
 
Pomimo tych zabiegów, 19 lipca informację tą przekazał brukowiec „Żywoje Słowo”. Gazeta zaciekle cytowała szczegóły tajnego porozumienia Lenina z Erichem Ludendorffem, czołowej postaci życia politycznego Niemiec, i wymieniała bajońskie sumy pieniędzy, jakie Lenin miał dostać od zachodnich banków. Jak później się okazało, dokumenty poświadczające spisek proniemiecki były sfałszowane. Amatorsko sfabrykowane dowody wzbudziły jednak sensację wśród bankierów i fabrykantów widzących w bolszewikach samego Szatana, dające potwierdzenie na powtarzane przez nich opinie, że Lenin jest zdolnym do wszystkiego łajdakiem, hochsztaplerem i co najważniejsze- zdrajcą na usługach niemieckiego rządu. Podobnie nazywano Jakuba Haneckiego i Karola Radka przebywających w Szwecji określając ich mianem „płatnych agentów niemieckich”.
 
Aby wzmocnić fałszywą pogłoskę i osiągnąć efekt kompromitacji Lenina, generał Denikin będący wówczas szefem kontrwywiadu wojskowego ujawnił zeznania chorążego Jermolenko, który wróciwszy z niemieckiej niewoli podał, że był werbowany do pracy szpiegowskiej na rzecz Niemiec, za którą oferowano mu 50 tysięcy rubli. Podał też, że pracownicy niemieckiego wywiadu zwierzyli mu się w tajemnicy, że wszyscy przywódcy bolszewików są w ich rękach. Wersje tę podtrzymywał, rozwodząc się do nieistotnych szczegółów, również Lew Trocki w swoich opasłych wspomnieniach. Tymczasem Lenin przez ostatnie lata pobytu w Szwajcarii nie należał do osób zamożnych mających tajemnicze źródło dochodu. Utrzymywał się ze spadku ciotki Nadjeżdy Krupskiej. Do Rosji przyjechał bez pieniędzy.
 
Czym prędzej wydano oficjalny nakaz aresztowania Lenina oraz wielu działaczy bolszewickich. Natychmiast o tym fakcie poinformował Lenina mieńszewik, Paweł Malantowicz. Dzięki tej informacji, Lenin mieszkający u robotnika Allilujewa zyskał na czasie, by znaleźć schronienie. Dalszy pobyt w mieszkaniu był niebezpieczny również z tego powodu, syn Alliluewa[1] był znanym policji anarchistą produkującym w mieszkaniu bomby,
 
Dzierżyński już wcześniej przekonywał Lenina o tym, że musi się koniecznie ukryć, że grozi mu niesłychane niebezpieczeństwo, lecz jego troska spotkała się jedynie z pobłażliwym uśmiechem Lenina.  „Włodzimierzu Iliczu- zwrócił się do Lenina Dzierzyński- nie macie prawa narażać się na tak wielkie ryzyko. Wasze położenie jest wyjątkowo złożone. Wy się daremnie uspokajacie. Idą aresztowania. Za wasze pojmanie wyznaczona jest nagroda. Nie tylko policja i tajne służby, ale tysiące ochotników szuka was. Ostatnio pięćdziesięciu oficerów batalionu uderzeniowego przysięgło, że albo was znajda albo umrą… Wszędzie po stancjach chodzą tajniacy z waszymi fotografiami. Fotografie rozdano nawet posterunkowym. No już sam nie wiem, jak was przekonać… czytaliście gazety? Błagam was, tu nie ma nic do śmiechu. Wiedzcie, że jeśli was nie dopilnujemy, strzelę sobie kulę w łeb. Lenin przy ostatnich słowach przestał się uśmiechać, pytająco spojrzał w iskrzące oczy Dzierżyńskiego i zamyślił się. – A co? Puśćcie mnie, to przecież takie proste [2]”.
 
Kiedy Lenin zdecydował się na ucieczkę, trwało przeszukanie mieszkania szwagra Lenina, Jelizarowa na ulicy Szerokiej, do którego naprowadził policję generał major carskiej armii, który sympatyzował z bolszewikami Władimir Boncz-Brujewicz doskonale wiedząc, że go tam nie będzie. Zaglądano pod łóżka, do szaf. Pracująca wówczas u Jelizarowów Anuszka, ambitna, choć pozbawiona wszelkich talentów wieśniareczka pragnąca z wielkim wysiłkiem nauczyć się czytać i pisać, odezwała się do policjantów: „Zajrzyjcie jeszcze do piecyka, może tam kto siedzi [3]”. Gdy policjanci pytali się o Lenina, ta nie wiedząc o kogo chodzi powiedziała następnego dnia podczas przyjazdu policji: „Jakieś Oleniny przyjechały [4]”.  
 
Domowników aresztowano, jednak po kilku godzinach wypuszczono na wolność. Marek Jelizarow domagał się, aby odwieziono ich samochodem do domu. Pułkownik prowadzący dochodzenie, mimo obietnicy podstawienia samochodu nigdy tego nie uczynił. Musieli wracać nocą do domu idąc na około, ponieważ większość mostów w mieście było podniesionych.
 
Gieorgij Zinowiew
Grigorij Zinowjew, dawny bliski współpracownik Lenina na emigracji, który według planu miał wziąć udział w ucieczce wraz z Leninem, wpierw ukrył się tak głęboko, że nie można było go znaleźć, a kiedy Izaak Aszkenazy go znalazł, opierał się temu pomysłowi przytakując argumentowi swojej żony Liliny, która sprzeciwiała się podróży mówiąc, że jej mąż jest chory na serce i może wpaść w ręce kontrrewolucjonistów. Po długich namowach udało się go namówić, jednak zastrzegł tchórzliwie eskortującemu mu człowiekowi, że bierze na siebie odpowiedzialność za jego przeżycie.
 
Lenin i Zinowjew wydostawszy się ze swoich kryjówek najpierw dorożką pojechali na stację kolejową, gdzie wsiedli do ostatniego wagonu pociągu jadącego do stacji Razliwi w pobliżu Siesroriecka. Stamtąd, po kilku minutach marszu, znaleźli się w miejscu pełnym domków letniskowych i, cieszących się słońcem, będących z dala od niepokojów Piotrogrodu, letników. Ulokowali się na strychu domku, który był zarazem doskonałym punktem obserwacyjnym okolicy. Stamtąd Lenin w dalszym ciągu kierował partią i wydawał dyspozycje. Ich podobizny ukazały się w prasie, w której nazywano ich jako niemieckich szpiegów, dlatego, aby zakamuflować tożsamość, panowie obcięli włosy i zmienili uczesanie.
 
Szałas w Razliwie
Nad jezioro Sestroretskij Razliw Feliks przyjeżdżał wielokrotnie, podobnie jak i inni członkowie władz- Józef Stalin, Serżio Ordżonkinadze czy Jakow Swierdłow. Ze względów bezpieczeństwa, po kilku dniach trzeba było zmienić kryjówkę. Nowa, znajdowała się około sześciu kilometrów od dotychczasowego domku. Aby tam dotrzeć, trzeba było przepłynąć jezioro i przejść przez las. W szałasie było znacznie bezpieczniej. Wokół jedynie kręcili się chłopi i robotnicy rolni nienachalnie interesując się przybyłymi gośćmi. Jemelianow, który wynajął cała łakę, na której stał szłas, powiedział chłopom, że zatrudnił kosiarzy do siana. W sierpniu ze względów bezpieczeństwa, Lenin przeniósł się do Finlandi, Zinowiew zaś powrócił do Piotrogrodu i w nim się ukrywał.
 
Jakow Swierdłow w roku 1904
Kolejne wydarzenia dni lipcowych sprawiły, że sytuacja w Rosji stała się coraz bardziej napięta. Na czele nowego rządu, 8 (21) lipca stanął wzięty niegdyś adwokat Aleksander Fiodorowicz Kiereński, w którym widziano osobę zdolną do pojednania zarówno prawicy, jak i lewicy. Nękany przeciwnościami losu rząd Gieorgija Lwowa upadł, z resztą sam książę w dobie mody na proletariat nie cieszył się nawet odrobiną autorytetu. Zadaniem Aleksandra Kiereńskiego, popieranego wyłącznie przez zwolenników rządów „silnej ręki”, było powstrzymanie galopującej inflacji, powstrzymanie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i okiełznanie entuzjazmu bolszewików poprzez zakrojone na szeroka skalę aresztowania. W czasie swych krótkich rządów nie uczynił niczego, co obiecywał.
 
Kiereński był atakowany przez dwa światy. Naciskany przez bolszewików nie chciał zakończyć wojny, z drugiej strony prawica i rządy krajów kapitalistycznych naciskały na przywrócenie carskiego porządku i dyscypliny. Jedyne co potrafił, to przemawiać i wywoływać pożądane nastroje. Paveł Malkov, późniejszy szef ochrony Kremla wspominał Kiereńskiego podczas jego przemówień: „Dławił się szczekliwie i urywanie rzucał w tłum swoje zdawkowe zdania. Lubił efektowne zwroty i wierzył w ich siłę. Wyobrażał sobie zapewne, że staną się pobudką dla pogrążonego w chaosie kraju, będą wzywać naród  do ofiar i bohaterskich czynów. Kiedy Kiereński wyszczekał już swoje górnolotne słowa, opadał na krzesło, a całym jego ciałem wstrząsały spazmy płaczu. Adiutanci poili go środkami uspokajającymi [5]”.
 
W czasie jednego z wystąpień przed burżuazyjną publicznością, żona jakiegoś milionera rzuciła na scenę naszyjnik z pereł. W ślad za nią ruszyły pozostałe damy rzucając Kiereńskiemu swoje klejnoty. Być może wówczas ukuto powiedzenie, by nie rzucać pereł przed wieprze.
 
Na wiecach z udziałem żołnierzy i marynarzy nikt nie rzucał klejnotów. Jeszcze dwa miesiące wcześniej, w maju na wiecu w Helsingforsie, gdzie Kiereński przemawiał do marynarzy na statkach, nie mógł uciec uciec przed niewygodnymi pytaniami o zakończenie wojny i o zawarciu pokoju przez Rząd Tymczasowy. Wprost z marynarskiego wiecu udał się do Domu Ludowego, gdzie oczekiwała go burżuazja. Gdy tylko pokazał się na trybunie, z galerii na górze rozległ się niemiłosierny gwizd podążających za nim marynarzy i złowrogie mu okrzyki.
 
Cała sala utonęła w hałasie i wystąpienie Kiereńskiego nie doszło do skutku. Rozwścieczony rozkazał pojmać prowodyrów bolszewickich odpowiedzialnych za zakłócanie jego wystąpień. Lebiediew, który miał to uczynić, został ostrzeżony przez oficerów marynarki, by lepiej nie igrał z ogniem, bo gdy dostanie się w ręce marynarzy, żywy nie wróci. Lebiediew uciekł, a Kiereński sam zagroził marynarzom, by wydali swych przywódców, jednak ci odpowiedzieli: „Wszyscy jesteśmy podżegaczami, bierz wszystkich [6]!”
 
Aleksander Kiereński
Kiereński, mimo licznych wysiłków, nie zdołał podbudować morale wojska podczas częstych inspekcji, żołnierze przegrywali kolejne bitwy. 11 (24) lipca przywrócił karę śmierci na froncie za dezercję, co jeszcze bardziej wrogo ustosunkowało do niego żołnierzy. Samego Kiereńskiego żołnierze nazywali „głównoprzekonywującym armii demokratycznej [7]” lub „głównonamawiającym [8]”.
 
Generał Dragomirow komunikował Kiereńskiemu: „Duch bojowy upadł. Żołnierze nie tylko nie mają ochoty na działania zaczepne, ale również i czynna obrona zmalała do tego stopnia, że zagraża to końcowemu rezultatowi toczonej przez nas wojny. Wszystkie myśli żołnierzy koncentrują się tylko na tym, co się dzieje na tyłach (…) Nieznani agitatorzy coraz bardziej rozpowszechniają wśród żołnierzy żądanie samodzielnego wyboru dowódców, zaczynają się nawet pojawiać ulotki, które zachęcają do prowokowania i bicia oficerów [9]”.
 
Tego zaginionego ducha walki nie byli w stanie wzbudzić również grzmiący z ambon cerkiewni popi. Michałow, jeden z uczestników walk będąc w niewoli jenieckiej, wspominał historię, kiedy do jego pułku przyjechał pop: „Żołnierze nie chcieli go słuchać. Jeden z jeńców zbliżył się do popa, pocałował go w rękę i powiada: Jeźdźcie ojcze, nic tu po was [10]”. Duch bojowy upadł, bo i jak miał nie paść, kiedy wielu żołnierzy na frontcie musiało czekać na śmierć swoich kamratów, aby otrzymać broń.
 
Nie zważając na przeciwności, pozostając głuchym na wołania żołnierzy, Kiereński kontynuował swój objazd po okopach wystawiając swój spektakl omdleń i frazesów. Był przekonany, że teatralnymi zagraniami wzbudzi entuzjazm do walki, napełni żołnierzom brzuchy i załaduje amunicję do karabinów. Tymczasem dzięki propagandzie bolszewików, rosła świadomość żołnierzy. Dotychczas walczyli, bo wiedzieli, że ojczyzna została zagrożona i bliżej nieokreślony byt narodowy wraz z nią, jednak nie pojmowali całej złożoności problemów, intersów kapitału, tworzenia mechanizmu wyzysku narodów odbywającym się dzięki wojnie, kształtowania się nowego układu sił.
 
Gdy pojęli, słowa Kiereńskiego stały się pustymi frazesami, śmiesznymi i nie wartymi uwagi. Każdy kolejny ruch Kiereńskiego dążył w kierunku ponurej komedii tragicznego aktora. Obserwując wzrastającą niechęć żołnierzy do walki, wysłał batalion kobiecy składający się z dobrze urodzonych panien, aby na odcinku Krewo- Smorgonie, aby dały przykład bojowego ducha ruszając na siedzących w okopach żołnierzy Niemieckich. Na widok przybywających dam z karabinami, w okopach rozległ się śmiech, żołnierze niemieccy rozbierali się do naga i strzelali w powietrze skutecznie zmuszając je do odwrotu.
 
Powoli kończył się okres dwuwładzy w Rosji. Nadszedł czas na walkę o władzę. W miastach wobec znacznie pogarszających się dostaw żywności, wprowadzonego monopolu państwowego na zboża i reglamentacji chleba doszło do spontanicznych, potężnych manifestacji niezadowolenia. Rząd Tymczasowy starając się ratować swój byt, ściągnął do Piotrogrodu całe pułki wiernych żołnierzy. Na noc kazano podnosić mosty na Newie, by rozłączyć dzielnice Piotrogrodu. Zaczęła się kolejna widowiskowa masakra. Ginęli ludzie. Sam rząd ogłosił, że Lenin jest niemieckim agentem i coraz głośniej obstawał za delegalizacją partii bolszewickiej. Te niedorzeczności nie przekonały demonstrantów do powrotu do domów, protestowali coraz bardziej żywiołowo. Oburzenie robotników i żołnierzy zastąpiła agresja i gniew.
 
Lenin starał się łagodzić sytuację wypowiadając się: „To jest najbardziej niebezpieczny moment, który stara się wykorzystać burżuazja. Będzie ona dążyła do tego, aby możliwie szybko sprowokować wystąpienia robotników. Jeżeli powstanie wybuchnie teraz, to robotnicy Piotrogrodu poniosą wielką klęskę, albowiem nie poprze ich ani front, ani prowincja, gdyż ruch bolszewicki nie dominuje jeszcze wśród mas. Nasze zadanie polega na tym, by powstrzymać robotników i żołnierzy od wystąpienia w najbliższym okresie. Klasa robotnicza nie może wystąpić przedwcześnie [11]”.
 
Tymczasem 26 lipca (8 sierpnia) w Piotrogrodzie rozpoczął się półlegalny VI Zjazd SDPRR(b). Główną kwestią zjazdu było ustosunkowanie się do żądań Kiereńskiego, by wydano Lenina pod sąd. Po wielu wystąpieniach, w zasadzie jednogłośnych, ustalono, nie wierząc w zapewnienia uczciwego procesu przez burżuazyjny rząd, że Lenin pozostanie w ukryciu. Sam Lenin był przeświadczony, że jest to zwykła nagonka. Uważał, że nieczego złego nie uczynił i jest w stanie obalić podczas procesu niezrozumiałe oskarżenia. O ile Lenin wcześniej mówił o Rosji jako o „najbardziej wolnym państwie”, tak teraz daleko był od swej opinii. Oczywiście byli i tacy, jak Bucharin, którzy wzywali do wydania przywódcy oraz tacy, którzy się wahali, jak Stalin, który naiwnie sądził w zapewnienia burżuazyjnej władzy o bezpieczeństwie Lenina. Skory do wylewania emocji na zewnątrz Ordżonikidze walił pięścią w stół wściekle krzycząc: „Czy wiecie co wam zrobimy, jeśli Leninowi spadnie choć włos z głowy? Wszystkim wam poderżniemy gardła [12]!”
 
W podobnym tonie, jednak bez efektów pięściarskich wypowiedział się również Dzierżyński mówiąc: „Musimy jasno i wyraźnie powiedzieć, że dobrze zrobili towarzysze, którzy radzili towarzyszowi Leninowi nie dac się aresztować. Powinniśmy jasno odpowiedzieć na nagonkę burżuazyjnej prasy, która chce dokonać rozłamu w radach robotniczych. Nagonka na Lenina- to nagonka przeciwko nam, przeciw partii, przeciwko rewolucyjnej demokracji. Powinniśmy objaśnić towarzyszom, że my niedowierzamy burżuazyjnemu Rządowi Tymczasowemu, że nie wydamy Lenina dopóki nie zatriumfuje sprawiedliwość, tj. do czasu aż ten pozorny sąd nie zniknie [13]”.
 
W dalszym przebiegu obrad dyskutowano nad potrzebą zbrojnego przeciwstawienia się przy udziale chłopów Rządowi Tymczasowemu. Rozmowę ukierunkowały skierowane w liście do uczestników obrad słowa Lenina zachęcające do przeczekania do chwili, aż nastroje w kraju staną się jeszcze bardziej radykalne i napięte, by wówczas przypuścić frontalny atak przygotowując się wcześniej do tego czasu zbrojnie. Gdy już i ta kwestia została przedyskutowana, podczas głosowania, wybrano Feliksa Dzierżyńskiego, członkiem Komitetu Centralnego SDPRR(b). Ta nobilitacja zapewniała Dzierżyńskiemu zdecydowanie większy wpływ na działania partii oraz była jego pierwszą stałą posadą. Od teraz co miesiąc otrzymywał wynagrodzenie.
 
Pierwsze pieniądze przesłał swojej żonie na konto banku kredytowego w Zurichu. Była to kwota 300 rubli, sobie zaś nie pozostawił zbyt wiele, w dalszym ciągu żył bardzo skromnie. Pisał: „Jestem zajęty pracą, lecz po tylu latach oderwania już nie mogę tyle dać, ile pragnąłbym, i wydajność moja jest minimalna; to mnie gryzie. Muszę filozoficznie jednak pogodzić się z tym co jest. Najbardziej pragnąłbym teraz doczekać się chwili spotkania z Wami… Stale mieszkam teraz w Piotrogrodzie, adres mój: Kawalergardskaja ulica 22 m 17 [14]”.
 
W sierpniu sytuacja była już na tyle trudna, że postanowiono, że Zinowjew wróci do Piotrogrodu, a Lenin wyjedzie do Finlandii. Ucieczka na piechotę z racji silnie strzeżonej granicy nie była możliwa, zadecydowano zatem, że Lenin ukryje się w lokomotywie pociągu jadącego do Finlandii. Aby uniknąć przeszukania lokomotywy, maszynista w ostatniej chwili przed odjazdem podjechał pod skład wagonów. Po przekroczeniu granicy, towarzysze umieścili Lenina we wsi Jaława, jednak zbyt duża ilość kurierów, która do niego przyjeżdżała, a także znaczne opóźnienie informacji, jakie docierały do Iljicza spowodowały jego nacisk, aby przenieść kryjówkę gdzieś bliżej rosyjskiej stolicy. Znalazł się w Helsinforsie, gdzie kończył pisać swoje dzieło „Państwo a rewolucja”.
 
Tymczasem w partii powstał konflikt dotyczący ukazującej się gazety Organizacji Wojskowej „Sołdat”, która w wyniku decyzji KC miała mieć zmienioną nazwę, redakcję oraz odbiorców. Nie było to najlepsze posunięcie, bowiem skierowana do żołnierzy akcja agitacyjna mogłaby się zdecydowanie osłabić. Aby rozwiązać trwające zbyt długo niesnaski zwrócono się do KC o rewizję stanowiska. Tak też się stało. Gazeta w dalszym ciągu pozostała „żołnierska”, natomiast nadzorem redakcyjnym miał się zająć Swierdłow i Dzierżyński.
 
Któregoś dnia Feliks wpadł do redakcji zapoznać się z pracami oraz całą strukturą wydawniczą. Uważnie przeglądał księgi i zauważył, że oprócz wydatków na papier i druk, nie ma żadnych innych pozycji. Jeden z pracowników redakcji M. Kiedrow wyjaśnił mu, że wszyscy pracownicy pracują za darmo, a gdyby dostali honoraria, poczuliby się urażeni. Wówczas Feliks się obruszył, odnosząc się do płac pracowników: „Ale oni przecież mają wydatki, wydają na dorożki! Nie rozumiem, dlaczego nie biorą pieniędzy. Wydaje mi się to zbędną wrażliwością [15]”.
 
W sierpniu 1917 roku zwołano w Moskwie Naradę Państwową, w której wzięli udział mieńszewicy i eserowcy stwarzający jedynie wrażenie, że aktualny rząd, choć burżuazyjny, pracuje nad poprawą życia robotników. Obradowano nad wyjściem z coraz bardziej pogarszającej się sytuacji w kraju. Kilka dni wcześniej Kiereński mianował 19 lipca (1 sierpnia) 1917 roku głównodowodzącego armią monarchistycznego generała Ławra Korniłowa, który miał za zadanie pokazać silną rękę władzy. W opinii angielskiego posła, jawił się on jako wybawiciel: „Korniłow to zdecydowanie silniejszy człowiek niż Kiereński. Sprawy nie załatwi się za pośrednictwem kompromisów. A ten generał na białym koniu może rozgonić Radę, spacyfikować bolszewicko nastrojony elektorat [16]”.
 
 Generał Ławr Korniłow
W rzeczywistości Ławr Korniłów był niedouczonym tępakiem, choć walecznym i skrajnie odważnym żołnierzem nie wiedzącym co to strach. W jego tatarskich oczach i mongolskich rysach twarzy dostrzec można było zawziętość i brak litości. Równie silnie akcentowały się jego rozległe braki intelektu. Michaił Boncz –Brujewicz tak go opisywał: „Był synem urzędnika, nie zaś chłopa- Kozaka, za którego podawał się podczas buntu w swych apelach do narodu i armii. W kademii robił wrażenie człowieka zamkniętego w sobie, był nietowarzyski, żarła go zawiść. Mimo, że był człowiekiem skrytym, nieraz okazywał radość- wtedy mianowicie, gdy któryś ze słuchaczy otrzymał złą ocenę, dzięki czemu on sam wysunął się na pierwsze miejsce [17]”.
 
W pierwszym roku wojny światowej nie odniósł imponujących zwycięstw, jego kariera była raczej pasmem klęsk. W walkach pod Lwowem stracił tak wielu żołnierzy, że usunięto go ze stanowiska dowódcy 48. Dywizji. Rok później podczas jednej z potyczek znalazł się w kotle, z którego starał się uciec porzucając swych żołnierzy. Dostał się do niewoli, z której zbiegł przekupując felczera. Jego ucieczka odpowiednio ubarwiona w późniejszych opowiadaniach ukazywała go jako heroicznego bohatera- uciekiniera z niewoli.
 
W tych dniach aresztowano wielu bolszewików w Helsingforsie, zamknięto gazetę „Wołna”, aresztowano Trockiego i Łunaczarskiego. Kiereński pragnąc uzyskać posłuszeństwo wśród żołnierzy, wpadł na kolejny idiotyczny pomysł wyprowadzenia nieposłusznego, rozbrojonego pułku na plac, by publicznie go napiętnować. Nie trudno było przewidzieć, że żołnierze prowadzący konie za uzdy wprost kipieli z nienawiści, wielu z nich bez wahania przyłączy się wkrótce do bolszewików.
 
Generał Ławr Korniłow
Kiedy Korniłow nacieszył się zaszczytami i komplementami, ujawnił swoją prawicową mentalność w całej krasie. Był zaciekłym przeciwnikiem rad, a także, jak się okazało Rządu Tymczasowego. Na ostry konflikt z Kiereńskim nie trzeba było długo czekać. Korniłow co prawda nie miał pomysłu, jak zadowolić fabrykantów ani jak zatrzymać wzrost wynagrodzeń robotników, czy też jak polepszyć ich standard życia, natomiast był pewien, że wzrost dyscypliny w armii najlepiej osiągnąć karając nieposłusznych żołnierzy śmiercią. Wiedział też, że bezwzględny terror gwarantować będzie spokój, a w swojej osobie odkrył powołanie wybawcy wielkiej Rosji.
Otaczał się nieodłączną eskortą przybocznej gwardii ubranej w baranie czapy i czerwone peleryny.
 
Uwielbiał, gdy zwracano się do niego per „ekscelencja”, rumienił się z dumy, gdy kobiety rzucały przed jego stopy kwiaty. Ale nie tylko kwiaty, bowiem żona bogatego kupca Morozwa sama padła plackiem na peronie dworca, kiedy go ujrzała.
Wielką popularnością Korniłow cieszył wśród polskiej burżuazji i oficerów.
 
W „Trybunie” Dzierżyński ostrzegał przed nią: „Kontrrewolucja polska- podobnie do rosyjskiej, nie traciła czasu. Szerokie koła obszarnictwa i burżuazji polskiej na wygnaniu mobilizowały swe siły do walki z rewolucją w kraju, spekulując jednocześnie na żywiołach kontrrewolucyjnych (…) Kontrrewolucja polska- to nie „strachy na lach”’, ale rzeczywistość, z którą musi liczyć się zarówno polska, jak i rosyjska demokracja rewolucyjna [18]”. Jego słowa okazały się prorocze.
 
Kilka dni później, naczelny wódz sił zbrojnych Korniłow, wysłał w kierunku Piotrogrodu oddziały wojska, aby ostatecznie rozprawić się z bolszewikami, w tym wiele jednostek kozackich i pochodzącą z kaukaskich gór „Dziką Dywizję”. W Piotrogrodzie pojawili się również liczni prowokatorzy namawiający robotników do wystąpień, co dałoby pretekst Korniłowowi do ataku. Tym pretekstem mogły być również zbliżające się wojska niemieckie. Nie miało to znaczenia, ważne było by zbawić Rosję. Do generała Łukomskiego rzekł: „Nadeszła pora, aby niemieckich szpiegów i pachołków, z Leninem na czele, powiesić, a Radę Delegatów Robotniczych i Żołnierskich raz na zawsze rozwiązać [19]”. Zadeklarował, że powiesi nie tylko Lenina, ale wszystkich socjalistycznych przywódców i rozprawi się również z takimi zwolennikami monarchii jak Guczkow. Dowództwo tej zbawiennej akcji powierzył generałowi Krymowowi wierząc w jego bezwzględność.
 
Tło historii, dziejącej się na przełomie sierpnia i września 1917 roku, nie jest do końca jasne. Posunięcie Korniłowa zostało odebrane przez Kiereńskiego jako próba zamachu stanu, a rozliczenie się z bolszewikami jako jedynie pretekst do przejęcia władzy. Kiereński, jako przedstawiciel rządu nie miał na tyle wpływu w armii, aby powstrzymać atak. W Piotrogrodzie wybuchła panika, bali się wszyscy, łącznie z bolszewikami. Aby wspomóc obronę miasta, Kiereński został zmuszony, by zwrócić o pomoc do bolszewików, pójść na ustępstwa i zawrzeć układ. Bolszewicy również zdawali sobie sprawę, że przybycie Korniłowa do Piotrogrodu może zakończyć się krwawą jatką robotników i utratą wpływów politycznych. Sam Lenin pisał w tych dniach: „Sytuacja jest jasna, albo dyktatura Korniłowska, albo dyktatura proletariatu i biedoty chłopskiej [20].
 
Bolszewicy wynegocjowali z rządem wypuszczenie towarzyszy z więzień i sformowali potężne oddziały militarne nie dając zarazem żadnego politycznego poparcia Kiereńskiemu. Rząd Tymczasowy zezwolił również na dozbrojenie bolszewickiej Czerwonej Gwardii. Dzięki wielkiemu wysiłkowi Ludowego Komitetu Walki z Kontrrewolucją kierowaną przez Dzierżyńskiego, ogromne rzesze uzbrojonych robotników stanęły gotowe do walki. Przez ostatnie dni Dzierżyński organizował komitety wojskowe, rozdzielał broń i zachęcał do walki. Nakazał rozbrajać i aresztować wszystkich niepodporządkowujących się oficerów, kadetów i junkrów. Ciesząc się olbrzymim autorytetem, zmobilizował tysiące oddanych sprawie robotników.
 
Kiedy marynarze spytali się Lwa Trockiego, aby wyjaśnił, dlaczego mają walczyć u boku Kiereńskiego, ten odpowiedział: „Nie, nie czas. (...) Kładźcie karabin na ramię Kiereńskiemu, strzelajcie do Korniłowa. Potem wyrównamy rachunki z Kiereńskim [21]". Posłuchali.
 
Wychowani w nieludzkiej dyscyplinie na okrętach carskiej marynarki wojennej, doświadczyli barbarzyństwa oficerów, często upodlani, jednak nigdy nie złamani. Nie mający nic do stracenia, gardzący nędznym życiem byli najbardziej hardzi, najbardziej bezwzględni i doskonale zorganizowani. Z całego serca nienawidzili carskiego reżimu stając się najbardziej posłuszną i zdyscyplinowaną formacją bolszewików używaną do najcięższych zadań. Nie łaknęli ani zaszczytów, ani pieniędzy, byli wielkimi ideowcami,  świadomymi proletariuszami wśród wojska. Już w czasie poprzedzającym wybuch wielkiej rewolucji rozliczali ze swymi ciemiężcami, oficerami statków rozstrzeliwując tych, którzy wykazali się wobec nich największym okrucieństwem. Pozostałych oficerów, którzy nie zaleźli im za skórę, po krótkim areszcie uwalniali i pozwalając dalej pełnić swoje obowiązki. Ludzie mówili o nich „mariaki”.
 
Korniłow chcąc zjednać sobie chłopów, w swojej odezwie skłamał o swoim chłopskim pochodzeniu. Jego przemowa nie przekonała do niego społeczeństwa. Być może Korniłow zbytnio popadł w ton buty i pychy cara, być może obawiano się nieobliczalnego wodza, pod którego skórą tkwiła dzika natura nieokrzesanego Mongoła. Dlatego kolejarze rozbierali tory prowadzące do Piotrogrodu, aby składy wojsk generała nie mogły dojechać do miasta, drukarze odmawiali druku prawicowych materiałów, bolszewiccy agitatorzy natychmiast znaleźli się wśród wojsk Korniłowa siejąc zamęt w ich umysłach, metalowcy zebrali poważną kwotę na uzbrojenie, związek zawodowy szoferów oddał do dyspozycji obrony wszystkie posiadane auta, 25 tysięcy ludzi przystąpiło do obrony. Ludność Moskwy i Piotrogrodu zgodnie opowiedziała się przeciwko generałowi, a Kiereński zdymisjonował rzutkiego satrapę wydając również rozkaz mówiący, że ani jedna jednostka Korniłowa nie może wejść do stolicy. Jego ekscelencja generał na białym koniu szybko się przekonał, że nie jest mu pisane zostać imperatorem Rosji.
 
Generał Aleksander Krymow
Podczas głównego natarcia żaden z dowódców frontów wiernych Korniłowowi nie był w stanie wysłać mu posiłków. Rada Piotrogrodzka wysłała do „Dzikiej Dywizji” agitatorów muzułmanów, aby przekonali ich do zaniechania ataku. Na każdej stacji do żołnierzy Korniłowa przychodzili robotnicy i żołnierze przekonując, żeby nie walczyli z bolszewikami. Na rezultat tychy działań nie trzeba było długo czekać. Nawet „Dzika Dywizja”, której żołnierze będący kaukaskimi góralami, podporządkowała się Radzie. W tych okolicznościach pozostała część armii również straciła wolę walki. Generał Krymow straciwszy wszelki posłuch, popełnił samobójstwo będąc zarazem jedyna ofiarą sławetnego puczu. Korniłow został aresztowany wraz z innymi generałami i osadzony w twierdzy w Bychowie.
 
Ten epizod mocno nadszarpnął autorytetem Rządu Tymczasowego, pokazał, że sam jest zbyt słaby, aby zapewnić bezpieczeństwo nie tylko kraju, ale i sobie oraz nie ma kontroli nad własnymi generałami, tym bardziej, że na froncie wojennym próżno było szukać sukcesów.
 
Tymczasem 20 sierpnia (2 września) wojska niemieckie zajęły Rygę, skąd już było blisko do Piotrogrodu. Bolszewicy masowo zgłaszali się front, by ocalić miasto przed niemckim atakiem. Bez armat, zwiadu i lotnictwa kilka tysięcy robotników i żołnierzy ruszyło uzbrojonych jedynie w zapał bronić swojej stolicy. W tragicznych i nierównych walkach zginęło wówczas około dwóch tysiący ludzi, w tym dzielnie walczący komitet fabryczny Zakładów Putiłowskich.
 
Michaił Rodzianko
Wątpiący w powodzenie obrony Rząd Tymczasowy gotów był oddać Petersburg Niemcom, by przy okazji centrum bolszewickiego oporu zostało zdławione. Były szef Dumy Państwowej, Rodzianko powiedział: „Piotrogród wydaje się zagrożony. (...) Mówię, do diabła z Piotrogrodem [22]”. Ten sam człowiek wypowiedział się w dzienniku „Utro Rossjii”: "Obawiają się, że kiedy utracmy Piotrogród, upadna także naczelne organizacje rewolucyjne. Będę szczęśliwy, jeśli tak się stanie, gdyż prócz nieszczęść nieczego Rosji nie przyniosą… Z upadkiem Piotrogrodu stracimy również Flotę Bałtycką. Też nie ma czego żałować. Większa część załóg na okrętach wojennych jest całkowicie zdemoralizowana… Piotrogród zagrożony propagandą bolszewicką, w obronie kraju nie bierze udziału… Rosja z upadkiem Piotrogrodu nie zginie [23]”.
 
Z jego opinią zgadzała się spora część rosyjskich kapitalistów uważając, że ich dostatnie życie lepiej zagwarantują Niemcy niosący „praworządność i porządek” niż Rząd Kiereńskiego. Powstały nawet plany ewakuacji stolicy, w tym przede wszystkim zakładów przemysłowych, których maszyny miały być wywiezione w głąb kraju, a rząd miał się przenieść do Moskwy. Kiereński nie był w stanie sformować nowego rządu po puczu Korniłowa, zatem dalej kierował państwem stojąc na czele pięcioosobowego dyrektoriatu.
 
We wrześniu Lenin przeprowadził się bliżej Piotrogrodu, do Wyborga, aby stamtąd móc lepiej obserwować i szybciej reagować na wydarzenia. Większość głosów w Radach należała już do bolszewików głoszących hasło „Cała władza w ręce Rad!” oraz nawołując do nagłego, zaskakującego zbrojnego wystąpienia przeciwko Rządowi Tymczasowemu.
Rząd widząc narastające niezadowolenie ludności z ich rządów, skierował oddziały kozackie do Moskwy, a z Petersburga postanowił wysłać niesubordynowane oddziały na front zachodni. Sytuacja stawała się na tyle napięta, że rodziło się pytanie, czy teraz przystąpić do rewolucji albo nigdy? Lenin w liście do KC pisał o tym: „Kryzys dojrzał. Postawiono na jedną kartę przyszłość rewolucji rosyjskiej. Pod znakiem zapytania jest cały honor partii bolszewików”, „Bolszewicy nie mają prawa czekać na zjazd Rad, muszą wziąć władzę natychmiast…Zwlekanie- to zbrodnia [24].
 
Lenin
Aby móc kierować zbliżającym się wybuchem rewolucji, Lenin 20 października przyjechał potajemnie do Petersburga. Jemielianow załatwił Iljiczowi paszport, w którym figurował jako robotnik siestrorecki. Leszczenko wykonał zdjęcie paszportowe ucharakteryzowanego Lenina w peruce i dzięki pomocy Szotmana i Rahji, jako palacz lokomotywy wyruszywszy ze stacji Diubuna, dojechał do Piotrogrodu.
 
Tymczasem na ulicach Piotrogrodu głód zaglądał ludziom w oczy. Przydziały chleba, cukru i innych produktów malały z tygodnia na tydzień. W przenikliwym, mroźnym deszczu, po kilka godzin ludzie stali w kolejkach, aby kupić cokolwiek do jedzenia. Mleka było tak niewiele, że jedynie połowa dzieci miała możliwość je skosztować. John Reed opisywał: „Wyobraźnie sobie tych nędznie przyodzianych ludzi, przez całe dnie wystających na mroźnych ulicach Piotrogrodu w kolejkach po chleb; poprzez zadziwiającą łagodność rosyjskiego tłumu przebijały się od czasu do czasu gorzkie, gryzące słowa niezadowolenia…[25]”. I w tych niekończących się kolejkach tworzyła się podświadoma wspólnota cierpienia i nędzy, ale także rodziło się zdeterminowanie i gotowość na wszystko.
 
W Piotrogrodzie i w Moskwie znacząco wzrosła przestępczość. Widać było ogólne rozprężenie obywatelskiej dyscypliny, a policja, zajęta uganianiem się za bolszewikami, nie miała wystarczająco środków, aby zapewnić bezpieczeństwo obywateli chroniąc ich przed narastającym bandytyzmem. Policja była już tak skorumpowana i powiązana ze światem przestępczym, że nie wypadało jej aresztować tych, od których dostawali łapówki.
 
Codziennością były napady na obywateli, którym rabowano pieniądze, a nawet ubranie. W owym czasie szczególnie przerażający był osobliwy sposób napaści na ludzi, który miał miejsce w Mińsku. Dzięki przymocowanym do podeszw sprężynom bandyci okryci dla efektu białymi prześcieradłami przeskakiwali nagle przez ulicę wzbudzając strach wśród przechodniów, których rabowali. Zaskoczenie było często tak wielkie, że niektóre ofiary dostawały na miejscu zawałów serca i umierały. Walka ze „skakunami” nie była łatwa. Skaczący rabusie operowali głównie w nocy, jednak miejsc ich ataków nie było można przewidzieć. Postanowiono zatem przebrać patrole milicji w kobiece ubrania i te chodząc na wabia w miejscach poprzednich ataków, skutecznie uniszkodliwiały złoczyńców. Dosyć częstym sposobem karania „skakunów” było ich zaprzęganie w miejsce trzeciego konia w tramwaju czym wystawiano ich na pośmiewisko.
 
Bandyckie grupy często podawały się za Gwardię Czerwoną i tym podstępem osiągając zaufanie ludzi, wchodziły do domów i sklepów i bezpardonowo grabiły ze wszystkiego co było wówczas cenne. Kraj tonął w bezprawiu i anarchii. Dochodziło do tak niespotykanych wybryków, że bandyci napadali na komisariaty, aby uwolnić wcześniej aresztowanych kolegów. W miejsce zamykanych domów gry, szulerni, kasyn, otwierały się nowe. Zamknięto restauracje Empire, Strielna i wiele innych, w których dochodziło do pijackich orgii. Zamykano też zwykłe jadłodajnie i bary, gdzie pijani goście przesiadywali całymi dniami. Hotel Ermitaż pełnił funkcje domu publicznego, a hotel Twerskie Podwórze stał się skupiskiem narkomanów i szulerów. Właściciele sklepów drżeli o swój towar, bo napady i rabunki były tak pospolite, że stały się elementem pejzażu. Nocne spacery stały się skrajnie niebezpieczne. Widok zwłok na ulicach nikogo już nie raził, ani nie przejmował.
 
Gdyby nie problemy z żywnością i sporadyczne uliczne awantury,  można było odnieść wrażenie, że życie toczy się normalnie, nic nie zwiastowało przewrotu. Gdzieś jednak zniknął dawny blask pięknego miasta. Dotychczas żywe sklepy, tętniące życiem kawiarnie i restauracje zamieniały się obskurne rudery. Wiele z nich zostało zamkniętych, a po witrynach biegały szczury. Na ulicach nie widać było samochodów, rzadko przejeżdżał zapełniony do granic możliwości tramwaj. Na skutek braku opału rozbierano powoli wpierw drewniane poręcze schodów, a na końcu całe drewniane domy.
 
Kina i teatry oraz pozostałe ośrodki kulturalne działały, choć czasami dochodziło do przykrych incydentów, jak choćby podczas trwania sztuki „Grzechy cara” w Teatrze Troickim grupa monarchistów przerwała spektakl grożąc samosądem za obrazę cesarza. Ludzie spotykali się na odczytach poezji, dyskusjach. Na scenie Teatru Maryjskiego sukcesy odnosił wzgardzony przez Gorkiego Fiodor Szalapin będący jednym z niewielu wielce ceniących się artystów, który w tych trudnych czasach wciąż żądał sowitego honorarium za swoje występy. Wynosiło ono ponad dwieście tysięcy rubli lub ich ekwiwalent w jajkach, kurach czy mięsie.
 
Normalnie też przebiegało życie burżuazji, choć wydarzenia często napawały ją obrzydzeniem. W dalszym ciągu uczestniczyli w widowisku konwenansów, istoty guzików przy ubraniach, a „Panie ze sfer urzędniczych przychodziły do znajomych na herbatę, niosąc w mufce małą złotą lub srebrną cukierniczkę-cacko i kawałek chleba. Marzyły o tym, aby car wrócił albo, żeby Niemcy nadeszli lub też żeby stało się coś takiego, co by załatwiło kwestię służących [26]”.
 
Na dystyngowanych spotkaniach oburzano się, że służba, która była traktowana wybitnie źle, śmiała odmówić stania w kolejkach po żywność dla rodzin swych państwa mówiąc, że nie chce zdzierać butów. Buty zaś kosztowały około 300 rubli przy ich zarobku sięgającym do 30 rubli miesięcznie. Oburzano się, że kelnerzy, szewcy i przedstawiciele innych zawodów organizują się z związkach zawodowych. Mimo pozorów zwykłego życia, coś wisiało w powietrzu i mówiło, że zaraz coś się wydarzy. Była to przysłowiowa cisza przed burzą.
W czasie tej ciszy, 10 (23) października 1917 roku nad brzegiem rzeki Karpowki w domu towarzyszki Suchanowej odbyło się zebranie, na którym Lenin przedstawił referat o konieczności wybuchu rewolucji. Przeciwni temu postulatowi był Kamieniew, Zinowjew i Trocki. Posiedzenie skończyło się późną nocą. Z mieszkania wyszedł Lenin z Dzierżyńskim. Stali w bramie, było zimno, kropił deszcz. Dzierzyński zdjął swój płaszcz i mimo sprzeciwu narzucił go na barki Lenina. Wówczas Lenin wybuchnął: „Żadnych wymówek, zechciejcie założyć swój płaszcz, bo inaczej was stąd nie wypuszczę [27]”. Troska o niego nie wzbudzała w Leninie uznania.
 
15 (28) października 1917 roku, Dzierżyński odwiedził Lenina w jego zakonspirowanym mieszkaniu w Petersburgu w dzielnicy wyborskiej, należącym do trzydziestoczteroletniej Margarity Fofanowej, która była z zawodu agronomem. Znajdowało się ono na rogu Prospektu Sampsonijewskiego i Sierdobolskiej 92/1 m. 42. Była to doskonała, cicha kryjówka. Z pewnością Lenin wspominał wówczas, kiedy przed laty był w Moskwie i wynajmował pokój w dzielnicy robotniczej, gdzie po korytarzu pijany sąsiad zwykł za włosy ciągać swoją żonę i solidnie ją okładać, a gospodyni gorliwie wypytywała się o jego krewnych uważając, że zna Iljicza, kiedy miał cztery lata, ale wtedy był murzynem.
 
Teraz miał do dyspozycji obszerne, trzypokojowe mieszkanie z balkonem. Fofanowa wysłała swoje dzieci do matki, a wraz z nimi swoja siostrę. Lenin nalegał na zachowanie największej konspiracji, kazał do siebie zwracać się nazwiskiem Iwanow, nie wychodził na spacery, wciąż chodził w peruce, którą bezustannie zsuwała mu się na twarz i musiał ją stale poprawiać.
 
Z początku o petersburskim, tajnym mieszkaniu wiedziały tylko siostra Lenina, żona- Nadjeżda oraz łącznik Eino Rahja. Później przychodził tam także Dzierżyński zdając relację z nastrojów wśród wojska, chłopów i ludności miast. Wszyscy byli poddenerwowani, bo i decyzje, jakie miały zapaść równały się życiu lub śmierci. Lenin był przekonany, że wyjątkowość rewolucji unoszącej się ciężką mgłą nad Rosją spowoduje wyjątkowe czyny, odmieni życie uciskanych, da im motywację i siły do walki o własne życie i przyszłość.
 
Teoria, o której od dawna dyskutowano, miała niebawem ukazać się w praktyce. Zastanawiające było to, czy się sprawdzi. Jeszcze słychać było echa rozmów o utworzeniu wspólnego rządu partii socjalistycznych, w którym zajęliby miejsce obok bolszewików, mieńszewicy, eserowcy i wszelkie inne odłamy. Jednakże tworzenie takiego rządu nie miało już sensu. Większość społeczeństwa prosiła bolszewików o przejęcie władzy.
Bolszewicy wahali się. Gra toczyła się najwyższą stawkę. Spory wewnątrz partii doprowadzały do wrzenia umysłów i nerwów.
 
16 (29) października na posiedzeniu aktywu partyjnego Zinowjew przekonywał, by odwlec ten moment bojąc się, że nieodostateczne uzbrojenie oraz brak łączności położy szybki kres zrywowi. Udawadniał, że zdecydowanie lepiej poczekać na Zgromadzenie Ustawodawcze i posiadając w nim znaczne wpływy wraz z popierającymi chłopstwo eserowcami drogą głosowań osiągnąć swój cel. Wtórował mu Kamieniew mówiąc, że opadają emocje i zanika bojowa atmosfera wśród robotników niemogących się doczekać rewolucji. Jakub Fenigsztajn ostrzegał, że droga powstania jest drogą ku porażce. Przeciwko powstaniu byli też Milutin i Szotman.
 
Dzierżyński bezpardonowo tępił stanowiska niezdecydowanych i nieprzekonanych do wybuchu rewolucji wśród swoich towarzyszy. Odpierał argumenty oponentów mówiących o niedostatecznym przygotowaniu do rewolucji. Dzierżyński odpowiadając na słowa Mojżesza Wołodarskiego, który powiedział: „Nie należy twierdzić, że najdszedł już najodpowiedniejszy moment do podjęcia walki. Należy przygotować się, a decyzję w sprawie powstania zostawić zjazdowi [28]”, zaripostował: „Wołodarski- wyrażając się jego słowami- mylił się sądząc, że to nasza partia pomyliła się, kiedy stosowała parlamentarną taktykę. Odwrotnie, zmiana sytuacji podyktowała inną decyzję. Dwa miesiące wstecz istniały wciąż jeszcze iluzje, i dlatego nie można było wysunąć sprawy powstania zbrojnego. Żądanie całkowitego przygotowania technicznego powstania zbrojnego nosi właśnie charakter spisku. Kiedy wybuchnie powstanie, znajda się również techniczne siły [29]”.
 
Za powstaniem oprócz Lenina, Dzierżyńskiego byli też Stalin, Swierdłow i Nikolaj Skrypnik. Mieli rację mówiąć, że lepiej atakować niż bronić się, że gra parlamentarna wyczerpała się i dalsza przyszłość jest w działaniu. Lenin włączył się do zaciętej rozmowy: „Zinowjew nam radzi odrzucić hasło „władza radom” i ograniczyć naszą politykę do wywierania nacisku na rząd. Ale dokąd można zajść, obchodząc się w ten sposób z własnymi rezolucjami? Jeżeli powstanie dojrzało pod względem politycznym, a dojrzało, mówienie o spiskach nie ma sensu. Kiedy dojrzało, jest nieuniknione i można je traktować jako sztukę [30]”.
 
Dzierżyński nie mógł słuchać tych zinowjewskich dywagacji, wiedział, że ten moment już nadchodzi, całkowicie popierał słowa Lenina, który ku zaskoczeniu zebranych pojawił się tam bez wąsów i brody, ale i bez peruki, którą w drodze zwiał mu wiatr i ubłocił w kałuży. Lenin akcentował, że decyzje podczas zbliżającej się rewolucji, muszą być podejmowane szybko i dostosowane do sytuacji. Zaproponował wybory kierownictwa rewolucji, które będzie dowodzić działaniami. W nocnym głosowaniu wybrano sześć osób z Leninem na czele. Stali się nimi: Jakov Swierdłow, Józef Stalin, Andriej Bubnow, poznany przez Dzierżyńskiego w więzieniu aleksandrowskim w 1902 roku Moisiej Uricki, Wiaczesław Mołotow i Feliks Dzierżyński.
 
Dzierżyński w swoim przemówieniu na zebraniu aktywu KC określił ścisłą dyscyplinę w wykonywaniu rozkazów, poinformował o przygotowaniach zbrojnych w zakładach przemysłowych i we flocie bałtyckiej, zakazał wywożenia wyprodukowanych towarów z zakładów, a szczególnie broni. W Piotrogrodzie Czerwona Gwardia stała już w gotowości bojowej liczącej ponad 20 tysięcy uzbrojonych ludzi. Wybrano ponad pięćdziesięciu komisarzy, którzy mieli zadanie kontrolować wykonywanie poleceń Dzierżyńskiego.
 
18 (31) października sprzeciwiający się powstaniu w Komitecie Centralnym Lew Kamieniew w imieniu również Grigorija Zinowiewa, który ciągle czegoś nie rozumiał, a kiedy nie rozumiał, protestował, wydał oświadczenie na łamach gazety wydawanej przez żonę Gorkiego- Marię Fiedorowną Andriejewą- „Nowaja Żizń”, zawierając polemikę nad słusznością organizacji powstania zbrojnego przeciwko Rządowi Tymczasowemu samemu będąc sceptycznie nastawionym do wzniecania rewolucji. Pisał z właściwa sobie beztroską i brakiem poczucia konsekwencji: „Jakkolwiek nie jest mi wiadome, by partia wyznaczyła jakąkolwiek ścisłą datę powstania, uważam, podobnie jak Zinowjew i wielu towarzyszy, że próba zbrojnego przewrotu na kilka dni przed zjazdem rad, przy niekorzystnym układzie sił społecznych, byłaby krokiem zgubnym dla partii, proletariatu i rewolucji. (…) partia nasza jest tymczasem dość silna i ma przed sobą zbyt rozległe perspektywy, by miała uciekać się do tego rodzaju aktów desperacji [31]”.
 
Lew Kamieniew
Kamieniew i Zinowjew wciąż uważali, że jeszcze nie czas na wystąpienie, wahali się tkwiąc w złudzeniu, że porozumienie między bolszewikami, a prawicą socjalistyczną jest jeszcze możliwe. Nie rozumieli, że już nigdy nie będzie jak dawniej, nie będzie dyskusji, głosowań, planów, dywagacji, roztrząsania spraw na drobne, nie rozumieli, że właśnie nadszedł czas na przejęcie władzy, na wojnę. W komitecie bolszewików zawrzało.
 
Przez swoją niezdarną wypowiedź, ujawnili plany Lenina. Wszyscy dowiedzieli się, że bolszewicy szykują rewolucyjny spektakl. Na reperkusje nie trzeba było długo czekać. Prawica zaskowyczała żądając od rządu niedopuszczenia do zbliżającego się bolszewickiego zjazdu, eserowcy na łamach swojej prasy ostrzegali przed niechybnie nieuniknioną wojną domową, a posłuszne rządowi oddziały powołane były w stan wyższej gotowości. Wzmocniono straż wokół Pałacu Zimowego, do Piotrogrodu z Oranienbaumu zbliżały się oddziały junkrów.
 
Lenin został wyprowadzony z równowagi i spalał się ze wściekłości. Uważał, podobnie jak Dzierżyński, akt Kamieniewa i Zinowjewa za podłą zdradę planów żądając wykluczenia ich z partii, jednak komitet SDPRR(b) nie zgodził się. Wobec takiego obrotu sprawy, Kamieniew złożył swój mandat w Komitecie Centralnym, a z racji nieobecności Zinowjewa, który wciąż się ukrywał, na wniosek Swierdłowa  zabroniono mu czynnego udziału w pracy partyjnej. Lenin grzmiał dalej: „Przecież to tysiąc razy bardziej podłe i milion razy bardziej szkodliwe niż wszystkie wystąpienia chiciażby Plechanowa. W prasie niepartyjnej w latach 1905-1907, które partia tak ostro potępiła! Przecież wówczas chodziło tylko o wybory, teraz zaś chodzi o powstanie w celu przejęcia władzy [32]!”
 
Mimo tak sporych zawirowań, wielkim sukcesem bolszewików ostatnich dni było przekonanie do siebie sporej części oddziałów kozackich szykowanych do natarcia na Piotrogrodzką Radę. Rozdawano żołnierzom ulotki, w których wyjaśniano cel Rady i założenia programowe, a wątpiących zapraszano do osobistej wizyty w Instytucie Smolnym, gdzie mogli uzyskać konkretne informacje. Wielu żołnierzy nie wróciło już do swoich jednostek oświadczając, że nie będą występować zbrojnie przeciwko robotnikom.
Kiereński wiedział, że musi coś zrobić. Powstał iście szatański pomysł, aby zbolszewizowane oddziały stacjonujące w Piotrogrodzie wymienić z oddziałami frontowymi. Opór wojsk w Piotrogrodzie wywołał zdecydowany sprzeciw żołnierzy służących na froncie, którzy jedyne czego chcieli to odpocząć. Był to przebiegły plan Kiereńskiego, ale znów nie wypalił.
 
Tymczasem w Piotrogrodzkim Komitecie Wykonawczym doszło do personalnych przepychanek powstałych na wskutek wprowadzenia mieńszewików i prawicowych eserowców przez Trockiego do składu Komitetu, którzy torpedowali pracę. Gdy zjawił się tam Dzierżyński, po zapoznaniu się z sytuacją nie wdawał się w spory, powiedział tylko krótko- trzeba zmusić ich do pracy, albo wyrzucić. W rezultacie, w skład Komitetu wprowadzono dziesięciu aktywnych bolszewików.
 
Dzierżyński wiedział, że teraz nadejdzie chwila prawdy, chwila spełnienia jego marzeń lub klęska. Pragnął zobaczyć swoja rodzinę, ale rozsądek kazał mu się z tym nie spieszyć. W liście do Zofii z 11 sierpnia 1917 roku pisał: „I znów nie wiem czy mam Ci radzić, byś wróciła z Jaśkiem. Ciężkie czasy przeżywamy, lecz tyle mam pewności co do przyszłości, że nie jestem pesymistą. Sam tylko wiele sił straciłem, zestarzałem się, młodość minęła [33]”.
 
Dwa miesiące później w podobnym tonie przesłał kolejną kartkę: „Nie mogę i nie chcę dużo pisać o sobie, bo mało cenię swą pracę, wydajność jej; być może, przyczyna tu w tym, że zgodziłem się wstąpić do Komietu Centralnego partii- wziąłem obowiązki ponad siły [34]”. Był bardzo zmęczony, ale wiara w rewolucję, w Lenina, w zbuntowane i zdeterminowane masy dodawały mu sił. Na końcu listu podziękował Jasiowi za pierwszy list napisany jego niewprawną ręką, w którym drukowanymi literami napisał: „Kochany Tatusiu, ja Cię bardzo kocham i całuję. Jasiek”. List ten Feliks Dzierżyński miał stale przy sobie do końca swych dni.


[1] Pełczyński podaje, że Kajurow, s. 60
[2] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 110, http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[3] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 427
[4] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 61
[5] László Gyurkó, Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 149
[6] P. Malkow, Zapiski komendanta Kremla, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 27
[7] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 131
[8] M. Boncz-Brujewicz,Wspomnienia 1914-1919, Wydawnictwo MON, Warszawa 1959, s. 186
[9] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 131
[10] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 398
[11] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 137
[12] László Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 238
[13] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 100,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[14] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 314
[15] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 194
[16] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 73
[17] M. Boncz-Brujewicz,Wspomnienia 1914-1919, Wydawnictwo MON, Warszawa 1959, s. 218
[18] J. Teleszyński, Gorejący płomień,  Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej,  Warszawa 1981, s. 154
[19] László Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 269
[20] W.I. Lenin, Dzieła, t.26, Warszawa 1953, s.180
[21] Workers Hammer nr 209, zima 2009/2010, Październik 1917 r.: Rewolucja bolszewicka, http://1917.net.pl/node/6055, (odczyt.23.06.2013r.)
[22] Workers Hammer nr 209, zima 2009/2010, Październik 1917 r.: Rewolucja bolszewicka, http://1917.net.pl/node/6055, (odczyt.23.06.2013r.)
[23] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 104
[24] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 202
[25] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 21
[26] J. Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s. 22
[27] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 103,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[28] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 146
[29] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 205
[30] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 146
[31] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 149
[32] W.I. Lenin, Dzieła, t.26, Warszawa 1952, s. 206
[33] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 314
[34] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s. 314
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.