Musimy powrócić, chociażby przez piekło

Rozdział XXXV
 
Od czasu przewrotu lutowego Lenin gorączkowo obmyślał plan powrotu do Rosji po piętnastu latach emigracji. W grę wchodziło kilka opcji, w tym nawet dość absurdalna podróż samolotem. Jedna z nich mówiła o przyjeździe z „pożyczonym” od szwedzkich towarzyszy paszportem, jednakże trudno byłoby udowodnić tą tożsamość nie znając szwedzkiego. Lenin przygotował nawet swoje zdjęcie bez brody i w peruce na głowie, na którym wyglądał jak wykwalifikowany robotnik. Pomysł ten miał słaby punkt, wspominała go Nadjeżda Krupska mówiąc do Lenina: „Zaśniesz, przyśnią ci się mieńszewicy i zaczniesz im wymyślać: kanalie, kanalie i całą konspirację diabli wezmą [1]”.
 
Podróż na około świata przez Anglię też nie wchodziła w grę, ponieważ wywiady tych państw tranzytowych doskonale znały jego dokonania. Lenin zwrócił się również do Kuby Haneckiego, aby zbadał możliwość nielegalnej przeprawy przez Niemcy. Owszem, Hanecki mieszkający wówczas w Danii, stworzył bardzo sprawny przerzut emigrantów ze Szwecji do Rosji, ale wydostać Lenina ze Szwajcarii nie mógł.
 
Z całej gamy pomysłów Lenin zdecydował się na powrót za pośrednictwem rządu niemieckiego, który w ramach wymiany jeńców, dopuszczał wyjazd bolszewickiego przywódcy. Ten brawurowy, zakrawający na szeleństwo pomysł był autorstwa bynajmniej nie Lenina, ale przywódcy mieńszewików- Julija Martova. Martov, obawiając się, że Rząd Tymczasowy nie zaakceptuje jego pomysłu, wycofał się. Lenin pomimo braku odpowiedzi ze strony rządu szedł na całość nie obawiając się konsekwencji. Przekonywał swoich przyjaciół, że „Musimy powrócić, chociażby przez piekło [2]”. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jeśli Rząd Tymczasowy nie zezwoli im na powrót, zostanie oskarżony o zdradę na rzecz Niemiec. Nie spędzało mu to snu z powiek, ani to, że stanąc może przed sądem czy zostanie źle zrozumiany.
 
Pertraktacje powrotu Lenina i innych socjaldemokratycznych rewolucjonistów prowadził Fritz Platten, przywódca szwajcarskich socjalistów będący sekretarzem ugrupowania Lewicy Zimmerwaldzkiej. Lenin określił zasady, jakie mają być zachowane podczas przejazdu. Były one zawarte w kilku punktach. Domagał się zapewnienia eksterytorialności wagonu, w którym odbędzie się podróż, a także zastrzegł sobie, by podczas przejazdu przez Niemcy, nikt do niego nie miał prawa wejść. Paszporty i bagaż miały nie być kontrolowane. Bilety na pociąg miały być zakupione przez Plattena, mimo, że władze niemieckie nalegały, że pokryją koszty podróży. Przejazd miał się odbyć najszybszą drogą. Zaznaczył, że każdy emigrant bez względu na to, czy jest przeciwnikiem czy zwolennikiem wojny, może skorzystać z prawa przejazdu po podpisaniu sporządzonej przez Lenina deklaracji. W zamian za umożliwienie wyjazdu emigrantom do Rosji, część niemieckich i austriackich jeńców wojennych powróci do domów.
 
Wraz z Leninem opuściły Szwajcarię jedynie 32 osoby. Żegnał ich niewielki, pięcdziesięciosobowy tłum emigrantów oskarżających ich o zdradę. Wyjazd z Zurichu w obrazie przedstawionym przez László Gyurkó wyglądał mniej więcej w taki sposób: "Wyjeżdżających odprowadziło na dworzec mniej więcej pięćdziesięciu emigrantów. Nie po to zresztą, aby ich pożegnać, lecz aby raz jeszcze rzucić im w twarz: Zdrajcy, niemieccy szpiedzy, najemnicy cesarza Wilhelma ! Doszło nawet do bijatyki. Ironią losu jest, że w kilka tygodni później oni również wrócili do kraju przez Niemcy. Ludzie boją się najbardziej tego, co nieznane, a jeśli już ktoś przetarł szlak, wszystko wydaje się mniej straszne. Przerazili się zresztą nie tyle tego, co nieznane, ile raczej pozorów, czym właśnie nigdy nie przejmował się Lenin. Nie znał lęku przed tym, co miało ogromny wpływ na decyzję wielu ludzi, i nigdy nie rozpatrywał spraw pod kątem, co myślą o jego czynach inni [3]". Kolejnymi transportami wyjechali m.in. Julij Martow czy Nikola Czcheidze oraz ci, którzy żegnali Lenina wymachując pięściami.
 
Bezpieczeństwo podróżnych gwarantowane było jedynie do Sztokholmu. Ze stolicy Szwecji, do której emigranci mieli przybyć statkiem parowym z niemieckiego portu w Sassnitz, dalsza podróż miała się odbyć koleją przez Wielkie Księstwo Finlandii aż do Piotrogrodu. W Sztokholmie, do którego przyjechali pociągiem z małej miejscowości portowej Trölleborg, Karol Radek zaproponował Leninowi, że chciałby kupić mu nową bieliznę i płaszcz, aby po przybyciu do Rosji wyglądał okazale, jednak Lenin tylko warknął złowrogo na niego mówiąc, że nie zamierza otwierać sklepu z konfekcją.
 
Myślami był już w Rosji, której nie widział tak wiele lat. Ze Szwecji do Finlandii jechali pociągiem w wagonach trzeciej klasy razem z żołnierzami, gdzie od słowa do słowa dyskusja ogarnęła cały wagon, w której uczestniczyli zwolennicy wojny i Lenin zbijający argumenty chętnych do oddania życia za ojczyznę. W dalszą podróż nie pojechał ani Karol Radek ani Fritz Platten, gdyż nie dostali zezwolenia jako cudzoziemcy na wjazd do Rosji.
W wielkanocny poniedziałek w Petersburgu Lenin został powitany niezmiernie uroczyście. Podczas wjazdu pociągu na zatłoczony od witających peron Dworca Finlandzkiego orkiestra grała Marsyliankę. W jednym z wagonów w świetle reflektorów ukazał się zaskoczony i trochę zmieszany powitaniem Lenin. Wtedy po złożonym meldunku przez dowódcę kompanii honorowej zwrócił się w kilku słowach do zgromadzonych ludzi i zakończył słowami „Niech żyje rewolucja socjalistyczna!”, zaś tłum natychmiast odkrzyknął gromko- hurra!
 
Włodzimierz Iljicz wsiadł do samochodu pancernego i pojechał na spotkanie z członkami piotrogrodzkiej organizacji bolszewickiej do pałacu Matyldy Krzesińskiej, przecudnej urody primabaleriny będącej w swoim młodym czasie kochanką cara Mikołaja II.
 
Odczyt Tez Kwietniowych
Tymczasem Dzierżyński wyjechał z Moskwy do Petersburga, gdzie 4 (17) kwietnia na konferencji SDPRR pojawił się Włodzimierz Lenin wygłaszając „tezy kwietniowe”. Jego przemówienie było bardzo istotne, gdyż ukierunkowało działania bolszewików. Lenin określił kolejny etap działań, czyli przejęcie władzy z rąk burżuazyjnego Rządu Tymczasowego i odejście od republiki parlamentarnej w kierunku Rad Delegatów Robotniczych. Mówił o konieczności konfiskaty majątków obszarników i rozdaniu ziemi chłopom, o nacjonalizacji zakładów pracy, w tym banków, które muszą zostać połączone w jeden bank centralny.
 
Lenin podkreślał, że należy jak najszybciej zakończyć działania wojenne, wydać wojnę wojnie, która kosztuje zbyt wiele ofiar i jest jedynie napędem imperialistycznego kapitału. Mówił, że wojna, która się toczy, nie może być wojną zaborczą, ma przynieść wolność narodom i bezpieczeństwo kształtującego się młodego państwa radzieckiego. Podkreślił konieczność utworzenia „własnej” policji i armii, ustanowienia wypłaty dla działaczy partyjnych, urzędników nie wyższej niż średnia płaca robotników, tzw. partmaksimum. Tego dnia po raz pierwszy padło hasło „Cała władza w ręce Rad!”. W swoim przemówieniu odniósł również się do obecnej sytuacji w kraju.
 
Jeszcze na emigracji w Zurichu, Lenin poddał ostrej, bezwzględnej krytyce Rząd Tymczasowy głównie skierowaną do eserowca, ówczesnego ministra wojny- Aleksandra Kiereńskiego, nazywając go „niebezpiecznym zdrajcą”, jak często określał swoich przeciwników politycznych. Swoje oskarżenia wytłumaczył w innej swojej wypowiedzi tak: „Jeśli tak ich nazywam, to nie chcę przez to powiedzieć, że uważam ich za nieuczciwych ludzi, lecz pragnę przez to wyrazić, że po prostu ich polityczna działalność prowadzi do zdrady [4]”.
 
„Tezy kwietniowe” były szeroko komentowane na całym świecie. Były zaskoczeniem nie tylko dlatego, że ukazały nowy kierunek, w jakim ma podążać młode państwo, ale również ze względu na głośne wypowiedzenie tego, czego oczekiwały społeczeństwa wykończone bezsensowną wojną. Dla wielu ludzi światopoglądowo odległych od marksizmu, postulaty Lenina wydawały się wręcz utopią. Kierunek nadany przez Lenina już sam w sobie był rewolucyjny, modelował nowy porządek świata, dowodził, że świat nie musi należeć tylko do bogaczy, przewartościowywał obraz społeczeństwa. Co więcej, Lenin zapowiedział przyznanie niepodległości wszystkim państwom będącym do tej pory pod imperialistycznym zaborem, w tym Polsce.
 
Opozycja jawnie i bezpardonowo kpiła zarówno z Lenina jak i jego tez rozpowszechniając informację, że przybył on, dzięki staraniom wywiadu niemieckiego, w zaplombowanym wagonie. Tworzono mit, jakoby był nasłanym agentem wrogich Niemiec, którzy traktowali go jako niegroźnego marzyciela mającego za zadanie osłabić Rosję na arenie toczącej się wojny. Aby obalić te zarzuty, wystarczy dotrzeć do warunków, jakie postawił Lenin Niemcom przed podróżą, a z których zdecydowanie wynika, że nie mógł być niczyim wysłannikiem.
 
Zarzuty o finansowanie działań Lenina w ustach jego przeciwników politycznych brzmią dość ciekawie w zestawieniu z finansowaniem działań kontrrewolucji przez zachodni kapitał. Lenin już przed podróżą przewidział konsekwencje kolejowej podróży, jednak nie miał innego wyjścia. Była to jedyna droga, aby wydostać się ze Szwajcarii. Pocieszał się mówiąć: „Żaden rozsądny człowiek nie posądzi nas, że jedziemy do Rosji na polecenie Niemców. Przeczy temu cała nasza działalność. Tymczasem  bezczynność tu, kiedy jesteśmy potrzebni proletariatowi tam, jest po prostu przestępstwem [5]”.
 
Wystąpienie Lenina Gieorgij Plechanow nazwał w swojej burżuazyjnej gazecie popierającą Rząd Tymczasowy „Jedność”- bredzeniem i poświęcono mu całą szpaltę, na co ripostował Lenin mówiąc, że jeśli jego słowa są bredzeniem, to dlaczego słuchały ich rzeszy robotników przez dobre dwie godziny? Kadet Mikulow napisał: „Wczoraj Lenin całkowicie zbankrutował w Radzie. Swoich pokojowych tez bronił w tak bezczelny sposób, że wśród ogólnego besztania musiał zejść z mównicy. Po tym ciosie nigdy się nie podniesie”, natomiast Włodzimierz Zienzinow, eserowiec dorzucił od siebie: „Jego program przyjęto nie tyle z oburzeniem, co z ironią, tak niezrozumiały i zmyślony się wydawał (…) Nawet jego towarzysze bolszewicy, z zażenowaniem odwracali się od Lenina [6]”. Szuchanow w swej ocenie przypominał prognozę pogody, która nigdy się nie sprawdza: „Na Lenina do tego stopnia nikt nie zwraca uwagi, że w obecnej chwili jest on w ogóle niegroźny [7]”.
 
Prawdopodobnie wszyscy zrozumieli intencje Lenina, ale nie wyobrażali sobie, że jego myśl będzie w stanie przekuć się w czyn, bowiem jego tezy były tak nowoczesne, postępowe i wybiegające daleko naprzód, że wydawały się nieprawdopodobne.
 
Ale nie tylko Lenin krytykowany był przez swoich przeciwników politycznych. Kamieniew przy poparciu Stalina następnego dnia po ukazaniu się tez w „Prawdzie” opublikował ich krytykę, która wbrew jego oczekiwaniom pozostała bez echa. Prawdopodobnie „Tezy kwietniowe” nie zaistniałyby w świadomości społecznej tak silnie, gdyby nie ich zmasowana krytyka. Nie wyobrażano sobie, że można zakończyć wojnę przyznając się do klęski, nie wyobrażano sobie zaprzeczenia trwającego od wieków prawa własności, ani tego, że prosty lud robotniczy sprawować może władzę ze wsparciem inteligencji i przy całkowitym wyeliminowaniu w polityce burżuazji.
 
Pomimo ostrej krytyki środowisk burżuazyjnych, poparcie dla Lenina była bardzo duże i w szybkim tempie zdecydowanie rosło. W głosowaniu na członków KC uzyskał 104 głosy, Zinowiew 101, Stalin 98 głosów. Gdzie był Dzierżyński? W trakcie obrad, Lenin zaproponował Dzierżyńskiemu kandydaturę do Komitetu Centralnego partii, jednak ten odmówił. Nie czuł się na siłach podjąć tak wyczerpującego zadania. Jego kuracja w Sokolnikach nie przyniosła spodziewanego efektu. Stanowisko w Komitecie Centralnym nie stanowiło też przedmiotu jego politycznych aspiracji czy też ambicji.
 
Rząd Tymczasowy cieszył się umiarkowanym poparciem społeczeństwa. Jego przedstawiciele wydawali się być nawet przerażeni ogromem władzy, jaka znalazła się w ich rękach. Byli niedawnymi świadkami wzburzenia tłumu i obawiali się, że tak jak cara, tłum ten może znieść i ich. Książę Lwow stojący na czele rządu był zupełnie nie znany. Zarówno przed jak i po objęciu teki, niczym się nie wyróżniał. Był człowiekiem bojaźliwym, niezdecydowanym, uciekającym w patetyczne mowy o ojczyźnie i w inne puste słowa, które pięknie brzmią, ale nic nie znaczą. W swoich postulatach czy dekretach Rząd Tymczasowy przeważnie pozostawał w tyle za bolszewikami. Ogłaszał to, o czym bolszewicy mówili znacznie wcześniej. Szczególnie napierał na kontynuowanie wojny organizując widowiskowy marsz kalek wojennych, podczas którego z przytułków i szpitali zwieziono inwalidów niesionych na rękach lub wożonych karetkami wznoszących hasła: „Nasze rany wołają o zwycięstwo”, „Wojna do zwycięstwa [8]”
 
Lwow nawoływał do walki, do pokonania wrogów i zwycięstwa na chwałę Rosji. Minister wojny, Guczkow, będąc człowiekiem o nieposkromionych ambicjach, nadętym, dla którego dotychczasowa kariera była jedynie trampoliną do wyższych stanowisk, swoje zadanie widział tylko w osiągnięciu zwycięstwa na wojnie za wszelką cenę. Milukow- minister spraw wewnętrznych, również nie miał wiele do zaproponowania, zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby pozostał cenionym historykiem niż oschłym, konserwatywnym do bólu ministrem tak ważnego resortu. Wszyscy zaś członkowie rządu zgodnie żądali delegalizacji partii bolszewickiej, która zdecydowanie potępiała działania wojenne.
 
Rząd Lwowa absolutnie nie skupiał się na zaspokojeniu potrzeb społecznych. Nie zrobił nic, aby skrócić czas pracy do ośmiu godzin, nie przeprowadził reformy rolnej, nie rozstrzygnął narastających konfliktów narodowościowych, ani nie starał się nawet wyprowadzić kraju z głębokiego kryzysu gospodarczego. Jego rządy były kontynuacją rządów cara, tylko w pozornie łagodniejszej formie z racji istnienia Rad, których mieńszewicy, eserowcy i kadeci, jak nazywano członków partii Konstytucyjno-Demokratycznej, bardzo się obawiali.
 
W 1917 roku deficyt gospodarki prawie dwukrotnie przewyższył deficyt z roku ubiegłego i wynosił  23 miliardy rubli. W marcu i kwietniu prawie 130 zakładów przerwało produkcję, co spowodowało spadek wytwórczości do 77 procent w porównaniu ze stanem przed wojną. Chłopi przestali sprzedawać żywność, bo za pieniądze, które z dnia na dzień traciły na wartości, nie mogli niczego kupić. Nie mogąc doczekać się reformy rolnej, brali sprawy we własne ręce. Wycinali ziemiańskie lasy i wypasali bydło na pastwiskach swoich dotychczasowych panów. Z czasem sięgali po coraz więcej. Coraz trudniej było się przeciwstawiać ich samowoli, ponieważ dezerterzy wracający z frontu do wiejskich chałup przynosili ze sobą broń. Mieli więc argument w ręku i pociski w kieszeniach przydatne do dalszych grabieży. Rekordziści potrafili w dwa dni doszczętnie ograbić majątek ziemski zabierając ze sobą nawet okna i podłogę dworu. Ich nienawiść nieuregulowana żadnym słowem, żadnym słowem niewytłumaczona i nie uzasadniona, tkwiła w nich tak silnie, że kradzież pańskich własności była wręcz odruchem bezwarunkowym.
 
Robotnicy domagali się podwyżek, których właściciele fabryk nie byli w stanie zaspokoić. Doszło do tego, że surowce zgromadzone w fabrykach były więcej warte niż wyprodukowane z nich towary. Powtórzył się horror lokautów. W pierwszej połowie 1917 roku zwolniono z pracy ponad 100.000 robotników. O ile do tej pory rząd dawał złudzenie stabilizacji i kontynuacji marnych standardów życia, do którego przyzwyczajone było społeczeństwo, tak z czasem zabrakło nawet złudzenia, co wykorzystywali skrzętnie bolszewicy.
 
O ile jeszcze w marcu 1917 roku w Rosji było 513 rad bolszewickich, to w październiku ich ilość wzrosła trzykrotnie, a ilość członków partii bolszewickiej odpowiednio w tych samych okresach z 10.000 członków rozrosła się do 250.000-300.000 [9].
 
W kwietniu 1917 roku ukazało się zarządzenie, że Polacy, którzy mają taką wolę, mogą być odkomenderowani do tworzących się polskich formacji. Bardzo wielu Polaków opuszczało wówczas oddziały rosyjskie. Żołnierze przekazywali sobie tą wiadomość lotem błyskawicy. Wywoływało to często wielkie oburzenie dowódców, jednak nic zrobić im nie mogli. Czasem dochodziło do zabawnych sytuacji. Władysław Bończyk opisywał, jak dowódca plutonu na zakaz organizowania rad w wojsku i przywrócenie pełnej dyscypliny jak w carskim wojsku, odpowiedział dowódcy dywizji, że nie odpowiadają Polakom takie warunki i wydał rozkaz swoim żołnierzom- Komenda równaj! Baczność! Odlicz! W prawo zwrot, czwórki w przód, kompania za mną marsz! I odmaszerowali pozostawiając dowódcę w kompletnym osłupieniu.
 
Rząd Tymczasowy bardzo niechętnie mówił o niepodległości państw zagarniętych przez Rosję. W sprawie Polski mówiono o stworzeniu tworu na kształt Królestwa Kongresowego. Podobne zdanie Aleksandr Guczkow miał w stosunku do Litwy okrytej wówczas niemieckimi wojskami i Finlandii. Owszem, wspominał o przywróceniu autonomii, ale w sprawach wojskowych i polityki zagranicznej decyzujacy głos miała mieć Rosja. Taka polityka nie budziła zaufania tak wielkiej rzeszy obcokrajowców, którzy często wbrew swojej woli przebywali na terenie rozpadającego się imperium.
        
Dzierżyński wziął udział jako jeden z delegatów VII Konferencja SDPRR(b) w dniu 3 (16) w Petersburgu. Rozmowy koncentrowały się wokół spraw narodowościowych, Lenin skrytykował internacjonalistyczne dążenie SDKPiL do tworzenia wielonarodowego kondominium. Najbardziej zażartym oponentem był Feliks, który będąc wierny doktrynie Róży Luksemburg perorował za jednym, wspólnym państwem, uważając samostanowienie narodów za sprzeczne z doktryną internacjonalizmu. W dalszym ciągu uważał, że budzący się nacjonalizm stanie na drodze budowania socjalistycznego świata.
 
W przerwie obrad, według relacji Walentyny Aleksjewej, po burzliwej dyskusji nad tym problemem, Dzierżyński z Leninem udali się w kuluary, gdzie Lenin jeszcze raz przedstawił swoje argumenty odnośnie tej kwestii. Gdy wokół nich zebrało się kilkanaście osób, Lenin wygłosił swoją teorię mówiącą o naturalnej potrzebie niezależności państw, samodecydowania i przyjacielskiej współpracy pomiędzy narodami socjalistycznymi. Wskazał, że zadaniem bolszewików jest walka z naporem polskiego nacjonalizmu PPS uświadamiając i zaszczepiając poczucie solidarności robotniczej wśród robotników wszystkich narodów, natomiast odrzucenie prawa do autonomii narodów tym bardziej wskrzesić może niechęć do rosyjskiej socjaldemokracji.
 
Był to przełomowy moment dla Dzierżyńskiego, bowiem tego dnia przyznał Leninowi rację i zmienił swoje poglądy. Po wznowieniu obrad, zaproponowano Dzierżyńskiemu kandydaturę na członka Komitetu Centralnego SDPRR(b), jednak ponownie grzecznie podziękował.
 
Po powrocie do Moskwy czekało na niego mnóstwo pracy, głównie pracy agitacyjnej. Podczas wystąpień publicznych przekonywał społeczeństwo o konieczności kontynuowania rewolucji aż do eliminacji burżuazyjnych wpływów w rządzie. Bolszewicka gazeta „Izwiestia” domagała się upublicznienia tajnych traktatów wojennych, z których Rosja nie mogła się wycofać bez zgody aliantów. Doprowadziło to do pierwszego poważnego kryzysu w rządzie, w którym większość mieli eserowcy- reprezentanci bogatego chłopstwa, tak zwanych kułaków oraz idący na wszelkie kompromisy mieńszewicy, z których śmiano się, że są skłonni w ramach ugody zorganizować pogrzeb swych ofiar razem z chowaniem ciał wroga. W kolejnych wyborach do rad, bolszewicy zdobywali coraz więcej mandatów. Coraz więcej głosów chłopskich zasilało partię Lenina.
 
Bronisław Wesołowski
Wyczerpany i jeszcze słaby po wieloletnim więzieniu Feliks nie był dalej w stanie pracować. Szybko się męczył, dużo kasłał, często pluł krwią. 1 czerwca 1917 roku został wysłany przez partię w okolice Orenburga na leczenie, gdzie nad rzeką Ural, wśród bezbrzeżnych stepów powracał do zdrowia lecząc się kumysem. Sanatorium było kurortem pierwszej kategorii o nazwie „Drzanietowka [10]”. Kuracjia miała trwać sześc tygodni. Cała nadzieja pokładana była w tej terapii, gdyz jak wspominała Zofia: „Stan jego zdrowia był widoczny gołym okiem, było z nim źle, a nastrój jeszcze gorszy. Miał tak szybki spadek sił, jak o tym mi pisał, że jak byśmy się spotkali to zobaczę tylko jego cień [11]”. Pisał stamtąd : „Wrócę, niestety, dopiero w pierwszych dniach lipca, chce nabrać sił, aby potem móc pracować pełna parą [12]”. Na wypadek, niespodziewanego przyjazdu pod jego nieobecność Żofii z Jasiem, polecił jej kontakt z Bronisławem Wesołowskim, który miał się nimi zaopiekować.
 
Kiedy Feliks odpoczywał, Zofia czyniła starania powrotu do Rosji. Jej dotychczasowa praca w Krakowskim Związku Pomocy dla Więźniów Politycznych w Zurichu została zlikwidowana. W Szwajcarii organizowano specjalne pociągi dla socjaldemokratów pragnących wrócić do Rosji, na które starała się dostać. Wszystko szło składnie, jednak w dniu wyjazdu Jaś, który po raz kolejny przebywał w Unterägri, poważnie zachorował na anginę, a wysoka gorączka uniemożliwiła wyjazd. Kolejne dni lub tygodnie musiała spędzić w Szwajcarii siedząc dosłownie „na walizkach”. Zofia wysłała z Zurichu paczkę dla Feliksa z czekoladkami i pudełeczko z papier-marche do trzymania w nim tytoniu własnoręcznie zrobione przez Jasia.
 
Sytuacja nie wyglądała dobrze. Zofia była sama z chorym dzieckiem i bez środków do życia. Zabiegać o ponowne przyjęcie do pracy u obszarniczej, rosyjskiej rodziny wrogo nastawionej do rewolucji nie miało sensu. Na szczęście udało się zdobyć posadę. Zapisała się też na najbliższy pociąg do Moskwy organizowany na grudzień 1917 roku, ale i tym razem nie udało się wyjechać, gdyż Jaś znów zachorował.
 
Czerwiec minął w miarę spokojnie. Dzięki aktywnej działalności propagandowej, bolszewicy zdobywali coraz więcej mandatów w Moskiewskiej Radzie Delegatów Robotniczych. Społeczeństwo budziło się z letargu i do ich świadomości dochodził fakt, że jeśli nie będzie się kontynuować walki, obalenie cara na rzecz burżuazyjnego rządu nie zmieni nic w ich życiu. Program bolszewików zataczał coraz szersze kręgi. Zmęczone społeczeństwo brakiem wyraźnych zmian w kraju, coraz odważniej opowiadało się za Leninem.
 
W gronie działaczy SDKPiL powstał pomysł, aby na podobieństwo PPS i Bundu utworzyć w Rosji Zarząd Główny jednocześnie ignorując obecny przebywający w Berlinie. Spotkało się to ze zdecydowanym protestem Dzierżyńskiego, który wskazywał, że SDKPiL działa w Rosji pod ścisłym kierownictwem SDPRR(b) i jemu jest podporządkowana. Odnośnie proponowanych wspólnych wystąpień SDKPiL i PPS Lewicy był zgodny, pod warunkiem zjednoczenia PPS z SDPRR(b). Rozproszenie ośrodków władzy oznaczałoby rozłam, brak konsekwencji i zaprzepaszczenie szansy wspólnego działania, w którym tkwi siła ruchu robotniczego.
 
W połowie czerwca zakończyła się kuracja Feliksa. Czuł się znacznie lepiej. Miał więcej sił, poprawił się nastrój, odnalzał znów cel i piękno życia. Nabrał energii jakże potrzebnej do tego, by przetrwać kolejny cios, jaki otrzymał od życia.
 
Tymczasem na 5 lipca do Dzierżyńskiego, który przebywał w Moskwie, nadeszła depesza z przerażającą treścią. Zaraz po jej otrzymaniu napisał do żony kartkę pocztową: „Dzisiaj powinienem pojechać na kilka dni do Dzierżynowa, gdzie bandyci zamordowali mojego brata, a następnie do Piotrogrodu [13]”.
 
Okolice osady Dzierżynowo były w tym okresie szczególnie niespokojne, stanowiły niebezpieczną strefę przyfrontową. Kilka kilometrów na zachód od Dzierżynowa widać już było zasieki i okopy Frontu Zachodniego. W armii powszechne były akty dezercji i sabotażu. Wojsko było kompletnie niezdyscyplinowane i pozbawione wszelkich moralnych zasad. Mieszkańcy żyli w porażającym strachu obawiając się najgorszego.
 
W swojej rodzinnej osadzie Dzierżyński pozostał dwa dni. Spotykał się żołnierzami, rozmawiał z nimi o wojnie, o warunkach, w jakich przyszło im walczyć. Widział, jak kraj stacza się na dno pod rządami Kiereńskiego, na którego wszyscy pomstowali. Równocześnie zbierał informacje o ludziach, którzy dopuścili się tej makabrycznej zbrodni. Wiedział już, że Stanisław był w domu razem z żoną i małym dzieckiem. Kiedy do drzwi zapukali dwaj żołnierze ubrani w oficerskie mundury. Jego brat otworzył drzwi.
 
Mordercy wiedzieli, że Staś brał na przechowanie pieniądze, i że zwykły napad będzie ryzykowany ze względu na posiadaną w domu broń i psa, dlatego musieli uciec się do podstępu. Aby uśpić czujność Stanisława, poprosili o kolację i nocleg. W domu było kilka osób. Nic nie wskazywało na to, że wypadki potoczą się tak nieszczęśliwie. W pewnej chwili, jeden z gości wyciągnął bagnet i ugodził nim śmiertelnie gospodarza, po czym uciekli w panice zabierając kilka drogocennych przedmiotów. Według relacji Władimira Michailovicza Dzierżyńskiego, prawnuka Stanisława Dzierżyńskiego, żona Stanisława, gdy przerażona zobaczyła co się stało, natychmiast pochwyciła dziecko i uciekła przez okno. Nigdy nie wróciła do Dzierżynowa, zamieszkała wraz z synkiem w Charkowie. W późniejszym czasie, Dzierżyński pomagał im jak mógł przesyłając pieniądze i żywność.
 
Przyjazd Dzierżyńskiego pozostał w pamięci wielu ludzi. Pamiętali małego Felisia brykającego po łąkach, późniejszego gimnazjalistę, smukłego anioła, jednak ten Feliks, który przyjechał w lipcu do Dzierżynowa nie był już tym samym człowiekiem. Jeden z chłopów, Foma Łobacz z sąsiedniej wsi Piotrowice tak wspominał dzień, kiedy do Dzierżynowa przyjechał Feliks: „Jak dziś pamiętam jego ostatni przyjazd do Dzierżynowa latem w 1917 roku w związku z zabójstwem brata Stanisława. Nie widziałem go 25 lat od czasu, kiedy będąc jeszcze w  gimnazjum przyjeżdżał do domu na wakacje. Obecnie nie był to młodzieniec- gimnazjalista, lecz sterany życiem mężczyzna. Przerzedzona łysina, siwizna na skroniach, głębokie zmarszczki wokół oczu świadczyły, że człowiek ten widział i doświadczył dużo cierpienia. Podczas krótkiego pobytu zdążył dowiedzieć się o naszym życiu, o stosunku do rządu Kiereńskiego, wojnie, a także o pułkach stacjonujących w Iwieńcu i sąsiednich wsiach [14]”.
 
Do swojej siostrzenicy Marii Bułhak napisał 7 września 1917 roku list z pobytu w Dzierżynowie, o jego pustce i wspomnieniach snujących się po domu dzieciństwa. O tym, jak dom jest splądrowany i że nikt nie chce mieszkać tam teraz na tym niebezpiecznym pustkowiu. Służaca Emilka pokazała mu miejce, gdzie Staś zakopał biżuterię Aldony, która dała mu na przechowanie. Odkopał ją i razem spisali zawartość pudełka. Napisał, też, że fortepian kazał wywieźć do Marysi Głogowskiej, a skarby rodzinne- pamiątki i biżuterię zdeponował u Michała Winawera w Moskwie na wypadek, jakby i z nim miało się stać coś złego. Podał adres Winawera: Furmannyi Perieułek 18, mieszkania 14, Moskwa z zastrzeżeniem, że tylko Aldona lub jej dzieci mogą te rzeczy odebrać. Dopisał: „Prócz tego u Stasia były pewne oszczędności pracowników Banku Wileńskiego. Staś pozostawił rozporządzenie, by w razie jego śmierci wypłacić Aldonie w Wilnie. Z tym, by z tej sumy Aldonia wypłaciła jego słudze 300 rubli. Adres wykonawcy: Tadeusz Bujnicki, Wileński Bank Ziemski, Oficerska ul. 3, Piotrogród.
Komunikuję Cię o tem, bo ze mną wszystko może się stać i może z Aldoną nie zobaczę się. Daruj mi, że tym kończę, nie pisałem tak długo, bo nie miałem Twojego adresu, dopiero niedawno Jadwinia mi przysłała.
Całuję Cię mocno, pozdrowienia dla wszystkich. Twój Feliks.
P.S.
Mój adres Piotrogród, Kavalergardskaya ulica 22 m 17. Feliks [15]”
 
Do Zofii napisał kartkę z Piotrogrodu: „Bandyci dla rabunku zabili brata Stasia. Nie męczył się, ugodzili go w serce sztyletem; zakradli się do domu, prosząc o gościnę. Teraz pusty dom, wszyscy z obawy uciekli. Pozostał tylko dom i wspomnienia lat dawnych [16]”. Z Dzierżynowa wyjechał przez Mińsk do Moskwy w ogromnym smutku. Nigdy już tam nie wrócił.


[1] N. Krupska, Wspomnienia o Leninie, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 392
[2] L. Gyurkó, Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 129
[3] L. Gyurkó, Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s.130
[4] L. Gyurkó, Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 175
[5] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 9
[6] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 124
[7] László Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 152
[8] M. Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 127
[9] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 71
[10] Ośrodek załozony w 1889 roku prze angielkisego lekarza Geogre’a Carricoma. Nazwa pochodziłą od imienia jego córki- Janet. Po latach zpstał przekształcowny w sanatorium imienia N.K. Krupskiej. Składał się z kilkunastu małych drewnianych domków w miesjcowości oddalonej 50 kilometrów Orenburga. Obecnie jest tam obóz- uzdrowisko dla dzieci niepełnosprawnych należący do prężnej, obecnej w wielu miejscach Rosji Fundacji Rosyjskie Dzieci działającej od ponad dwudzistu lat.
[11] I.S. Ratkowskij, Zdawrovie zsieleznevo Feliksa, Naucznyi zsurnal, KubGAU, nr 98 (04) 2014
[12] N.I. Zubov, F.E. Dzierzyński, Biografia, Politizdat, Moskwa 1965, s. 98,  http://fdzerzhinsky.narod.ru/zubovogl.htm (odczyt z dn. 22.03.2014r.)
[13] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 187
[14] A. Chackiewicz, Feliks Dzierżyński, Studium biograficzne, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,  s. 187
[15] F.Dzierżyński, Dokumenty osobiste, AAN, 61/I-3, dok. 195-197
[16] Z. Dzierżyńska, Lata wielkich bojów, Książka i Widza, Warszawa 1969, s.313
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.