Drożyzna piekielna, nie ma z czego żyć

rozdział XXXIII
 
 
Tymczasem za murami więzienia działo się znacznie więcej niż w życiu Feliksa. Rosja przystępując do wojny czuła się potęgą. Prasa pisała: „Stało się. Wojna z Niemcami. W tej wielkiej chwili cała Rosja w jednym porywie zaufania i miłości skupia się wokół panującego, prowadzącego Rosję do świętego boju z wrogiem Słowian. W chwili obecnej nie ma w Rosji ani prawych, ani lewych, ani rządu, ani społeczeństwa, jest natomiast jeden naród rosyjski [1]”.
 
Car otrzymawszy mnóstwo pochlebnych i wiernopoddańczych depesz miłościwie ukazał się na balkonie swojej rezydencji. Duma państwowa zatwierdziła kredyty, jakie państwo zmuszone było wziąć na prowadzenie wojny. Nastroje antyniemieckie znacznie się nasiliły, zaczęto nawet absurdalnie rugować wszelkie przejawy języka niemieckiego. 18 sierpnia 1914 roku przemianowano Petersburg na Piotrogród, zamknięto czasopisma niemieckie, z list instytutów naukowych wykreślano uczonych pochodzenia niemieckiego, a wielu Rosjan zmieniało niemieckie nazwiska. Było to zdecydowanie za mało, aby wojnę wygrać. Jedyną opozycją, która otwarcie sprzeciwiała się wojnie była partia bolszewicka. Mimo jej znacznego osłabienia wywołanego licznymi aresztami i zsyłką na Syberię jej członków, domagała się zaprzestania uczestnictwa w konflikcie zbrojnym.
         
O ile przed 1907 rokiem partia socjaldemokratyczna w Rosji zrzeszała sto pięćdziesiąt tysięcy członków, tak trzy lata później było ich zaledwie kilka tysięcy. W 1912 roku ilość zaangażowanych politycznie robotników wzrosła do stanu z 1907 roku, by dwa lata później osiągnąć milion członków. W raporcie tajnej policji znaleźć można zdanie, że fakt istnienia partii bolszewickiej zawdzięczać można jedynie Leninowi, który bezustannie wznieca ogień z żaru tłumionego przez reżim carski będąc najbliżej oczekiwań narodu. Partia bolszewicka systematycznie dostarczała nielegalną prasę pomimo wielu aresztowań działaczy. Raport ten przyczynił się do wzmożenia ataków na bolszewików. Organizacje w każdym mieście ponownie zostały zdruzgotane aresztowaniami.
 
W samej Moskwie ostało się jedynie czterystu działaczy, w Kijowie dwustu, a w Saratowie osiemdziesięciu. W Piotrogrodzie pomimo wielu starań i reorganizacji nie udało się dokonać niczego. Partia była wprost przesiąknięta szpiclami. Okazało się nawet, że przywódca organizacji moskiewskiej był tajnym agentem policji. W Petersburgu nie było lepiej- aż trzech na siedmiu członków komitetu donosiło o wszystkim policji. Nic więc dziwnego, że nie było z kim pracować. Lojalni członkowie partii dość szybko lądowali w aresztach i na zesłaniach. Sam Lenin wpadł w panikę mówiąc, że „…potrzebuję zarobku. Inaczej po prostu można zdechnąć, słowo daję! Drożyzna piekielna, nie ma z czego żyć [2]”!
        
Po początkowych sukcesach w pierwszym roku wojny, kolejne lata były już pasmem nieszczęść. Kończyły się zapasy żywności, amunicji i broni, a fabryki nie nadążały z jej produkcją. Konieczny był zakup broni u sojuszników, którzy z trudem zaspakajali potrzeby własnych armii, nie mówiąc już o eksporcie na tak wielką skalę i w tak krótkim czasie, jakiego domagała się Rosja. Dowody na brak przygotowania do wojny stawały się coraz bardziej widoczne. Nie funkcjonowała infrastruktura gospodarcza na potrzeby zbrojne. Co prawda organizowano komitety wojskowo przemysłowe, ale ich wysiłki nie były wystarczające. Zacofany kraj, jakim była Rosja, pogrążała się w coraz większym chaosie. Dostawy żywności zarówno do miast, jak i na front stawały się coraz rzadsze. Głodni żołnierze nie mieli innego wyboru, mogli jedynie wycofywać się.
 
Wielu żołnierzy sprzedawało swoją broń. Carska armia zajmowała z góry upatrzone pozycje, jednakże były one coraz bliżej Moskwy. Po gwałtownych protestach na ulicach Piotrogrodu, car w sposób spektakularny zmieniał ministrów i generałów dowodzących armią, czyniąc zdegradowanych odpowiedzialnymi za porażki frontowe. W obliczu klęsk, pomimo protestów ministrów i członków Dumy, wielokrotnych próśb i błagań, car Mikołaj Ostatni, jak pisano o nim w „Z Pola Walki”, nie mając pojęcia o dowodzeniu armią, postanowił samemu stanąć na jej czele i poprowadzić ją do zwycięstwa.
        
W kraju, który trawił poważny kryzys rządowy, coraz częściej dochodziło do ostrych protestów robotniczych. O ile w 1914 roku liczba strajków wynosiła 70, tak rok później zanotowano ich 957, przy czym głównymi organizatorami wystąpień byli bolszewicy. Strategiczna, w wymiarze funkcjonowania państwa, kolej pochłonięta była w korupcji i dezorganizacji, które goniła ludzka głupota. Wtórowało jej megalomaństwo naczelników nawet nic nie znaczących stacji, którzy sami decydowali o ruchu pociągów bez jakichkolwiek uzgodnień czy planów, za to w zależności od grubości wręczanej koperty. Spekulowano węglem i żywnością zbierając znaczne ilości w magazynach w oczekiwaniu na wzrost cen. Pomimo tego, że mówiło się o tych problemach głośno, nikt nie reagował. Ani rząd, ani Duma, a w szczególności car nie cieszyli się społecznym poważaniem. Doszło do takiego rozluźnienia obyczajów, że swobodnie można było krytykować cara najbardziej obraźliwymi słowami.
 
W wyniku mobilizacji chłopów, na polach Rosji nie było rąk do pracy, co natychmiast objawiło się brakiem żywności w sklepach. Widmo głodu powodowało masowe wykupywanie towarów, panikę, kolejki i awantury. Srogie zimy paraliżowały transport nie tylko sprzętu wojskowego na front, czy żywności do miast, ale również dostawy opału. Tragiczna organizacja przemysłu powodowała przestoje produkcji, a co za tym idzie brak pracy, więc i narastające niezadowolenie społeczne. Rosyjska wieś, której produkty rekwirowano na potrzeby wojenne, upadała. Coraz więcej było gospodarstw z jedynie z jednym koniem, a bezkonne nie należały do rzadkości. Pola nie były nawożone, plony były coraz marniejsze, a wieś coraz szerzej nawiedzały szkorbut i tyfus głodowy. Zdesperowani chłopi dokonywali napadów na bogatych kułaków paląc przy okazji zgromadzone zapasy zboża wykupywane od nich za bezcen. W zachowanym liście z Syberii pisano: „Wieś ubożeje i ulega ruinie. Przecież niszczy się główne bogactwo wsi: konie zabrano, bydło zabrano, orać nie ma kto i nie ma czym. Obszarnicy, być może, bogacą się, bogacą się kupcy, różni oszuści, ale lud, masa ludu bez wątpienia ubożeje. On ponosi wszystkie ofiary, wszystkie ciężary wojny [3]”.
 
W tym ogromnym chaosie wojennym, nastroje społeczeństwa, wzmacniane przez bolszewickich agitatorów stawały się coraz groźniejsze. Imperium carskie słabło każdego dnia osaczone przez nieprzyjacielskie wojska i wściekły naród, który nie miał już siły, ani ochoty ginąć za cara. Za cara, którego naród nienawidził. W wielu miastach Rosji coraz częściej dochodziło do strajków i krwawo tłumionych zamieszek ulicznych. Kraj pogrążał się w ciemności. Car nie widział innej możliwości w rozładowaniu napięcia społecznego jak tylko w represjach. Carska Ochrana dwoiła się aresztując działaczy bolszewickich. Represje sięgnęły nawet studentów.
 
Herbert George Wells angielski pisarz, późniejszy pionier gatunku science fiction pisał podsumowując te wydarzenia: „Rosja znalazła się w obecnym katastrofalnym położeniu w wyniku wojny światowej oraz na skutek zarówno moralnego, jak i intelektualnego niedołęstwa swych kół rządzących i elity klas posiadających. (…) Rządzącym Rosją zabrakło i rozumu, i sumienia, i odwagi cywilnej, by przerwać wojnę, przestać rujnować kraj i zagarniać dla siebie najbardziej łakome kaski, co wywołało w szerokich masach ludowych groźne niezadowolenie. Trwało to tak długo, aż wybiła feralna godzina Te rządzące sfery sprawowały władzę, nie przestając zwalczać się wzajemnie, przy czym były tak zaślepione, że do ostatniej chwili nie widziały nadciągającej katastrofy [4]”. Feralna godzina właśnie wybiła.
 
W styczniu 1917 roku strajkowało 250 tysięcy robotników, w lutym, prawie dwukrotnie więcej. Bolszewicy wobec nasilających się represji i pogarszających się warunkach życia, wydali odezwę: „W dzień 9 stycznia wzywamy robotników Moskwy do strajku powszechnego. Towarzysze rzućcie pracę! Wystąpcie na ulice! Podnieście głowy! Uczcijcie pamięć tych, którzy zginęli na froncie! Uczcijcie samych siebie! Pokażcie rewolucyjną siłę proletariatu! Koniec wojny! Koniec caratu [5]”! Opału brakowało nawet w szpitalach, nie było żywności ani lekarstw. Jedyne co pozostało do gniew.
 
Robotnicy z metalurgicznych Zakładów Putiłowskich produkujących również pojazdy opancerzone i armaty na front, zażądali 3 marca podwyżki płac o 50% co spotkało się z kategoryczną odmową administracji i nakazem natychmiastowego zwolnienia 36.000 robotników i zamknięcia zakładu. Żądanie podwyżki było uzasadnione, gdyż w fabrykach występowały olbrzymie dysproporcje zarobków. Kierownik działu miesięcznie dostawał samej podstawowej pensji 3000 rubli, a robotnik nie wiele ponad 30 rubli! Dzień pracy trwał 10-12 godzin, nie było żadnej ochrony pracowników przed skutkami wypadków, a nie tak dawno przeprowadzono w fabryce lokaut. Fabryka była również świadkiem wielu niepokojów robotniczych, strajków i wywiezienia kierowników na taczkach lub wagonach do przewozu pocisków. 40 tysięcy robotników było świetnie zorganizowanych i solidarnych. W zakładzie wysunięte zostało hasło: „Pracujesz w fabryce- trzymaj pod warsztatem karabin, bo tego wymaga twoja wolność[ 6]”.
 
O ile służby bezpieczeństwa i policja rysowały wiele scenariuszy zdarzeń, łącznie z zamachem na cara, nie wzięły pod uwagę tego, że może dojść do totalnego buntu robotników. Generał Chabałow opracował plan reakcji na pojawienie się zamieszek angażując w poskromienie rozruchów doborowe kompanie żandarmerii, policji i kozaków. Plan zakładał wysłanie na pierwszą linię walk najpierw policji, a potem uzbrojonych w piki i nahajki kozaków na koniach, a jeśli to by zawiodło, wyposażone w karabiny maszynowe wojsko miało gradem kul rozprawić się z manifestantami.
 
Mikołaj II o mentalności drobnego mieszczanina kompletnie nie orientował się ani w sytuacji społecznej, ani też specjalnie Chabałowa nie słuchał, otaczał się ludźmi znienawidzonymi przez społeczeństwo, jak minister spraw wewnętrznych Protopopow. Wierzył tym, którzy bezkrytycznie potwierdzali jego zdanie, sam zaś bezwiednie ulegał wpływom szarlatana Rasputina oraz swojej egzaltowanej żony mającej religijne obsesje, w której rękach był posłuszną marionetką.
 
Maria Fiodorowna Romanowa była zarazem zaborczą żoną i karykaturą teściowej w jednym ciele. Wścibska, władcza, jazgotliwa, umiejętnie sterowała Mikołajem. Sama kierowała się radami jeszcze zdolniejszych od niej manipulantów. Popełniła błąd przyjmując całkowicie błędne założenia nieśmiertelności i znaczenia monarchii. Wręcz podżegała Mikołaja- miękką kluchę do tyranii: „Żebyś tylko potrafił być twardym, mój miły!- pisała do męża. To jest teraz bardzo potrzebne. Oni winni słyszeć twój głos i widzieć w Twoich oczach niezadowolenie. Bo za bardzo się przyzwyczaili do Twojej miękkości, ustępliwości i dobroci”.
 
W trosce o wieczne trwanie monarchii swej rodziny, aby zapewnić tron synowi sugerowała przetasowania personalne, zamykanie w więzieniach niewygodnych osób, dyktowała wprost jak Mikołaj ma się zachowywać, a wszystko to potwierdzali otaczający ją przyjaciele. Według Marii, obraz dziejących się wydarzeń wyglądał następująco i nie są to słowa wyfiołkowanej hrabiny, której demencja zakłóciła prawidłowe postrzeganie rzeczywistości, ale samej carowej: „To co się dzieje, to dzieło motłochu. Wyrostki i dziewczęta biegają i krzyczą, że brak im chleba, po prostu dlatego, aby wywołać niepokój, a robotnicy, aby innym przeszkodzić w pracy. Gdyby był porządny mróz, zapewne wszyscy siedzieliby w domach [7]”.
 
Dowodem, jak bardzo Maria była szurnięta jest święty obrazek z dzwoneczkiem, który podarował jej przyjaciel Philippe, który dawał jej znak, że zbliżają się do niej źli ludzie. I tacy ludzie mieli we władaniu ponad stu milionowe państwo.
 
W samym Petersburgu stacjonował garnizon liczący ok. 200.000 żołnierzy, co nie znaczy, że 200.000 żołnierzy swoją przysięgę carowi traktowało poważnie. Pułki składały się z niedawno zaprzęgniętych do armii poborowych, którzy jeszcze nie nauczyli się bezmyślnie wykonywać rozkazów oraz ze starych żołnierzy, którzy poznali gorzki smak frontu. Nauczyciele i urzędnicy wcieleni do armii i awansowani do rangi oficerów również nie palili się do walk. Coraz częstrzym zjawiskiem była odmowa wykonania rozkazów, podobnie jak dezercja. Wielu żołnierzy opuszczało szeregi armii, by przejść na stronę rewolucjonistów. W samym marcu dotychczasowa ilość dezerterów zamknęła się liczbą dwóch milionów! Nie pomagały srogie kary.
 
Jak wspominał Józef Smaga: „Złapany dezerter z rozkazu dowódcy kompanii z reguły podlegał karze cielesnej- chłoście. Szczęśliwy był ten, któremu przysądzono 25 rózeg, a nie jak zwykle 50. (…) Na przedzie kompanii ustawiano ławkę, kładziono pęk rózeg, tuż obok stał kat, krępy podoficer. Winowajca musiał zdjąć bluzę, koszulę i położyć się na ławce. Na rozkaz jeden z żołnierzy trzymał go za głowę, drugi siadał mu na nogi. Po czym rozpoczynała się egzekucja. Kat spokojnie odliczał uderzenia, biorąc za każdym razem świeżą rózgę. Początkowo rozlegał się nieludzki krzyk, a później słychać było tylko rzężenie. Po każdym uderzeniu pozostawał na ciele krwawy ślad, a później krwawa miazga. Po egzekucji cucono delikwenta, oblewając go zimną wodą, a następnego dnia sadzano do aresztu [8]”.
 
Wielu żołnierzy, zwłaszcza najniższej rangi nie widziało sensu walki. Przymus służby i poniżające kary nie działały motywująco. Za błahe przewinienia stawiano żołnierzy w pełnym rynsztunku na baczność przez kilka godzin, za nieznajomość tytułów rodziny carskiej zmuszano do kaczego chodu, kazano biec do utraty sił, a kiedy pojawiała się na drodze kałuża padał rozkaz „padnij!” Takie znieważenia, zbędne okrucieństwo i sadyzm zawodowych carskich oficerów wielokrotnie obracał się przeciwko nim samym. Prości żołnierze nie mogąc znieść takich warunków rozwiązywali problemy najprościej i definitywnie. Przy nadarzającej się okazji, dosięgali bagnetu, by w skrytobójczym mordzie pozbyć się sadystycznego dowódcy.
 
Mimo największej zmobilizowanej armii tej wojny liczącej prawie 12 milionów żołnierzy, straty były przerażające, sięgały ponad 9 milionów żołnierzy. Wojna ta nie była niczym innym, jak tylko bezsensowną rzezią. Podczas walk żołnierze rosyjscy i niemieccy okopani w okopach prowadzili ostrzał wybijając się nawzajem. Rosyjscy żołnierze widząc dyletanctwo dowództwa traciło wszelkie morale i chęć do walki. Każdy z zawszonych, głodnych, wyczerpanych żołnierzy marzył tylko o jednym- aby wrócić do domu. Nie widzieli już sensu walki, sensu śmierci, a ich życie tlące się resztkami sił i nadziei było ważniejsze niż ojczyzna.
 
Ich patriotyzm, poczucie obywatelskiego obowiązku, posłuszeństwo walczyło z nienawiścią, głodem i rozpaczą. Ci, którzy nie zdezerterowali, nie wychodzili z okopów, często nie reagowali na rozkazy ataku, nie mieli w sobie ani ducha bojowego, ani ochoty, by ginąć praktycznie nie wiadomo za co i w jakim celu. Nie wiedzieli nawet o tym, że jako zwycięska w wojnie Rosja miała dostać pod swe władanie Konstantynopol, Persję, Afganistan i część Kurdystanu. Ale co żołnierzowi, który ledwie stoi na nogach, po Afganistanie?
 
Już w 1916 roku w okopach frontów, pomimo zakazu i surowych konsekwencji zawieszano białe flagi, a żołnierze wrogich sił spotykali się w okopach częstując się chlebem i machorką. Nikt już nie miał ochoty do walki będąc głodnym i przemarzniętym. Wszyscy chcieli jak najszybciej wrócić do domów. We wspomnieniach Heleny Bobińskiej pozostał następujący obraz z frontu: „Pierwszy raz w życiu byłam w okopie; było to całe mieszkanie podziemne, z łózkami, z biblioteką, z całym urządzeniem telegraficznym. Bardzo mi się tam podobało. Pracowali tu Rosjanie i Niemcy w najlepszej komitywie. Wszyscy ci Niemcy byli socjaldemokratami. Witali nas entuzjastycznie, ściskali nam ręce, zapewniali, że nie ma takiej siły, która by w tej chwili zmusiła Niemców, aby ruszyli na Rosję; że oni wojny nie chcą- widać było, że mówią szczerze [9]”.
 
Generał Klembowski donosił: „Północny Front znajduje się w stanie kompletnego rozkładu. Żołnierze nie wykonują ani jednego rozkazu oficerów bez ich uprzednich próśb i błagań. Wszędzie bratają się (z Niemcami), a kiedy na bratających się skierować lufy karabinów maszynowych, tłum żołnierzy uniemożliwia wykorzystanie broni maszynowej.(…) Co może nam pomóc? Kara śmierci? Ale czy można wieszać całe bataliony? Sądy wojenne? Wypadałoby nam wtedy zesłać na Sybir pół armii [10]”.
 
23 lutego (8 marca) 1917 roku czterdziestostopniowy mróz zelżał, nad Petersburgiem zaświeciło ciepłe słońce powodując lekką odwilż. Z dachów budynków skapywały krople wody po rozpływających się, zawieszonych u dachów soplach. Zamarznięty na chodnikach śnieg zaczął tworzyć brudno szarą breję. W tak pięknym dniu doszło do potężnej demonstracji robotników, kobiet i dzieci protestujących nosząc transparenty z hasłami: „Precz z wojną”, „Precz z samodzierżawiem” i nie zatrzymało ich nawet życzenie cara Mikołaja II wysłane do Chabałowa: „Rozkazuję położyć jutro kres zamieszkom w stolicy, niedopuszczalnym w trudnym okresie wojny z Niemcami i Austrią. Mikołaj[11]”. Kiedy to nie pomogło, car wydał zakaz zgromadzeń publicznych i strajków, a wszystkich, którzy nie zastosują się, kazał rozstrzelać. Na próżno wydawał rozkazy, armia pozostawała głucha.
Mikołaj II, wydawało się, że żył w zupełnie innym świecie. Ignorował informacje przynoszone mu przez zaufanych ministrów Rodziankę, Bielajewa czy Protopopowa. Księżna Paley zanotowała w swoim pamiętniku: „Chodzili (robotnicy) po ulicach, lecz spokój został zachowany i lud dobrodusznie zdawał się żartować i baraszkować z oddziałami kozaków patrolującymi w mieście[12]”. Car był w dobrym humorze, choć lekko zaniepokojony i jak pisał nadworny historyk Dubieński w dniu 10 marca: „W ostatnich dniach ubiera się (Mikołaj II) w mundur kozaków kaukaskich, wieczorem udał się na całonocne nabożeństwo, tam i z powrotem poszedł bez płaszcza [13]”.
 
Imperator wydawał się być głuchy na okrzyki dobiegające z ulicy. W swoich pamiętnikach pisał jedynie o strzelaniu do wron, spacerach i piciu herbaty. W jego świecie kompletnej iluzji nie zauważył nawet śmierci stratowanych i zgniecionych 1389 osób w dniu swojej koronacji na polu Chodyńskim 18 maja 1896 roku. Było to preludium do bardzo długiej listy nazwisk, które przedwcześnie znalazły się wyryte na mogiłach lub nawet nie na grobach, a zakopane w dołach jak psy. Monarcha jeszcze tego samego dnia wziął udział w przyjęciu ambasadora francuskiego.
 
Ekskluzywne życie świętej rodziny carskiej poświęcającej więcej uwagi eleganckim fatałaszkom niż reformom społecznym w żaden sposób nie było zakłócane przez okrucieństwa dziejące się poza murami pałaców. Dokładna ilość ofiar Mikołaja II nie jest znana, ponieważ władze nie były zainteresowane podawaniem prawdziwych danych. Rozbieżności są dość spore. Jak podaje Andrzej Witkowicz w masakrze 9 stycznia 1905 roku w Petersburgu, oficjalnie zginęło 75 osób, natomiast ówczesna prasa doliczyła się ogółem 4600 zabitych i rannych, a dane te nie odbiegają od specjalnej komisji powołanej do zbadania ilości ofiar, która podawała 1216 zabitych i 5000 rannych. W samej Warszawie w dniach 27-30 stycznia 1905 roku zginęło 200 osób, w Łodzi podczas zamieszek w lutym tego samego roku było 144 ofiar, a w czerwcu 200. W samym 1905 roku 2923 razy wzywano wojsko do tłumienia rewolucji, a rok później 11834 razy. Podczas tłumienia demonstracji robotniczych w tym samym roku w Tomsku zginęło i odniosło rany 200 osób, w Mińsku 100, a w grudniowych starciach w Moskwie 1100 zabitych przy czym straty wojska wynosiły zaledwie 35 ludzi.
 
Ocenia się, że w latach 1905-1907 w pogromach zginęło 10.000 osób[14]. Liczby te nie przedstawiają pełnego obrazu okrucieństwa caratu. Do nagłych zgonów spowodowanych przeszyciem kuli lub szabli, należy doliczyć dziesiątki milionów ludzi wyniszczonych na zesłaniach, w więzieniach, na bezsensownych wojnach oraz miliony ofiar głodu, który cyklicznie nawiedzał Rosję. Miłościwie panujący imperator skutecznie ignorował doniesienia o nim.
 
Mikołajowi II Rosja zawdzięcza niespotykane na skalę światową wydatki zbrojeniowe. Były one zdecydowanie większe niż w takich państwach jak Niemcy czy Wielka Brytania. Zupełnie nie poświęcał uwagi sprawom zdrowotnym społeczeństwa. W carskiej Rosji jeden lekarz przypadał na 6000 mieszkańców, natomiast na wsi sprawa miała się znacznie gorzej, ponieważ stosunek lekarza do pacjentów wynosił jeden do 26.000. W odpowiedzi na raport z 1912 roku o średniej długości życia w Rosji mówiącym, że „30,8 lat, i że 10% chłopskich dzieci przejawia oznaki niedorozwoju umysłowego”, car napisał: „Nieważne [15]”.
 
Imperator jakby nieświadomy grożących napięć społecznych, nie przykładał wagi do danych, o których z pewnością był informowany. Niebezpieczeństw zakłócenia stabilności państwa było tak wiele, że każda z nich z osobna była w stanie doprowadzić do poważnych zamieszek społecznych. Obszar imperium zamieszkiwało wiele nacji, a wśród nich zwolennicy najprzeróżniejszych opcji politycznych. 46% społeczeństwa stanowili Rosjanie. Około 17% Ukraińcy, ponad 10% ludy tatarskie i tureckie. 6% populacji stanowili Polacy, 5% Białorusini, 4% Żydzi oraz wiele pomniejszych i każda z tych narodowości miała zamiar zdobyć się na niezależność od cara. Również pod względem religijnym społeczeństwo nie było jednolite. Prawosławni stanowili 71%, katolicy i muzułmanie po nie całe 9%. Car liczył się jedynie z kościołem prawosławnym, z którym żył we wspaniałej kooperatywie.
 
Ogromne ilości ziem i bogactw, jakie miał w posiadaniu kościół zawdzięczał swoim relacjom z dworem carskim wynagradzając imperatora poprzez wynoszenia jego roli do najważniejszej osoby po Chrystusie, kreując tzw. carosławie. Aby ta bujda była wciąż niezrozumiała dla wiernych, kościół utrzymywał społeczeństwo w umysłowej tępocie, biedzie, szykanując lud gospodarczo i mentalnie. Tak mocno kościół był związany z caratem, że kiedy powstały pierwsze rady delegatów bolszewickich, metropolita moskiewski Tichon ekskomunikował ich członków. Raczej nie zrobiło to na nich wielkiego wrażenia.
 
Kolejną dysproporcją w carskiej Rosji były zarobki. O ile w rejonie piotrogrodzkim stanowiły one kwotę ok. 236 rubli rocznie, tak na Białorusi jedynie 134, a w Kirgizji 58 rubli. Dysproporcje były również widoczne na wsiach. Wielkie majątki były średnio 300 razy większe od gruntów należących do rodzin chłopskich. Bezrobocie było widoczne nie tylko w miastach, ale również na wsi i dochodziło do 10 milionów. Większość gospodarstw chłopskich nie miała najprostszych narzędzi, którymi mogłaby uprawiać pola, a poziom nędzy i śmiertelność w tej grupie społecznej była bardzo wysoka. Nic więc dziwnego, że chłopi, którzy, jak pisał Lew Tołstoj „za prawo zebrania naci z dziesięciny wykopanych kartofli chłop zobowiązuje się zaorać, zasiać, skosić, zebrać, zwieść dziesięcinę zboża [16]”, w czasie rewolucji bez zahamowani grabili ziemiańskie majątki z inwentarza i maszyn, paląc dwory wygnawszy lub zamordowawszy dotychczasowych ciemiężców.
 
Rodzina carska faktycznie nie wiedziała co się dzieje i była butnie przekonana o swojej nieograniczonej władzy i wielkości, pomimo tego, że w tym dniu na ulicę wyszło już 90 tysięcy ludzi, a kolejnego ponad 100 tysięcy. O ile do tej pory nie dochodziło do poważniejszych incydentów, jak tylko przepychanki z policją, tak 25 lutego (10 marca) ogłoszono strajk powszechny. Robotnicy z Zakładów Putiłowskich wyruszyli pochodem ze śpiewem na ustach „Smieło, toworiszczi, w nogu” trzymając w rękach czerwone sztandary. Po drodze przyłączali się robotnicy z innych fabryk. Korowód protestujących osiągnął rozmiary kilkunastu tysięcy uczestników. Na skrzyżowaniu ósmej linii demonstranci zostali zaatakowani przez policję konną i w panice rozbiegli się po sąsiednich uliczkach i bramach, by znów skupić się na Newskim Prospekcie. W całym mieście słychać było ryk syren karetek. Po kilku minutach zjawiła się i tam policja, ale została przepędzona. Odbył się wiec, na którym bolszewicy i eserowcy podgrzewali tłum krzycząc: „Precz z samowładztwem!”, „Dość wojny!”.
 
Dzień później, 26 lutego (11 marca) do zgromadzonego 200 tysięcznego tłumu na ulicach Petersburga zaczęło strzelać wojsko. Na placu przed Pałacem Mikołajewskim „zaledwie zaczął przemawiać pierwszy mówca, gdy padły strzały. Tłum zakołysał się, lecz nie ustępował. Za chwile znów strzały i znów, coraz gęstsze. Ludzie zaczęli uciekać, aż w końcu plac całkiem opustoszał- wspominał Izaak Aszkenazy. Pozostali tylko zabici i ranni. Ciężko rannych robotnicy odnieśli do szpitali, lżej do ich mieszkań, zabitych poukładano na pustych placach lub pod murami domów [17]”. Dzień zakończył się wynikiem 150 ofiar śmiertelnych.
 
27 lutego (12 marca) bolszewicy wydali odezwę do robotników: „Stało się niemożliwością żyć. Nie ma co jeść. Nie ma się w co odziać. Nie ma czym palić. Na froncie- krew, kalectwo, śmierć. Kraj zniszczony nie ma chleba. Zapanował głód [18]”. Bezbronny tłum pamiętający doskonale rezultat „Krwawej niedzieli” był kompletnie zdeterminowany. Obdarci z godności, wściekle głodni, wręcz już martwi za życia nie przestraszyli się ani nahajek, ani bagnetów. Tłum, na czele którego stanęła nienawiść stał się jednym ciałem czującym, rozumiejącym, zdecydowanym i nieugiętym. Pierwsi robotnicy stojący w szeregu przed kompanią wojska patrzyli spokojnie w oczy żołnierzom dzierżącym w dłoniach bagnety bez cienia strachu. Ten zimny, beznamiętny wzrok, wzrok, który nie miał już siły błagać o chleb, o pracę paraliżował żołnierzy. Zdawali sobie sprawę, że w walce z dziką furią tysięcy ludzi są skazani na klęskę. Policjanci, żandarmi, żołnierze również chcieli żyć- robotnicy woleli zginąć niż żyć w carskim kieracie. Byli już na wpół martwi.
 
To już nie była demonstracja, ale rewolucja. Na ustawionych skrzyniach przemawiali mówcy. Jedni zachęcali do poparcia Dumy, inni bolszewików, inni mówili o potrzebie ustanowienia nowego rządu. Nawet najmniej zaangażowani w politykę ludzie wychodzili na ulice ze zwykłej ciekawości, aby dowiedzieć się, co się dzieje, kto jest przywódcą, dokąd zmierza ich kraj. Do umysłów służb mundurowych dochodziło przekonanie, że tym razem nie oni staną na podium zwyciężcy. Pod naporem tłumu nie odważyli się strzelać wiedząc, że zabraknie im kul, a wtedy zostaną wdeptani w trotuar. Wielu z nich po krótkim namyśle, podnosiło karabiny do góry na znak, że nie będą strzelać. Wówczas z serca tłumu wydobywał się dzięki ryk- hurra!
 
Aktywność tłumu zachęcona postawą wojska szybko rosła. Zdobyto arsenał i większość ważnych budynków w mieście. Rozdawano broń robotnikom notując jedynie nazwisko i zakład pracy, z którego pochodzą. Z samego rana żołnierze wołyńskiego pułku gwardii wyszli na ulice odmówiwszy strzelania do mas dając przykład innym oddziałom. Kapitan Łaszkiewicz, który chciał zmusić żołnierzy do posłuszeństwa, został zastrzelony. Rozpalony tłum przekonany o swoim zwycięstwie demolował urzędy państwowe, sklepy, zakłady. Podpalono gmach sądu okręgowego, gmachy policji, pałace osobistości związanych z dworem. W mieście pojawił się chaos. Doszło do tego, że po obu stronach barykady walczyli żołnierze w tych samych mundurach. Sytuacja czasami zakrawała na absurd. Niektóre stacjonujące w koszarach oddziały wojsk carskich nie miały amunicji. Nie dostarczono jej z Twierdzy Kronsztadzkiej pomimo ponawianych próśb. Jeden z garnizonów nieświadomy tego, że wybuchły zamieszki raczył się w restauracjach jadłem i alkoholem.
 
Car zachowywał spokój pomimo najgorszych doniesień. Nie spodziewał się, że ten rok będzie ostatnim rokiem trzystu czterech lat panowania jego rodziny. Wściekli rewolucjoniści szukali ministra Protopopowa w jego willi. Jego żona zobaczywszy napierający na dom tłum schroniła się u dozorcy. Cały carski dwór drżał ze strachu, jednak car nie zrobił nic, aby załagodzić sytuację. Michaił Rodzianko przebywający w Dumie na posiedzeniu, które nie mogło się rozpocząć z uwagi na ogólny chaos, wysłał depeszę do niego „nadeszła ostatnia godzina, w której rozstrzygają się losy ojczyzny i dynastii”. Car zupełnie nie rozumiał o czym pisze Rodzianko, zanotował jedynie w pamiętniku: „Ten grubas Rodzianko znowu pisze do mnie jakieś nonsensy, na które nawet nie odpowiem [19]”.
 
Na wniosek Chabałowa, car rozkazał generałowi Iwanowowi ściągniecie specjalnych jednostek z frontu, jednakże było już za późno. Jeszcze książę Golicyn zdążył prosić Mikołaja, aby zdymisjonował rząd i powołał nowego premiera, którego tłum darzyłby szacunkiem i usłuchał, jednak udzielił odpowiedźi: „W obecnych okolicznościach jakiekolwiek zmiany w składzie rządu uważam za niedopuszczalne[20]” co zamykało drogę do wszelkich możliwych pokojowych rozwiązań. Car zachowywał konsystencję betonu. Kilka godzin później Chabałow depeszował do cara informując go, że nie jest w stanie zaprowadzić porządku na mieście.
 
Prasa zachodnia prześcigała się w komentarzach wydarzeń. Car z prewnością nie czytał tych artykułów, a jeśli czytał, to ignorował. Brytyjski „The Times” donosił: „Jeżeli jego cesarska mość nie uczyni niezwłocznie zadość życzeniom najbardziej umiarkowanych elementów spośród jego lojalnych poddanych, to wpływ, którym cieszy się teraz Tymczasowy Komitet Dumy Państwowej, przejdzie całkowicie do rąk socjalistów, którzy chcą ustanowienia republiki, ale niektórzy nie są w stanie stworzyć jakiegokolwiek uporządkowanego rządu i niechybnie wtrąciliby kraj w otchłań anarchii wewnątrz i katastrofy od zewnątrz [21]”. Prasa niemiecka obawiała się, że ruch rewolucyjny w Rosji pobudzi nowe siły, które z niespożytą energią przystapią do działań wojennych. W innych krajach co prawda cieszono się, że kompletnie bezwładny i nieudolny monarcha traci grunt pod nogami, jednakże obawiano się, jak potoczy się rozwój wypadków, których przewidzieć nie sposób.
 
Rozwiązana przez cara Duma dalej obradowała pod pretekstem rozmów. Nie wiedzący jeszcze dokładnie czego chce tłum apelował, aby przejęła władzę, więc dalej obradowała nad tym, czy tę władzę przejąć czy nie. Powstała w poniedziałek, 27 lutego Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich prosiła Dumę o przejęcie władzy, jednak ta dalej się naradzała w niezdecydowaniu. Tymczasem rozpalony tłum przy śpiewie pieśni i okrzykach przemieszczał się w kierunku butyrskiego więzienia, aby uwolnić osadzonych w nim więźniów politycznych. Była tam Lucyna Frankiel zajmująca się do tej pory opieką nad więźniami, która wraz ze sformowanyym oddziałem robotniczej Czerwonej Gwardii próbowała się dostać do środka tego miejsca kaźni.
 
Straże początkowe nie chciały wpuścić przedstawicieli robotników, jednak widząc ich zdeterminowanie, na wszelki wypadek po krótkiej szamotaninie zgodziły się otworzyć bramę. Po sprawdzeniu list więźniów, co trwało prawie cały dzień, gdyż trzeba było oddzielić więźniów politycznych od kryminalnych, sukcesywnie otwierano cele. Zza murów odgradzających ich od życia, wychodzili obdarci, zagłodzeni i schorowani cisi bohaterowie. Było ich prawie 350-ciu.
 
Przechodząc korytarzem, Lucyna w jednej z cel ujrzała Feliksa. Wyglądał jak cień człowieka. Blady, z ogoloną głową, z poranionymi nogami i rękami, kulejący, zupełnie wyczerpany. Jedynie w oczach tliło się życie podtrzymywane przez nadzieję. Był słaby do tego stopnia, że musiano go wynieść z więzienia. Perspektywa odbycia kary w więzieniu katorżniczym do 1922 roku prysła niczym mydlana bańka.


[1] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 5
[2] W.I. Lenin, Dzieła, t.35, Warszawa 1957, s. 215
[3] M. Wilk „Proletariacka Rewolucja”, 1926, nr 9/56, s. 218.
[4] H.G. Wells, Rosja we mgle, Książka i Wiedza, Warszawa 1961, s. 111
[5] M. Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 30
[6] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 749
[7] L. Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 111
[8] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 90
[9] H. Bobińska, Pamiętniki tamtych lat, PIW, Warszawa 1963, s. 106
[10] L. Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 208
[11] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 73
[12] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 73
[13] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 76
[14] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 49
[15] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 57
[16] A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 63
[17] Red. Z. Iwańczuk, Na granicy epok, Książka i Wiedza, Warszawa 1967, s. 80
[18] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 77
[19] M.Wilk, Rok 1917 w Rosji, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1983, s. 85
[20] L. Gyurkó ,Lenin Październik, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s. 118
[21] S. Pełczyński, Lenin- wolność i władza, PiW, Warszawa 1981, s. 5
Copyright ©2017 Zoltan Fordos All Rights Reserved.